Postanowiłam zająć się ogródkiem mamy. Nie umiem. Nie szkodzi. Na razie traktuję go wyłącznie w aspektach estetycznych. Jeśli jakaś gałąź mi się nie podoba - odcinam. Jeśli jakaś roślina uschła - usuwam. Pozostałym pozwalam rosnąć.
Dziwiło mnie zawsze, gdy mama nie pozwalała wyrywać chwastów z trawnika, bo ładnie kwitną. Teraz rozumiem.
Na trawniku mamy wyrosła wielka polana koniczyny. Ucieszyłam się. Koniczyna zwabia trzmiele, a to moje ulubione owady.
Chcę wyciąć dwa niskie, ale bardzo gęste świerki. Zajmują za dużo miejsca i zabierają za dużo światła. A ja kocham i jedno, i drugie. Pomyślałam, że wytnę je w grudniu. Podaruję je do szkoły jako piękne choinki. Może w grudniu spadnie śnieg i będę ciągnąć świerki na sankach, tak jak robił to w moim dzieciństwie tata.
znakomity pomysł - uwielbiam praktyczność i poszanowanie tego, co jest. żal świerków na zatracenia skazanych. na święta, to już inna bajka, bo komuś dadzą radość - krótką, ale dadzą.
OdpowiedzUsuńPS. A jak już będziesz ciągać te świerki sankami - zrób zdjęcie proszę - widok wart czegoś więcej, niż słowa.
Wyobraź sobie renifera z saniami. A teraz drobna zmiana: zamiast renifera - ja 😁. Ogród mojej mamy jest jakieś 400 m od mojej szkoły - to nie będzie całodniowa wyprawa 😉
Usuńna jedno zdjęcie czasu starczy tym bardziej. i nie będziesz uchetana jak koń po westernie.
Usuńno i fajny pomysł z tymi sankami świątecznym drzewkiem ))
OdpowiedzUsuńoraz podoba mi sie podejście Twojej mamy do przyrody