wtorek, 7 listopada 2017

jednonocny

Jestem w ogromnym pensjonacie nieomal na szczycie Ślęży. Nie, żebym się chciała chwalić. Nic z tych rzeczy. Chciałam tylko napisać, że pan z recepcji właśnie mnie poinformował, że będę w budynku sama aż do rana. A ponieważ rano wyjadę, zanim przyjdzie kolejny recepcjonista, mam zostawić klucze w skrzynce na listy.
I tu jest gwóźdź programu:
marekowczarz.pl
mam klucze od drzwi wejściowych i cały ogromny pensjonat do dyspozycji. Dookoła żywego ducha. Za oknem takie ciemności, jakich w rodzinnym mieście nie ma nawet podczas gigantycznej awarii prądu. Niebo pokryte jest grubymi na tysiące kilometrów chmurami, które opadły tak nisko, że jedna z nich zahaczyła mi się dzisiaj o okulary. Siąpi coś, co można nazwać kosmiczną mżawką, albo również nasyceniem powietrza wodą w 200%.
Ale do rzeczy: jeśli ktoś ma wolny wieczór i chciałby go spędzić w  prześlicznym pensjonacie na Ślęży, to zapraszam! Nie jestem tylko pewna, czy nie umrę ze strachu, gdy ktoś zapuka mi do okna (mam pokój na parterze). Nie będę chytra i wezmę od każdego połowę ceny za łóżko. W końcu trzeba wykazać się odrobiną uczciwości. No i jest to oferta dość last minute. Mam dostęp do kawy i herbaty. W sali obok jest kominek. Co prawda nieczynny, ale kto sobie ma poradzić z nieczynnym kominkiem, jeśli nie ja - jednonocny gospodarz pensjonatu!?
Jeśli ktoś się szykuje do przyjazdu, to proszę zabrać ze sobą bułki na śniadanie! I mleko do kawy, bo to, które jest tutaj, rano może już nie być mlekiem... No i musimy wyjechać przed ósmą rano, bo o dziewiątej mam spotkanie kilka miejscowości dalej.

Jeśli nikt się nie zdecyduje na przyjazd, rano napiszę kolejny tom "Sagi rodu Paliserów". Zacznę od tego, jak Glencora Paliser została przez pomyłkę na noc sama w wielkim pałacu i bała się wysunąć głowę spod kołdry, myśląc o tym, jakie niebezpieczeństwa czyhają na nią za każdym rogiem przepastnych korytarzy. To oczywiście, jeśli dożyję.

Jeśli przez najbliższe 3 lata nie napiszę nic na tym blogu, wiecie, gdzie mnie szukać. Masyw Ślęży. Parter. Okno od strony podjazdu. Z widokiem na wielkie, czarne nic.

PS. Ciekawe, czy będę umiała spać w takiej ciszy. Słychać tylko brak jakichkolwiek dźwięków. Może chociaż motocyklista przejedzie, albo karetka, żebym się poczuła jak w domu ;-)

PS. Ach, uczciwość nakazuje mi napisać, że mój samochód jest zaparkowany obok klatki z kozą. Może zaproszę ją na herbatę do kominkowego saloniku. Mam nadzieję, że skorzysta ;-)

niedziela, 5 listopada 2017

milimetrach

- Telefoniczne zgłoszenie szkody komunikacyjnej będzie trwało około 10 minut. Czy jest pani gotowa?
- Tak.
- Jakiego formatu jest uszkodzenie w pani samochodzie, określając formatami papieru, np: A4, B5, C3, A2?
- Żadnego. Uszkodzenie w moim samochodzie jest formatu zderzaka od ciężarówki.
123rf
- Rozumiem. Przejdźmy do kolejnego pytania: Jeśli nie może pani określić wielkości uszkodzenia formatami papieru, proszę podać średnicę uszkodzenia.
- Ono nie ma średnicy, bo jest podłużne. Bardzo podłużne. Od początku przednich drzwi do końca tylnych.
- Rozumiem. Zadaję kolejne pytanie: Jaka jest głębokość uszkodzenia, podając w milimetrach?
- Yyyy... Czy mogę przekazać słuchawkę mężowi? On się lepiej zna na milimetrach.
- Bardzo proszę.

- Dzień dobry panu. Proszę podać wysokość, na której doszło do uszkodzenia samochodu pani Kaliny.
- Wie pan, to było w Warszawie. Nie wiem, na jakiej wysokości. To jest chyba nizina. Musiałbym sprawdzić na mapie, jaka to wysokość.
- Rozumiem. Chodzi mi o wysokość uszkodzenia od dołu pojazdu, a nie o wysokość nad poziomem morza.. W milimetrach
- Licząc z kołami czy bez?
- Z kołami.
- To nie wiem.
- A licząc bez kół?
- Też nie wiem.
- Rozumiem. Czy może pan podać głębokość wgniecenia w milimetrach?
- Czy to ma jakieś znaczenie dla dalszego rozliczenia szkody?
- Nie. Informacje i tak zostaną zweryfikowane przez rzeczoznawcę i obecnie mają tylko charakter orientacyjny.
- O, to mogę podać wszystkie dane. Uszkodzenie ma format A3, średnicę 78 cm, głębokość wgniecenia wynosi 73 mm, a wgniecenie znajduje się na wysokości 585 mm od ziemi. Proszę chwileczkę poczekać.
na boku:
- Kalinko, chcesz mieć wgniecenia raczej wyżej czy raczej niżej?
- Raczej wyżej poproszę.

- Halo? Chciałbym zmienić z 585 mm na 592.
- Bardzo dziękuję za informację.

- No i widzisz, Kalinko? Tak się rozmawia przez telefon!

piątek, 3 listopada 2017

grzeją


- Dzień dobry, czy u państwa grzeją kaloryfery?
wyborcza.pl
- Nie.
- No właśnie! U nas też nie grzeją! Awaria wielka jakaś! Znowu pewnie pękła magistrala, czy jak to się nazywa. Skandal!
- Ale u nas nie grzeją, bo my nie włączamy jeszcze grzania. U nas jest ciepło.
- A, to przepraszam. Widocznie to nie magistrala, tylko nasz zawór. Ale i tak skandal!

czwartek, 2 listopada 2017

dosuszać

4gift.pl
Rok człowieka dzieli się na dwie pory: tę, w której schną ręczniki w łazience wisząc na wieszaczkach i tę, w której trzeba dosuszać ręczniki, żeby nie zostawiały na skórze wspomnienia stęchlizny...

Rok człowieka dzieli się na dwie pory: tę, w której chętnie pije się zimne napoje i tę, w której ma się ochotę podgrzewać nawet colę.

Rok człowieka dzieli się na dwie pory: tę, w której chodzi się w jednych klapkach od rana do wieczora i tę, w której co chwilę przebiera się buty.




środa, 1 listopada 2017

groby

- A jak tam Heniu? Żyje?

- .A potem dolewasz do tego pół szklanki bulionu.

obrazki.jeja
- Tak się cieszę, że wszystkie groby mamy tu pod nosem.

- Halo? No już jesteśmy. A wy?

- Proszę się przesunąć, bo samochód panią potrąci.

- No i gdzie parkujesz, debilu?

- Ustaw te cztery tu w rządku. Żeby było symetrycznie.

- A ci obok znowu zagrabili liście na naszą stronę.

- O, dzień dobry panie profesorze!

- Czy nie za duże te kwiaty kupiłam? W kwiaciarni wydawały się jakieś takie... mniejsze.

- No i znowu ciocia się nie dopasowała kolorem do naszych zniczy!

- No dalej. Już nie przedłużaj. Na Junikowie będą ale korki.



wtorek, 31 października 2017

bagażem

Myślę o relacjach matka-córka.

Słyszę, jak dorosłe kobiety skarżą się na swoje matki. Czują się źle traktowane. Idą przez życie z bagażem złych wspomnień ze swojego dzieciństwa.

deser.pl
- A moja matka to nigdy mnie nie pochwaliła, zawsze tylko "postaraj się bardziej!"
- A moja matka mnie nie lubiła. Wolała mojego brata.
- A moja matka miała depresję i musiałam jej robić herbatę.
- A moja kiedyś wyrzuciła słonika z plasteliny, którego specjalnie dla niej ulepiłam.
- O, o! Moja też! Tylko nie słonika, ale szopkę bożonarodzeniową, zrobioną z rolki po papierze toaletowym! Po Wielkanocy ją wyrzuciła, jakby nie mogła zostawić na przyszły rok!

Słucham i myślę.
Jak cholernie łatwo jest być piękną i młodą córką z fochami, złymi humorami, okresem dojrzewania i złamanym sercem; i jak cholernie trudno być mądrą, wyrozumiałą, zawsze łagodną, wypoczętą, mającą czas i ochotę na rozmowę matką. Rozliczaną z każdego przewinienia. Bez prawa do łagodnego wymiaru kary.

poniedziałek, 30 października 2017

nadeszła


jeja.pl
Skrobałam dzisiaj rano szybę w samochodzie. Oznacza to, że nadeszła wiekopomna chwila i przez najbliższe pół roku będę stękać i marudzić z powodu zimna.

Grubaśny sweter od Psa-w-Swetrze tkwi już w blokach startowych. Skarpety, przypominające swoim wyglądem kokon Obcego Siódmego Pasażera Nostromo, wydobyłam z głębin szuflady.

Byle do kwietnia...

piątek, 27 października 2017

wdzięczności

W pradawnych grobowcach kości ludzkie ułożone są prawidłowo, ale jednak każda osobno.
Tak właśnie się czuję.
tirstop.pl
Każdą kosteczkę mam osobno. Ale czuję je wszystkie. Począwszy od małego palca u prawej stopy, a skończywszy na pokrywce czaszki. Wszystkie kości skrzypią, stękają, poruszają się niechętnie i z pewnym spowolnieniem.
Najgorzej jest z palcami u rąk i nadgarstkami.
To podobno typowe. Zawsze po wypadku samochodowym bolą dłonie, które zaciskają się na kierownicy. Ktoś powiedział, że powinnam się cieszyć, że nie wyprostowałam w tamtym momencie łokci, bo one bolą najbardziej.
Dziękuję wam łokcie, że nie dokuczacie najbardziej.

Najbardziej boli mnie teraz ściśnięta dusza.
I jednocześnie czuję ogromny przypływ wdzięczności dla losu, że skoro umieścił mój samochód w tej samej czasoprzestrzeni, którą zajmowała akurat ciężarówka, to że zadbał, żeby w moim samochodzie nie było wtedy moich dzieci.

sobota, 21 października 2017

kina

Mąż zapytał, czy nie poszłabym z nim jako przyzwoitka do kina. Poszłam. Druga część "Łowcy androidów". W sytuacji, gdy idzie się do kina jako osoba towarzysząca, nie ma żadnego znaczenia, że nie widziało się pierwszej części. Krótkie wprowadzenie w temat nastąpiło w samochodzie, gdy dojeżdżaliśmy już do kina.
hilavitkutin.com
Że stworzono androidy, a Harrison Ford pracował jako myśliwy. I jeden android płci żeńskiej zmiękczył serce Harrisona. I pojawiła się miłość. I film jest kultowy i piękny.
Wzbogacona o cały niezbędny ogrom wiedzy o na temat tworzenia humanoidalnych istot usiadłam w kinie, zaopatrzona w worek śliwek (jesienią śliwki są jednym z moich podstawowych pokarmów) i migdały w czekoladzie z cynamonem (kto czytał poprzednie posty, ten wie, jak cierpię...).

Wytrzymałam wymagane biletem 3 godziny, chociaż było ciężko. Reklamy przed seansem trwały tak długo, że właściwie zanim się skończyły, moja potrzeba patrzenia na duży ekran była już zaspokojona.
Jeśli w teatrze zaczną odgrywać reklamy przed spektaklami, przestanę chodzić! Nawet z mężem! ;-)


czwartek, 19 października 2017

żywności

tekst zawiera lokowanie produktu!!!
Kupiłam w Tesco wielką pakę migdałów w mlecznej czekoladzie z cynamonem.
Nie lubię jeść migdałów, bo włażą mi w zęby.
I pomimo tego nielubienia wyżeram z paki garściami migdały w czekoladzie. Z cynamonem.
No nie daję rady.
Zaczynam podejrzewać, że mam wrodzoną skłonność do autodestrukcji, uzależnień i zachowań aspołecznych.
Wyniosłam tę paczkę do kuchni, żeby nie znajdowała się w zasięgu moich rąk. A po godzinie znowu leżała obok mnie na stole. No sama przylazła!
To jest dowód na spiskową teorię dziejów.
To jest argument dla tych, którzy twierdzą, że producenci żywności dodają do jedzenia mnóstwo różnych dziwnych substancji. Tak, tak! Dodają! Migdałów dodają! I czekolady z cynamonem!

A człowiek bezsilny jest wobec działań wielkich koncernów!
Ach, jaki bezsilny...

poniedziałek, 16 października 2017

załatwiła

- Mamo, kiedy pojedziemy do drogerii z ekologicznymi kosmetykami?
- Ty chcesz tam jechać!? Przecież ciebie nie interesują ekologiczne kosmetyki!
wdolnymslasku.pl
- Zgadza się. Ale w zeszłym tygodniu moja starsza siostra załatwiła z tobą, że pojechałyśmy do Tigera, a ja jej w zamian obiecałam, że załatwię jej niedługo ekologiczną drogerię. No i już tydzień mija, a nadal nie byłyśmy w drogerii!

PS. Dziecko, które ma rodzeństwo, przyszłością narodu...

wolę

art.-madam.pl
- O której do mnie przyjdziesz, Kalinko?
- Nie wiem jeszcze, mamo. Mam sporo pracy i jak się wkręcę w czytanie, to będę później. A jak się nie wkręcę, to przyjadę wcześniej.
- Jednak wolałabym wiedzieć, o której będziesz.
- No to umówmy się na 14. Nastawię sobie budzik, żeby nie zapomnieć. A dlaczego chcesz tak dokładnie wiedzieć? Wychodzisz gdzieś?
- Nie, nie. Będę cały dzień w domu. Tylko nawet jak nic nie robię, to wolę sobie to zaplanować.

niedziela, 15 października 2017

zaprzyjaźnionych

Słowo przyjaźń powinno mieć dwa rodzaje:
ta przyjaźń i ten przyjaźń.
Tej przyjaźni z tym przyjaźniem nie da się nawet postawić obok siebie. To zupełnie inne zjawisko pogodowe i społeczne.
Gdy obserwuję spotykających się ze sobą, zaprzyjaźnionych facetów, otwieram szeroko oczy ze zdumienia.
Prawdopodobnie mężczyźni, gdy widzą spotykające się ze sobą, zaprzyjaźnione kobiety, oceniają to podobnie.
Tylko zupełnie inaczej, naturalnie. Bo tu nic nie jest takie samo.

czwartek, 12 października 2017

fikcja

rysunki.me
Czy autor książki ma prawo świadomie wprowadzać czytelnika w błąd? Przekonywać go do swoich racji, wiedząc, że to kpina? Przedstawiać mu dowody naukowe na poparcie swoich teorii, powoływać się na publikacje, które istnieją tylko w jego głowie? Cytować nieistniejące prace naukowe?
Literatura to fikcja.
Ale czy aż tak?

środa, 11 października 2017

dolne

Podziwiam spryt Matki Natury.
Gdy zrozumiałam, dlaczego ubrała zebry w pasiaste piżamki, wpadłam w zachwyt.
Kiedy dowiedziałam się, że żyrafy, oprócz tego że często jako jedyne w okolicy mogą sobie pozwolić na śniadanko z górnej półki, to jeszcze przy tym mają możliwości przyłożyć wrednej sąsiadce, moje uznanie nie miało granic.
Kocham ośmiornice za to, że jako jedyne w świecie prymitywnych zwierząt mają zdolność omijania przeszkody. Mucha pół dnia będzie walić głową w szybę zamkniętego okna, żeby się dostać do upragnionej kupy. Ośmiornica natomiast spakuje walizki i przejdzie do innych pomieszczeń, żeby sprawdzić, czy tam nie znajdują się drzwi.
Mądrość, przemyślenie sprawy, spryt - taka jest Matka Natura.
Szczyt marzeń Berniego (ogonek.pl)
Prawie zawsze.
Jedyny wyjątek jaki znam, to nasz Bernard. Stuprocentowa świnka morska. Gryzoń w czystej postaci.
Bernard jest rzadkim przypadkiem błędu Przyrody.
Otóż Berniemu przestały rosnąć zęby. Dolne. W związku z tym stracił możliwość odcinania fragmentów obiadu. Skutek tego jest taki, że wielokrotnie w ciągu dnia muszę mu ucierać na tarce marchew i ogórki, muszę mu siekać natkę na krótkie fragmenty, żeby języczkiem wciągnął pyszności i przekazał znacznie oddalonym od usteczek zębom trzonowym do rozdrobnienia...
Wstaję półprzytomna w środku nocy (o szóstej) i natychmiast biegnę do kuchni, żeby utrzeć na tarce marchew, ogórka i buraka...
Zanim omówiliśmy z Bernim sprawę ucierania jedzonka, biedak schudł i stracił humor. Teraz znowu jest podobny do Leonida Breżniewa i piszczy jak stado zarzynanych prosiąt. Znaczy - wszystko w normie.

Po dłuższej chwili:
To jednak nie jest błąd tylko kolejny dowód na mądrość Natury. Dała takiego lekko uszkodzonego Berniego mnie. Pracuję w domu i mogę wielokrotnie w ciągu dnia trzeć na tarce warzywa.
A gdyby tak Berni dostał się w ręce minister edukacji? I ona podczas wizytowania szkół i wygłaszania przemów musiałaby robić przerwy na wyjęcie z torebki dużej tarki i buraka?
Bernard czułby się na pewno niekomfortowo!

wtorek, 10 października 2017

piekarni

that.pl
 O szóstej rano poszłam do naszej piekarni po chleb.

Jeśli ktoś mówi Wam, że najgroźniejszą substancją uzależniającą jest kokaina, to kłamie.
Najgroźniejszy jest poranny chleb z naszej piekarni. Ciepły, mocno przypieczony i chrupiący.
I do tego ten zapach!
Moja silna wola została rozsmarowana na szóstej kanapce z powidłami śliwkowymi.

Ratunku! Przecież ja już nie mogę!!!

piątek, 6 października 2017

pielgrzymów

święcipańscy
-... a do Gniezna, do relikwii św. Wojciecha, przybywało mnóstwo pielgrzymów. I przybył też cesarz Otton III. Bolesław Chrobry powitał cesarza Ottona w Gnieźnie bardzo uroczyście i cesarz był z tego bardzo zadowolony, ale chciał z Gniezna zabrać ramię św. Wojciecha, a w zamian oferował gwóźdź z krzyża i kopię włóczni św. Maurycego.
- A jak już cesarz przyjechał do Gniezna, to Bolesław...
- Mamo, on chyba nie przyjechał! To była pielgrzymka, a pielgrzymi chodzą na nogach!

Nigdy nie byłam dobra z historii, ale niektóre sytuacje są doprawdy zaskakujące ;-)

PS. Zamieszczone obok zdjęcie może być wizerunkiem innych relikwii. Uznałam jednak, że jest dostatecznie wymowne.

Atlantyk

Zaczynam się martwić o Atlantyk.

itaka.pl
Podejrzewam, że wiatr przeniósł go całego w moje okolice. Wyspy Zielonego Przylądka prawdopodobnie przestały być wyspami i autochtoni jeżdżą teraz na kontynent na deskorolkach... Od wczoraj leje. A pogoda przypomina regularny sztorm. Na gigantycznych kałużach robią się regularne fale. "Podnieście kotwicę, panie kapitanie ziemia na horyzoncie, cała naprzód" - taki widok mam z okna. Czekam, aż frachtowce zaczną cumować na moim miejscu parkingowym.

Rano na balkonie miałam kępę liści i kwiatów. Rozejrzałam się po balkonach sąsiadów, ale to nie od nich. Wiatr przywiał mi fragment cudzego ogrodu. Gdyby ktoś szukał, to bardzo proszę. Są do odbioru.

czwartek, 5 października 2017

przodków

- Nie no, daj spokój! Nie możesz swoich lęków tłumaczyć tym, że dostałaś je w spadku od swoich przodków! Żyjemy w XXI wieku. Teraz liczą się fakty, a nie czyjeś przekonania!
filing.pl
- A dlaczego boisz się wysokości?
- Nie wiem... Zwyczajnie... Wszyscy się boją...
- Ja nie.
- Ale większość się boi.
- Chyba nie. A jak myślisz, dlaczego akurat ty się boisz? Przecież nie masz żadnych osobistych negatywnych przeżyć związanych z wysokością. Nie spadłaś nigdy z mostu, nie zamknięto cię na szczycie wieży, nie byłaś świadkiem jak ktoś wyskoczył z okna w wieżowcu. A jednak się boisz...
- To jest kwestia działania synaps.
- I jesteś pierwszą osobą w twojej rodzinie, która ma w głowie synapsy, czy może ich budowę i sposób funkcjonowania odziedziczyłaś po przodkach?

poniedziałek, 2 października 2017

mylą

A co, jeśli naukowcy się mylą?
socratic
Jeśli przyjęte przez nich zasady nie są prawdą prawdziwą, tylko rodzajem umowy, która kiedyś zostanie przez kogoś obalona?
Przez stulecia wierzono, że wszystkie organizmy zostały stworzone w takiej formie, w jakiej możemy je dziś oglądać. I nagle przyszedł niedouczony i prymitywny Charles, który nie miał pojęcia, że zrobił durniów ze wszystkich przyrodników.
A jeśli przyjdzie teraz jakiś John, Lee albo Ismael i zrobi durniów z fizyków, udowadniając, że atom wcale nie składa się z elektronów krążących wokół jądra, tylko na przykład z płatków energii, oblanych syropem z niedospania?
I będziemy się potem śmiać, że kiedyś wierzono w jakieś orbity, których nikt przecież nigdy nie widział...

piątek, 29 września 2017

kluczy

Pojechałam z Bernardem do weterynarza, sprzątnęłam wszystko to, co narosło od wczoraj, pochłonęłam śniadanie, wypiłam kawę, zjadłam śliwkę i siadłam do pracy. Telefon. Mama.

4gift
- Kalinko, wiesz, ja stoję pod domem i nie mogę znaleźć kluczy. Byłam z Czesiem na cmentarzu, musiałam je gdzieś zgubić.
- Kieszenie przejrzałaś?
- Tak.
- A torebkę przejrzałaś?
- Tak.
- To czekaj tam na mnie. Już jadę.

Pojechałam. Najpierw sprawdziłam, czy drzwi do mamy mieszkania są zamknięte na klucz. Niestety były. Otworzyłam je moim kluczem i wyrzuciłyśmy wszystko z mamy kieszeni oraz torebki na stół. Powstała z tego góra rozmiarów Kasprowego. Kluczy brak. Zadzwoniłam do Czesia, żeby sprawdził, czy w jego samochodzie nie ma kluczy. Nie było. Ustaliłam, w którym miejscu mama wsiadała i wysiadała z czesiowego samochodu i poszłam szukać kluczy na parkingu.
Znalazły się. Leżały na skrzynce elektrycznej.

Wróciłam do domu, wypiłam kawę, zjadłam śliwkę i siadłam do pracy. Chyba wyłączę telefon...

środa, 27 września 2017

priorytetów

jeja.pl
No i wszystko się toczy i toczy. A nagle Palec Opatrzności, specjalista w dziedzinie ustalania priorytetów życiowych, bierze się do roboty. Tu coś wskaże, tam kiwnie, gdzie indziej przestawi i w ciągu pięciu minut wszystkie problemy, którymi zamartwiałam się przez ostatnie miesiące, znikają. Nie mogę sobie nawet przypomnieć, co mnie tak dręczyło. Cud, czy co?

Szkoda tylko, że natura nie lubi próżni i na miejsce starych problemów wciska człowiekowi od razu inne.

Cholera jasna, jaka szkoda...

Wolałam te stare, których już nie pamiętam. Swojskie jakieś były. I człowiek mógł sobie z nimi pogadać po ludzku... A teraz patrzę nowym na usta i nic nie rozumiem...

Cholera jasna, jak nie rozumiem...

poniedziałek, 25 września 2017

złożyć

freepik
- Przeszukuję Internet. Chcę kupić specjalne metalowe pudełko, do którego można złożyć wszystkie wyrzuty sumienia. Szczególnie te związane z niezrobioną pracą.

Najlepiej z zamkiem zatrzaskowym.
Włożę, zatrzasnę drzwiczki i zawartości nie da się wyjąć.

Gdyby ktoś miał dostęp do producenta, będę wdzięczna za namiary.

Być może powinien to być model, do którego po jakimś czasie da się dostawić z boku drugi, trzeci i kolejne egzemplarze.

piątek, 22 września 2017

machając

Córki nie poszły do szkoły, gdyż jedna miała chrypę a druga miała odpowiednią opowieść wyjaśniającą, dlaczego nie musi iść do szkoły.
szalstudio.pl
Decyzja zapadła o 6.45 i wywołała natychmiastowe konsekwencje: jak stałyśmy, tak zaległyśmy w łóżkach. Wyspać się w piątek rano to luksus, który zmienia życie w bajkę. I gdy właśnie w tej bajce przeskakiwałam z kwiatka na kwiatek, machając skrzydełkami i przymierzałam szklany pantofelek, zawiązując pod brodą sznurek od czerwonego kapturka, zadzwonił telefon.
- Kalinko, czy coś się stało?
-Eeee... Yyyyy...
- Czy ty spałaś?
- Yhy...
-Oj, tak bardzo cię przepraszam. Ja wiem, że mam do ciebie rano nie dzwonić, bo ty czasem śpisz i teraz jest mi tak strasznie przykro, że
- Famo, fóźniej...
- ...że cię obudziłam mi przykro i aż nie wiem co powiedzieć, bo...
- Mamo, fóźniej...
- ...bo właściwie to nie mam nic ważnego i tylko...
- Mamo, zadzwoń później. Ja śpię.
- Aha.

Mama się rozłączyła, a ból głowy wielki jak smok wawelski wręcz przeciwnie...


czwartek, 21 września 2017

naciskając

Jadę do K. Jest ósma rano, na moim pasie ruch umiarkowany - większość kierowców zdąża do pracy do miasta i jadą w przeciwną stronę. Zatrzymuję się przed przejazdem kolejowym zgodnie z zasadą, że nie znam dróżnika i nie mam podstaw, by mu zaufać. Gdy upewniam się, że żaden pospieszny, ani nawet osobowy nie wbije mi się w karoserię, przejeżdżam przez tory i we wstecznym lusterku widzę za sobą radiowóz. Po minięciu przejazdu rozpędzam się do przepisowej 50 i podziwiając okolicę, jadę noga za nogą, koło za kołem. We wstecznym lusterku widzę, że sznur samochodów za mną zaczyna sięgać Górnego Karabachu. Droga prowadzi przy jeziorze, nad którym teraz raczej nie ma tłumów, ale ograniczenie prędkości obowiązuje mimo to przez cały rok. Wszystkie samochody za mną jadą więc z prędkością 40 km na godzinę. Jak Bóg przykazał. Celebruję lasy i łąki dookoła, dojeżdżając do tablicy z nazwą malutkiej miejscowości, w której ruch ograniczony jest do 30. Nie wierzę własnym oczom. Pięć chałupinek na krzyż, a kilkadziesiąt samochodów jedzie jak kondukt pogrzebowy. Jestem w tej dobrej sytuacji, że wiem, dlaczego się tak wleczemy. Kierowcy na końcu kolumny przecież nie wiedzą, że to siła wyższa zmusza nas do zachowania prędkości spacerowej. Nikt nikogo nie wyprzedza, każdy podejrzewa, że dzieje się coś dziwnego na drodze. Wyjeżdżamy z wioski i dojeżdżamy do dużego skrzyżowania. Tu odłączam się od głównej drogi i skręcam w prawo, natychmiast naciskając pedał gazu. Z osłupieniem patrzę we wsteczne lusterko. Radiowóz jedzie za mną.
autostuff.pl
Nie będę się rozpisywać, jak to wielokrotnie skręcałam w różnych miejscowościach, a radiowóz cały czas siedział mi na ogonie. W życiu nie jechałam tak przepisowo. W końcu dojechaliśmy (ja i policja oraz sznur zmieniających się samochodów za nami) do miejscowości obok K. Pomyślałam sobie, że jeśli przejadą za mną przez miasteczko, zjadę na pobocze, zatrzymam ich i powiem, że przyznaję się do wszystkiego, tylko niech już mnie wyprzedzą.

I wtedy na skrzyżowaniu zauważam trzy stojące na światłach radiowozy i tłum policji po obu stronach drogi. Od razu domyśliłam się, że to obława, zaczęłam zastanawiać się, czy zbiją mi się okulary, gdy mnie będą rzucać na ziemię i czy pozwolą mi wziąć do celi inhalator, bo jeśli nie, to współosadzone ukatrupią mnie pierwszej nocy, żeby uciszyć mój kaszel. Ale nic takiego się nie stało. Minęłam tabun policjantów a mój radiowóz zatrzymał się na poboczu. Pojechałam dalej sama.

Dziś dowiedziałam się, że minister Błaszczak otwierał wczoraj komisariat w tej miejscowości. Radiowóz prawdopodobnie kontrolował trasę przed kolumną z Sam-wiesz-kim. Myślę, że policjanci z radiowozu musieli wcześniej zorientować się, że jedziemy w to samo miejsce. Ciekawe, co sobie pomyśleli... Mam nadzieję, że wzięli mnie za osobistego lekarza pana ministra. Albo... Nie, nie. Jednak wybieram opcję: osobisty lekarz.

sobota, 16 września 2017

imprezę

-Wiesz, mamo, wczoraj moja córka urządzała osiemnaste urodziny. Mówiłam ci o tym od kilku dni, pamiętasz? Kupowałyśmy nawet razem produkty na sernik, przypominasz sobie? Impreza była wspaniała. Przyszło mnóstwo jej znajomych, fantastycznie się bawili, tańczyli do rana, spadł im na podłogę tort urodzinowy i zapaliła się bagietka, którą ktoś położył za blisko palnika. Jedna osoba zgubiła okulary a druga kurtkę, zbił się kieliszek od szampana i nie dotarł na czas prezent, zamówiony przez Internet. Wszystko zgodnie z odwiecznym scenariuszem osiemnastek. Tak jak powinno być na pierwszych pełnoletnich urodzinach.
youtube
- Och, to cudownie, Kalinko. Nic o tym nie wiedziałam, że twoja córka będzie miała imprezę osiemnastkową. Nie mówiłaś mi o tym... A dużo było gości?
- Tak, mamo. Bardzo dużo.
- A coś się zniszczyło?
- Zbił się kieliszek od szampana, jedna osoba zgubiła okulary a druga kurtkę.
- Ach, to pili szampana? A tańczyli?
- Tak mamo, tańczyli. Do rana.
- A na tej imprezie była orkiestra?

Kurtyna w dół. Oklaski.

piątek, 15 września 2017

samcem

Pamiętam moment, gdy dowiedziałam się, że w oryginale "Kubusia Puchatka" Sowa Przemądrzała jest samcem. To było niezmiernie zaskakujące, ponieważ nigdy nie pomyślałam o żadnej sowie, że jest samcem. Sowa jest samicą i już.
humorek.pl
Tak samo mam z żyrafą. Żyrafa to samica. Nie wchodzę tu w niuanse natury seksualno-rozrodczej. Odcinam pewne oczywiste oczywistości. Nie zadaję sobie krępujących pytań i nie liczę na żadne nieprzyjemne wyjaśnienia. Wewnętrzne przeświadczenie mówi mi, że żyrafa to samica i gdybym miała zwrócić się do jakiejś, z całą pewnością zaczęłabym od "Maleńka!".
Nie ma tu znaczenia rodzaj rzeczownika, gdyż rekin też jest samicą, a koala zawsze i niezmiennie samcem...
Jeże są samcami, to chyba oczywiste. Gdybym brała do ręki kolczastą kulkę, widziałabym w niej czułego i troskliwego ojca innych kolczastych kulek.

Co ciekawe, w takim odbiorze przyrody zupełnie nie przeszkadza mi przyrodnicze wykształcenie.  Ciekawe, czy gdybym była fizykiem, w pewnych okolicznościach moje wewnętrzne "ja" zaprzeczałoby istnieniu grawitacji... ;-)

środa, 13 września 2017

drzemka

Gdy rano dzwoni budzik, nie mogę sobie przypomnieć, czy to jest już ostatnia drzemka, czy dopiero pierwsza...
blasty.pl
Producenci telefonów powinni przewidzieć taką opcję i urządzić to w następujący sposób:

Włącza się alarm, a lektor cichym głosem informuje: "Drzemka numer 1. Pozostały jeszcze dwie do wykorzystania".
Przy trzeciej drzemce stanowczy głos informowałby: "To jest twoja ostatnia szansa na pobudkę!"

Dzisiaj jest 13 września 2017.
Jeśli ktoś kiedyś będzie próbował zgarnąć ogromną kasę za ten pomysł, to oświadczam, że byłam pierwsza!

wtorek, 12 września 2017

dlaczego

Poniedziałek, godz. 7.00
pl.aliexpress
- Znowu mi dałaś do szkoły jabłko? Mówiłam ci, że nie lubię jabłek!

Wtorek, godz. 7.00
- Za wcześnie mnie dzisiaj obudziłaś!

Środa, godz. 7.00
- Dlaczego moja młodsza siostra weszła przede mną do łazienki?

Czwartek, godz. 7.00
- Za późno mnie obudziłaś i teraz muszę się spieszyć!

Piątek, godz. 7.00
- Nie powiedziałam ci, że już nie lubię kanapek z miodem, bo zapomniałam!

Poniedziałek, godz. 7.00
- Z czym mi zrobiłaś kanapkę do szkoły, bo akurat tego nie lubię?

Wtorek, godz. 7.00
- Robisz mi za duże śniadania do szkoły!

Środa, godz. 7.00
- Ale jak to? Mam sama sobie robić śniadania do szkoły? I sama się budzić? Ale dlaczego?

poniedziałek, 11 września 2017

służba

Czy to jest możliwe, że wróci obowiązkowa służba wojskowa?

newsweek.pl
Czy w XXI wieku można zmusić młodych, jędrnych i ambitnych mężczyzn, żeby przez dwa lata polerowali obcasy w koszarach?

Oglądam Teatr Telewizji.
Świetny Gajos jako oficer komunistycznego kontrwywiadu.
Boże, nie spraw, żeby historia toczyła się kołem.

wiercić

Od jakiegoś czasu budzę się w nocy o podobnej godzinie. Nie napiszę, czy ten "jakiś czas" trwa kilka dni, kilka miesięcy czy kilka lat, bo się wstydzę.
wordpress.com
Wygląda to mniej więcej (raczej więcej) tak: śpię, śpię, śpię, zaczynam się wiercić, budzę się ale udaję że śpię, po kilku minutach otwieram oczy, patrzę na zegarek i jest prawie ta sama godzina co wczoraj, przedwczoraj, przedprzedwczoraj i... i już.
Dzisiaj o tej właśnie godzinie rozbudziłam się na dobre. Włączyłam internet i wpisałam w google pytanie, co oznacza budzenie się o tej godzinie.

I tu jest sedno sedna: jeśli jesteście w podobnej sytuacji - nie róbcie tego!
Nie sprawdzajcie, jeśli jesteście wątłego zdrowia psychicznego i fizycznego!
Otóż przeczytałam ochtylion artykułów o tym, że conocne budzenie się o tej właśnie godzinie jest objawem... no w zasadzie wszystkiego. Opętania, wszelakich chorób, zaburzeń trawienia, złej pracy nerek, wątroby, płuc, serca lub mózgu, smutku, wysokiego ciśnienia krwi, niskiego ciśnienia krwi, żałoby, apatii, stresu, braku stresów, oczyszczania się organizmu z toksyn a nawet gromadzenia się toksyn w organizmie - w zasadzie każdy może znaleźć coś dla siebie...

Dzisiaj wybrałam złą pracę wątroby, brak stresów, opętanie, pełnię, niedobór płynów w organizmie i żyłę wodną.
Opcji jest tyle, że wystarczy mi aż do Wielkanocy. Internet daje człowiekowi wolność. Wolność wyboru. ;-)

piątek, 8 września 2017

konsumpcję

choZoba.pl
- Byłyśmy na kawie. Mały stoliczek, dwie spore kawy oraz pół godziny przeznaczone na konsumpcję i pogawędkę o życiu. Już w trzeciej minucie oparłam się o stolik i wylałam zawartość obu filiżanek na stół. Szybkość zniknięcia kawy z filiżanek wpłynęła niekorzystnie na długość pogawędki. Wróciłam do domu po dwóch godzinach... Następnym razem zamówię od razu dwie puste filiżanki. Po co płacić za patrzenie na brudne naczynie po kawie?!

wtorek, 5 września 2017

garach

- Postanowiłam zrobić gołąbki. Prawdziwe, pyszne, takie jak robiła mama. Przepis wyciągnęłam z bezmiaru Internetu i zakupiłam niezbędne produkty. Niestety, nie spojrzałam na proporcje i przygotowałam tyle farszu, że w trakcie produkcji kapuścianych zawiniątek musiałam pojechać po jeszcze jedną kapustę.
muka.pl
Efektem moich gołąbkowych poczynań stały się cztery wielkie gary wypchane gołąbkami.

Pytanie: Czy gołąbki mogą się kiedyś znudzić?
Odpowiedź: Nie po czterech garnkach... To stanowczo za mało...


poniedziałek, 4 września 2017

zamknięto

W moim mieście zamknięto właśnie jedną z większych ulic w centrum. Plany przewidują, że będzie ona remontowana przez półtora roku, czyli optymistycznie licząc, remont skończy się gdzieś w okolicach Wigilii 2028. Ponieważ zamknięcie jednej ulicy to pikuś i nie takie rzeczy już się w życiu robiło, dodatkowo wprowadzono w tym samym momencie zmianę rozkładu jazdy wszystkich tramwajów i autobusów.
interia.pl
Skutkiem tego całe centrum stanęło jak po wybuchu bomby atomowej, tramwaje upchnęły się na kilku ulicach tworząc swoiste tramwajowe dżdżownice, co zablokowało ronda i skrzyżowania. Wszyscy kierowcy i pasażerowie, którzy liczyli na przejazd przez centrum, zorientowali się, że się przeliczyli. Nie po to w końcu w centrum dużego miasta są ulice, żeby po nich jeździć!
Ponieważ trzy-czwarte samochodów, autobusów i tramwajów stało w jednej dzielnicy, skutki odczuło całe miasto. Na peryferiach ulice świeciły pustkami. Dojechałyśmy z młodszą córką do szkoły w 6 minut, nie stojąc na żadnych światłach. Zamiast o 8.00, byłyśmy na miejscu o  7.26.

Tym samym apeluję do Zarządu Dróg Miejskich o zamykanie kolejnych ulic!

czwartek, 31 sierpnia 2017

okazji

załamka.pl
- Mogę do ciebie przyjechać?
- A coś się stało?
- A dlaczego miałoby się coś stać?
- Bo ty nigdy do mnie nie przyjeżdżasz bez powodu.
- Nie, no coś ty! A tak przy okazji, jak już będę u ciebie... Mogłabyś mi obszyć zasłony na maszynie?

selfie

A jak książę William zrobił sobie już selfie z uroczą szatynką w białej marynarce, to zapytał:

- A czy na pewno moja najdroższa Kalina zmieściła się też na tym zdjęciu?

Także uspokajam, proszę księcia. Jest i kawałek Kaliny. :-)

środa, 30 sierpnia 2017

balkonie

Zapomniałam już, że późnym latem uaktywniają się pająki krzyżaki...
partybox.pl
Tylko dlaczego wszystkie na moim balkonie?!
I czy jeśli już mój balkon jest miejscem docelowym pajęczych pielgrzymów, to czy nie mogłyby przychodzić trochę mniejsze?!

wtorek, 29 sierpnia 2017

wykiełkował

"nie wrzucanie" boli, reszta bawi... (demoty.pl)
Zasadziłam w ziemi jednego, malutkiego, pysznego pomidorka koktajlowego, którego kupiłam wczesną wiosną w sklepie. Pomidorek miał dość łagodny start i wykiełkował dopiero w lipcu. Za to rzucił się na świat kilkudziesięcioma malutkimi kiełkami, przepychającymi się ku słońcu. Rozdałam większość sadzonek a zostawiłam sobie jedną. Teraz mam na dorodnym krzaczku stado żółtego kwiecia i dwa ciemnozielone pomidorki. Trzymam kciuki, żeby zdążyły dojrzeć.
Jeśli zdążą, to jednego przechowam, żeby znowu zużyć go na nasiona. Takich genów nie można marnować na paszę!
To będzie perpetuum mobile pomidoriensis. Pierwszy na świecie pomidor, którego owoców nikt nie je z powodu silnej więzi emocjonalnej.

niedziela, 27 sierpnia 2017

perfumy

kochamkonie.pl
Mieszkam w stajni.
Przynajmniej na to wskazuje zapach, unoszący się w moim domu.
W niektórych pomieszczeniach czuć delikatną nutę końskiej perfumy. W pozostałych - wyraźny smrodek.
I tak jest co roku pod koniec sierpnia, gdy dziewczynki wracają z końskiego obozu... Szczęśliwe i zmęczone.

sobota, 26 sierpnia 2017

torebki

Weszłam na stronę sklepu z torbami, torebkami i torebeczkami. Miliony miliardów różnych przedmiotów. Pozaznaczałam sobie te, które na pierwszy rzut oka mi się spodobały, żeby przyjrzeć im się dokładniej później.
Ku mojemu zaskoczeniu, wszystkie torebki, które uznałam za ładne, zostały określone przez sprzedawcę jako "torby męskie"...
To już nawet torebki mają płeć?!

czwartek, 17 sierpnia 2017

kobiecie

myself
Zatrzymałam się przy płocie i czekałam. Niedaleko mnie stanęła grupa osób w pewnym wieku. Rozmawiali o jakiejś kobiecie. Zastanawiali się nad tym, jak jej się mieszka w obcym mieście. Padła nazwa miasta, w którym mieszkam. Po chwili omawiali sprawę męża tej kobiety i zaczęli posługiwać się ich imionami. Znam pewne małżeństwo o tych samych imionach i bawiło mnie, że tyle faktów się zgadza. Ale gdy padło pytanie, ile mają dzieci i ktoś powiedział, że troje, ale w zasadzie czworo, oniemiałam. To już nie mógł być zbieg okoliczności. Wtedy jedna z osób powiedziała:
- Ale nie wiem, czy to najmłodsze to chłopiec, czy dziewczynka. Bo najstarszy był chłopiec, potem urodziła się dziewczynka i chłopiec. A to ostatnie? Oni tacy wszyscy podobni do... (i tu padło nazwisko...).
Odwróciłam się do państwa i powiedziałam:
- To najmłodsze to chłopiec.

     Państwo mieli takie miny, jakby mi nie ufali. A ja przecież  wiem! No kto by nie wiedział, jakie dzieci ma najbliższa przyjaciółka?!

środa, 16 sierpnia 2017

obecności

- Dzień dobry, Kalino. Tu wujek Zbardzodaleka. Niestety nie możemy z ciocią przyjechać na pogrzeb twojego taty. Ale bardzo chcielibyśmy. Mamy taką propozycję: podczas pogrzebu twojego taty pójdziemy z ciocią na najbliższy cmentarz i sprzątniemy jakiś zaniedbany grób. Czy odpowiada wam taka forma naszej obecności na pogrzebie?
- Naturalnie, wujku. Będzie mi bardzo miło, że będziecie z nami w tym czasie.
-To bardzo dobrze. Oczywiście kwiaty, znicz - wszystko będzie jak trzeba.

Tak było kilka lat temu. Do dziś jestem dumna, że mam takich roztropnych krewnych.

- Kalina, %&#$%@! No %#&@%#! Niech to %&#%@! Bardzo, bardzo cię przepraszam, ale pomyliłam dni i nie przyszłam wczoraj na pogrzeb twojego taty, tylko dzisiaj. Gdy zobaczyłam, że was nie ma, sprawdziłam datę. Czy wyrażasz zgodę, żebym kwiaty i znicz położyła na jakimś innym grobie?
- Naturalnie. Na jakimś starym, poproszę.
- Będzie stary. I jestem z tobą! Wszyscy byli wczoraj, ja jestem dzisiaj!
- Dziękuję. Ściskam.

Tak było kilka lat temu. Do dziś jestem dumna, że mam taką roztropną przyjaciółkę.


Jeśli kiedyś na grobie swoich bliskich znajdziecie świeże kwiaty i znicz, to pomyślcie, że gdzieś jakaś Kalina miała pogrzeb w rodzinie. Pewnie bardzo daleko. I może nie dziś...

wtorek, 15 sierpnia 2017

kotach

Byłyśmy z mamą w kinie na "Kedi".

- Kalinko, tak się zastanawiam... Ten film był o kotach, prawda? Ale gdyby tak powiedzieć coś więcej, to o czym on był?
- Tego się nie da, mamo, opowiedzieć.
- To wspaniale. Bo już się bałam, że tylko ja uważam, że się nie da.

niedziela, 13 sierpnia 2017

sraczkowych

Mama wyhodowała na balkonie pomidorki i szczypiorek. Codziennie na śniadanie robiła sobie kanapeczki z pomidorkami i szczypiorkiem.
Aż się pochorowała.
Zaczęło się tradycyjnie. Od lekkiej sraczki. Choroba się rozwijała, doszło do stanu, który wymusił na mamie podpisanie zgody na zamknięcie na oddziale chorób zakaźnych, bez możliwości odwiedzin aż do momentu wykluczenia cholery, dżumy, malarii, trądu i salmonellozy.

przepisy.net
Mama wykluczała Salmonellę od początku, mówiąc specjalistom chorób sraczkowych, że przyczyną dolegliwości są pomidorki. Pierwsze objawy choroby pojawiły się bowiem łącznie z pierwszymi pomidorkami. I w miarę przybywania pomidorków, objawy się powiększały. Określenie "skórka od pomidorka mi się przykleiła do żołądka" nie wzbudza entuzjazmu w lekarzach medycyny. Oj, nie wzbudza...
Wszystkie choroby w szpitalu wykluczono. Znaczy - mama zdrowa, tylko biegunkę ma nie wiadomo po co.
Podczas pobytu w jednoosobowej celi mama wyzdrowiała, nabrała sił i wróciła do domu.
Pomidorków jeść już nie chciała, szczypiorku też. Zabrałam się zatem za utylizację owych.
Podczas eksmisji przyjrzałam się pomidorkom starannie. I nic.
Postanowiłam wyeksmitować również szczypiorek. I cóż się okazało? W doniczce ze szczypiorkiem wyrosła jedna, maleńka kępka szczypiorku i obfita, dorodna i zielona kępa trawy. Mama jadła codziennie na śniadanko pomidorki ze świeżo ściętą, pokrojoną na drobno, zieloną trawką...

I ładnie to tak podejrzewać niewinną Salmonellę?!


czwartek, 10 sierpnia 2017

kosmetyków

Na lotnisku podeszła do mnie uśmiechnięta pani i w języku inglish spytała mnie, jakich kosmetyków używam do pielęgnacji okolic oczu.
W pierwszej chwili nie mogłam sobie przypomnieć, gdzie są okolice oczu.
Pani zorientowała się, że nie warto zadawać mi bardziej szczegółowych pytań i zaproponowała mi na próbę cudowny krem do tychże okolic.
Zgodziłam się.
ilewazy.pl
Sądziłam, że dostanę maluteńkie opakowanie kremu, jednak to nie było to. Pani rozsmarowała mi pod prawym okiem różowawą paćkę, tłumacząc przy tym, że kanały limfatyczne, komórki nerwowe, mięśnie okalające gałkę oczną, a nawet inne sprawy powodują, że mam zmarszczki. Trochę mnie to ucieszyło, bo dowiedziałam się także, że wystarczy rzeczoną paćkę rozsmarowywać pod moimi oczami i zmarszczki znikną. Nie żebym od razu zamierzała ją kupować, ale miło mieć świadomość, że zmarszczki można usunąć bez użycia ostrych urządzeń. Dostałam w łapki lusterko, aby podziwiać efekt działania kremu.
Podziękowałam za wspólnie spędzony czas i nic nie kupiłam. Za to radośnie pobiegłam do czekającej pod bramką rodziny. Powiedziałam im, że gdy tylko zechcę, mogę zlikwidować zmarszczki na twarzy. Nakazałam też podziwiać efekt działania kremu. Wszyscy byli zachwyceni. Uznali, że istotnie, pod jednym okiem mam zdecydowanie mniej zmarszczek.
I tu kończy się sielanka, a zaczynają schody, gdyż albowiem dostałam zaparcia intelektualnego i spytałam:
- Pod którym?
Bez żadnego wahania cała trójka wskazała to drugie oko. To bez kremu.

środa, 9 sierpnia 2017

działającego

Słowo honoru, że pamiętam niektóre liczby. Na przykład pesele swojej rodziny (tak, tak! moje drugie imię to EuGeniusz!), własny NIP, czasami nawet piny do kart płatniczych. Jednak za żadne skarby świata nie mogę zapamiętać pinu, którym się odblokowuje telefon po jego wyłączeniu. Ten, którego można wstukać tylko trzy razy...
Gdy wyjeżdżam z domu na kilka dni, przeważnie dzwonię do domowników w momencie, gdy bateria w telefonie wskazuje kilka procent i błagam, żeby biegli jak rącze gazele do lodówki i z niej przeczytali i podali mi pin. Po czym zapisuję go na tym, co akurat mam pod ręką. Najczęściej jest to szyba w samochodzie, a piszę cyfry (przepraszam wrażliwych estetów za ohydę i wulgarność) oślinionym palcem... A potem odczytuję je, patrząc pod słońce... Wstyd mi za to bardzo i wiem, że nie zostanę miss Pomorza Śląskiego z tego powodu.


etuistudio.pl
Tym razem wyjechaliśmy na urlop we czworo i nie było nikogo, kto by do lodówki zdążył na czas. A mój telefon się wyłączył. Na samym początku wyjazdu.

To był wstęp. Teraz jest treść zasadnicza:

Jasna pogoda, jak cudownie jest wyjechać na wakacje i nie mieć działającego telefonu!!! Żadnych maili, żadnego przeglądania bzdurnych stron, żadnego poczucia, że natychmiast muszę coś zrobić, żadnego myślenia o karambolach na autostradzie, seryjnych mordercach, obłudnych politykach, plagach egipskich i gradobiciach! Nikt mi nie przypominał o zagrożeniu terroryzmem, konieczności brania kredytów oraz niebezpieczeństwie latania samolotem. Telefon zamieszkał na tydzień w sejfie i nie wyszedł z niego ani razu! Nie musiałam go ciągle szukać w torebce, nie musiałam się martwić, że go zostawiłam w samochodzie na widocznym miejscu, nie musiałam się martwić, że nie usłyszałam, jak ktoś dzwonił. Nic. Wielkie, cudowne, wakacyjne NIC!

No każdemu życzę!

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

należytych

Siedzimy na plaży. Późny wieczór. Cisza, spokój.
Niedaleko nas rozsiadają się państwo z malutkim szczeniaczkiem, który jest tak słodki, że przyciąga nasz wzrok silniej niż falująca woda. Gapimy się na pieska, wydając dźwięki typu: Ach, och, uch. Państwo bawią się z pieskiem. Mają z tego kudłatą górę piszczącej radości.
Nagle pani wstaje, bierze pieska na ręce, podchodzi do nas i kładzie przy nas cudnego szczeniaczka. "Proszę, też możecie się nim nacieszyć".

Zostaliśmy wylizani, obskakani, obwąchani, pogryzieni szpileczkowymi ząbkami - wszystko w należytych proporcjach.

Czy życie nie jest cudowne?!

sobota, 29 lipca 2017

dokończenia

- Co teraz robisz?
fishki
- Próbuję się zmobilizować do dokończenia pracy.
- I co?
- Na razie próby nie są zakończone sukcesem. Ale to wynika z definicji próby. Gdyby każda próba kończyła się sukcesem, próbowanie straciłoby rację bytu...

czwartek, 27 lipca 2017

literaturę

       To cudownie, gdy dziecko kocha literaturę. Jeszcze cudowniej, gdy kocha tę samą literaturę co mamusia. Tak właśnie zdarzyło się w przypadku moich córek, które obie pokochały miłością szczerą Harrego Pottera.
rzeczone figurki
       Najpierw ze starszą córką przeczytałam, wysłuchałam, a następnie obejrzałam wszystkie części wszystkiego, co kiedykolwiek wyszło spod pióra J.K.Rowling. Audiobooki czytane przez Fronczewskiego i Zborowskiego wryły mi się w mózg szeroką koleiną i właściwie już nawet bez płyt mogłam w samochodzie odtwarzać poszczególne rozdziały...
       Kilka lat przerwy pozwoliło nieco zapomnieć niektóre fragmenty, ale jakiś czas temu znowu wróciliśmy do Hogwartu, tym razem dzięki młodszej córce. Książki, audiobooki i filmy, dodatki, kolorowanki, opracowania, no dosłownie wszystko, co wspomina Harrego Pottera choćby w ostatnim rozdziale, jest nam bliskie.
       Teraz młodsza córka robi własnoręcznie grę, opartą na zasadach "Monopoly", której akcja toczy się w świecie Harrego Pottera. Plansza już jest, wszystkie banknoty, karty do losowania - cud-miód. Brakowało tylko figurek. I oto wczoraj powstały. Najpiękniejsze figurki Harrego i jego kumpli.
Wyrazy zachwytu można wpisywać w komentarze. Proszę się nie powstrzymywać przed komplementowaniem. Wszystko przekażę 11-letniej córce, która tylko przez czyste zaniedbanie ze strony Ministerstwa Magii nie dostała w tym roku listu, informującego o przyjęciu do Hogwartu.
No ale czego można się spodziewać po ministerstwach w dzisiejszych czasach...?

PS. Na prośbę córki przekazuję dwa pytania:
1. Która figurka przedstawia którego bohatera?
2. Która figurka najbardziej się podoba?

środa, 26 lipca 2017

gumkami

martyna-mylife.bloog.pl
Czas akcji: okres, gdy popularne były małe gumki, z których dziewczynki robiły biżuterię.
Miejsce akcji: Kuchnia
Osoby: Mama, mieszająca zupę w garnku; Kasia - mistrzyni robienia z gumek biżuterii.

- Mamo, ty wiesz, że w mojej szkole jedna dziewczynka zrobiła z gumek loda? Pomożesz mi zrobić loda z gumek?
- Podejdź do laptopa i sama sobie znajdź, jak to się robi. Wpisz w google "jak zrobić loda". Albo najlepiej od razu wpisz to samo na youtubie. Tam będą na pewno filmy instruktażowe.

Mija kilka sekund. Kasia powolutku wstukuje paluszkiem długi tekst w laptopa.
Nagle pojawia się Archanioł Gabriel z błyszczącym mieczem. Przelatuje ponad głową Kasi, zerkając, czy laptop dostatecznie zamula.
Rzuca ułamek myślenia na korę mózgową mamy.

-Nie! Nie! Nie wpisuj tego w youtuba! Ja ci sama to wszystko po obiedzie wyszukam! - w ostatniej chwili krzyknęła mama, zatrzaskując laptopa przed oczami zadziwionej Kasi. 

I tak to Archanioł Gabriel oszczędził Kasi przyspieszonego kursu pracy z gumkami...

wtorek, 25 lipca 2017

zaskakuje

Pada.

tvn24
Lipiec jest miesiącem o największej średniej ilości opadów w roku, co wiem od lat, ale i tak zawsze mnie to zaskakuje.
Zupełnie tak samo jak z czytaniem do rana. Wiem, że gdy to zrobię, będę następnego dnia nieprzytomna.
Wiem, ale i tak zawsze mnie to zaskakuje...