wtorek, 21 lutego 2017

dolegliwościom

Harry Potter Wiki
- Dostałam przepis na eliksir przeciw wszelkim dolegliwościom. Składa się on z czosnku, grejpfrutów, pietruszki, imbiru, miodu i kurkumy. Kupiłam wszystkie produktu i dopiero w domu zauważyłam, że "wszystkie" nie oznaczało grejpfrutów. Następnego dnia dokupiłam je i szczęśliwa zabrałam się za przygotowanie eliksiru. Ku mojemu zdumieniu, nie było pietruszki. Sama rano dałam ją śwince jako wyłącznik piszczenia. Dokupiłam pietruszkę i wtedy się okazało, że ilość imbiru jest już niewystarczająca (piję imbir zamiast herbaty...). Gdy już przyniosłam do domu imbir, zajrzałam do pojemniczka z czosnkiem i to mnie już zdenerwowało. A piszę to wszystko, bo właśnie skończył się miód.
Eliksir przeciwwszystkowy chce mnie wykończyć?!
Ten, co powinien pomagać!?

Czy jest na sali lekarz? Taki, co umie dobić?

poniedziałek, 20 lutego 2017

myjnię

- Pojechaliśmy z mężem na myjnię samoobsługową. Pojawiła się potrzeba odkrycia pierwotnej barwy mojego samochodu. Dodatkowo mąż chciał mnie nauczyć, jak się obsługuje urządzenie, zwane myjką ciśnieniową, żebym przy następnym pokryciu karoserii kilkucentymetrową warstwą błota i kurzu, umiała sama dokonać ablucji. Tu "wjedź jeszcze głębiej", tu "wrzuć monetę" - wszystko szło mi naprawdę dobrze. Aż nadszedł wieczór i poranek dzień siódmy, czyli "weź do ręki dyszę i naciśnij". Wystarczyła nanosekunda. Odrzut jak przy armacie Kmicica spod Częstochowy i kłęby pary zaskoczyły mnie dość znacznie. W kolejnej nanosekundzie mój mąż stał z dyszą w ręku i podziwiał, jak szybki mam start podczas sprintu.

jeja.pl
     W drodze powrotnej zostałam oficjalnie powiadomiona, że najbliższa myjnia, na której panowie myją samochody techniką "ręka, gąbka, kupa piany", znajduje się na parkingu przy centrum handlowym.



niedziela, 19 lutego 2017

okularów

forum.bron.pl
- Nie skarżę się, ale bardzo mi się wzrok pogorszył. Nie dość, że nie mogę nic przeczytać bez okularów do czytania, to jeszcze nic nie widzę na odległość, bez okularów do dali.
- I mówisz mi to, bo sądziłaś, że ja tego nie widzę? Ja? Idealny wzrok w obu oczach?!

środa, 15 lutego 2017

marcu

Połowa stycznia, przez telefon:
gulf job portal
- Mamo, właśnie cię zarejestrowałam do lekarza, ale nie mam gdzie zapisać daty wizyty. Możesz sobie wpisać od razu w kalendarz? 15 lutego o 16.00. Już? No, to przypomnij mi kilka dni wcześniej, żebym z tobą przyjechała.

Początek lutego, przez telefon:
- Mamo, sprawdź w kalendarzu kiedy masz tę wizytę u lekarza, bo będę ustalać terminy moich spotkań.
- Kalinko, ta wizyta jest dopiero za miesiąc.
- A nie w lutym?
- Nie. W marcu. 15 marca.
- Mamo, a sprawdź w kalendarzu, czy to jest środa. Bo lekarz przyjmuje tylko w środę, a mnie się jednak wydaje, że to w lutym miało być.
- Nie, 15 marca, środa. Wszystko się zgadza.
- No to super. I przypomnij mi kilka dni wcześniej, żebym z tobą pojechała.

15 lutego, w południe:
- Kalinko, zadzwoniła do mnie pani z rejestracji od tego lekarza, że wizyta jest przesunięta na 18.00.
- Mamo, mi jest wszystko jedno, przecież to za miesiąc. Tylko przypomnij mi odpowiednio wcześniej, żebym z tobą pojechała.
- Toteż ci przypominam. Dzisiaj jest ta wizyta.
- Jak to? Nie w marcu?
- No też się dziwię. Musiałaś mi, Kalinko, źle powiedzieć. Ja cały czas się dziwiłam, że ty tak o tym marcu i marcu...

15 lutego, wieczorem, w samochodzie:
- Wiesz, Kalinko, ja tego zupełnie nie rozumiem. Dlaczego ona nas wyprosił z gabinetu?!
- Bo rok temu byłaś u innego lekarza. I ten dzisiaj powiedział, że cię nie zbada, bo nie i już.
- Ale czy on tak mógł?
- Nie.
- To dlaczego tak zrobił?
- Bo kawał gnoja z niego. Pocieszające jest tylko to, że dziś wieczorem możesz się pomodlić, żeby nabawił się opryszczki narządów rozrodczych.
- E, no wiesz...
- Jeśli on cię wyrzucił z gabinetu, to powinien mieć po tobie jakąś pamiątkę. Opryszczka będzie akurat w sam raz. I żeby go tak swędziło, jak nam teraz przykro.

schroniska

- Orzechowie mają pieska ze schroniska. Przez pierwszy miesiąc piesek był nie pieskiem, a aniołem ze schroniska. Reagował na nowe imię, grzecznie chodził na smyczy i niczego nie gryzł.
schronisko w Katowicach
    Najpierw minęła mu cecha "niczego nie gryzł". Za pierwszym razem Orzechowie znaleźli wytłumaczenie dla zjedzonych skarpetek ("to nie pieska wina, że chłopcy zostawili na podłodze skarpetki!"). Za drugim razem też można było w zasadzie uznać, że piesek jest niewinny ("ten dywan musiał pachnieć sokiem, który się tu kiedyś wylał, pamiętacie? W 1998, na Sylwestra. Co za zdolny piesek, że wyczuł!"). Ale za trzecim razem, gdy piesek zżarł nową myszkę od komputera, która leżała na biurku, umysły Orzechów jakby się zamknęły na poszukiwanie nowych usprawiedliwień. Spojrzeli na pieska nieco krzywym wzrokiem, co spowodowało, że piesek się zasmucił i wszystko zostało wybaczone.
     Potem minęła cecha "reagował na nowe imię". Właściwie można to uogólnić na: przestał reagować na cokolwiek. Fakt pobytu pieska w schronisku, a potem w domu zastępczym, został uznany przez Orzechów za dostateczny powód, aby zrozumieć, że piesek spuszczony ze smyczy wraca do domu wtedy, gdy naprawdę jest mu zimno i zaczyna się bać, że znowu jest bezdomny.
     Gdy cecha "chodzi grzecznie na smyczy" zamieniła się w "ciągnie jak dziki koń", Orzechowie zapisali się na tresurę. Pieska też.
     Ale i tak miłość kwitnie. We wszystkich kierunkach.

  

wtorek, 14 lutego 2017

czytania

Macksey
- Mam kryzys czytelniczy. Ciągła praca z tekstami powoduje, że straciłam radość z czytania.
- To straszne. A od kiedy tak masz?
- Od wczoraj.

niedziela, 12 lutego 2017

wąchalniczo

filmweb
    Poszłam z córkami do restauracji. Usiadłyśmy przy stoliku, zaczęłyśmy czytać menu i wtedy zorientowałam się, że obok mnie siedzi Smród. Prawdziwy, nachalny Smród. Spytałam córek, czy też czują, ale nie. Smród siedział tylko obok mnie. Rozejrzałam się dyskretnie dookoła, żeby znaleźć źródło Smrodu, ale nikt nie dawał nadziei na bycie jego przyczyną. Po zjedzeniu obiadu przeszłyśmy do samochodu. Smród ze mną. Nakazałam pilne poszukiwanie pod podeszwami butów, gdyż Smród zdecydowanie sugerował, iż pochodzi od psiej miny przeciwpiechotnej. Podeszwy córek były czyste. Wszystko wskazywało na to, że to moje buty są źródłem Smrodu. Na skrzyżowaniu wykonałam kwiat lotosu połączony z saltem mortale i rozpoznanie było jednoznaczne: moje buty też są czyste. Po wejściu do domu zarządziłam natychmiastowe wąchanie wszystkiego, co było z nami w restauracji. Kurtki, czapki, rękawiczki, szaliki, czapki - żadnych sukcesów. I wtedy powąchałam spód mojej torebki. Boże najświętszy, jaki fetor! Musiałam położyć ją w coś naprawdę skondensowanego wąchalniczo, bo cuchnęła  tak strasznie, że wątroba przekręcała się trzykrotnie wokół własnej osi.
     Natychmiastowe ewakuacja wszystkiego z torebki (zebrała się spora góra przedmiotów zaginionych od lat) i pranie w warunkach autoklawowych uratowały sytuację.
     Martwię się tylko, że dość długo siedziałyśmy w restauracji i wszyscy, zajmujący sąsiednie stoliki naprawdę sporo czasu męczyli się, czując to samo co ja...

piątek, 10 lutego 2017

kupić

W samochodzie, przez telefon:
- Kalinko, mogłabyś po drodze wejść do sklepu po kawę?
- Tak, tak, oczywiście.

dreamstime.com
W sklepie, przez telefon:
- Kalinko, mogłabyś oprócz tej kawy kupić jeszcze jajka?
- Tak, tak. Oczywiście. Mam zamiar zrobić porządne zakupy.

W domu, po powrocie, podczas rozpakowywania pięciu toreb pełnych zakupów:
- A gdzie jest ta kawa?
- ...%$# !?
- Jak to jest możliwe, że jedziesz po kawę, a zapominasz kupić kawy?
- Też się dziwię. Ale jajek nie zapomniałam!
- A gdzie są?
- ...$&@ ?!
- Mogłem ci powiedzieć, żebyś kupiła kalosze i wiertła do drewna. Wtedy mógłbym się spodziewać, że przywieziesz kawę i jajka.

dwudziestej

ploneres
- Możesz po mnie przyjechać po dwudziestej?
- Dobrze. Dam ci znać, jak będę wyjeżdżała z domu.
- A tak mniej więcej o której to będzie?
- No po dwudziestej.
- Aha. Czyli tak około dwudziestej trzeciej?

Życie matki wymaga bezkompromisowej, aptekarskiej dokładności i precyzji językowej.

czwartek, 9 lutego 2017

tekst

edukacja-światkobiety.pl
- Mogłabyś mi odesłać zrobiony tekst?
- Który?
- Ten, co mi już odesłałaś, a którego ja nie mogę znaleźć.
- Aha, bo już myślałam, że ja coś zgubiłam...
- Nie, nie. Tym razem ja. W przyszłym tygodniu będzie twoja kolej.

środa, 8 lutego 2017

promieniami

Sanktuarium bł. Karoliny
- Patrzcie, patrzcie, jakie światło zza chmur! Rozchodzi się promieniami na wszystkie strony, zupełnie jak na tych świętych obrazach! Nie dziwię się, że w dawnych wiekach ludzie, widząc coś takiego, sądzili, że to jasność od Boga. To naprawdę robi wrażenie!
- Nie wiedziałem, że jesteś taka prawicowa.
- Taka prawicowa? Nie, nie jestem prawicowa. Taka jestem. Wystarczy.

nóżkę

- Nie. My zdecydowanie nie. Podjęliśmy taką decyzję. Nasz pies nie będzie spał z nami w łóżku. To jest niehigieniczne. I źle wpływa na relacje w stadzie. Pies musi znać swoje miejsce.
- Posłuchaj rady doświadczonej cioci: musisz trochę zmiękczyć tę teorię, bo potem jest wstyd, jak wszyscy się z ciebie śmieją, że zapewniałeś, a pies i tak w łóżku.
 - Nie, nie. Nam to nie grozi. Ja potrafię być konsekwentny. Znasz mnie. Ustaliłem i uczę tego psa każdej nocy. On próbuje wskakiwać do łóżka, a ja go systematycznie zdejmuję i kładę na jego posłanko. Konsekwencja. To jest tajemnica sukcesu.


SzokBlog.pl
Minęły 3 (słownie: trzy) dni.

- Piesek zwichnął sobie nóżkę. Weterynarz zakazał skakania. No a on skacze głównie w nocy, gdy próbuje wejść do nas do łóżka. Musieliśmy pozwolić spać w łóżku, żeby stan nóżki się nie pogorszył.
- Śpi na poduszce między wami?
- Tak. Przykryty kołdrą. Ale to tylko ze względu na nóżkę.


niedziela, 5 lutego 2017

znienacka

Wyjechać w góry i nabawić się zapalenia pęcherza - to jest dopiero wyzwanie.
Narnia zimą
Naturalnie zimą, gdy śnieg sięga po, za przeproszeniem, pośladki i ewentualne wysiusianie się na łonie przyrody wiąże się z koniecznością udeptywania stosownego miejsca (raz nie udeptałam i gdy zapadłam się
w miękkim puchu, podejrzenie zapalenia pęcherza przerodziło się w pewność).
Tym samym zwiedziłam wszystkie toy-toye, bary (toaleta płatna 2 zł, konsumenci bezpłatnie) oraz (ze wstydem przyznaję) naturalne nisze roślinno-skalne w parkach narodowych i rezerwatach.

Najgorszym wrogiem zapalenia pęcherza są nadchodzący znienacka turyści.

Oprócz tego wyjazd był fajny, tylko szczerość córek sprawiła mi pewną przykrość (wolimy wracać taty samochodem, bo mama będzie się zatrzymywać na wszystkich stacjach...).
W efekcie zwiedzanie stacji benzynowych wydłuża drogę powrotną do domu o około godzinę.

Warto poświęcić marną godzinę, aby stać się ekspertem w pewnych sprawach.

środa, 25 stycznia 2017

zimy

interia
- Zaczęłam wdrażać program polubiania zimy. No nie może tak być, że przez pół roku czuję się dotknięta fizycznie, psychicznie i intelektualnie.

Krok pierwszy: zminimalizować codzienne skrobanie szyb.
W tym celu św. Mikołaj przyniósł mi folię ze sreberka, którą się nakłada na przednią szybę i rano, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, lód schodzi. Przednia szyba, wiadomo, największa i dosięgnąć wszędzie nie można, więc skraca to skrobanie do niezbędnego minimum (małe obskrobania wielkości zeszytu w bocznych, żeby widzieć ogólny zarys widnokręgu, a tylna nikomu do szczęścia niepotrzebna zostaje nieprzezroczysta).

Dziś rano ujrzawszy na samochodzie centymetrową warstwę śniegu zdjęłam z przedniej szyby folię wraz ze śniegiem i z dumnym okrzykiem "ha!" strzepnęłam jednym, zgrabnym ruchem ręki śnieg. I tu pojawił się dysonans poznawczy, gdyż albowiem śnieg z folii wpadł mi do cholewek butów...

Noż kurcze blade, jasna pogoda i na motylą nogę! No czy ta zima nie umie iść na jakiś kompromis?!

wtorek, 24 stycznia 2017

aplikacji

olx
- Zupełnie nie rozumiem tych durniów, którzy nie ściągają sobie na smartfona aplikacji do kupowania biletów. To są jacyś debile. Każdy kretyn wie, że to jest mega przydatne. Ja tam jestem tolerancyjny, ale to już jest zwykła głupota. A ty ją masz!?
- Nie.
- No ale, wytłumacz mi, czemu! Przecież to jest podstawa! Ja rozumiem, że można nie lubić gadżetów, że można nawet, jak w średniowieczu, używać telefonu z klawiszami, ale żeby nie ściągnąć sobie tej aplikacji?! To świadczy o kompletnej głupocie!
- To jest przecież tylko jakiś program do telefonu.
- Jakiś program?! No to gratuluję ci podejścia do życia. Ej, słyszeliście? Mamy tu Dziewicę Orleańską walczącą o wolność do zacofania!

poniedziałek, 23 stycznia 2017

wrotkami

- To były najgorsze święta na świecie. Marianna napisała na początku grudnia w liście do świętego Mikołaja, że chce dostać wrotki. Zatem nabyliśmy najbardziej wypasione, najpiękniejsze i najbezpieczniejsze rolki dla ośmiolatki, jakie były w bliższej i dalszej okolicy. Zacieraliśmy ze szczęścia ręce. Do tego kilka niespodziankowych drobiazgów i pełnia przedświątecznego szczęścia rodziców została osiągnięta.
olx.pl
W Wigilię podczas otwierania prezentów Marianna rzuciła się na ten największy jak niedźwiedź na pstrąga. Rozrywając papier zobaczyła pudło z rolkami, odrzuciła je i dalejże nurkować pod choinkę w poszukiwaniu innych prezentów. Gdy otworzyła już wszystkie, spojrzała na nas zaskoczona:
- A wrotki?
Wyjęliśmy z pudła drogie jak bentley rolki, omówiliśmy wszystkie najnowsze osiągnięcia techniki, gwarantujące komfort jazdy i bezpieczeństwo, nieomalże kosmiczną technologię kółek i hiperturbo oddychające membrany na cholewkach. Pokazaliśmy, że rozciągane są aż o 4 numery, więc będą służyły długo i skutecznie. Marianna patrzyła i słuchała z buzią wygiętą w podkówkę.
- A ja chciałam wrotki... - powiedziała.
Święta trwały niemiłosiernie długo. Co rano słyszeliśmy pytanie, czy już się skończyły i czy nareszcie jest otwarty kiosk z gazetami, biletami autobusowymi i krzyżówkami na naszym osiedlu. Pierwszego poświątecznego roboczego dnia wszyscy razem, z samego rana, pobiegliśmy do tego kiosku i nabyliśmy chińskie, plastikowe wrotki, przyczepiane paskami do butów. Różowe. Neonowe. Z plastikowymi tulejami, niedziałającym hamulcem, pasujące tylko na jeden rozmiar buta. Za 14,50.
W domu przyczepiliśmy je do adidasów i wtedy zaczął się dla nas szczęśliwy czas. Koleiny na parkiecie, wygrawerowane plastikowymi wrotkami na trasie kuchnia-sypialnia-balkon-łazienka świadczą o tym niezbicie.

czwartek, 19 stycznia 2017

fryzjerstwa

Ale co mnie podkusiło, żeby powiedzieć "Nie ma pani Magdy? A może wolna jest jakaś inna pani?"
No co?!
Co ja takiego złego zrobiłam, że trafiłam do wrestlingowca polskiego fryzjerstwa?!
komediowo.pl
Przez pierwszą minutę siedziałam z oczami szeroko otwartymi, gapiąc się w lustro z niedowierzaniem. Pani obcinała moje włosy tak, jak kiedyś ciocia Ewa swojego pudla z ADHD. Pochylała się gwałtownie z szeroko rozdziawionymi nożyczkami i niezbornym ruchem obcinała cokolwiek co odstawało od skóry, ciesząc się z każdego spadającego na podłogę fragmentu sierści.
A potem siedziałam z zamkniętymi oczami, bo bałam się patrzeć na to, jakiej czystości są szczotki do włosów, którymi mnie traktuje. Nawet na nożyczkach poprzyklejane były włosy poprzednich pokoleń.
Od razu poczułam, jak na mojej skórze rozkładają swoje leżaczki wszystkie gronkowce, paciorkowce i inne owce... Przypomniały mi się zajęcia z mikrobiologii, na których z radością hodowaliśmy urocze zjadliwe patogeny o nieznanych nikomu nazwach.
Na szczęście nie miałam okularów, więc nie dostrzegłam pieczarek i borowików, które prawdopodobnie rosły na bluzeczce pani (czarnej, ale nie jestem pewna czy to z powodu fabrycznego zabarwienia, czy wręcz przeciwnie...).
Pomimo iż stopień mojego przerażenia był bardzo wysoki, pani fryzjerce udało się przerazić mnie jeszcze bardziej. Pokazała mi, jak moja fryzura wygląda z tyłu...

Sprawdziłam, kto jest patronem fryzjerów.
Święta Magdalena.
No i co!? Ładnie to tak kpić z Kaliny?!


wtorek, 17 stycznia 2017

ulicach

to nie są CI policjanci...
Od wczoraj na największym skrzyżowaniu w mojej dzielnicy nie działa sygnalizacja świetlna.  Wydarzenie to uświadomiło nam, mieszkańcom owej dzielnicy, że na naszych ulicach wcale nie musi być korków. Dzięki temu, że ruchem kierują przystojni policjanci*, zamiast korków mamy teraz cholerne, najgorsze na świecie, zatwardzenie drogowe...

* każdemu z nich miałam okazję przyglądać się przez kilkanaście minut, ponieważ mnie więcej tyle zajmowało mi pokonanie samego skrzyżowania. Znam dzięki temu zarówno urodę policjantów, jak i ruchliwość stawów ich rąk, pojemność płuc mierzoną gwizdem oraz detale umundurowania.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

melodie

- Czytałaś "Muzykofilię" Olivera Sacksa?
- Tak.
- I co?
- Beznadzieja.
- Beznadzieja z tobą czy z książką?
- Ze mną. To przykre dowiedzieć się, że przypadłość, która cię męczy, jest opisana naukowo i nie minie.
- Ale przynajmniej wiesz, że nie jesteś jedyna taka na świecie.
- To nic pocieszającego wiedzieć, że jakimś biedakom też zapętlają się w głowie melodie i nie mogą się ich pozbyć przez dłuższy czas.
- Ale nie wiem, czy zwróciłaś uwagę, że są ludzie, którzy nawet w nocy je słyszą. To musi być dopiero koszmar!
- To prawda. Koszmar to mało powiedziane. Zasypiasz z melodią w głowie a w nocy słyszysz ją w każdym śnie. A potem budzisz się rano i już po sekundzie zdajesz sobie sprawę, że coś sobie podśpiewujesz pod nosem. I to znowu jest ta sama melodia...

niedziela, 15 stycznia 2017

pranie

Osoba mieszkająca w pojedynkę robi pranie raz na tydzień.
Gdy zaczyna się mieszkać we dwoje pranie należy robić co 4-5 dni.

Jak to jest zatem możliwe, że gdy w domu mieszkają oprócz rodziców dwie bardzo spokojne, miłe i w zasadzie niebrudzące dziewczynki, to pranie trzeba robić BEZ PRZERWY?

środa, 11 stycznia 2017

kolęd

Zaraz po świętach Bożego Narodzenia pani od religii nakazała naukę kolęd. Wydawać by się mogło, że termin jest nieznacznie przesunięty w stosunku do potrzeb życiowych, ale u nas na religii wszystko idzie jakby normalnie, a jednak nie.
Pięć kolęd po trzy zwrotki.
Kulturę należy, zgodnie z definicją, kultywować, więc ależ oczywiście, nauka kolęd potrzebna jest. Jakież jednak było moje zdziwienie, gdy okazało się, że kolędy, owszem, należy znać na pamięć, ale zdawać się je będzie pisemnie.
W formie bezmelodyjnej, znaczy się.
Kolędy pozbawione melodii wydają się mieć nieco mniej uroku - to po pierwsze.
A po drugie: ponieważ mam w domu kalkulator, dokonałam stosownych obliczeń i wiem już, że trzy zwrotki pięciu kolęd plus refreny to około 20 zwrotek. Jeśli każda z nich ma tylko 4 linijki (wersja optymistyczna) daje to razem około 80 linijek tekstu.
Dla osoby bardzo niepełnoletniej napisanie 80 linijek tekstu jest równoznaczne z pracą w kamieniołomach.

Gdy spotkacie kiedyś w przyszłości kogoś, kto będzie nienawidził polskich kolęd, wysoce prawdopodobne jest, że chodził on do szkoły mojej córki...

wtorek, 10 stycznia 2017

ergonomiczne

Podobno w dużych firmach zatrudnia się specjalne osoby, które projektują ergonomiczne, łatwe do otwarcia, tzw. intuicyjne opakowania do produktów.
Podobno...
Wyjęcie z folii tabletki do zmywarki, które nabyłam ostatnio, wymaga użycia trzech narzędzi tnących.
Wbicie rurki do picia w kartonik z mlekiem, który moja młodsza córka przynosi ostatnio ze szkoły, przypomina zajęcia praktyczne w szkole górniczo-hutniczej. Natomiast zrobienie dziury palcem w dnie tego kartonika nie stanowi żadnego problemu, co przeanalizowałyśmy dwukrotnie. Od tego czasu kartonik zawsze przynoszony jest do domu poza tornistrem, gdyż mleko źle wpływa na stan podręczników...
Niedawno męczyłam się z herbatą, której kartonik obleczony był cienką folią. Sklejoną tak, że nie miała początku ani końca. I przylegającą tak, że nie mogłam nigdzie znaleźć żadnego miejsca do rozpoczęcia rozpruwania.
A najbardziej mnie zastanawia, że na niektórych produktach umieszczony jest dla żartu napis "tu otwierać".

poniedziałek, 9 stycznia 2017

zimy

Mój samochód otwiera się bez klucza. Muszę mieć przy sobie pilota (w znaczeniu: gdzieś w torebce) i wtedy otwieram drzwi naciskając stosowny guziczek. Odpalanie analogiczne: naciskam przycisk, nie szukając kluczy. Tak wymyślili jacyś konstruktorzy, którzy a/ obserwowali wsiadające do samochodu kobiety lub b/ mieszkali z kobietami. Pomysł godny najwyższych pochwał. I wszystko działało jak w szwajcarskim zegarku. Pilot nieomalże przyspawany do torebki umożliwiał obsługę samochodu.
Tak było aż do czwartku.
Bo wtedy przyszły mrozy i zamek przestał się zamykać. Ogarnęło mnie cudowne uczucie wszechogarniającej przestrzeni kosmicznej, gdy podczas jazdy drzwi od strony kierowcy same, bez ingerencji sił zewnętrznych, otworzyły się na oścież. To była pierwsza zmiana mojego spokoju na niepokój. Następna wiązała się z tym, że drzwi przestały się zamykać zupełnie. Metodą wielokrotnego naciskania różnych przycisków w kombinacjach alpejskich dochodziłam po pewnym czasie do stanu pożądanego, jednak każdorazowe odprawianie szamańskich tańców i podskoków przy zaparkowanym samochodzie w moim wieku nie uchodzi... Nie uchodzi również wsiadanie od strony pasażera, gdyż albowiem status "drzwi się nie zamykają" w pewnym momencie gwałtownie przeszedł w status "drzwi się nie otwierają", a żadna asana nie przewiduje opanowania pozycji kwiatu lotosu nad wajchą od zmiany biegów.
Dziś rano, zdesperowana, ocierając pot z czoła i smar z kierownicy, dojechałam do serwisu. Pan (miły, nawet bardzo) odpytał mnie na okoliczność dominujących objawów doskwierających mnie i mojemu samochodowi. Diagnoza padła natychmiast: zamek źle reaguje na mróz.

I cały ten przydługawy wstęp był tylko po to, żeby uzasadnić naukowo, że jak się jest Kaliną, to zimy nie znosi się pełnoobjawowo.

A zapytana przez pana serwisowego, których drzwi nie można otworzyć w samochodzie, bez zastanowienia odpowiedziałam, że bocznych. Blondynki zimą nie zyskują na inteligencji... I to jest kolejny powód, żeby mrozów nie lubić.

środa, 4 stycznia 2017

sugeruje

Słowo "nastrój" zdecydowanie zaprzecza samotności. Niesie ze sobą silny charakter grupowości (nas trój).
Z kolei słowo "pojedynek" sugeruje samotność, a wiąże się z obecnością przynajmniej jeszcze jednej osoby.
Człowiek uczy się tych wszystkich słów całe dzieciństwo, potem w młodości próbuje zrozumieć ich znaczenie, w dorosłości zastanawia się godzinami nad ich sensem i pochodzeniem, a na starość i tak najczęściej używa zwrotu " jak to się mówi?"

wtorek, 3 stycznia 2017

wichurę

- Myślisz, że nasze okna wytrzymają tę wichurę?
- Mam nadzieję.
- A zdjęłaś wszystkie lekkie przedmioty z balkonu?
- I tak teraz nie wyjdę, żeby sprawdzić. Nie mam zamiaru wylądować na balkonie sąsiadów piętro wyżej.

sms-a

Słyszę dźwięk sms-a.
Od młodszej córki.

Czytam:

"Nie ma huru"

Czy ktoś kiedyś mówił, że doskonałość nie istnieje?
Platoński ideał córki to niedościgły wzorzec?
Ja mam w domu!!

poniedziałek, 2 stycznia 2017

odzieżowego

"cukienka"
Nie lubię kupowania ciuchów. Przeglądanie przedmiotów w sklepach mnie onieśmiela. Przymierzanie powoduje dreszcze. Widok metek z napisem "Made in China, Thailand, India, Bangladesh" wywołuje gigantyczne poczucie winy. Jestem zwolenniczką recyklingu odzieżowego, przekazywania znajomym nieużywanych rzeczy, wymieniania się, przerabiania, szycia, prucia i kombinowania.
Ale czasem, bardzo, bardzo rzadko jakaś część garderoby wpadnie mi w oko...
***
Zdjęcie obok przedstawia sukienkę, której brak w mojej szafie powoduje u mnie zassanie przepony do jelita grubego.
Och...
Obiektywnie widzę, że nic specjalnego. 70 dkg płótna, jakiś rzucik na biuście, prymitywny sposób poradzenia sobie ze zbyt szerokim dołem, rękawki prościutkie...
Ale co poradzić, jak się człowiek zakocha?! No co?!

niedziela, 1 stycznia 2017

zapomniałaś

- Czy zapominanie ma jakieś granice?
- Przeważnie granicą zapominania jest kupno starego, dobrego kalendarzyka, w którym się zapisuje.
- I drugiego, w którym są przypomnienia o konieczności zapisywania w tym pierwszym?
- Wiem, wiem... Ty jesteś szczególnym przypadkiem. A o czym ostatnio zapomniałaś?
- Zapomniałam wyłączyć budzik i dzwonił w święta o szóstej.
- W Wigilię?
- Codziennie.
- To dlaczego go nie wyłączyłaś!? No dobra. Nie odpowiadaj...

czwartek, 29 grudnia 2016

skończyć

- Skończyłaś?
- Ale co?
- To, co planowałaś skończyć podczas świąt.
- A czy uważasz, że osoba, która planuje skończyć cokolwiek podczas świąt, jest wiarygodna?!
- To na kiedy wyznaczasz sobie kolejny termin?
- Na po świętach.
- A bliżej?
- Bliżej się nie da.

czwartek, 22 grudnia 2016

nieprzytomności

- Będę przygotowywać w tym roku podwójny zestaw potraw wigilijnych.
- Dlaczego?
- Bo te najsmaczniejsze potrawy przygotowałam wczoraj i już dzisiaj rano widzę, że do Wigilii ich nie wystarczy. A bigos, którym mieliśmy się napychać do nieprzytomności podczas świąt, nie dotrwa prawdopodobnie nawet do piątku...
- Może zmienicie tradycję i będziecie mieli wigilijny tydzień, a nie wieczór. Moglibyście wówczas jeść te potrawy z czystym sumieniem już od wczoraj.
- A innym gościom opowiemy, jak smakowały? Właściwie... Wigilia to wieczerza pełna miłości i życzliwości. No przecież nas nie zabiją w taki dzień!
- Powiesz wszystkim, że co prawda narodził się Jezusek, ale Silna Wola umarła...

poniedziałek, 19 grudnia 2016

widniej

Zrobione latem... :-(
- Zrobiło się jakoś cieplej i widniej.
- Włączyłam rano kaloryfery w całym domu. To dlatego.
- A widniej? Też coś włączyłaś.
- Nie, ale to miłe, że masz o mnie takie wysokie mniemanie.

niedziela, 18 grudnia 2016

hamowanie

chodzą słuchy, że oni lubią zimę...
- Wracałam w nocy do domu. Ulice nieomal puste, wszędzie pulsujące światła. Na ulicach cudowny, gładki, jednolity lód. Widać było charakterystyczne błyszczenie asfaltu, a na każdym zakręcie i na każdym skrzyżowaniu należało uważać, żeby tył samochodu nie wyprzedził przodu. W tych warunkach musiałam skręcić w małą uliczkę, położoną nieco w dole w stosunku do głównej drogi. Już kilkadziesiąt metrów wcześniej zaczęłam się przygotowywać do manewru skrętu pod kątem prostym, na dodatek w dół. Hamowanie silnikiem nie było bezzasadne. I w tym momencie w miejscu, w które właśnie zamierzałam wjechać, pojawiła się taksówka, wyjeżdżająca pod górę na główną drogę. Kierowcy udało się zatrzymać na podjeździe - widocznie miał dużo szczęścia. Celując we właściwy pas ruchu oniemiałam, gdyż nagle przede mną otworzyły się drzwi taksówki i z siedzenia za kierowcą zaczął wysiadać mężczyzna. Otwarte drzwi znajdowały się idealnie na moim torze jazdy. Nogi mężczyzny również. Hamowanie nie wchodziło w grę. Udało mi się tylko zatrąbić. Pasażer taksówki nie mógł być aż tak pijany, na jakiego wyglądał i zdążył przymknąć drzwi. Zmieściłam się i przejechałam milimetry od niego. Gdy go minęłam, spojrzałam we wsteczne lusterko i zobaczyłam, że zdenerwowany wymachuje w moją stronę. Sądzę, że życzył mi wszystkiego najlepszego.          Wydaje mi się, że gdy wrócił do domu powinien zrobić sobie porządnego drinka i wznieść toast za to, że ma nogi w komplecie. Drinkiem z lodem.

czwartek, 15 grudnia 2016

uznaniową

- Zaczyna się wpisywanie proponowanych ocen semestralnych w szkołach. Takoż i dzieje się w szkole mojej młodszej córki. Zaczęło mnie zastanawiać, jakie są kryteria oceniania, bo moim zdaniem nauczyciele wpisują oceny semestralne z kapelusza. Sprawdziłam statut szkoły. I cóż znalazłam? Ocena semestralna i roczna nie wynikają z ocen cząstkowych. Do diabła! Ocena semestralna jest oceną uznaniową? Nie trzeba się starać przez cały semestr? Czemu służą wagi ocen, skoro nie bierze się pod uwagę średniej? Wystarczy, żeby nauczyciel uznał? Od razu przychodzą mi na myśl wszystkie sytuacje, które powodują wpisanie wyższej oceny...

Czy w szkołach Waszych dzieci też tak jest?

edukacyjnej

wyborcza
- Pani dobrze ci poprawiła. "Ponieważ" pisze się przez 'ż', tak samo jak 'aż', 'żeby' i 'że'.
- Ale pani mówiła, że końcówkę -arz i -erz pisze się przez "rz". Na przykład 'lekarz' i tancerz'.
- Nie zawsze. W zawodach pisze się przez "rz", ale w innych wypadkach musisz się zastanowić.

Minęły 2 (słownie: dwa) dni.
- Pani na sprawdzianie zaznaczyła mi, że wiatromierz i deszczomierz pisze się przez "rz", a przecież to nie są zawody. O co tu chodzi? Najpierw pani mówi, że "-arz" i "-erz" pisze się przez "rz, potem zmienia zdanie na "ż", a po dwóch dniach znowu wraca do "rz"?

Posłowie (jak to okropnie brzmi w każdym kontekście):
Zastanawiam się nad napisaniem petycji do ministry edukacyjnej, żeby zamiast reformować szkolnictwo, zreformowała ortografię: wszystko przez ż, h i ó. Bo jeszcze jedna kartkówka z ortografii i stracę cały ałtorytet u dźecka.

środa, 14 grudnia 2016

Manggha

Panoramy.sferyczne
- Jedno z bardziej traumatycznych przeżyć to wizyta w Muzeum Manggha w Krakowie. Najpierw zwiedzaliśmy wystawę poświęconą współczesnemu podejściu do sztuki szycia kimon. Dwa kimona można było przymierzyć, więc naturalnie natychmiast ubrałyśmy się w nie z córką. Zachciało nam się zdjęcia. Pstryk i zobaczyłyśmy, że cały efekt japońskości psują moje okulary przeciwsłoneczne, które miałam założone na włosach. Gdzie kimono, a gdzie okulary?! Zdjęłam je i schowałam w wielką kieszeń, znajdującą się w rękawie kimona. Oczywiście po chwili zdjęłam z siebie kimono, nie wyjmując z niego okularów. Jakże zdziwiona musiała być następna osoba, przymierzająca kimono, gdy zorientowała się, że w komplecie do przymiarki są również markowe okulary przeciwsłoneczne... Potem poszliśmy oglądać jako jedyni widzowie projekcję filmu o młodej parze Azjatów, którzy bezustannie zastanawiali się nad swoim życiem seksualnym i omawiali je z najgłębszymi detalami (serdecznie dziękuję paniom z obsługi muzeum, że nie poinformowały nas, że film przeznaczony jest dla widzów bardzo pełnoletnich...). A potem obejrzeliśmy wystawę realistycznego malarstwa, poruszającego tematykę wykonywania kar śmierci. Jednym zdaniem: ideał wycieczki dla rodziny z niedużymi dziećmi.

wtorek, 13 grudnia 2016

szyjącego

unicef (laleczki są tylko dwie: z prawej i lewej)
- Co roku w szkole, trochę przed świętami, odbywa się charytatywna licytacja szmacianych laleczek. Laleczki szyje się według wzoru, w domu, przy znacznym udziale mam, babć, cioć i profesjonalnego sprzętu szyjącego. Każda laleczka musi mieć nadane imię i podany kraj, w którym mieszka. Nasza ubiegłoroczna laleczka miała na imię Jumi i pochodziła z Japonii. Tegoroczna laleczka była już wybierana według nieco innych kryteriów. Żadnych skomplikowanych strojów narodowych, żadnych piętrowych koafiur. Wybór padł na Nepal. Zatem od rana szyję laleczkę, która będzie ubrana w różową sukienkę i omotana czerwoną chustą, jak na rdzenną Nepalkę przystało. Podczas licytacji cena wywoławcza każdej laleczki to 10 zł.
- Sama to szyjesz i jeszcze musisz za to zapłacić 10 zł?
- Jakie 10?! W zeszłym roku wylicytowałam sama ze sobą 30! Licytacja była bardzo zacięta, bo podbijałam cenę dopiero w ostatniej chwili! Na szczęście w porę zrezygnowałam i nie musiałam zastawiać obrączki...

Ps. Na prośbę PwS: zdjęcie naszych laleczek (chłopiec został wykonany przez inne dziecko, ale nikt z rodziny nie stawił się na licytacji, więc jakos tak się stało, że trafił do nas ;-) ).

poniedziałek, 12 grudnia 2016

byłam

yougo
- Pokaż jeszcze raz to zdjęcie! Nie to! Poprzednie! Ja tu byłam! Na sto procent tu byłam!
- Jak to? Nie mogłaś tu być, bo to są przecież Wyspy Zielonego Przylądka!
- Jakiego zielonego?! Co ty gadasz?! Poznaję to morze! Identyczne było w Świnoujściu, tylko ludzi na plaży było wtedy znacznie więcej, piasek był może trochę bardziej pomarańczowy, ale to kwestia aparatu i nie widziałam tych chatek z trzciny. Reszta - dokładnie tak samo! Tylko że w Świnoujściu były wtedy straszne upały...

sobota, 10 grudnia 2016

wirusem

almanach cukierniczo-piekarski
- Bakterie są żywymi organizmami. Ich ciało składa się z komórki, w której mają wszystko, co jest potrzebne bakterii do życia. Wirusy natomiast nie są żywymi organizmami. To kilka substancji chemicznych, które różnymi nielegalnymi metodami namawiają nasze prywatne komórki, żeby produkowały kolejne wirusy. Przy tym dochodzi do wypadków przy pracy, nasze komórki się niszczą, psują, nie działają jak trzeba, a wirusom wszystko jedno. Chcą być tylko namnożone. Resztę mają w wirusowej... no powiedzmy sobie uczciwie... dupie. Bakteriami zarażamy się, gdy one nas zaatakują osobiście. Pojawiają się drogą lotniczą, albo naziemną, albo metodą bezpośredniego wtargnięcia do naszej paszczy, na przykład wraz z zepsutym salcesonem. Wirusem natomiast możemy się na przykład zarazić, rozmawiając z kimś chorym przez telefon.
- Co ty gadasz?! Przez telefon?!
- A jeśli wczoraj rozmawiałam z Basią przez telefon, a jej syn był chory, a dzisiaj ja jestem chora, to jak się niby od niego miałam zarazić? Tylko przez telefon!

PS. Słowo harcerza, że zdjęcie które tu umieściłam naprawdę pochodzi ze strony o nazwie Almanach cukierniczo-piekarski. Podaję tę informację przed świętami, żeby każdy miał czas przemyśleć, czego uczą przyszłych cukierników i co mieszka w makowcu (podejrzewam, że ten w kształcie maczugi), co w torcie (ten z nogami - to pewne), a co w placku ze śliwkami (waham się pomiędzy kuleczką w kropki a brylancikiem...). Ten o kształcie kupy na pewno mieszka... Sama nie wiem w czym ;-)

piątek, 9 grudnia 2016

społecznościowych

wikipedia
- Wywiesiłam kulki dla ptaków. Przez pierwsze tygodnie przylatywały nieliczne sójki, sroki i sikory. To, co dzieje się teraz, jest najlepszym dowodem na istnienie u ptaków mediów społecznościowych! Zaczynam się bać, czy balustrada nam się nie odkształci, jak zaczną przylatywać kondory, strusie i wymarłe przed laty dronty dodo...

łazienkowa

- Myłam córce włosy. Siedziała tyłem do mnie w wannie, a ja usiłowałam spłukać tryliony bąbelków, które bezustannie pojawiały się na jej głowie. Szum prysznica, specyficzna, łazienkowa akustyka, otwarte drzwi w celu choćby minimalnego zmniejszenia zamgławienia, zmęczenie, perspektywa półgodzinnej ekwilibrystyki suszarką i nagle słyszę:
- Mamo, co to jest show girls?
Gdy już złapałam równowagę moralną, rozpoczęłam wnikliwe wyjaśnianie, jak to niektóre panie w celach zarobkowych, a wtedy jacyś panowie, a tymczasem atrakcyjne ciała... I gdy już dochodziłam do sedna sprawy, nagle do łazienki wbiegł mój mąż. Zdyszany, nieco spocony, z rozwianym włosem.
Odsunął mnie od prysznica zanosząc się ze śmiechu i wystękał:
- Ona pytała o shoulders.

prezent

bałtycka biblioteka cyfrowa
- Czy to nie jest dziwne, że pralka postanowiła zakończyć z nami współpracę właśnie teraz?
- Mam nadzieję, że to nie ty w liście do św. Mikołaja napisałaś, że chcesz pralkę?!
- Właściwie nie... Napisałam tylko, że chcę duży i drogi prezent.
- No to teraz już wiemy, kto jest winny. Nie można było napisać: komplet długopisów żelowych?!

środa, 7 grudnia 2016

główkę

- Kolega opowiadał, że jego sąsiad przyniósł zdjęcia z porodu swojej żony. Najpierw okazały brzuszek, potem śpioszki i buciki, puste łóżeczko, spoglądanie na zegar,
kidspositove.bloblo.pl
samochód, izba przyjęć, jazda windą, numer sali i wreszcie ta-dam poród w pełnej kresie i całej okazałości bezpruderyjnego podejścia do tematu.
- A czy ta żona o tym wie?
- Że urodziła?
- Nie. Że jej mąż prezentuje swoim znajomym główkę własnego dziecka, gdy jeszcze nie było autonomiczną jednostką?
- Myślę, że ona robi tak samo. W dzisiejszych czasach ludzie nie dobierają się na podstawie zgodności charakterów, tylko zgodności prywatnych zdjęć, umieszczanych w sieci...

narzekać

- To jest skrajna niesprawiedliwość. Nie dość, że jest zimno, mokro i wietrznie, to jeszcze te mgły...
gazeta.pl
- Mgły są darmowym dodatkiem do grudnia,. Oprócz śniegu, ślizgawicy, mrozu i szronu są mgły, żebyś mogła z czystym sumieniem na wszystko narzekać.
- Wolałabym narzekać bez mgieł. I wolałabym narzekać na śnieg, niż na deszcz!
- Wolałabyś śnieg?
- Boże, nie! Wróć! Żaden śnieg! Deszcz! Już zdecydowanie wolę deszcz i mgły!
- No widzisz, jaka z ciebie szczęściara! Masz co chcesz!

wtorek, 6 grudnia 2016

internetowy

- Mamo, a może dasz mi swój login oraz hasło i ja ci dokończę te zakupy? Wtedy będziemy miały pewność, że zamówienie jest złożone.
globtroter.pl
- No cudowny pomysł. Oto login i hasło.
- I jeszcze adres sklepu.
- Jaki adres sklepu? Przecież ja to robię przez internet.
- Adres sklepu w internecie.
- Kalinko, ty mówisz do mnie tak, że ja tego nie rozumiem.
- W takim razie powiedz mi, co wpisujesz w google, żeby ci się ten sklep pojawił.
- Nie pamiętam dokładnie. Otwieram komputer i ten sklep mi się od razu sam pojawia.
- Mnie się on nie pojawi. Muszę wiedzieć, jak on się nazywa.
- Ale dlaczego ci się nie pojawi? Włącz komputer, wejdź w internet i wpisz w google "sklep internetowy"!

czwartek, 1 grudnia 2016

reklamach


o, takie (luxuryblog)
- Wiem, że sto razy już było o reklamach w internecie. O tym, że wystarczy raz wejść na stronę z tabletkami na porost zębów, żeby być nękanym reklamami o tematyce zębotwórczej przez długie tygodnie.
Zdarzyło mi się nawet tłumaczyć mamie, żeby nie mówiła wszystkim, jakie reklamy jej się pokazują, bo to mówi wiele o tym, jakie strony w internecie przegląda, a nie każdy musi wiedzieć, że w szopce na narzędzia pojawiły się myszy...
Wszystko to wiem.
Ale... Ale od kilku dni jestem bombardowana reklamami miedzianych garnków za około 7000 zł każdy. Garnki są istotnie piękne, błyszczą jak patelnia do smażenia powideł w domu babci Kasi, ale ich obecność na ekranie mojego laptopa mnie zadziwia. Nie wchodzę na żadne strony garnkowe, nie kupuję sprzętu kuchennego przez internet, nawet o tym nie myślę...
Owszem, powiedziałam niedawno mojej kuzynce w Warszawie, że ma ładny garnek żeliwny, ale laptop był wtedy w drugim pokoju! Wyłączony! Naprawdę nie mógł usłyszeć!

środa, 30 listopada 2016

życiowe

meczyki.pl
- W taką pogodę jak dziś zamierają mi podstawowe funkcje życiowe. Przede wszystkim zaczyna nawalać termoregulacja i ośrodek sytości w mózgu. Skutkuje to bezustannym wrażeniem wszechprzenikającego zimna i ciągłym poczuciem, że "może bym coś zjadła". Oba te stany cechują się nienasyconością i nieskończonością. Bez względu na to, jak bardzo uda mi się wygrzać w wannie albo pod kołdrą, za chwilę znowu jest mi zimno. I bez względu na to, ile kanapek z kozim wędzonym serem zjem (rekord to 6,5) i tak nie czuję się najedzona. Zaczynam nawet obawiać się, że czynność związana z wpychaniem w siebie pokarmu przestała już nosić znamiona jedzenia, a jest to czyste, żywe i niczym nieskażone obżeranie się. Sprawę dodatkowo utrudnia fakt, że teraz całymi dniami pracuję, czyli siedzę w domu i jem. Przy tym wykonuję pewną pracę intelektualną, która jednak zdecydowanie zajmuje mi mniej czasu niż przygotowywanie i pożeranie kanapek z serem*.

*- ser kozi naturalnie wędzony, pachnący dymem z ogniska, rozsmarowujący się na kanapkach, o idealnej konsystencji, no coś okropnego...

wtorek, 29 listopada 2016

pajęczynie

Artsrebro
- Nieścisłości języka polskiego drażnią na każdym kroku. Trzyletni synek znajomych rzucił się na ziemię, walcząc o honor, gdy rodzice próbowali go przekonać, że pająk mieszka na pajęczynie. On twierdził, że na pajączynie. Rodzice się nie rzucili na ziemię, bo i tak nie mieli żadnych argumentów, żeby wyjaśnić, dlaczego ktoś w zamierzchłej przeszłości, kto nie znał się na logice, ustalił pewne zasady. A właściwie ich brak.
Słowo "zamierzchła" też wydaje się mocnym nadużyciem. Rozumiałabym, gdyby brzmiało ono "zapoprzednia".

poniedziałek, 28 listopada 2016

kruchutko

W głowie się nie mieści
Ona uwielbia dowiadywać się, że mam problemy. Pyta tak długo, aż może się do czegoś przyssać i drąży temat do momentu, gdy znajdzie jakąś wadę. Na przykład:
- I co, kruchutko z pracą?
- Nie, właśnie świetnie mi idzie. Skończyłam teraz cztery projekty i zaczynam wreszcie ten największy.
- To pewnie przemęczona jesteś?
- Ja to lubię, więc nawet jeśli mnie to męczy, to robię to z radością.
- Ale kasy pewnie z tego dużej nie ma?
- No wiesz... Szału nie ma, ale jakoś daję radę.
- To jak tyle pracujesz, to pewnie czasu dla dzieci nie masz?
I tak dalej, i tak dalej...

Prawdziwych przyjaciół poznaje się po tym, jak znoszą nasze sukcesy.

energetyczne

- Są ludzie, którzy wysysają ze mnie całą energię. Sprawiają, że pękają mi komory w mózgu. I nawet jeśli wiem, że to wampiry energetyczne, nie umiem się przed tym bronić. A po każdym spotkaniu wpadam w stupor, próbując dojść do siebie.

Dreamstime
- Poczytaj sobie o tym, jak się przed tym ochronić.
- Czytałam. I ja to już wiem!
- Jak?
- Unikać!
- To dlaczego nie unikasz?
- Bo nie mogę!
- A, to jednak lepiej poczytaj jeszcze raz...

środa, 23 listopada 2016

świeczkę

wkaliszu.pl
- Co roku jesienią, w jakiś ładny, słoneczny dzień jedziemy do rodzinnego miasta moich rodziców, żeby zapalić świeczkę na grobach przodków. A że przodkowie pochodzili z najróżniejszych zakątków świata i zapuścili korzenie w jednym miejscu na skutek perturbacji historyczno-wojennych, ich groby znajdują się na najróżniejszych cmentarzach.
     Cmentarz prawosławny, uznany za zabytek, niszczeje w ciszy i spokoju, zamknięty na klucz przed młotkami i sprayami zwiedzających. W zeszłym roku pewien pan z kamerą w ręku podszedł do mnie, gdy stałam przed grobem mojego dziadka, i opowiedział, że filmuje to miejsce o różnych porach dnia, ponieważ dostał zlecenie na przygotowanie tła do mrocznych gier komputerowych. Taka kolej rzeczy...
     Cmentarz ewangelicki, zarośnięty cudnymi bluszczami, wygląda coraz bardziej jak skansen miniatur. Przecudnej konstrukcji groby, pozbawione wszelkich metalowych elementów, przypominają kamienice, zameczki, wiejskie domy i baszty. Krzyże już dawno zasiliły okoliczne skupy złomu.
     Stary cmentarz katolicki wygląda jak skrzyżowanie włoskich uliczek z cmentarzem na Rossie, a retuszowane fotografie straszą czerwonymi ustami i błękitnymi oczami.


    

poniedziałek, 21 listopada 2016

homeopatię

metlab.pl
- Wierzysz w homeopatię?
- Nie.
- Dlaczego?
- Nie wiem. Nie wierzę i już. Ale kiedyś brałam coś homeopatycznego i pomogło.
- To dlaczego mówisz, że nie wierzysz?
- Bo w to się nie da wierzyć. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że homeopatia nie ma prawa działać.
- Ale sama mówisz, że działa.
- Ale nie wierzę.

niedziela, 20 listopada 2016

kilometrów

digart.pl
- Przecież na wyświetlaczu pojawia ci się informacja, ile kilometrów możesz jeszcze przejechać.
- I pojawiła się. 44. Po dwóch kilometrach było już 32, a po dwóch kolejnych 27. Potem zamiast kilometrów pojawiła się uspokajająca linia, zupełnie jakby pacjent zmarł...
- I co zrobiłaś?
- Zjechałam na najbliższy parking i tam czekałam na męża. Naturalnie znajdowałam się w takim miejscu, że aby do mnie dojechać, mąż musiał pojechać ponad 40 kilometrów dalej, bo nie ma wcześniej zjazdu z autostrady i nie mógł zawrócić. Dzięki całej tej imprezie ja spędziłam godzinę w zimnym, ciemnym samochodzie, a mąż zrobił sobie 100-kilometrową wycieczkę. Do pozytywów należy zaliczyć, że już włożyłam koc do bagażnika. I butelkę z wodą mineralną. I wiem także, że należy wozić ze sobą jakąś książkę. Najlepiej taką, której nie ma się ochoty czytać, ale którą przeczyta się w sytuacji awaryjnej. No i najlepiej jeździć wyłącznie latem, bo gdy temperatura dochodzi w porywach do plus 4, wieje wicher stulecia, a z nieba bezustannie ktoś wylewa wiadra wody, czas płynie wolniej... Dużo wolniej... A zwalnia jeszcze bardziej, gdy w zupełnej ciemności parkuje obok ciebie czarne audi, wysiada z niego czterech bardzo rozrośniętych panów w krótkich kurteczkach i dresowych kapturach i zaczynają przepakowywać coś w bagażniku. Miałam początkowo wrażenie, że robią dla mnie miejsce...