- Tato, w nocy spaliście z mamą przytuleni i nie mogłam się między was wcisnąć, jak przyszłam do sypialni.- Ale to jest moja żona! To mogę się chyba do niej w nocy przytulić!?
- A jak ja mam wtedy wejść między was?!
- Mam swój prywatny system miar i wag. Otóż mierzę nim moją zażyłość z różnymi ludźmi. Jednostką miary jest spotkanie. Dzwonię zatem lub sms-uję do kogoś i pytam, czy może się ze mną spotkać. I tu zaczyna się rzeczona jednostka. Niektóre znajomości mierzy się w nanosekundach (jadę!). Inne w godzinach (wieczorem?). Jeszcze inne w dniach (w środę?). Są też tacy, którzy reagują moim ulubionym "koniecznie". To się mierzy w latach świetlnych.![]() |
| malezoo.eu |
- Mogłabyś mi pomóc?
- Szanowna pani, ja mam tylko jedno pytanie do pani. Ja nie jestem pijakiem. Ja zbieram na chleb. Gdyby mogła pani jakoś wspomóc potrzebującego...
- Mamo, wiesz skąd się bierze czkawka?
- W podręczniku do trzeciej klasy było zadanie, które uczniowie oraz wszyscy rodzice próbowali rozwiązać przez całą niedzielą. Kontakty telefoniczne, mailowe, grupa wsparcia na facebooku - nic.
- I nie wkurzasz się? Przecież ktoś zaparkował na twoim miejscu!?
- Mam swój prywatny system oceny, kiedy jest już lato. I według tego systemu - już jest! Otóż lato pojawia się wtedy, gdy klimatyzacja w samochodzie ustawiona jest na niższą temperaturę, niż ta na zewnątrz.
- Poszłyśmy na spacer nad staw, posłuchać ptaków. Ptaki były, owszem, darły się wniebogłosy, kwiląc, piszcząc, dzwoniąc, ćwirciląc i piszcząc. Natomiast ku mojemu zaskoczeniu widziałyśmy kilkanaście zaskrońców (dwa podczas sytuacji intymnej) i kilka żab (dwie podczas sytuacji intymnej). Rozumiem... Wiosna, słońce, temperatura, ptasia muzyka, ale żeby aż tak...? ;-)
- Zauważyłam, że jak nastawiamy budziki na tę samą godzinę, to one zaczynają dzwonić dokładnie w tej samej sekundzie. Żadnego opóźnienia. Mamy zegarki w telefonach ustawione tak samo. Co do sekundy
- Dlaczego makaron rurki smakuje inaczej niż makaron kokardki, skoro jest zrobiony przez tego samego producenta z tych samych składników?
- Zwykle trudno jest obudzić we mnie ducha rywalizacji. Gdy na mojej drodze staje jakiś konkurs i zachęcająco spogląda mi prosto w oczy, wstydliwie spuszczam wzrok i przechodzę na drugą stronę ulicy. Nie przeszkadza mi bycie zdyskwalifikowaną za brak zaangażowania. Tak bywa zwykle. Bo dziś obudził się we mnie duch walczącej bestii. W poczekalni się obudził. U pediatry. Siedziałam grzecznie z paskudnie chorą córką. Pokornie. W kolejce. Nadszedł moment, gdy byłyśmy już pierwsze (i jednocześnie ostatnie...) i nagle pojawiła się rodzinka z dwójką dzieci. Podskakujące, wesołe, gadające maluszki, które wyglądały tak, że nie miałam sumienia usiąść obok nich z moją naprawdę chorą córką. Szkoda ich zdrowia. Państwo rodzice dostali katarakty wybiórczej i zachowywali się tak, jakby mojej córki i mnie tam nie było. No nie zauważyli. Gdy otworzyły się drzwi do gabinetu i wyszła z niego poprzednia mała pacjentka z tatusiem, państwo niczym rącze gazele doskoczyli do drzwi i zaczęli kolanami i łokciami upychać swoje dzieci do środka. Moja córka musiała zwlec się z krzesełka, poskręcać stawy i ułożyć włókna mięśniowe, kaszląc przy tym jak silnik od trabanta. Ja w tym czasie jedną ręką usiłowałam utrzymać ją w kawałku, a drugą wiosłowałam w stronę drzwi. Państwo zauważyli ruch w okolicy, w której siedziałyśmy z córką, więc tym bardziej zagęścili wpychanie się do gabinetu.
- Tak się cieszyłam, że nie chorujemy. Że jakoś się trzymamy, mimo wszechobecnych infekcji, gryp, biegunek i kataru
- No i zakochałaś się w Gabrielu Kaczmarku?
- Zaczęłam czytać córce baśnie Andersena. Trochę z konieczności, a trochę z ciekawości, czy to jeszcze działa na dziewczynki.
- Od czasu do czasu napada na człowieka ochota na wielki kawał pieczonego mięcha. Takiego, które jeszcze niedawno biegało na czterech nogach po łąkach i lasach. Nabyłam ów kawał drogą kupna.
- Fundacja, nadzorująca akcję "Cała Polska czyta dzieciom" wydała mnóstwo ślicznych, kolorowych ulotek-zakładek, które są rozdawane dzieciom. Zastanawiam się, czy reklamy tej kampanii nie powinny być raczej drukowane na kartach kredytowych i na odwrocie paragonów ze stacji benzynowych...
- Jaka jest twoja ulubiona książka?
- Czytam "Bezcennego" i wkurza mnie ta książka okropnie. Po pierwsze jestem zła, że to nie ja wymyśliłam taką świetną fabułę. Po drugie zarwałam przez nią noc, a dzisiaj w nocy jadę do Warszawy i znowu się nie wyśpię. A po trzecie mam tylko książkę a nie audiobooka i nie mogę słuchać w kuchni i w samochodzie.
- Taka nagonka na suplementy diety w internecie, a ja i tak tego nie rozumiem...
- Świnka morska jest zwierzęciem wybitnie inteligentnym. Ma wrodzone umiejętności, których może jej pozazdrościć przeciętny człowiek. Otóż świnka rozpoznaje moment, w którym człowiek się budzi. Nie trzeba nawet się poruszyć, wystarczy zmienić bieg oddechu z pozycji "sen"na pozycję "prawie jawa". Wówczas świnka zaczyna piszczeć tak głośno, że natychmiast ktoś z domowników biegnie ją nakarmić.
- Spaliśmy latem na kempingu razem z setką niemieckich emerytów. Każdy z nich przyjechał na kemping z psem. Oczami wyobraźni już widziałam psie miny na każdym zakręcie, gryzące się psy na ścieżkach i plączące pod nogami smycze.
- Jakie równouprawnienie? Jakie? Mężczyźni nie depilują nóg, a jak siwieją, to uznajemy to za zaletę!
- Anglicy zawsze tacy grubiańscy. Nie to co my - naród z tradycjami, bogatą historią, kulturą języka i obyczaju. A u nich prostactwo na każdym kroku widać. Weźmy na przykład taki zwrot: samo życie. Ileż w nim treści. Ileż poezji. A po angielsku? Fucking life! Niegustownie.
- Dowożę do szkoły trzy dziewczynki. Dwie własne, jedna pożyczona. Do domu trzeciej dziewczynki jedziemy drogą, zwaną szumnie gruntową. Gruntu na niej niewiele, przeważają dziury, wąwozy i kaniony. Jazda po niej to bezustanny slalom. Nie slalom pomiędzy dziurami, bo się nie da. Jest to slalom związany z próbami jechania chociaż jednym kołem po górkach, gdyż albowiem utknięcie wszystkimi czterema kołami w dołkach może spowodować dłuższy postój. Droga ma około kilometra, przejazd nią zajmuje ponad 5 minut. Pięć podskakujących minut, z oczami wlepionymi w trasę, z okrzykami: mamo, w lewo!, mamo, duży dół po prawej!, mamo, spróbuj teraz szybciej!.
- Chyba adoptował mnie kot...
- Stoję na balkonie. Pod moimi stopami zaparkowany samochód. Podchodzi do niego tatuś z dwuletnim chłopcem. Otwiera tylne drzwi od strony kierowcy. Coś wrzuca na siedzenie. Chłopiec stoi przy drzwiach kierowcy. Tatuś zamyka tylne drzwi. Nanosekunda ciszy i nagle przerażający wrzask dziecka, stojącego przy połączeniu przednich i tylnych drzwi. Cztery paluszki chłopca tkwią w szczelinie, przy zawiasach tylnych drzwi. Tatuś otwiera drzwi, wyciąga dłoń chłopca ze szpary, bierze na ręce dziecko. Ogląda paluszki. Próbuje wyciszyć krzyk dziecka. Zaczyna rzucać przekleństwami. Na prawo, na lewo, na drzwi, na szczelinę, omijając chłopca. Z przeraźliwie płaczącym chłopcem znika w wejściu do sąsiedniego budynku. Trzymam kciuki za paluszki chłopca.
![]() |
| ciężko pracujący sweter od Psa w Swetrze |
- I co, zdążyłaś?