Kalina nie lubi w domu napisów.
Na szamponach, płynach do mycia naczyń, nawet na okładkach książek.
Kalina odruchowo zawsze je czyta. Potem ma w myśli słowa, których nie może dopasować do przedmiotu. I kręcą się w Kaliny głowie wyrazy zlepione w kłębki.
Czasami męczą Kalinę koszulki z napisami. Zamiast rozmawiać z człowiekiem, Kalina rozmawia z napisem. Litery włażą Kalinie do głowy.
Nie lubi Kalina napisów na samochodach, ponieważ je czyta. Podobnie dużych reklam przy drodze. Kalina skupia spojrzenie na kompletnie zbędnych informacjach o promocjach w sklepach z dachówkami, poszukiwaniu kierowców kategorii T albo stacji benzynowej za 50 km. Z darmową zupą przy tankowaniu za 300 zł.
W idealnym świecie Kaliny litery zamknięte byłyby w książkach i stamtąd można by dozować je według uznania.
To stan na dziś. Być może jutro będzie zupełnie inaczej.
A wiesz, jak sie tak zastanowic, to ja tez czytam wszystko, co mi w oko wpadnie, ale mam w glowie natychmiastowy sortownik, ktory usuwa z niej napisy niewazne, nic nie znaczace, nie majace wplywu na mnie. W chwili przeczytania, juz zapominam ich tresc, chodzi o sklad szamponow, darmowy obiad za 300, czy promocje na dachowki, ale zostaje ograniczenie szybkosci, odleglosc do stacji benzynowej i takie tam, ktore moga sie przydac. Nie przeszkadzaja mi te wszystkie napisy w kazdym razie.
OdpowiedzUsuńOdbieram napisy jak zanieczyszczenie mojego środowiska.
UsuńMam identycznie i w dodatku, ten denerwujący innych zwyczaj czytania na głos niektórych napisów!
OdpowiedzUsuńMuszę sprawdzić, czy też czytam na głos...😉
UsuńJa czytam tylko nazwy ulic, miast, drogowskazow ale czasem jako pasazer skupiam sie na grafice i czcionkach liter. Tak samo odbieram, graficznie wszelkie szampony itp (potem w sklepie szukam po kolorach a nie po nazwach :)). Ludzie dziela sie na odbiorcow wg pewnych kategori: wizualni, audio, kinetyczni i ... mieszani. Ty jestes skrajnym przypadkiem ... czego? Wizualnego tekstu pewnie. Koszulki z napisami tez nie dla mnie ale grafika kolorowa moze byc. Na reklame tekstowa jestem odporna choc tekst informacyjny jest dla mnie wazny.
OdpowiedzUsuńTo forma bezrefleksyjnego czytania. Jakby słowa istniały niezależnie od treści.
UsuńNie zapamiętuję kolorów. Nie wiem, jak wygląda opakowanie szamponu, którego używam od miesięcy. Nie zapamiętuję też barwy włosów ani oczu. Gdy chcę kupić taki sam krem, jaki mam w domu, muszę zrobić zdjęcie 😉
A mnie to fascynuje, chociaż widzę w napisach ogrom zła, bzdetów, błędów, amatorstwa, i to jest męczące.
OdpowiedzUsuńTeż widzę błędy. To obciąża dodatkowo.
Usuńi nic się z tym raczej nie da zrobić.
UsuńChyba nie. Ale uwielbiam zabawy słowami podczas rozmów. Subtelności i niuanse.
UsuńJa już takich malych liter nie widzę,wiec nie czytam.W sklepach bardziej po kolorach,obrazkach:))
OdpowiedzUsuńMałych nie widzę. Duże widzę za bardzo 😉
Usuńmnie wpadają w oko tylko te interesujące napisy.
OdpowiedzUsuńZazdroszczę.
Usuńpodglądam napisy, gdzie tylko się da. od reklam, po spray na murach. szukam czegoś, czym warto było zapaskudzić pejzaż.
OdpowiedzUsuńZapaskudzić pejzaż. Dobre określenie. Najlepiej - niczym.
UsuńJa mam tak na dźwięki. Napisy są fajne. Nawet etykieta z Domestosa 😉
OdpowiedzUsuńOd pewnego czasu mam też tak z zapachami. Czasami żałuję, że zaczęłam je niedawno tak intensywnie odbierać.
Usuńdlatego cisną nam wszędzie te wielkie reklamy i bilbordy bo mimowolnie choc nie chcemy to je czytamy i zapadają w pamięc. To take zaśmiecanie mózgu bzdetami. Też tego nie lubię
OdpowiedzUsuńMęczące zaśmiecanie mózgu. Dobrze się czuję w krajach, w których są ograniczenia ilości reklam.
Usuń