Od wczoraj Kalina ma moc doznań.
Sąsiedzi z góry, zalani przez swych sąsiadów z góry, mają suszone mury. W ich mieszkaniu zainstalowane są wielkie suszarki, które dmuchają na ściany i sufit. Dmuchają, wydając dźwięk. Dźwięk ten, po dotarciu na nasze piętro, jest dźwiękiem imitującym pracę silników lecącego samolotu.
Zatem: od wczoraj Kalina jest w permanentnej podróży.
Rozmowy w domu Kaliny wyglądają tak:
Godzina 8.30. Mąż Kaliny wchodzi do kuchni.
- Już wystartowaliśmy? Przespałem.
Godzina 11.00. Mąż Kaliny wchodzi do salonu:
- Mam za chwilę spotkanie na Teams. No nie dam rady przy tych turbulencjach. Wysiądę na chwilę, przeczekam gdzieś na lotnisku i wrócę do ciebie za dwie godziny. Tylko nie odleć za daleko.
Godzina 14.00. Mąż Kaliny wraca do domu:
- Ja pierdolę, jeszcze lecisz? Była jakaś przerwa? Tankowaliście?
Godzina 16.00. Mąż Kaliny wchodzi do kuchni, żeby pooglądać zawartość lodówki:
- A oni nie powinni nam serwować darmowych posiłków po tylu godzinach lotu?
Godzina 18.00. Kalina do męża:
- Trzeci raz wyglądam dziś przez okno i znowu widzę to samo. Chyba kolejny raz przelatujemy nad tym samym podwórkiem.
Kalina zawsze zazdrościła ludziom, którzy mają w samolocie "leżące" miejsca, ale zapewniam was, to żadna przyjemność. Kalina też ma od wczoraj leżące, dwuosobowe, a jednak nie umie odpocząć przez ten cholerny hałas.
Nawet najdłuższy lot kiedyś musi się skończyć i to daje Kalinie nadzieję.