środa, 18 listopada 2015

Turczynek

- W Turcji funkcjonuje międzymiastowy transport prywatny. Setki mniejszych lub większych autobusików - dormuszów. Jeżdżą one punktualnie co do minuty, zatrzymując się nie tylko na przystankach, ale też w miejscach, w których wygodnie jest podróżnym. W punktach, w których krzyżują się trasy różnych autobusów, kierowca pyta pasażerów, czy ktoś będzie się przesiadał i jeśli jest taka potrzeba, dzwoni do kierowcy autobusu innej linii, żeby poczekał na zainteresowanego pasażera. Jeśli autobus kończy trasę, to odwozi pasażerów pod dom. Jeśli w autobusie jest więcej pasażerów niż miejsc, można siedzieć na czymkolwiek, nie wolno jednak stać (zabronione!). Jeśli nie wszyscy pasażerowie zmieścili się do autobusu, kierowca dzwoni do centrali i natychmiast organizowany jest dodatkowy autobus, który podjeżdża w zatłoczone miejsce. Pasażerowie nagminnie rozmawiają z kierowcą i z innymi pasażerami. Nie ma biletów - płaci się, przekazując pieniądze kierowcy przez inne osoby, stojące bliżej. W dzień targowy w autobusie jadą wielkie torby z owocami, suszarki do prania, cynowe misy, poduszki i plastikowe meble ogrodowe.
- Też tak jeździłaś?
- Inaczej się nie dało. Ponieważ bardzo odróżniałam się od Turczynek, kierowcy natychmiast mnie zapamiętywali i już przy drugim spotkaniu witali jak starą znajomą. Pytali kim jestem, cieszyli się, jeśli znali moich bliskich.
- Unia ich jeszcze nie dopadła, to mogą być mili...

6 komentarzy:

  1. Opowieść ona tak mię się spodobała, ażem amicycją do stambulskich bisurmanów poczuł i kto wie, może bym się nawet i poturczył?

    OdpowiedzUsuń
  2. Torby z owocami i cynowe misy mmm. Oby zczezł już ten listopad, gdy nigdzie się nie wybieram.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się wybieram w grubych skarpetach pod kołdrę, ale nie wiem czy to się liczy... ;-)

      Usuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":