- Skończyłaś?
- Ale co?
- To, co planowałaś skończyć podczas świąt.
- A czy uważasz, że osoba, która planuje skończyć cokolwiek podczas świąt, jest wiarygodna?!
- To na kiedy wyznaczasz sobie kolejny termin?
- Na po świętach.
- A bliżej?
- Bliżej się nie da.
też miałam termin sprzątania na przed świętami potem na ten tydzień ale jako że jutro już piątek i słabo mi idzie bo leżę, czytam i wychodzę do kina to chyba przejdzie na przyszły tydzień ;D
No właśnie, mam deadline do końca roku na taki jeden tekst iiii, odkładałam go od początu grudnia, obiecałam sobie, że w pierwszy dzień świąt wstanę o 7 rano i napiszę, kiedy wszyscy będą smacznie spali... później był drugi dzień świąt i tak mi zeszło do dzisiaj. Ale to straszne katowanie. Irracjonalne, ale cóż.
Kolejna zdrajczyni! ;-) A ja stoję na stanowisku, ani kroku do przodu i tylko wyrzut sumienia mam taki, że jak pęknie, to zaleje całą klawiaturę gorzkimi łzami...
Ale jak Kalina straci głowę i to podwójnie, bo na pewno zdekapitują Ją też dawcy dedlajnów, to będziemy musiały prowadzić Jej blog, czyli sobie wsadzimy na głowę kolejny ambaras. No zastanówmy się jeszcze...
dawcy dedlajnów zawsze mają jeszcze trochę czasu, znam to za autopsji, podaję termin, a i tak po miesiącu od tego ostetcznego terminu udaje mi się przycisnąć tych najbardziej przekładających daty. Myślę, że wszyscy w tej branży działają podobnie.
Małgosiu, czy nie chciałabyś być osobą, która mi wyznacza terminy? Zamiast mnie samej, oczywiście? Jesteś znacznie bardziej wyrozumiała dla innych niż ja dla siebie... :-)
Kiedy sama sobie wyznaczam terminy, najczęściej nie daję rady... bo zawsze coś dla kogoś było ważniejsze. Więc nie wiem buziaku, czy długo byś ze mną, jako sobą, wytrzymała. :****
Ja mam dedlajny z umową i karą finansową za zwłokę. A najbardziej mnie przeraża utrata twarzy i przyszłych kontraktów. Bez twarzy, wiadomo, ciężko ucelować ptasim mleczkiem.
W moich umowach na szczęście nikt mnie nie karze, to jednak ma być również przyjemność, bez ucisku. To co robię jest dla żartów, a nie na poważnie, więc relaks. Tylko odetchnąć z ulgą, że nikt mi nie zedrze buziaka i uśmiechu. Kisses for all
Albolutnie się nie zgadzam! Co masz mieć lepiej! Siedź tu i odciągaj się od roboty koncertowo, jak my. Damy się jednakowoż chyba przekupić sernikiem... Hm... A jaki serniczek?
Skończyłam i w międzyczasie obejrzałam film o katastrofach lotniczych. Przecież latam i muszę wiedzieć, jak ludzie giną. Monia... eksperymentuję w kuchni i wymyślam, więc serniczek na kruchym czekoladowym spodzie pokryłam owoce amerykańskie blueberry musem z malin, truskawek i słodkiej śmietany, z galaretką truskawkową na połowie wody z małą łyżeczką czubatą żelatyny, jak chcesz szczegółowe proporcje, napisz margarithes@gmail.com Dostłam również przepis od naszej deadlajnowej Kaliny, ale jej sernik zrobię następmnym razem, bo znacznie wcześniej obiecałam Paddiemu właśnie ten z musem. A ten jak się uprze... pamiętliwy jest. :)
Nie było mnie tu przez kilka godzin i MatkoBosko co tu się wydarzyło! Informuję, że deadlin oznacza umarłą linię a ja z nieboszczykami rozmawiać nie chcę (chociaż muszę)...
Musisz wiedzieć, Małgo, że brzydzę się moją pracą w kuchni, robię szybko i z zamkniętymi oczami, na pamięć. I szybko uciekam. Ale Kalina zna ten przepis? Kalino? Czyli butelka wina i sernik, zapisuję w karneciku, oczekuję zatem tej potrójnej osłody! Dzięki Małgo za cudny pomysł!
Kalino, jaki przepis?! Wiesz jaki ja mam gruby zeszyt z przepisami? Dziewiczy, jak tam wpadnie przepis, to na wieki. I kto mówił, że ja dziś gotuję? I niech ta chwila trwa.
Małgo, leż plackiem z wiśniami i kotem, tak jest super, mówię Ci. Mam w tym czarny pas.
Przede mną jeszcze dwa dedlajny, bardzo widowiskowe, spoko. Zasiadaj w pierwszym rzędzie i kup popkorn. To będzie emocjonujący wyścig z czasem. O życie! Endżoj!
acha cha no dobrze, będę grupą wsparcia Kalina i owszem nie udało się wszystkiego i coś tam zostało ))) ale nie oglądajmy się za się ale bądzmy dobrej mysli i klatka z piersiami do przodu i dobrego roku )))
Terminy - potwory, potrafią strasznie skatować psychikę. Codziennie zatruwają twoje myśli i generują wyrzuty sumienia. Czas płynie, ty nic nie robisz, ale ciągle myślisz. W końcu zimne ostrze przyłożone do gardła wyciąga z ciebie - w ostatniej chwili - takie pomysły i nadaje takie tempo działania, że sama nie podejrzewałaś siebie o takie zdolności. Termin dotrzymany, a POCZUCIE ULGI - bezcenne. I pomyśleć, że niektóre moje koleżanki metodycznie, codziennie po trochu i zawsze "w czas"... Ech ��
Nie lubię robić wszystkiego w ostatnim momencie. Nie lubię się spieszyć. Ale leniwa jestem okrutnie... I potrafię się przekonać do nicnierobienia... ;-)
Nie zawsze chodzi o nicnierobienie, często jest tak że można więcej i lepiej, inaczej i bardziej i to nigdy nie ma końca. A potem pozostaje wieczne poczucie winy.
Newa, czy pojęcie piana columbiana jest chronione prawami autorskimi? Bo mnie się wydaje, że w moim życiu też istnieje piana columbiana, tylko w nieco innym wymiarze. Otóż pojawia się ona wtedy, gdy muszę coś dokończyć, a najbardziej na świecie marzę o tym, żeby właśnie zacząć coś nowego ;-)
Unikam terminow jak ognia piekielnego:)) Na szczescie poza wizytami u doktorow, ktorych dziekowac bozi co raz mniej nic nie musze. Nawet obiad moge ugotowac na jutrzejsze sniadanie i nikomu nic do tego:)))
Zegarek mam tylko dlatego, ze jest wmontowany w Fitbit. Ale fakt, jak pracowalam to sie nie dalo uniknac, bo klientki przychodzily wczesniej umowione na czas. W domu mam pierdyliard zegarow, zegarkow i inszych czasomierzy bo takie teraz montuja w telewizorze, kuchence, piekarniku... chujwipoco ale som. Tyle, ze jak przychodzi zmiana czasu to ja nigdy tych wszystkich czasomierzy nie obsluguje, tak wiec czesc zapierdla na letnim, czesc na zimowym czasie nonstop. Mnie to nie przeszkadza, podobnie jak nie trudnie sie ustawianiem czasu faktycznego przy wymianie baterii w zegarze, bo i po co? kiedys znow baterie sie wyczerpia i zegar stanie, czyli to taka glupiego robota jak polerowanie malpiego tylka. Nie robie tego i juz, wymieniam baterie i zegar zaczyna nowe zycie od momentu w ktorym skonczyl stare. Wspanialego doprowadza to do szalu, wiec jak napotka taki zegar to go ustawia:))) i sie dodatkowo wkurwia. No ale widac tak lubi to ja jako dobra zona nie przeszkadzam.
Stardust, pękłam ze śmiechu. U mnie w domu jest identycznie. W samochodzie przez całe lato zegar wskazywał czas zimowy plus siedem minut. Gdy jest awaria prądu, wszystkie zegary zaczynają działać od innej godziny startowej. Wtedy w kuchni mam np. jednocześnie godzinę 14:46, 23:46 i 8:46... Ustawianiem tego całego chaosu zajmuje się wyłącznie mój mąż, który zawsze narzeka, że nikt go nie rozumie w kwestiach porządku we wszechświecie... :-)
Dedlajny? Plis... ja moją książkę "wykańczam" już co najmniej od trzech miesięcy. Pierwotnie miałam ją skończyć na tyle wcześnie, by premiera wypadła na Święta... To chyba załapię się na następne...
Następne (Trzech Króli) są, moim zdaniem, za bardzo następne. Wybierz sobie od razu jakiejś mniej następne święta. Matki Boskiej Zielnej to wspaniałe święto. Albo Barbórka. Wręcz idealne. ;-)
Ale na po których?
OdpowiedzUsuńCałe szczęście, świąt Ci u nas dostatek. Na jakieś się załapię... ;-)
UsuńA co można kończyć w święta? Zapasy z lodówki?
OdpowiedzUsuńO, zapasy... A ja znowu głodna... ;-)
Usuńteż miałam termin sprzątania na przed świętami potem na ten tydzień ale jako że jutro już piątek i słabo mi idzie bo leżę, czytam i wychodzę do kina to chyba przejdzie na przyszły tydzień ;D
OdpowiedzUsuńNastępny tydzień nie jest dobry na planowanie czegokolwiek, bo... yyy... eee... yyy... bo nie jest dobry i już ;-)
UsuńNo właśnie, mam deadline do końca roku na taki jeden tekst iiii, odkładałam go od początu grudnia, obiecałam sobie, że w pierwszy dzień świąt wstanę o 7 rano i napiszę, kiedy wszyscy będą smacznie spali... później był drugi dzień świąt i tak mi zeszło do dzisiaj. Ale to straszne katowanie. Irracjonalne, ale cóż.
OdpowiedzUsuńIdentycznie! Zupełnie tak samo!
UsuńA w "schodzeniu" kolejnego dnia idzie mi doskonale!
Mistrz pozorowania ;-)
Właśnie posłałam, ale chyba mam moralniaka. Mogłam lepiej napisać, ale cóż :*
Usuńucałowania
Kolejna zdrajczyni! ;-) A ja stoję na stanowisku, ani kroku do przodu i tylko wyrzut sumienia mam taki, że jak pęknie, to zaleje całą klawiaturę gorzkimi łzami...
UsuńŚciskam Twój wyrzut :P
UsuńMałgo, nie ściskaj, bo to kolejna wymówka i podstęp! Zaleje Jej klawiaturę i gotowe usprawiedliwienie!
UsuńJak zaleje, będzie miała usprawiedliwienie :) więc z głowy, ściskaj i Ty :P
UsuńAle jak Kalina straci głowę i to podwójnie, bo na pewno zdekapitują Ją też dawcy dedlajnów, to będziemy musiały prowadzić Jej blog, czyli sobie wsadzimy na głowę kolejny ambaras. No zastanówmy się jeszcze...
Usuńdawcy dedlajnów zawsze mają jeszcze trochę czasu, znam to za autopsji, podaję termin, a i tak po miesiącu od tego ostetcznego terminu udaje mi się przycisnąć tych najbardziej przekładających daty. Myślę, że wszyscy w tej branży działają podobnie.
UsuńTo jest tak:
Usuń- Gosia, daj mi jeszcze tydzień.
- Dobrze.
Mija tydzień.
- Gosia, rodzina mi się zwaliła na głowę, obiecuję, w środe masz tekst na mailu.
- Ale w środą, proszę!
Środa po północy:
- Małgoniu kochana, w sobotę na 100%
Sobota po północy
- No masz, ale nie miałam siły na korektę, zrób coś z tym, a jak uznasz, że się nie nadaje, wywal.
- Ok.
Małgosiu, czy nie chciałabyś być osobą, która mi wyznacza terminy? Zamiast mnie samej, oczywiście? Jesteś znacznie bardziej wyrozumiała dla innych niż ja dla siebie... :-)
UsuńPandemonia, sama nie wiem, czy Cię kochać, czy bardzo kochać...
UsuńKiedy sama sobie wyznaczam terminy, najczęściej nie daję rady... bo zawsze coś dla kogoś było ważniejsze. Więc nie wiem buziaku, czy długo byś ze mną, jako sobą, wytrzymała. :****
UsuńPS
Nikt nam Ciebie na tym blogu nie zastąpi, nikt!
Ja też Cię kocham, Kalino :*
UsuńJa mam dedlajny z umową i karą finansową za zwłokę. A najbardziej mnie przeraża utrata twarzy i przyszłych kontraktów. Bez twarzy, wiadomo, ciężko ucelować ptasim mleczkiem.
W moich umowach na szczęście nikt mnie nie karze, to jednak ma być również przyjemność, bez ucisku. To co robię jest dla żartów, a nie na poważnie, więc relaks. Tylko odetchnąć z ulgą, że nikt mi nie zedrze buziaka i uśmiechu. Kisses for all
UsuńMargarithes, masz cudowne podejście do całości... Powinnaś je pakować w małe pudełeczka i sprzedawać. Fortunę na tym zbijesz!
UsuńPandemonia, jakie "beztwarzy'? Ty czekasz na sukces, fanfary, harfy i oklaski!
Jak dają deadlajny - źle, ale jak nie dają, to już w ogóle nie wiadomo co, gdzie, jak i czy wolno już zjeść ptasie mleczko, eh.
UsuńAlbo strącenie w otchłań. Ech.
UsuńCzy ty mi grozisz? (może i słusznie, hmmm)
UsuńNie, to było do Kaliny o mua. Ty jesteś pod ochroną.
UsuńPtasie mleczko zawsze! Jak nie będę już miała twarzy, to będę wchłaniać przez pory skóry.
Uff.
UsuńTymczasem Kalina miała na ptasie mleczko(lub grypę) deadlajna o 21.30, najwyraźniej. I se poszła.
W pudełeczka, to ja upycham jedynie nosorożki :P kisses dziewczyny.
UsuńNewo, Małgo jest i ja jestem za to. Mówiłam, że obejmiemy władzę nad tym kawałkiem świata!
UsuńI chciałam jeszcze powiedzieć, póki mam twarz, że odciągacie mnie od roboty!
UsuńTo może ja już pójdę wykończyć sernik :)
UsuńAlbolutnie się nie zgadzam! Co masz mieć lepiej! Siedź tu i odciągaj się od roboty koncertowo, jak my. Damy się jednakowoż chyba przekupić sernikiem... Hm...
UsuńA jaki serniczek?
Skończyłam i w międzyczasie obejrzałam film o katastrofach lotniczych. Przecież latam i muszę wiedzieć, jak ludzie giną. Monia... eksperymentuję w kuchni i wymyślam, więc serniczek na kruchym czekoladowym spodzie pokryłam owoce amerykańskie blueberry musem z malin, truskawek i słodkiej śmietany, z galaretką truskawkową na połowie wody z małą łyżeczką czubatą żelatyny, jak chcesz szczegółowe proporcje, napisz margarithes@gmail.com Dostłam również przepis od naszej deadlajnowej Kaliny, ale jej sernik zrobię następmnym razem, bo znacznie wcześniej obiecałam Paddiemu właśnie ten z musem. A ten jak się uprze... pamiętliwy jest. :)
UsuńNie było mnie tu przez kilka godzin i MatkoBosko co tu się wydarzyło! Informuję, że deadlin oznacza umarłą linię a ja z nieboszczykami rozmawiać nie chcę (chociaż muszę)...
UsuńMusisz wiedzieć, Małgo, że brzydzę się moją pracą w kuchni, robię szybko i z zamkniętymi oczami, na pamięć. I szybko uciekam. Ale Kalina zna ten przepis? Kalino? Czyli butelka wina i sernik, zapisuję w karneciku, oczekuję zatem tej potrójnej osłody! Dzięki Małgo za cudny pomysł!
UsuńZaraz Ci prześlę przepis na sernik stulecia.
UsuńAle pytam: kto wymyślił, że w Nowy Rok trzeba jeść?! i ze ktoś musi w domu zrobić obiad?!
Enjoy pięknoty. Ja tam dzisiaj leżę plackiem.
Usuńalbo pokotem, jak kto woli :P
UsuńKalino, jaki przepis?! Wiesz jaki ja mam gruby zeszyt z przepisami? Dziewiczy, jak tam wpadnie przepis, to na wieki.
UsuńI kto mówił, że ja dziś gotuję? I niech ta chwila trwa.
Małgo, leż plackiem z wiśniami i kotem, tak jest super, mówię Ci. Mam w tym czarny pas.
Trenuję. Mówią, że jaki Nowy Rok, taki cały rok, więc relaks :P
Usuń))) bliżej się nie da
OdpowiedzUsuńjestę optymistką trochę mi się udało dokończyć
Najpierw pandeMonia, teraz Ty, Teatralna?
UsuńCzy nie byłoby serdeczniej napisać, że też dałaś klapę? ;-)
Przede mną jeszcze dwa dedlajny, bardzo widowiskowe, spoko. Zasiadaj w pierwszym rzędzie i kup popkorn. To będzie emocjonujący wyścig z czasem. O życie! Endżoj!
UsuńNa stos z dedlajnami! :-)
UsuńNasz życia los na stos, na stos!
UsuńNie, nie! Nasz życia los nie na stos!
UsuńOna chyba ma na myśli stos poduszek...
UsuńNewa to się umie znaleźć. Oczywiście, że poduszek i banknotów.
UsuńSiedem chudych poduszek z wyleżałym pierzem, o tak.
UsuńTeraz kolej na siedem tłustych i pękatych, mówię Ci widzę jak tańczymy w piórkiem w pupce i cygaretką w zębach, samba de Basiiiiiil!!!
UsuńMonia, nie jedz cukru po 22.00, mówię ci.
Usuń:)
acha cha no dobrze, będę grupą wsparcia Kalina i owszem nie udało się wszystkiego i coś tam zostało ))) ale nie oglądajmy się za się ale bądzmy dobrej mysli i klatka z piersiami do przodu i dobrego roku )))
UsuńNo właśnie, póki piersi jeszcze przed klatką, to trzeba iść tam, gdzie wskazują. A jak pod...? -zainwestować w porządny biusthalter! Pomyślności!
UsuńI jeszcze klatka z piersiami... Nie każdy taką ma! Niektórzy wciąż czekają! :-)
UsuńPozwólmy, by terminy wyznaczali nam inni. Wówczas, kiedy terminu nie dotrzymamy, będzie to ich wina!
OdpowiedzUsuńGdzie oni są?
UsuńCi, co to jest ich wina? ;-)
Terminy - potwory, potrafią strasznie skatować psychikę. Codziennie zatruwają twoje myśli i generują wyrzuty sumienia. Czas płynie, ty nic nie robisz, ale ciągle myślisz. W końcu zimne ostrze przyłożone do gardła wyciąga z ciebie - w ostatniej chwili - takie pomysły i nadaje takie tempo działania, że sama nie podejrzewałaś siebie o takie zdolności. Termin dotrzymany, a POCZUCIE ULGI - bezcenne.
OdpowiedzUsuńI pomyśleć, że niektóre moje koleżanki metodycznie, codziennie po trochu i zawsze "w czas"... Ech ��
Nie lubię robić wszystkiego w ostatnim momencie. Nie lubię się spieszyć. Ale leniwa jestem okrutnie... I potrafię się przekonać do nicnierobienia... ;-)
UsuńNicnierobienie to ja mam we krwi, plynie sobie wartko w zylach i dobrze mu jest a mnie z nim ;P
UsuńTo bardzo istotne w życiu zajęcie! :-)
UsuńNie zawsze chodzi o nicnierobienie, często jest tak że można więcej i lepiej, inaczej i bardziej i to nigdy nie ma końca. A potem pozostaje wieczne poczucie winy.
UsuńTaki los perfekcjonistów...
UsuńNie to takie schorzenie zwane pianą columbianą - patrzysz na linię horyzontu, leziesz, ale końca nie widać. A potem myślisz że jesteś w Indiach.
UsuńMoże to indyjskie ptasie mleczko? MOże wystarczy usiąść tuż przed horyzontem i zacząć w końcu konsumpcję?
UsuńNie no... ja sobie zawsze zostawiam duuuuzyyyy, nawet baaaardzoooo duuuuzyyyyy margines na mozliwosc poprawy :)))
UsuńNewa, czy pojęcie piana columbiana jest chronione prawami autorskimi?
UsuńBo mnie się wydaje, że w moim życiu też istnieje piana columbiana, tylko w nieco innym wymiarze. Otóż pojawia się ona wtedy, gdy muszę coś dokończyć, a najbardziej na świecie marzę o tym, żeby właśnie zacząć coś nowego ;-)
Unikam terminow jak ognia piekielnego:)) Na szczescie poza wizytami u doktorow, ktorych dziekowac bozi co raz mniej nic nie musze. Nawet obiad moge ugotowac na jutrzejsze sniadanie i nikomu nic do tego:)))
OdpowiedzUsuńTerminów i zegarka! Bardzo chciałabym ich unikać! ;-)
UsuńZegarek mam tylko dlatego, ze jest wmontowany w Fitbit. Ale fakt, jak pracowalam to sie nie dalo uniknac, bo klientki przychodzily wczesniej umowione na czas.
UsuńW domu mam pierdyliard zegarow, zegarkow i inszych czasomierzy bo takie teraz montuja w telewizorze, kuchence, piekarniku... chujwipoco ale som.
Tyle, ze jak przychodzi zmiana czasu to ja nigdy tych wszystkich czasomierzy nie obsluguje, tak wiec czesc zapierdla na letnim, czesc na zimowym czasie nonstop. Mnie to nie przeszkadza, podobnie jak nie trudnie sie ustawianiem czasu faktycznego przy wymianie baterii w zegarze, bo i po co? kiedys znow baterie sie wyczerpia i zegar stanie, czyli to taka glupiego robota jak polerowanie malpiego tylka.
Nie robie tego i juz, wymieniam baterie i zegar zaczyna nowe zycie od momentu w ktorym skonczyl stare.
Wspanialego doprowadza to do szalu, wiec jak napotka taki zegar to go ustawia:))) i sie dodatkowo wkurwia. No ale widac tak lubi to ja jako dobra zona nie przeszkadzam.
Stardust, pękłam ze śmiechu. U mnie w domu jest identycznie. W samochodzie przez całe lato zegar wskazywał czas zimowy plus siedem minut. Gdy jest awaria prądu, wszystkie zegary zaczynają działać od innej godziny startowej. Wtedy w kuchni mam np. jednocześnie godzinę 14:46, 23:46 i 8:46... Ustawianiem tego całego chaosu zajmuje się wyłącznie mój mąż, który zawsze narzeka, że nikt go nie rozumie w kwestiach porządku we wszechświecie... :-)
UsuńDedlajny? Plis... ja moją książkę "wykańczam" już co najmniej od trzech miesięcy. Pierwotnie miałam ją skończyć na tyle wcześnie, by premiera wypadła na Święta... To chyba załapię się na następne...
OdpowiedzUsuńNastępne (Trzech Króli) są, moim zdaniem, za bardzo następne. Wybierz sobie od razu jakiejś mniej następne święta. Matki Boskiej Zielnej to wspaniałe święto. Albo Barbórka. Wręcz idealne. ;-)
UsuńMiałam na myśli najmniej nerwową wersję z możliwych, czyli kolejne Święta Bożego Narodzenia ;)
UsuńNie, nie. A właśnie, że skończę wcześniej.
Już prawie.
:)
Już prawie..
UsuńJakie to mądre i nieodbierające nadzei!