- No i masz. Ledwo się wiosna zaczęła, a już mnie jakiś owad użarł w szyję! Wyskoczył bąbel swędzący, wielki jak Madagaskar!- Nie martw się, może to tylko wszy?
- Fundacja, nadzorująca akcję "Cała Polska czyta dzieciom" wydała mnóstwo ślicznych, kolorowych ulotek-zakładek, które są rozdawane dzieciom. Zastanawiam się, czy reklamy tej kampanii nie powinny być raczej drukowane na kartach kredytowych i na odwrocie paragonów ze stacji benzynowych...
- Jaka jest twoja ulubiona książka?
- Czytam "Bezcennego" i wkurza mnie ta książka okropnie. Po pierwsze jestem zła, że to nie ja wymyśliłam taką świetną fabułę. Po drugie zarwałam przez nią noc, a dzisiaj w nocy jadę do Warszawy i znowu się nie wyśpię. A po trzecie mam tylko książkę a nie audiobooka i nie mogę słuchać w kuchni i w samochodzie.
- Taka nagonka na suplementy diety w internecie, a ja i tak tego nie rozumiem...
- Świnka morska jest zwierzęciem wybitnie inteligentnym. Ma wrodzone umiejętności, których może jej pozazdrościć przeciętny człowiek. Otóż świnka rozpoznaje moment, w którym człowiek się budzi. Nie trzeba nawet się poruszyć, wystarczy zmienić bieg oddechu z pozycji "sen"na pozycję "prawie jawa". Wówczas świnka zaczyna piszczeć tak głośno, że natychmiast ktoś z domowników biegnie ją nakarmić.
- Spaliśmy latem na kempingu razem z setką niemieckich emerytów. Każdy z nich przyjechał na kemping z psem. Oczami wyobraźni już widziałam psie miny na każdym zakręcie, gryzące się psy na ścieżkach i plączące pod nogami smycze.
- Jakie równouprawnienie? Jakie? Mężczyźni nie depilują nóg, a jak siwieją, to uznajemy to za zaletę!
- Anglicy zawsze tacy grubiańscy. Nie to co my - naród z tradycjami, bogatą historią, kulturą języka i obyczaju. A u nich prostactwo na każdym kroku widać. Weźmy na przykład taki zwrot: samo życie. Ileż w nim treści. Ileż poezji. A po angielsku? Fucking life! Niegustownie.
- Dowożę do szkoły trzy dziewczynki. Dwie własne, jedna pożyczona. Do domu trzeciej dziewczynki jedziemy drogą, zwaną szumnie gruntową. Gruntu na niej niewiele, przeważają dziury, wąwozy i kaniony. Jazda po niej to bezustanny slalom. Nie slalom pomiędzy dziurami, bo się nie da. Jest to slalom związany z próbami jechania chociaż jednym kołem po górkach, gdyż albowiem utknięcie wszystkimi czterema kołami w dołkach może spowodować dłuższy postój. Droga ma około kilometra, przejazd nią zajmuje ponad 5 minut. Pięć podskakujących minut, z oczami wlepionymi w trasę, z okrzykami: mamo, w lewo!, mamo, duży dół po prawej!, mamo, spróbuj teraz szybciej!.
- Chyba adoptował mnie kot...
- Stoję na balkonie. Pod moimi stopami zaparkowany samochód. Podchodzi do niego tatuś z dwuletnim chłopcem. Otwiera tylne drzwi od strony kierowcy. Coś wrzuca na siedzenie. Chłopiec stoi przy drzwiach kierowcy. Tatuś zamyka tylne drzwi. Nanosekunda ciszy i nagle przerażający wrzask dziecka, stojącego przy połączeniu przednich i tylnych drzwi. Cztery paluszki chłopca tkwią w szczelinie, przy zawiasach tylnych drzwi. Tatuś otwiera drzwi, wyciąga dłoń chłopca ze szpary, bierze na ręce dziecko. Ogląda paluszki. Próbuje wyciszyć krzyk dziecka. Zaczyna rzucać przekleństwami. Na prawo, na lewo, na drzwi, na szczelinę, omijając chłopca. Z przeraźliwie płaczącym chłopcem znika w wejściu do sąsiedniego budynku. Trzymam kciuki za paluszki chłopca.
![]() |
| ciężko pracujący sweter od Psa w Swetrze |
- I co, zdążyłaś?
- Zahipnotyzował cię rozgałęziacz prądu?
- A wiesz, że radzieccy szpiedzy nigdy nie mieli pewności, czy biorą udział w ćwiczeniach, czy w prawdziwej akcji? A szyfranci nie mogli nigdy opuszczać budynku, w którym pracowali. Mieli wyznaczone pomieszczenia, po których się mogli poruszać. A szpiedzy byli wywożeni do obcego miasta i mieli dwa tygodnie, żeby poznać z najdrobniejszymi szczegółami topografię tego miasta. I ćwiczono z nimi rozpoznawanie twarzy i...
- Niektórzy ludzie otrzymali od matki natury jakieś talenty. Piłkarz potrafi wysunąć stopę w taki sposób, że trafi okrągłym przedmiotem w głowę bramkarza, a aktor potrafi tak zagrać rozpacz, że płaczę razem z nim. Nie lubię jednak, gdy ktoś utalentowany w jednej dziedzinie stosuje inną formę przekazu. Nie lubię, gdy aktorzy tańczą, malarze przeprowadzają wywiady, dziennikarze uczą smażenia kotletów, a piłkarze się wypowiadają.
- Nie ma męża, więc ulokowałyśmy się z córką obie w sypialni. Obowiązkowe wieczorne czytanie na głos odhaczone, gaszę światło i wychodzę. Córka zasypia.
- Wieczorem przez kilka godzin nie było prądu. Pstryk i kompletna ciemność. Świeczki, latarki i te sprawy. W końcu przyszła pora, nazywana potocznie: dzieci, marsz do łóżek. Jako jednostka inteligentna, ogarnięta życiowo i przewidująca, wyłączyłam wszystkie światła w domu, żeby podczas snu nie pozapalały nam się żarówki nad głowami.
- O czym wy tak długo rozmawiałyście?
- Do naszej szkoły prowadzi ulica, na której mieści się tylko jeden samochód. Na szerokość. Na długość niestety mieści się ich więcej.
- Na wyprzedaży ostatnich par markowych butów znalazłam piękne, skórzane, wysokie buty w kolorze wielbłąda. Gwóźdź programu to drewniana podeszwa. Kosztowały 150 zł, co wydawało mi się grzechem ciężkim. Buty na wyprzedaży za taką kwotę?! Przy kasie pan sprzedawca wymienił z panią sprzedawczynią porozumiewawcze spojrzenia oraz szepty i poinformowano mnie, że podano mi pomyłkową cenę tych butów. One kosztują 350 zł. Po krótkiej acz miłej wymianie zdań usłyszałam, że naturalnie zostaną mi sprzedane za 150. Poczułam się nieznacznie lepiej, ale i tak wyznałam, że 150 zł to dużo jak za jesienne buty na drewnianej podeszwie, których nie kupi nikt o zdrowych zmysłach. Wtedy pan sprzedawca wyjął swojego smartfona, kliknął na metkę i po sekundzie pokazał mi moje buty w wyprzedażowym sklepie internetowym. Kosztowały 701 zł. Po powrocie do domu weszłam na stronę firmy, która wyprodukowała moje nowe buty i oniemiałam. Są to ręcznie robione, oryginalne szwedzkie buty wykonane w całości z naturalnych składników, które kosztują około 350 euro. Inaczej mówiąc - kupiłam buty za 10% ich ceny, marudząc, że są za drogie...
- Jakieś dziwne to pranie.
- Jak dzisiaj?
- Zauważyłam, że gdy ludzie wychodzą od nas z domu, zatrzymują się przy drzwiach i wtedy zaczyna się zupełnie nowa, ciągnąca się w nieskończoność, rozmowa.
- Codziennie wieczorem ogarniam mieszkanie i kładę się spać. Rano wstaję, budzę resztę stada, wychodzimy do szkół wszelkich. Wracam po godzinie i prawie zawsze w mieszkaniu jest potworny bałagan. Jego opanowanie zajmuje mi mniej więcej godzinę.
- Byłam z mamą w poradni wad słuchu, żeby zmienić ustawienia jej aparatów słuchowych. Pani zamknęła się z mamą w dźwiękoszczelnym pomieszczeniu, a mnie kazano czekać w poczekalni. Po pół godzinie pani, wyraźnie zdenerwowana, wyszła i powiedziała, że mama życzy sobie, żebym brała udział w rozmowach. Jak rącza gazela wbiegłam do gabinetu małego jak szafa wnękowa. Obudowanego czarnymi gąbkami. Depresyjnego. Zobaczyłam tam moją mamę, siedzącą w pozie świadczącej o dużym stresie. Na twarzy miała przyklejony uśmiech pt. "Ach, jestem uprzejma, ale ratuj mnie córko". Rozejrzałam się w poszukiwaniu przyczyn zestresowania mamy. Nie znalazłam. I wtedy spojrzałam na panią, która z mamą rozmawiała. Pani miała rozszczep podniebienia. Gdy powiedziała coś do mamy, zrozumiałam wszystko - pani miała również bardzo poważną wadę wymowy. Moja mama nic nie rozumiała, bez względu na to, czy aparat słuchowy był włączony, czy nie. Żadne parametry fizyczne aparatu mojej mamy nie zmieniały faktu, że pani nie wymawiała dźwięcznych i syczących spółgłosek. Gdy zaczęłam powtarzać mamie to, co mówiła pani, stres minął, mamie zszedł z twarzy nerwowy uśmiech i sytuacja wróciła do normy. W pewnym momencie powiedziałam mamie, że pani mówi bardzo cicho, za co zostałam zbesztana: "Proszę nie zajmować się analizowaniem mojego głosu". Niby wszyscy mają równe prawa. Pani też.
- Współczesna wiedza szkolna to klucz. Klucz, który nie otwiera niczego, natomiast skutecznie zamyka. Zamyka on mianowicie możliwości udzielenia innych odpowiedzi, choćby były nawet słuszne. Do klucza modlą się gimnazjaliści przed sprawdzianem, uczestnicy konkursów wojewódzkich i olimpiad... Są przedmioty, w których klucz gra rolę kluczową. Są też takie, w których można napisać odpowiedź "również poprawną" i będzie zaakceptowana. Klucz zatem bywa wytrychem. Otwartość umysłu wydaje się przeszkadzać w rozumieniu prawdy ogólnej, że nie ma jednej słusznej odpowiedzi. Humaniści bowiem trzymają się klucza jak tonący brzytwy. Niehumaniści podchodzą do problemu bardziej ludzko. Jak w życiu. Tylko że odwrotnie. Widocznie to jest klucz widziany w dziurce. Od środka.
- Ciągle mi się myli dangerous i daughter. Mamooo, czy niebezpieczny i córka mają coś wspólnego?
- Od czasu do czasu docierały do mnie informacje, że ludzie umieszczają w sieci filmy o swoim prywatnym życiu, ale dziś sama przypadkowo kliknęłam na jakiegoś linka i oniemiałam. Co kieruje ludźmi, którzy upubliczniają coś takiego: https://www.youtube.com/results?search_query=moje+zakupy+w+lumpeksie ?