Kalina czasem czuje, że praca nauczycielki biologii jest potrzebna. Kalina ma poczucie, że pokazuje dzieciom świat, w którym żyją, a którego wcale nie znają. Kalina lubi widzieć, jak dzieci zaczynają kojarzyć fakty i do ich świadomości zaczynają docierać rzeczy, obok których zwykle przechodzi się obojętnie.
Często zdarza się to na lekcjach w czwartych i siódmych klasach, gdy Kalina opowiada o anatomii i fizjologii człowieka. Tak było też dziś, w czwartej klasie, na lekcji o dojrzewaniu płciowym.
Niezwykła atmosfera i niezwykłe zaangażowanie uczniów. Pytania, o jakich można sobie zamarzyć ucząc o miesiączce, mutacji i trądziku. Zrozumienie w oczach uczniów, gdy wspomina się o ich zmianach nastroju, fochach, uporze i wiecznych kłótniach. Śmiali się z siebie, dopytywali o to, w jaki sposób używa się podpasek. Spokojni, grzeczni, dojrzali tak, jak mogą być dojrzali dziesięciolatkowie.
I dla odmiany lekcja w jednej ze starszych klas: uczeń położył sobie na krześle grubą poduchę, służącą do siedzenia na podłodze.
- Usiądź normalnie - mówi Kalina.
- Chcę mieć miękko w dupę - odpowiada uczeń i rozgląda się z uśmieszkiem po klasie, sprawdzając czy wszyscy usłyszeli. Kalina usłyszała. Aż nadto usłyszała.
Szacunek dla nauczyciela? Mają go w dupie...


