wtorek, 29 listopada 2016

pajęczynie

Artsrebro
- Nieścisłości języka polskiego drażnią na każdym kroku. Trzyletni synek znajomych rzucił się na ziemię, walcząc o honor, gdy rodzice próbowali go przekonać, że pająk mieszka na pajęczynie. On twierdził, że na pajączynie. Rodzice się nie rzucili na ziemię, bo i tak nie mieli żadnych argumentów, żeby wyjaśnić, dlaczego ktoś w zamierzchłej przeszłości, kto nie znał się na logice, ustalił pewne zasady. A właściwie ich brak.
Słowo "zamierzchła" też wydaje się mocnym nadużyciem. Rozumiałabym, gdyby brzmiało ono "zapoprzednia".

poniedziałek, 28 listopada 2016

kruchutko

W głowie się nie mieści
Ona uwielbia dowiadywać się, że mam problemy. Pyta tak długo, aż może się do czegoś przyssać i drąży temat do momentu, gdy znajdzie jakąś wadę. Na przykład:
- I co, kruchutko z pracą?
- Nie, właśnie świetnie mi idzie. Skończyłam teraz cztery projekty i zaczynam wreszcie ten największy.
- To pewnie przemęczona jesteś?
- Ja to lubię, więc nawet jeśli mnie to męczy, to robię to z radością.
- Ale kasy pewnie z tego dużej nie ma?
- No wiesz... Szału nie ma, ale jakoś daję radę.
- To jak tyle pracujesz, to pewnie czasu dla dzieci nie masz?
I tak dalej, i tak dalej...

Prawdziwych przyjaciół poznaje się po tym, jak znoszą nasze sukcesy.

energetyczne

- Są ludzie, którzy wysysają ze mnie całą energię. Sprawiają, że pękają mi komory w mózgu. I nawet jeśli wiem, że to wampiry energetyczne, nie umiem się przed tym bronić. A po każdym spotkaniu wpadam w stupor, próbując dojść do siebie.

Dreamstime
- Poczytaj sobie o tym, jak się przed tym ochronić.
- Czytałam. I ja to już wiem!
- Jak?
- Unikać!
- To dlaczego nie unikasz?
- Bo nie mogę!
- A, to jednak lepiej poczytaj jeszcze raz...

środa, 23 listopada 2016

świeczkę

wkaliszu.pl
- Co roku jesienią, w jakiś ładny, słoneczny dzień jedziemy do rodzinnego miasta moich rodziców, żeby zapalić świeczkę na grobach przodków. A że przodkowie pochodzili z najróżniejszych zakątków świata i zapuścili korzenie w jednym miejscu na skutek perturbacji historyczno-wojennych, ich groby znajdują się na najróżniejszych cmentarzach.
     Cmentarz prawosławny, uznany za zabytek, niszczeje w ciszy i spokoju, zamknięty na klucz przed młotkami i sprayami zwiedzających. W zeszłym roku pewien pan z kamerą w ręku podszedł do mnie, gdy stałam przed grobem mojego dziadka, i opowiedział, że filmuje to miejsce o różnych porach dnia, ponieważ dostał zlecenie na przygotowanie tła do mrocznych gier komputerowych. Taka kolej rzeczy...
     Cmentarz ewangelicki, zarośnięty cudnymi bluszczami, wygląda coraz bardziej jak skansen miniatur. Przecudnej konstrukcji groby, pozbawione wszelkich metalowych elementów, przypominają kamienice, zameczki, wiejskie domy i baszty. Krzyże już dawno zasiliły okoliczne skupy złomu.
     Stary cmentarz katolicki wygląda jak skrzyżowanie włoskich uliczek z cmentarzem na Rossie, a retuszowane fotografie straszą czerwonymi ustami i błękitnymi oczami.


    

poniedziałek, 21 listopada 2016

homeopatię

metlab.pl
- Wierzysz w homeopatię?
- Nie.
- Dlaczego?
- Nie wiem. Nie wierzę i już. Ale kiedyś brałam coś homeopatycznego i pomogło.
- To dlaczego mówisz, że nie wierzysz?
- Bo w to się nie da wierzyć. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że homeopatia nie ma prawa działać.
- Ale sama mówisz, że działa.
- Ale nie wierzę.

niedziela, 20 listopada 2016

kilometrów

digart.pl
- Przecież na wyświetlaczu pojawia ci się informacja, ile kilometrów możesz jeszcze przejechać.
- I pojawiła się. 44. Po dwóch kilometrach było już 32, a po dwóch kolejnych 27. Potem zamiast kilometrów pojawiła się uspokajająca linia, zupełnie jakby pacjent zmarł...
- I co zrobiłaś?
- Zjechałam na najbliższy parking i tam czekałam na męża. Naturalnie znajdowałam się w takim miejscu, że aby do mnie dojechać, mąż musiał pojechać ponad 40 kilometrów dalej, bo nie ma wcześniej zjazdu z autostrady i nie mógł zawrócić. Dzięki całej tej imprezie ja spędziłam godzinę w zimnym, ciemnym samochodzie, a mąż zrobił sobie 100-kilometrową wycieczkę. Do pozytywów należy zaliczyć, że już włożyłam koc do bagażnika. I butelkę z wodą mineralną. I wiem także, że należy wozić ze sobą jakąś książkę. Najlepiej taką, której nie ma się ochoty czytać, ale którą przeczyta się w sytuacji awaryjnej. No i najlepiej jeździć wyłącznie latem, bo gdy temperatura dochodzi w porywach do plus 4, wieje wicher stulecia, a z nieba bezustannie ktoś wylewa wiadra wody, czas płynie wolniej... Dużo wolniej... A zwalnia jeszcze bardziej, gdy w zupełnej ciemności parkuje obok ciebie czarne audi, wysiada z niego czterech bardzo rozrośniętych panów w krótkich kurteczkach i dresowych kapturach i zaczynają przepakowywać coś w bagażniku. Miałam początkowo wrażenie, że robią dla mnie miejsce...

piątek, 18 listopada 2016

dyktando

- Z czego było dyktando?
- Z wielkiej litery i przecinków.
- I co, stawiałaś przecinki?
- Tak. Nawet częściej niż wielką literę.

czwartek, 17 listopada 2016

stworzenia

Dwie dziewczyneczki robią plakat pt. "Dzieło stworzenia".
Dla jasności dodam, że nie chodzi o to, co zrobiło jakieś stworzenie, tylko tematem jest stworzenie świata.
Na brystol wielki jak pustynia Gobi naklejają fotografie piesków, kotków, wydr, słoni i zebr.
- A może lepiej coś narysujecie, zamiast tak naklejać?
- Nie można.
- Na pewno można. Wasze rysunki są o wiele ładniejsze niż te zdjęcia z gazet.
- Pani od religii powiedziała, że nie wolno rysować, bo to mają być dzieła stworzone przez Boga, a rysunek nie jest dziełem Boga.

Po dogłębnej analizie powyższego problemu dochodzę do wniosku, że zdjęcie katechetki nie mogłoby się znaleźć na tym plakacie.

środa, 16 listopada 2016

misji

www.tech.pl
Ostatnio dostaję takie maile:

Szanowni Państwo,

zapraszamy firmy z całej Polski do udziału w kolejnej misji gospodarczej do Iranu, która odbędzie się w dniach: 18 - 25 lutego 2017 roku. W trakcie naszej misji do tego bogatego w możliwości i pieniądze kraju, odbędziemy spotkania B2B (Business to Business ) w najważniejszych ośrodkach gospodarczych Teheranie i  w Tebrizie. 
Szczegóły programowe wraz z kosztami znajdziecie Państwo na naszej stronie pod linkiem....



i zastanawiam się, co sobie myśli taki automat, wysyłający do mnie tego typu maile...
Bo co ja sobie myślę, gdy je widzę, nie nadaje się do zacytowania.


poniedziałek, 14 listopada 2016

mgle


- Jechałam na spotkanie na 9.00. Wyszłam z domu o 6.00, bo miałam do pokonania pewien dystans, a żeby dobrze przygotować się do spotkania, chciałam być na miejscu pół godziny wcześniej.
Na parkingu okazało się, że mój samochód pokrył się warstwą lodu. Lód był typu sklejającego, co spowodowało, że drzwi otworzyły się po znacznym szarpnięciu.
Uruchomiłam silnik i rozpoczęłam poszukiwania skrobaczki do szyb, która przecież gdzieś być musi...Minęło 10 minut... Jako kobieta, która żadnej pracy się nie boi, oskrobałam szyby opakowaniem od płyty CD z muzyką jakiejś hiszpańskiej divy. Dla spokoju ducha nazwiska nie pomnę.
tapetus.pl
Wyjechałam z parkingu po kolejnych 8 minutach (płyta CD nie jest idealną skrobaczką...), zapominając o oskrobaniu kamery cofania...
Dotarłam w nieziemskiej mgle na stację benzynową. Tam okazało się, że nie działają drzwiczki od wlewu paliwa. Telefon do męża rozwiązał problem połowicznie - musiałam kupić rozmrażacz do zamków, wypsikać szczeliny wokół drzwiczek i odmówić modlitwę do św. Autostradiusza. Modlitwa pomogła po około 10 minutach i udało mi się zatankować. Z pełnym bakiem wyruszyłam dalej, słuchając uważnie pani z nawigacji.
Ślizgawica i mgła jak w Londynie czasów Kuby Rozpruwacza nie ułatwiały zadania. Po półtorej godzinie jazdy przestałam babie od nawigacji ufać, gdyż kolejny raz kazała mi skręcić w drogę, którą można było również nazwać leśnym duktem.
Zatrzymałam się, odpaliłam komputer, sprawdziłam, czy na pewno wstukałam w nawigację dobrą nazwę (ufff..) i na mapie z lat przednawigacyjnych sprawdziłam mniej więcej, w jakich rejonach kraju się znajduję. Na szczegóły nie można było liczyć. Zorientowałam się, że jadę kolosalnym objazdem, zwiedzając po drodze zachodnie połacie kraju, których i tak nie mogłam podziwiać, bo mgła umożliwiała mi widzenie wyłącznie świateł tira jadącego przede mną i nic poza tym.
Dotarłam na miejsce spotkania w ostatniej sekundzie, nie miałam czasu na żadne przygotowania, zdążyłam tylko zrobić siusiu (dziękuję losowi, że nie mam przerostu prostaty) i w tym momencie zaczęło się moje spotkanie.
Trzy godziny?! 116 kilometrów?!

wtorek, 8 listopada 2016

zielnik

ulica ekologiczna
- Mamo, na za tydzień można zrobić zielnik.
- Ale jest listopad i teraz nie da się zebrać zielonych roślin.
- A, to teraz rozumiem, dlaczego pani mówiła, że to dla chętnych...
- A ty jesteś chętna?
- Nie.
- Moja kochana...

poniedziałek, 7 listopada 2016

w balon

- O, kocham, kocham automatyczne tłumaczenia:


lotybalonem.pl
Kobieta w balon zdała sobie sprawę, że stracił. Ona zmniejszona wysokość i widział faceta poniżej. Zstąpiła trochę więcej i krzyknął: " Przepraszam, czy możesz mi pomóc? Obiecałem przyjaciela, chciałbym się z nim spotkać godzinę temu, ale nie wiem gdzie jestem ". człowiek poniżej odpowiedział: " jesteś w balon unosić się około 30 metrów nad ziemią. Jesteś między 40 a 41° szerokości geograficznej północnej oraz między 59 i 60 stopni długości geograficznej zachodniej ".
" musisz być technikiem." powiedział baloniarzem. " jestem " odpowiedziała: " Skąd wiesz?" " więc," odpowiedziałam baloniarzem, " wszystko, co masz mi powiedziała, że to prawdopodobnie technicznie poprawne, ale nie mam pojęcia, co zrobić z Twoich informacji i faktem jest, że Ciągle jestem zagubiona. Szczerze mówiąc, nie byłeś bardzo pomóc. Jeśli cokolwiek, zepsułeś moją wycieczkę z Twoją rozmowę."
Człowiek poniżej odpowiedział, " musisz być w zarządzaniu ". " ja " odpowiedziała na baloniarzem, ale skąd wiesz, że?" " dobrze," powiedział: " nie wiesz gdzie jesteś, albo gdzie ty Jedziemy. Pan żyje, aby tam, gdzie jesteś, ze względu na dużą ilość gorącego powietrza. Obietnica, której nie masz pojęcia, jak utrzymać i oczekujesz, że ludzie pod tobą rozwiązać Twoje problemy. Faktem jest, że jesteś dokładnie w tej samej pozycji, zanim się poznaliśmy, ale teraz jakoś, to moja wina!

Tłumaczył: mgr Automat Facebookowiec





niedziela, 6 listopada 2016

halloweenowego

- Moja córka wraz z przyjaciółką przygotowały się do halloweenowego domokrążenia ze staranną starannością. Wyprodukowały dziesiątki kartek z cytatami z Harrego Pottera, które naklejały na drzwi sąsiadom niewierzącym lub niepraktykującym Halloween.
- Urocze!
- Urocze to było do momentu, gdy przeczytałam jedną z kartek, przyklejonych na drzwi. Napis głosił: "A jeśli się okaże, że jesteś podobny do twojego ojca?".
- Trochę brzmi jak szantaż.
- Pocieszam się tylko tym, że policja nie będzie w stanie ustalić, kto te kartki o nieco szantażującym wydźwięku naklejał, gdyż przebrane za czarownice, dziewczynki będą trudne do zidentyfikowania.
- A napisy na innych kartkach?
- Nie sprawdzałam. Już po tej jednej nie wychodzę z domu po świcie i przed zmierzchem...

czwartek, 3 listopada 2016

malkontentem

barabella.flog.pl
- To nie jest tak, że jestem malkontentem. Ale spójrzmy na sprawę obiektywnie: latem upały są nie do zniesienia. trudno wytrzymać. Większość ludzi pracuje w nieklimatyzowanych pomieszczeniach. Podeszwy przyklejają się do dziur w asfalcie. Jesienią wieje tak, że nie można nabrać i tak zbyt zimnego powietrza w płuca. A do tego leje, więc parasol nieprzydatny. Zimą służby drogowe nie odśnieżają prawidłowo, sąsiedzi zasypują mój samochód, odśnieżając swój, a jak niefortunnie zaparkujesz, to po wyjściu ze sklepu masz auto po szyby zasypane przez pług śnieżny. Kolejna sprawa to polityka. No gdzie spojrzysz, tam...
- A jak się zachowuje, twoim zdaniem, malkontent?
- No marudzi bez przerwy. Ciągle narzeka, Wiecznie niezadowolony Jeszcze humor wszystkim dokoła psuje. I zawsze mu źle. Cokolwiek się dzieje, ten widzi same wady...

wtorek, 1 listopada 2016

hiszpańsku

tvp.info
- Pobito mojego bratanka w autobusie, bo przez chwilę rozmawiał przez telefon po hiszpańsku. Prymitywizm przekroczył już wszelkie granice.
- Pobito go za mówienie po hiszpańsku?
- Padło hasło "Polska dla Polaków", więc podejrzewam, że tak.
- Ale on jest Polakiem!
- Ale widocznie gorszym, bo poliglotą...

niedziela, 30 października 2016

grasują

kolorowanki-joe.pl
- Ludzie kupują bukiety na groby. A złodzieje grasują. I kradną ładne bukiety. I sprzedają je ponownie przed cmentarzem. Akcja powoduje reakcję: sprytni właściciele bukietów niszczą je farbą w sprayu, albo przyczepiają łańcuchem do grobu.
- Stawiają na grobach od razu zniszczone bukiety?
- Albo przyczepiają je łańcuchami do krzyża.
- Wkręcasz mnie?
- Niestety...

sobota, 29 października 2016

muzyczkę

forsal.pl
- U sąsiadów z naprzeciwka jest remont.
- U których?
-  Nie wiem.
- A skąd wiesz, że mają remont?
- Od siódmej rano słyszę muzyczkę, ustawioną na cały regulator.
- Jaką?
- Hela, la la la la, masz we mnie przyjaciela, la la la la, twój uśmiech mnie ośmiela, la la la la, me serce cię rozbiera, la la la la.
- Dużo tego zapamiętałaś?
- Nie zapamiętałam. To był przykład. Wielka improwizacja. Fristajl.
- No widzisz... Muzyka ekipy remontowej odkryła w tobie duszę rapera. Trzeba brać od ży...
- Brać, ale w ciszy!

piątek, 28 października 2016

sznur

pogoda-interia.pl
- Noe miał gorzej. U niego lało przez 40 dni!
- Ale on, do jasnej pogody, nie musiał odwozić dzieci do szkoły! Zanim doszłyśmy do samochodu, wszystkie buty, rajtuzy, spodnie i co tam jeszcze na nas było naciągnięte, nadawało się na sznur.
- Na sznur - będzie to hasło października.

czwartek, 27 października 2016

bez

polki.pl
- Znowu upiekłaś ciasto bez cukru?
- I po co ten oskarżycielski ton? To mnie tylko zniechęci do dalszych prób kulinarnych.
- A może to nie byłoby takie złe...

środa, 26 października 2016

boli


- A możesz mi pomasować to bolące miejsce?
- A gdzie cię boli?
- No gdzieś tu…
- Tu?
- Nie.
- Tu?
- Nie
- Tu?
- Ała, no co ty wyprawiasz!? Zwariowałaś? Chcesz mnie do grobu wpędzić!? Przecież to boli! Już mi lepiej nie masuj.
- Jak chcesz. W zasadzie nawet nie zaczęłam, tylko na razie owocnie zakończyłam poszukiwania bolącego miejsca.
- Owocnie?! Ten owoc to będzie śliwa! Fioletowa! Przemoc w rodzinie! Błękitna linia i czerwona kartka!

wtorek, 25 października 2016

kotowymi


- Kalinko, kochanie, czy gdybyś akurat przy okazji niechcący przejeżdżała obok sklepu z kotowymi rzeczami, to czy nie sprawiłoby ci większego dyskomfortu kupienie, oczywiście tylko jeśli to nie problem, jednego opakowania, jeśli nie jest za ciężkie, granulek do kuwety?

Po dwóch godzinach, stojąc na wycieraczce Kalina przekazuje swojej rodzicielce paczkę pierwszej jakości kuwecich granulek. Mama uśmiecha się od ucha do ucha.

- Och, bardzo ci kochana Kalinko dziękuję. Jakbyś jeszcze raz przejeżdżała obok tego sklepu, to jeszcze kup kocia karmę. Tę co zawsze.
- A dlaczego, mamo, nie powiedziałaś mi o tej karmie od razu?
- Bo nie chciałam, żebyś musiała dźwigać dwie torby. To takie ciężkie...

poniedziałek, 24 października 2016

bose

wrzuta.pl
- Wybraliśmy się wczoraj w trójkę z młodszą córką na spacer. Nad rzekę. Wśród drzew. Że niby jesień taka piękna i niedobory tlenu czas uzupełnić. Chcieliśmy pochodzić w innej przestrzeni niż mieszkamy, więc zapakowaliśmy się w samochód i huzia na Józia - jedziemy na spacer. Bóg czuwał nade mną i szepnął mi na parkingu, żebym usiadła w samochodzie z tyłu, obok córki. Gdy byliśmy już w 80% dojechani na miejsce, zauważyłam, że w botkach córki znajdują się bose stopy. Po wnikliwej analizie sytuacji okazało się, że nasze dziecko, dbając o estetykę i podążając za modą, wskoczyło w wąskie spodnie długości "po bardzo młodszej siostrze" i skarpetki stópki, które składają się z pokrowca na palce i niskiego krawężnika wokół pięty. Reszta goła. Temperatura na zewnątrz nie zachęcała do biegania z gołymi pęcinami. Oj, nie...
- Wróciliście?
- Nie. Zdjęłam swoje skarpetki, dałam córce, a ja na spacerze miałam bose stopy w butach. Na szczęście moje nogawki były na tyle długie, że mogłam je wcisnąć w buty, więc nie świeciłam nagością w szuwarach. Choć uczciwie przyznać muszę, że to skarpetki pełnią kluczową rolę w utrzymaniu ciepłoty stóp. Kluczową...
- Domyślam się, że dzisiaj jesteś chora.
- No właśnie, to jest najbardziej zadziwiające. Dziś rano mój mąż i młodsza córka obudzili się przeziębieni od stóp do głów. A ja nic.

niedziela, 23 października 2016

wannie


- Wiesz, że ona ma łupież i pękające pięty?
- Skąd wiesz?
- Byłam u niej w łazience. Takie kosmetyki ma na wannie.
- To straszne...
- Co jest straszne?
- Wczoraj był u mnie K., a w łazience mam klej Corega.
- Po co ci klej Corega?
- Próbowałam skleić dłoń oderwaną od porcelanowej figurki...
- To naprawdę straszne... Rozumiem, że nie pocałował Cię na pożegnanie...

czwartek, 20 października 2016

widać

MDK im K.I. Gałczyńskiego
- Umieściłam zdjęcie na facebooku i nie wiem, czy je widać. Mogłabyś sprawdzić?
- Nie widać. Jest sam podpis.
- No właśnie. Bo wiesz... Wszyscy znajomi lajkują i komentują pod tym zdjęciem, ale zupełnie, jakby go nie widzieli... I wszyscy zostawiają buźki z przymrużonym oczkiem...
- To może już nie umieszczaj tego zdjęcia, bo... No rozumiesz... Jeszcze będą zawiedzeni...
- W sumie to trochę przykre.
- E tam... W dzisiejszych czasach takie sprawy nie powinny nas dziwić. Ani martwić.

poniedziałek, 17 października 2016

pisarza

wp.pl
- Czy pisarze nie powinni brać pod uwagę zdrowia czytelników? Jak można napisać powieść, która staje się moją ulubioną książką, i nie wziąć pod uwagę tego, że powinna być krótka?! I ja teraz muszę wszędzie jeździć z takim ciężarem, bo jakiemuś pisarzowi nie chciało się pomyśleć o gabarytach książki?! I jak duża musi być moja torebka, żebym mogła to tomisko wszędzie taszczyć?! Skrzywienia kręgosłupa, bóle karku, problemy ze stawami... I żadnej empatii ze strony pisarza. Żadnej!
- Przecież ten twój pisarz już nie żyje!
- To go nie usprawiedliwia!

niedziela, 16 października 2016

weekendy

KUKU.pl
- Zimą weekendy są krótsze niż latem.
- W jakim sensie?
- W każdym.
- A, w każdym to tak. Myślałam, że w jakimś innym.

piątek, 14 października 2016

pozamanualnymi

natopie.to
- Dzisiaj sąsiedzi skrobali szyby. Obficie zarośnięte. Jakimś cudem na moim samochodzie warstwa lodu była zaledwie warstewką i poradziłam sobie metodami pozamanualnymi. Zastanowiło mnie natomiast, że pomimo tego, że szyby zostały pozbawione lodu, widoczność była fatalna. Zupełnie jakby ktoś nakleił na cały samochód brudną folię. Po pokonaniu kolejnych zakorkowanych metrów i wnikliwym przeanalizowaniu fizycznych, chemicznych i przede wszystkim biologicznych aspektów oszronienia szyb spojrzałam we wsteczne lusterko. Spojrzałam naturalnie po to, żeby sprawdzić, czy makijaż mi się nie rozmazał. Nie ma potrzeby sprawdzania, czy w samochodzie za mną ktoś z nudów dłubie w nosie, je kanapkę z mortadelą albo gada do siebie i udaje, że to przez telefon... Przekręciłam we właściwą pozycję wsteczne lusterko i spojrzałam sobie w oczy. I wtedy zrozumiałam: to nie szron. Nie jesień. Nie mróz i nie szyby. To okulary. A konkretnie: ich brak... Dlatego widoczność była bardziej niż mizerna, a szyby półprzezroczyste.
- Powinnaś wystosować półtoraminutowe oficjalne przeprosiny.
- Powinnam. Tylko nie wiem do kogo.
- Do obojętnie kogo. I tak nie miałaś szans zobaczyć. A światła na skrzyżowaniu widziałaś?
- A po co mi możliwość widzenia świateł? W korku? I tak podjeżdżałam do skrzyżowania w czterdziestu podejściach...

wtorek, 11 października 2016

mejlowa

- Mama ma nowy komputer. Stary zaniemógł z nieznanych powodów. Teraz mama musi opanować podstawowe czynności, żeby laptop służył jej nie tylko jako podkładka pod szklankę. Pojechałam do mamy i przez 20 minut pokazywałam jej, jak się wysyła maile, chociaż skrzynka pocztowa jest tą samą skrzynką, którą miała w poprzednim komputerze. Nie szkodzi. Po dwudziestu minutach, w czasie których bardzo starałam się nie stracić cierpliwości, mama zanotowała sobie dokładnie, co zrobić, żeby przesłać komuś zdjęcie. Ćwiczyłyśmy wysyłanie maili z załącznikami na moim adresie, więc potem miałam skrzynkę zapchaną najdziwaczniejszymi zdjęciami na świecie. Nie szkodzi. Gdy już czułam, że obie doszłyśmy do porozumienia, że skrzynka mailowa wreszcie otworzyła swe podwoje przed mamą i wysyłanie maili stało się dla mamy prostsze niż robienie na drutach, mama spytała:
- A masz jeszcze chwilkę, bo chciałabym, żebyś mi jeszcze pokazała, jak się wysyła maile?

Przypuszczam, że stary komputer zaniemógł z powodu załamania nerwowego.

sobota, 8 października 2016

prezentować


- Podobno blogi są po to, żeby ludzie mogli prezentować się jako zupełnie inne osobowości, charaktery, persony i nie wiem, co jeszcze. Jeśli ktoś na blogu prezentuje się jako erotoman, flirciarz i seksgawędziarz to podobno w rzeczywistości jest wstydzącą się siebie samej niewinną dziewicą. A jeśli ktoś na blogu kreuje się na spokojną, zrównoważoną i dojrzałą kobietę, to w realu okazuje się rozentuzjazmowanym, niedorosłym facetem o problemach z ADHD. Bardzo mnie to ucieszyło, bo mam nadzieję, że wszyscy umieją czytać ze zrozumieniem i teraz wyciągną wniosek, że w realu jestem świetnie zorganizowaną, zmotywowaną do zdobywania kolejnych stopni kariery kobietą sukcesu w garniturze, czerwonych szpilkach, z idealnym porządkiem w głowie i w torebce.

Po przemyśleniu dochodzę do wniosku, że raczej powinnam być mężczyzną. W szpilkach i z torebką.
I znowu miało być dobrze, a wyszło jak zwykle...

poniedziałek, 3 października 2016

parasol

homebook.pl
- Sądzisz, że od dzisiaj czarny parasol będzie miał wydźwięk polityczny?
- No chyba...

(ostatnie zdanie zaczerpnięto z kultowej bajki o panu Maluśkiewiczu)

środa, 28 września 2016

przeczuciem

- Wsiadłam do samochodu i zauważyłam na wewnętrznej stronie szyby niedużą pajęczynę. Zdarza się, pomyślałam zaskoczona. Jakiś mały, zagubiony pajączek sądził, że znajdzie tu pokarm dla ciała i ducha. Zanim odjechałam, od strony pasażera podszedł do mojego samochodu sąsiad. Otworzyłam okienko, żeby porozmawiać z miłym człowiekiem. On przez chwilę istotnie do mnie mówił, po czym zamilkł, wpatrując się w przestrzeń tuż za moją głową. Niesiona złym przeczuciem, spojrzałam w tym samym kierunku. Tak. To był on. Pająk. Taki wielki. Ach, co ja mówię! Jeszcze większy! Największe bydle, jakie mieszka na wschód od Uralu. I  na zachód. Siedział na szparze od drzwi. Blokował mi tym samym jedyną drogę ewakuacji. W ułamku sekundy znalazłam się poza samochodem (prawdopodobnie udało mi się przecisnąć przez uchylone okienko od strony pasażera, ale nie ma na to dowodów), a sąsiad został przeze mnie wepchnięty w odwrotnym kierunku. A raczej wessało go podciśnienie, które się wytworzyło na skutek mojego wrzasku.
Podsumowując:
1. Pająk nie żyje. 2. Pajęczyna została usunięta. 3. Ja żyję. 4. Sąsiad już nigdy nie podejdzie do żadnego obcego samochodu. 5. Gdy się z kimś rozmawia, siedząc w samochodzie, należy okienko otwierać bardzo szeroko. 6. Albo nosić śliską odzież.

Uczciwość nakazuje mi dodać, że to nie jest moja przygoda. Mojej przyjaciółki. Nie zmieniam narracji na trzecioosobową, bo mam tyle empatii, że czuję się, jakbym sama tam była. To znaczy - nie sama - z pająkiem.

poniedziałek, 26 września 2016

prądu


Rano nie było prądu. Niby nic. Przez kilka dobrych lat ludzkość nie miała prądu i dotrwała do XXI wieku, więc co, ja nie dam rady?! Ja?! Jeśli neandertalczyk dał radę?!

Minęło pół godziny i wszystko, czego tylko dotknęłam, okazywało się być uzależnione od dostawcy prądu...

Przestaję wierzyć w teorię ewolucji człowieka. Bóg stworzył Adama i Ewę. Żaden tam jaskiniowiec, biegający za tygrysem szablozębnym. Jestem w stanie zaakceptować Jezuska w stajence, z jedną, małą żaróweczką przy drzwiach. I z kontaktem, do którego jest podłączona lodówka. Nie ma szans, żeby jakiś człowiek wytrzymał bez prądu dłużej niż trzy kwadranse. Średniowiecze nie istniało.

niedziela, 25 września 2016

degustacji

- Polecamy herbaty zielone, o szczególnych właściwościach. Proponujemy do degustacji herbatę z płatkami róży oraz bardziej aromatyczną, orzeźwiającą herbatę z trawą cytrynową i kardamonem.
   - To ja poproszę tę z różą.
   - A ja tę z kardamonem.
- Oczywiście. Dla pana herbata z płatkami róży. Bardzo proszę. A dla pani z trawą cytrynową. Herbata z trawą cytrynową była parzona jakiś czas temu i już ostygła. Bardzo proszę.

Nadal stoję przed tą panią z rozdziawioną paszczą, mimo że minęło kilka dni...  I trzymam w ręku zimną herbatę.

sobota, 24 września 2016

wczesnego

czaszamotać.pl
- Od bardzo wczesnego ranka siedzę i pracuję. W tym czasie zdążyłam wypić wodę z miodem i imbirem, zjeść śniadanie, wypić ogromną kawę, zużyć pół rolki papieru życia jako chustek do nosa, wykasłałam trzy huragany, owinęłam się kocem od pasa w dół, założyłam zimowego polara, a pod stopy położyłam sobie poduszkę. Nawet włączyłam płytę z cudowną muzyką i zrobiłam sobie inhalacje z leśnej Alpy. I nadal nic. Czuję, że życie jest ciężkie, katar można już mierzyć w skali Beauforta, a teksty nad którymi teraz pracuję niebezpiecznie namnażają się w folderze "na październik".
- Pamiętasz, że na szafie leżą te grube, zimowe, wełniane skarpety, które kupiłaś kilka tygodni temu z myślą o nadchodzących dramatach życiowych?
- A przyniesiesz mi je? Bo ja już w agonii jestem... I jeszcze jedną wodę z imbirem i miodem. I cytryną. I może to jabłuszko od babci? A coś słodkiego się znajdzie?
- Chyba wybiorę jednak opcję z agonią.

piątek, 23 września 2016

pychota

jajco.pl
- Z lenistwa, z głodu, z lenistwa, ze zmęczenia, z lenistwa, z przepracowania, z lenistwa i z lenistwa zrobiłam sobie do zjedzenia krupnik babci Zosi czy jakiejś innej babci. Z torebki. Krupnik znaczy się z torebki. Babcia Zosia obiecała pisemnie na torebce, że w środku są tylko suszone warzywa, kasza i ekstrakt z drożdży - sama natura, park narodowy, ścisły rezerwat i pychota.
- Nie wierzę.
- A ja wierzyłam. Teraz się zastanawiam, czy jak już będę wieczorem w operze, to nadal będzie mi tak niedobrze, czy nie powinnam poprosić o przenominowanie biletu na miejsce najbliższe toalety i czy lepiej teraz pić skrzyp czy miętę, żeby zabić ten smak, który cały czas mieszka w mojej paszczy.
- A nie mogłaś zjeść tylko jednej łyżki? No chyba się zorientowałaś, że to jest chiński park narodowy i rezerwat dla samobójców?
- No i co z tego, że się zorientowałam?! Przecież mówię, że z lenistwa. I z głodu. I ze zmęczenia zjadłam, więc co, miałam umrzeć nad pełnym talerzem?
- To teraz umrzesz nad pełną miską. Sedesową.

czwartek, 22 września 2016

zmarł

- Zmarł Jacek. Myśleliśmy, że z tego wyszedł.
- I wyszedł. Tylko innymi drzwiami.
- Cholernie długo wychodził...
- No wiesz... Czasem się zamek zatnie, czasem klucz nie ten, a czasem zwyczajnie się człowiekowi nie chce nie chcieć.

środa, 21 września 2016

biblijnych

- Pani od religii dała nam takie karteczki. Tego się musimy nauczyć. Na środę albo na za tydzień.
- A ona będzie z tego pytać?
- Raczej tak. Albo nie. Pomożesz mi to zapamiętać?

Minęło pół godziny i młodsza córka recytuje prawie jak z nut:
1 List do Koreańczyków - 1 Kor
List do św. Kolosa - Kol
List do św. Filomeny - Flm
i 20 innych (wszystkich jest 48, ale potraktowałyśmy sprawę ulgowo) prawie biblijnych nazw wraz ze skrótami, które przypominają automatycznie wygenerowane hasło do konta bankowego.
     Zapamiętane przez córkę nazwy wykazują najwyżej luźny związek z oryginałem, ale nie korygowałam, żeby nie zaburzać naturalnego toku poznawczego. W końcu jeśli cała klasa w tym samym czasie recytuje w domach te same nazwy, to w niebie jest taka kakofonia dźwięków, że nikt się nie zorientuje, że Tesaloniczanie nagle stali się Teskolonami (to nie jest kryptoreklama pewnej sieci handlowej...), a Koryntianie zostali umieszczeni w okolicy Seulu.
fishki.pl
     Pani od religii prawdopodobnie uznała, że klasa jest zbyt liczna i należy w jakiś delikatny i elegancki acz skuteczny sposób zachęcić rodziców do zrezygnowania z usług katechetki. Moja starsza córka przekonuje nas, żebyśmy z tej zachęty natychmiast skorzystali, bo promocje nigdy nie trwają wiecznie.

poniedziałek, 19 września 2016

bawiła

oknonet.pl
- A gdy się dowiedziała, że właśnie wracamy z "Bridget Jones", powiedziała, że to film całkowicie nie w jej stylu, że nie ogląda nigdy takich szmir i zupełnie jej to nie bawi.
- Czyli nie dość, że uśmialiście się w kinie a ona nie, to na dodatek miała focha w związku z filmem, którego nie widziała? To rzeczywiście przykre. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby poszła na film i, Boże broń!, dobrze się bawiła...!

niedziela, 18 września 2016

czerwienieją

- A jak ci się objawia ta alergia?
- Spektakularnie. Katar i kichanie to preludium. Potem czerwienieją mi białka oczu, kolejno wysychają usta, pojawia się kaszel jak u Hansa Castorpa, by w końcowej fazie spłycić oddech do stanu, przypominającego silną zadyszkę. Świszczenie wydobywające się wówczas z mojej klatki piersiowej przypomina odgłos wiatru przeciskającego się przez szczelinę pod drzwiami do komórki.
- Chyba trochę przesadzasz...
- Przesadzam płot, biegnąc po leki...

piątek, 16 września 2016

sprzątać

empik.pl
- Nie mam siły tego sprzątać.
- Wpadnę do Ciebie po kolacji i przez godzinkę Ci pomogę.
- Ale wtedy może się okazać, że znajdziesz jednak u mnie tę książkę, której ci nie oddałam i powiedziałam, że jej wcale nie pożyczałam.
- W takim razie wpadnę przed kolacją i pomogę ci sprzątać. Zwłaszcza wtedy, gdy ty będziesz przygotowywać kolację..

czwartek, 15 września 2016

wysoko

Spytano w Poradni Językowej PWN (chyba największy autorytet w sprawach związanych z językiem polskim) o uzasadnienie pisowni słów: wysoko sprawny i wysokospecjalistyczny. Dlaczego pisze się je w odmienny sposób, chociaż podobieństwo tych słów jest wyraźne. Oto odpowiedź guru ds. języka polskiego:

·         „Zasada [134] nakazuje w takich wypadkach pisownię rozłączną, zaś zapis łączny stosuje się tylko w przypadku niektórych połączeń, głównie utrwalonych w wyniku częstego użycia. Wyraz wysoko jest przysłówkiem, toteż wydaje się, że właściwa byłaby pisownia rozłączna obu podanych wyrażeń, tak jak to jest np. z konstrukcją wysoko latający. Kłopot w tym, że element wysoko‑ może też być częścią wyrazów złożonych, które powstały z połączenia przymiotnika wysoki i jakiegoś innego wyrazu, np. wysokogórski ‘związany z wysokimi górami ’. Moim zdaniem oba podane wyrażenia należałoby pisać łącznie, bo ich znaczenia można sparafrazować słowami ‘sprawny w wysokim stopniu ’, ‘specjalistyczny w wysokim stopniu ’, a więc wysokosprawny, wysokospecjalistyczny.”

Inaczej mówiąc: wysoko sprawny pisze się rozłącznie, wysokospecjalistyczny pisze się łącznie, gdyż zasada mówi, że należy pisać je rozłącznie, ale właściwie należałoby łącznie.

Efekt:
wszyscy korektorzy szykują sznur i szukają odpowiednio wysokiej gałęzi (w przypadku wysokiej gałęzi pisownia nie budzi zastrzeżeń…)

środa, 14 września 2016

popielatowy

w446.wrzuta.pl
- Nie rozumiem, dlaczego mówi się 'granatowy', ale 'popielaty'. Powinno być albo granaty i popielaty, albo popielatowy i granatowy.
- A gdyby było popielatowy i granaty, też by ci nie pasowało.
- O przepraszam, popielatowy i granaty akurat bardzo do siebie pasują.

niedziela, 11 września 2016

wierzchu


- Ponad godzinę trwało wybieranie tortu. Wzorów jest więcej niż skradzionych przez nazistów dzieł sztuki. Najpierw zajęłyśmy się kolorem. Bordowe, beżowe, czerwone, zielone... Potem zaczął się problem ze wzorem. Kropeczki, kreseczki, kwiatki, bąbelki, gładkie, odstające, średnie, duże... Gdy już wybrałyśmy jeden rodzaj okazało się, że dekoracje są niejadalne i musimy wybieranie zaczynać od początku. Kolejnym etapem było ustalenie napisu. Minął następny rok świetlny, a one wciąż nie podjęły decyzji. W końcu - pełen sukces. Tort wybrany. Będzie dowieziony do restauracji na imprezę.
- I rzeczywiście zrobili idealnie taki, jak wybrałyście?
- Nie wiadomo. Tort został pokrojony na zapleczu restauracji, a do sali wniesiono kawałki na talerzach. Wierzchu nie było widać wcale...

wtorek, 6 września 2016

angielsku

- Niedawno pisałam maila po angielsku i jakiś klawisz mi się omsknął, a jakiś wręcz przeciwnie, i zamiast send napisałam sęd.
- Niech się teraz Anglicy zastanawiają! A co! Wszyscy do nich w ich ojczystym języku mówią, to niech chociaż ruszą tymi swoimi lewostronnymi szarymi komórkami! I tymi rondami w odwrotnym kierunku! I tymi włochatymi czapkami policjantów. Pewnie wszyscy łysi są, że takie barany na łbie noszą. A już najgorsze są te angielskie lotniska. Tam to tylko...
- Słuchaj, mnie się źle napisało send, a nie hate!

poniedziałek, 5 września 2016

poddać

rysunki.me
- No wiem, że jest takie słowo. Nawet sprawdzałam, żeby mieć pewność. Ale gdy zamawiam jakąś książkę w internetowej księgarni i dostaję na maila informację, że zamówienie jest W KOMPLETACJI, to moja wyobraźnia podsuwa mi stanowczo za dużo pomysłów, jak, kto i gdzie dokonuje kompletacji książek.
- Twoją wyobraźnię trzeba poddać kompletacji.
- O, tak, tak! To może być nawet wciągające...

niedziela, 4 września 2016

kilometrów


- To miał być spokojny, niedzielny spacerek. Chciałam wokół jeziora, ale mąż sprawdził, że linia brzegowa ma 8 km, a my chcemy przecież spokojnie i niedzielnie, więc to za daleko. Nad rzekę. Kawałek w tę, kawałek z powrotem, zjemy pączki, wypijemy sok i wrócimy. Zaparkowaliśmy kawałek od rzeki, bo rezerwat nie pozwalał wjechać przednimi kołami do wody. I tu zaczęły się schody. Wszystkie komary z zachodniej Polski zjechały właśnie na biwak nad naszą rzekę. Na skutek niewyjaśnionych zjawisk geograficznych rzeka przesunęła się kilka kilometrów na południe, co spowodowało, że doszliśmy do niej po godzinie. Potem wybraliśmy krótszą trasę, bo zmęczenie dawało się wszystkim we znaki. I komary. Krótsza trasa wydawała się delikatnie oddalać nas od samochodu. Dopiero jakaś mądrość w telefonie komórkowym potwierdziła nasze przypuszczenie, że samochód istotnie jest coraz dalej. Odsuwał się od nas. Po piątym pytaniu "kiedy dojdziemy", gdy znowu padła odpowiedź "już niedługo", córki straciły do nas zaufanie.
Podsumowanie: rzeka zmieniła położenie geograficzne, zaparkowany samochód to złośliwy uciekający grat, 8 km wzdłuż linii brzegowej to dla nas za mało na niedzielny, rodzinny spacer. Przeszliśmy 8,5...

sobota, 3 września 2016

włączyłam

wikipedia
- Co oglądasz?- Nie wiem. Włączyłam telewizor, żeby coś trzymało moje gałki oczne w jednym miejscu, nie pozwalało im biegać po pokoju i widzieć tych wszystkich rzeczy, które powinnam zrobić...
- Taniej i zdrowiej byłoby hodować w terrarium ślimaka. Też przykuwa wzrok w jednym miejscu, a jeszcze możesz się z nim zaprzyjaźnić...

piątek, 2 września 2016

biegaczom

aplauz-hostel.cz
- W tym roku wakacyjne zwiedzanie zawiodło nas do miejscowości Maraton, oddalonej o pewną, znaną wszystkim biegaczom, odległość od Aten. Postanowiliśmy zwiedzić Muzeum Biegu Maratońskiego. Weszliśmy przez bramę, a tam - szok. Kilkunastu młodych ludzi, śpiących snem sprawiedliwego na kamiennych ławkach, kostce brukowej, trawnikach i cokołach pomnika. Jak martwi. "I padł wołając 'Zwycięstwo!' Już nie żył", jeśli dobrze pamiętam z literatury.
- Może oni przebiegli ten dystans i padli na mecie?
- Ale to był właśnie start!
- Czyli dobiegli, dowiedzieli się, że biegli w złą stronę i tam ich szlag trafił.
- Potem spotkaliśmy ich w autobusie jadącym do Aten. Czyli nie zdecydowali się jednak biec we właściwą stronę...
- Cieniasy. Jak coś robić, to już porządnie, a nie po łebkach...

czwartek, 1 września 2016

rozciągną

humorek.com.pl
- Kupiłam za wąskie dżinsy, bo podobno się rozciągną.
- No i co? Rozciągnęły się?
- Na razie drugi dzień noszę je po domu i czuję się, jak w spodniach o konsystencji bandaży Tutenhamona skrzyżowanych ze zbroją Zbyszka z Bogdańca.
- A jesteś w stanie zrobić w nich przysiad?
- Tak, ale tylko w dół. Jak już ukucnę, to nie mogę napiąć żadnych mięśni, żeby się wyprostować.
- Czyli to są dżinsy, zwiększające grawitację?

środa, 31 sierpnia 2016

chamstwo

turystyka.pl
- Dzisiaj miałyśmy iść rano na szkolne zakupy. Jutro zaczyna się rok szkolny i czas dać zarobić okolicznym sklepom z zeszytami, piórnikami i gumkami do mazania. Postanowiłyśmy wyjść z domu o 8.30. Nastawiłam sobie budzik na 7.45, żeby przygotować śniadanie. Budzik bezdusznie zadzwonił. O godzinie 7.45. Czyli w środku nocy. Poradziłam mu, żeby dał sobie spokój i włączyłam drzemkę. Po pięciu minutach nachalnie zadzwonił drugi raz. Wtedy już ostrym ruchem ręki wcisnęłam przycisk "wyłącz" i przewróciłam się na drugi bok. Na chamstwo nie da się zareagować inaczej. Wstałam około 9.00. No, może "wstałam" to mocne słowo. Przyjęłam z pokorą fakt, że nadal leżę z zamkniętymi oczami, ale już z grubsza orientuję się, kim jestem. Przypomniałam sobie, że młodszą córkę w nocy bolał brzuch i organizowałam około godziny 3.17 akcję parzenia mięty. Sprawdziłam godzinę. Nie była to 7.45... I tak plan nie wypalił. Nie mogłam z oczywistych przyczyn wyrzucać z łóżka biednego dziecka, które w nocy obudziło się i musiało napić się mięty! Przewróciłam się na drugi bok i do sklepu wyszłyśmy około 10.15.
- Jutro jest rozpoczęcie roku szkolnego. Będziecie musiały się zmobilizować i...
- Nie strasz! I nie używaj takich brzydkich słów!

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

ubierzesz

gwiazdunie.pl
- Już wiesz w co się ubierzesz na tę imprezę?
- Nie.
- Chyba powinnaś zacząć o tym myśleć.
- Tak, wiem. Mam to na liście rzeczy, którymi muszę się zacząć martwić. Skreślam kolejno. Na strój imprezowy przyjdzie czas gdzieś na godzinę przed imprezą...

niedziela, 28 sierpnia 2016

kanapie

- Obecna kotka mojej mamy miała w swoim życiu epizod bezdomności. Okres ten został zakończony przeprowadzką do domu mojej mamy, co zarówno kotka, jak i mama dobrze zniosły. Teraz ich życie wygląda tak: rano wstają dość niechętnie i jedzą śniadanie. Potem się kładą na kanapie, żeby przetrzymać upały. Potem leżą tak cały dzień. Jedna czyta i śpi, druga tylko śpi. Zmęczone wieczorem kładą się do łóżka.
- No wiesz, trzeba to zrozumieć. Ona jest starsza i taka pogoda naprawdę może ją męczyć. Poza tym potrzebuje towarzystwa i zrozumienia. No i ma z kim porozmawiać.
- Czekaj, czekaj. Mówisz teraz o mamie, czy o kotce?