niedziela, 11 września 2016
wierzchu
- Ponad godzinę trwało wybieranie tortu. Wzorów jest więcej niż skradzionych przez nazistów dzieł sztuki. Najpierw zajęłyśmy się kolorem. Bordowe, beżowe, czerwone, zielone... Potem zaczął się problem ze wzorem. Kropeczki, kreseczki, kwiatki, bąbelki, gładkie, odstające, średnie, duże... Gdy już wybrałyśmy jeden rodzaj okazało się, że dekoracje są niejadalne i musimy wybieranie zaczynać od początku. Kolejnym etapem było ustalenie napisu. Minął następny rok świetlny, a one wciąż nie podjęły decyzji. W końcu - pełen sukces. Tort wybrany. Będzie dowieziony do restauracji na imprezę.
- I rzeczywiście zrobili idealnie taki, jak wybrałyście?
- Nie wiadomo. Tort został pokrojony na zapleczu restauracji, a do sali wniesiono kawałki na talerzach. Wierzchu nie było widać wcale...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

ha ha ha ha padłam ... no to po co tyle wybierania ??? swoją drogą dziwny zwyczaj zawsze najpierw się pokazuje tort w całości a potem kelnerzy kroją ...
OdpowiedzUsuńBTW: pamiętam jak zamawiałam kwiaty na mój pierwszy ślub i myślałam, że pójdę do kwiaciarni i powiem co chcę i jak ma wyglądać a Pani mi wyskoczyła z 3-ma albumami ze zdjęciami bukietów i powiedział, że mam wybrać coś z tych fotek. Siedziałam tam godzinę i byłam coraz bardziej skołowana ... masakra
Też byłam bardzo zaskoczona, bo nawet nie mamy pewności, czy zjedliśmy nasz tort ;-)
UsuńAlbum z bukietami ślubnymi... Pamiętam jak przez mgłę... Dawno temu to było, oj dawno... :-)
bukiet był trudniejszym wyborem niż suknia. Masakra jak niektóre rzeczy można skomplikować. Ale jak to mówią trening czyni mistrza i przy drugim ślubie już poszło lepiej bo połowę rzeczy sobie sama uprościłam. Myślę, że przy trzeci to już będzie buła z masłem ha ha ha
UsuńA przy ósmym wyślesz sms-a do kwiaciarni: "bukiet ten co zwykle" ;-)
UsuńKalino,fala talentu komentatorskiego Cię niesie :D
UsuńOby to była fala bezustannie wznosząca ;-)
Usuńoooo to to to ! tak właśnie zrobię :DDD
UsuńZnam kobietę, która bardzo przyjaźni się ze swoją byłą teściową. Na swoim drugim weselu usadowiła była teściową obok obecnej i panie się bardzo dobrze dogadywały. W przypadku ósmego ślubu byłby potrzebny osobny stolik.... ;-)
Usuńdobrze, że znasz taką kobietę bo to jakiś fenomen :D ktoś kto lubi swoją teściową i do tego byłą jest niezłym indywiduum. Z moją byłą niestety nie umiałyśmy się polubić a aktualnej nie mam bo zmarła nim została moją teściową więc w sumie nie wiem czy szukać 3 męża skoro teraz mam układ idealny :D
UsuńNo ale w przypadku ósmego ślubu mogłabym być już dosyć znana w okolicy ...
Wtedy pół miasta stanowiłoby Twoją byłą rodzinę... Wszystkie szwagierki, szwagrowie i pomężowskie ciocie. To chyba gorsze niż teściowe ;-)
Usuńto już by była patologia :D
UsuńPolly, po zastanowieniu stwierdzam: nie idź tą drogą... Same problemy ;-)
Usuńdoszłam do tego samego wniosku, czyli jednak zostanę przy mężu numer 2 bo powyżej to już nic dobrego ... :D
Usuń:D
OdpowiedzUsuńDorzucę wstrząsającą historię z tortem. Na moje wesele nie dojechał wielki trzypiętrowy, biały tort w trzech bajecznych smakach, które z pietyzmem i z dużymi nakładami czasu i sił wybieraliśmy.
Gorzki smak nieobecnego tortu osłodził fakt, że w ramach biczowania się cukierni, nomen omen bardzo znanej, nie musieliśmy płacić za pozostałe zamówione słodkości. Pewnie to jest przyczyną braku słodyczy w życiu! Ha!
A jak to tłumaczyli? Kierowca nie wytrzymał napięcia w pracy i uciekł z tortem?;-)
UsuńO ile mnie pamięć, przysłonięta czerwonymi wirującymi płatkami, nie myli, nie wzięli z pracowni.
UsuńMoim zdaniem, a jestem ekspertem o smakołyków, jeśli nie zjedliście tortu weselnego, to małżeństwo jest nieskonsumowane. ;-)
UsuńGenialna kokluzja!
UsuńpandeMoniu! Matrimonium non consumatum! Zostań dziewicą konsystorską :) Ewentualnie masz grounds for divorce ;) Whatever you like :)))
A w sądzie kościelnym ksiądz-sędzia zakłada togę na sutannę? ;-)
UsuńNo wiedziałam co robię przekupując posłańca ;)
UsuńDwaj synowie z niepokalanego poczęcia zatem, tak.
Roma locuta causa finita!
Rodziłaś w stajence na Polnej? ;-)
UsuńPołowicznie :) Jak to dziewica!
UsuńPadłam! :))))
OdpowiedzUsuńA swoją drogą faktycznie dziwny zwyczaj z tym krojeniem tortu na zapleczu...
Nie było na nim świeczek, bo okazja bezświeczkowa. A gdyby były? Może mają dyżurnego zdmuchiwacza na zapleczu...
UsuńBarbarzyncy! Nieczuli na sztuke cukiernicza amatorzy!!! Pokroic glownego kelnera!
OdpowiedzUsuńNa stole! Niech wszyscy widzą!
Usuńo rany boskie...też paduam i bym zadźgała winowajcę, bo to nieprawda, że sie kroi torty na zapleczy, zawsze kroją państwo młodzi na widoku czy jakoś tak...no chyba, że to nie był ślub tylko inna okoliczność przyrody ;) to wtedy nie wiem.
OdpowiedzUsuńTo istotni nie był ślub, ale jednak w torcie 90% szczęścia daje odczytanie napisu i krojenie ;-)
OdpowiedzUsuńa był z napisem? Może jakiś ort się trafił...
OdpowiedzUsuńNie pomyślałam o tym! Był napis i była szansa na ort! Margarithes, przychylam się tej teorii! ;-)
Usuńno to goście przełknęli dowód :)
Usuń