Tak było aż do czwartku.
Bo wtedy przyszły mrozy i zamek przestał się zamykać. Ogarnęło mnie cudowne uczucie wszechogarniającej przestrzeni kosmicznej, gdy podczas jazdy drzwi od strony kierowcy same, bez ingerencji sił zewnętrznych, otworzyły się na oścież. To była pierwsza zmiana mojego spokoju na niepokój. Następna wiązała się z tym, że drzwi przestały się zamykać zupełnie. Metodą wielokrotnego naciskania różnych przycisków w kombinacjach alpejskich dochodziłam po pewnym czasie do stanu pożądanego, jednak każdorazowe odprawianie szamańskich tańców i podskoków przy zaparkowanym samochodzie w moim wieku nie uchodzi... Nie uchodzi również wsiadanie od strony pasażera, gdyż albowiem status "drzwi się nie zamykają" w pewnym momencie gwałtownie przeszedł w status "drzwi się nie otwierają", a żadna asana nie przewiduje opanowania pozycji kwiatu lotosu nad wajchą od zmiany biegów.
Dziś rano, zdesperowana, ocierając pot z czoła i smar z kierownicy, dojechałam do serwisu. Pan (miły, nawet bardzo) odpytał mnie na okoliczność dominujących objawów doskwierających mnie i mojemu samochodowi. Diagnoza padła natychmiast: zamek źle reaguje na mróz.
I cały ten przydługawy wstęp był tylko po to, żeby uzasadnić naukowo, że jak się jest Kaliną, to zimy nie znosi się pełnoobjawowo.
A zapytana przez pana serwisowego, których drzwi nie można otworzyć w samochodzie, bez zastanowienia odpowiedziałam, że bocznych. Blondynki zimą nie zyskują na inteligencji... I to jest kolejny powód, żeby mrozów nie lubić.
A jaki masz samochod? Bo ja czarny :))) - powiedziala blondynka...
OdpowiedzUsuńTo niemożliwe! JA mam czarny! ;-)
UsuńTeż mam czarny. Poprzedni, też czarny, też otwierał się na guziczek. Akurat mnie doprowadzało to do szału, bo zazwyczaj orientowałam się przy aucie, że zmieniając - rzadko, bo rzadko, ale jednak - torebkę, nie przełożyłam pilota. Dlatego zamawiając nowe auto, ku zdziwieniu sprzedawcy wybrałam opcję bez guziczka, bo kluczyka nigdy nie wkładam do torebki - brunetka
UsuńA mnie guziczek zachwyca. Nieszukanie kluczy na parkingu podnosi moją samoocenę😉
UsuńI, widzisz, tu wychodzi wyższość prymitywu nad technicznym wyrafinowaniem w warunkach Europy Wschodniej. W dużym fiacie też zamki zamarzały, ale wystarczyło poświęcić rękę, przykładając ją do lodowatego zamka na minutę, lub podgrzać kluczyk zapalniczką i zamek puszczał.A teraz... guziczki se możesz ponaciskać :) [uśmiech złośliwej satysfakcji kierowcy, któremu nie zamarzają]
OdpowiedzUsuńPfff... (urażone parsknięcie osoby, której zamarzają).
UsuńAle dzisiaj nie zamarzły! Jaka radość! Co za szczęście! ;-)
współodczuwam Kalina, bardzo ))
OdpowiedzUsuńz autami mam kłopoty od zawsze. ja też mam zamek na pilota ale klucz też posiadam.
tańce wokół auta, z wsiadaniem od strony pasażera nie są mi obce... i różne inne rzeczy ))) i mało poważne wsiadanie od strony bagażnika...i łapanie stopa ...ekh
Wsiadałam od strony bagażnika, gdy mężowi zamarzły wszystkie drzwi. Zadzwonił do mnie po ratunek.
UsuńI teraz obrazek ku pokrzepieniu wyobraźni: podjeżdża kobieta do stojącego na parkingu samochodu. Wita się z drepczącym obok, zmarzniętym mężczyzną. Mężczyzna otwiera bagażnik, kobieta wchodzi do środka, przemieszcza się metodą posuwisto-przepychającą do przodu, po czym odpala samochód, po dłuższej chwili otwiera drzwi od strony kierowcy, wysiada przez nie, żegna się z mężczyzną i odjeżdża.
PS. Mój mąż, jak się okazało, nie mieścił się do bagażnika. Od tego czasu zmienił markę swojego samochodu.
Kalino, tak to opisalas, ze normalnie leze na podlodze i merdam ogonem (chyba nie mam ogona, ale czyms na pewno merdam) ze smiechu:))))
UsuńPrzedwczoraj moja koleżanka (nie ułomek) musiała wchodzić do samochodu przez bagażnik. Żałuję, że nie widziałam😊
UsuńNajgorsze jest to, ze dopiero po chwili zajarzylam te "boczne drzwi", wiec nie jestes sama :)
OdpowiedzUsuńHa ha ha! Ja niestety też dopiero po chwili ;-)
Usuń