poniedziałek, 9 maja 2016

sklepu

- Dlaczego nie wchodzisz do tego sklepu?
- Bo kiedyś przymierzałam w nim letnią sukienkę. Latem. Podczas okropnych upałów. Bez rękawów taką. Obcisłą. I w sukience zepsuł się zamek, ten pod moją pachą. Ostatecznie dwie sprzedawczynie majstrowały w tamtej okolicy mojego ciała przez jakieś pół godziny. Sytuacja była dość krępująca, bo żaden dezodorant nie gwarantuje skuteczności w przymierzalni o rozmiarach kabiny prysznicowej z akademika, w której jedna omdlewająca ze wstydu i upału (ja!) i dwie omdlewające ze smrodu i upału (sprzedawczynie!) tulą się do siebie przez dłuższy czas usiłując zdjąć z tej pierwszej sukienkę... Stałam z ręką opartą o ścianę, bo mi mięśnie odmawiały współpracy. Czułam napływ klaustrofobii. Spociłam się tak niemiłosiernie, że to chyba mój pot spowodował wreszcie przyspieszenie korozji metalu i po bardzo, bardzo długim czasie zameczek dał się otworzyć.
- I co potem?
- Przerażona sprzedawczyni zapytała mnie, czy chciałabym przymierzyć inny egzemplarz...

22 komentarze:

  1. Szkoda, że to nie były spodnie z rozporkiem w strategicznym miejscu :) Weszłabym tam do Was, Artemidy! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobrażasz sobie tych ludzi, którzy korzystali z sąsiednich kabin? Jakie słyszeli rozmowy? I jakie odgłosy? :-)

      Usuń
    2. I nie musieli nic za to płacić! Życie jest piękne!

      Usuń
    3. Dziś w ofercie: dwuznaczne odgłosy z przymierzalni. Kup siedem skarpetek, odgłosy dostaniesz gratis ;-)

      Usuń
    4. I antyperspirant w pakiecie :)

      Usuń
    5. I klamerka na nos (gdyby jednak ten antyperspirant... )

      Usuń
  2. Wyobraziłam sobie, że to była suknia ślubna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I przyszły mąż w sąsiedniej kabinie... Mogłoby się okazać, że to już byłby niedoszły mąż... ;-)

      Usuń
    2. Jakby kochał, zniósłby to dzielnie :P

      Usuń
    3. To dobry test przed ślubem ;-)

      Usuń
  3. ha ha ha padłam. To samo przeżyłam kiedyś z koleżanką w przymierzalni, jej też się zepsuł zamek też boczny i ani na mydło ani na nic się nie dawało odpiąć. Już myślałyśmy, że pójdzie w tej kiecce do domu :D

    Zdaje się, że też więcej nie weszłyśmy do tego sklepu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A problem upału się pojawił? W moim przypadku okazał się kluczowy... Pot ściekał mi kaskadami. I te krępujące dotknięcia w najbardziej spoconym miejscu... ;-)

      Usuń
    2. Sprawdź czy te panie nadal tam pracują. Bo może jednak nie...? ;-)

      Usuń
    3. Myślę, ze zmieniły pracę na bezpieczniejszą i mniej stresującą... Zostały pilotami myśliwców. Albo kapitanami tankowców... ;-)

      Usuń
    4. w naszym przypadku to ja zdzierałam z koleżanki tę kieckę bo było nam głupio się przyznać, że utknęłyśmy :D

      Usuń
    5. Polly, to się nie liczy! To mogło być nawet romantyczne! ;-)

      Usuń
    6. ani trochę nie było ! kiecka była droga i z tego całego zamieszania przestała nam się podobać i już jej nie chciałyśmy kupować :P

      Usuń
    7. Wcale się nie dziwię! Kupować sukienkę, którą ktoś już nosił przez pół godziny? (nawet jeśli to byłam ja!?) ;-)

      Usuń
    8. ha ha ha ha padłam na plery i leże !

      Usuń
  4. )))))))))))) padłam ze śmiechu, przepraszam ;-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie padaj, nie padaj, tylko ucz się na cudzych błędach. Do przymierzalni tylko świeżutka, wypachniona, w pięknej bieliźnie i ze sporym zapasem czasu ;-)

      Usuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":