
- Kalinko, kochanie, czy gdybyś akurat przy okazji niechcący przejeżdżała obok sklepu z kotowymi rzeczami, to czy nie sprawiłoby ci większego dyskomfortu kupienie, oczywiście tylko jeśli to nie problem, jednego opakowania, jeśli nie jest za ciężkie, granulek do kuwety?
Po dwóch godzinach, stojąc na wycieraczce Kalina przekazuje swojej rodzicielce paczkę pierwszej jakości kuwecich granulek. Mama uśmiecha się od ucha do ucha.
- Och, bardzo ci kochana Kalinko dziękuję. Jakbyś jeszcze raz przejeżdżała obok tego sklepu, to jeszcze kup kocia karmę. Tę co zawsze.
- A dlaczego, mamo, nie powiedziałaś mi o tej karmie od razu?
- Bo nie chciałam, żebyś musiała dźwigać dwie torby. To takie ciężkie...
Niby mówia, ze licza sie chęci... Ale w praktyce róznie to wychodzi ;)
OdpowiedzUsuńChęci się liczą, naturalnie. W tym przypadku nawet dwukrotnie ;-)
UsuńMama wie, co mówi! Dzieci też się rodzi na raty, pod jednym warunkiem wszakże - że nie rodzi się półgłówków. Wtedy lepiej sparować.
OdpowiedzUsuńNie dość, że rodziłam na raty, to jeszcze zachowałam baaardzo bezpieczną czasoodległość ;-)
UsuńMuślę, że chodzi o to żebyś zaprzyjaźniła się z kotowym sklepem - topografią, personelem, żebyś - kiedy już się dokocisz - czuła się w nim swojsko ;)
OdpowiedzUsuńUwielbiam oglądać kocie posłanka w tym sklepie. Wyobrażam sobie zawsze, jaka byłabym szczęśliwa, gdyby sama takie miała... :-)
Usuńi tylko kota Ci brak... ;)
UsuńMam świnkę, zwaną od niedawna kawią. I nie może ona stać się podwieczorkiem! ;-0
Usuń