Od wczoraj Kalina ma moc doznań.
Sąsiedzi z góry, zalani przez swych sąsiadów z góry, mają suszone mury. W ich mieszkaniu zainstalowane są wielkie suszarki, które dmuchają na ściany i sufit. Dmuchają, wydając dźwięk. Dźwięk ten, po dotarciu na nasze piętro, jest dźwiękiem imitującym pracę silników lecącego samolotu.
Zatem: od wczoraj Kalina jest w permanentnej podróży.
Rozmowy w domu Kaliny wyglądają tak:
Godzina 8.30. Mąż Kaliny wchodzi do kuchni.
- Już wystartowaliśmy? Przespałem.
Godzina 11.00. Mąż Kaliny wchodzi do salonu:
- Mam za chwilę spotkanie na Teams. No nie dam rady przy tych turbulencjach. Wysiądę na chwilę, przeczekam gdzieś na lotnisku i wrócę do ciebie za dwie godziny. Tylko nie odleć za daleko.
Godzina 14.00. Mąż Kaliny wraca do domu:
- Ja pierdolę, jeszcze lecisz? Była jakaś przerwa? Tankowaliście?
Godzina 16.00. Mąż Kaliny wchodzi do kuchni, żeby pooglądać zawartość lodówki:
- A oni nie powinni nam serwować darmowych posiłków po tylu godzinach lotu?
Godzina 18.00. Kalina do męża:
- Trzeci raz wyglądam dziś przez okno i znowu widzę to samo. Chyba kolejny raz przelatujemy nad tym samym podwórkiem.
Kalina zawsze zazdrościła ludziom, którzy mają w samolocie "leżące" miejsca, ale zapewniam was, to żadna przyjemność. Kalina też ma od wczoraj leżące, dwuosobowe, a jednak nie umie odpocząć przez ten cholerny hałas.
Nawet najdłuższy lot kiedyś musi się skończyć i to daje Kalinie nadzieję.
Niczym mi nie zaimponujesz, ja te suszarki i dmuchawy mialam przez dwa tygodnie we wlasnej kuchni, nie za sciana, nie wyzej, nie nizej, ale we wlasnym mieszkaniu, tam gdzie siedze przy kompie. Glowa chciala mi sie rozpeknac od tego strasznego halasu. Przezylam, wiec i Wy przezyjecie.
OdpowiedzUsuńCzyli leciałaś tuż obok silników? Bardzo współczuję.
Usuńzapewne bijecie rekord długości lotu bez międzylądowania.
OdpowiedzUsuńa tak poważniej - cały dzień w jazgocie, to koszmar. remonty zwykle są uciążliwe, a te u innych najbardziej bolesne.
Mamy przerwy nocne. Lądujemy około 22.00, a startujemy tuż po 8.00. W nocy - błoga cisza. :-)
UsuńPrzykro mi, ale ja w samolocie jestem tak zestresowana, że nic nie słyszę .... ale teksty męża Kaliny mnie rozśmieszyły ))))
OdpowiedzUsuńMnie męczy hałas w samolocie, a nawet hałas w samochodzie. Gdy wysiadam z samochodu po długiej podróży, w głowie nadal słyszę silnik... I też nie czuję się komfortowo podczas lotów. Robi mi się niedobrze gdy poziom staje się pionem...
UsuńSlowem: kołujecie. :)
OdpowiedzUsuńO, permanentnie. :-)
UsuńTo jest nawet zabawne. Domyslam się, że to stary ATR, którego z Ławicy o 23:45 było słychać niemal na drugim końcu Poznania 🤣
OdpowiedzUsuńP.S. ostatnio przeczytałam "Tajemnice Końskiej Zagrody", jakie to czułe...
P.S. 2. Myślę od jakiegoś czasu o powrocie na łono Bloggera.
Izabelko, jak miło Cię czytać! Co u Ciebie?
UsuńOj dużo się działo i dzieje. Jak na razie
Usuńsumarycznie nie najgorzej, ale mogłoby być lepiej, i u mnie i u najbliższych. A zdrowie w zasadzie na mocne 9.
Pozdrawiam Cię serdecznie ❤️