To, jak uczy się odpuszczać.
Jak uczy się odchodzić.
To, jak coraz częściej milknie, bo szkoda jej sił i energii na słowa.
Dziś Kalina uczyła dzieci w szkole przyszywania guzików.
- Dlaczego? - spytała Kalinę koleżanka.
No właśnie...
Nauczycielka, pytająca inną nauczycielkę, dlaczego uczy dzieci czegoś, co jest naprawdę potrzebne w życiu.
Kalina nie odpowiedziała. Demonstrowała dalej, jak trzyma się igłę, żeby nitka się nie plątała. Szkoda sił i energii na słowa.
a nie sądzisz Kalino, że to jest rola rodziców? podcieranie tyłka, higiena osobista, przyszycie guzika... zrobienie sobie herbaty, kanapki???
OdpowiedzUsuńja myślę, że nie koniecznie. Akurat jestem starej daty szkoliłam się w czasach PRL i to szkoła nauczyła mnie szycia, szydełkowania, robienia prostych kanapek i majsterkowania. To się nazywało ZPT i było bardzo pożytecznym przedmiotem.
UsuńTo są zajęcia z dziećmi z niepełnosprawnościami. Codzienne czynności mają dla nich kluczowe znaczenie, jak sądzę..
Usuńa no tak zapomniałam, że przecież Twoje dzieciaki są specjalne i wyjątkowe :)
UsuńKalina od jakiegoś czasu Cię kocham,ale dzisiaj muszę to wyznać.
OdpowiedzUsuńTo co tu "wypisujesz" jest bardzo mądre.
Też wielu praktycznych i potrzebnych w życiu codziennym rzeczy nauczyłam się w szkole.
Każda nowo zdobyta umiejętność jest bardzo cenna.
Dlatego nie powinniśmy się zastanawiać czy Ty dobrze robisz ucząc dzieci przyszywania guzika,bo wg.kogoś powinni to zrobic rodzice.
Przypuszczam ,że wielu z nich nie wpadłby na to ,aby spróbować nauczyć tego swoje dziecko ,a poza tym nie wiemy czy sami potrafia to zrobić.
To już nie a'propos guzika.
Jestem zbulwerwowana podejściem (w naszym kochanym kraju) do oświaty.
Oświata to najlepsza rzecz ,która nas spotkała,tylko trzeba ją w umiejętny sposób wykorzystywać.
Najlepiej jak robią to nauczyciele i nikt się w to nie wtrąca
Pozdrawiam Ilona
Gdy jestem na lekcji, bawię się, mam energię i jestem kreatywna. Gdy wchodzę do pokoju nauczycielskiego, widzę te bezsensowne dokumenty, podpisy, zarządzenia - tracę radość
UsuńJa to już nawet nie pamiętam, gdzie się tego szycia nauczyłam, mam wrażenie, że od zawsze potrafiłam ;-) Jako kilkuletnia dziewczynka bawiłam się bowiem w projektantkę mody i szyłam moim lalkom Barbie tonę ciuszków. Już nie zliczę, ile razy przydała mi się w dorosłym życiu ta czynność... Sama też uczyłam irlandzkie dzieci szyć, a konkretnie robić świąteczne skarpety - później zaś z radością obserwowałam, jaką satysfakcję dawało im uszycie swoich własnych skarpet. Niektóre z nich zostawiały dla siebie, inne zaś sprzedawały na szkolnym kiermaszu.
OdpowiedzUsuńMnie tam mama nie oszczędzała i zaganiała do różnej roboty (za co dziś jestem jej ogromnie wdzięczna, bo nie jestem kaleką życiową), mam jednak wrażenie, że zbyt dużo współczesnych rodziców ulgowo traktuje swoje dzieci i nie uczy ich tych podstawowych, ale jakże potrzebnych, umiejętności.
Moja mama umiała robić "wszystko". Swetry na drutach, serwety na szydełku, szyła nam spodnie, sukienki komunijne, kapelusze na lato, wyplatała makramy i najlepiej na świecie czytała bajki na głos. Jestem szczęśliwa, że patrzyłam jak to robi i uczyłam się przy niej. Teraz umiem mnóstwo dziwnych rzeczy :-)
Usuń