- Anglicy zawsze tacy grubiańscy. Nie to co my - naród z tradycjami, bogatą historią, kulturą języka i obyczaju. A u nich prostactwo na każdym kroku widać. Weźmy na przykład taki zwrot: samo życie. Ileż w nim treści. Ileż poezji. A po angielsku? Fucking life! Niegustownie.- Chyba się pomyliłaś, bo fucking life znaczy pieprzone życie.
- Proszę, nawet nasze pieprzone życie ma w sobie tę filuterną dwuznaczność...
Hehe, co do historii i obyczaju, to bym się pospierała... no ale angole nie święcą jajek, a przecież to mocno pogańskie jest, takie nasze, tradycyjne :)
OdpowiedzUsuńMieszanka chrześcijaństwa i pogańskich wierzeń jest rozczulająca. Pisanki, choinka, zajączki, pączki w tłusty czwartek, sanie św. Mikołaja... Koktajl :-)
UsuńNo pewnie, że prostaki. Jeden taki to napisał nawet sztukę Shopping and Fucking! A u nas, mam nadzieję, pójdzie w tetrach sztuka "Męczeństwo i śmierć błogosławionej Karoliny Kózki". Jak trzeba będzie, sam napiszę!
OdpowiedzUsuńI znowu nie jestem w temacie.
UsuńKarolina Kózka to ktoś, o kim już powinnam? ;-)
Polacy lepszego sortu wiedzą, kto to była Karolina Kózkówna. Powinnaś :)
UsuńZwykle w takich sytuacjach zżera mnie ciekawość i sprawdzam... Zwykle... ;-)
Usuń