Nie... Błagam, nie...
Rodzice już zaczęli. Już piszą z byle powodu, już walczą o każdą ocenę, zamiast zająć się w tym czasie swoimi dziećmi.
W efekcie tego, zamiast z radością wchodzić do klasy i cieszyć się ze spotkania z uczniami, podczas lekcji przypominam sobie te wszystkie "proszę o wyjaśnienie".
Hit ostatnich dni: pewna mama uważa, że jej dziecko nie jest należycie traktowane w szkole i dlatego życzy sobie, żebyśmy na lekcji liczyli, ile razy zwracamy się bezpośrednio do jej syna.
Od razu wyjaśniam: nie liczę.
Na Kaline zawsze mozna liczyc. :) Nie liczy.
OdpowiedzUsuńKalina nie uczy matematyki. Nie musi liczyć ;-)
Usuńi ja nie liczę, nie korzystam też z dobrych rad rodziców...zlewka. w tym roku nie zamierzam również odpisywać :-)
OdpowiedzUsuńU nas są alarmy, gdy nie odpisujemy tego samego dnia. Chyba mamy rozpieszczonych rodziców.
UsuńSzkoła od dyrektora w szortach? Czy ta druga?
OdpowiedzUsuńLiczenie - w tej drugiej. Ale rodzice chyba są wszędzie tacy sami.
UsuńA nienależytość polega na tym, że zwracasz się do niego za często, czy za rzadko?
OdpowiedzUsuńZa rzadko. Chociaż prawdę mówiąc - nie wiem, bo nie liczyłam :-D
Usuńoch, może dziecku trzeba dać jakieś zajęcie, żeby poczuł się wyróżniony, zadanie specjalne.
OdpowiedzUsuńTo dziecko jest już wyróżnione osobnym nauczycielem wspomagającym, który nie odstępuje go na krok...
Usuńo rany, cisną mi się na język różne słowa, ale się powstrzymuję.
Usuń