- Co robicie?- Właściwie nic, ale to jest niezmiernie męczące...
- Podobno ktoś wymyślił, żeby w Poznaniu powstała tęcza!
- Pracujesz?
- Znajoma wprowadziła zasadę, że nie wolno jeść w samochodzie. Jeśli dzieci chcą coś zjeść, to albo czekają na koniec podróży, albo robią sobie przerwę.
- W mojej bibliotece kara za przetrzymanie audiobooka to 1 zł dziennie. Ostatnio dopłacałam 8 zł za "Opowieść wigilijną" .
- Na wysokości wzroku, tuż przy stole, postawiłam na półce książkę "Czy jesteś psychopatą?". Teraz mam doskonały materiał badawczy. Mogę obserwować reakcje ludzi.
- Młody kelner, trochę zdenerwowany, przyniósł nam menu. Zamawiając jedzenie dla dzieci spytałam go, czy uważa, że to dobry wybór. Odradził nam potrawę dla młodszej. Zaproponował coś prostego, idealnego dla dziecka, spoza karty. Starszej wytłumaczył, co dokładnie będzie na jej talerzu. Podczas posiłku dolewał nam wody do szklanek, pytał, czy wszystko w porządku i zaśmiał się szczerze, gdy zobaczył, że cała rodzina wyjada z mojego talerza gotowaną kapustę. Gdy zabierał talerze, zagadał ludzkim głosem. Wniosek jest jeden: oprócz smacznego jedzenia, w knajpie niezbędny dla mojego pełnego szczęścia jest smaczny kelner.
- Izabelka nominowała mnie do nagrody LBA.
- Kupiłam nowy, cudowny krem. Ma działać jak połączenie wehikułu czasu z masażem relaksacyjnym. Nasmarowałam sobie całą twarz, a po dwóch minutach odczułam potworne pieczenie. Jak gazela pognałam do łazienki, żeby zetrzeć to żrące cudo. Używałam do tego gąbki, mokrego ręcznika, a na końcu nalałam wodę do miski i zanurzyłam twarz w kojącej chłodnej kąpieli. Po pół godzinie wyszłam z łazienki z czerwono-różową twarzą w wyraźne bąble.
- Uwielbiam kamieniste plaże, tylko najbardziej męczy mnie na nich to zbieranie kamieni... Człowiek dźwiga kilogramy skał w dłoniach, węzełkach zrobionych z ręcznika i zakamarkach stroju kąpielowego wiedząc, że i tak wyrzuci je przed powrotem do domu...
- Ale znasz trochę niemiecki, prawda?
- Zgubiłam w Niemczech kartę kredytową. Zorientowałam się dopiero po powrocie. Dwa dni po powrocie... Natychmiast, gdy przeszukałam wszystkie kieszenie, torebki, porfel, wnętrze namiotu, śpiwór, wszystkie schowki w samochodzie i kosmetyczkę zadzwoniłam do banku, żeby ją zastrzec. A wtedy przemiła pani powiedziała mi, że ostatnia transakcja, jakiej dokonano moją kartą miała miejsce dzisiaj (zawał serca!) rano (z udarem!) na kwotę 18,36 zł (atak padaczki. Co za idiota korzysta z mojej karty i kupuje coś tak taniego!?) w sklepie "Żabka" koło mojego domu. Wtedy już umarłam.
- Jak już wróciliśmy z wakacji, to zrobiła się piękna pogoda...
- Wjechałam na parking przy sklepie na "B". Nacisnęłam przycisk od pobierzbileta, zaparkowałam, zabrałam wózek i szczęśliwie zrobiłam zakupy. Wyszłam, spakowałam, podjechałam do szlabanu ze szczeliną do wsuwania biletu i koniec. Wsuwam bilet i d***a. Nie działa. Prób było wiele. Zza uchylonej szyby, z otwartymi drzwiami, na stojąco, z półobrotem, w półprzysiadzie, po odmówieniu modlitwy i zgodnie z feng shui. W końcu kolejka samochodów poruszyła sumienie ochroniarza z wnętrza sklepu. Podszedł do mnie cichaczem. Wziął bilet w swe ręce. Sprawdził datę i godzinę (ekspert po szkoleniu!), wsunął bilet w szczelinę. Nic. Wsunął znowu. Nic. Obejrzał go z obu stron, zmiął w palcach. Nic. Wyprostował go w palcach, wsunął. Nic. W końcu, gdy kolejka wskazywała na nadchodzące powstanie ludowe lub nawet rewolucję proletariatu, powiedział: otworzę pani pilotem.
- Wiesz, co to jest biorytm?
- Bolały cię pośladki po anglezowaniu?