piątek, 13 maja 2016

Eurowizji

- Sprawdzałam, jakie kraje zakwalifikowały się do finału Eurowizji. Już dawno nie byłam tak zaskoczona, Do finału zakwalifikowała się m.in. Australia...
- Australia w Eurowizji? Może to była Austria?
- Wyraźnie napisali, że Australia.
- To wszystko przez ocieplenie klimatu. Lodowce topnieją, płyty tektoniczne się przesuwają i wędrówka kontynentów odbywa się szybciej niż w poprzednich latach. Widocznie Australia przesunęła się na północ...
- Ale gdzie zakotwiczyła? Mam nadzieję, że nie w naszych okolicach. O ile kangury i koala byłyby całkiem przyjemne, to krokodyle jakoś mnie onieśmielają...

Detale geograficzne dla zainteresowanych

konkrety

- Dostałam od kolegi coś, co on nazwał grzybkiem tybetańskim. Ma on (grzybek, nie kolega!) niezwykłe właściwości ogólne i szczególne. Należy go umieścić w zwykłym, nieuhatym mleku. Grzybek ten sprawi, że z mleka zrobi się jogurt tak zdrowy, że aż zęby mleczne odrastają.
- Jakieś konkrety?
- Kilka... Po pierwsze: codziennie zapominam kupić zwykłe, świeże mleko. Muszę jechać wieczorem drugi raz do sklepu, a to boli. Po drugie: grzybek rozmnaża się w takim tempie, że zaczynam się obawiać, czy nie jest on ucieleśnieniem jakiejś obcej cywilizacji, która poprzez jogurt pokusiła się o przejęcie kontroli nad naszym światem. Po trzecie: ten tybetański jogurt smakuje jak najzwyklejsze kwaśne mleko.
- Bo to jest kwaśne mleko!
- To po co ten grzybek?
- Żebyś miała motywację do kupowania zdrowego mleka!

czwartek, 12 maja 2016

uwaga

- Mamo, zawsze myślę, że gdy byłaś małą dziewczynką, to wszystko było czarno-białe.
- Dlaczego?
- To chyba przez te stare zdjęcia.
- A wiesz, że to jest nawet bardzo słuszna uwaga. Prawie wszystko było czarno-białe... Nie tylko na zdjęciach... Tylko huśtawki w ogródku jordanowskim były czerwone, ale to chyba dlatego, że jakaś fabryka traktorów podarowała miastu farbę...
- Jak ty byłaś mała, to były już traktory?

hamulec

- Jest jedna rzecz, której zazdroszczę Eskimosom.
- Inuitom. Już się nie mówi 'Eskimosi', bo to jest dla nich przykre.
- Obojętnie, jak ich nazwę, to i tak im zazdroszczę. Naturalnie nie zazdroszczę im tego cholernego śniegu, tych mrozów, które powodują zamarzanie śluzówki nosa, tego wiatru, który wciska się do pęcherzyków płucnych, uniemożliwiając oddychanie i nie zazdroszczę im braku całodobowej apteki w zasięgu wzroku. Zazdroszczę im tego, że gdziekolwiek jadą swoimi saniami z psim zaprzęgiem (romantyczna wizja!) czy skuterem śnieżnym (nowoczesna wizja) to mają gdzie zaparkować. Po prostu zatrzymują się, przekręcają kluczyk w stacyjce (albo mówią "siad!"), zaciągają hamulec i wysiadają. A u nas od podjęcia decyzji, że tu trzeba się zatrzymać, do momentu wysiadania z samochodu, mija jakieś 25 minut. Dwadzieścia pięć długich minut krążenia tymi samymi ulicami. I nikogo nie dziwi, że widzi cię piaty raz w ciągu kwadransa na tym samym skrzyżowaniu! Bo wszyscy tak jeżdżą i zazdroszczą gościowi, przed którym akurat zwolniło się miejsce: "Cwaniak! Głupi to ma szczęście!". I mija kolejne pięć minut. A ta część rodziny, która siedziała od strony krawężnika, już zdążyła wysiąść na jakimś skrzyżowaniu, a druga część rodziny, ta co siedzi od strony środka ulicy, już się przesunęła na drugą stronę samochodu i tylko czeka aż zwolnisz, żeby też wyskoczyć. "Mamo, będziesz tak jeździć w kółko? To my tu na ciebie poczekamy jak już wszystko załatwimy!"
- Gdzie próbowałaś zaparkować?
- Pod budynkiem NFZ.
- A, tam... To tłumaczy Inuitów...

poniedziałek, 9 maja 2016

sklepu

- Dlaczego nie wchodzisz do tego sklepu?
- Bo kiedyś przymierzałam w nim letnią sukienkę. Latem. Podczas okropnych upałów. Bez rękawów taką. Obcisłą. I w sukience zepsuł się zamek, ten pod moją pachą. Ostatecznie dwie sprzedawczynie majstrowały w tamtej okolicy mojego ciała przez jakieś pół godziny. Sytuacja była dość krępująca, bo żaden dezodorant nie gwarantuje skuteczności w przymierzalni o rozmiarach kabiny prysznicowej z akademika, w której jedna omdlewająca ze wstydu i upału (ja!) i dwie omdlewające ze smrodu i upału (sprzedawczynie!) tulą się do siebie przez dłuższy czas usiłując zdjąć z tej pierwszej sukienkę... Stałam z ręką opartą o ścianę, bo mi mięśnie odmawiały współpracy. Czułam napływ klaustrofobii. Spociłam się tak niemiłosiernie, że to chyba mój pot spowodował wreszcie przyspieszenie korozji metalu i po bardzo, bardzo długim czasie zameczek dał się otworzyć.
- I co potem?
- Przerażona sprzedawczyni zapytała mnie, czy chciałabym przymierzyć inny egzemplarz...

niedziela, 8 maja 2016

zaciągnęłam

Dzwonek do drzwi. Pora jest już, rzec można, piżamowa. Po przedłużającym się okresie nerwowych poszukiwań czegoś, czym można zakryć Snoopiego na mojej piżamie, otwieram drzwi. Na wycieraczce mężczyzna. Wysoki, młody, uśmiechnięty.
- Dobry wieczór - zaczyna uwodzicielskim barytonem.
Z mojej strony nie pada żadne słowo, bo mam już na zębach aparat ortodontyczny, w którym mogę tylko bełkotać.
- Czy pani ma czarnego nissana?
Kiwam głową, zastanawiając się naprędce, czy na pewno zaciągnęłam hamulec i czy nie zostawiłam jakichś kompromitujących przedmiotów na dachu.
- Jestem pani sąsiadem. Parkuję naprzeciwko pani auta. Chciałem zapytać, gdzie pani kupiła gwizdki przeciwko dzikim zwierzętom.

Do  teraz bolą mnie mięśnie powiek - tak bardzo wybałuszyłam oczy ze zdziwienia..

ryzykowne

- Moja przyjaciółka poprosiła trzy swoje znajome o pomoc w zorganizowaniu gigantycznej imprezy. Chodziło o przygotowanie i wydawanie posiłków, serwowanie ich do stołu i sprzątnięcie po imprezie.
- Trzy obce kobiety miały pracować razem w kuchni? Hm... Ryzykowne przedsięwzięcie...
- I tu jest gwóźdź programu: trzeba ufać swoim przyjaciołom. Dobrała nas tak, że wszystkie trzy dogadałyśmy się idealnie. Rewelacyjnie dzieliłyśmy się pracą, ustalałyśmy co i kiedy robić, słuchałyśmy swoich rad, konsultowałyśmy się ze sobą, wykorzystywałyśmy wzajemnie swoją intuicję.  Po wszystkim byłyśmy bardzo zmęczone, ale spędziłyśmy przemiły dzień. Okazało się, że wiele nas łączy; rozmawiałyśmy o ważnych i poważnych sprawach, jednocześnie gotując ziemniaki, przekładając surówki na półmiski i ukrywając własny brak fachowości.
- A goście też byli zadowoleni?
- Skumulowana energia kucharek rozlała po wszystkich... Impreza była przednia.

czwartek, 5 maja 2016

facebooka

national geographic
- Chyba zlikwiduję swojego facebooka. Mam już dość oglądania u moich znajomych zdjęć talerzy z kotletem, selfie robionych z wyciągniętymi w dziubek ustami, rozczulających zdjęć z dziećmi, podpisanych: "moje skarby", podczas gdy wiem, jak wyglądają relacje z tymi skarbami na co dzień, przytulasków ze znienawidzonym mężem, podpisanych "kocham cię kotku"...
- Możesz wybrać opcję, że nie dostajesz takich zdjęć.
- Jest opcja: nie pokazuj debilnych zdjęć?!
- No, może nie nazywa się to dokładnie tak jak mówisz, ale efekt jest właśnie taki.
- Dawaj instrukcję! Życie jest piękne! Koniec z poczuciem wstydu za własnych znajomych!

wtorek, 3 maja 2016

gwałtownie

boredpanda
- Wiesz, co warunkuje ludzkie szczęście?
- Nie...
- Dobre relacje z innymi ludźmi.
- No i co?
- A nasze relacje gwałtownie się poprawią, jeśli mi zrobisz teraz wody z imbirem, miodem i cytryną...
- Nie mam już imbiru.
- I szczęście diabli wzięli...

piątek, 29 kwietnia 2016

odpowiedzialną

- A pani jak się nazywa? Aha. To proszę czekać. A pani? Aha. Proszę też czekać. A pan? A pan na jakie badanie czeka? Głowy, tak? To proszę czekać. Proszę nie podchodzić do mnie, bo co pani sobie myśli? Pani myśli, że taka rejestracja to jest nic? A ja tu mam bardzo odpowiedzialną pracę i proszę czekać. A pani? Pani prywatnie, tak? Bardzo proszę. Niech pani od razu podejdzie. Nie, wyniki do odbioru dopiero za trzy tygodnie. Nie, proszę pani, ja nie do pani. Pani odbiera w poniedziałek, bo pani robi odpłatnie.

czwartek, 28 kwietnia 2016

sieci

boredpanda
- Przeczytałam dzisiaj w sieci, że maj będzie bardzo ciepły...
- To cudownie! Wreszcie będę mogła pracować na balkonie i posadzę poziomki w doniczkach i malutkie pomidorki! Może od razu wypiorę wszystkie czapki i szaliki, żeby już na to nie patrzeć?!
- Ale ja tego nie przeczytałam w prognozie pogody.
- A gdzie?
- Jako żart...
- Jaki żart?
- No wiesz, taki żart... Początek był: maj będzie bardzo ciepły w tym roku...
- A koniec?
- A koniec był: ... i będziemy mogli chodzić w klapkach po śniegu...
- ?!?!@%?!

podręcznym

boredpanda
- Ale jak ty polecisz na 4 dni bez dezodorantu, pasty do zębów i cieczy o znaczeniu kluczowym dla wyglądu twojej twarzy?
- Jak to: bez?
- Nie kupiłaś biletu na bagaż, więc lecisz tylko z podręcznym. A do podręcznego nie możesz wziąć takich strasznie niebezpiecznych rzeczy.
- Pokaż! Nie, to niemożliwe...

Czy ktoś wie, jak to się robi?

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

wspomnienia

- Gdy byłam małą dziewczynką, spędziłam jakieś wakacje w Ciechocinku. Codziennie chodziłam wdychać aromat solanki z tężni i wkładałam w przepastne wówczas synapsy nerwowe wspomnienia z jakże cudownych wakacji z babcią. Jako dorosła osoba przejeżdżałam przez Ciechocinek ze znajomymi. "Do tężni, do tężni!" wykrzyczałam, widząc tablicę z nazwą miejscowości, i namówiłam znajomych na zwiedzanie tych sięgających nieba, gigantycznych, długich po horyzont, niewiarygodnie stromych budowli, z których woda ścieka jak z Niagary, a w ich wnętrzu można chodzić długimi, krętymi korytarzami, tak skomplikowanymi, że trzeba się trzymać kogoś za rękę, żeby się nie zgubić.
- Będzie jakaś puenta?
- Nie rozumiem, dlaczego musieli te tężnie zmniejszyć, skrócić, wyprostować i pozbawić 90% wody, bo to przecież niemożliwe, żeby moja pamięć...

niedziela, 24 kwietnia 2016

wymierzenia

- Zgubiłam książkę. Z biblioteki. Nadchodzi nieuchronnie termin wymierzenia kary finansowej.
- Jaka to książka?
- Stasiuka coś.
- Nie, ja nie mam.
- A może jednak?
- Nie, na pewno to nie to. Ja mam tylko twoją "Noc. Słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna" Stasiuka, nie mam "Coś".
- To jest właśnie to! Powiedziałam "coś", bo nie pamiętałam dokładnie tytułu.
- Ta dzisiejsza literatura... Człowiek się wszystkiego spodziewa...

przytulić

- Tato, w nocy spaliście z mamą przytuleni i nie mogłam się między was wcisnąć, jak przyszłam do sypialni.
- Ale to jest moja żona! To mogę się chyba do niej w nocy przytulić!?
- A jak ja mam wtedy wejść między was?!

piątek, 22 kwietnia 2016

jednostką

- Mam swój prywatny system miar i wag. Otóż mierzę nim moją zażyłość z różnymi ludźmi. Jednostką miary jest spotkanie. Dzwonię zatem lub sms-uję do kogoś i pytam, czy może się ze mną spotkać. I tu zaczyna się rzeczona jednostka. Niektóre znajomości mierzy się w nanosekundach (jadę!). Inne w godzinach (wieczorem?). Jeszcze inne w dniach (w środę?). Są też tacy, którzy reagują moim ulubionym "koniecznie". To się mierzy w latach świetlnych.
- A do jakiej kategorii zaliczasz naszą zażyłość?
- To jest przypadek szczególny!
- No nie wiem... Jeśli pytasz, czy mogę się z tobą spotkać, ustalamy godzinę, ja do ciebie jadę przez puszcze i knieje, a ty mi otwierasz zaspana bo zapomniałaś, to czym ja mam to zmierzyć?
- To jest zupełnie inna zmienna i ją się mierzy w Alzheimerach. Fizyka się kłania!
- Jądrowa...

wtorek, 19 kwietnia 2016

ogniem

malezoo.eu
- Każdy ma chwilę, w której przestaje być dzieckiem. Mnie to dopadło, gdy pewnego dnia przyszłam ze szkoły i zamiast mojego ulubionego chomika Śledzia znalazłam w akwarium bardzo podobnego chomika, ale jednak innego. Mama mówiła, że to ten sam, tata mówił, że to ten sam, brat mówił z dziwnym wyrazem twarzy, że to ten sam... A jednak... Dzieciństwo się skończyło.
- A moja córka zwiedzała Wawel, gdy była małą dziewczynką. Stojąc przed smokiem namówiła tatę, żeby wysłał stosownego sms-a na podany pod smokiem numer, bo marzyła o tym, żeby smok do niej ogniem przemówił. Sms-a wysłali, a ognia nie było. Oszukał ją smok. Smok! Wawelski!
- Jezu, to ja ze zdechłym chomikiem podmienionym na innego to miałam złote dzieciństwo!

potrzebował

- Papież Urban VIII zburzył połowę Rzymu i Watykanu, bo potrzebował materiałów na budowę Bazyliki św. Piotra.
- A jak ja ostatnio pomyłkowo obcięłam rękaw od Twojego polara, bo córka pilnie potrzebowała bluzeczkę dla misia, to było wielkie 'halo'...


sobota, 16 kwietnia 2016

ile

pytanie: Ile można zjeść pierogów z truskawkami?
poprawna odpowiedź: Jeszcze jednego malutkiego...

piątek, 15 kwietnia 2016

tapicerskiego

- Mogłabyś mi pomóc?
- Ok. A co mam zrobić?
- Chodzi o to, żebyś podjechała jutro na Katowicką po fotel. Trzeba go odebrać od jakiegoś gościa. Tu masz adres. I ten fotel trzeba zawieźć na Warszawską do takiego starego warsztatu tapicerskiego. Jak będziesz już jechać, to najpierw zadzwoń, bo ten tapicer często pracuje u kogoś w domu i może go akurat nie być. Tylko sprawdź dokładnie, czy on na pewno ma ten kolor, który ja zamawiałam. Tu masz próbkę. I trzeba zabrać od niego gotowy podnóżek. Tylko sprawdź...
- A może pojedziesz tam ze mną?
- Ja nie mogę. Jutro mam zajęty dzień.

czwartek, 14 kwietnia 2016

zakup


- Obraz Jacksona Pollocka "Number 11" został wyceniony na ok. 100 mln dolarów.
- Ten, na który wyciskał jednym ruchem ręki farbę z tubki na płótno?
- Yhy... Prawdopodobnie robił to w stanie wskazującym...
- To był w takim razie najbardziej korzystny finansowo zakup alkoholu na świecie!

kolęd

- Co to za muzyka!? Słuchasz kolęd?
- To nie są kolędy, tylko amerykańska muzyka 'happy Christmas'.
- W kwietniu?
- Ważne sprawy trzeba sobie od czasu do czasu przypominać, żeby pionu nie zatracić.
- Jeszcze trochę i będziesz miała taki pion, że ktoś ci wsadzi gwiazdę na czubek...

środa, 13 kwietnia 2016

szyby

- Zaczęła się wiosna. Na samym środku szyby rozpaćkał mi się wielki, tłusty owad!
- A może to było coś innego?
- W tym przypadku to nie ma większego znaczenia. I wolę nie wnikać w detale.

wtorek, 12 kwietnia 2016

dałoby

- Szanowna pani, ja mam tylko jedno pytanie do pani. Ja nie jestem pijakiem. Ja zbieram na chleb. Gdyby mogła pani jakoś wspomóc potrzebującego...
- Nie dam panu pieniędzy, bo coś mi się wydaje, że jednak kupi pan alkohol. Może kupię panu coś innego w sklepie. Na co ma pan ochotę?
- Jeśli coś innego, to... Może piwko, szefowa, dałoby radę?

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

czkawkę

- Mamo, wiesz skąd się bierze czkawka?
- Podobno ma coś wspólnego z powietrzem.
- Niemożliwe. Przecież jeszcze w brzuchu u mamy dzieci mają czkawkę, a tam nie ma powietrza.
- To może ma coś wspólnego z zimnem?
- Wtedy nigdy nie miałabyś czkawki podczas upałów!
- To nie wiem.
- No właśnie. A ja wiem!

matura

- W podręczniku do trzeciej klasy było zadanie, które uczniowie oraz wszyscy rodzice próbowali rozwiązać przez całą niedzielą. Kontakty telefoniczne, mailowe, grupa wsparcia na facebooku - nic.
- Wiesz, trzecia klasa to nie żarty. W końcu za miesiąc matura!
- To była trzecia klasa podstawówki!
- A... No tak... I jak się skończyło?
- Spytałam starszą córkę, jak to rozwiązać, a ona mi powiedziała, żebym wpisała początek treści zadania w google.
- I co?
- Wyskoczyły setki stron z rozwiązaniami.
- Boże...
- Nie! Myślę, że akurat w tym zadaniu Bóg nie maczał palców...

niedziela, 10 kwietnia 2016

miejscu

- I nie wkurzasz się? Przecież ktoś zaparkował na twoim miejscu!?
- Nie ma się co wkurzać. Teraz nic nie będę robić, bo za godzinę wyjeżdżam. Ale jak wrócę wieczorem, to zastawię go na amen. A rano nie wstaję, więc gość będzie mógł wyjechać dopiero w południe.
- A jeśli on jest tu nowy i nie wie, że wszystkie miejsca na parkingu są prywatne?
- Nauka kosztuje. Czasem pieniądze, czasem wrzody...

czwartek, 7 kwietnia 2016

powstańców

- Co czytasz fajnego?
- Wspomnienia powstańców.
- Miało być fajnego!
- No i jest!
- A oprócz tego masz jakieś inne objawy? Gorączka? Zaparcia? Strzykanie w kolanie?

środa, 6 kwietnia 2016

lato

- Mam swój prywatny system oceny, kiedy jest już lato. I według tego systemu - już jest! Otóż lato pojawia się wtedy, gdy klimatyzacja w samochodzie ustawiona jest na niższą temperaturę, niż ta na zewnątrz.
- To ile było na zewnątrz?
- 22.
- A w środku?
- 21,5.
- Nieduża różnica...
- Nieduża, ale to jest mały krok klimatyzacji, który stanowi ogromny krok dla ludzkości!
- Ale to było wczoraj, bo dziś...
- Dziś miś, jutro futro.

wtorek, 5 kwietnia 2016

ćwirciląc

- Poszłyśmy na spacer nad staw, posłuchać ptaków. Ptaki były, owszem, darły się wniebogłosy, kwiląc, piszcząc, dzwoniąc, ćwirciląc i piszcząc. Natomiast ku mojemu zaskoczeniu widziałyśmy kilkanaście zaskrońców (dwa podczas sytuacji intymnej) i kilka żab (dwie podczas sytuacji intymnej). Rozumiem... Wiosna, słońce, temperatura, ptasia muzyka, ale żeby aż tak...? ;-)

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

budziki

- Zauważyłam, że jak nastawiamy budziki na tę samą godzinę, to one zaczynają dzwonić dokładnie w tej samej sekundzie. Żadnego opóźnienia. Mamy zegarki w telefonach ustawione tak samo. Co do sekundy
- Teraz się nie nastawia zegarków w telefonach. One się same nastawiają, według satelity.
- Satelita nastawia zegarki w naszych telefonach? A jak spadnie?!

sobota, 2 kwietnia 2016

nałożyłam

- Świetnie wyglądasz! Jaka wypoczęta!
- Daj spokój. Nie spałam całą noc. Po prostu rano nałożyłam na twarz puchatą warstwę makijażu, żeby przykryć to, co pod spodem.
- Tak? Czekaj, założę okulary... A, rzeczywiście, teraz widzę. Makijaż, a pod nim katastrofa...

piątek, 1 kwietnia 2016

remont

- Sąsiedzi rozpoczęli remont mieszkania. Coś szlifują. Podejrzewam, że budują arkę Noego i teraz polerują do niej deski, bo nie mam żadnego pomysłu, co innego można aż tak długo szlifować.
- Diamenty...?

środa, 30 marca 2016

kubki

- Dlaczego makaron rurki smakuje inaczej niż makaron kokardki, skoro jest zrobiony przez tego samego producenta z tych samych składników?
- Bo kształt ma znaczenie.
- Na kubki smakowe i tak trafia miazga makaronowa.
- Widocznie kubki smakowe patrzą przez lornetkę co wpada do paszczy i nastawiają odpowiednie urządzenie, wydające decyzję o smaku...

wtorek, 29 marca 2016

rywalizacji

- Zwykle trudno jest obudzić we mnie ducha rywalizacji. Gdy na mojej drodze staje jakiś konkurs i zachęcająco spogląda mi prosto w oczy, wstydliwie spuszczam wzrok i przechodzę na drugą stronę ulicy. Nie przeszkadza mi bycie zdyskwalifikowaną za brak zaangażowania. Tak bywa zwykle. Bo dziś obudził się we mnie duch walczącej bestii. W poczekalni się obudził. U pediatry. Siedziałam grzecznie z paskudnie chorą córką. Pokornie. W kolejce. Nadszedł moment, gdy byłyśmy już pierwsze (i jednocześnie ostatnie...) i nagle pojawiła się rodzinka z dwójką dzieci. Podskakujące, wesołe, gadające maluszki, które wyglądały tak, że nie miałam sumienia usiąść obok nich z moją naprawdę chorą córką. Szkoda ich zdrowia. Państwo rodzice dostali katarakty wybiórczej i zachowywali się tak, jakby mojej córki i mnie tam nie było. No nie zauważyli. Gdy otworzyły się drzwi do gabinetu i wyszła z niego poprzednia mała pacjentka z tatusiem, państwo niczym rącze gazele doskoczyli do drzwi i zaczęli kolanami i łokciami upychać swoje dzieci do środka. Moja córka musiała zwlec się z krzesełka, poskręcać stawy i ułożyć włókna mięśniowe, kaszląc przy tym jak silnik od trabanta. Ja w tym czasie jedną ręką usiłowałam utrzymać ją w kawałku, a drugą wiosłowałam w stronę drzwi. Państwo zauważyli ruch w okolicy, w której siedziałyśmy z córką, więc tym bardziej zagęścili wpychanie się do gabinetu.
- Przepuściłaś ich?
- Nie. Zahipnotyzowałam. Wzrokiem, słowem, gestem i myślą. Najbardziej chyba tonem głosu, bo gdy moja córka już dopełzała do gabinetu, szybciutko ewakuowali spod drzwi swoje dzieci.
- Bali się!
- Myślę, że przeraziło ich to, że jeśli tak kiepsko wygląda moja córka, to cóż może stać się z nimi i ich dziećmi, jeśli się wkurzę...
- A co z córką?
- Gdy wróciłyśmy do domu miała siłę tylko na to, żeby położyć się do łóżka i natychmiast zasnęła. To była najbardziej wyczerpująca podróż w jej życiu.

poniedziałek, 28 marca 2016

kawałek

- Masz ochotę na kawałek sernika?
- Nie, ale zjem. Nienawidzę tego sernika, ale zjem. Nie mogę już na niego patrzeć, ale zjem. Zaczynam podejrzewać, że ten sernik jest efektem działania obcych służb! Może być ten większy...

piątek, 25 marca 2016

suspensu

- Tak się cieszyłam, że nie chorujemy. Że jakoś się trzymamy, mimo wszechobecnych infekcji, gryp, biegunek i kataru
- Kto zachorował?
- Starsza córka. Ona wie, jak to się robi. Jest mistrzynią suspensu. Najpierw dyskretnie wspomina, że chyba będzie chora, co daje nam jakiś kwadrans na zorganizowanie leków przeciwgorączkowych. A po chwili ma już swoje 40 stopni i trudno się z nią porozumieć.
- I co z nią teraz?
- Śpi. Tak będzie przez kilka dni. Gorączka po kokardę, leki przeciwgorączkowe, spanie, spadek gorączki, gorączka po kokardę, leki... Trzeba się trzymać schematów.

czwartek, 24 marca 2016

rzewnymi

- No i zakochałaś się w Gabrielu Kaczmarku?
- Od pierwszego dźwięku. A potem było już tylko gorzej. Pod koniec spektaklu płakałam rzewnymi łzami.
- A ostrzegałam! Ostrzegałam! Ten facet sięga absolutu.
- On ten absolut wyrwał mi w serca!
- Widzę, że cię wzięło!
- W przerwie można było kupić płytę z jego poprzednią operą...
- O, pożyczysz?
- Nie kupiłam...
- O boże...
- Cholerny absolut...

środa, 23 marca 2016

wychowało

- Zaczęłam czytać córce baśnie Andersena. Trochę z konieczności, a trochę z ciekawości, czy to jeszcze działa na dziewczynki.
- Przeżyłaś szok?
- Do teraz nie mogę się pozbierać!
- Miałam tak samo. Moja córka siedziała podczas czytania obok mnie i nawet nie mrugała oczami.
- Moja leżała na dywanie, patrzyła w sufit i nie odzywała się ani słowem.
- A ja myślałam, że moje pokolenie było ostatnim, które wychowało się na tych...
- Ale żeby aż tak...?

wtorek, 22 marca 2016

mięcha

- Od czasu do czasu napada na człowieka ochota na wielki kawał pieczonego mięcha. Takiego, które jeszcze niedawno biegało na czterech nogach po łąkach i lasach. Nabyłam ów kawał drogą kupna.
Do mięsa dołączona była instrukcja przyrządzania: że najpierw patelnia, potem piekarnik, ile czasu, w jakiej temperaturze... No nic, tylko robić, jeść i przypominać sobie swoje jaskiniowe korzenie.
Po dokonaniu wszystkich punktów zgodnie z instrukcją należało wyjąć mięso marzeń z piekarnika i pozwolić mu zrelaksować się przed jedzeniem. Obsmażyłam, upiekłam, wyjęłam i uznałam, że mięso jest... nie do końca upieczone, żeby nie powiedzieć: kompletnie surowe. Uznałam, że nawet ja, miłośniczka niedopieczoności, nie będę w stanie zjeść mięsa, w którym włókna białkowe są w stanie zupełnie nienaruszonym.
Umieściłam wspomniany kawał żarcia ponownie w piekarniku, przedłużając czas pieczenia o połowę. Piekarnik zadzwonił, mięso wyjęłam. Zgodnie z instrukcją zapewniłam mu godziwy odpoczynek. Pełen relaks. Dojrzewanie przed obiadem.
Niestety, był to zdecydowanie relaks jednostronny, gdyż trudno mi było się relaksować, widząc coś tak pysznego i jeszcze na dodatek wąchając zapach, który do mięsa dołączony był gratisowo.
Po kilkunastu minutach powstrzymywania się od pożarcia pieczeni zaczęłam kroić mięcho jak przykazano i ku mojemu zaskoczeniu zauważyłam, że wyciekający z niego płyn do złudzenia  przypomina czystą, żywą krew. Mięso było surowe.
Nie zebrałam wyciekającego płynu na czerninę, czego żałuję...
Pokroiłam kawał świni na plastry, wsadziłam do piekarnika, ustawiłam funkcję: grill i teraz czekam, aż wyjdzie z mojej wspaniałej pieczeni cokolwiek, co nie będzie na talerzu przypominać scenografii do filmu "Teksańska masakra piłą mechaniczną".

poniedziałek, 21 marca 2016

szyję

- No i masz. Ledwo się wiosna zaczęła, a już mnie jakiś owad użarł w szyję! Wyskoczył bąbel swędzący, wielki jak Madagaskar!
- Nie martw się, może to tylko wszy?

zgodzisz

- Mamo, zgodzisz się?
- Nie.
- Ale mamo, no proszę!
- Nie.
- Ale proszę cię.
- A co ty zrobisz dla mnie?
- ??? Yyyy... Wyniosę śmieci?
- To ja dla ciebie wyniosłam wczoraj śmieci i jesteśmy kwita. Ale się nie zgodzę.

niedziela, 20 marca 2016

czyta

- Fundacja, nadzorująca akcję "Cała Polska czyta dzieciom" wydała mnóstwo ślicznych, kolorowych ulotek-zakładek, które są rozdawane dzieciom. Zastanawiam się, czy reklamy tej kampanii nie powinny być raczej drukowane na kartach kredytowych i na odwrocie paragonów ze stacji benzynowych...
- Może lepiej na opakowaniach kawy i tabletkach nasennych?
- Tak. Na tabletkach nasennych. To byłby hit.

sobota, 19 marca 2016

przeciętny

- Jaka jest twoja ulubiona książka?
- "Dzieci z Bullerbyn".
- Nie, no daj spokój! Jakaś dla dorosłych.
- Niech będzie "Czarodziejska góra" Manna.
- Nie możesz podać jakiejś zwykłej książki? Odpowiedz tak, jak na takie pytania odpowiada przeciętny Polak!
- W takim razie: książka gwarancyjna najnowszego iPhone'a...

samochodzie

- Czytam "Bezcennego" i wkurza mnie ta książka okropnie. Po pierwsze jestem zła, że to nie ja wymyśliłam taką świetną fabułę. Po drugie zarwałam przez nią noc, a dzisiaj w nocy jadę do Warszawy i znowu się nie wyśpię. A po trzecie mam tylko książkę a nie audiobooka i nie mogę słuchać w kuchni i w samochodzie.

piątek, 18 marca 2016

przebadany

- Taka nagonka na suplementy diety w internecie, a ja i tak tego nie rozumiem...
- Lek musi być przebadany, kontrolowany, podlega normom. A suplement diety nie musi być przebadany, jego produkcja nie jest kontrolowana i nie podlega żadnym normom.
- Czyli że mogę od jutra zacząć produkować środek na zmniejszenie spożycia czekolady i sprzedawać go w kapsułkach jako suplement diety?
- Teoretycznie możesz. Praktycznie chyba nikt nie kupi środka na zmniejszenie spożycia czekolady, bo przecież czekolada jest najpyszniejsza na świecie i wszyscy chcą ją jeść!

czwartek, 17 marca 2016

morska

- Świnka morska jest zwierzęciem wybitnie inteligentnym. Ma wrodzone umiejętności, których może jej pozazdrościć przeciętny człowiek. Otóż świnka rozpoznaje moment, w którym człowiek się budzi. Nie trzeba nawet się poruszyć, wystarczy zmienić bieg oddechu z pozycji "sen"na pozycję "prawie jawa". Wówczas świnka zaczyna piszczeć tak głośno, że natychmiast ktoś z domowników biegnie ją nakarmić.
- Miliony lat świńskiej ewolucji zrobiły swoje...

środa, 16 marca 2016

kierowca

- Sąsiad opowiadał mi, że podczas urlopu przejechał jako kierowca 1700 km w dwa tygodnie.
- I był z tego dumny, czy się wstydził, że tak mało?
- Normalni ludzie spędzają inaczej wakacje niż my!
- Normalni ludzie spędzają wakacje, a w naszym wypadku to wakacje spędzają nas!

wtorek, 15 marca 2016

znajomością

- Podobno w Polsce brakuje osób ze znajomością niemieckiego, które znają się na biznesie.
- Mam wrażenie, że w Polsce generalnie brakuje osób, które znają się na biznesie. Niemiecki nie odgrywa tu większej roli.

niedziela, 13 marca 2016

psem

- Spaliśmy latem na kempingu razem z setką niemieckich emerytów. Każdy z nich przyjechał na kemping z psem. Oczami wyobraźni już widziałam psie miny na każdym zakręcie, gryzące się psy na ścieżkach i plączące pod nogami smycze.
- I co?
- Niestety... Pieski były jak z obrazka. Ciche, spokojne, przyjaźnie nastawione do innych psów i do ludzi i na dodatek właściciele sprzątali po nich miny.
- Różnice między Wschodem i Zachodem...
- Ale żeby dotyczyły nawet psich kup?!