Mama Kaliny miała kotkę Jadwinię.
Wróć.
Kotka Jadwinia miała mamę Kaliny.
Wychowała ją (kotka mamę) jak należy. Mama kładła się spać o godzinie wyznaczonej miauczeniem, ponieważ Jadwinia lubiła około 19 być już w łóżku. Noc zaczynała, leżąc mamie na brzuchu, podczas gdy mama czytała sobie w łóżku. Potem Jadwinia przemieszczała się nieznacznie, zajmując pozycję perukową - kładła się tuż nad mamy głową, przyciskając swoje ciałko do mamy głowy. Rano Jadwinia budziła mamę, liżąc ją po twarzy. Taka symbioza. Obopólne korzyści. Żadnych strat.
Od czasu gdy mama zaczęła zajmować łóżko ortopedyczne z płotkiem, Jadwinia zaprzestała nocnych przytulasków z mamą, ponieważ Jadwinia jest kotką podłogową i nie wskakuje na nic, co jest zbyt wysokie. Wejdzie na sofę, ale na stół już nie. Wskoczy na parapet tylko wtedy, gdy stoi przy nim krzesło (zawsze stało przy oknie, specjalnie dla Jadwini i nikt na nim nie siadał).
Po śmierci mamy rozpoczęłam poszukiwania domu dla Jadwini. Kryteria dla potencjalnej rodziny adopcyjnej były wysokie: żadnych innych zwierząt w domu, żadnych małych dzieci, bezpieczny balkon, rodzina niewyjazdowa. Wydawało się, że szanse są marne. Aż tu wczoraj - niespodzianka. Zadzwonił do mnie ksiądz, który odwiedzał mamę co miesiąc. Mama nie była osobą nadmiernie religijną, ale miała swoje zasady, zwłaszcza pod koniec życia. Ksiądz zdobył mój numer telefonu od mojej koleżanki. Spytał, czy mógłby zaopiekować się Jadwinią, ponieważ niedawno stracił kota, a Jadwinię bardzo polubił.
Dziś zawiozłam Jadwinię księdzu. Myślę, że mama byłaby zachwycona takim rozwiązaniem. Bardzo lubiła tego księdza. Zwykły, normalny, skromny człowiek, który naprawdę potrafił z mamą rozmawiać. No i kocha koty.
Ksiądz stwierdził, że poradzi sobie z obcinaniem kocich pazurów. Nie dowierzam. Wiem, jak zachowuje się Jadwinia, gdy dzieje się coś nie po jej myśli. No cóż. Być może szramy na twarzy księdza szybko się zagoją, a tych na ciele nie będzie widać.