czwartek, 29 grudnia 2016

skończyć

- Skończyłaś?
- Ale co?
- To, co planowałaś skończyć podczas świąt.
- A czy uważasz, że osoba, która planuje skończyć cokolwiek podczas świąt, jest wiarygodna?!
- To na kiedy wyznaczasz sobie kolejny termin?
- Na po świętach.
- A bliżej?
- Bliżej się nie da.

74 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Całe szczęście, świąt Ci u nas dostatek. Na jakieś się załapię... ;-)

      Usuń
  2. A co można kończyć w święta? Zapasy z lodówki?

    OdpowiedzUsuń
  3. też miałam termin sprzątania na przed świętami potem na ten tydzień ale jako że jutro już piątek i słabo mi idzie bo leżę, czytam i wychodzę do kina to chyba przejdzie na przyszły tydzień ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny tydzień nie jest dobry na planowanie czegokolwiek, bo... yyy... eee... yyy... bo nie jest dobry i już ;-)

      Usuń
  4. No właśnie, mam deadline do końca roku na taki jeden tekst iiii, odkładałam go od początu grudnia, obiecałam sobie, że w pierwszy dzień świąt wstanę o 7 rano i napiszę, kiedy wszyscy będą smacznie spali... później był drugi dzień świąt i tak mi zeszło do dzisiaj. Ale to straszne katowanie. Irracjonalne, ale cóż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Identycznie! Zupełnie tak samo!
      A w "schodzeniu" kolejnego dnia idzie mi doskonale!
      Mistrz pozorowania ;-)

      Usuń
    2. Właśnie posłałam, ale chyba mam moralniaka. Mogłam lepiej napisać, ale cóż :*

      ucałowania

      Usuń
    3. Kolejna zdrajczyni! ;-) A ja stoję na stanowisku, ani kroku do przodu i tylko wyrzut sumienia mam taki, że jak pęknie, to zaleje całą klawiaturę gorzkimi łzami...

      Usuń
    4. Małgo, nie ściskaj, bo to kolejna wymówka i podstęp! Zaleje Jej klawiaturę i gotowe usprawiedliwienie!

      Usuń
    5. Jak zaleje, będzie miała usprawiedliwienie :) więc z głowy, ściskaj i Ty :P

      Usuń
    6. Ale jak Kalina straci głowę i to podwójnie, bo na pewno zdekapitują Ją też dawcy dedlajnów, to będziemy musiały prowadzić Jej blog, czyli sobie wsadzimy na głowę kolejny ambaras. No zastanówmy się jeszcze...

      Usuń
    7. dawcy dedlajnów zawsze mają jeszcze trochę czasu, znam to za autopsji, podaję termin, a i tak po miesiącu od tego ostetcznego terminu udaje mi się przycisnąć tych najbardziej przekładających daty. Myślę, że wszyscy w tej branży działają podobnie.

      Usuń
    8. To jest tak:
      - Gosia, daj mi jeszcze tydzień.
      - Dobrze.

      Mija tydzień.

      - Gosia, rodzina mi się zwaliła na głowę, obiecuję, w środe masz tekst na mailu.
      - Ale w środą, proszę!

      Środa po północy:

      - Małgoniu kochana, w sobotę na 100%

      Sobota po północy

      - No masz, ale nie miałam siły na korektę, zrób coś z tym, a jak uznasz, że się nie nadaje, wywal.
      - Ok.

      Usuń
    9. Małgosiu, czy nie chciałabyś być osobą, która mi wyznacza terminy? Zamiast mnie samej, oczywiście? Jesteś znacznie bardziej wyrozumiała dla innych niż ja dla siebie... :-)

      Usuń
    10. Pandemonia, sama nie wiem, czy Cię kochać, czy bardzo kochać...

      Usuń
    11. Kiedy sama sobie wyznaczam terminy, najczęściej nie daję rady... bo zawsze coś dla kogoś było ważniejsze. Więc nie wiem buziaku, czy długo byś ze mną, jako sobą, wytrzymała. :****

      PS

      Nikt nam Ciebie na tym blogu nie zastąpi, nikt!

      Usuń
    12. Ja też Cię kocham, Kalino :*

      Ja mam dedlajny z umową i karą finansową za zwłokę. A najbardziej mnie przeraża utrata twarzy i przyszłych kontraktów. Bez twarzy, wiadomo, ciężko ucelować ptasim mleczkiem.

      Usuń
    13. W moich umowach na szczęście nikt mnie nie karze, to jednak ma być również przyjemność, bez ucisku. To co robię jest dla żartów, a nie na poważnie, więc relaks. Tylko odetchnąć z ulgą, że nikt mi nie zedrze buziaka i uśmiechu. Kisses for all

      Usuń
    14. Margarithes, masz cudowne podejście do całości... Powinnaś je pakować w małe pudełeczka i sprzedawać. Fortunę na tym zbijesz!

      Pandemonia, jakie "beztwarzy'? Ty czekasz na sukces, fanfary, harfy i oklaski!

      Usuń
    15. Jak dają deadlajny - źle, ale jak nie dają, to już w ogóle nie wiadomo co, gdzie, jak i czy wolno już zjeść ptasie mleczko, eh.

      Usuń
    16. Albo strącenie w otchłań. Ech.

      Usuń
    17. Czy ty mi grozisz? (może i słusznie, hmmm)

      Usuń
    18. Nie, to było do Kaliny o mua. Ty jesteś pod ochroną.
      Ptasie mleczko zawsze! Jak nie będę już miała twarzy, to będę wchłaniać przez pory skóry.

      Usuń
    19. Uff.
      Tymczasem Kalina miała na ptasie mleczko(lub grypę) deadlajna o 21.30, najwyraźniej. I se poszła.

      Usuń
    20. W pudełeczka, to ja upycham jedynie nosorożki :P kisses dziewczyny.

      Usuń
    21. Newo, Małgo jest i ja jestem za to. Mówiłam, że obejmiemy władzę nad tym kawałkiem świata!

      Usuń
    22. I chciałam jeszcze powiedzieć, póki mam twarz, że odciągacie mnie od roboty!

      Usuń
    23. To może ja już pójdę wykończyć sernik :)

      Usuń
    24. Albolutnie się nie zgadzam! Co masz mieć lepiej! Siedź tu i odciągaj się od roboty koncertowo, jak my. Damy się jednakowoż chyba przekupić sernikiem... Hm...
      A jaki serniczek?

      Usuń
    25. Skończyłam i w międzyczasie obejrzałam film o katastrofach lotniczych. Przecież latam i muszę wiedzieć, jak ludzie giną. Monia... eksperymentuję w kuchni i wymyślam, więc serniczek na kruchym czekoladowym spodzie pokryłam owoce amerykańskie blueberry musem z malin, truskawek i słodkiej śmietany, z galaretką truskawkową na połowie wody z małą łyżeczką czubatą żelatyny, jak chcesz szczegółowe proporcje, napisz margarithes@gmail.com Dostłam również przepis od naszej deadlajnowej Kaliny, ale jej sernik zrobię następmnym razem, bo znacznie wcześniej obiecałam Paddiemu właśnie ten z musem. A ten jak się uprze... pamiętliwy jest. :)

      Usuń
    26. Nie było mnie tu przez kilka godzin i MatkoBosko co tu się wydarzyło! Informuję, że deadlin oznacza umarłą linię a ja z nieboszczykami rozmawiać nie chcę (chociaż muszę)...

      Usuń
    27. Musisz wiedzieć, Małgo, że brzydzę się moją pracą w kuchni, robię szybko i z zamkniętymi oczami, na pamięć. I szybko uciekam. Ale Kalina zna ten przepis? Kalino? Czyli butelka wina i sernik, zapisuję w karneciku, oczekuję zatem tej potrójnej osłody! Dzięki Małgo za cudny pomysł!

      Usuń
    28. Zaraz Ci prześlę przepis na sernik stulecia.
      Ale pytam: kto wymyślił, że w Nowy Rok trzeba jeść?! i ze ktoś musi w domu zrobić obiad?!

      Usuń
    29. Enjoy pięknoty. Ja tam dzisiaj leżę plackiem.

      Usuń
    30. albo pokotem, jak kto woli :P

      Usuń
    31. Kalino, jaki przepis?! Wiesz jaki ja mam gruby zeszyt z przepisami? Dziewiczy, jak tam wpadnie przepis, to na wieki.
      I kto mówił, że ja dziś gotuję? I niech ta chwila trwa.

      Małgo, leż plackiem z wiśniami i kotem, tak jest super, mówię Ci. Mam w tym czarny pas.

      Usuń
    32. Trenuję. Mówią, że jaki Nowy Rok, taki cały rok, więc relaks :P

      Usuń
  5. ))) bliżej się nie da
    jestę optymistką trochę mi się udało dokończyć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw pandeMonia, teraz Ty, Teatralna?
      Czy nie byłoby serdeczniej napisać, że też dałaś klapę? ;-)

      Usuń
    2. Przede mną jeszcze dwa dedlajny, bardzo widowiskowe, spoko. Zasiadaj w pierwszym rzędzie i kup popkorn. To będzie emocjonujący wyścig z czasem. O życie! Endżoj!

      Usuń
    3. Na stos z dedlajnami! :-)

      Usuń
    4. Nasz życia los na stos, na stos!

      Usuń
    5. Nie, nie! Nasz życia los nie na stos!

      Usuń
    6. Ona chyba ma na myśli stos poduszek...

      Usuń
    7. Newa to się umie znaleźć. Oczywiście, że poduszek i banknotów.

      Usuń
    8. Siedem chudych poduszek z wyleżałym pierzem, o tak.

      Usuń
    9. Teraz kolej na siedem tłustych i pękatych, mówię Ci widzę jak tańczymy w piórkiem w pupce i cygaretką w zębach, samba de Basiiiiiil!!!

      Usuń
    10. Monia, nie jedz cukru po 22.00, mówię ci.
      :)

      Usuń
    11. acha cha no dobrze, będę grupą wsparcia Kalina i owszem nie udało się wszystkiego i coś tam zostało ))) ale nie oglądajmy się za się ale bądzmy dobrej mysli i klatka z piersiami do przodu i dobrego roku )))

      Usuń
    12. No właśnie, póki piersi jeszcze przed klatką, to trzeba iść tam, gdzie wskazują. A jak pod...? -zainwestować w porządny biusthalter! Pomyślności!

      Usuń
    13. I jeszcze klatka z piersiami... Nie każdy taką ma! Niektórzy wciąż czekają! :-)

      Usuń
  6. Pozwólmy, by terminy wyznaczali nam inni. Wówczas, kiedy terminu nie dotrzymamy, będzie to ich wina!

    OdpowiedzUsuń
  7. Terminy - potwory, potrafią strasznie skatować psychikę. Codziennie zatruwają twoje myśli i generują wyrzuty sumienia. Czas płynie, ty nic nie robisz, ale ciągle myślisz. W końcu zimne ostrze przyłożone do gardła wyciąga z ciebie - w ostatniej chwili - takie pomysły i nadaje takie tempo działania, że sama nie podejrzewałaś siebie o takie zdolności. Termin dotrzymany, a POCZUCIE ULGI - bezcenne.
    I pomyśleć, że niektóre moje koleżanki metodycznie, codziennie po trochu i zawsze "w czas"... Ech ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię robić wszystkiego w ostatnim momencie. Nie lubię się spieszyć. Ale leniwa jestem okrutnie... I potrafię się przekonać do nicnierobienia... ;-)

      Usuń
    2. Nicnierobienie to ja mam we krwi, plynie sobie wartko w zylach i dobrze mu jest a mnie z nim ;P

      Usuń
    3. To bardzo istotne w życiu zajęcie! :-)

      Usuń
    4. Nie zawsze chodzi o nicnierobienie, często jest tak że można więcej i lepiej, inaczej i bardziej i to nigdy nie ma końca. A potem pozostaje wieczne poczucie winy.

      Usuń
    5. Nie to takie schorzenie zwane pianą columbianą - patrzysz na linię horyzontu, leziesz, ale końca nie widać. A potem myślisz że jesteś w Indiach.

      Usuń
    6. Może to indyjskie ptasie mleczko? MOże wystarczy usiąść tuż przed horyzontem i zacząć w końcu konsumpcję?

      Usuń
    7. Nie no... ja sobie zawsze zostawiam duuuuzyyyy, nawet baaaardzoooo duuuuzyyyyy margines na mozliwosc poprawy :)))

      Usuń
    8. Newa, czy pojęcie piana columbiana jest chronione prawami autorskimi?
      Bo mnie się wydaje, że w moim życiu też istnieje piana columbiana, tylko w nieco innym wymiarze. Otóż pojawia się ona wtedy, gdy muszę coś dokończyć, a najbardziej na świecie marzę o tym, żeby właśnie zacząć coś nowego ;-)

      Usuń
  8. Unikam terminow jak ognia piekielnego:)) Na szczescie poza wizytami u doktorow, ktorych dziekowac bozi co raz mniej nic nie musze. Nawet obiad moge ugotowac na jutrzejsze sniadanie i nikomu nic do tego:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Terminów i zegarka! Bardzo chciałabym ich unikać! ;-)

      Usuń
    2. Zegarek mam tylko dlatego, ze jest wmontowany w Fitbit. Ale fakt, jak pracowalam to sie nie dalo uniknac, bo klientki przychodzily wczesniej umowione na czas.
      W domu mam pierdyliard zegarow, zegarkow i inszych czasomierzy bo takie teraz montuja w telewizorze, kuchence, piekarniku... chujwipoco ale som.
      Tyle, ze jak przychodzi zmiana czasu to ja nigdy tych wszystkich czasomierzy nie obsluguje, tak wiec czesc zapierdla na letnim, czesc na zimowym czasie nonstop. Mnie to nie przeszkadza, podobnie jak nie trudnie sie ustawianiem czasu faktycznego przy wymianie baterii w zegarze, bo i po co? kiedys znow baterie sie wyczerpia i zegar stanie, czyli to taka glupiego robota jak polerowanie malpiego tylka.
      Nie robie tego i juz, wymieniam baterie i zegar zaczyna nowe zycie od momentu w ktorym skonczyl stare.
      Wspanialego doprowadza to do szalu, wiec jak napotka taki zegar to go ustawia:))) i sie dodatkowo wkurwia. No ale widac tak lubi to ja jako dobra zona nie przeszkadzam.

      Usuń
    3. Stardust, pękłam ze śmiechu. U mnie w domu jest identycznie. W samochodzie przez całe lato zegar wskazywał czas zimowy plus siedem minut. Gdy jest awaria prądu, wszystkie zegary zaczynają działać od innej godziny startowej. Wtedy w kuchni mam np. jednocześnie godzinę 14:46, 23:46 i 8:46... Ustawianiem tego całego chaosu zajmuje się wyłącznie mój mąż, który zawsze narzeka, że nikt go nie rozumie w kwestiach porządku we wszechświecie... :-)

      Usuń
  9. Dedlajny? Plis... ja moją książkę "wykańczam" już co najmniej od trzech miesięcy. Pierwotnie miałam ją skończyć na tyle wcześnie, by premiera wypadła na Święta... To chyba załapię się na następne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następne (Trzech Króli) są, moim zdaniem, za bardzo następne. Wybierz sobie od razu jakiejś mniej następne święta. Matki Boskiej Zielnej to wspaniałe święto. Albo Barbórka. Wręcz idealne. ;-)

      Usuń
    2. Miałam na myśli najmniej nerwową wersję z możliwych, czyli kolejne Święta Bożego Narodzenia ;)

      Nie, nie. A właśnie, że skończę wcześniej.
      Już prawie.
      :)

      Usuń
    3. Już prawie..
      Jakie to mądre i nieodbierające nadzei!

      Usuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":