piątek, 31 marca 2017

urządzenie

- Chodnik w centrum miasta. Pełen przechodniów. Środkiem młodziutka ratowniczka medyczna w służbowym uniformie pcha wózek inwalidzki, na którym siedzi mężczyzna. Pacjent jest osłabiony i zdezorientowany. Na kolanach trzyma urządzenie medyczne wielkości mikrofalówki. Ściska je obiema rękoma, widać, że sprawia mu to pewną trudność.
cobi
     Nagle wózek pochyla się gwałtownie do przodu. Pacjent traci równowagę, przyciska mikrofalówkowe urządzenie do klatki piersiowej - to oczywiste, że zdaje sobie sprawę z jego wartości. Ratowniczka usiłuje uratować pacjenta przed upadkiem. Ogląda dziurawy chodnik, cały czas balansując przechylającym się wózkiem.
     Młoda pracownica pogotowia dostrzega, w czym problem. Zepsuło się kółko z przodu wózka - może wyleciało z niego powietrze, może opona spadła z obręczy. Ratowniczka, pochylając się do przodu jak człowiek idący podczas wichury, z ogromnym trudem usiłuje pchać uszkodzony wózek z ciężkim mężczyzną. Urządzenie trzymane przez chorego niebezpiecznie kołysze się na boki, człowiek stara się jakoś pomóc kobiecie, ale oboje są w trudnej sytuacji.
     Przechodnie obchodzą ten chwilowy zator na drodze łagodną trajektorią.
     Obok stoi mężczyzna około 195 cm wzrostu. Atletyczny typ budowy. W średnim wieku. Szedł kilka kroków przed wózkiem, zatrzymał się, gdy usłyszał rozmowę ratowniczki z chorym i teraz przygląda się z niechęcią ich zmaganiom. Stoi bokiem, bez zbędnego angażowania się w cudzy problem. To nie jego sprawa i nie czuje się w obowiązku pomagać młodej, drobniutkiej ratowniczce. Patrzy to na pochyloną, z trudem przesuwającą zepsuty wózek kobietę, to na urządzenie na kolanach chorego. Nagle podchodzi do wózka, bierze z rąk mężczyzny "mikrofalówkę" wartą pewnie kilka tysięcy złotych i idzie w stronę stojącej nieopodal karetki. Wkłada drogocenne urządzenie do środka samochodu, sam siada na miejscu obok kierowcy. Zdejmując kurtkę z napisem "lekarz pogotowia" przygląda się, jak spocona i opadająca z sił kobieta usiłuje dociągnąć uszkodzony wózek z pacjentem do ambulansu.

wtorek, 28 marca 2017

pachołka

blasty.pl
- Kalino, na osiedlowych miejscach parkingowych będą montowane kładzione pachołki. Gdy zechcesz zaparkować na wspólnym miejscu, będziesz musiała pachołka otworzyć kluczykiem i położyć go na asfalcie, a następnie zaparkować nad leżącym. Po wyjeździe z parkingu trzeba będzie pachołka podnieść, żeby nikt obcy nie parkował na tych miejscach.
- Czy jest hipotetycznie możliwe, że ktoś zaparkuje tak, że jakiś dowcipniś da radę podnieść pachołka za samochodem? I kierowca rano, wyjeżdżając z parkingu, zabierze zderzakiem pachołka ze sobą?
- Nie jest to możliwe.
- To się zgadzam.
- A masz już jakieś przykre doświadczenie z pachołkiem?
- Nie mam. A wolałabym jednak nie być tym pierwszym kierowcą, który rozwali wszystkie osiedlowe pachołki swoim samochodem.

piątek, 24 marca 2017

speaker

interia
- Native speaker zachwyca się absurdami polszczyzny. W ferworze wyjaśniania mu dosłownych znaczeń polskich słów, dzieci doszły do tematyki filmowo-komiksowej. Wówczas pan spytał, czy dzieci używają polskiej nazwy Pan Pająk i Pan Śnieg.
A gdy dzieci usiłowały panu wytłumaczyć znaczenie słowa "biedronka", w końcu jakiś mały geniusz powiedział sakramentalne "shop". Pan od angielskiego zastanowił się przez chwilę i z cudownym akcentem powiedział: Czata polska!

czwartek, 23 marca 2017

zatrzasnąć

- To jest niemożliwe, żeby na basenie zatrzasnąć w szafce kluczyk od szafki!
tapeciarnia
- Niemożliwe?! Jak pani z informacji wezwała pana z obsługi technicznej basenu, to on od razu spytał mnie, o którą szafkę chodzi. Znaczy: rutyna! Może gdybym dodatkowo nie wiedziała, która to szafka, byłoby ciekawiej. Następnym razem...
- Następnym razem będą ci się kazali przebierać przed budynkiem!

poniedziałek, 20 marca 2017

wstydliwą

- A co ty taka jakaś jesteś?
- Martwię się, bo chyba wybrałam zły blat do kuchni.
tlc
- Za długo się znamy, żebym ci uwierzyła w takie bzdury! Natychmiast mów, co się dzieje!
- Mam okropną niechęć życiową. Najchętniej nie wstawałabym z łóżka. Drętwieje mi cała dusza. A intelekt domaga się natychmiastowego wyjęcia wszystkich wtyczek.
- No tak. A o co chodzi z tym blatem?
- Wszyscy mnie pytają, co jestem taka niezewnętrzna, więc wymyśliłam blat, żeby mi dali spokój.
- Kiepski tekst.
- Przez dwa tygodnie dawałam na nim radę. Ale widzę, że muszę coś lepszego. Najważniejsze, żeby nie dopytywali.
- Mów, że masz pewną wstydliwą chorobę. Raczej nikt nie dopyta, a na pewno będą cię unikać przez dobrych kilka tygodni.

niedziela, 19 marca 2017

spotkać

- Bardzo chcieli się ze mną spotkać. Zapraszali od dawna. Nie widzieliśmy się naprawdę długo. Wreszcie pojechałam. A gdy weszłam do ich domu i usiadłam przy stole okazało się, że mieli wielką ochotę poopowiadać mi swoje historie. O tym, że zalali ich sąsiedzi, że zepsuł się ekspres do kawy i że mają nową bramę do garażu. O podstawkach do doniczek, pielęgniarce z przychodni i sposobie na wybielanie ręczników kuchennych. O nowej suczce kuzynki z Radomia, o niebyt gorącej wodzie w kranach i jajkach, które mają za kruche skorupki.
Słuchałam i słuchałam. Aż wysłuchałam i wyszłam.
Za kilka lat zaproszą mnie znowu. Gdy bramie od garażu skończy się gwarancja.

środa, 15 marca 2017

prześlę

- Mamo, to świetnie, że możesz już odbierać pocztę! W takim razie prześlę ci tekst, który ostatnio napisałam. Chcesz sobie poczytać?
zamek.malbork.pl
- A jak ty mi go, Kalinko, prześlesz? Zrobisz odbitkę?
- Nie, mamo. Prześlę ci to, co napisałam, w komputerze.
- No właśnie. Ale jeśli ty to napisałaś u siebie w komputerze, to musisz mi chyba zrobić odbitkę, prawda?
- Mamo, a co to jest twoim zdaniem odbitka?
- No odbitka, to jest ksero, Kalinko. Przecież ty chyba wiesz, co to jest odbitka...
- Mamo, ja ci to prześlę tak, że ty to przeczytasz u siebie na komputerze, bez kserowania.
- Czyli widzisz, jednak zrobisz odbitkę...

wtorek, 14 marca 2017

komputerem

tvn.24
- Moja mama ma w najbliższej rodzinie trzech zawodowych informatyków, jednego informatyka-amatora i jednego młodego zapaleńca komputerowego. Gdy pojawia się problem z mamy komputerem (średnio codziennie), mama dzwoni do któregoś z powyższych znawców i zamawia wizytę domową. Wspomniany ekspert przyjeżdża, włącza mamy komputer, spędza błogie 45 minut na próbach przywrócenia stanu do normy i najczęściej odchodzi ze słowami: Komputer trzeba oddać do naprawy.
Po czym mama, ze łzami w oczach, uszach, nosie i słuchawce telefonicznej dzwoni do mnie. Że jest odcięta od świata, że nie może odebrać poczty, nie może rozmawiać na skype, że komputer jest uszkodzony, że się nie da...
I wtedy do akcji wkracza największy imbecyl informatyczny na półkuli północnej, czyli Kalina.
Po uzyskaniu niezbędnych informacji (jak się włącza myszkę, gdzie jest kabel od bezkablowej klawiatury, jak się łączy na tym komputerze z internetem i co to jest Mozilla) zaczynam działanie. Na głos muszę sobie tłumaczyć, jak to wszystko działa. Że ten kabel prowadzi od ściany do gniazdka, a ten z kolei wchodzi do gniazdka z prądem, potem przechodzę do spraw bardziej technicznych, czyli np. czy wszystkie wtyczki są dobrze wciśnięte i zabieram się za subtelną problematykę programową. Powoli, klikając wszystkie ikonki po kolei, próbuję wcielić się w psychikę informatyka który cały ten bałagan kiedyś obmyślał. W ten sposób rozwiązuję wszystkie najbardziej skomplikowane problemy informatyczne (przedwczoraj np. znalazłam zagubioną ikonkę Mozilli).

Moja starsza córka powiedziała mi kiedyś, że informatycy próbują naprawić problem, a ja przyjeżdżam do babci i taśmą klejącą naprawiam zepsutą elektrownię atomową.

Gdyby ktoś potrzebował kiedyś taśmy klejącej do naprawy łodzi podwodnej albo reaktora atomowego, to jestem do usług...

Tak było do wczoraj. Bo wczoraj cały subtelny system naprawiania siadł. Nie naprawili informatycy i ja nie naprawiłam. Taśma klejąca nie zadziałała. Bo mama ma w komputerze wirusa.

I jeśli gdzieś na świecie jest ten durny informatyk, który z nudów i głupoty wpuścił w sieć wirusa, a ten wirus uszkodził komputer mojej ponad 80-letniej mamy, to niech go szlag trafi! Razem z jego wirusem! Amen.

sobota, 11 marca 2017

racjonalną


- W zasadzie jestem osobą racjonalną. W zasadzie. Z wyjątkiem tych momentów, kiedy z racjonalnością nie mam nic wspólnego.

No bo na przykład: czy jest możliwe, żeby osoba racjonalna i mocno stąpająca po ziemi, wierzyła w przekazywanie energii innym ludziom? Na odległość?
Albo czy ktoś, kto kieruje się szkiełkiem i okiem, uważa, że płomień zmienia energię pomieszczenia i nawet mała zapalona świeczka pomaga mu się skoncentrować?

impresariat.skene
Albo czy ktoś, kto wierzy w wyniki odczytywane z urządzeń pomiarowych, wchodząc do jakiegoś pomieszczenia natychmiast czuje, czy osoby które są w nim, mają dobre relacje?
A czy ktoś, kto wierzy tylko w to, co daje się dotknąć palcem, radzi sobie z problemami, zmieniając je w myśli w znaczki pocztowe?
- Mówisz o sobie?
- Nie, no co ty... Ja racjonalna jestem.

czwartek, 9 marca 2017

zakrzywienia

fisie.pl
- Człowiek ma czasami taki dzień, że lepiej nie mówić. Dochodzi do zakrzywienia energii kosmicznej i wszystkie smutki świata zbierają się w jednej, ograniczonej przestrzeni. Tak zwana czarna dolina. I gdy człowiek wpadnie w taką dolinę, to nagle uświadamia sobie, że wszędzie dookoła ludzkość porusza się swoim zwykłym, radosnym tempem, a w czarnej dolinie czas utknął w miejscu w pozycji "gorzej być nie może". O czymkolwiek pomyśli - tam w najlepszym przypadku źle. Każda sprawa grozi awarią, rusztowania życiowe źle dokręcone, woda optymizmu zmętniała, a zielone łąki wiary, nadziei i miłości zostały przykryte krowimi plackami.
- Ale co się stało?
- No właśnie. I jeszcze najlepsza przyjaciółka zadaje najgorsze pytanie świata, na które nikt nie zna odpowiedzi...

wtorek, 7 marca 2017

pomylili

Domofon:
- Listonosz, dzień dobry. Polecony do pani.
- A, bardzo proszę. Już otwieram.

Adonai.pl
Podpisując konieczne dokumenty:
- I znowu pomylili się w nazwisku. Ja nazywam się Kalina Kwiatowa, a napisali Kwiatkowska. Ciągle się to zdarza.
- A imię się zgadza?
- Tak. Chociaż... Napisali Halina, a ja jestem Kalina.
- To jak się pani nazywa?
- Kalina Kwiatowa.
- Ale na kopercie jest Halina Kwiatkowska.
- To się może zdarzyć. W dzisiejszych czasach...
- A adres, jaki tu jest?
- Ulica Kaliny 8d.
- No tak, ale na kopercie jest adres ulica Kaliny 10e. Wie pani, ja jednak przejdę się pod 10e i spytam, czy tam mieszka jakaś pani. Zaraz wrócę do pani i wszystko się wyjaśni.

Po około 4 minutach:
- Wie pani, to naprawdę zaskakujące, ale pod adresem: ulica Kaliny 10e mieszka pani, która się nazywa Halina Kwiatkowska... To był list do niej...

Tak to właśnie usiłowałam zawłaszczyć sąsiadki osobowość prawną, ale się nie udało... ;-)

poniedziałek, 6 marca 2017

pralce

- Myślisz, że tę kurtkę można wyprać w pralce?
jeja
- A co jest narysowane na wszywce?
- Nie ma wszywki. Przecież sama ją ucięłaś.
- A... Faktycznie. To można.
- A skąd wiesz?
- Lata doświadczeń, mądrość przekazywana z pokolenia na pokolenie, wrodzona inteligencja i znajomość sprawy, a ponadto tajna informacja, że gdyby nie można było w pralce, to już dawno byś tej kurtki nie miał, gdyż prałam ją wcześniej kilka razy.
- To po co pytałaś o wszywkę?
- Dla lepszego wrażenia.

niedziela, 5 marca 2017

ząb

- Co ci się stało?
demotywatory
- Rośnie mi ząb mądrości. Powiększyły mi się od tego węzły chłonne, boli mnie cała szczęka, nie mogę jeść i źle się czuję.
- Ząb mądrości w twoim wieku!?
- Czułam, że szczerość w tym wypadku nie będzie nagrodzona. Mogłam powiedzieć, że uderzyłam się w szczękę o futrynę, gdy w nocy szłam do łazienki...
- A wiesz, że atak futryny do ciebie pasuje?
- A ząb mądrości nie? Dzięki...

piątek, 3 marca 2017

zasnąć

- Ale jak mogłaś zasnąć w kinie?
- Co za głupie pytanie! Normalnie! Zamknęłam na sekundę oczy, a one się otworzyły po dłuższej chwili.

załamka.pl
- Jak bardzo dłuższej?
- No... Tak, że nie widziałam pół filmu. I zupełnie nie rozumiem, dlaczego oni upchnęli te pół filmu akurat w ten moment, który przespałam...

środa, 1 marca 2017

parkingu

- Zgubiłam samochód na parkingu pod centrum handlowym.
- Nie zapamiętałaś, gdzie zaparkowałaś?

MotoWiocha.pl
- W zasadzie to zapamiętałam. Tylko zapomniałam, że po chwili przestawiłam samochód, bo znalazłam bliżej wejścia wolne miejsce...
- Ile Ci to wszystko zajęło?
- Jakieś 5 minut, 3 kg wagi, osiemnaście zmarszczek i 115 siwych włosów.

poniedziałek, 27 lutego 2017

wlewu

- Myślisz schematami. Jak nauczyciel - to mądry i cierpliwy. Jak lekarz - to etyczny. Jak ksiądz - to empatyczny. Jak pan na stacji benzynowej - to wie, że trzeba zamknąć wlew paliwa po zatankowaniu. A tu życie nie jest takie proste, jakbyś chciała...
petroko
- Ale żeby nie zamknął wlewu?!
- No nie... Z tej całej listy dziwi cię tylko ten gość, co nie zakręcił ci wlewu paliwa? Nieetyczny lekarz i durny nauczyciel nie robią już na tobie żadnego wrażenia?!
- Robią, ale nie dziś...

niedziela, 26 lutego 2017

awarią


- Odwiozłam córki do ośrodków edukujących nieletnie czarownice, a w drodze powrotnej wstąpiłam na cmentarz. Wyrzuciłam wypalone znicze, sprzątnęłam resztki gałęzi i wróciłam do domu. Z rękoma brudnymi od błota i zgnilizny.

wp turystyka
Natychmiast do łazienki, odkręcam kran, nic. Po chwili z kranu wydostał się mały bulgot. Brak wody. Spojrzałam z utęsknieniem na sedes i zrezygnowałam z dalszego pobytu w łazience. Zewidencjonowałam wszystkie ciecze, które akurat były w domu: pół kubka herbaty po śniadaniu w pokoju młodszej córki, trochę wody w szklance na parapecie u starszej, woda po umyciu podłogi - około pół wiadra. Ta ostatnia raczej nie nadawała się do picia, ale uznałam ją z radością za "wodę toaletową". 
Inteligentnie i nowocześnie podchodząc do tematu włączyłam komputer z zamiarem sprawdzenia na stronie dostarczyciela wody, co dalej zamierza z tą awarią zrobić.
Przeczytałam: Dziś, ulica Kaliny, planowe wyłączenie wody w godzinach 8-15.

Była 8.15. Wytrzymałam do 11.30. Potem przeniosłam się do mamy.

Jaki z tego wniosek? Mama musi mieszkać na innej ulicy!





sobota, 25 lutego 2017

pomocy

A ponieważ wierzę w niebywałe zbiegi okoliczności, więc uprzejmie proszę o pomoc:

Moi przyjaciele poszukują dojścia do prof. Mirosława Ząbka, neurochirurga z Warszawy (szpital bródnowski).
Chodzi o bardzo pilną konsultację neurochirurgiczną u 19-letniego chłopaka.

Może ktoś z Was zna osobę, która już przechodziła tą samą ścieżką i ma doświadczenie w takich sprawach?
Albo może znacie kogoś, kto tam pracuje i podszepnie, jak się umówić na wizytę?
A może pan profesor to Wasz wujek?

I może uda się pomóc ludziom, którym się właśnie cały świat zawalił...

pasjansami

- Kalinko, był u mnie znajomy. Powiedział, że pokaże mi na komputerze stronę z takimi wspaniałymi pasjansami. I on tak zrobił, że nie mogę teraz hasła wpisać...
dreamstime
- Mamo, włącz komputer, zobaczę.
    
- Bardzo dziwne, mamo, ale nie działają ci niektóre klawisze na klawiaturze. Nie działa 7 i 8, p i backspace... Nie wylało ci się czasem coś na klawiaturę ostatnio?
- Tak, wylało, ale wszystko zdążyłam wytrzeć, więc to na pewno nie od tego.
- Musiałaś czegoś jednak nie wytrzeć.
- Czyli sądzisz, że to nie ten znajomy coś zepsuł?
- Nie, podejrzewam, że to jednak ty.
- To szkoda.

piątek, 24 lutego 2017

pinu

Dzwoni telefon. Obcy numer.
- Pani Kalino, dzwonię w imieniu pani mamy. Ona wyłączyła przypadkowo telefon, wpisała raz pin i okazało się, że jest zły. Zaraz spróbuje wpisać drugi raz, to może będzie już wszystko w porządku i włączy jej się telefon. O, jednak nie. To też zły pin. Pani mama pyta, czy ma próbować trzeci raz.
zapytaj, onet.
- Nie, niech nie próbuję. Ja zaraz przyjadę do niej i pożyczę jej nasz nadliczbowy telefon. A nie ma gdzieś zapisanego tego pinu? Może na karteczce w kalendarzu? W starym notesie? Na tablicy ogłoszeń?
Przytłumiony głos w słuchawce:
- Pani mamo Kaliny, córka pyta, czy ma pani zapisany gdzieś ten pin.
Mija najdłuższe siedem sekund w życiu Kaliny.
- Pani Kalino, jest pani? A tak, mama ma zapisany pin. W notatkach w telefonie...

środa, 22 lutego 2017

potwierdzający

Aby zamówić dziecku obiad w szkole, muszę się zalogować na stronie firmy obiadowej.
Aby się zalogować, muszę się najpierw zarejestrować.
Aby się zarejestrować, muszę najpierw podać swojego maila i poczekać, aż mi na niego przyślą link potwierdzający.
ChinaSmack [za:] Podglądanie Chin
I teraz czekam na link.
Za moment nie będzie sensu zamawiać tego obiadu, bo będzie już jutro po obiedzie.
Nadal czekam.
Co chwilę sprawdzam na skrzynce - nic.
Na stronie firmy obiadowej zauważam ikonkę z napisem: Nie dostałeś linka potwierdzającego?
Klikam uszczęśliwiona. Oznacza to, że są nas tysiące.
Czekam na nowe potwierdzenie.
Mija kolejny rok świetlny.
Zaczynam się zastanawiać nad sensem życia.
A może szybciej będzie samemu dowozić obiady podczas dużej przerwy?
Nadal czekam.
Zgłodniałam od tego czekania. Nieuchronnie zbliża się pora jutrzejszego podwieczorku.
Czy oni teraz dadzą mojej córce ten przeterminowany obiad?
Może pomyłkowo
podałam adres mailowy swojej drugiej skrzynki? Sprawdzam. Nic.
Na horyzoncie intelektu, gdzieś w okolicach podświadomości, zaczyna się pojawiać mały napis.
Jest coraz większy.
Układa się w litery: spam! Muszę sprawdzić spam.
Życie jest piękne! Potwierdzam, zamawiam, zamykam laptopa.
Jestem dumną ze swoich osiągnięć matką, a moje drugie imię to Sukces.

- Mamo, zapomniałam ci powiedzieć, że jutro lekcje wcześniej się kończą i musisz mnie odebrać przed obiadem.



wtorek, 21 lutego 2017

dolegliwościom

Harry Potter Wiki
- Dostałam przepis na eliksir przeciw wszelkim dolegliwościom. Składa się on z czosnku, grejpfrutów, pietruszki, imbiru, miodu i kurkumy. Kupiłam wszystkie produktu i dopiero w domu zauważyłam, że "wszystkie" nie oznaczało grejpfrutów. Następnego dnia dokupiłam je i szczęśliwa zabrałam się za przygotowanie eliksiru. Ku mojemu zdumieniu, nie było pietruszki. Sama rano dałam ją śwince jako wyłącznik piszczenia. Dokupiłam pietruszkę i wtedy się okazało, że ilość imbiru jest już niewystarczająca (piję imbir zamiast herbaty...). Gdy już przyniosłam do domu imbir, zajrzałam do pojemniczka z czosnkiem i to mnie już zdenerwowało. A piszę to wszystko, bo właśnie skończył się miód.
Eliksir przeciwwszystkowy chce mnie wykończyć?!
Ten, co powinien pomagać!?

Czy jest na sali lekarz? Taki, co umie dobić?

poniedziałek, 20 lutego 2017

myjnię

- Pojechaliśmy z mężem na myjnię samoobsługową. Pojawiła się potrzeba odkrycia pierwotnej barwy mojego samochodu. Dodatkowo mąż chciał mnie nauczyć, jak się obsługuje urządzenie, zwane myjką ciśnieniową, żebym przy następnym pokryciu karoserii kilkucentymetrową warstwą błota i kurzu, umiała sama dokonać ablucji. Tu "wjedź jeszcze głębiej", tu "wrzuć monetę" - wszystko szło mi naprawdę dobrze. Aż nadszedł wieczór i poranek dzień siódmy, czyli "weź do ręki dyszę i naciśnij". Wystarczyła nanosekunda. Odrzut jak przy armacie Kmicica spod Częstochowy i kłęby pary zaskoczyły mnie dość znacznie. W kolejnej nanosekundzie mój mąż stał z dyszą w ręku i podziwiał, jak szybki mam start podczas sprintu.

jeja.pl
     W drodze powrotnej zostałam oficjalnie powiadomiona, że najbliższa myjnia, na której panowie myją samochody techniką "ręka, gąbka, kupa piany", znajduje się na parkingu przy centrum handlowym.



niedziela, 19 lutego 2017

okularów

forum.bron.pl
- Nie skarżę się, ale bardzo mi się wzrok pogorszył. Nie dość, że nie mogę nic przeczytać bez okularów do czytania, to jeszcze nic nie widzę na odległość, bez okularów do dali.
- I mówisz mi to, bo sądziłaś, że ja tego nie widzę? Ja? Idealny wzrok w obu oczach?!

środa, 15 lutego 2017

marcu

Połowa stycznia, przez telefon:
gulf job portal
- Mamo, właśnie cię zarejestrowałam do lekarza, ale nie mam gdzie zapisać daty wizyty. Możesz sobie wpisać od razu w kalendarz? 15 lutego o 16.00. Już? No, to przypomnij mi kilka dni wcześniej, żebym z tobą przyjechała.

Początek lutego, przez telefon:
- Mamo, sprawdź w kalendarzu kiedy masz tę wizytę u lekarza, bo będę ustalać terminy moich spotkań.
- Kalinko, ta wizyta jest dopiero za miesiąc.
- A nie w lutym?
- Nie. W marcu. 15 marca.
- Mamo, a sprawdź w kalendarzu, czy to jest środa. Bo lekarz przyjmuje tylko w środę, a mnie się jednak wydaje, że to w lutym miało być.
- Nie, 15 marca, środa. Wszystko się zgadza.
- No to super. I przypomnij mi kilka dni wcześniej, żebym z tobą pojechała.

15 lutego, w południe:
- Kalinko, zadzwoniła do mnie pani z rejestracji od tego lekarza, że wizyta jest przesunięta na 18.00.
- Mamo, mi jest wszystko jedno, przecież to za miesiąc. Tylko przypomnij mi odpowiednio wcześniej, żebym z tobą pojechała.
- Toteż ci przypominam. Dzisiaj jest ta wizyta.
- Jak to? Nie w marcu?
- No też się dziwię. Musiałaś mi, Kalinko, źle powiedzieć. Ja cały czas się dziwiłam, że ty tak o tym marcu i marcu...

15 lutego, wieczorem, w samochodzie:
- Wiesz, Kalinko, ja tego zupełnie nie rozumiem. Dlaczego ona nas wyprosił z gabinetu?!
- Bo rok temu byłaś u innego lekarza. I ten dzisiaj powiedział, że cię nie zbada, bo nie i już.
- Ale czy on tak mógł?
- Nie.
- To dlaczego tak zrobił?
- Bo kawał gnoja z niego. Pocieszające jest tylko to, że dziś wieczorem możesz się pomodlić, żeby nabawił się opryszczki narządów rozrodczych.
- E, no wiesz...
- Jeśli on cię wyrzucił z gabinetu, to powinien mieć po tobie jakąś pamiątkę. Opryszczka będzie akurat w sam raz. I żeby go tak swędziło, jak nam teraz przykro.

schroniska

- Orzechowie mają pieska ze schroniska. Przez pierwszy miesiąc piesek był nie pieskiem, a aniołem ze schroniska. Reagował na nowe imię, grzecznie chodził na smyczy i niczego nie gryzł.
schronisko w Katowicach
    Najpierw minęła mu cecha "niczego nie gryzł". Za pierwszym razem Orzechowie znaleźli wytłumaczenie dla zjedzonych skarpetek ("to nie pieska wina, że chłopcy zostawili na podłodze skarpetki!"). Za drugim razem też można było w zasadzie uznać, że piesek jest niewinny ("ten dywan musiał pachnieć sokiem, który się tu kiedyś wylał, pamiętacie? W 1998, na Sylwestra. Co za zdolny piesek, że wyczuł!"). Ale za trzecim razem, gdy piesek zżarł nową myszkę od komputera, która leżała na biurku, umysły Orzechów jakby się zamknęły na poszukiwanie nowych usprawiedliwień. Spojrzeli na pieska nieco krzywym wzrokiem, co spowodowało, że piesek się zasmucił i wszystko zostało wybaczone.
     Potem minęła cecha "reagował na nowe imię". Właściwie można to uogólnić na: przestał reagować na cokolwiek. Fakt pobytu pieska w schronisku, a potem w domu zastępczym, został uznany przez Orzechów za dostateczny powód, aby zrozumieć, że piesek spuszczony ze smyczy wraca do domu wtedy, gdy naprawdę jest mu zimno i zaczyna się bać, że znowu jest bezdomny.
     Gdy cecha "chodzi grzecznie na smyczy" zamieniła się w "ciągnie jak dziki koń", Orzechowie zapisali się na tresurę. Pieska też.
     Ale i tak miłość kwitnie. We wszystkich kierunkach.

  

wtorek, 14 lutego 2017

czytania

Macksey
- Mam kryzys czytelniczy. Ciągła praca z tekstami powoduje, że straciłam radość z czytania.
- To straszne. A od kiedy tak masz?
- Od wczoraj.

niedziela, 12 lutego 2017

wąchalniczo

filmweb
    Poszłam z córkami do restauracji. Usiadłyśmy przy stoliku, zaczęłyśmy czytać menu i wtedy zorientowałam się, że obok mnie siedzi Smród. Prawdziwy, nachalny Smród. Spytałam córek, czy też czują, ale nie. Smród siedział tylko obok mnie. Rozejrzałam się dyskretnie dookoła, żeby znaleźć źródło Smrodu, ale nikt nie dawał nadziei na bycie jego przyczyną. Po zjedzeniu obiadu przeszłyśmy do samochodu. Smród ze mną. Nakazałam pilne poszukiwanie pod podeszwami butów, gdyż Smród zdecydowanie sugerował, iż pochodzi od psiej miny przeciwpiechotnej. Podeszwy córek były czyste. Wszystko wskazywało na to, że to moje buty są źródłem Smrodu. Na skrzyżowaniu wykonałam kwiat lotosu połączony z saltem mortale i rozpoznanie było jednoznaczne: moje buty też są czyste. Po wejściu do domu zarządziłam natychmiastowe wąchanie wszystkiego, co było z nami w restauracji. Kurtki, czapki, rękawiczki, szaliki, czapki - żadnych sukcesów. I wtedy powąchałam spód mojej torebki. Boże najświętszy, jaki fetor! Musiałam położyć ją w coś naprawdę skondensowanego wąchalniczo, bo cuchnęła  tak strasznie, że wątroba przekręcała się trzykrotnie wokół własnej osi.
     Natychmiastowe ewakuacja wszystkiego z torebki (zebrała się spora góra przedmiotów zaginionych od lat) i pranie w warunkach autoklawowych uratowały sytuację.
     Martwię się tylko, że dość długo siedziałyśmy w restauracji i wszyscy, zajmujący sąsiednie stoliki naprawdę sporo czasu męczyli się, czując to samo co ja...

piątek, 10 lutego 2017

kupić

W samochodzie, przez telefon:
- Kalinko, mogłabyś po drodze wejść do sklepu po kawę?
- Tak, tak, oczywiście.

dreamstime.com
W sklepie, przez telefon:
- Kalinko, mogłabyś oprócz tej kawy kupić jeszcze jajka?
- Tak, tak. Oczywiście. Mam zamiar zrobić porządne zakupy.

W domu, po powrocie, podczas rozpakowywania pięciu toreb pełnych zakupów:
- A gdzie jest ta kawa?
- ...%$# !?
- Jak to jest możliwe, że jedziesz po kawę, a zapominasz kupić kawy?
- Też się dziwię. Ale jajek nie zapomniałam!
- A gdzie są?
- ...$&@ ?!
- Mogłem ci powiedzieć, żebyś kupiła kalosze i wiertła do drewna. Wtedy mógłbym się spodziewać, że przywieziesz kawę i jajka.

dwudziestej

ploneres
- Możesz po mnie przyjechać po dwudziestej?
- Dobrze. Dam ci znać, jak będę wyjeżdżała z domu.
- A tak mniej więcej o której to będzie?
- No po dwudziestej.
- Aha. Czyli tak około dwudziestej trzeciej?

Życie matki wymaga bezkompromisowej, aptekarskiej dokładności i precyzji językowej.

czwartek, 9 lutego 2017

tekst

edukacja-światkobiety.pl
- Mogłabyś mi odesłać zrobiony tekst?
- Który?
- Ten, co mi już odesłałaś, a którego ja nie mogę znaleźć.
- Aha, bo już myślałam, że ja coś zgubiłam...
- Nie, nie. Tym razem ja. W przyszłym tygodniu będzie twoja kolej.

środa, 8 lutego 2017

promieniami

Sanktuarium bł. Karoliny
- Patrzcie, patrzcie, jakie światło zza chmur! Rozchodzi się promieniami na wszystkie strony, zupełnie jak na tych świętych obrazach! Nie dziwię się, że w dawnych wiekach ludzie, widząc coś takiego, sądzili, że to jasność od Boga. To naprawdę robi wrażenie!
- Nie wiedziałem, że jesteś taka prawicowa.
- Taka prawicowa? Nie, nie jestem prawicowa. Taka jestem. Wystarczy.

nóżkę

- Nie. My zdecydowanie nie. Podjęliśmy taką decyzję. Nasz pies nie będzie spał z nami w łóżku. To jest niehigieniczne. I źle wpływa na relacje w stadzie. Pies musi znać swoje miejsce.
- Posłuchaj rady doświadczonej cioci: musisz trochę zmiękczyć tę teorię, bo potem jest wstyd, jak wszyscy się z ciebie śmieją, że zapewniałeś, a pies i tak w łóżku.
 - Nie, nie. Nam to nie grozi. Ja potrafię być konsekwentny. Znasz mnie. Ustaliłem i uczę tego psa każdej nocy. On próbuje wskakiwać do łóżka, a ja go systematycznie zdejmuję i kładę na jego posłanko. Konsekwencja. To jest tajemnica sukcesu.


SzokBlog.pl
Minęły 3 (słownie: trzy) dni.

- Piesek zwichnął sobie nóżkę. Weterynarz zakazał skakania. No a on skacze głównie w nocy, gdy próbuje wejść do nas do łóżka. Musieliśmy pozwolić spać w łóżku, żeby stan nóżki się nie pogorszył.
- Śpi na poduszce między wami?
- Tak. Przykryty kołdrą. Ale to tylko ze względu na nóżkę.


niedziela, 5 lutego 2017

znienacka

Wyjechać w góry i nabawić się zapalenia pęcherza - to jest dopiero wyzwanie.
Narnia zimą
Naturalnie zimą, gdy śnieg sięga po, za przeproszeniem, pośladki i ewentualne wysiusianie się na łonie przyrody wiąże się z koniecznością udeptywania stosownego miejsca (raz nie udeptałam i gdy zapadłam się
w miękkim puchu, podejrzenie zapalenia pęcherza przerodziło się w pewność).
Tym samym zwiedziłam wszystkie toy-toye, bary (toaleta płatna 2 zł, konsumenci bezpłatnie) oraz (ze wstydem przyznaję) naturalne nisze roślinno-skalne w parkach narodowych i rezerwatach.

Najgorszym wrogiem zapalenia pęcherza są nadchodzący znienacka turyści.

Oprócz tego wyjazd był fajny, tylko szczerość córek sprawiła mi pewną przykrość (wolimy wracać taty samochodem, bo mama będzie się zatrzymywać na wszystkich stacjach...).
W efekcie zwiedzanie stacji benzynowych wydłuża drogę powrotną do domu o około godzinę.

Warto poświęcić marną godzinę, aby stać się ekspertem w pewnych sprawach.

środa, 25 stycznia 2017

zimy

interia
- Zaczęłam wdrażać program polubiania zimy. No nie może tak być, że przez pół roku czuję się dotknięta fizycznie, psychicznie i intelektualnie.

Krok pierwszy: zminimalizować codzienne skrobanie szyb.
W tym celu św. Mikołaj przyniósł mi folię ze sreberka, którą się nakłada na przednią szybę i rano, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, lód schodzi. Przednia szyba, wiadomo, największa i dosięgnąć wszędzie nie można, więc skraca to skrobanie do niezbędnego minimum (małe obskrobania wielkości zeszytu w bocznych, żeby widzieć ogólny zarys widnokręgu, a tylna nikomu do szczęścia niepotrzebna zostaje nieprzezroczysta).

Dziś rano ujrzawszy na samochodzie centymetrową warstwę śniegu zdjęłam z przedniej szyby folię wraz ze śniegiem i z dumnym okrzykiem "ha!" strzepnęłam jednym, zgrabnym ruchem ręki śnieg. I tu pojawił się dysonans poznawczy, gdyż albowiem śnieg z folii wpadł mi do cholewek butów...

Noż kurcze blade, jasna pogoda i na motylą nogę! No czy ta zima nie umie iść na jakiś kompromis?!

wtorek, 24 stycznia 2017

aplikacji

olx
- Zupełnie nie rozumiem tych durniów, którzy nie ściągają sobie na smartfona aplikacji do kupowania biletów. To są jacyś debile. Każdy kretyn wie, że to jest mega przydatne. Ja tam jestem tolerancyjny, ale to już jest zwykła głupota. A ty ją masz!?
- Nie.
- No ale, wytłumacz mi, czemu! Przecież to jest podstawa! Ja rozumiem, że można nie lubić gadżetów, że można nawet, jak w średniowieczu, używać telefonu z klawiszami, ale żeby nie ściągnąć sobie tej aplikacji?! To świadczy o kompletnej głupocie!
- To jest przecież tylko jakiś program do telefonu.
- Jakiś program?! No to gratuluję ci podejścia do życia. Ej, słyszeliście? Mamy tu Dziewicę Orleańską walczącą o wolność do zacofania!

poniedziałek, 23 stycznia 2017

wrotkami

- To były najgorsze święta na świecie. Marianna napisała na początku grudnia w liście do świętego Mikołaja, że chce dostać wrotki. Zatem nabyliśmy najbardziej wypasione, najpiękniejsze i najbezpieczniejsze rolki dla ośmiolatki, jakie były w bliższej i dalszej okolicy. Zacieraliśmy ze szczęścia ręce. Do tego kilka niespodziankowych drobiazgów i pełnia przedświątecznego szczęścia rodziców została osiągnięta.
olx.pl
W Wigilię podczas otwierania prezentów Marianna rzuciła się na ten największy jak niedźwiedź na pstrąga. Rozrywając papier zobaczyła pudło z rolkami, odrzuciła je i dalejże nurkować pod choinkę w poszukiwaniu innych prezentów. Gdy otworzyła już wszystkie, spojrzała na nas zaskoczona:
- A wrotki?
Wyjęliśmy z pudła drogie jak bentley rolki, omówiliśmy wszystkie najnowsze osiągnięcia techniki, gwarantujące komfort jazdy i bezpieczeństwo, nieomalże kosmiczną technologię kółek i hiperturbo oddychające membrany na cholewkach. Pokazaliśmy, że rozciągane są aż o 4 numery, więc będą służyły długo i skutecznie. Marianna patrzyła i słuchała z buzią wygiętą w podkówkę.
- A ja chciałam wrotki... - powiedziała.
Święta trwały niemiłosiernie długo. Co rano słyszeliśmy pytanie, czy już się skończyły i czy nareszcie jest otwarty kiosk z gazetami, biletami autobusowymi i krzyżówkami na naszym osiedlu. Pierwszego poświątecznego roboczego dnia wszyscy razem, z samego rana, pobiegliśmy do tego kiosku i nabyliśmy chińskie, plastikowe wrotki, przyczepiane paskami do butów. Różowe. Neonowe. Z plastikowymi tulejami, niedziałającym hamulcem, pasujące tylko na jeden rozmiar buta. Za 14,50.
W domu przyczepiliśmy je do adidasów i wtedy zaczął się dla nas szczęśliwy czas. Koleiny na parkiecie, wygrawerowane plastikowymi wrotkami na trasie kuchnia-sypialnia-balkon-łazienka świadczą o tym niezbicie.

czwartek, 19 stycznia 2017

fryzjerstwa

Ale co mnie podkusiło, żeby powiedzieć "Nie ma pani Magdy? A może wolna jest jakaś inna pani?"
No co?!
Co ja takiego złego zrobiłam, że trafiłam do wrestlingowca polskiego fryzjerstwa?!
komediowo.pl
Przez pierwszą minutę siedziałam z oczami szeroko otwartymi, gapiąc się w lustro z niedowierzaniem. Pani obcinała moje włosy tak, jak kiedyś ciocia Ewa swojego pudla z ADHD. Pochylała się gwałtownie z szeroko rozdziawionymi nożyczkami i niezbornym ruchem obcinała cokolwiek co odstawało od skóry, ciesząc się z każdego spadającego na podłogę fragmentu sierści.
A potem siedziałam z zamkniętymi oczami, bo bałam się patrzeć na to, jakiej czystości są szczotki do włosów, którymi mnie traktuje. Nawet na nożyczkach poprzyklejane były włosy poprzednich pokoleń.
Od razu poczułam, jak na mojej skórze rozkładają swoje leżaczki wszystkie gronkowce, paciorkowce i inne owce... Przypomniały mi się zajęcia z mikrobiologii, na których z radością hodowaliśmy urocze zjadliwe patogeny o nieznanych nikomu nazwach.
Na szczęście nie miałam okularów, więc nie dostrzegłam pieczarek i borowików, które prawdopodobnie rosły na bluzeczce pani (czarnej, ale nie jestem pewna czy to z powodu fabrycznego zabarwienia, czy wręcz przeciwnie...).
Pomimo iż stopień mojego przerażenia był bardzo wysoki, pani fryzjerce udało się przerazić mnie jeszcze bardziej. Pokazała mi, jak moja fryzura wygląda z tyłu...

Sprawdziłam, kto jest patronem fryzjerów.
Święta Magdalena.
No i co!? Ładnie to tak kpić z Kaliny?!


wtorek, 17 stycznia 2017

ulicach

to nie są CI policjanci...
Od wczoraj na największym skrzyżowaniu w mojej dzielnicy nie działa sygnalizacja świetlna.  Wydarzenie to uświadomiło nam, mieszkańcom owej dzielnicy, że na naszych ulicach wcale nie musi być korków. Dzięki temu, że ruchem kierują przystojni policjanci*, zamiast korków mamy teraz cholerne, najgorsze na świecie, zatwardzenie drogowe...

* każdemu z nich miałam okazję przyglądać się przez kilkanaście minut, ponieważ mnie więcej tyle zajmowało mi pokonanie samego skrzyżowania. Znam dzięki temu zarówno urodę policjantów, jak i ruchliwość stawów ich rąk, pojemność płuc mierzoną gwizdem oraz detale umundurowania.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

melodie

- Czytałaś "Muzykofilię" Olivera Sacksa?
- Tak.
- I co?
- Beznadzieja.
- Beznadzieja z tobą czy z książką?
- Ze mną. To przykre dowiedzieć się, że przypadłość, która cię męczy, jest opisana naukowo i nie minie.
- Ale przynajmniej wiesz, że nie jesteś jedyna taka na świecie.
- To nic pocieszającego wiedzieć, że jakimś biedakom też zapętlają się w głowie melodie i nie mogą się ich pozbyć przez dłuższy czas.
- Ale nie wiem, czy zwróciłaś uwagę, że są ludzie, którzy nawet w nocy je słyszą. To musi być dopiero koszmar!
- To prawda. Koszmar to mało powiedziane. Zasypiasz z melodią w głowie a w nocy słyszysz ją w każdym śnie. A potem budzisz się rano i już po sekundzie zdajesz sobie sprawę, że coś sobie podśpiewujesz pod nosem. I to znowu jest ta sama melodia...

niedziela, 15 stycznia 2017

pranie

Osoba mieszkająca w pojedynkę robi pranie raz na tydzień.
Gdy zaczyna się mieszkać we dwoje pranie należy robić co 4-5 dni.

Jak to jest zatem możliwe, że gdy w domu mieszkają oprócz rodziców dwie bardzo spokojne, miłe i w zasadzie niebrudzące dziewczynki, to pranie trzeba robić BEZ PRZERWY?

środa, 11 stycznia 2017

kolęd

Zaraz po świętach Bożego Narodzenia pani od religii nakazała naukę kolęd. Wydawać by się mogło, że termin jest nieznacznie przesunięty w stosunku do potrzeb życiowych, ale u nas na religii wszystko idzie jakby normalnie, a jednak nie.
Pięć kolęd po trzy zwrotki.
Kulturę należy, zgodnie z definicją, kultywować, więc ależ oczywiście, nauka kolęd potrzebna jest. Jakież jednak było moje zdziwienie, gdy okazało się, że kolędy, owszem, należy znać na pamięć, ale zdawać się je będzie pisemnie.
W formie bezmelodyjnej, znaczy się.
Kolędy pozbawione melodii wydają się mieć nieco mniej uroku - to po pierwsze.
A po drugie: ponieważ mam w domu kalkulator, dokonałam stosownych obliczeń i wiem już, że trzy zwrotki pięciu kolęd plus refreny to około 20 zwrotek. Jeśli każda z nich ma tylko 4 linijki (wersja optymistyczna) daje to razem około 80 linijek tekstu.
Dla osoby bardzo niepełnoletniej napisanie 80 linijek tekstu jest równoznaczne z pracą w kamieniołomach.

Gdy spotkacie kiedyś w przyszłości kogoś, kto będzie nienawidził polskich kolęd, wysoce prawdopodobne jest, że chodził on do szkoły mojej córki...

wtorek, 10 stycznia 2017

ergonomiczne

Podobno w dużych firmach zatrudnia się specjalne osoby, które projektują ergonomiczne, łatwe do otwarcia, tzw. intuicyjne opakowania do produktów.
Podobno...
Wyjęcie z folii tabletki do zmywarki, które nabyłam ostatnio, wymaga użycia trzech narzędzi tnących.
Wbicie rurki do picia w kartonik z mlekiem, który moja młodsza córka przynosi ostatnio ze szkoły, przypomina zajęcia praktyczne w szkole górniczo-hutniczej. Natomiast zrobienie dziury palcem w dnie tego kartonika nie stanowi żadnego problemu, co przeanalizowałyśmy dwukrotnie. Od tego czasu kartonik zawsze przynoszony jest do domu poza tornistrem, gdyż mleko źle wpływa na stan podręczników...
Niedawno męczyłam się z herbatą, której kartonik obleczony był cienką folią. Sklejoną tak, że nie miała początku ani końca. I przylegającą tak, że nie mogłam nigdzie znaleźć żadnego miejsca do rozpoczęcia rozpruwania.
A najbardziej mnie zastanawia, że na niektórych produktach umieszczony jest dla żartu napis "tu otwierać".

poniedziałek, 9 stycznia 2017

zimy

Mój samochód otwiera się bez klucza. Muszę mieć przy sobie pilota (w znaczeniu: gdzieś w torebce) i wtedy otwieram drzwi naciskając stosowny guziczek. Odpalanie analogiczne: naciskam przycisk, nie szukając kluczy. Tak wymyślili jacyś konstruktorzy, którzy a/ obserwowali wsiadające do samochodu kobiety lub b/ mieszkali z kobietami. Pomysł godny najwyższych pochwał. I wszystko działało jak w szwajcarskim zegarku. Pilot nieomalże przyspawany do torebki umożliwiał obsługę samochodu.
Tak było aż do czwartku.
Bo wtedy przyszły mrozy i zamek przestał się zamykać. Ogarnęło mnie cudowne uczucie wszechogarniającej przestrzeni kosmicznej, gdy podczas jazdy drzwi od strony kierowcy same, bez ingerencji sił zewnętrznych, otworzyły się na oścież. To była pierwsza zmiana mojego spokoju na niepokój. Następna wiązała się z tym, że drzwi przestały się zamykać zupełnie. Metodą wielokrotnego naciskania różnych przycisków w kombinacjach alpejskich dochodziłam po pewnym czasie do stanu pożądanego, jednak każdorazowe odprawianie szamańskich tańców i podskoków przy zaparkowanym samochodzie w moim wieku nie uchodzi... Nie uchodzi również wsiadanie od strony pasażera, gdyż albowiem status "drzwi się nie zamykają" w pewnym momencie gwałtownie przeszedł w status "drzwi się nie otwierają", a żadna asana nie przewiduje opanowania pozycji kwiatu lotosu nad wajchą od zmiany biegów.
Dziś rano, zdesperowana, ocierając pot z czoła i smar z kierownicy, dojechałam do serwisu. Pan (miły, nawet bardzo) odpytał mnie na okoliczność dominujących objawów doskwierających mnie i mojemu samochodowi. Diagnoza padła natychmiast: zamek źle reaguje na mróz.

I cały ten przydługawy wstęp był tylko po to, żeby uzasadnić naukowo, że jak się jest Kaliną, to zimy nie znosi się pełnoobjawowo.

A zapytana przez pana serwisowego, których drzwi nie można otworzyć w samochodzie, bez zastanowienia odpowiedziałam, że bocznych. Blondynki zimą nie zyskują na inteligencji... I to jest kolejny powód, żeby mrozów nie lubić.

środa, 4 stycznia 2017

sugeruje

Słowo "nastrój" zdecydowanie zaprzecza samotności. Niesie ze sobą silny charakter grupowości (nas trój).
Z kolei słowo "pojedynek" sugeruje samotność, a wiąże się z obecnością przynajmniej jeszcze jednej osoby.
Człowiek uczy się tych wszystkich słów całe dzieciństwo, potem w młodości próbuje zrozumieć ich znaczenie, w dorosłości zastanawia się godzinami nad ich sensem i pochodzeniem, a na starość i tak najczęściej używa zwrotu " jak to się mówi?"

wtorek, 3 stycznia 2017

wichurę

- Myślisz, że nasze okna wytrzymają tę wichurę?
- Mam nadzieję.
- A zdjęłaś wszystkie lekkie przedmioty z balkonu?
- I tak teraz nie wyjdę, żeby sprawdzić. Nie mam zamiaru wylądować na balkonie sąsiadów piętro wyżej.

sms-a

Słyszę dźwięk sms-a.
Od młodszej córki.

Czytam:

"Nie ma huru"

Czy ktoś kiedyś mówił, że doskonałość nie istnieje?
Platoński ideał córki to niedościgły wzorzec?
Ja mam w domu!!

poniedziałek, 2 stycznia 2017

odzieżowego

"cukienka"
Nie lubię kupowania ciuchów. Przeglądanie przedmiotów w sklepach mnie onieśmiela. Przymierzanie powoduje dreszcze. Widok metek z napisem "Made in China, Thailand, India, Bangladesh" wywołuje gigantyczne poczucie winy. Jestem zwolenniczką recyklingu odzieżowego, przekazywania znajomym nieużywanych rzeczy, wymieniania się, przerabiania, szycia, prucia i kombinowania.
Ale czasem, bardzo, bardzo rzadko jakaś część garderoby wpadnie mi w oko...
***
Zdjęcie obok przedstawia sukienkę, której brak w mojej szafie powoduje u mnie zassanie przepony do jelita grubego.
Och...
Obiektywnie widzę, że nic specjalnego. 70 dkg płótna, jakiś rzucik na biuście, prymitywny sposób poradzenia sobie ze zbyt szerokim dołem, rękawki prościutkie...
Ale co poradzić, jak się człowiek zakocha?! No co?!

niedziela, 1 stycznia 2017

zapomniałaś

- Czy zapominanie ma jakieś granice?
- Przeważnie granicą zapominania jest kupno starego, dobrego kalendarzyka, w którym się zapisuje.
- I drugiego, w którym są przypomnienia o konieczności zapisywania w tym pierwszym?
- Wiem, wiem... Ty jesteś szczególnym przypadkiem. A o czym ostatnio zapomniałaś?
- Zapomniałam wyłączyć budzik i dzwonił w święta o szóstej.
- W Wigilię?
- Codziennie.
- To dlaczego go nie wyłączyłaś!? No dobra. Nie odpowiadaj...

czwartek, 29 grudnia 2016

skończyć

- Skończyłaś?
- Ale co?
- To, co planowałaś skończyć podczas świąt.
- A czy uważasz, że osoba, która planuje skończyć cokolwiek podczas świąt, jest wiarygodna?!
- To na kiedy wyznaczasz sobie kolejny termin?
- Na po świętach.
- A bliżej?
- Bliżej się nie da.

czwartek, 22 grudnia 2016

nieprzytomności

- Będę przygotowywać w tym roku podwójny zestaw potraw wigilijnych.
- Dlaczego?
- Bo te najsmaczniejsze potrawy przygotowałam wczoraj i już dzisiaj rano widzę, że do Wigilii ich nie wystarczy. A bigos, którym mieliśmy się napychać do nieprzytomności podczas świąt, nie dotrwa prawdopodobnie nawet do piątku...
- Może zmienicie tradycję i będziecie mieli wigilijny tydzień, a nie wieczór. Moglibyście wówczas jeść te potrawy z czystym sumieniem już od wczoraj.
- A innym gościom opowiemy, jak smakowały? Właściwie... Wigilia to wieczerza pełna miłości i życzliwości. No przecież nas nie zabiją w taki dzień!
- Powiesz wszystkim, że co prawda narodził się Jezusek, ale Silna Wola umarła...

poniedziałek, 19 grudnia 2016

widniej

Zrobione latem... :-(
- Zrobiło się jakoś cieplej i widniej.
- Włączyłam rano kaloryfery w całym domu. To dlatego.
- A widniej? Też coś włączyłaś.
- Nie, ale to miłe, że masz o mnie takie wysokie mniemanie.

niedziela, 18 grudnia 2016

hamowanie

chodzą słuchy, że oni lubią zimę...
- Wracałam w nocy do domu. Ulice nieomal puste, wszędzie pulsujące światła. Na ulicach cudowny, gładki, jednolity lód. Widać było charakterystyczne błyszczenie asfaltu, a na każdym zakręcie i na każdym skrzyżowaniu należało uważać, żeby tył samochodu nie wyprzedził przodu. W tych warunkach musiałam skręcić w małą uliczkę, położoną nieco w dole w stosunku do głównej drogi. Już kilkadziesiąt metrów wcześniej zaczęłam się przygotowywać do manewru skrętu pod kątem prostym, na dodatek w dół. Hamowanie silnikiem nie było bezzasadne. I w tym momencie w miejscu, w które właśnie zamierzałam wjechać, pojawiła się taksówka, wyjeżdżająca pod górę na główną drogę. Kierowcy udało się zatrzymać na podjeździe - widocznie miał dużo szczęścia. Celując we właściwy pas ruchu oniemiałam, gdyż nagle przede mną otworzyły się drzwi taksówki i z siedzenia za kierowcą zaczął wysiadać mężczyzna. Otwarte drzwi znajdowały się idealnie na moim torze jazdy. Nogi mężczyzny również. Hamowanie nie wchodziło w grę. Udało mi się tylko zatrąbić. Pasażer taksówki nie mógł być aż tak pijany, na jakiego wyglądał i zdążył przymknąć drzwi. Zmieściłam się i przejechałam milimetry od niego. Gdy go minęłam, spojrzałam we wsteczne lusterko i zobaczyłam, że zdenerwowany wymachuje w moją stronę. Sądzę, że życzył mi wszystkiego najlepszego.          Wydaje mi się, że gdy wrócił do domu powinien zrobić sobie porządnego drinka i wznieść toast za to, że ma nogi w komplecie. Drinkiem z lodem.