niedziela, 16 lipca 2017

toalet

aliexpres
Spędzam kilka dni w dużym mieście. Bardzo dużym, sądząc po tłumach na ulicach.
Ponieważ jest to wyjazd typu "mama i dwie córki", naszym podstawowym zajęciem jest poszukiwanie toalet.
Nie chcę tu snuć rozważań na temat: jak to możliwe, że trzem kobietom chce się siusiu bezustannie, bo to jest problem dla filozofa.
Chcę się pochylić nad bezmyślnością władz miasta, które przyjmując w swoje granice tysiące turystów, nie zapewniają im tego, o czym każda mama i każda córka marzą, spacerując po parkach, skwerach, wąskich uliczkach i bulwarach. Łazienki.

Dla miłośników paradoksów: w Łazienkach Królewskich jest łazienka, ale żeton do niej można uzyskać tylko u kelnera pobliskiej kawiarni... Bez kawy siusiu jest nielegalne!?

14 komentarzy:

  1. Zeton u klenera w kawiarni :))) Nie bardzo wiem czy sie smiac czy plakac, owszem smieszne to ale raczej nie dla kogos komu sie chce sikac akurat teraz i natentychmiast.
    Wspanialy po wizycie w Polsce obiecywal napisac ksiazke na temat wlasnie toalet w roznych przybytkach. Pisanie mu przeszlo, ale ciagle o tym opowiada:)))
    Dziwie sie ze mu sie zaden wypadek nie przydarzyl, naprawde sie dziwie, bo np....
    Idzie sobie taki Wspanialy do toalety i wraca, po to tylko zeby po chwili znow pojsc i za moment wrocic i tak krazy jak plemnik w poszukiwaniu jajeczka. Wreszcie pytam w czym rzecz? Drzwi ciagle zamkniete, nie wiem czy ktos tam jest czy nie, obserwuje, ale nikt nie wychodzi, za to jak ide to znow zamkniete.... no i wisi tam na drzwiach jakas skrzynka i cos na niej pisze... dodal.
    Dobra zebralam bambetle i poszlam z nim.
    Owszem jest drewniana skrzynka, taka zwykla zbita z desek i pisze na niej, ze do otworu trzeba wrzucic monete, bo to byla era przed zetonami, czyli sredniowiecze;)
    Dobra on juz przebiera nogami, ja wrzucam monete, owszem drzwi udalo sie otworzyc, ale juz na pierwszy rzut oka ani sladu papieru toaletowego czy nawet recznikow papierowych, ktore moznaby uzyc awaryjnie.
    Ustawilam go z butem w drzwiach, zeby sie znow nie zatrzasnely i poszlam do obslugi po papier.
    To jest jedna z ulubionych opowiastek, druga to jak go babcia klozetowa gonila przez caly dworzec autobusowy, wrzeszczac za nim po polsku, ze nie uiscil oplaty za sikanie:)))) Znow zostawilam bagaze na pastwe losu i rzucilam sie na ratunek.
    Oczywiscie Wspanialy nie mial pojecia co sie dzieje, no baba wrzeszczy, wiec widocznie ma jakis powod ku temu, ale nie przyszlo mu do glowy, ze powodem jest on. Babcia sie uciszyla gdy dostala zaplate.
    Wspanialemu galki oczne wrocily na miejsce, otarl pot i zapytal "a co ona by zrobila gdybys ty nie przybiegla z ta oplata?" na co ja "jak to co by zrobila? wyrwalaby ci wacka z korzeniami i bezbolesnie":)))

    I pisze to ja, ja ktora mieszka w NYC, w miescie, w ktorym nie ma zadnych toalet publicznych. W sensie takich gdzies przy ulicy, gdzie czlowiek lazacy po miescie moglby wejsc i skorzytac.
    Takich nie ma, ponoc byly blisko 100 lat temu, ale ze byly darmowe to zostaly zamkniete ze wzgledu na panujacy tam syf z malaria.
    Jak sie czlowiekowi zachce w NYC to wlasnie idzie do restauracji, kawiarni, na dworzec, do parku, do muzeum, kina itp... bo w tych wszystkich przybytkach nie tylko sa toalety, ale sa bezplatne.
    Owszem, czesto zwlaszcza w tanich restauracjach jest gdzies napis "toaleta tylko dla konsumentow" ale wierzcie mi, mam doswiadczenie, bo jestem zawodowa "sikawka" jeszcze mi sie nigdy nie zdarzylo, zeby odmowiono mi skorzystania.
    Tyle tylko, ze jak widze taki napis to nie staram sie atakowac z nienacka udajac, ze nie wiem o co chodzi tylko podchodze do wolnego akruat kelnera/rki i mowie "musze skorzystac z toalety, moge zaplacic np. za kawe, ale nie chce jej wypic bo znow bede musiala skorzystac..." zanim skoncze taki wywod to kazdy ale to kazdy zapytany mowi "idz i korzystaj".
    Podobno w tanich sieciowkach McDonald itp. (nie wiem na pewno bo nie bywam) toalety bywaja czesto zamkniete na klucz i wtedy trzeba poprosic o klucz kogos z obslugi przy ladzie, ale wydanie klucza nie wymaga zadnej oplaty.

    Ja rozumiem, ze w Polsce oplata wynika glownie z faktu, ze ktos tam siedzi i sprzata na biezaco, wtedy nie mam problemu. Ale w takich przypadkach jak ta drewniana skrzynka i brak podstawowego wyposazenia (papier) to pobieranie oplaty jest skandalem. Czy nie latwiej podniesc cene kawy tudziez innego czesto zamawianego produktu o pare groszy niz robic taki cyrk?
    Nie wiem, pewnie sie nie znam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat w tych "lepszych" McDonaldach w Polsce (o tym wiem, bo czasem korzystam) na paragonie po zakupie frytek umieszczony jest kod cyfrowy dostępu do toalety. Ale nie wszystkie tutaj tak mają i są jeszcze takie McD, że można wejść z ulicy i skorzystać.

      Kalina - no to macie problem. Spróbujcie może mniej pić ;-) Albo na zmianę?
      Kurczę, z chłopakami chyba mam lepiej. Ale ja się z kolei martwię, że oni nie sikają i ciągle pytam "Nie chcecie siku?". A oni nic...

      Usuń
    2. O, z dziewczynkami nie musisz pytać... Mają w sobie to subtelne wyczucie czasu i miejsca... Zresztą, nie jestem w tym bez winy. Prawdopodobnie genetycznie im przekazałam, że do toalety chodzi się bardzo, bardzo często ;-)

      Stardust - nie wpadłam nigdy na pomysł: zapłacę za kawę, ale jej nie wypiję! No boskie!

      Usuń
    3. No, dobre, normalnie bron psychologiczna :D

      Usuń
    4. Kalina, boskie czy nie, ale dziala:))) Jak pisza, ze toaleta tylko dla konsumentow to moim zdaniem zamowienie kawy czyni mnie konsumentem, a pic jej nie musze:)))

      Usuń
    5. Naturalnie! Chcą konsumenta, to mają! :-)

      Usuń
  2. U nas w porcie glówny turystyczny deptak jest akurat poddawany zabiegom upiekszajacym, i widzialam przejezdzajac obok, ze nareszcie jest nowa, publiczna sikalnia! I to dobrze oznaczona! (Poprzednio byla strasznie zbunkrowana, biedne turysty chyba tylko przez przypadek trafialy) Normalnie dalabym burmistrzowi plusa za to, gdyby nie wielki minus, który dostal ode mnie za ostatnie, wiadome wydarzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam oznaczenia, jest taka miejscowosc, gdzies co sie nazywa "costamcostam lubuskie" jak widac nazwy nie pamietam. Ale za to pamietam, ze trafic do publicznej ubikacji bylo bardzo latwo po zapachu:)))
      Babcia klozetowa, ktora ponoc sie tym przybytkiem zajmuje stwierdzila, ze akurat jej sie zaczyna przerwa obiadowa, ale w drodze wyjatku nam otworzy.
      Jak otworzyla drzwi przybytku, to Wspanialy stwierdzil, ze on raczej swoj mocz wyplacze, ale za zadne skarby swiata tam nie wejdzie.
      Ja bylam naprawde na ostatniej kropli, wiec weszlam... oszczedze Wam opis, zreszta sama niwiele widzialam bo nie bylo tam swiatla, a jedyna struga jasnosci dobiegala przez nieszczelne drzwi przybytku:)))

      Usuń
    2. Trafiac po zapachu, powiadasz... no cóz - to tez jest JAKIES rozwiazanie ;)

      Usuń
  3. Toaletowy problem rozumiem, już nawet wiem na trasach, gdzie toalety publiczne są i te w pubach, na stacjach paliw i tak układam drogę, by mieć te punkty tez zaliczone. Na szczęście nikt nie chce kasy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na niektórych stacjach benzynowych wejście do toalety wymaga odwagi... ;-)

      Usuń
  4. powiem Ci Kalina, że władze mazurskie razem wzięte tez powinny dostać po łbie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kostka brukowa ułożona w wymyślne kształty, fontanny leją wodę w różnych kolorach tęczy, a toalet brak... ;-)

      Usuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":