- Wierzysz w świętego Mikołaja?- Nie.
- To dlaczego wystawiasz buty?
- Jestem niewierząca, ale bez przekonania...
- Mam audiobooki w telefonie: Nienacki "Pan Samochodzik", Jane Austen "Emma", Sarah Blake "Niedoręczony list", "Tysiąc wspaniałych słońc" Khaleda Hosseini . Problem polega na tym, że pomieszała się kolejność wszystkich powieści i ich rozdziałów. Czyli np. słucham 19. rozdział Pana Samochodzika, po nim 34. rozdział Hosseini, a zaraz po nim 3. rozdział "Emmy". I tak całą drogę - 3 godziny w tamtą stronę i 3 godziny drogi powrotnej.
- Nie chcę się zagłębiać w politykę, ale czy możesz mi wytłumaczyć:
- Wczoraj poczułam, na czym polega cud infekcji wirusowej. Cud mniemany. Otóż usiadłam przed południem do pracy w stanie ogólnego zdrowia, a po godzinie już z trudem podpełzałam do łóżka, żeby ułożyć i przede wszystkich ugrzać wszystko to, co się trzęsło, drżało i szczękało. Cztery godziny snu nie przyniosły należytej poprawy i noc spędziłam wiercąc się jak fryga i żałując, że wieczorem nie chciało mi się wstać i zrobić dwóch zapasowych herbat... Ranek przyniósł w gratisie katar i kaszel, które już same w sobie stanowią dopust Boży.
- Wczoraj zapaliłam sobie świeczkę przy wannie. Cudowne wrażenie! Siedzisz sobie w gorącej wodzie, łazienka pogrążona w półmroku i tylko trzeba bardzo uważać, żeby świeczka nie wpadła do wody...
- Zadzwoniła do mnie mama z informacją, że zapomniała zadzwonić wieczorem do swojej synowej z życzeniami urodzinowymi. Naturalnie pamiętała sms-owo, ale głosowo - zapomniała. Pocieszyłam, uspokoiłam, rozłączyłam się. Po chwili zadzwoniła do mnie synowa mojej mamy, czyli moja bratowa, mówiąc, że przed kilkoma minutami jej teściowa, a moja mama, przysłała jej sms-a z przeprosinami, bo zapomniała wczoraj wieczorem zadzwonić z życzeniami urodzinowymi i jest jej bardzo przykro. Potwierdziłam. Mamie było rzeczywiście przykro. Problem w tym, jak wyjaśniła bratowa/synowa, że teściowa/mama wieczorem dzwoniła i składała jej telefonicznie życzenia. Znaczy się mama/teściowa dzisiaj nie pamięta tego, co działo się wczoraj wieczorem. Ustaliłyśmy strategię postępowania, winę zgodnie zrzuciłyśmy na tabletki, które mama/teściowa przyjmuje i opracowałyśmy dalszy plan działania. Miałyśmy pewność, że mama, gdy pozna fakty, zadzwoni do mnie w celu sprawozdawczym. Czyli na mnie spada ciężar opanowania sytuacji. Synowa/bratowa zadzwoniła ochoczo do teściowej/mamy, informując ją, że życzenia telefonicznie przyjęła wczoraj. Rozłączyły się, jak zawsze w przyjaźni. Wtedy mama natychmiast zadzwoniła do mnie, żeby się wyżalić, co się stało. Zgodnie z ustaleniami z bratową/synową zrzuciłam winę na tabletki, przykazałam program naprawczy w postaci zmniejszenia ich dawki, uspokoiłam i rozłączyłam się.
- Zainstalowałam nowy, lepszy, wygodniejszy, łatwiejszy w obsłudze Windows 10.![]() |
| w niektórych sprawach wskazany jest konserwatyzm... |
- Słyszałaś, że teraz sejm pracuje w trybie nocnym?
- Czytam kolejno lektury szkolne i dopiero teraz je rozumiem.
Na facebooku ktoś umieścił informację o modliszce i jej specyficznym apetycie "po".
Wsiadłam rano do samochodu. Pogoda cudna nie była, bo trudno spodziewać się cudu meteorologicznego w listopadzie. Dało się przeżyć - błogie "plus pięć" wciskało się za kołnierz, ale termokubek ratował sytuację. Kluczyk w stacyjce, stacja benzynowa i ruszam w drogę. Kilka kilometrów za tabliczką "koniec miasta mego" zaczęło lać. Zgodnie z definicją ulewy. Deszcz wszędzie. Wycieraczki biegają jak szalone, nie widać nic. W takim stanie spędziłam dojazd do autostrady, autostradę, zjazd z autostrady. Na miejscu deszczu brak. Pogoda może nie jest lipcowa, ale bez parasola mogłam opuścić bezpieczną strefę czterech kółek. Wieczorem - przyszedł czas rozstań i powrotów. Wsiadam w samochód i razem z Hołowczycem jedziemy. Ciemno, zimno, do domu daleko. Kilka kilometrów za tabliczką "koniec miasta owego" zaczęło lać. Zgodnie z definicją ulewy. Deszcz wszędzie. Wycieraczki... itp... aż dojechałam do miasta mego. Tam deszcz zamienił się w mgłę. Nie widząc nic, tylko kierownicę (a i to z trudem, bo miałam okulary do dali) dojeżdżam do domu. A tam...? "Ale mgła, co? A taka była ładna pogoda cały dzień...". Odbyłam podróż w innym wymiarze.
-Wypróbowałam foliowe skarpetki, które zakłada się na godzinę na stopy. Od nich skóra na stopach staje się gładka, delikatna i cudowna.
- Zawsze za najwyższe osiągnięcie ewolucyjne uważałam torbacze, których samica może na chwilę wyjąć świeżutkie dziecko z worka i pójść do kosmetyczki, albo z koleżankami skubnąć kwiatki na inną łąkę. Ostatnio za ideał stworzony w wyniku ewolucji uważam niedźwiedzie. Jedzą jesienią wszystko, co w łapy wpadnie, przesypiają tę najgorszą porę roku i budzą się wiosną szczupłe i wypoczęte.
- Podejrzewam, że bloki na PRL-owskich osiedlach były projektowane przez niezwykle inteligentnych architektów. Usiłowali oni przekazać w swych projektach bunt wobec systemu i projektowali budynki i całe osiedla tak, żeby były niepraktyczne, niewygodne, niedostosowane, żeby hulał na nich potworny wiatr, a latem słońce prażyło podwórka.
- W liceum chodziłam do klasy o profilu biologiczno-chemicznym, na którym główny nacisk kładziony był na historię, geografię i ZPT. Na poszerzonym angielskim w moim liceum najwięcej uczyli się fizyki, natomiast na matematyczno-fizycznym szaleli z chemią i rosyjskim... Od zarania dziejów szkoła żyje własnym życiem i żadne reformy nie zburzą jej niezachwianych murów. Nauczyciele są tacy sami od lat, choć są może modniej ubrani i mają tablice interaktywne zamiast liczydła. Zmiany programów nie zmienią mentalności pedagogów. Nadal na niektórych przedmiotach stosuje się metody, którymi uczona była babcia Kazimiera. Jedyne w co wierzę, to że młodzież jest teraz o wiele sprytniejsza i mądrzejsza niż wszyscy ministrowie razem wzięci i przeżyje reformy, nawet gdyby nagle okazało się, że maturę zdaje się co roku i to z przedmiotów, których naukę zakończyło się w przedszkolu.
Pies mojej mamy (przebywający już na wiecznych łowach) dał się poznać jako śpiewak operowy, niezaniedbujący swoich obowiązków szczególnie gdy był sam w domu. Inaczej mówiąc: wyła ta kanalia przez cały czas, gdy siedziała sama w domu. Moja mama nie należy do obieżyświatów, więc większość czasu spędzała z psem i zabierała go ze sobą wszędzie, gdzie można było. W rzadkich przypadkach pies zostawał sam, co natychmiast obwieszczał wszystkim sąsiadom z tego samego budynku, z sąsiednich budynków, a nawet z sąsiedniej ulicy.
- W Turcji funkcjonuje międzymiastowy transport prywatny. Setki mniejszych lub większych autobusików - dormuszów. Jeżdżą one punktualnie co do minuty, zatrzymując się nie tylko na przystankach, ale też w miejscach, w których wygodnie jest podróżnym. W punktach, w których krzyżują się trasy różnych autobusów, kierowca pyta pasażerów, czy ktoś będzie się przesiadał i jeśli jest taka potrzeba, dzwoni do kierowcy autobusu innej linii, żeby poczekał na zainteresowanego pasażera. Jeśli autobus kończy trasę, to odwozi pasażerów pod dom. Jeśli w autobusie jest więcej pasażerów niż miejsc, można siedzieć na czymkolwiek, nie wolno jednak stać (zabronione!). Jeśli nie wszyscy pasażerowie zmieścili się do autobusu, kierowca dzwoni do centrali i natychmiast organizowany jest dodatkowy autobus, który podjeżdża w zatłoczone miejsce. Pasażerowie nagminnie rozmawiają z kierowcą i z innymi pasażerami. Nie ma biletów - płaci się, przekazując pieniądze kierowcy przez inne osoby, stojące bliżej. W dzień targowy w autobusie jadą wielkie torby z owocami, suszarki do prania, cynowe misy, poduszki i plastikowe meble ogrodowe.
- Mój wychowawca w podstawówce był niezmiernie skrupulatny w kwestii sprawdzania podpisów rodziców pod informacjami, które nam dyktował do dzienniczka. Kiedyś jeden z kolegów nie miał podpisu mamy. Wychowawca kazał mu natychmiast ten podpis zdobyć. Chłopak wrócił pod koniec ostatniej lekcji. Okazało się, że pojechał do mamy do pracy na drugi koniec miasta po podpis.
- Jak to jest możliwe, że deszcz pada w każdą stronę?! To przeczy grawitacji!
- Neurotechnologia poszła niesamowicie do przodu. Teraz producenci piżam dodają do barwnika do tkanin feromony, które powodują, że człowiek chce więcej czasu spędzać w łóżku.
- Mandarynki szkodzą zdrowiu. Jest naukowo udowodnione, że położenie kilkunastu mandarynek obok pracującej osoby powoduje wystąpienie braku koordynacji ruchowej ręki bliższej mandarynkom. Otóż ręka ta bezwiednie zaczyna zabierać mandarynki z naczynia, przekazuje je drugiej ręce i wspólnie, acz nieświadomie, dokonują one procesu rozebrania mandarynki najpierw z odzieży wierzchniej, a potem rozparcelowania jej na części...
- Wracałam rano do domu, jadąc w kierunku przeciwnym do gigantycznego korka. Jakiś facet w BMW (czysty przypadek, bez żadnych podtekstów) próbował ominąć korek, jadąc przeciwnym pasem ruchu pod prąd. Tam napotkał mnie i moją wściekłość, nadjeżdżające z naprzeciwka. Zaczął mi pokazywać, że mam zjechać mu z drogi, próbował nawet mnie przestaszyć, gwałtownie ruszając w moją stronę. Wydzierał się na mnie w swojej niemieckiej fortecy. Nie zjechałam. Wściekły jak osa musiał wycofać się spory kawałek, żeby mnie przepuścić. Domyślam się, że wskoczyłam na pierwszą pozycję w jego prywatnym rankingu durnych bab za kierownicą...
- Na zajęciach pytam dzieci o imiona. Większość dziewczynek to Julki, Zuzie, Marysie i Natalki. Zawsze trafi się jakiś Mateusz, Kuba i Kacper. Pytałam w wątpliwych kwestiach o pisownię, bo wiem, że w jednej klasie może być Oliver i Olivier. Ale od jakiegoś czasu myślę o tym, że muszę o pisownię imienia pytać zawsze. Spotkałam bowiem małego Brajana i on odmienił moje spojrzenie na rzeczywistość. Spodziewam się spotkać kiedyś Kejt, Chelen, Dżona i Majkela. Oby nie w jednej klasie...
- Niektórzy kierowcy mają poczucie, że gdy wsiadają do samochodu, cała znajdująca się poza ich samochodem ludzkość zamienia się w durnych, tępych, bezmyślnych idiotów. Wszyscy inni kierowcy to banda tępaków, a piesi powinni być od razu rozstrzelani z przyczyn humanitarnych. Większych kretynów świat nie widział. Nasz kierowca wyprzedza na trzeciego, jedzie chodnikiem przy przedszkolu, trąbi na starsze osoby, przechodzące z lękiem na pasach. Gdy taki kierowca dojeżdża do miejsca docelowego, wysiada z samochodu i wtedy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, piesi odzyskują pewien stopień zaawansowanie intelektualnego, natomiast nadal inni kierowcy to banda debili. Jeżdżą kretyni jak bydło po chodnikach.
- Mmmm... Pyszny obiad. Co to za mięso?
- Widziałaś film o niewidomym nauczycielu?
- "ó" wymienia się na 'o', 'a' a czasem na 'e'. na przykład ziółko-ziele, albo pokój-pokoje. Rozumiesz?
- Koniec świata, tego który znam, nadchodzi... Znajoma licealistka poinformowała swoją mamę, że została oficjalnie zaproszona na urodziny przez swoją koleżankę. "Oficjalnie cię zaprosiła?" pyta w podskokach matka. "Pokaż!". Licealistka włącza komputer, wchodzi na facebooka i pokazuje stronę o nazwie: "Urodziny Kasi M - prywatna impreza". Poniżej - jej imię i nazwisko wśród innych zaproszonych osób...
- Przyglądam się ekipie remontowej, składającej się z dwóch rączych młodzieńców. Przychodzą do pracy bardzo wcześnie - już o 7.00 rozkładają wszystko, co będzie im potrzebne. Potem idą do Żabki po pierwsze śniadanie. Jedzą pierwsze śniadanie. Idą na papieroska. Zabierają się do pracy, bardzo dokładnie omawiając poszczególne jej etapy. W przerwach chodzą na papieroska. Potem idą do Żabki po drugie śniadanie. Jedzą drugie śniadanie. Idą na papieroska. Zabierają się do pracy, bardzo dokładnie omawiając... W przerwach idą na... Potem zaczynają składanie sprzętu i zabierają się za sprzątanie po pracy. Idą na papieroska... Jedno trzeba im przyznać: pozostawiają po sobie nieskazitelny porządek.