- Dlaczego nie wchodzisz do tego sklepu?- Bo kiedyś przymierzałam w nim letnią sukienkę. Latem. Podczas okropnych upałów. Bez rękawów taką. Obcisłą. I w sukience zepsuł się zamek, ten pod moją pachą. Ostatecznie dwie sprzedawczynie majstrowały w tamtej okolicy mojego ciała przez jakieś pół godziny. Sytuacja była dość krępująca, bo żaden dezodorant nie gwarantuje skuteczności w przymierzalni o rozmiarach kabiny prysznicowej z akademika, w której jedna omdlewająca ze wstydu i upału (ja!) i dwie omdlewające ze smrodu i upału (sprzedawczynie!) tulą się do siebie przez dłuższy czas usiłując zdjąć z tej pierwszej sukienkę... Stałam z ręką opartą o ścianę, bo mi mięśnie odmawiały współpracy. Czułam napływ klaustrofobii. Spociłam się tak niemiłosiernie, że to chyba mój pot spowodował wreszcie przyspieszenie korozji metalu i po bardzo, bardzo długim czasie zameczek dał się otworzyć.
- I co potem?
- Przerażona sprzedawczyni zapytała mnie, czy chciałabym przymierzyć inny egzemplarz...
Szkoda, że to nie były spodnie z rozporkiem w strategicznym miejscu :) Weszłabym tam do Was, Artemidy! :D
OdpowiedzUsuńWyobrażasz sobie tych ludzi, którzy korzystali z sąsiednich kabin? Jakie słyszeli rozmowy? I jakie odgłosy? :-)
UsuńI nie musieli nic za to płacić! Życie jest piękne!
UsuńDziś w ofercie: dwuznaczne odgłosy z przymierzalni. Kup siedem skarpetek, odgłosy dostaniesz gratis ;-)
UsuńI antyperspirant w pakiecie :)
UsuńI klamerka na nos (gdyby jednak ten antyperspirant... )
UsuńWyobraziłam sobie, że to była suknia ślubna...
OdpowiedzUsuńI przyszły mąż w sąsiedniej kabinie... Mogłoby się okazać, że to już byłby niedoszły mąż... ;-)
UsuńJakby kochał, zniósłby to dzielnie :P
UsuńTo dobry test przed ślubem ;-)
Usuń:)
Usuńha ha ha padłam. To samo przeżyłam kiedyś z koleżanką w przymierzalni, jej też się zepsuł zamek też boczny i ani na mydło ani na nic się nie dawało odpiąć. Już myślałyśmy, że pójdzie w tej kiecce do domu :D
OdpowiedzUsuńZdaje się, że też więcej nie weszłyśmy do tego sklepu :D
A problem upału się pojawił? W moim przypadku okazał się kluczowy... Pot ściekał mi kaskadami. I te krępujące dotknięcia w najbardziej spoconym miejscu... ;-)
UsuńSprawdź czy te panie nadal tam pracują. Bo może jednak nie...? ;-)
UsuńMyślę, ze zmieniły pracę na bezpieczniejszą i mniej stresującą... Zostały pilotami myśliwców. Albo kapitanami tankowców... ;-)
Usuńw naszym przypadku to ja zdzierałam z koleżanki tę kieckę bo było nam głupio się przyznać, że utknęłyśmy :D
UsuńPolly, to się nie liczy! To mogło być nawet romantyczne! ;-)
Usuńani trochę nie było ! kiecka była droga i z tego całego zamieszania przestała nam się podobać i już jej nie chciałyśmy kupować :P
UsuńWcale się nie dziwię! Kupować sukienkę, którą ktoś już nosił przez pół godziny? (nawet jeśli to byłam ja!?) ;-)
Usuńha ha ha ha padłam na plery i leże !
Usuń)))))))))))) padłam ze śmiechu, przepraszam ;-P
OdpowiedzUsuńNie padaj, nie padaj, tylko ucz się na cudzych błędach. Do przymierzalni tylko świeżutka, wypachniona, w pięknej bieliźnie i ze sporym zapasem czasu ;-)
Usuń