czwartek, 21 września 2017

naciskając

Jadę do K. Jest ósma rano, na moim pasie ruch umiarkowany - większość kierowców zdąża do pracy do miasta i jadą w przeciwną stronę. Zatrzymuję się przed przejazdem kolejowym zgodnie z zasadą, że nie znam dróżnika i nie mam podstaw, by mu zaufać. Gdy upewniam się, że żaden pospieszny, ani nawet osobowy nie wbije mi się w karoserię, przejeżdżam przez tory i we wstecznym lusterku widzę za sobą radiowóz. Po minięciu przejazdu rozpędzam się do przepisowej 50 i podziwiając okolicę, jadę noga za nogą, koło za kołem. We wstecznym lusterku widzę, że sznur samochodów za mną zaczyna sięgać Górnego Karabachu. Droga prowadzi przy jeziorze, nad którym teraz raczej nie ma tłumów, ale ograniczenie prędkości obowiązuje mimo to przez cały rok. Wszystkie samochody za mną jadą więc z prędkością 40 km na godzinę. Jak Bóg przykazał. Celebruję lasy i łąki dookoła, dojeżdżając do tablicy z nazwą malutkiej miejscowości, w której ruch ograniczony jest do 30. Nie wierzę własnym oczom. Pięć chałupinek na krzyż, a kilkadziesiąt samochodów jedzie jak kondukt pogrzebowy. Jestem w tej dobrej sytuacji, że wiem, dlaczego się tak wleczemy. Kierowcy na końcu kolumny przecież nie wiedzą, że to siła wyższa zmusza nas do zachowania prędkości spacerowej. Nikt nikogo nie wyprzedza, każdy podejrzewa, że dzieje się coś dziwnego na drodze. Wyjeżdżamy z wioski i dojeżdżamy do dużego skrzyżowania. Tu odłączam się od głównej drogi i skręcam w prawo, natychmiast naciskając pedał gazu. Z osłupieniem patrzę we wsteczne lusterko. Radiowóz jedzie za mną.
autostuff.pl
Nie będę się rozpisywać, jak to wielokrotnie skręcałam w różnych miejscowościach, a radiowóz cały czas siedział mi na ogonie. W życiu nie jechałam tak przepisowo. W końcu dojechaliśmy (ja i policja oraz sznur zmieniających się samochodów za nami) do miejscowości obok K. Pomyślałam sobie, że jeśli przejadą za mną przez miasteczko, zjadę na pobocze, zatrzymam ich i powiem, że przyznaję się do wszystkiego, tylko niech już mnie wyprzedzą.

I wtedy na skrzyżowaniu zauważam trzy stojące na światłach radiowozy i tłum policji po obu stronach drogi. Od razu domyśliłam się, że to obława, zaczęłam zastanawiać się, czy zbiją mi się okulary, gdy mnie będą rzucać na ziemię i czy pozwolą mi wziąć do celi inhalator, bo jeśli nie, to współosadzone ukatrupią mnie pierwszej nocy, żeby uciszyć mój kaszel. Ale nic takiego się nie stało. Minęłam tabun policjantów a mój radiowóz zatrzymał się na poboczu. Pojechałam dalej sama.

Dziś dowiedziałam się, że minister Błaszczak otwierał wczoraj komisariat w tej miejscowości. Radiowóz prawdopodobnie kontrolował trasę przed kolumną z Sam-wiesz-kim. Myślę, że policjanci z radiowozu musieli wcześniej zorientować się, że jedziemy w to samo miejsce. Ciekawe, co sobie pomyśleli... Mam nadzieję, że wzięli mnie za osobistego lekarza pana ministra. Albo... Nie, nie. Jednak wybieram opcję: osobisty lekarz.

17 komentarzy:

  1. I tak masz niezle nerwy, ze jednak wytrzymylas i sie nie zatrzymalas na tym poboczu :))) Jak dlugo trwal ten "poscig"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W normalnych warunkach jechałabym 15 minut. Jednak jechałam przepisowo... Teraz wydaje mi się, że trwał osiem godzin, ale mógł również trwać nieco dłużej ;-) ;-)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Praca w sam raz dla mnie. Lekka, łatwa i przyjemna ;-)

      Usuń
  3. Czasami,nie wiedzieć czemu wmieszają nas w historię......:)wbrew nam samym!Adrenaliny nie zazdraszczam !Martyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy powinnam w tych okolicznościach zacząć interesować się polityką czy raczej służbami mundurowymi? 😉

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Teraz spojrzałam na to inaczej: Policja mnie eskortowała. :-)

      Usuń
  5. nieźle ... może inni w tym sznurku wiedzieli, że w okolicy trwa obława i, że tego dnia należy przepisowo jechać bo tyle ostatnio tych wypadków aut naszych szyszek że lepiej nie bać w nich udziału :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Osobisty lekarz - ciekawe, jakiej specjalności? Bo ja, Bo, mam pewne podejrzenia. Ale takie podejrzenia mam wobec wielu członków rządu. Pewnie to moja obsesja i sama potrzebuję terapii. Czy to znaczy, że powinnam startować w najbliższych wyborach? Kalino, Twoja praworządność może zmienić bieg historii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była wymuszona praworządność. Czy też się liczy, czy odpadam z biegu historii?

      Usuń
  7. Do Tej miejscowości powiadasz...
    W poniedziałek zaobserwowałam wyjątkowe wzmożenie aktywności tychże służb w Tej miejscowości - stali przy boisku, na które wjechałam, wyjechałam, kontroli nie zaznałam. Chętnie wskazałabym im miejsce gdzie mogliby stanąć i kosiiiić jak kosiarz łąkę...
    No cóż, minister otworzył komisariat zamknięty wedle opowieści tubylców (czytaj: teścia) za ich własnych rządów. Ale historia odnotowała w mediach "za czasów PO i PSL". To ja akurat pamiętam, że komisariatu tu nie ma, że hoho. Ale: "Kłamstwo wielokrotnie powtarzane staje się prawdą".

    Kalino, jak masz sumienie czyste to nawet możesz eskortować radiowóz! :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otwierali komisariat, który sami zamknęli?
      Może wreszcie klucz znaleźli?

      Izabelko, będziesz miała teraz tak bezpiecznie, że aż się zdziwisz! ;-)

      Usuń
  8. no ita historia dogłębnie wyjaśnia dlaczego w kraju tutejszym nie można przestrzegać przepisów drogowych, ha !

    korki by sie ciągnęły do Zakopanego ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Zakopcu i tak zawsze są korki. Dla nich szokiem byłyby przejezdne drogi. 😀

      Usuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":