piątek, 11 października 2024
wyłączyć
środa, 9 października 2024
pomyłka
poniedziałek, 7 października 2024
działania
K. wracała w południe do domu i na drzwiach wejściowych zauważyła największego pająka świata. Siedział na futrynie. Piszcząc i krzycząc wbiegła do domu i obudziła M.
Drzwi były nadal otwarte.
Obserwując pająka, żeby znać dokładnie jego położenie w każdej sekundzie, K. i M. obmyśliły plan działania. Odkurzacz.
Z niemałym trudem wyszły z odkurzaczem na korytarz (musiały przejść obok pająka) i wciągnęły potwora do środka.
Jego rozmiary dawały cień niepewności, co do jego śmierci w odkurzaczu. Wciągnęły zatem jeszcze sodę oczyszczoną (broń chemiczna) i ryż (pociski małego kalibru).
Wyjęły worek z odkurzacza, wrzuciły do worka na śmieci, całość szczelnie zawiązały i wystawiły na balkon.
Rozmiary pająka tak bardzo odbiegały od powszechnie stosowanych, że K. i M. zaczęły rozważać, czy na pewno soda i ryż zabiły gościa na śmierć. Nie miały pewności, czy nadal nie siedzi przyczajony w rurze. Zatem założyły nowy worek do odkurzacza i wciągnęły do niego mech i ziemię z balkonu w ilościach obfitych (pociski większego kalibru), zapełniając nowy worek. Wyjęły worek z odkurzacza, włożyły do kolejnego worka na śmieci, zawiązały i wystawiły na balkon.
Ponieważ obie były tak wypełnione adrenaliną, że wyciekała im porami skóry, postanowiły iść za ciosem i zrzuciły jeszcze miotłą ogromnego krzyżaka, który zbudował sieć za szybą w salonie. Niemal słychać było huk, jak spadał z piętra na chodnik, a w płytce chodnikowej najprawdopodobniej powstała spora wyrwa ;-).
Jedna z opisanych dzielnych kobiet to starsza córka Kaliny. Druga to jej współlokatorka. Dziewczyny umieją sobie radzić - jestem z nich dumna.
I tylko bardzo proszę nie pisać w komentarzach, że pająki są przecież nieszkodliwe i nie warto się ich bać.
Kalina doskonale wie, czy warto się ich bać, czy też nie. Dziś rano Kalina i jej młodsza córka ogłosiły w domu stan wyjątkowy, polegający na usuwaniu 3 potworów z doniczek i do teraz obie zastanawiają się, czy kosarze nie wyjdą żywe z odkurzacza...
sobota, 5 października 2024
grzyby
Kalina wyciągnęła męża na grzyby. Mąż Kaliny jest typem zadaniowym. Hasło "na grzyby" wywołało zatem serię poczynań. Przygotował pudełeczko z chlebem i kiełbaskami długodojrzewającymi. Zrobił herbatę w termosie ("Nie będę robił, przecież jesteśmy dorośli". Po kwadransie: "Jednak zrobię. Gorąca herbatka z cytryną jest na grzybach najważniejsza").
Założyli zimowe buty na wszelkie okazje, grube kurtki, rajtuzy (to Kalina) i zabrali wielki wiklinowy kosz (też Kalina).
I pojechali.
Ustalili, dokąd jadą: blisko, bo Kalina nie w formie. Dookoła małego leśnego jeziorka. Powolutku. Jeśli zawroty głowy pójdą z nimi, dadzą radę wrócić do samochodu.
- Pamiętasz trasę?
- Pamiętam - rzekła Kalina, która chciała już jechać, żeby jak najszybciej ruszyć i zjeść coś w samochodzie.
Po drodze Kalina musiała kilkakrotnie uspokajać męża, że jeśli nawigacja pokazuje, że oddalają się skutecznie od punktu docelowego, oznacza to, że powinni iść na grzyby gdzie indziej. Zdecydowali się na gdzie indziej. Bez jeziorka. Mały las. Łatwiej wrócić do samochodu gdyby zaczęło padać, lub gdyby Kalina padała ze zmęczenia.
Zatrzymali samochód, zjedli połowę prowiantu, zabrali kosz, małą parasolkę i wielki męski parasol i poszli.
Poszli, poszli i znaleźli 6 sztuk. Mizerna, cicha, stajenka licha. No jakby wszystkie grzyby świata wymiotło w inny obszar. Padło hasło "Wracamy". Dołożą grzyby do sosu, będzie nuta grzybowego aromatu.
Gdy zdemotywowani wracali do samochodu, z pobliskich zarośli wybiegł patataj, patataj, dzik wielki jak bizon amerykański, co podniosło morale Kaliny i jej męża. Śmiejąc się z tętentu dzika i swojego przestraszenia doszli do drogi, przy której nieco dalej stał zaparkowany samochód.
Mąż Kaliny zatrzymał się przy obrośniętych wysoką trawą krzaczkach i szpikulcem od parasola wskazał kierunek.
- To jest miejsce, gdzie powinny być grzyby.
Posłuszna Kalina zrobiła krok w tamtą stronę i ku swojemu osłupieniu znalazła uroczego, zdrowego i jędrnego maślaczka. A obok niego - setki innych. Słowo daję: maślakowy Pekin, Bombaj, pielgrzymka do Medyny i pochód pierwszomajowy...
Trudno było stopę postawić, żeby jakiegoś nie nadepnąć. Najpierw zrywali wszystkie, potem już tylko te średniej wielkości.
Teraz całe mieszkanie pachnie maślakami, kilka potężnych porcji jest naszykowanych do zamrożenia, sos był przepyszny, a parasol męża został uznany za przedmiot magiczny.
Jeśli będziecie czegoś szukać, dajcie znać. Poproszę męża, żeby wskazał parasolem kierunek.
PS. Reszta prowiantu została zjedzona przed odjazdem z lasu. Herbatka wypita. To informacja dla tych, którzy sądzili, że Kalinę da się uciszyć jakimś marnym ogryzkiem.
piątek, 4 października 2024
niewiele
wtorek, 1 października 2024
Shit
Sny są egocentryczne.
Zawsze śnię o sobie. Czy są to miłe, czy przykre historie, dotyczą mnie. Czasem jestem w nich sobą, czasem kimś o innym zawodzie, innej sytuacji rodzinnej, ale zawsze to ja.
Mój mózg nie umie we śnie być kimś innym.
We śnie robię rzeczy, których nie ośmieliłabym się zrobić naprawdę. Wczoraj na przykład podniosłam z podłogi dużę kupkę kurzu. A potem, w ciągu dnia, zobaczyłam w przedpokoju maleńką kępkę kurzu przy komodzie. Nie podniosłam jej dłonią.
W życiu nie mam tyle odwagi, co we śnie.
Wyniki moich badań nie są dobre. To truizm, ale brzmi lepiej niż "są złe". We śnie miałabym odwagę od razu iść do lekarza i ewentualnie usłyszeć, że muszę mieć kolejną operację. W prawdziwym życiu nie zrobiłam tego natychmiast. Dałam sobie kilka dni przerwy na spokojne porozmawianie z mężem i córkami.
- Mamo, nie szukaj informacji w internecie.
Odszukałam.
Wszystkie dziwaczne objawy, których doświadczam, wypisane są jeden po drugim.
Shit.
poniedziałek, 16 września 2024
wtorek, 10 września 2024
poniedziałek, 9 września 2024
liceum
Przez kilka lat nie miałam kontaktu z moim wychowawcą z liceum. Wspaniałym tłumaczem literatury anglojęzycznej. Ostatnio widzieliśmy się na jego spotkaniu autorskim, po którym poszliśmy na kawę. Był typem samotnika, mocno doświadczonego przez los. Fajny, mądry facet.
Dziś postanowiłam do niego napisać i zaproponować spotkanie w gronie kilku osób. Najpierw zajrzałam do intertetu, żeby sprawdzić, co nowego wydał. I szok. Zmarł.
Zrobiło mi się pusto. Był zaledwie kilka lat starszy ode mnie - zaczął pracę w liceum tuż po studiach. Wtedy wydawał mi się dość stary. Teraz myślę, że zmarł młodo.
niedziela, 8 września 2024
wzruszeniem
imieniu
Zastanawiam się nad imionami.
Gdy byłam dziewczynką, moje imię było niezwykle popularne. Zawsze w klasie miałam dwie lub trzy imienniczki. Mam sporo koleżanek, które mają tak samo na imię.
Teraz moje imię jest dość rzadkie. W mojej szkole nie ma żadnej dziewczynki o tym imieniu.
Są Julki, Zuzie, Weroniki, Wiktorie, Tosie, zdarzają się Basie i Zosie.
Na zajęciach z ceramiki jestem jedyną osobą o tym imieniu. Większość uczestniczek to studentki albo osoby tuż po studiach. I ja. Cała siwa.
rodzinną
czwartek, 5 września 2024
bzdury
Jest starszą kobietą, więc staram się być dla niej grzeczna, ale gada tak niemiłosierne bzdury, że bycie grzeczną przychodzi mi z trudem.
Dziś po raz setny chwaliła się sukcesami swojej rodziny:
Moja córka jest przedszkolanką i dzieci bardzo ją lubieją. A mój wnuk poznał swoją dziewczynę w samolocie z Ameryki i od razu się zakochał. Bo on studiuje bankowość i rozporządzenia. A jego dziewczyna studiuje na dwóch kierunkach i ma teraz do zdania egzaminy. Nie dlatego, że nie zdała, nie, nie. Tylko jak umawiała terminy egzaminów to jej dni nie pasowały. A mój młodszy wnuk miał dziewczynę w gimnazjum. Z tej samej klasy. Ona była pupilką wychowawcy. Tylko że on nie dał jej prezentu na dzień kobiet i dziewczyna się od razu z nim obraziła.
Po tym musiałam natychmiast skończyć rozmowę, bo czułam, że zaraz się ze sobą obrażę, szczególnie że nie studiowałam nigdy rozporządzeń. A mojego męża poznałam na lądzie, co brzmi naprawdę bardzo nieromantycznie.
piątek, 30 sierpnia 2024
błędach
Rutynowa kontrola u chirurga i neurologa. I szok.
To, co uważałam za problemy po operacji, okazało się dość poważnym problemem. Pilne badania, instrukcja kiedy natychmiast jechać na SOR i konieczność wykluczenia krwawienia.
A ja jeszcze kilka dni temu wahałam się, czy nie wracać od września do pracy.
I kolejny raz okazało się, że nie doceniam objawów, które mam. Nawet tego nie skomentuję, bo musiałabym napisać o sobie, że jestem głupia i nie uczę się na własnych błędach.
A nawet gópia jestem.
sobota, 24 sierpnia 2024
polecam
Ostatnie dni sponsorowały okulary do czytania i wygodna sofa.
Kalina przeczytała 3 książki:
- Wieloryb i koniec świata - polecam. Zwłaszcza dlatego, że była napisana przed 2015 rokiem. Aż trudno w to uwierzyć.
- Lekcje z pingwinem - polecam. Przyjemna, lekka, oparta na faktach. Na chwilę, w których nie ma miejsca na dramaty życiowe. Gdy tabliczka czekolady to za mało.
- Pan Doubler zaczyna od nowa - polecam. Na kiepski nastrój, smutek, rów Mariański i inne takie sprawy. Lekka, nieco naiwna, łagodna. Trochę podobna do "Mężczyznymieniem Ove", którą też polecam.
Kalina mieszka w małym bloku. Okna mieszkania Kaliny wychodzą na południe i na północ.
niedziela, 4 sierpnia 2024
matek
środa, 31 lipca 2024
Wychodzą
Kalina i jej mąż co wieczór wychodzą na spacer. Wczoraj gapili się na pięknej łące na zorzę polarną (nie zawitała) i starlinki (nie przeleciały). Dziś pojechali na wyspę, na której stoi piękna, stara katedra. Chodzą, bo Kalina chce trenować jak pies przewodnik: w różnych miejscach, w różnych okolicznościach. A to w tłumie, a to po ciemku, a to w hałasie, a to w świetle nadjeżdżających samochodów. Chodzenie, patrzenie w górę i w dół, obracanie się, schylanie. Różne męczące czynności.
A gdy wracali, Kalina dostała jakiejś pomroczności. Jest teraz przykro Kalinie, bo czuje się, jakby cofnęła się w zdrowieniu o lata świetlne.
Jutro jedzie Kalina na badanie słuchu. Prawdopodobnie obrzęk dosięgnął trąbki Eustachiusza i zatyka się Kalinie ucho co chwilę. A dodatkowo słyszy Kalina stado szarańczy, kłócących się o to, która z nich najgłośniejsza. W jednym uchu słyszy. A przez to nie słyszy Kalina innych rzeczy. Tych raczej ważniejszych.
Córki wyjechały razem na Kretę. Mało piszą i mało przesyłają zdjęć. I dziś surprise: zadzwoniły, że obie są chore. Jedna czuje się już lepiej, więc zaczęła nawet wychodzić z budynku. Druga ma bardzo wysoką gorączkę i leży cały czas w łóżku. Ta z gorączką ma mieć za tydzień usuwane migdały. Nie wiem, jak jej to powiedzieć, ale chyba migdały będą musiały poczekać...
piątek, 26 lipca 2024
minuta
Kalina położyła laptopa na kolanach i umościła się na kanapie. Minęła minuta i laptop się wyłączył. Rozładowana bateria.
Kalina podłączyła laptopa do ładowarki i umościła się na kanapie. Minęła minuta i laptop się wyłączył. Ładowarka nie była podłączona do prądu.
Kalina podłączyła ładowarkę do prądu i umościła się na kanapie. Minęła minuta i laptop się wyłączył. Przedłużacz, do którego podłączyła Kalina ładowarkę, nie był włączony.
Kalina włączyła przedłużacz i umościła się na kanapie. Minęła minuta i laptop się wyłączył. Przedłużacz nie był podłączony do prądu.
Kalina podłączyła przedłużacz i umościła się na kanapie. Minęła minuta i laptop działa. Życie jest piękne.
Pytanie badawcze:
Jak to możliwe, że niepodładowany laptop po ponownym włączaniu działał aż tyle razy po minucie, skoro za pierwszym razem twierdził, że jest rozładowany?
Kurtyna :-D
czwartek, 25 lipca 2024
napastnik
Widziałam program o historii sprzed lat.
Młody mężczyzna z bronią maszynową wtargnął do amerykańskiej szkoły, oddał kilka strzałów, dotarł do sekretariatu i zaczął tam przedstawiać swoje żądania. Sekretarka przez radiowęzeł zarządziła alarm i zaczęła prowadzić rozmowy z napastnikiem. Ponieważ zadzwoniła na numer alarmowy, jej rozmowy z mężczyzną zostały nagrane.
Była to jedyna napaść z bronią maszynową na amerykańską szkołę, która skończyła się bez ofiar śmiertelnych. A nawet bez rannych osób.
Sekretarka osiągnęła wyżyny negocjacyjne. Udało jej się zyskać zaufanie mężczyzny, w przedziwny sposób zatroszczyła się o niego.
Gdy po jakimś czasie do budynku weszła policja, młody napastnik leżał na brzuchu na podłodze z rękami na głowie a jego broń spoczywała na biurku sekretarki. Kobieta dokonała tego życzliwą rozmową, jednocześnie uzyskała jego zgodę na informowanie przez radiowęzeł uczniów i nauczycieli, że alarm nadal trwa i nie można opuszczać sal.
Mam mnóstwo przemyśleń. Przemyśleń związanych z tym, jakie osoby promowane są w mediach, o jakich się pisze, jakie osoby opływają w bogactwo, będąc bożyszczami mas.
Mąż opowiedział mi o pewnym programie telewizyjnym. Jedna osoba wybiera sobie na randkę partnera/partnerkę, oceniając nagie ciała kandydatów. Znam mojego męża dość długo i wiem, że ma niewiarygodne możliwości wymyślania tego typu historyjek, ale tym razem jego opowieść była niesmaczna. Powiedziałam mu, że jego wyobraźnia poszła za daleko. I wtedy pokazał mi jeden z odcinków. To dzieje się naprawdę. Naprawdę telewizje w różnych krajach pokazują takie programy: jedna osoba stoi przed nagimi ciałami kandydatów, przygląda się im, komentuje i wybiera partnera/partnerkę. Ktoś to wymyślił, ktoś napisał scenariusz, ktoś reżyseruje. Brak mi słów, żeby to skomentować.
piątek, 12 lipca 2024
czapki
Rośliny na balkonie Kaliny pochłaniają promienie słoneczne wiadrami.
Wiadrami też pochłaniają wodę,
Kalina układa się wygodnie na stareńkim drewnianym leżaku i wszystko to obserwuje.
Kupiła sobie Kalina przezabawną czapkę do sauny i w niej przesiaduje na balkonie. Kalina musi chronić głowę przed słońcem, tylko niestety zapomniała zapytać, dlaczego. Czy problemem są promienie UV, czy też temperatura?
Na wszelki wypadek Kalina chroni się przed jednym i przed drugim. Grubaśna, śmieszna turkusowa czapka chroni czerep przed temperaturą i promieniami,
- Może będziesz chodziła w słomkowym kapeluszu po babci? - spytał mąż Kaliny, który nie jest fanem czapki leśnego skrzata.
Niestety słomkowy kapelusz podrażnia skórę z blizną i daje nieprzyjemne wrażenia. Czapa skrzata wygrywa. The Oscar goes to Kalina w turkusie na łbie.
Jutro Kalina będzie pływać na SUP-ie na pustym, pięknym jeziorze w samym środku puszczy drawskiej. No, na prawie pustym, bo obok Kaliny będzie pływał mąż. Mąż nie lubi wody i pływanie na SUP-ie jest dla niego sporym poświęceniem. Docenia Kalina. Docenia.
środa, 10 lipca 2024
dobra
No dobra, już dobra...
Trochę marudzi Kalina, ale też wie że ma w życiu dużo szczęścia. Chociaż czasem o tym zapomina.
Dzisiaj ponad 30 stopni w cieniu. Nie narzeka Kalina, oj nie. Każdy upał jest lepszy niż zimowa lodowata wilgoć.
W sobotę Kalina i jej mąż jadą nad jezioro popływać na SUP-ach. "Ty będziesz pływać tylko na siedząco" - zdecydował mąż Kaliny, ustalając regulamin wycieczki. Innych punktów w regulaminie nie ma.
niedziela, 7 lipca 2024
abstrakcyjne
Kalina nie czuje się osobą, która jest chora, ani też osobą, która była chora.
Doświadczenie choroby jest dla Kaliny zbyt abstrakcyjne.
Kalina czuje się osobą, która dochodzi do siebie po operacji. Bez zbędnego wdawania się w szczegóły. Kalina nie chce myśleć o tym, co to była za operacja. Była zbyt poważna, żeby można było lekko żyć myśląc o niej.
Na głowie Kaliny odrastają włosy. Są krótkie i bardzo sztywne. Jak szczecina. Kalina chodzi w fikuśnie wiązanych na głowie chustach. "Znasz tych ludzi? Wszyscy patrzą na ciebie..." - spytała dziś przyjaciółka, gdy przechodziła z Kaliną obok kawiarni. Nie zna Kalina. To tylko ludzie tak reagują, gdy widzą kobietę w chuście. Dziwne, ale prawdziwe.
Kalina ma uszkodzone mięśnie, co widać. Opuchlizny nie da się ukryć. Kalina nie może nosić normalnie okularów, bo nie mieszczą się na obrzmiałych tkankach. Nie może też normalnie jeść, bo żucie stało się dość kłopotliwe.
Przeważnie nie boli. Ból pojawia się nagle, gdy Kalina szybciej się poruszy, gwałtownie przewróci się w nocy na drugi bok, szybciej wstanie. A czasem bez powodu. Zupełnie jakby ból chciał Kalinie przypomnieć, że Kalina jest teraz pomnikiem przyrody i należy ją chronić. Kalina raczej nie bierze już leków przeciwbólowych. Tylko czasami, gdy ból nie mija po kilkunastu minutach. Bo z nim nie da się żyć. Jest stresujący. Niepokojący. Inny niż zwykłe bóle głowy.
Kalina nadmiernie reaguje teraz na mocne światło, na nagły hałas i niektóre zapachy. Mózg jeszcze nie doszedł do siebie po operacji. Podobno tak to z nim bywa.
niedziela, 30 czerwca 2024
znalazł
czwartek, 13 czerwca 2024
gorzej
poniedziałek, 10 czerwca 2024
powracających
Dziś pierwsze dłuższe wyjście z domu.
Skończyło się ogromnym bólem, zawrotami głowy, zmęczeniem graniczącym z wyczerpaniem. Wejście do domu po schodach odbyło się przy motywujących komentarzach młodszej córki (mamo, jeszcze tylko kilka stopni i po płaskim do łóżka).
Powolutku - mówi sobie Kalina, gdy Kalina chciałaby gwałtownie wstać. Nie da się. Jeszcze nie.
Bolą podziurawione i pozszywane kości, boli skóra, bolą poprzecinane mięśnie, boli perspektywa zdejmowania szwów, boli konieczność jutrzejszej rozmowy z chirurgiem o nowych zasinieniach i opuchliznach.
Kalina nie ma czucia na sporym obszarze wokół rany. Bardzo nieprzyjemne uczucie. Jest szansa, że to minie.
Wczoraj rano Kalina bardzo spuchła, a przy ranie pojawił się spory siniak w kształcie długiej, szerokiej kreski. Prawdopodobnie pękło jakieś większe naczynie krwionośne. Kalina przerażona. Rodzina natychmiast w pełnej gotowości, ustalają tryb postępowania. Dokładne zdjęcia do porównań, chłodzenie lodem. Kalina leży z pozycji półsiedzącej. Stres. Potworny stres. Mąż i córki Kaliny próbują zachować spokój. Kalina też. Dziś opuchlizna zmniejszyła się, siniak stał się bledszy.
Jedna ze znajomych kobiet powiedziała Kalinie, że nie powinna się Kalina tym wszystkim za bardzo przejmować. Musi Kalina koniecznie poszukać poradnika "Jak nie przejmować się za bardzo, gdy ma się poćwiartowane ciało - poradnik dla powracających z bitwy pod Grunwaldem oraz dla osób po operacjach". Chwilowo Kalina czuje się, jakby należała do tej pierwszej grupy.
niedziela, 9 czerwca 2024
cytując
Nie podoba się Kalinie, że w poprzednim poście przeklęła razy kilka, cytując.
Nie podoba się.
Chciałaby Kalina używać pięknej polszczyzny, pełnej wyraźnych, barwnych słów. Bo przecież można użyć całej listy cudownych polskich przymiotników w poprawnej lub niepoprawnej formie. A nawet rzeczowników, czy innych, za przeproszeniem, przydawek.
piątek, 7 czerwca 2024
wszechświat
środa, 5 czerwca 2024
Siły
Książkowo.
Rutynowo.
Bez komplikacji.
Tak przebiegła operacja Kaliny. Pierwsze dni po operacji to szybkie postępy. Siadanie, wstawanie, chodzenie, pierwszy prysznic, pierwsze schody.
Teraz Kalina jest już w domu i odczuwa cały ciężar stresu, w którym żyła przez ostatnie miesiące.
W szpitalu powtarzano Kalinie, że tak ciężkie operacje są bardzo trudne dla osób aktywnych. Nie jest łatwo nie robić nic i regenerować siły. Kalina widzi, że to trudne.
Plan na najbliższy czas:
1. Żadnych planów
2. Robić to, co akurat sprawia przyjemność
3. Doceniać
4. Doceniać
5. Doceniać
środa, 29 maja 2024
Strachu
Za godzinę.
Kalina, ubrana w niebieskie papierowe wdzianko, zdezynfekowana, czeka.
A dokładnie: czeka trzęsąca się ze strachu i płacząca z przerażenia Kalina. Takiej Kaliny Kalina jeszcze nie widziała.
Operacja będzie prosta, Może nawet tylko 2-godzinna. Tak mowi lekarz. Kalina zyska 15-centymetrową bliznę, a straci sporego guza. To wygląda na atrakcyjny układ.
Tylko ten stres...
Kalina boi się i próbuje zrozumieć, czego dokładnie się boi, żeby zracjonalizować i zmniejszyć lęk. Za trudne. Poziom lęku jest tak wysoki, że przyćmiewa słabiutki dziś rozum.
sobota, 25 maja 2024
ekipa
Kalina wróciła wczoraj wieczorem z urodzin młodszej córki. Już dorosłej. Impreza udana, dzieciaki wspaniałe.
12-osobowa ekipa bawiła się tak, jak można sobie tylko zamarzyć: piekli ziemniaki i burgery na ognisku, pili poncz z wielkiej miski, zjedli po kawałku tortu i sernika, śpiewali, grali w mafię i kometkę.
Rozwiesili lampki na drewnianym, obrośniętym porostami płocie, siedzieli na leżakach, spali w drewutni na wojskowych materacach w ogromnym ścisku: wszystko idealnie.
Rano pływali na SUP-ach i kąpali się w jeziorze.
Robią teraz plany na przyszłość. Dwie osoby przygotowują się do egzaminów do szkoły pilotów, jedna osoba chce studiować medycynę, ktoś będzie zdawał na astrofizykę, ktoś na psychologię, jeden chłopak chce być zawodowym siatkarzem, a dziewczyna - inżynierem lotnictwa. Jedna osoba wyjeżdża na studia do Stanów, jedna do Danii. Jedna osoba będzie studiować inżynierię biomedyczną. Życie przed nimi.
Za kilka/kilkanaście lat będą zmieniać świat na lepsze. Kalina wie, że dadzą radę. O 3 nad ranem sami sprzątnęli wszystkie naczynia i śmieci z podwórka, pochowali jedzenie do lodówki, zabezpieczyli rzutnik i aparat, odłączyli prąd od oświetlenia. Kalina wstała rano, żeby uratować resztki tego, co jeszcze da się uratować i oniemiała: podwórko było w stanie idealnym. Sprzątnęli. Nie chcieli zostawiać bałaganu na noc.
Starsza córka Kaliny uważa, że entuzjazm Kaliny odnośnie do polskiej młodzieży jest niezasadny. "Mamo, to jest najlepsze liceum w mieście. Najtrudniejszy profil. To są wyselekcjonowane osoby." - mówi.
Ale Kalina chce wierzyć, że dzięki takim ludziom będzie lepiej.
czwartek, 16 maja 2024
ogarnięte
Kalina była wczoraj u dentysty.
Ząb po leczeniu może jeszcze boleć kilka dni. Gnojek usłyszał to i wykorzystuje sytuację. Bezczelnie boli.
I ta pozornie zła sytuacja jest w sumie dobra, bo ból zęba nie jest mocny, a sprawia, że Kalina nie czuje innego bólu. Tego związanego z chorobą.
Jedna z mam z klasy Kaliny przeczytała Kalinie, co rodzice piszą na swojej grupie. To wzruszające.
"Pani Kalina zawsze stawała w obronie naszych dzieci, a może teraz ona potrzebuje jakiejś pomocy?"
Kalina nie potrzebuje teraz pomocy. Wszystko jest ogarnięte (lubię to słowo!).
Napisała ogarnięta acz chora Kalina.
poniedziałek, 13 maja 2024
zaangażowana
Biorę teraz nowe leki, po których jest mi bezustannie niedobrze. Boję się, że zacznę mniej jeść, a i tak już bardzo schudłam.
Pomyślałam, że może jest jakaś korzyść ze schudnięcia i przymierzyłam sukienkę mojej córki - mamy teraz ten sam rozmiar: S/XS. Niestety - sukienka jest mi za wąska w żebrach. Tu nie schudłam.
Nauczycielka wspomagająca z mojej klasy przyniesie mi dziś prezent od uczniów. Podobno zrobili go, gdy jeszcze nie wiedzieli, że nie wrócę w tym roku szkolnym do pracy. Pewnie się wzruszę.
Wicedyrektorka zaproponowała mi, że mogę przez nią przekazać coś rodzicom, którzy przyjdą na zebranie. Wolałabym przekazywać przez kogoś innego. Ona na wiadomość ode mnie, że nie wrócę do pracy do końca czerwca, zareagowała najgorzej, jak mogła: zmartwiła się, że nie ma kto wystawić ocen moim uczniom. Żadnego "wracaj do zdrowia", albo "trzymaj się". Tylko bezduszne myślenie formalisty.
Moja starsza córka przyjeżdża do Polski - robi niespodziankę młodszej siostrze i pojawi się na jej urodzinach. Zostanie aż do dnia, gdy ja będę przyjęta do szpitala. Bardzo jestem jej za to wdzięczna. Ona ma na mnie bardzo dobry wpływ: motywuje mnie do robienia różnych rzeczy i chociaż wcale nie chce mi się tego wszystkiego robić, wiem, że tak jest dobrze. I wcale nie zdziwię się, jeśli okaże się, że podczas jej pobytu w Polsce będę zaangażowana w tysiące różnych jej spraw. Naturalnie będę udawać, że nie widzę, że to wszystko dla mnie.
I naprawdę cieszę się, że nie ma dowodów na to, że moja choroba jest dziedziczna. Jestem pierwsza w rodzinie, która dostała od losu takie kukułcze jajo i mam nadzieję, że na mnie się skończy.
sobota, 11 maja 2024
lekcje
Uwielbiam sobotnie lekcje angielskiego. Dojrzałe, wesołe kobiety są uczone przez dojrzałego, wesołego pana.
Pan wymyśla takie zdania do tłumaczenia, że czasem trudno zachować powagę.
I jedna z nas męczy się z gramatycznymi zawiłościami, podczas gdy pozostałe kwiczą ze śmiechu.
Na przykład dzisiaj:
- Jakiś czas temu przebiegłam boso maraton.
- Och, doprawdy? Ile czasu spędziłaś potem u pedikiurzystki?
Albo:
- W zeszłym roku pracowałam jako kaskaderka w filmie.
- Podejrzewam, że raczej nie grał w nim Tom Cruise. Gdyby to był film z Tomem Cruisem, nie byliby potrzebni kaskaderzy.
czwartek, 9 maja 2024
rutynowa
Lekarz numer jeden z listy Kaliny zoperuje Kalinę. To wiadomość tygodnia. Miesiąca. Roku.
Szpital blisko domu, bez szukania znajomości, poparcia, pieniędzy i Bóg wie czego jeszcze.
Facet okazał się miłym, pogodnym człowiekiem. Przewiduje, że operacja będzie rutynowa. Po operacji miesiąc spędzi Kalina pod hasłem "obiekt chroniony", potem już będzie wracać do normalnego życia.
Sprawa jest pilna, lekarz zaproponował operację w przyszłym tygodniu. Kalina wspomniała o urodzinach córki. Bez zastanowienia powiedział, że nie widzi przeciwwskazań, żeby operacja odbyła się dwa tygodnie później. Sprawa jest na tyle stabilna, że nie będzie żadnych zaostrzeń. To komfort życia Kaliny jest wyznacznikiem wszystkiego. Przepisał zapas leków przeciwbólowych na dwa tygodnie. Silnych i bardzo silnych. Polecił brać. Te leki można dokładać, łączyć, mieszać. Jeśli Kalina przez leki będzie mieć problemy z żołądkiem, dostanie dodatkowo leki chroniące żołądek. Kalinie podoba się, że tu nie bierze się jeńców. Nie ma że ecie pecie, pół tabletki, najpierw powąchać, potem delikatnie połknąć. Tu jest "sama pani decyduje. nie może pani zwijać się z bólu. powinna pani teraz brać leki nasenne. nie ma miejsca na zbędne cierpienie. amen".
Osoby takie jak Kalina wskakują w grafik operacji poza kolejką oczekiwań. Lekarz powiedział, że poprzesuwa wszystkich tych, którzy czekają na terminowe zabiegi.
- Tak to u nas jest - dodał.
Wszyscy wy, którzy czekacie na terminowe zabiegi, nie narzekajcie że przesunięto was o tydzień. Prawdopodobnie jakieś inne Kaliny z jakimiś najgorszymi na świecie chorobami wskakują przed was w kolejce. Życzcie im zdrowia.
Optymizm. Nadzieja. Szansa. Nadzieja.
I jeszcze raz Nadzieja.
Gabinet lekarza miał niezwykle cienkie drzwi. Siedząc w poczekalni Kalina dokładnie słyszała rozmowę lekarza z poprzednią pacjentką. Kalina i jej mąż byli w gabinecie znacznie dłużej niż przewidywany czas. Lekarz dokładnie omawiał przebieg operacji, wszystkie możliwe komplikacje. Gdy Kalina z mężem wychodzili z gabinetu, w poczekalni panowała kompletna cisza. Kalina zobaczyła wbite w siebie, przerażone oczy kolejnych pacjentów. Zapewne przez drzwi wszyscy współuczestniczyli w rozmowie Kaliny z lekarzem. Już sam opis operacji mrozi krew w żyłach. Ewentualne komplikacje są bardzo poważne. A Kalina wyszła z gabinetu radosna. Mąż Kaliny rozdawał uśmiechy. Wariaci?!
Chorobę Kaliny sponsoruje firma "Porządkujemy priorytety życiowe. Szybko, tanio, boleśnie".
poniedziałek, 6 maja 2024
stereotypy
piątek, 26 kwietnia 2024
niesama
Mam górki i dołki. Boję się. Mam poczucie winy. Jest mi przykro. Mobilizuję się do działania.
Czekanie jest koszmarem.
Jak pisałam wcześniej, nie chcę nadmiernie obarczać rodziny moimi nastrojami. Już i tak widzą dużo. Dużo za dużo. Bardzo się starają, żebym dała radę. Ja też się staram. Ale to oni chodzą do szkoły, na uczelnię, do pracy.
Czytam Wasze komentarze i jest mi dobrze. Czuję, że trzymacie za mnie kciuki.
Potrzebuję teraz być sama i niesama jednocześnie. I takie coś daje mi blog.
Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się, jakie poczucie bezpieczeństwa daj mi to, że się nie znamy, ale jednak się znamy. Znam osobiście tylko jedną z Was i na podstawie tej znajomości myślę, że wszyscy jesteście równie wspaniali. Dziękuję Wam, że do mnie piszecie. Bardzo tego potrzebuję. Sprawdzam i cieszę się z każdego komentarza.
Mam teraz gorszy moment. Znowu schudłam. Jutro wyjeżdżam i liczę na to, że w innym miejscu będę mieć mniej lęków w głowie.
Kalina
czwartek, 25 kwietnia 2024
miłości
wtorek, 23 kwietnia 2024
cholera
Chwilami zapominam, że jestem chora. Robię coś, jestem zaangażowana, czuję spokój, beztroskę i nagle przypomina mi się moja sytuacja. Cholera.
Za cztery tygodnie moja młodsza córka ma osiemnaste urodziny. Ustaliłam sama ze sobą, że moja operacja odbędzie się po jej imprezie. Będę nalegać, żeby tak było.
Odwołuję kolejne spotkania i imprezy, w których miałam uczestniczyć. Widzę, jak dużo tego było. Widzę, że przesadzałam ostatnimi czasy. Gdy będę zdrowa, chcę pamiętać o tym, że mam prawo siedzieć w domu i robić wielkie nic. Z przyjemnością.
sobota, 20 kwietnia 2024
przeniesiona
piątek, 19 kwietnia 2024
in case
środa, 17 kwietnia 2024
niepotrzebnie
Burze, ulewy, gradobicia - Kalina wie, że kwiecień plecień, ale to nie znaczy, że Kalina wyraża na to zgodę.
Nie i nie.
Pogoda powinna być umiarkowana. Łagodne słońce i od czasu do czasu obfity, acz łagodny deszcz.
Do tego temperatury umożliwiające chodzenie bez skarpetek.
I pełna puszka z kawą w domu.
I wygodniejsza lampka przy łóżku, bo przy tej zupełnie źle się czyta.
A gdyby ktoś robił Kalinie śniadanie do łóżka to już nawet mogłaby od czasu do czasu przejść w okolicy jakaś burza.
Kalina jest na zwolnieniu lekarskim, ale wie, że w pracy syf. Wypełzły problemy, zamiatane od dawna pod dywan. Dobrze, że Kaliny tam teraz nie ma. Źle, że docierają do niej strzępki informacji i stresuje się niepotrzebnie.
niedziela, 14 kwietnia 2024
dalszą
Umawianie wizyt u lekarzy, badań potrzebnych przed dalszą diagnostyką, załatwianie niezbędnych rzeczy (np. piżama zapinana na guziki) - to teraz rzeczywistość Kaliny.
- Tak dzielnie zapuściłaś włosy, a teraz znowu będą krótkie - powiedziała córka Kaliny.
Kalina postanowiła iść do fryzjerki i obciąć włosy na bardzo krótko. Będzie czas przyzwyczaić się do krótkich, późniejszy brak włosów nie będzie takim szokiem.
Do chirurga Kalina może zarejestrować się dopiero na 20 maja. To dla Kaliny za długie oczekiwanie. Spróbuje Kalina zadzwonić, poprosić, zgłosić się jako "osoba awaryjna", gdyby ktoś odwołał wizytę. Może się uda.
Są chwile, że Kalina zapomina, w jaki syf wdepnęła. Są chwile, że pamięta. Te drugie są i dłuższe i cięższe.
Objawy choroby dają o sobie znać. Naturalnie teraz Kalina ma bardziej wyostrzone postrzeganie i szybko je zauważa. Przedtem były przypisywane zmęczeniu, złej pogodzie, niewyspaniu, stresom i nieodpowiedniej diecie. Teraz już wiadomo, że w ciele Kaliny zaniemogło sterowanie pewnymi procesami.
sobota, 13 kwietnia 2024
czas
Natychmiast po zakończeniu rezonansu Kalina została poproszona na rozmowę do sąsiedniego gabinetu.
- Są jakieś wątpliwości - powiedziała urocza pani techniczka.
- Nie może mi pani nic powiedzieć? - spytała uśmiechnięta Kalina
- Nie.
- Ja domyślam się, co się stało. Zapewne miałam niewielki udar w zeszłym tygodniu.
Techniczka spojrzała zaskoczona
- To nie jest udar, proszę pani.
Bardzo miła, delikatna, starsza pani doktor opisała Kalinie sytuację. To nie jest udar. To jest diagnoza, której raczej nie da się słuchać na stojąco. Kalina usiadła. Lekarka zaproponowała Kalinie szklankę wody i płakała razem z Kaliną.
Natychmiast ustalono termin dalszych badań. Na wtorek. Pracownia rezonansu sama skontaktuje się ze specjalistą po konieczne skierowania. Kalina nie musi nic robić. Kalina trafiła na dobrych ludzi.
Raczej na pewno operacja. To pierwszy etap.
Dobra lokalizacja - brzmi to trochę jakby Kalina kupowała teraz dom, a nie dodatkowych kilka lat.
Mąż zawiózł Kalinę natychmiast do lekarki rodzinnej. Była 17.52. Lekarka pracuje do 18.00. Miała czas. Miała serce. Przedstawiła plan działania. Na razie omijamy kartę pacjenta onkologicznego, próbujemy dostać się prywatnie do chirurga. Od razu wiemy do którego. Jest szpital w pobliżu, który zajmuje się takimi schorzeniami. Nie szukamy w innych miastach. Lepiej w pobliżu. Łatwiej dla rodziny.
Rozmowa ze starszą córką: "Mamo, mów wszystkim tylko to, że jesteś chora. Wybierz sobie jedną osobę, z którą będziesz rozmawiać i jej opowiadaj o szczegółach. Na pytania odpowiadaj, że chcesz chorować prywatnie. Informacja, na co jesteś chora, nie nadaje się dla publiczności. Ludzie cię zniszczą radami i litością. I wzrokiem, pytającym "to ty jeszcze żyjesz?".
Kalina odwołuje kolejne zaplanowane rzeczy. Każdy pyta. Kalina wie, że to pytania z troski, ale na nie nie da się odpowiadać. Nie teraz. Teraz jest czas na Kalinę.
środa, 10 kwietnia 2024
atakiem
sobota, 6 kwietnia 2024
osiemnaste
Kalina chyba choruje. Na razie skontaktowała się z neurolożką i internistką. Objawy dziwne. Kalina nie chce o nich myśleć.
Kalina chodzi do pracy, myśląc ciągle, że świat zawali się, jeśli położy się do łóżka na kilka dni. Głupie to. Kalina wie.
Wiosna przechodzi gdzieś obok, częste burze nie poprawiają samopoczucia.
Obie córki Kaliny buszują dziś po sklepach w poszukiwaniu sukienki na osiemnaste urodziny młodszej. Osiemnaste. Młodszej.
Dziś w aptece Kalina, zapytana przez uroczą farmaceutkę, czy lek jest dla dorosłej osoby, powiedziała, że tak. Był dla młodszej córki. Tej wkrótce dorosłej. Dziwne uczucie. Radosne ale i smutne.
sobota, 30 marca 2024
spokój
poniedziałek, 25 marca 2024
makijażu
Kalina jest wychowawczynią klasy 7.
To trudny okres w życiu człowieka, Kalina to wie i z całych sił próbuje pomóc przetrwać ten czas swoim uczniom.
Teraz pojawiło się nowe zjawisko: dziewczynki uczą się sztuki makijażu.
I cierpi Kalina, gdy widzi to, co dzieje się na twarzach jej uczennic. Bo są to zwykle zaskakujące plamy w okolicach kości policzkowych, dziwne uliniowania w pobliżu oczu i powieki pokryte niezdrowym nalotem.
Dziś na przykład rozświetlacz pomylił się komuś z korektorem i wszystkie pryszcze zostały pomalowane na błyszczący beż. Bardzo oczojebny. I jeśli była jakaś szansa na niezauważenie pryszczy, to zniknęła pod subtelnym brokatowym beżem, który lśnił się jak psu jajca.
sobota, 23 marca 2024
parametry
środa, 20 marca 2024
ginąć
Kalina zaczęła ginąć w papierach.
Aktualnie poszukuje oryginału umowy, którą przeskanowała dwa tygodnie temu. No nie ma.
Będzie trzeba napisać nowy oryginał.
Trudno cokolwiek znaleźć, bo cała sypialnia Kaliny jest obłożona pracami uczniów.
Kalina obiecuje sobie tym samym, że koniec z przynoszeniem prac uczniów do domu. Należy poprawiać je w szkole, na przerwach, gdziekolwiek i kiedykolwiek, tylko nie w domu.
Amen.
wtorek, 19 marca 2024
podeszwy
Pierwszy raz w życiu Kalina kupiła sobie drugą parę tych samych butów, gdyż pierwsze właśnie zaczęły mieć dziwne przetarcia w newralgicznych miejscach, a lubi Kalina w nich chodzić bardzo. Może nawet za bardzo.
Dotarła przesyłka.
Kalina odpakowała nowe buty.
Są inne.
Zawezwała Kalina na konsylium męża: jak to możliwe, że nowe buty mają inne podeszwy i inny kształt, chociaż miały być takie same?
Mąż Kaliny, człowiek bez odrobiny zrozumienia dla spraw najistotniejszych, odrzekł: Podeszwa jest taka sama, tylko stara została bardzo starta. But ma taki sam kształt, tylko stary jest tak sponiewierany.
I została Kalina sama z nowymi i starymi butami. Z inną podeszwą i innym kształtem.
Zdążyła jeszcze tylko powiedzieć mężowi, że to kłamstwa są i pomówienia, że wcale że nic nie starła i nie sponiewierała i że to wszystko jest wina męża. Bo nie ma zrozumienia dla spraw najistotniejszych.
niedziela, 17 marca 2024
objętości
piątek, 15 marca 2024
sztuka
Kalinie zdarza się chodzić samej do teatru i nie widzi Kalina w tym nic złego.
Ale dziś zrobiło się Kalinie smutno, bo ma dwa bilety i trzy kolejne osoby zgodziły się iść z Kaliną, po czym zrezygnowały.
W ten sposób Kalina pójdzie sama. Niby nic, ale jednak chciała Kalina iść w towarzystwie.
- Martwisz się, że nie będziesz miała z kim porozmawiać? - spytała starsza córka.
- Martwię się, że nie będę miała z kim porozmawiać, a obok mnie będzie puste miejsce - powiedziała Kalina.
Starsza córka chwilę się zastanowiła, po czym uznała, że to faktycznie gorsze niż sam brak rozmowy.
Nawet rozważała Kalina oddanie komuś biletu za darmo, ale nie chce się Kalinie dodatkowo angażować w poszukiwanie chętnych.
Sztuka za dwie godziny.
Oby była tego warta.
czwartek, 14 marca 2024
rajska
sobota, 9 marca 2024
wnętrz
Kalina jest królową w swojej szkole, ponieważ jest jedyną panią od biologii. Dzięki temu nikt nie wtrąca się do wyglądu pracowni biologicznej i Kalina sama jest sobie sterem, żeglarzem i dekoratorką wnętrz.
Pracownia Kaliny ma zatem fragmenty duszy Kaliny tu i ówdzie:
umiarkowany
Kalina od kilku dni ma gorączkę i katar. A od wczoraj do przeziębienia dopałętało się zapalenie miazgi w siódemce.
Teraz Kalina naprawdę nie wie, co ją boli: zatoki, czy ząb. I nie wie Kalina, czy w nocy budzi się, bo czuje pulsujący ból zęba, czy też jest to pukająca w czaszkę zawartość zatok. W ostatecznym rozrachunku - niewielka różnica. Boli, wybudza, męczy.
Pani dentystka Kaliny, która zna Kaliny lęk przed bólem na fotelu, bardzo się stara być delikatna w słowie i geście.
- Do poniedziałku powinna pani wytrzymać - powiedziała w piątek wieczorem. - Gdyby musiała pani jechać na pomoc dentystyczną, to polecam tę jedną.
Kalina zbladła.
- Jaka pomoc dentystyczna!? Przecież ja nie usiądę na fotelu przypadkowego dentysty!
Pani dentystka uśmiechnęła się uroczo.
- Oczywiście. Rozumiem, że dziś w nocy ból był zaledwie umiarkowany.
Kalina pożegnała się z dentystką, rozmyślając o tym, co powiedziała.
Byle do poniedziałku. Taki jest plan. Plan nie jest jeszcze skonsultowany z siódemką, ale nie będzie jakiś marny ząb pluł nam w twarz i dzieci nam germanił.
czwartek, 7 marca 2024
tatuś
Kalina uczy miłego chłopca. Miły chłopiec powiedział Kalinie, że jego tata jest lekarzem. Kalina znała kiedyś lekarza o tym nazwisku i zonk! Okazało się, że to ten sam.
Niestety lekarz ów jest tatusiem nie tylko chłopca i jego braciszków, ale też nieco wcześniej został tatusiem syna koleżanki Kaliny. Hm...
Taka to rodzinna impreza.
W tej samej szkole pracuje też mama miłego chłopca i Kalina doszła do wniosku, że zdecydowanie lepiej będzie, gdy sama przyzna się mamie chłopca, że zna jej męża. Mama natychmiast napisała do męża, że pracuje z Kaliną i nagle niezwykła sytuacja: tatuś chłopca zupełnie nie pamięta Kaliny.
Naturalnie jest to możliwe. Takie rzeczy się zdarzają. Jednak biorąc pod uwagę stopień zażyłości w miłych czasach, wydaje się to zaskakujące. Tatuś chłopca nie raz był u Kaliny, Kalina w jego domu także bywała nierzadko...
Kalina zrozumiała: tatuś nie chce, żeby Kalina rozmawiała z jego małżonką na jego temat. Kalina nie będzie. Być może małżonka nie do końca zna historię wcześniejszych dzieci swego męża (jeśli Kalina dobrze pamięta, było ich troje razem z synem koleżanki).
Jeśli Kalina umie liczyć, to tatuś ma swych dzieci siedmioro. Celowo Kalina użyła pełnego liczebnika, a nie zapisała cyfrą, bo cyfra 7 wygląda tak niewiarygodnie w kontekście liczby potomstwa, że prawdopodobnie uznano by ją za pomyłkową. Siedmioro dzieci z trzema kobietami. Czworo w domu, troje alimentowanych.
Ja pierniczę.
wtorek, 5 marca 2024
traumą
poniedziałek, 4 marca 2024
czekolady
wtorek, 27 lutego 2024
zaczepić
Powiedziała Kalinie, że długo bała się walczyć o swoje. Uczyła się asertywności, ćwiczyła przed lustrem ostre odpowiedzi na zaczepki.
Kiedyś wieczorem szła z psem ulicą. Naprzeciwko niej stanęło dwóch. Z rękami w kieszeniach. Z mętnym spojrzeniem. Zaczepili.
- Spierdalaj - krzyknęła, pociągnęła psa i odeszła. Dużego psa. Owczarka niemieckiego, co ma znaczenie dla tej historii.
Nie takich odpowiedzi na zaczepki się uczyła. Nie tak chciała umieć reagować, ale pies i jakaś siła dała jej moc.
- Myślę, że gdybym szła z ratlerkiem, powiedziałabym "Przepraszam pana, że musiał mnie pan zaczepić" - szepnęła w zamyśleniu.
- Myślę, że gdybyś szła z ratlerkiem, powiedziałabyś "Spierdalaj" - podsumowała Kalina, podziwiając jej moc.
Kalina nie umie "spierdalaj", ale bardzo chciałby nauczyć się czegoś podobnego. Bardziej Kalinowego, ale o równie silnym przekazie.
powinnam
Nauczyciele nie powinni zajmować się rozwiązywaniem problemów rodziców i dzieci. To jest niedopuszczalne i chyba dlatego system szkolnictwa gnije i cuchnie.
Moim zadaniem jest nauczanie. Przy okazji powinnam zadbać też o powierzoną mi klasę wychowawczą. Ale czy powinnam działać, gdy dzieci dyskryminują kolegę, albo są agresywne, albo palą e-papierosy?
Teraz już wiiem, nie powinnam.
Powinnam wezwać rodziców i powiedzieć im: proszę zrobić porządek z własnym dzieckiem. Jeśli nadal będzie chamem i agresorem, powiadomię o tym sąd.
A tymczasem w polskiej szkole stajemy na rzęsach, żeby robić za rodziców ich robotę. O co tu chodzi?
sobota, 24 lutego 2024
wojowniczką
Kalina poznała kobietę, która niemal całe życie podróżowała. Mieszkała w Ameryce Południowej, w Afryce, była w Indiach, autostopem zwiedzała południową Azję. Jest niezwykle waleczna i silna.
- Nigdy nie zdarzyły mi się żadne nieprzyjemne rzeczy podczas podróży - mówi.
- A może to co się zdarzało było nieprzyjemne, tylko ty jesteś wojowniczką i nawet tego nie zauważyłaś? - spytała Kalina.
Zamyśliła się. Pokiwała przeczącą głową.
- Nic takiego mi się nie zdarza.
W subiektywnej ocenie Kaliny, kobieta ma teraz niezmiernie dużo problemów. Jej życie stanęło na baczność. Ale ona tego nie uważa za problemy. Tylko za sprawy. Za okoliczności. Za rzeczy do zrobienia.
Być może na tym polega wielkość: na niewidzeniu rzeczy zbyt małych, gdy jest się skupionym na tych odpowiednich rozmiarów.
czwartek, 22 lutego 2024
przypadkowe
Tąpnięcie w świecie Kaliny nastąpiło niemożebne.
Jest ciężko.
Przypadkowe sytuacje wypchnęły z zakamarków ciężko skrywane i zakopywane głęboko fakty, z którymi Kalina nigdy nie stanęła twarzą w twarz.
Psychiczne ciężary.
Cholera.
Kończą się ferie, w poniedziałek do pracy, a ja bez instrukcji, jak działać.
sobota, 17 lutego 2024
osobowość
Obie córki w domu. Radość wielka. Uwielbiam patrzeć na nie, widzę, jakie są fajne razem. Osobno też.
Piesek znajomych, który zamieszkał u nas na tydzień, rozłożył nas na łopatki. Wygląda na bardzo smutnego, więc cały czas z nim rozmawiamy, głaszczemy go, przytulamy, a on wyraźnie zdaje sobie sprawę z tego, że jego smutna minka na nas działa. W nocy troszkę popiskiwał z tęsknoty, więc wstawałam do niego jak do niemowlaczka. Teraz śpi w nogach u mojego męża i wygląda, jakby miał pretensje, że to nie on ma głowę na poduszce.
Jest pieskiem zero-agresywnym. Słodziak niezwykły. Taka osobowość pieskowa bardzo mi odpowiada. Wersja przytulankowo-łóżkowa :-)
wtorek, 13 lutego 2024
łatwością
poniedziałek, 12 lutego 2024
rzadka
Od jutra do czwartku Kalina jest sama w domu. To bardzo rzadka sytuacja, chociaż rodzina Kaliny ma w sobie coś z Nomadów.
Starsza córka studiuje 1000 km od domu, młodsza często wyjeżdża lub nocuje u znajomych, mąż Kaliny pracuje większą część czasu poza miejscem zamieszkania. Jednak Los dba o Kalinę i rzadko zabiera jej wszystkich domowników jednocześnie.
Kalina postanowiła spędzić te dni w domu, bez wychodzenia.
Sam na sam Kaliny z Kaliną. Do tego głos lektora audiobooków i szycie patchworkowej spódnicy dla koleżanki.
Ferie.
Tegoroczne ferie sponsoruje słowo "powolność".
poniedziałek, 5 lutego 2024
reakcjach
Kalina zmuszona jest współpracować z osobą o nieposkromionych reakcjach.
Kobieta zachowuje się nadmiernie - i z określenia tego Kalina jest niezmiernie dumna.
Nadmiernie.
Biega po korytarzach, wrzeszczy, wymachuje rękami, reaguje newralgicznie na wszystko, rzuca komentarzami na temat innych nauczycieli przy uczniach. Na temat Kaliny ostatnio.
Kalina nie cierpi takich furiatów.
Szykuje się Kalina na rozmowę z tą koleżanką. Kalina wie, że nie zmieni tej osoby, ale chce, żeby babsko wiedziało, że Kalina nie akceptuje takiego zachowania.
I nie będzie Kalina sposobem na radzenie sobie dorosłej kobiety z emocjami.
Kalina wie, że jedyną możliwą reakcją na rozmowę będzie wybuch kolejnej awantury. No trudno. Takie życie. Jedni się wkurwiają, inni są spokojni.
niedziela, 4 lutego 2024
okolicznościach
Kalinowie wynajmują swoje drugie mieszkanie. Zasada poszukiwania najemców zawsze jest taka sama: są to osoby znane Kalinie i jej mężowi i zawsze pojawiają się one w niewyjaśnialnych okolicznościach.
Dziś zaistniały niewyjaśnione okoliczności i zadzwonił do Kaliny znajomy pan, który szuka dla siebie mieszkania.
Najprawdopodobniej właśnie znalazł.
Oby wszystko tak się w życiu ludzi toczyło...
czwartek, 1 lutego 2024
choroby
Kalina spędziła czwartek, szyjąc sobie ciuchy i usiłując nie zejść na zawał z powodu choroby córki.
Po południu córka opanowała sytuację na tyle, że mogła powoli dojść do łazienki. Niestety pierwszy spacer skończył się wymiotami.
Dziewczyna doszła na tyle do siebie, że mogła zadzwonić do lekarza. Holenderskiego. Naturalnie powiedział jej, że ma brać paracetamol. Cholerna służba zdrowia w Holandii...
Jakimś cudem udało się córce zorganizować sobie pilną teleporadę w Polsce. Przemiła pani doktor przejęła się sytuacją, zrobiła plan działania, rozpisała leki, które córka ma w domu, żeby ich przyjmowanie miało jakiś sens. Przyznała, że sytuacja jest niepokojąca. Ustaliła maksymalne dawki leków przeciwmigrenowych w połączeniu z ibuprofenem, które można przyjąć jednorazowo.
A co się działo?: po poniedziałkowej gorączce 39,7 i kaszlu choroba zmieniła kierunek na potworny, pulsujący jednostronny ból głowy, wymioty, zaburzenia snu i czuwania i silne osłabienie.
Jeśli jutro nie będzie żadnej poprawy, Kalina wsiada w samochód i jedzie po córkę.
Kalna zwalczyłą covida, dobrze się czuje, jutro zamierza wyjść z domu na spacer. Naturalnie spacer tylko wtedy, jeśli nie spędzi 12 godzin za kierownicą...
środa, 31 stycznia 2024
genialna
kilkanaście
Kilkanaście lat temu znajoma powiedziała mi, że dużo czasu marnuje na robienie niezakupowych zakupów w internecie. Przegląda sobie strony sklepów, analizuje dokładnie sprzedawane przedmioty, wybiera i odkłada do koszyka. Potem sprawdza co jest w koszyku, usuwa te rzeczy, które jednak nie są idealne i... opuszcza sklep, niczego nie kupując.
Patrzyłam wówczas na tę kobietę z politowaniem, zawstydzeniem i poczuciem, że coś jest nie tak z jej psychiką. Było mi jej żal, nie spodziewałabym się, że robi coś tak głupiego i jednocześnie byłam zaskoczona, że można marnować czas na takie bzdury.
To było kilkanaście lat temu.
Tymczasem teraz ja...
Z politowaniem nad samą sobą, zawstydzeniem i poczuciem, że coś jest nie tak z moją psychiką, robię tak samo...
wtorek, 30 stycznia 2024
teściowej
mocno
Kalina rozmawia z córką przez telefon:
11.00
- No cześć, mamo. Jestem już po egzaminie. Dobrze mi poszło, tylko mam taki dziwny kaszel.
13.00
- Jakoś dziwnie się czuję, mamo. Chyba będę chora, ale inaczej niż zwykle.
18.00
- Mam coraz większy kaszel. Wzięłam ibuprofen. Myślisz, ze powinnam wziąć groprinosin?
22.00
- Mamo, mam 39,7'C. I bardzo mocno kaszlę.
Przespała część nocy. Odwołała dzisiejsze zajęcia na uniwersytecie. Ogarnia sytuację.
Bardzo, bardzo mi jej żal...
poniedziałek, 29 stycznia 2024
demencję
niedziela, 28 stycznia 2024
rzeczywistość
sobota, 27 stycznia 2024
wyborem
W szkole Kaliny pomór.
Nauczycielki tracą głos i okazuje się to być poważnym zapaleniem krtani.
Dziś Kalina obudziła się z bólem gardła i z godziny na godzinę czuje się coraz gorzej.
Gripex, którego normalnie Kalina nie ceni i nigdy nie podaje swoim dzieciom, okazał się być wyborem numer jeden dla Kaliny.
I, kurza twarz, chętnie posiedziałabym sobie w domu przez kilka dni, ale akurat w tym tygodniu bardzo mi to nie pasuje. Już wzięłam dzień wolny na środę, bo mam komercyjne zajęcia w innej szkole i nie chcę ich odwoływać... A niech to... I muszę na nich mówić. Kilka godzin.
Na angielskim pan dziś powiedział, że gdy pytamy o czyjeś zwierzę, mówimy "it". Na przykład:
- How old is it?
Ale właściciel zwierzęcia nigdy nie odpowie nam "it", tylko zawsze użyje określenia "she" albo "he":
- She is ten.
Takie ciekawe rzeczy tylko na kursie Kaliny ;-)
czwartek, 25 stycznia 2024
warstwy
środa, 24 stycznia 2024
położyć
sobota, 20 stycznia 2024
zapamiętania
Kalina dziś pierwszy raz brała udział w lekcji angielskiego na kursie.
Jezu, jakie to przyjemne! Ktoś Kalinę poprawia, ktoś ją dopytuje, ktoś zachęca by powtórzyła dla lepszego zapamiętania. No cudne!
Kalina cały swój angielski zawdzięcza wyłącznie własnej samodzielnej pracy i cieszy się, że teraz ma okazję usłyszeć, jak mówią inni uczący się.
Kalina może na kursie rozmawiać po angielsku w atmosferze zwracania uwagi na staranność, a nie w sytuacji zaspokajania wyłącznie potrzeb komunikacyjnych. A to zupełnie inna bajka.
I dowiedziała się na przykład Kalina, że o indywidualnych sportach mówi się "to do", np. to do yoga, to do tai chi. Ale "to practice" jest w przypadku sportu najbezpieczniejsze, bo zawsze poprawne - i takie rady są dla Kaliny nieocenione.
piątek, 19 stycznia 2024
mikroskopijnej
Kalina pracuje w fabryce wiedzy, ucząc najciekawszego przedmiotu.
I gdy Kalinie uda się wyhodować ciekawe organizmy mikroskopijnej wielkości, wówczas wszystkie klasy, bez względu na stan zaawansowania podstawy programowej, oglądają.
I okrzyki "ucieka!", albo "trzy pływają!", albo "mój kręci się w kółko!" albo "jeden zżarł drugiego!" świadczą o tym, że okrojona podstawa programowa z biologii mogłaby sprawić, że pobyt w szkole będzie bardziej pouczający, a mniej nudny dla uczniów.
Zatem - okrawajcie. Dajcie mi czas na pokazywanie świata, a nie na opowiadanie o nim. Dajcie uczniom czas, żeby się ubrudzili, zmęczyli i zrozumieli, że jeśli w kropli wody Roberta są protisty, a w kropli wody Helenki nie ma, to i Helenka i Robert mogą być fajnymi ludźmi.
I zmniejszmy podstawy programowe w liceach. Niech młodzież nie wkuwa. Te czasy powinny minąć. Niech pracują na faktach, danych, niech wyrabiają sobie zdanie, niech uczą się krytycznego myślenia, ale przestańmy wymagać w XXI wieku, żeby uczeń każdej klasy liceum znał na pamięć 150 rzek Azji.
środa, 17 stycznia 2024
naskórka
Wczoraj mignęła mi w telewizji twarz Trumpa.
Łohoho! Co tam się stało?!
To już nie jest samoopalacz! To nie przypomina strukturą i barwą naskórka ludzkiego!
Brązowa spalenizna, kończąca się na uszach i dekolcie, a do tego dołączone blade dłonie.
Ciemny brąz - prawdopodobnie tak nazywa się ten kolor bejcy...
poniedziałek, 15 stycznia 2024
przecież
Sypało śniegiem tak strasznie, że po 15 minutach jazdy samochodem miałam niemal kompletnie zasypane boczne okienko od strony kierowcy. Czyli mojej. Oznacza to, że patrząc w lewo widziałam białą ścianę śniegu zamiast skrzyżowania.
Po ekwilibrystycznych próbach usunięcia śniegu od wewnątrz, skończyłam z całym tym białym, mokrym, zimnym ustrojstwem na kolanach.
Przecież wiem, że to się nigdy nie udaje.
Wiem.
I co z tego, że wiem?!
niedziela, 14 stycznia 2024
bzdur
Neurolog powiedziała Kalinie, że po walnięciu w łeb bóle głowy są normalne i powinna brać Kalina paracetamol. Gdy Kalina wspomniała, że niechętnie bierze codziennie paracetamol, usłyszała, że w takim razie musi prowadzić ewidencję bólów głowy i branych tabletek przez miesiąc, zostanie to przeanalizowane i na następnej wizycie dostanie Kalina ewentualnie silniejsze środki.
I to nieludzkie jest. Zmuszanie Kaliny żeby przez kolejny miesiąc miała wbity kołek w skroń i żuchwę. A przynajmniej takie odczucie.
Za tydzień zaczyna Kalina pierwszy kurs języka angielskiego, zaraz po tym zaczynają się konwersacje na innym kursie. Plan jest taki, że latem Kalina będzie mówić i rozumieć lepiej niż dotychczas. Juhu!
Na początku wakacji Kalina zdaje egzamin w pracy na nauczyciela mianowanego. I rzyga Kalina na samą myśl o tym idiotyzmie. Musi wkuwać Kalina przepisy i regulaminy, a do tego musi wykazać się na papierze, że jest godną wyższej pensji. Wyższej chyba o 300 zł. Brutto. A tymczasem Kalina jest stara, nigdy nie miała pamięci do przepisów, nie umie uczyć się bzdur na pamięć, a teraz to naprawdę już jej nie wchodzą do głowy. I jak tu żyć?
sobota, 13 stycznia 2024
wyrzucanie
Kalina i jej mąż zakończyli właśnie trzeci odcinek sagi pt. "Zmieniamy meble w sypialni". Czekają ich jeszcze dwa odcinki i cała sypialnia będzie jak nowa.
Kalina i jej mąż ćwiczą przy tym wyrzucanie rzeczy. Ta konkurencja jest mocną stroną Kaliny (jeśli ma dojść do wyrzucenia rzeczy męża) i mocną stroną męża (jeżeli mają być wyrzucone rzeczy Kaliny).
Za ogromny sukces poczytuje sobie Kalina wyrzucenie z sypialni kolumny czasopism neurologicznych męża.
Za ogromny sukces mąż Kaliny poczytuje sobie, że kolumna czasopism wylądowała w pojemniku z makulaturą, a nie w samochodzie Kaliny
("...A może przydadzą się w świetlicy jako kartki do origami...?"
"Nie!")
czwartek, 11 stycznia 2024
panczenista
Teraz jest w mieście Kaliny straszna ślizgawica. Kalina nie mogła wysiąść z samochodu. Nogi rozjeżdżały się na wszystkie strony i nie można było złapać żadnego punktu podparcia. Kalina w końcu wypełzła na parking jak ameba, trzymając się dachu i drzwi, a następnie, ślizgając się okrutnie, dojechała do chodnika.
Samochody oblodzone po kokardę. Ściany budynków takoż.
Jutro rano będzie armagedon. Albo inna cholera.
A tymczasem córka Kaliny dziś widziała w Holandii, jak jakiś człowiek jechał do pracy na łyżwach. Zasuwał po kanałach jak jakiś panczenista.
Nie, nie. Kalina nie zazdrości. Kalina już czeka aż będzie można chodzić do pracy w sandałach.
środa, 10 stycznia 2024
samoloty
Starsza córka Kaliny dziś odleciała do ciepłych krajów. No, może nie aż tak bardzo ciepłych, ale z całą pewnością - mokrych...
Na lotnisku pustki, żadnych kolejek do odprawy bagażowej, żadnej kolejki do kontroli bezpieczeństwa. I tu - niespodzianka. Niemal wszyscy pasażerowie muszą zdejmować buty i przechodzić chusteczkową kontrolę narkotykową. Dzięki temu odprawa idzie wolno, niemal tak, jakby była kolejka.
Nie wiem, czy służby celne mają limit szczegółowych kontroli do wykonania w ciągu doby i gdy jest mało pasażerów, łapią każdego, czy ktoś przekazał informację, że dwa kolejne samoloty, odlatujące w ciągu kilkunastu minut do różnych miast w Holandii, będą wypchane kokainą... W każdym razie widok bosych pasażerów, drepczących jeden za drugim przez bramkę i rozkładających łapki do pocierania odzieży chusteczką - bezcenny :-)
wtorek, 9 stycznia 2024
napisała
Kalina martwi się sprawą Wąsika i Kamińskiego. Martwi się, bo uważa, że sprawa zabrnęła za daleko. Oby nie skończyło się to źle dla wszystkich.
Kalina wie, że dwaj panowie walczą o swoją wolność, więc nie przebierają w środkach. Smutne jest jednak to, że mają tak szerokie poparcie w kręgach PiS. Oznacza to, że trzymają wszystkich w garści. Byli szefami służb, mogli robić co chcieli i teraz prawdopodobnie szantażują tą wiedzą.
To co powyżej napisała część Kaliny, zwana zrównoważonym rozsądkiem. To, co poniżej napisała część Kaliny, zwana emocjonalną karuzelą.
Debile.
poniedziałek, 8 stycznia 2024
trąbika
niedziela, 7 stycznia 2024
zdarzeń
Pojechała Kalina na warsztaty ceramiczne.
A tam seria niefortunnych zdarzeń.
1. Samochód oblodzony grubą warstwą.
2. Dojście do pracowni jak szklanka, a pracownia znajduje się w sporym obniżeniu terenu - Kalina kilka razy bardzo się poślizgnęła, pełzała po trawie, wpadała na śmietnik.
3. W pracowni okazało się, że tydzień wcześniej Kalina schrzaniła coś ze szkliwami. Większość wypalonych uczynków wyszła źle lub nawet bardzo źle. Po wypale proszek szkliwa odpadał z gliny, albo wyszedł szorstko, matowo, nieładnie. Nie wiadomo, co to.
4. Na zajęciach było mnóstwo osób, tłok, hałas, brak atmosfery.
5. Podczas zajęć Kalinę napadła myśl, że w tej ślizgawicy trzeba jeszcze wrócić do samochodu. Tym razem pod górę. Kalina dostała takiego negatywnego myślenia, że wyszła z pracowni do magazynu wypalonych przedmiotów i tam oglądała je sobie w ciszy, żeby się uspokoić. To pierwszy taki raz po wypadku. Kalina nie znała dotychczas słowa "trauma pourazowa", ale chyba czas zająć się tą sprawą. Nie może tak być, że byle ślizgawica paraliżuje Kalinę.
6. Teraz Kalina wychodzi z córką na ramen i jest szansa na wspaniałą rozmowę w samochodzie. Kalina kocha córki i rozmowy z nimi. Kalina potraktuje tę rozmowę z psychologiem jako pierwszy krok w rozumieniu własnej traumy.
sobota, 6 stycznia 2024
likwidacji
Napisała gdzieś w internetach Kalina komentarz w sprawie likwidacji zadań domowych. Kalina niemal nie zadaje prac domowych, więc ten problem Kaliny nie dotyczy. Natomiast uzasadnienie (likwidacja prac domowych ma odciążyć rodziców) uważa Kalina za, delikatnie mówiąc, przesadzony. Bo że rodzice odrabiają za swoje dzieci prace domowe, wiedzą wszyscy nauczyciele. Ale że teraz mamy ich odciążać, jeśli sami dobrowolnie się dociążyli, to już lekka przesada.
Kiedyś Kalina odebrała od dziecka pracę domową i wstawiła ocenę do dziennika. Niemal natychmiast napisała do Kaliny autorka tej pracy oburzona, że ocena tak niska, a ona robiła pracę przez pół nocy. Autorką naturalnie była mama ucznia. Ciężko jest rodzicom, którzy dostają niskie oceny w podstawówce, oj, ciężko...
środa, 3 stycznia 2024
ubrani
Córka kaliny wyjeżdża jutro na narty do Czech. Wyprawa nielekka:
jedzie 9 licealistów i dwóch tatów.
Rano ubrani prawie jak na narty i spakowani w walizy idą na lekcje. Wyjazd zaraz po szkole.
I kocham te dylematy nastolatkowe:
- Mamo, jak ja pojadę autobusem w takich butach i w kurtce narciarskiej?
Wiadomo, o stylówkę dba się codziennie a tu nagle górskie buty i kurtka inna niż czarna. :-D
wtorek, 2 stycznia 2024
opieki
poniedziałek, 1 stycznia 2024
lepiej
piątek, 29 grudnia 2023
znachora
Obejrzała kalina nowego "Znachora" i bardzo jej się spodobał. Inny film. Inny scenariusz. Inna fabuła. Inni aktorzy. Inne zakończenie. I jest ok.
środa, 27 grudnia 2023
o czym
Zabiera się Kalina do pisania posta już któryś raz. No bo o czym tu pisać...? Że ciężko jest, że smutno, że średnia arytmetyczne z nastroju niepokojąca, że sił brak i energii?
Widzi Kalina, jak bardzo jej nastrój zależny jest od otoczenia, ale poradzić sobie z tym Kalina nie umie. Tak już ma, że chłonie energię z zewnątrz każdą komórką. I dobrą i złą energię chłonie, niestety.
Kolejna osoba poleca na Netflixie 1670. Planuje Kalina obejrzeć dziś pierwszy odcinek. Się zobaczy, czy pokocha Kalina komedię.
czwartek, 21 grudnia 2023
przepychają
Od wczoraj córki Kaliny nadrabiają siostrzane zaległości. Siedzą w jednym łóżku, gadają, śmieją się, gadają, gadają, śmieją się, przepychają, gadają... Kalina od czasu do czasu zagląda do ich jaskini, żeby podładować baterie optymizmu i przypomnieć sobie, że święta będą cudowne.
- Chciałabym pojechać do Paryża - mówi starsza, targając ciężką siatkę z warzywami. - Plan jest taki: przyjedziecie do mnie na wakacje, tydzień będziemy w Holandii, a potem pojedziemy pociągiem na trzy dni do Paryża. Pasuje ci?
Pasuje. Kalina planuje wakacyjny samochodowy wyjazd z przyjaciółką do Estonii. Estonia i Paryż. Brzmi cudnie.
wtorek, 19 grudnia 2023
świątecznych
Jutro przylatuje starsza córka Kaliny.
- Mamo, nie kupiłam dodatkowego bagażu do samolotu i będę miała tylko maleńką walizeczkę. Myślisz, że dam radę w pożyczonych od was ciuchach przetrwać trzy tygodnie?
Da radę, oczywiście, że da. Zawsze gdy przyjeżdża, robi przegląd naszych szaf i wszystkie ciuchy uwspólniają się w magiczny sposób.
Słucham banalnych powieści obyczajowych na audiotece, podcastu "Mówi się" na spotify i amerykańskich piosenek świątecznych.
Przeczytałam "Aptekarkę" Magdy Skubisz - bardzo polecaną przez znajomą. Nie moja bajka, nie mój sposób narracji. Przeczytałam ją robiąc pauzę w "Księgach Jakubowych". Dziś z radością wracam do Tokarczuk.
poniedziałek, 18 grudnia 2023
konsultację
Teatralna utyka na biodro, a mnie przypomniała się dziwna historia...
Gdy byłam nastolatką odkryto, że muszę mieć operowane oba biodra, ale prawe bardziej. Już miałam ustalony termin operacji, ale moja mama postanowiła skonsultować się z guru polskiej ortopedii. Guru nawet nie kazał mi się rozebrać do badania. Poprosił o zrobienie przysiadu, popatrzył jak chodzę, dotknął delikatnie z obu stron i poradził rezygnację z operacji. Uznał, że jestem chuda, drobna, więc moje zwichrowane biodra jeszcze popracują. A medycyna tak szybko się rozwija, że każdy rok opóźnienia to dla mnie szansa na mniej nieprzyjemną operację. Poradził tylko, żebym w ciąży zbytnio nie utyła, bo to może zaszkodzić biodrom.
Wówczas operacja miała wyglądać tak: przeszczep własnej kości z uda do stawu biodrowego. Gips na kilka miesięcy. Ponowna operacja. Gips na kilka miesięcy. W sumie - do siedmiu miesięcy w gipsie od pasa do pięt, z nogami w potężnym rozkroku - widziałam dziewczynkę, która to przechodziła. Stopy miała szerzej niż krawędzie łóżka szpitalnego.
Teraz moja operacja wyglądałaby tak: endoproteza. Kilka dni w szpitalu, naturalna rehabilitacja w domu, po kilku tygodniach spacery, żadnego gipsu.
Nadal czekam. I często myślę o guru ortopedii. Dzięki niemu nie przeżyłam koszmaru. I jeszcze jedno, bardzo ważne w tej historii: guru był profesorem, szefem kliniki. Dostanie się do niego na konsultację graniczyło z cudem. Moja mama postanowiła załatwić sprawę po swojemu: bez żadnego dzwonienia czy umawiania wizyt spakowała mnie do samochodu i pojechała ze mną do kliniki. Wyłuszczyła sprawę pani sekretarce. Gdy pan profesor wychodził z gabinetu, mama poprosiła go o pomoc. Pomógł. Chodzę do dziś. Wiem, że gdzieś tam w przyszłości czekają na mnie dwie śliczne, błyszczące endoprotezy... Mam czas...
W czasie ciąży przytyłam. Nawet znacznie. Ale los o mnie zadbał: obie ciąże musiałam spędzić w pozycji leżącej. Biodra nie ucierpiały. :-)



