wtorek, 7 listopada 2017

jednonocny

Jestem w ogromnym pensjonacie nieomal na szczycie Ślęży. Nie, żebym się chciała chwalić. Nic z tych rzeczy. Chciałam tylko napisać, że pan z recepcji właśnie mnie poinformował, że będę w budynku sama aż do rana. A ponieważ rano wyjadę, zanim przyjdzie kolejny recepcjonista, mam zostawić klucze w skrzynce na listy.
I tu jest gwóźdź programu:
marekowczarz.pl
mam klucze od drzwi wejściowych i cały ogromny pensjonat do dyspozycji. Dookoła żywego ducha. Za oknem takie ciemności, jakich w rodzinnym mieście nie ma nawet podczas gigantycznej awarii prądu. Niebo pokryte jest grubymi na tysiące kilometrów chmurami, które opadły tak nisko, że jedna z nich zahaczyła mi się dzisiaj o okulary. Siąpi coś, co można nazwać kosmiczną mżawką, albo również nasyceniem powietrza wodą w 200%.
Ale do rzeczy: jeśli ktoś ma wolny wieczór i chciałby go spędzić w  prześlicznym pensjonacie na Ślęży, to zapraszam! Nie jestem tylko pewna, czy nie umrę ze strachu, gdy ktoś zapuka mi do okna (mam pokój na parterze). Nie będę chytra i wezmę od każdego połowę ceny za łóżko. W końcu trzeba wykazać się odrobiną uczciwości. No i jest to oferta dość last minute. Mam dostęp do kawy i herbaty. W sali obok jest kominek. Co prawda nieczynny, ale kto sobie ma poradzić z nieczynnym kominkiem, jeśli nie ja - jednonocny gospodarz pensjonatu!?
Jeśli ktoś się szykuje do przyjazdu, to proszę zabrać ze sobą bułki na śniadanie! I mleko do kawy, bo to, które jest tutaj, rano może już nie być mlekiem... No i musimy wyjechać przed ósmą rano, bo o dziewiątej mam spotkanie kilka miejscowości dalej.

Jeśli nikt się nie zdecyduje na przyjazd, rano napiszę kolejny tom "Sagi rodu Paliserów". Zacznę od tego, jak Glencora Paliser została przez pomyłkę na noc sama w wielkim pałacu i bała się wysunąć głowę spod kołdry, myśląc o tym, jakie niebezpieczeństwa czyhają na nią za każdym rogiem przepastnych korytarzy. To oczywiście, jeśli dożyję.

Jeśli przez najbliższe 3 lata nie napiszę nic na tym blogu, wiecie, gdzie mnie szukać. Masyw Ślęży. Parter. Okno od strony podjazdu. Z widokiem na wielkie, czarne nic.

PS. Ciekawe, czy będę umiała spać w takiej ciszy. Słychać tylko brak jakichkolwiek dźwięków. Może chociaż motocyklista przejedzie, albo karetka, żebym się poczuła jak w domu ;-)

PS. Ach, uczciwość nakazuje mi napisać, że mój samochód jest zaparkowany obok klatki z kozą. Może zaproszę ją na herbatę do kominkowego saloniku. Mam nadzieję, że skorzysta ;-)

25 komentarzy:

  1. Ach, wampierze pewnie się już czają za krzakiem i czyszczą kły na dębowej korze. I proszę nie patrz w las, bo las będzie patrzył na Ciebie, a widzi więcej. (ma więcej oczu). Nie, ta reka z rozcapierzonymi palcami, sunąca po trawie, nie jest ręką kościotrupa, to zwykły kij...ale kto go tu zostawił...
    A tak na poważnie to wdychaj świeże powietrze i napawaj się ciszą:-) (chociaż Skaldowie twierdzili, że cisza krzyczy). Buźka-) Gdyby coś to dzwoń, mam nocną zmianę, to przyjdę z odsieczą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wampiry i kościotrupy aż tak mnie nie przerażają jak wizja siedzących za szybą pająków. Wietrzenie nie wchodzi w grę. Otwarcie okna należy do działań obarczonych wysokim ryzykiem ;-)

      Usuń
    2. Hahaha, siostro to chcaiałam właśnie napisać Kalinie :D Kalina, jak Ci coś będzie pukać w okno, to nie będzie to gałązka! To będzie zakrzywiony, krogulczy palec kogoś, kto umarł w Twoim pokoju pół wieku temu. Na zawał.
      Baw się fajnie! Zabrałaś melisę?
      Cmok!

      Usuń
  2. Jak to!? Jesteś w MOICH stronach i nawet nie pisnęłaś wcześniej!? Chyba trochę strzelę focha. A wieczór w pensjonacie z nieczynnym kominkiem i kozą mógł być taki fajny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje strony? A Ty nie jesteś na północ od mojego pensjonatu?
      (Zauważam, że we własnej głowie stałam się już nawet jego właścicielką... Jak to szybko człowiekowi władza i posiadane majętności uderzają do głowy) ;-)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Na północny wschód :D
      (To dobrze. Jak się dobrze przyzwyczaisz to słowo ciałem się stanie i może nawet urządzisz jakieś fajne spotkanie ;) )

      Usuń
  3. Ale fajnie Ci, lubię takie samotne noce, i trochę bać też się lubię. Coś czuję, że ty trochę też, to takie dobre działanie na wyobraźnię. Przybyłabym, nawet na śniadanie, ale daleko jestem... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że też jestem bardzo daleko. Oj, jak bardzo daleko. Przed chwilą zaskrzypiały drzwi wejściowe, a tajemnicze kroki przeszły po schodach na wyższe piętro. Teraz wyraźnie chodzą ponad moją głową. Budynek jest bardzo akustyczny i słyszę doskonale, że to człowiek, co bardzo mnie uspokaja. Jeśli jest to złodziej, mam nadzieję, że nie ma dzisiaj w planach pracy na parterze... ;-)

      Usuń
    2. Ale widzę, że wszystko jest cacy :)

      Usuń
  4. Za kwadrans polnoc.... jak tam?
    Nawet nie napisze, co moja wyobraznia pokazuje.......

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie dopiero za 8 północ...Kalinka, dziecko drogie, śpisz?

    OdpowiedzUsuń
  6. A tymczasem juz ranek....

    Kalina, "Saga rodu Paliserów" to jeszcze OK, obys nie pisala swojej wersji "Upadku domu Usherów"!!! ;))

    OdpowiedzUsuń
  7. BUUUU! UHUUUU! TU DUUUUCH KALINY!!!!!


    Udam, że nie dostrzegam w powyższych komentarzach żadnego sarkazmu, lekkich złośliwości, ironii i innych takich tam uszczypliwości. Noc spędziłam błogo, pomijając ostrą wymianę zdań osób, zajmujących pokój nad moją głową (prawdopodobnie małżeństwo z bardzo długim stażem alkoholowym...). Zwracali się do siebie w taki sposób, że za każdym razem się budziłam (dwa razy), bo każde zdanie zamiast kropki miało na końcu trzaśnięcie drzwiami (mam nadzieję, że to drzwi, a nie topór!) Teraz piję kawę w moim salonie kominkowym i martwię się, że to jednak mógł być topór, bo po ostatnim trzaśnięciu zapadła cisza aż do teraz. W razie czego będę musiała tu jeszcze przyjeżdżać, żeby rozpoznawać kroki mordercy i rodzaje trzaśnięć...
    I nawet chmury trochę się podniosły i widzę płot sąsiadów.

    Także zatem więc aczkolwiek: żadna z Was nie przyjechała - czuję się zawiedziona ale też cieszę się, że duchem (hahaha!) byłyście ze mną całą noc.
    ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakos wrylo mi sie w pamiec, ze tam bedzie tylko ta koza do towarzystwa, i czytajac "Noc spędziłam błogo, pomijając ostrą wymianę zdań..." juz-juz zaczelam sie nielicho dziwic, ale i cieszyc, bo wyobraznia podsuwala rózne takie tam obrazki fajne, ale potem doczytalam reszte zdania :)

      Dobrze, ze wszystko dobrze!

      Usuń
    2. P.S. Bardzo lubie tego slezanskiego misia, jest niezwykle sympatyczny w swojej prostocie.
      Oraz po drodze w góre jest jeszcze Kobieta z Ryba (albo dziewczyna, nie pamietam) co tez od dawna mam zamiar wykuc w akrylu albo akwareli na papierze, ale jakos jeszcze do tego nie doszlam. Ale teraz mi o tym przypomnialas.

      Usuń
    3. O misiu słyszałam i widziałam go na zdjęciach. Istotnie, jest dość ubogi w detale. Być może miał być kiedyś pionkiem szachowym, tylko się tfurcy odechciało dłubania reszty.
      Odnośnie do rozmowy z kozą: gdy rano wychodziłam z budynku z walizką, koza bardzo czule mnie omeczała. Spytałam ją, czy dobrze spała, sprawdziłam, czy ma co jeść i poinformowałam ją, że przesadza z jękliwym tonem, bo aż taka nieszczęśliwa nie może być. Drogą obok przechodził pan, zdecydowanie bardzo zmęczony życiem, który aż przystanął, przysłuchując się mojej rozmowie z kozą. A przecież rozumiałyśmy się jak nie wiem kto z kim!

      Usuń
  8. kurcze szkoda, że mam daleko bo zachęciłaś do odwiedzin :DD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za dwa tygodnie jadę na Kujawy. Bądź w gotowości. Jeśli znowu trafi mi się jakiś bezludny pensjonat, dam znać! :-)

      Usuń
  9. Tobie to dobrze... chociaz szczerze mowiac na Twoim miejscu umarnelabym na zawal gdybym uslyszala, ze jednak nie jestem sama. Albo sie strachliwa robie na starosc, albo to wina dlugoletniego malzenstwa.
    Siem nie smiom ze mnie, 12 lat to dla mnie bardzo dlugo, nikt tak dlugo nie wyczymiel ze mna:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie m,ow nikomu, Stardust, ale trochę umarłam ze strachu, gdy drzwi wejściowe do budynku zaczęły się otwierać (usłyszałabym nawet, gdyby pająk przechodził po pajęczynie, taka była cisza!). Ale wzięłam się w garść, zastosowałam racjonalizację, nie przestawiłam nawet łóżka, żeby blokować wejście do mojego pokoju, co uważam za duży sukces. ;-)

      Usuń
  10. jesoo Kalina no bym nie spała za diabła ...nigdyfżyciu!! UCIEKAJ - pamiętasz film Lśnienie ??? oraz w kwestii udek kurczaka, to podoba mi się "lulajsze jeżuniu "

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłam spać tylko dlatego, że jedyny horror, jaki oglądałam to "Milczenie owiec". Tam nie było o pustych domach ;-)

      Usuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":