środa, 10 lutego 2016

ślepą

- Do naszej szkoły prowadzi ulica, na której mieści się tylko jeden samochód. Na szerokość. Na długość niestety mieści się ich więcej.
Aby ułatwić dojazd do szkoły, ulicę tę uczyniono ślepą. Oznacza to, że jeśli ktoś podjedzie pod szkołę, to musi albo zawracać, co jest dość skomplikowane, albo wyjeżdża w sposób określany mianem: wycofywanie tyłem.
Okazuje się, że niebywałych zdolności intelektualnych wymaga zrozumienie, że jeśli ktoś wjechał w ulicę ślepą, wąską jak talia modelki, to nie powinien wjeżdżać w tę uliczkę następny samochód, gdyż albowiem wjazd jest jednocześnie wyjazdem i następny samochód uniemożliwia wyjazd poprzedniemu.
Wśród rodziców szkolnych powszechnie obowiązuje zasada zwana: a-co-mnie-to-obchodzizm? i przeważnie w uliczkę wjeżdża następny, następny, a nawet jeszcze następniejszy samochód.
Robi się obstrukcja komunikacyjna.
W tych okolicznościach przyrody dochodzi do uprzejmej wymiany gestów przez szyby samochodów w celu przyspieszenie wyjazdu blokujących samochodów.
Ale jak ktokolwiek ma wyjechać, skoro kolejni się pakują, sądząc ufnie, że tej nocy dokonano zamiany ulicy ślepej w ulicę okulistycznie sprawną.
W ten oto sposób dowożenie dzieci do szkoły, z czynności nudnej i monotonnej, staje się każdorazowo początkiem trzeciej, czwartej, a nawet piątej wojny światowej.
W samochodach siedzą dzieci powyżej opisanych kierowców, które, nie wiadomo skąd, uczą się chamstwa, arogancji, nieposzanowania innych i choreografii rąk o wymowie niemiłosnej. Chyba z filmów się uczą, bo w domu takich słów się przecież nie używa.

14 komentarzy:

  1. łomatkobosko, juz widze w takiej sytuacji mojego małzonka. Byłoby duzo ofiar...
    Ale moze wtedy przywrócono by ulicy wylot...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpuścić męża Diabła na uliczkę!!!
      To ma sens.

      Usuń
    2. Diable, ile bierze twój mąż za godzinne "konsultacje"? ;-)

      Usuń
  2. )))) skandal ...ale mnie też się włącza agresor w sytuacjach drogowych, więc rozumiem ))) nie polecam jednak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OD kilku lat wprowadzam w życie postanowienie, żeby przede wszystkim w samochodzie się nie denerwować :-)

      Usuń
  3. ech, a ja do szkoły musiałam chodzić albo jeździć tramwajem/autobusem :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Margarithes - lepiej by to wyglądało, gdybyś napisała: a ja do szkoły byłam wożona rolls roycem ;-)

      Usuń
    2. albo, że szkoła przychodziła do mnie... co nie byłoby kłamstwem. Moi dziadkowie przyjaźnili się z moją wychowawczynią i nauczycielem muzyki i polskiego. Prawie codziennie grali razem w karty. Kiedy moi dziadkowie wygrywali, miałam przerąbane w szkole. Co za czasy :P

      Usuń
    3. Teraz zostałoby to uznane za uzależnienie od hazardu ;-)

      Usuń
    4. Jak podrosłam grałam z nimi, fakt :)

      Usuń
  4. Podobna obstrukcja jest na skrzyżowaniu pod gimnazjum pod moim domem. I do dziś pojąć nie mogę, dlaczego rodzice chcą swoje dzieci dowieźć pod samą klasę, zamiast wysadzić gdzieś wcześniej, niechże samo dojdzie te 50 metrów!
    To Ty nie wiesz, gdzie się dzieci uczą wulgaryzmów???
    Oczywizda, że w szkole - od tych wszystkich niewychowanych bachorów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Najważniejsze to zaparkować samochód metr od wejścia, na chodniku.
      Uczą się od tych innych, niewychowanych bachorów. Bo jak wiadomo, nasze dzieci... itd. ;-)

      Usuń
  5. Kalina, w tak barwny i uroczy sposób opisujesz akcję przed szkołą, że aż chce się usiąść za kółkiem i podjechać pewnego dnia. Chyba to zrobię, chociażby po to żeby zobaczyć Twoją uroczą buzię w akcji ;-) Tylko, czy ja Cię poznam...?

    OdpowiedzUsuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":