czwartek, 5 października 2017

przodków

- Nie no, daj spokój! Nie możesz swoich lęków tłumaczyć tym, że dostałaś je w spadku od swoich przodków! Żyjemy w XXI wieku. Teraz liczą się fakty, a nie czyjeś przekonania!
filing.pl
- A dlaczego boisz się wysokości?
- Nie wiem... Zwyczajnie... Wszyscy się boją...
- Ja nie.
- Ale większość się boi.
- Chyba nie. A jak myślisz, dlaczego akurat ty się boisz? Przecież nie masz żadnych osobistych negatywnych przeżyć związanych z wysokością. Nie spadłaś nigdy z mostu, nie zamknięto cię na szczycie wieży, nie byłaś świadkiem jak ktoś wyskoczył z okna w wieżowcu. A jednak się boisz...
- To jest kwestia działania synaps.
- I jesteś pierwszą osobą w twojej rodzinie, która ma w głowie synapsy, czy może ich budowę i sposób funkcjonowania odziedziczyłaś po przodkach?

poniedziałek, 2 października 2017

mylą

A co, jeśli naukowcy się mylą?
socratic
Jeśli przyjęte przez nich zasady nie są prawdą prawdziwą, tylko rodzajem umowy, która kiedyś zostanie przez kogoś obalona?
Przez stulecia wierzono, że wszystkie organizmy zostały stworzone w takiej formie, w jakiej możemy je dziś oglądać. I nagle przyszedł niedouczony i prymitywny Charles, który nie miał pojęcia, że zrobił durniów ze wszystkich przyrodników.
A jeśli przyjdzie teraz jakiś John, Lee albo Ismael i zrobi durniów z fizyków, udowadniając, że atom wcale nie składa się z elektronów krążących wokół jądra, tylko na przykład z płatków energii, oblanych syropem z niedospania?
I będziemy się potem śmiać, że kiedyś wierzono w jakieś orbity, których nikt przecież nigdy nie widział...

piątek, 29 września 2017

kluczy

Pojechałam z Bernardem do weterynarza, sprzątnęłam wszystko to, co narosło od wczoraj, pochłonęłam śniadanie, wypiłam kawę, zjadłam śliwkę i siadłam do pracy. Telefon. Mama.

4gift
- Kalinko, wiesz, ja stoję pod domem i nie mogę znaleźć kluczy. Byłam z Czesiem na cmentarzu, musiałam je gdzieś zgubić.
- Kieszenie przejrzałaś?
- Tak.
- A torebkę przejrzałaś?
- Tak.
- To czekaj tam na mnie. Już jadę.

Pojechałam. Najpierw sprawdziłam, czy drzwi do mamy mieszkania są zamknięte na klucz. Niestety były. Otworzyłam je moim kluczem i wyrzuciłyśmy wszystko z mamy kieszeni oraz torebki na stół. Powstała z tego góra rozmiarów Kasprowego. Kluczy brak. Zadzwoniłam do Czesia, żeby sprawdził, czy w jego samochodzie nie ma kluczy. Nie było. Ustaliłam, w którym miejscu mama wsiadała i wysiadała z czesiowego samochodu i poszłam szukać kluczy na parkingu.
Znalazły się. Leżały na skrzynce elektrycznej.

Wróciłam do domu, wypiłam kawę, zjadłam śliwkę i siadłam do pracy. Chyba wyłączę telefon...

środa, 27 września 2017

priorytetów

jeja.pl
No i wszystko się toczy i toczy. A nagle Palec Opatrzności, specjalista w dziedzinie ustalania priorytetów życiowych, bierze się do roboty. Tu coś wskaże, tam kiwnie, gdzie indziej przestawi i w ciągu pięciu minut wszystkie problemy, którymi zamartwiałam się przez ostatnie miesiące, znikają. Nie mogę sobie nawet przypomnieć, co mnie tak dręczyło. Cud, czy co?

Szkoda tylko, że natura nie lubi próżni i na miejsce starych problemów wciska człowiekowi od razu inne.

Cholera jasna, jaka szkoda...

Wolałam te stare, których już nie pamiętam. Swojskie jakieś były. I człowiek mógł sobie z nimi pogadać po ludzku... A teraz patrzę nowym na usta i nic nie rozumiem...

Cholera jasna, jak nie rozumiem...

poniedziałek, 25 września 2017

złożyć

freepik
- Przeszukuję Internet. Chcę kupić specjalne metalowe pudełko, do którego można złożyć wszystkie wyrzuty sumienia. Szczególnie te związane z niezrobioną pracą.

Najlepiej z zamkiem zatrzaskowym.
Włożę, zatrzasnę drzwiczki i zawartości nie da się wyjąć.

Gdyby ktoś miał dostęp do producenta, będę wdzięczna za namiary.

Być może powinien to być model, do którego po jakimś czasie da się dostawić z boku drugi, trzeci i kolejne egzemplarze.

piątek, 22 września 2017

machając

Córki nie poszły do szkoły, gdyż jedna miała chrypę a druga miała odpowiednią opowieść wyjaśniającą, dlaczego nie musi iść do szkoły.
szalstudio.pl
Decyzja zapadła o 6.45 i wywołała natychmiastowe konsekwencje: jak stałyśmy, tak zaległyśmy w łóżkach. Wyspać się w piątek rano to luksus, który zmienia życie w bajkę. I gdy właśnie w tej bajce przeskakiwałam z kwiatka na kwiatek, machając skrzydełkami i przymierzałam szklany pantofelek, zawiązując pod brodą sznurek od czerwonego kapturka, zadzwonił telefon.
- Kalinko, czy coś się stało?
-Eeee... Yyyyy...
- Czy ty spałaś?
- Yhy...
-Oj, tak bardzo cię przepraszam. Ja wiem, że mam do ciebie rano nie dzwonić, bo ty czasem śpisz i teraz jest mi tak strasznie przykro, że
- Famo, fóźniej...
- ...że cię obudziłam mi przykro i aż nie wiem co powiedzieć, bo...
- Mamo, fóźniej...
- ...bo właściwie to nie mam nic ważnego i tylko...
- Mamo, zadzwoń później. Ja śpię.
- Aha.

Mama się rozłączyła, a ból głowy wielki jak smok wawelski wręcz przeciwnie...


czwartek, 21 września 2017

naciskając

Jadę do K. Jest ósma rano, na moim pasie ruch umiarkowany - większość kierowców zdąża do pracy do miasta i jadą w przeciwną stronę. Zatrzymuję się przed przejazdem kolejowym zgodnie z zasadą, że nie znam dróżnika i nie mam podstaw, by mu zaufać. Gdy upewniam się, że żaden pospieszny, ani nawet osobowy nie wbije mi się w karoserię, przejeżdżam przez tory i we wstecznym lusterku widzę za sobą radiowóz. Po minięciu przejazdu rozpędzam się do przepisowej 50 i podziwiając okolicę, jadę noga za nogą, koło za kołem. We wstecznym lusterku widzę, że sznur samochodów za mną zaczyna sięgać Górnego Karabachu. Droga prowadzi przy jeziorze, nad którym teraz raczej nie ma tłumów, ale ograniczenie prędkości obowiązuje mimo to przez cały rok. Wszystkie samochody za mną jadą więc z prędkością 40 km na godzinę. Jak Bóg przykazał. Celebruję lasy i łąki dookoła, dojeżdżając do tablicy z nazwą malutkiej miejscowości, w której ruch ograniczony jest do 30. Nie wierzę własnym oczom. Pięć chałupinek na krzyż, a kilkadziesiąt samochodów jedzie jak kondukt pogrzebowy. Jestem w tej dobrej sytuacji, że wiem, dlaczego się tak wleczemy. Kierowcy na końcu kolumny przecież nie wiedzą, że to siła wyższa zmusza nas do zachowania prędkości spacerowej. Nikt nikogo nie wyprzedza, każdy podejrzewa, że dzieje się coś dziwnego na drodze. Wyjeżdżamy z wioski i dojeżdżamy do dużego skrzyżowania. Tu odłączam się od głównej drogi i skręcam w prawo, natychmiast naciskając pedał gazu. Z osłupieniem patrzę we wsteczne lusterko. Radiowóz jedzie za mną.
autostuff.pl
Nie będę się rozpisywać, jak to wielokrotnie skręcałam w różnych miejscowościach, a radiowóz cały czas siedział mi na ogonie. W życiu nie jechałam tak przepisowo. W końcu dojechaliśmy (ja i policja oraz sznur zmieniających się samochodów za nami) do miejscowości obok K. Pomyślałam sobie, że jeśli przejadą za mną przez miasteczko, zjadę na pobocze, zatrzymam ich i powiem, że przyznaję się do wszystkiego, tylko niech już mnie wyprzedzą.

I wtedy na skrzyżowaniu zauważam trzy stojące na światłach radiowozy i tłum policji po obu stronach drogi. Od razu domyśliłam się, że to obława, zaczęłam zastanawiać się, czy zbiją mi się okulary, gdy mnie będą rzucać na ziemię i czy pozwolą mi wziąć do celi inhalator, bo jeśli nie, to współosadzone ukatrupią mnie pierwszej nocy, żeby uciszyć mój kaszel. Ale nic takiego się nie stało. Minęłam tabun policjantów a mój radiowóz zatrzymał się na poboczu. Pojechałam dalej sama.

Dziś dowiedziałam się, że minister Błaszczak otwierał wczoraj komisariat w tej miejscowości. Radiowóz prawdopodobnie kontrolował trasę przed kolumną z Sam-wiesz-kim. Myślę, że policjanci z radiowozu musieli wcześniej zorientować się, że jedziemy w to samo miejsce. Ciekawe, co sobie pomyśleli... Mam nadzieję, że wzięli mnie za osobistego lekarza pana ministra. Albo... Nie, nie. Jednak wybieram opcję: osobisty lekarz.

sobota, 16 września 2017

imprezę

-Wiesz, mamo, wczoraj moja córka urządzała osiemnaste urodziny. Mówiłam ci o tym od kilku dni, pamiętasz? Kupowałyśmy nawet razem produkty na sernik, przypominasz sobie? Impreza była wspaniała. Przyszło mnóstwo jej znajomych, fantastycznie się bawili, tańczyli do rana, spadł im na podłogę tort urodzinowy i zapaliła się bagietka, którą ktoś położył za blisko palnika. Jedna osoba zgubiła okulary a druga kurtkę, zbił się kieliszek od szampana i nie dotarł na czas prezent, zamówiony przez Internet. Wszystko zgodnie z odwiecznym scenariuszem osiemnastek. Tak jak powinno być na pierwszych pełnoletnich urodzinach.
youtube
- Och, to cudownie, Kalinko. Nic o tym nie wiedziałam, że twoja córka będzie miała imprezę osiemnastkową. Nie mówiłaś mi o tym... A dużo było gości?
- Tak, mamo. Bardzo dużo.
- A coś się zniszczyło?
- Zbił się kieliszek od szampana, jedna osoba zgubiła okulary a druga kurtkę.
- Ach, to pili szampana? A tańczyli?
- Tak mamo, tańczyli. Do rana.
- A na tej imprezie była orkiestra?

Kurtyna w dół. Oklaski.

piątek, 15 września 2017

samcem

Pamiętam moment, gdy dowiedziałam się, że w oryginale "Kubusia Puchatka" Sowa Przemądrzała jest samcem. To było niezmiernie zaskakujące, ponieważ nigdy nie pomyślałam o żadnej sowie, że jest samcem. Sowa jest samicą i już.
humorek.pl
Tak samo mam z żyrafą. Żyrafa to samica. Nie wchodzę tu w niuanse natury seksualno-rozrodczej. Odcinam pewne oczywiste oczywistości. Nie zadaję sobie krępujących pytań i nie liczę na żadne nieprzyjemne wyjaśnienia. Wewnętrzne przeświadczenie mówi mi, że żyrafa to samica i gdybym miała zwrócić się do jakiejś, z całą pewnością zaczęłabym od "Maleńka!".
Nie ma tu znaczenia rodzaj rzeczownika, gdyż rekin też jest samicą, a koala zawsze i niezmiennie samcem...
Jeże są samcami, to chyba oczywiste. Gdybym brała do ręki kolczastą kulkę, widziałabym w niej czułego i troskliwego ojca innych kolczastych kulek.

Co ciekawe, w takim odbiorze przyrody zupełnie nie przeszkadza mi przyrodnicze wykształcenie.  Ciekawe, czy gdybym była fizykiem, w pewnych okolicznościach moje wewnętrzne "ja" zaprzeczałoby istnieniu grawitacji... ;-)

środa, 13 września 2017

drzemka

Gdy rano dzwoni budzik, nie mogę sobie przypomnieć, czy to jest już ostatnia drzemka, czy dopiero pierwsza...
blasty.pl
Producenci telefonów powinni przewidzieć taką opcję i urządzić to w następujący sposób:

Włącza się alarm, a lektor cichym głosem informuje: "Drzemka numer 1. Pozostały jeszcze dwie do wykorzystania".
Przy trzeciej drzemce stanowczy głos informowałby: "To jest twoja ostatnia szansa na pobudkę!"

Dzisiaj jest 13 września 2017.
Jeśli ktoś kiedyś będzie próbował zgarnąć ogromną kasę za ten pomysł, to oświadczam, że byłam pierwsza!

wtorek, 12 września 2017

dlaczego

Poniedziałek, godz. 7.00
pl.aliexpress
- Znowu mi dałaś do szkoły jabłko? Mówiłam ci, że nie lubię jabłek!

Wtorek, godz. 7.00
- Za wcześnie mnie dzisiaj obudziłaś!

Środa, godz. 7.00
- Dlaczego moja młodsza siostra weszła przede mną do łazienki?

Czwartek, godz. 7.00
- Za późno mnie obudziłaś i teraz muszę się spieszyć!

Piątek, godz. 7.00
- Nie powiedziałam ci, że już nie lubię kanapek z miodem, bo zapomniałam!

Poniedziałek, godz. 7.00
- Z czym mi zrobiłaś kanapkę do szkoły, bo akurat tego nie lubię?

Wtorek, godz. 7.00
- Robisz mi za duże śniadania do szkoły!

Środa, godz. 7.00
- Ale jak to? Mam sama sobie robić śniadania do szkoły? I sama się budzić? Ale dlaczego?

poniedziałek, 11 września 2017

służba

Czy to jest możliwe, że wróci obowiązkowa służba wojskowa?

newsweek.pl
Czy w XXI wieku można zmusić młodych, jędrnych i ambitnych mężczyzn, żeby przez dwa lata polerowali obcasy w koszarach?

Oglądam Teatr Telewizji.
Świetny Gajos jako oficer komunistycznego kontrwywiadu.
Boże, nie spraw, żeby historia toczyła się kołem.

wiercić

Od jakiegoś czasu budzę się w nocy o podobnej godzinie. Nie napiszę, czy ten "jakiś czas" trwa kilka dni, kilka miesięcy czy kilka lat, bo się wstydzę.
wordpress.com
Wygląda to mniej więcej (raczej więcej) tak: śpię, śpię, śpię, zaczynam się wiercić, budzę się ale udaję że śpię, po kilku minutach otwieram oczy, patrzę na zegarek i jest prawie ta sama godzina co wczoraj, przedwczoraj, przedprzedwczoraj i... i już.
Dzisiaj o tej właśnie godzinie rozbudziłam się na dobre. Włączyłam internet i wpisałam w google pytanie, co oznacza budzenie się o tej godzinie.

I tu jest sedno sedna: jeśli jesteście w podobnej sytuacji - nie róbcie tego!
Nie sprawdzajcie, jeśli jesteście wątłego zdrowia psychicznego i fizycznego!
Otóż przeczytałam ochtylion artykułów o tym, że conocne budzenie się o tej właśnie godzinie jest objawem... no w zasadzie wszystkiego. Opętania, wszelakich chorób, zaburzeń trawienia, złej pracy nerek, wątroby, płuc, serca lub mózgu, smutku, wysokiego ciśnienia krwi, niskiego ciśnienia krwi, żałoby, apatii, stresu, braku stresów, oczyszczania się organizmu z toksyn a nawet gromadzenia się toksyn w organizmie - w zasadzie każdy może znaleźć coś dla siebie...

Dzisiaj wybrałam złą pracę wątroby, brak stresów, opętanie, pełnię, niedobór płynów w organizmie i żyłę wodną.
Opcji jest tyle, że wystarczy mi aż do Wielkanocy. Internet daje człowiekowi wolność. Wolność wyboru. ;-)

piątek, 8 września 2017

konsumpcję

choZoba.pl
- Byłyśmy na kawie. Mały stoliczek, dwie spore kawy oraz pół godziny przeznaczone na konsumpcję i pogawędkę o życiu. Już w trzeciej minucie oparłam się o stolik i wylałam zawartość obu filiżanek na stół. Szybkość zniknięcia kawy z filiżanek wpłynęła niekorzystnie na długość pogawędki. Wróciłam do domu po dwóch godzinach... Następnym razem zamówię od razu dwie puste filiżanki. Po co płacić za patrzenie na brudne naczynie po kawie?!

wtorek, 5 września 2017

garach

- Postanowiłam zrobić gołąbki. Prawdziwe, pyszne, takie jak robiła mama. Przepis wyciągnęłam z bezmiaru Internetu i zakupiłam niezbędne produkty. Niestety, nie spojrzałam na proporcje i przygotowałam tyle farszu, że w trakcie produkcji kapuścianych zawiniątek musiałam pojechać po jeszcze jedną kapustę.
muka.pl
Efektem moich gołąbkowych poczynań stały się cztery wielkie gary wypchane gołąbkami.

Pytanie: Czy gołąbki mogą się kiedyś znudzić?
Odpowiedź: Nie po czterech garnkach... To stanowczo za mało...


poniedziałek, 4 września 2017

zamknięto

W moim mieście zamknięto właśnie jedną z większych ulic w centrum. Plany przewidują, że będzie ona remontowana przez półtora roku, czyli optymistycznie licząc, remont skończy się gdzieś w okolicach Wigilii 2028. Ponieważ zamknięcie jednej ulicy to pikuś i nie takie rzeczy już się w życiu robiło, dodatkowo wprowadzono w tym samym momencie zmianę rozkładu jazdy wszystkich tramwajów i autobusów.
interia.pl
Skutkiem tego całe centrum stanęło jak po wybuchu bomby atomowej, tramwaje upchnęły się na kilku ulicach tworząc swoiste tramwajowe dżdżownice, co zablokowało ronda i skrzyżowania. Wszyscy kierowcy i pasażerowie, którzy liczyli na przejazd przez centrum, zorientowali się, że się przeliczyli. Nie po to w końcu w centrum dużego miasta są ulice, żeby po nich jeździć!
Ponieważ trzy-czwarte samochodów, autobusów i tramwajów stało w jednej dzielnicy, skutki odczuło całe miasto. Na peryferiach ulice świeciły pustkami. Dojechałyśmy z młodszą córką do szkoły w 6 minut, nie stojąc na żadnych światłach. Zamiast o 8.00, byłyśmy na miejscu o  7.26.

Tym samym apeluję do Zarządu Dróg Miejskich o zamykanie kolejnych ulic!

czwartek, 31 sierpnia 2017

okazji

załamka.pl
- Mogę do ciebie przyjechać?
- A coś się stało?
- A dlaczego miałoby się coś stać?
- Bo ty nigdy do mnie nie przyjeżdżasz bez powodu.
- Nie, no coś ty! A tak przy okazji, jak już będę u ciebie... Mogłabyś mi obszyć zasłony na maszynie?

selfie

A jak książę William zrobił sobie już selfie z uroczą szatynką w białej marynarce, to zapytał:

- A czy na pewno moja najdroższa Kalina zmieściła się też na tym zdjęciu?

Także uspokajam, proszę księcia. Jest i kawałek Kaliny. :-)

środa, 30 sierpnia 2017

balkonie

Zapomniałam już, że późnym latem uaktywniają się pająki krzyżaki...
partybox.pl
Tylko dlaczego wszystkie na moim balkonie?!
I czy jeśli już mój balkon jest miejscem docelowym pajęczych pielgrzymów, to czy nie mogłyby przychodzić trochę mniejsze?!

wtorek, 29 sierpnia 2017

wykiełkował

"nie wrzucanie" boli, reszta bawi... (demoty.pl)
Zasadziłam w ziemi jednego, malutkiego, pysznego pomidorka koktajlowego, którego kupiłam wczesną wiosną w sklepie. Pomidorek miał dość łagodny start i wykiełkował dopiero w lipcu. Za to rzucił się na świat kilkudziesięcioma malutkimi kiełkami, przepychającymi się ku słońcu. Rozdałam większość sadzonek a zostawiłam sobie jedną. Teraz mam na dorodnym krzaczku stado żółtego kwiecia i dwa ciemnozielone pomidorki. Trzymam kciuki, żeby zdążyły dojrzeć.
Jeśli zdążą, to jednego przechowam, żeby znowu zużyć go na nasiona. Takich genów nie można marnować na paszę!
To będzie perpetuum mobile pomidoriensis. Pierwszy na świecie pomidor, którego owoców nikt nie je z powodu silnej więzi emocjonalnej.

niedziela, 27 sierpnia 2017

perfumy

kochamkonie.pl
Mieszkam w stajni.
Przynajmniej na to wskazuje zapach, unoszący się w moim domu.
W niektórych pomieszczeniach czuć delikatną nutę końskiej perfumy. W pozostałych - wyraźny smrodek.
I tak jest co roku pod koniec sierpnia, gdy dziewczynki wracają z końskiego obozu... Szczęśliwe i zmęczone.

sobota, 26 sierpnia 2017

torebki

Weszłam na stronę sklepu z torbami, torebkami i torebeczkami. Miliony miliardów różnych przedmiotów. Pozaznaczałam sobie te, które na pierwszy rzut oka mi się spodobały, żeby przyjrzeć im się dokładniej później.
Ku mojemu zaskoczeniu, wszystkie torebki, które uznałam za ładne, zostały określone przez sprzedawcę jako "torby męskie"...
To już nawet torebki mają płeć?!

czwartek, 17 sierpnia 2017

kobiecie

myself
Zatrzymałam się przy płocie i czekałam. Niedaleko mnie stanęła grupa osób w pewnym wieku. Rozmawiali o jakiejś kobiecie. Zastanawiali się nad tym, jak jej się mieszka w obcym mieście. Padła nazwa miasta, w którym mieszkam. Po chwili omawiali sprawę męża tej kobiety i zaczęli posługiwać się ich imionami. Znam pewne małżeństwo o tych samych imionach i bawiło mnie, że tyle faktów się zgadza. Ale gdy padło pytanie, ile mają dzieci i ktoś powiedział, że troje, ale w zasadzie czworo, oniemiałam. To już nie mógł być zbieg okoliczności. Wtedy jedna z osób powiedziała:
- Ale nie wiem, czy to najmłodsze to chłopiec, czy dziewczynka. Bo najstarszy był chłopiec, potem urodziła się dziewczynka i chłopiec. A to ostatnie? Oni tacy wszyscy podobni do... (i tu padło nazwisko...).
Odwróciłam się do państwa i powiedziałam:
- To najmłodsze to chłopiec.

     Państwo mieli takie miny, jakby mi nie ufali. A ja przecież  wiem! No kto by nie wiedział, jakie dzieci ma najbliższa przyjaciółka?!

środa, 16 sierpnia 2017

obecności

- Dzień dobry, Kalino. Tu wujek Zbardzodaleka. Niestety nie możemy z ciocią przyjechać na pogrzeb twojego taty. Ale bardzo chcielibyśmy. Mamy taką propozycję: podczas pogrzebu twojego taty pójdziemy z ciocią na najbliższy cmentarz i sprzątniemy jakiś zaniedbany grób. Czy odpowiada wam taka forma naszej obecności na pogrzebie?
- Naturalnie, wujku. Będzie mi bardzo miło, że będziecie z nami w tym czasie.
-To bardzo dobrze. Oczywiście kwiaty, znicz - wszystko będzie jak trzeba.

Tak było kilka lat temu. Do dziś jestem dumna, że mam takich roztropnych krewnych.

- Kalina, %&#$%@! No %#&@%#! Niech to %&#%@! Bardzo, bardzo cię przepraszam, ale pomyliłam dni i nie przyszłam wczoraj na pogrzeb twojego taty, tylko dzisiaj. Gdy zobaczyłam, że was nie ma, sprawdziłam datę. Czy wyrażasz zgodę, żebym kwiaty i znicz położyła na jakimś innym grobie?
- Naturalnie. Na jakimś starym, poproszę.
- Będzie stary. I jestem z tobą! Wszyscy byli wczoraj, ja jestem dzisiaj!
- Dziękuję. Ściskam.

Tak było kilka lat temu. Do dziś jestem dumna, że mam taką roztropną przyjaciółkę.


Jeśli kiedyś na grobie swoich bliskich znajdziecie świeże kwiaty i znicz, to pomyślcie, że gdzieś jakaś Kalina miała pogrzeb w rodzinie. Pewnie bardzo daleko. I może nie dziś...

wtorek, 15 sierpnia 2017

kotach

Byłyśmy z mamą w kinie na "Kedi".

- Kalinko, tak się zastanawiam... Ten film był o kotach, prawda? Ale gdyby tak powiedzieć coś więcej, to o czym on był?
- Tego się nie da, mamo, opowiedzieć.
- To wspaniale. Bo już się bałam, że tylko ja uważam, że się nie da.

niedziela, 13 sierpnia 2017

sraczkowych

Mama wyhodowała na balkonie pomidorki i szczypiorek. Codziennie na śniadanie robiła sobie kanapeczki z pomidorkami i szczypiorkiem.
Aż się pochorowała.
Zaczęło się tradycyjnie. Od lekkiej sraczki. Choroba się rozwijała, doszło do stanu, który wymusił na mamie podpisanie zgody na zamknięcie na oddziale chorób zakaźnych, bez możliwości odwiedzin aż do momentu wykluczenia cholery, dżumy, malarii, trądu i salmonellozy.

przepisy.net
Mama wykluczała Salmonellę od początku, mówiąc specjalistom chorób sraczkowych, że przyczyną dolegliwości są pomidorki. Pierwsze objawy choroby pojawiły się bowiem łącznie z pierwszymi pomidorkami. I w miarę przybywania pomidorków, objawy się powiększały. Określenie "skórka od pomidorka mi się przykleiła do żołądka" nie wzbudza entuzjazmu w lekarzach medycyny. Oj, nie wzbudza...
Wszystkie choroby w szpitalu wykluczono. Znaczy - mama zdrowa, tylko biegunkę ma nie wiadomo po co.
Podczas pobytu w jednoosobowej celi mama wyzdrowiała, nabrała sił i wróciła do domu.
Pomidorków jeść już nie chciała, szczypiorku też. Zabrałam się zatem za utylizację owych.
Podczas eksmisji przyjrzałam się pomidorkom starannie. I nic.
Postanowiłam wyeksmitować również szczypiorek. I cóż się okazało? W doniczce ze szczypiorkiem wyrosła jedna, maleńka kępka szczypiorku i obfita, dorodna i zielona kępa trawy. Mama jadła codziennie na śniadanko pomidorki ze świeżo ściętą, pokrojoną na drobno, zieloną trawką...

I ładnie to tak podejrzewać niewinną Salmonellę?!


czwartek, 10 sierpnia 2017

kosmetyków

Na lotnisku podeszła do mnie uśmiechnięta pani i w języku inglish spytała mnie, jakich kosmetyków używam do pielęgnacji okolic oczu.
W pierwszej chwili nie mogłam sobie przypomnieć, gdzie są okolice oczu.
Pani zorientowała się, że nie warto zadawać mi bardziej szczegółowych pytań i zaproponowała mi na próbę cudowny krem do tychże okolic.
Zgodziłam się.
ilewazy.pl
Sądziłam, że dostanę maluteńkie opakowanie kremu, jednak to nie było to. Pani rozsmarowała mi pod prawym okiem różowawą paćkę, tłumacząc przy tym, że kanały limfatyczne, komórki nerwowe, mięśnie okalające gałkę oczną, a nawet inne sprawy powodują, że mam zmarszczki. Trochę mnie to ucieszyło, bo dowiedziałam się także, że wystarczy rzeczoną paćkę rozsmarowywać pod moimi oczami i zmarszczki znikną. Nie żebym od razu zamierzała ją kupować, ale miło mieć świadomość, że zmarszczki można usunąć bez użycia ostrych urządzeń. Dostałam w łapki lusterko, aby podziwiać efekt działania kremu.
Podziękowałam za wspólnie spędzony czas i nic nie kupiłam. Za to radośnie pobiegłam do czekającej pod bramką rodziny. Powiedziałam im, że gdy tylko zechcę, mogę zlikwidować zmarszczki na twarzy. Nakazałam też podziwiać efekt działania kremu. Wszyscy byli zachwyceni. Uznali, że istotnie, pod jednym okiem mam zdecydowanie mniej zmarszczek.
I tu kończy się sielanka, a zaczynają schody, gdyż albowiem dostałam zaparcia intelektualnego i spytałam:
- Pod którym?
Bez żadnego wahania cała trójka wskazała to drugie oko. To bez kremu.

środa, 9 sierpnia 2017

działającego

Słowo honoru, że pamiętam niektóre liczby. Na przykład pesele swojej rodziny (tak, tak! moje drugie imię to EuGeniusz!), własny NIP, czasami nawet piny do kart płatniczych. Jednak za żadne skarby świata nie mogę zapamiętać pinu, którym się odblokowuje telefon po jego wyłączeniu. Ten, którego można wstukać tylko trzy razy...
Gdy wyjeżdżam z domu na kilka dni, przeważnie dzwonię do domowników w momencie, gdy bateria w telefonie wskazuje kilka procent i błagam, żeby biegli jak rącze gazele do lodówki i z niej przeczytali i podali mi pin. Po czym zapisuję go na tym, co akurat mam pod ręką. Najczęściej jest to szyba w samochodzie, a piszę cyfry (przepraszam wrażliwych estetów za ohydę i wulgarność) oślinionym palcem... A potem odczytuję je, patrząc pod słońce... Wstyd mi za to bardzo i wiem, że nie zostanę miss Pomorza Śląskiego z tego powodu.


etuistudio.pl
Tym razem wyjechaliśmy na urlop we czworo i nie było nikogo, kto by do lodówki zdążył na czas. A mój telefon się wyłączył. Na samym początku wyjazdu.

To był wstęp. Teraz jest treść zasadnicza:

Jasna pogoda, jak cudownie jest wyjechać na wakacje i nie mieć działającego telefonu!!! Żadnych maili, żadnego przeglądania bzdurnych stron, żadnego poczucia, że natychmiast muszę coś zrobić, żadnego myślenia o karambolach na autostradzie, seryjnych mordercach, obłudnych politykach, plagach egipskich i gradobiciach! Nikt mi nie przypominał o zagrożeniu terroryzmem, konieczności brania kredytów oraz niebezpieczeństwie latania samolotem. Telefon zamieszkał na tydzień w sejfie i nie wyszedł z niego ani razu! Nie musiałam go ciągle szukać w torebce, nie musiałam się martwić, że go zostawiłam w samochodzie na widocznym miejscu, nie musiałam się martwić, że nie usłyszałam, jak ktoś dzwonił. Nic. Wielkie, cudowne, wakacyjne NIC!

No każdemu życzę!

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

należytych

Siedzimy na plaży. Późny wieczór. Cisza, spokój.
Niedaleko nas rozsiadają się państwo z malutkim szczeniaczkiem, który jest tak słodki, że przyciąga nasz wzrok silniej niż falująca woda. Gapimy się na pieska, wydając dźwięki typu: Ach, och, uch. Państwo bawią się z pieskiem. Mają z tego kudłatą górę piszczącej radości.
Nagle pani wstaje, bierze pieska na ręce, podchodzi do nas i kładzie przy nas cudnego szczeniaczka. "Proszę, też możecie się nim nacieszyć".

Zostaliśmy wylizani, obskakani, obwąchani, pogryzieni szpileczkowymi ząbkami - wszystko w należytych proporcjach.

Czy życie nie jest cudowne?!

sobota, 29 lipca 2017

dokończenia

- Co teraz robisz?
fishki
- Próbuję się zmobilizować do dokończenia pracy.
- I co?
- Na razie próby nie są zakończone sukcesem. Ale to wynika z definicji próby. Gdyby każda próba kończyła się sukcesem, próbowanie straciłoby rację bytu...

czwartek, 27 lipca 2017

literaturę

       To cudownie, gdy dziecko kocha literaturę. Jeszcze cudowniej, gdy kocha tę samą literaturę co mamusia. Tak właśnie zdarzyło się w przypadku moich córek, które obie pokochały miłością szczerą Harrego Pottera.
rzeczone figurki
       Najpierw ze starszą córką przeczytałam, wysłuchałam, a następnie obejrzałam wszystkie części wszystkiego, co kiedykolwiek wyszło spod pióra J.K.Rowling. Audiobooki czytane przez Fronczewskiego i Zborowskiego wryły mi się w mózg szeroką koleiną i właściwie już nawet bez płyt mogłam w samochodzie odtwarzać poszczególne rozdziały...
       Kilka lat przerwy pozwoliło nieco zapomnieć niektóre fragmenty, ale jakiś czas temu znowu wróciliśmy do Hogwartu, tym razem dzięki młodszej córce. Książki, audiobooki i filmy, dodatki, kolorowanki, opracowania, no dosłownie wszystko, co wspomina Harrego Pottera choćby w ostatnim rozdziale, jest nam bliskie.
       Teraz młodsza córka robi własnoręcznie grę, opartą na zasadach "Monopoly", której akcja toczy się w świecie Harrego Pottera. Plansza już jest, wszystkie banknoty, karty do losowania - cud-miód. Brakowało tylko figurek. I oto wczoraj powstały. Najpiękniejsze figurki Harrego i jego kumpli.
Wyrazy zachwytu można wpisywać w komentarze. Proszę się nie powstrzymywać przed komplementowaniem. Wszystko przekażę 11-letniej córce, która tylko przez czyste zaniedbanie ze strony Ministerstwa Magii nie dostała w tym roku listu, informującego o przyjęciu do Hogwartu.
No ale czego można się spodziewać po ministerstwach w dzisiejszych czasach...?

PS. Na prośbę córki przekazuję dwa pytania:
1. Która figurka przedstawia którego bohatera?
2. Która figurka najbardziej się podoba?

środa, 26 lipca 2017

gumkami

martyna-mylife.bloog.pl
Czas akcji: okres, gdy popularne były małe gumki, z których dziewczynki robiły biżuterię.
Miejsce akcji: Kuchnia
Osoby: Mama, mieszająca zupę w garnku; Kasia - mistrzyni robienia z gumek biżuterii.

- Mamo, ty wiesz, że w mojej szkole jedna dziewczynka zrobiła z gumek loda? Pomożesz mi zrobić loda z gumek?
- Podejdź do laptopa i sama sobie znajdź, jak to się robi. Wpisz w google "jak zrobić loda". Albo najlepiej od razu wpisz to samo na youtubie. Tam będą na pewno filmy instruktażowe.

Mija kilka sekund. Kasia powolutku wstukuje paluszkiem długi tekst w laptopa.
Nagle pojawia się Archanioł Gabriel z błyszczącym mieczem. Przelatuje ponad głową Kasi, zerkając, czy laptop dostatecznie zamula.
Rzuca ułamek myślenia na korę mózgową mamy.

-Nie! Nie! Nie wpisuj tego w youtuba! Ja ci sama to wszystko po obiedzie wyszukam! - w ostatniej chwili krzyknęła mama, zatrzaskując laptopa przed oczami zadziwionej Kasi. 

I tak to Archanioł Gabriel oszczędził Kasi przyspieszonego kursu pracy z gumkami...

wtorek, 25 lipca 2017

zaskakuje

Pada.

tvn24
Lipiec jest miesiącem o największej średniej ilości opadów w roku, co wiem od lat, ale i tak zawsze mnie to zaskakuje.
Zupełnie tak samo jak z czytaniem do rana. Wiem, że gdy to zrobię, będę następnego dnia nieprzytomna.
Wiem, ale i tak zawsze mnie to zaskakuje...

środa, 19 lipca 2017

darmo

kresy24.pl
- Mamo, czy teraz już wiesz, że padłaś ofiarą oszustów? Nigdy, przenigdy nie podpisuj żadnych dokumentów beze mnie albo bez Kaliny. A szczególnie kredytów. Nigdy! Tym razem udało się wszystko odkręcić, ale niewiele brakowało, a płaciłabyś ten ogromny kredyt aż do końca życia. A towary, które ci wcisnęli, nie były warte tych pieniędzy.
- Ja wiem, siostro Kaliny, ale ja się tak ucieszyłam, że gdy kupię te garnki, to dostanę tyle rzeczy za darmo...
- Nic nie jest za darmo. Zapłaciłabyś za to mnóstwo, mnóstwo pieniędzy.
- Ale to miało być dla ciebie, i dla Kaliny...
- Mamo, nie rób tego więcej. To są oszuści. Oni działają na granicy prawa. Oszukują setki takich ludzi jak ty, manipulując nimi na tych okropnych prezentacjach. Nie chodź na nie więcej, dobrze?
- Tak, tak, siostro Kaliny... Tak, tak... A zauważyłaś, jak ta szałwia pięknie teraz kwitnie?

niedziela, 16 lipca 2017

toalet

aliexpres
Spędzam kilka dni w dużym mieście. Bardzo dużym, sądząc po tłumach na ulicach.
Ponieważ jest to wyjazd typu "mama i dwie córki", naszym podstawowym zajęciem jest poszukiwanie toalet.
Nie chcę tu snuć rozważań na temat: jak to możliwe, że trzem kobietom chce się siusiu bezustannie, bo to jest problem dla filozofa.
Chcę się pochylić nad bezmyślnością władz miasta, które przyjmując w swoje granice tysiące turystów, nie zapewniają im tego, o czym każda mama i każda córka marzą, spacerując po parkach, skwerach, wąskich uliczkach i bulwarach. Łazienki.

Dla miłośników paradoksów: w Łazienkach Królewskich jest łazienka, ale żeton do niej można uzyskać tylko u kelnera pobliskiej kawiarni... Bez kawy siusiu jest nielegalne!?

piątek, 14 lipca 2017

wolności

calando (mój jest ładniejszy!)
- Kupiłam sobie kombinezon do spania. Granatowy. W białe serduszka. Zapinany na guziki. Stałam się szczęśliwym człowiekiem. Łażenie po domu w obwisłym, porozciąganym kombinezonie w serduszka stało się dla mnie synonimem wolności ducha i ciała.
- Zawsze się śmiałaś z takich kombinezonów! Mówiłaś nawet, że są okropne!
- I nadal tak uważam! Są okropne! Ale kto powiedział, że wolność musi przyjść do człowieka w garniturze?!

niedziela, 9 lipca 2017

intuicję

- Halo, mamo! Co porabiasz?
- Jestem ubrana wyjściowo i siedzę na krześle.
- A dlaczego?
depositphotos
- Bo Małgosia ma po mnie przyjechać, ale nie pamiętam, czy to dzisiaj, czy jutro, więc na wszelki wypadek przygotowałam się już dzisiaj. Jeśli nie przyjedzie do 17.30 to się rozbiorę i jutro się znowu przygotuję.

-Halo, Małgosiu! Czy jedziesz po mamę dzisiaj, czy jutro?
- Dzisiaj. Będę u niej za godzinę.
- A czy mogłabyś tak zupełnie przypadkowo zadzwonić do niej i jej powiedzieć, że jedziesz? Bo jej się pokiełbasiło kiedy do Was jedzie, siedzi biedna i czeka, a nie wie, czy się doczeka.
- Już dzwonię!

- Halo, Kalinko! Tu mama! Wiesz, że wszystko się wyjaśniło? Właśnie zadzwoniła Małgosia, że już po mnie jedzie i będzie za godzinkę. Zupełnie jakby wiedziała, że ja nie jestem pewna, czy to dziś! Ona to ma intuicję!

niedziela, 2 lipca 2017

namaszczeniem

- Kupiłam piękne, białe pelargonie na balkon. Z namaszczeniem przesadziłam je do skrzyneczek. Wieczorem, przy mężowskiej pomocy, umieściłam

rd.com
skrzynki z pelargoniami na balustradach. Kojący serce widok cieszył mnie aż do późnej nocy.
Gdy poszłam spać, rozpętała się wichura. Wraz z hektolitrami wody, spadającej na mój balkon z każdej strony, wiatr dokonał dzieła zniszczenia.
O poranku sterczące ze skrzynek resztki tego, co jeszcze poprzedniego dnia było pięknymi pelargoniami, nie zachwycały.

Puenta:
Bardzo was przepraszam, zeszłoroczne, w połowie uschnięte trawki. Ślicznie wyglądacie w skrzyneczkach. I przede wszystkim - nic wam nie może już zaszkodzić... Nawet ja...

czwartek, 22 czerwca 2017

przypaleń



- Wszyscy jesteśmy cząstką przyrody. Oddychamy tym samym powietrzem. Elektrony krążą między nami, przenosząc z jednej osoby na drugą ładunek elektryczny. Wydaje nam się, że życie mieści się w obszarze wyznaczonym przez nasze ciało. Tymczasem wszystko się miesza. Materia i energia przemierza odległości i raz jest częścią mnie, raz częścią sąsiada.

agdmaniak.pl
- Coś się stało?

- Przypaliłam ziemniaki. Smród wypełnił całą kuchnię, przedpokój i każdy najmniejszy zakamarek mojego mieszkania. Po kwadransie śmierdział już cały budynek, a po kolejnych minutach bawiące się w piaskownicy niedaleko moich okien dzieci powiedziały, że chyba ktoś robi ognisko. A przecież nie było jakiegoś szczególnego wiatru. Czyli w normalnych warunkach powietrze z mojej kuchni też radośnie wędruje po wszystkich mieszkaniach, schodach, skwerkach i piwnicach. I niesie ze sobą moją energię. Fizyki nie da się oszukać…

- W twoim przypadku fizyka przypaleń rzeczywiście jest nieugięta…

czwartek, 15 czerwca 2017

ząb

memy.pl
- Natalka spała u Tosi - koleżanki z podwórka. Wieczorem, gdy leżała już w łóżku, poczuła, że ruszający się od dawna ząb nagle nabrał chęci do emigracji. Poruszyła języczkiem, poruszyła paluszkiem i ząbek bezboleśnie wypadł.
Nikomu nic nie mówiąc wsunęła ząbek pod poduszkę.
Rano zaaferowana podniosła poduszkę i znalazła tam swój stomatologiczny skarb.

Po południu wróciła do swojego domu i rozmawiała z mamą. Opowiedziała przygodę i wyciągnęła słuszne wnioski:
- Ty wiesz, mamo, że u Tosi nie działa zębowa wróżka?!

piątek, 9 czerwca 2017

patologiczną

Trzecia w nocy. Godzina postrzelonych matek. Obudziłam się przerażona, że zapomniałam napisać usprawiedliwienie nieobecności córki w szkole, a przecież zbliża się koniec roku szkolnego. Myślę, że gdy wychowawczyni zauważy w mailu, o której godzinie zajmuję się takimi sprawami, pomyśli, że jesteśmy rodziną patologiczną...

piątek, 2 czerwca 2017

zarezerwowałam

Zarezerwowałam na bookingu nocleg. Dwa dni. Cena 200 zł. Przyjadę w środku nocy, więc hotel musi być w centrum, żebym się nie bała po ciemku wysiadać z walizką z samochodu.
Przychodzi potwierdzenie. Wszystko się zgadza. Albo raczej należałoby napisać: wszystko napisane normalną czcionką się zgadza. Przychodzi następny mail z fakturą. Cena 350 zł.
Jak stałam, tak usiadłam. Czuję się okradziona. Telefon w dłoń i dalejże dzwonić do złodzieja-hotelarza.
survival strefa.pl
I tu niespodzianka: złodziejem okazuje się booking. Jego niskie ceny wynikają z tego, że część kosztów noclegu nie jest podawana jako cena, tylko jako podpunkt pod podpunktem i nazywa się to: obsługa hotelowa.
Czyli 200 zł kosztuje nocleg, a 150 - obsługa hotelowa.
Shit!
150 zł dostanie recepcjonista?!
I tu kolejna niespodzianka: hotel należy do tzw. hoteli bezobsługowych, czyli dostaje się kod do domofonu, kod do skrzynki w której będzie klucz i nie zobaczę tam żywego człowieka. Ja?! Ja dostaję jakieś numery mailem?! I mam wejść na ich podstawie w nocy do pokoju w hotelu?! A jak się coś zatnie?! Nie zadziała?! Wyłączą prąd?!
W ten oto sposób muszę zabrać ze sobą wodę w butelce i śpiwór, bo nie wykluczam opcji spędzenia pierwszej nocy na parkingu pod hotelem. O ile tam będzie jakiś parking.
I to wszystko za jedyne 200 zł, które tak naprawdę wynosi 350...

kolejce

- Minęła data przydatności jej paszportu, a musi wyjechać za dwa tygodnie. W podskokach podążyłyśmy wyrobić jej dowód osobisty, ponieważ za kilka dni będzie miała 18. urodziny i może uda się zdążyć przed wyjazdem. Z dowodem w końcu też wyjedzie. Okazuje się, że nie ma żadnej gwarancji, na kiedy dowód zostanie zrobiony. Prawdopodobnie, ale może jednak, chociaż zdarza się, ale zwykle...
IEMKatowice
W takim razie w nieco mniejszych podskokach pojechaliśmy już w trójkę (wnioskować o paszport dla osoby która jeszcze tydzień jest dzieckiem muszą oboje rodzice) do biura paszportowego w sąsiednim mieście, bo tam mniejsze kolejki. Prosimy o przyspieszenie procedury. Owszem, można to zrobić, ale do mniejszego miasta paszporty jadą z większego miasta i trwa to tydzień. Plus tydzień na wykonanie paszportu - nie zdążymy. Lepiej jechać do dużego miasta, odstać swoje w kolejce i modlić się do świętego Paszportusa, żeby zdążył wydrukować co trzeba.
W dużym mieście kolejka do biura paszportowego przypomina stare, dobre czasy. Żeby w poczekalni nie spędzić całego dnia, należy ustawić się w kolejce bardzo skoro świt.
Zgłosiłam się na ochotnika. Następnego dnia o 6:30 stawiłam się głodna i niewyspana pod biurem. Nie byłam pierwsza, oj nie... Rodzina mimo korków dojechała na czas i wszystko wyglądało naprawdę budująco. Biuro otwarto o 8.15 i udało nam się dość szybko załatwić sprawę. Jednak nie było to proste, gdyż: aby odebrać paszport będzie musiała okazać się dowodem osobistym. W końcu będzie wtedy już pełnoletnia. A dowodu przecież nie ma, bo dopiero na niego czeka.
Sprawa otarła się o Panią Inspektor oraz Kierownika do Spraw Szczególnie Pokręconych. W końcu - jest nadzieja. Jeśli Dyrektor czegoś-tam się zgodzi i nic się nie przedłuży, paszport będzie na czas. I odbierze go bez dokumentu tożsamości...
Wnioski mam dwa: wyjechać raz a dobrze. Albo nie wyjeżdżać wcale ;-)

wtorek, 30 maja 2017

przyspieszony

Wchodzę do przejścia podziemnego. Sama. Samiuteńka. Nie żeby od razu ciemna noc, burza i inne utensylia, ale i tak nie lubię takich miejsc. Idę szybkim krokiem w słomianych butkach, więc jest cicho. Słychać tylko wielkie nic.
I nagle za moimi plecami odbija się echem przyspieszony krok jakiegoś zwierzęcia. Liczne łapy na schodach i złowrogie sapanie.
FotoZ.pl
Boję się gwałtownie odwrócić, żeby to, co uważam za ogromnego psa, nie uznało mnie za agresora. Idę i powolutku zerkam za siebie. Tętno odbija się od słomianej podeszwy i wraca, silnym uderzeniem waląc w bębenki uszne. Boję się.
Udaje mi się spojrzeć za siebie. Dyszę już tak samo jak ten zwierz. Wreszcie dostrzegam napastnika.
Malutki, stareńki piesek, ledwo powłóczący nogami z ogromnym trudem, sapiąc i stękając z bólu i zmęczenia schodzi po schodach, ciągnąc na smyczy swojego pana - jeszcze starszego i jeszcze bardziej schorowanego.

Gdy byłam mała zbudowano to jedyne przejście podziemne w okolicy, a babcia mówiła mi, że takie miejsca są niebezpieczne. Ciekawe, jak długo jeszcze będę to nosić po schodach w dół i po schodach w górę...

sobota, 27 maja 2017

czasu

Kiedyś, w zamierzchłej przeszłości, jakiś nadgorliwy naukowiec-samouk wymyślił, że określoną ilość przesypujących się w klepsydrze ziarenek piasku będzie się uważało za sekundę. Analogicznie poszło mu z kwadransem, godziną i dobą.
Gdyby nie jego chora ambicja stworzenia czegoś spektakularnego, nie mierzylibyśmy dzisiaj czasu.

On sobie spokojnie leży w grobie od kilkudziesięciu stuleci, a my się wszędzie musimy spieszyć i ciągle z czymś nie zdążamy. I gdzie tu sprawiedliwość?!
;-)

piątek, 26 maja 2017

fizyce

likepin.pl
Uwielbiam czytać książki popularnonaukowe o fizyce i astronomii. Prawdopodobnie lubię je, ponieważ nie jestem ani fizykiem, ani astronomem i jeśli czegoś nie rozumiem, mogę sobie to dowolnie interpretować i dowyobrazić gdzie trzeba.

Współczuję fizykom, że nie mają tej przyjemności w rozumieniu zjawisk. Oni wszędzie muszą wciskać te nikomu niepotrzebne wzory z bardzo nieprofesjonalnie wyglądającymi znaczkami.

czwartek, 25 maja 2017

zestresowana

Dodaj napis
Powiedziała, że jest zestresowana pracą. Już nie daje sobie rady. Musi jakoś odreagować, bo boi się, że dłużej nie pociągnie. Praca ją wykańcza. Tempo zawrotne. Obowiązki i trudne chwile. Przytaknęłam ze zrozumieniem, powracając myślami do moich przykrych doświadczeń.
- A jaką pracę pani wykonuje? - spytałam nieśmiało.
- Jestem bibliotekarką. W małej miejscowości. A w tym tygodniu aż dwie klasy wypożyczały lektury.


środa, 24 maja 2017

pochodzę


Tatry
- Nie pochodzę od człowieka jaskiniowego. Jestem przekonana, że moi przodkowie nigdy nie przesiadywali w ciemnych, niedoświetlonych, wilgotnych jaskiniach. Ci, którzy dali początek mojej rodzinie, w prehistorii mieszkali na otwartych przestrzeniach, w pełnym słońcu, latały im nad głową prehistoryczne motyle wielkie jak hula-hop i czytali sobie książki, leżąc w hamakach, przywiązanych do nóg pasącego się dinozaura. Żadnych stalaktytów, kapiącej wody, osmolonych ścian i ciasnego wejścia.
Słońce. To jest kluczowe słowo.

niedziela, 21 maja 2017

świdrem


z-ne.pl
Z bólem zęba wielkim jak boisko piłkarskie poszłam do sklepu. Kilkuosobowa kolejka, ale jednak za długa na sterczenie ze świdrem, wjeżdżającym w moją dolną jedynkę. Postanowiłam być dzielna. Nadeszła moja kolej, dokonałam wyboru częściej posługując się pantomimą niż słowami i zostałam poproszona o podejście do kasy. Pani kasjerka, kobieta dość młoda, bo tylko nieznacznie starsza ode mnie, powiedziała mi ile płacę, spojrzała na mnie smutnym wzrokiem i powiedziała:
- Nie mam siły.
- Ja też - odpowiedziała część mnie, która zapomniała o tym, że mówienie sprawia mi jeszcze większy ból.
- Ledwo tu stoję - wyszeptała kasjerka.
- Ja też - wyszeptała moja jedynka.
- Też się pani tak dzisiaj czuje? - Kasjerka popatrzyła na mnie z wdzięcznością.
- Yhy - wydobyło się z mojego wnętrza.
     Od razu poczułam się lepiej. Kasjerka też. Wyraz jej twarzy wyraźnie zmienił się na "dzisiaj nie umrę". Jedynka i ja uznałyśmy, że jednak doczekamy poniedziałku. W domu schowałyśmy łyżwę, która miała, wzorem klasyka, służyć do usunięcia problemu.

jasna



jeja.pl
Budzik w telefonie dzwoni codziennie o szóstej rano. Wyłączam go półprzytomna z niewyspania. Z niewiarygodnym trudem wstaję z łóżka, niepochlebnie wyrażając się w myślach o wszystkim, na czym zdołam się skupić. W drzwiach od sypialni do pionu stawia mnie przeraźliwe piszczenie świnki morskiej, która udaje, że nie jadła od miesiąca i domaga się śniadania. Najpierw szuflada z warzywami, szykowanie paszy dla świnki, potem łazienka i próba niezaśnięcia na toalecie. Tak w ogólnym zarysie przedstawia się poranek każdego dnia roboczego. Tymczasem w weekendy, gdy nie dzwoni ta bezwzględna, bezduszna maszyna, ostatnio sama, dobrowolnie, bez żadnego zewnętrznego przymusu budzę się około 6.15 wyspana, zrelaksowana i świeża.
Nie lubię przeklinania, ale tu się nie da inaczej:
Cholera jasna!

piątek, 19 maja 2017

heliocentryczną

Zamierzam napisać wniosek do Komisji NieWiemJakiej, żeby wreszcie obalić teorię heliocentryczną. Jakie Słońce w środku?!
Przecież obecna pogoda jest dowodem na to, że Słońce przez pół roku jest poza naszym Układem hmm... Słonecznym.
Potem nagle wraca i świeci przez kilka miesięcy z przerwami na deszcz.
Nie wiem, gdzie jest od października do kwietnia, ale co pytam znajomych, to nikt go wtedy nie widział.
A teraz? Proszę bardzo! Już nieomalże
w północne okna świeci, tyle w nim energii!
I to lubię!
To pochwalam!
Zachęcam, żeby jeszcze bardziej!

środa, 17 maja 2017

zaległe

- Wygląda to tak: mija kilka tygodni i nic się nie dzieje. To znaczy, naturalnie dzieją się różne drobne drobiazgi, ale wykres życiowego ekg raczej w normie. I nagle zdarza się wielkie łups! W ciągu tygodnia wszystkie zaległe od roku zaległości wypełzają zza szaf, wszystkie niedokręcone śrubki nagle się wykręcają, szczeliny w czasoprzestrzeni powiększają się niemożebnie, a czas przyspiesza i pędzi jak kołowrotek w klatce chomika. Albo i szybciej.
A potem znowu przychodzi szara szarość, monotonia, normalność i codzienność.
Słyszy?
Ta szara zwyczajna codzienność? Niech przyjdzie, bo zwariuję!