piątek, 24 czerwca 2016

papuaskiej

pngbirds.myspecies.info
- Czytam artykuł o chemicznych i fizycznych aspektach ubarwienia ptasich piór. Pojawia się tam słowo Pitohui, które wzbudza moje wątpliwości. Sprawdzam, czy napisane jest poprawnie. I cóż znajduję w Wikipedii:
"Pitohui - Nazwa rodzajowa pochodzi od słowa Pitohui, papuaskiej nazwy dla fletowca oznaczającej bezwartościowego ptaka (to jest niejadalnego)".
No mają fantazję Papuasi...
- Czytanie kształci.

środa, 22 czerwca 2016

kulturalnie

włóczkaipiloty.blox.pl
Pod oknami na ławeczce siedzą panowie w "pewnym wieku". Koszulki polo obciągnięte na brzuszkach, niektórzy w długich, niektórzy w krótkich spodniach. Obuwie wyjściowe - klapeczki. Gdzieniegdzie skarpetki. Obok panów - dymiący grill ze śląską. Całe osiedle czuje i słyszy, że jest imprezka. Panowie komentują wydarzenia bieżące i niebieżące, dyskutują o polityce, o proboszczu, o Stefanie, który zachorował i nie minął miesiąc, jak się chłop przewinął. Nagle dzwoni telefon. Jeden z panów, ten w długich spodniach i skarpetkach, odbiera.
- Halo? No co chciałaś? - pyta nonszalanckim barytonem. - Co takiego? Jakie niekulturalne słowa? Ale o czym ty mówisz? My tu sobie kulturalnie rozmawiamy, kiełbaskę jemy i żadnych niekulturalnych słów nie używamy!
Pan się rozłączył, spojrzał na kolegów współimprezantów i rzekł:
- Przewrażliwiona ta moja żona jakaś...

niedziela, 19 czerwca 2016

tramwajowy

- Co jakiś czas pojawia się informacja, że ruch tramwajowy jest wstrzymany na którejś z ulic z powodu samochodu zaparkowanego na torowisku. Nie rozumiem, dlaczego takiego samochodu natychmiast się nie odholowuje?
- Bo laweta nie może do niego podjechać ze względu na korek, który natychmiast tworzy się przez taki samochód.
- Negatywne perpetuum mobile?! Cudowne! I jakie proste!

reklam

- Firmy reklamowe produkują miliony reklam. Takich w rodzaju: Mydło X przeniesie cię do krainy luksusu. Albo: Po kremie Z skóra gładka jak aksamit. Albo: Samochód Y daje ci wolność orła.
Jasna pogoda... Czy ktokolwiek sądzi, że ludzkość kupi jakiś proszek do prania, bo wąchanie go teleportuje ją w Alpy?
- A jak twoim zdanie powinny wyglądać reklamy?
- Reklama samochodu: Jest tak wąski, że zmieści się na miejscu parkingowym w centrum handlowym.
Reklama mydła: Myje ręce już za pierwszym razem i pachnie fiołkami.
Reklama dżemu: Nie spływa z tosta.
Reklama kleju do tapet: Klei tapety. Wysycha dość wolno, żebyś
zdążył pobiec po ścierkę.
Reklama batona: Da się go zjeść bez kruszenia na bluzkę.
Reklama płynu do mycia naczyń: Odtłuści nawet patelnię po naleśnikach.
Reklama męskich zegarków: Nie powodują siniaków, gdy twój mąż położy ci w nocy rękę na twarzy.

sobota, 18 czerwca 2016

zanieczyszczeniem

- Z okazji różnych okazji w mieście odpalane są megatony fajerwerków. Przecież to jest zanieczyszczenie środowiska!
- Jakie znowu zanieczyszczenie?!
- Hałas jest zanieczyszczeniem! Powinni tego zabronić!
- Ty wszystkiego chciałabyś zabraniać!
- Hałasu i smrodu - na pewno!

piątek, 17 czerwca 2016

dobór

wrzuta.pl
- Jak to załatwiłaś?
- Poszłam i przeprosiłam.
- Ale za co?
- Tak ogólnie. Ta kobieta jest tak pełna gniewu, że nigdy w życiu nie wpadłoby jej do głowy kogokolwiek przepraszać. Gdy ja ją przeprosiłam, doznała szoku i nie umiała mi odmówić...
- Ale to jest manipulacja!
- Nie. To jest dobór broni adekwatny do rozmiarów zwierza.

wyjątkiem

- I powinna nosić aparat cały czas, z wyjątkiem jedzenia.
- A do szkoły ma nosić?
- Tak.
- A w nocy?
- A czy w nocy je?
- Nie je.
- To ma nosić.
- A jak idzie na podwórko?
- A czy ona tam je?
- No nie.
- To ma nosić.
- A jak...
- Tak. Wtedy też.
- Podczas mycia zębów też???

czwartek, 16 czerwca 2016

mrówczych

- Znowu na balkon wprowadziły się mrówki.
- Przecież tydzień temu je wytępiłaś?!
- Wprowadziły się inne.
- A po czym poznałaś, że inne?
- Bo tamte przeszły do krainy wiecznych mrówczych łowów...
- Czyli nie wierzysz w mrówczaną reinkarnację?

nieoczekiwanym

- O dziewiątej wieczorem położyłam się na chwileczkę w łóżku obok młodszej córki, żeby porozmawiać o mijającym dniu. O piątej rano zaskoczona otworzyłam oczy. Spałam w pełnym rynsztunku, z makijażem, wciśnięta gdzieś w kąt łóżka, pod kapą, bez poduszki. Już bardzo dawno nie zdarzyło mi się obudzić w zupełnie nieoczekiwanym miejscu...
- Brzmi nieźle, ale jednak to nie to!

poniedziałek, 13 czerwca 2016

wszy

www.humorek.pl
- Muszę kupić preparat przeciw wszom.
- Macie w szkole wszy?
- My nie, ale rozmawiałam przez telefon z przyjaciółką. U niej w szkole pojawiły się wszy. Opowiadała o tym tak sugestywnie, że czuję, że muszę sobie też zrobić odwszawianie.
- W moim przypadku wszawica też należy do chorób umysłowych... Chyba też kupię ten środek. Czuję, że wszystko mnie swędzi...
- To jest cholernie zaraźliwe...

łososiowa

www.szczyptacynamonu.blog.pl
- I ona od lat jest wegetarianką. Taką wojującą, co to na mięso nawet zza szyby nie spojrzy. I kiedyś miała kanapkę z czymś dziwnym. I on ją pyta: "A z czym ta kanapka?" A ona na to: "A z metką łososiową." Bo ona, rozumiesz, myślała, że metka łososiowa jest zrobiona z łososia.
- A nie jest?!?

też

- Masz ochotę na kawę?
- Nie.
- To sama sobie zrobię.
- O, to zrób mi też.

niedziela, 12 czerwca 2016

możesz

- Mówiłaś, że nie możesz chodzić, a jednak chodzisz.
- Ale nie mogę
- No przecież widzę, że możesz.
- Ale nie mogę. Nie wolno.
- A, nie wolno... A szybko możesz?

środa, 8 czerwca 2016

skłonności

- To nie są zmarszczki, tylko twoja skóra ma skłonności do...
- Nie kończ! Zdecydowanie wolę mieć skłonności niż zmarszczki! Obojętnie jakie mają być!
- Wolisz każde skłonności niż zmarszczki?
- Niż te na twarzy - tak!

wtorek, 7 czerwca 2016

kawał

- Co jest dzisiaj na obiad?
- Makaron z sosem pomidorowym.
- A miał być łosoś...
- I był, ale się skończył przed obiadem.
- Zjadłaś sama cały wielki kawał łososia?!
- Od razu: cały wielki... Zwyczajny był. Porcja dla trzech osób. Nic nadzwyczajnego.

poniedziałek, 6 czerwca 2016

też

muzulmanka-w-Europie.blogspot.com
- Nie przysuwaj do mnie tych orzeszków! Wiesz, że nie mogę ich jeść!
- To nie jedz!
- Nie jeść też nie mogę!

niedziela, 5 czerwca 2016

kolejnością

          Wjechałam do warsztatu samochodem, ustawiłam go na specjalnych prowadnicach, zaciągnęłam hamulec, wrzuciłam na luz i wyszłam. Umówiłam się z panami, że wrócę za kilka godzin. Po bardzo kilku godzinach wróciłam z torbami pełnymi zakupów. Zobaczyłam przed wejściem do warsztatu kilku wyraźnie zdenerwowanych panów oraz pracowników warsztatu, siedzących na zużytych oponach. Myślałam, że solidaryzują się z pielęgniarkami z CZD i zorganizowali strajk. Z bananowym uśmiechem podeszłam bliżej i spytałam, czy mogę odebrać samochód. Kolejno zabili mnie wzrokiem. Wszyscy. Okazało się, że powinnam zostawić kluczyki od samochodu, żeby mogli zjechać z prowadnic i zmieniać opony kolejnym klientom.
- Ale ja nie mam kluczyków - powiedziałam zaskoczona.
- Jak to?
- Ten samochód uruchamia się przecież przyciskiem.
Panowie zamienili się w jednej sekundzie w stado żon Lota. Zapanowała cisza. Dość złowroga.
- Ale żeby włączyć silnik, musi pani mieć specjalnego pilota przy sobie, prawda? - spytał
jeden przytomniejszy, ten w najbrudniejszych ogrodniczkach.
- A, tak - ucieszyłam się, że wiem, o co chodzi. - Pilota istotnie muszę przy sobie mieć. Ale panowie mówiliście o kluczykach.
          Odjechałam bez słowa. Myślę, że zimowe opony będą mi zakładali poza kolejnością.

środa, 1 czerwca 2016

oglądania

www.madziof.pl
- Na momencik, przed snem, włączyłam komputer, żeby sprawdzić, czy świat się nie złamał i czy moi znajomi żyją w zdrowiu i szczęściu. Skończyło sie na 35 minutach oglądania bezsensownych zdjęć i obrazków na jakichś dziwnych stronach.
- Jaki z tego morał?
- Przez moich znajomych nie dosypiam?

palnej

- Poznałam zadziwiającą osobę. Każde zadane jej pytanie uważa za atak na jej własną osobistość i odpowiada z broni palnej własnego jestestwa. Pytasz ją na przykład: "Jaka będzie jutro pogoda?" A ona odszczekuje, że "Za co, jak za co, ale za pogodę to chyba jeszcze nie odpowiadam." A pytający stoi z wywalonymi gałami i nie wie, gdzie ręce, oczy i uszy podziać.
- Może ma złe doświadczenia z dzieciństwa?
- Podejrzewam, że ona wcale nie miała dzieciństwa. Od razu urodziła się starą zgredą.

wtorek, 31 maja 2016

przestępny

- Najkrótsza noc w roku przypada 22 czerwca. Ale przecież co 4 lata jest rok przestępny, więc co 4 lata najkrótsza noc w roku obchodzona jest de facto 21 czerwca.
- Przez 4 lata brakuje doby do obrotu Ziemi wokół Słońca, więc wszystko się wyrównuje!
- Ale chyba najkrótsza noc jest zawsze ta sama, prawda? Nie powinna raz być bliżej pierwszego stycznia, raz dalej...
- Mniej myślenia, więcej spania w nocy - to zalecam!

wszędzie

- Boję się, jak ktoś jest cały wytatuowany i ma wszędzie kolczyki.
- Jeśli sprawdzasz, czy wszędzie, to nie dziwię się, że się potem boisz...

poniedziałek, 30 maja 2016

hamulca

- Na prawym pasie autostrady jechał sznur samochodów. Na lewym pasie, z prędkością identyczną jak wspomniany sznur, jechał gość srebrną toyotą. Na odcinku 5 km tak jechał. Wyprzedzić się nie dał, mimo że bardzo się starałam.
W końcu ustąpiłam miejsca kierowcy citroena, który jechał cały czas za mną i ten, z uporem godnym lepszej sprawy, usiłował wyprzedzić toyotę. Trwało to jakieś 20 km. Kierowca toyoty, zdenerwowany, że ktoś mu siedzi na ogonie, od czasu do czasu naciskał na pedał hamulca, czym wywoływał niemałą konsternację w całej kilkukilometrowej kolejce, jadącej za nim. W końcu zjechał na prawy pas.
- Niektórzy muszą spalić bibliotekę aleksandryjską, żeby o nich mówili, innym wystarczy 25 kilometrów!

sobota, 28 maja 2016

mizerią

Przypomniało mi się, na skutek pełnego ekspresji posta Kaczki (wymiot Capulettich):

Kiedyś na obiad miała być mizeria. Jędrne, piękne ogórki czekały na swoją kolej pod katowskim mieczem.
- Mamo, mogę ogóleczka?  - spytało dziewczę, które było nieduże, acz bardzo rozwinięte lingwistycznie.
Cały, obrany, zielony ogórek znikał powoli w niedużej paszczy, siekany białymi jak drzwi od lodówki mleczakami. Pozostałe ogórki w miarowym rytmie noża zamieniały się przy mojej skromnej pomocy w plasterki.
Nagle - buch, para w ruch - gabaryty małego żołądeczka okazały się niewystarczające dla całego ogóreczka. A może to ogóreczek zapomniał pożegnać się z kolegami - enyłej (jak mawiają niektórzy)w jednoznaczny sposób córka dała do zrozumienia, że ogórek znowu ujrzy światło dzienne. Jednym zgrabnym ruchem nakierowałam dziewczątko do łazienki, umieściłam górną część jego ciała nad wanną i już po milisekundzie obydwa końce ogórka znajdowały się w wannie. Środek też.
Córka w podskokach opuściła łazienkę, zajmując się sprawami ważnymi dla dwulatka. My z ogórkiem zostaliśmy zdani na siebie. Po wykonaniu niezbędnych czynności opuściłam łazienkę i dokończyłam krojenie kolejnych ogórków na mizerię.
Po jakimś czasie wrócił z pracy tatuś nieletniej. Zasiadł szczęśliwy przy stole i rozpoczął konsumpcję obiadu. Mizerii też. Zainteresowana sprawą córka zajrzała do tatowego talerza, podrapała się po szyi, spojrzała w okno i zadumana zapytała:
- Mamo, czy tata je tego ogóleczka, któlego ja psed chwilą zwymiotowałam do wanny?

kwas

plfoto.com
- Niektóre zwierzęta wydalają mocznik, a niektóre kwas moczowy. To wszystko są związki azotu, tak samo jak kwas azotowy.
- Dziwne te nazwy, mamo: mocznik, kwas moczowy, kwas klozetowy...

piątek, 27 maja 2016

kartę

- Zadzwoniłam na infolinię, żeby się dowiedzieć, w jaki sposób mogę przenieść kontakty i zdjęcia ze starego telefonu do nowego. Pan był bardzo miły, powiedział mi, że wystarczy jeśli umieszczę kartę jakąś-tam o nazwie głoskowo-sylabowej w miejscu jakimś-tam o nazwie numerycznej, dokonam transferu danych z telefonu na kartę, a potem umieszczę tę kartę w nowym telefonie i wykonując odwrotną procedurę, dokonam transferu danych z karty do nowego telefonu.
- Boże...
- Tak. Bóg mnie strzegł. Nic na to wszystko nie powiedziałam. Pan się chyba zorientował, że ja nie mówię w tym języku i powiedział: najlepiej niech pani poprosi jakiegoś nastolatka o pomoc.
- Boże...
- Tak. Bóg mnie strzegł. Na to też nic nie powiedziałam.
- A on znał twój wiek?
- Chyba tak, bo na początku musiałam mu podać datę urodzenia, żeby udowodnić, że ja to ja. Ale nie jestem pewna, czy skojarzył moją datę urodzenia z moim wiekiem. On raczej był z innej planety. Z takiej, na której zamiast lat ludziom upływają megabajty...

poniedziałek, 23 maja 2016

zaplombowana

- Od czasu do czasu otwiera się we mnie skrzynia z masochizmem. Zwykle jest skrzętnie zaplombowana, ale czasem, z zaskoczenia, wieko się uchyla i wtedy zaczynam robić coś, co pozbawia mnie spokoju ducha, snu i radości na długie, długie godziny.
- Przeczytałaś znowu "Chłopca z latawcem"?
- Gorzej! Weszłam w tematykę masowej zagłady podczas drugiej wojny światowej.
- "Chłopiec w pasiastej piżamie"?
- Nie. Film o eksperymentach medycznych w obozach koncentracyjnych.
- Oszalałaś?! Zafundowałaś sobie długi weekend z podkrążonymi oczami!

niedziela, 22 maja 2016

wyrosło

- Płacisz routexem? Też miałam kiedyś kartę routex. Służbowy samochód, służbowe paliwo, służbowa karta. Niestety, miałam z tą kartę pewną traumatyczną  przygodę... Otóż na miesiąc przed upływem terminu jej ważności wysłano do mnie nową kartę, a starą anulowano. Nikt mnie jednak o tym nie powiadomił i w tym martwym czasie (już z nieczynną starą kartą, ale jeszcze bez nowej) wylądowałam na stacji benzynowej. Zatankowałam. Poszłam do kasy. Podałam tę anulowaną kartę. I tu zaczyna się film sensacyjny. Spod ziemi wyrosło nagle dwóch wysokich panów w ciemnych strojach, z szyjami szerszymi niż głowy, którzy stanęli obok mnie. Sprzedawca poinformował mnie, że musi wezwać policję. Czułam się malutka i bardzo niekochana... Gdy prosiłam o wyjaśnienie, szeptem powiedziano mi, że moja karta jest zgłoszona jako kradziona i jestem zatrzymana jako złodziej. Przekonałam się wówczas, że tego typu zatrzymań nie dokonuje się dyskretnie. Widownia również wyrasta spod ziemi, niestety dla odmiany w obfitych ilościach. Zanim wezwano policję przekonałam pana sprzedawcę, żeby zadzwonił do firmy routex i wyjaśnił problem. Rozmowy, telefony, rozmowy, telefony, ja coraz bardziej zaczynałam wierzyć, że jednak tę kartę ukradłam. I nagle - stała się światłość! Sprawę wyjaśniono. Panowie w czarnych mundurach zapadli się pod ziemię, widownia odeszła z poczuciem zmarnowania pół godziny na spektakl, który nie zakończył się spektakularnym pościgiem między półkami z pluszakami i płynem do spryskiwaczy. A ja musiałam wykreślić tę stacje na długi czas z mojej prywatnej mapy tankowniczej...

komunikatywna


www.rp.pl
- Moja mama, za czasów niegooglowych, miała sąsiadkę - Koreankę, mówiącą tylko po koreańsku. Mama, ku ogólnemu zaskoczeniu, niestety po koreańsku jakoś słabo... Pewnego dnia Koreanka przyniosła mojej mamie karteczkę od szkolnej pielęgniarki (mały Koreańczyk chodził do polskiej szkoły). Na karteczce stało jak byk: proszę podać kalendarz szczepień obowiązujący u państwa w kraju.
Moja mama, osoba rezolutna i niezmiernie komunikatywna, wzięła do ręki ścienny kalendarz, plik kartek i długopis, i po kilku godzinach wypisała szkolnej pielęgniarce kalendarz szczepień obowiązujący w Korei. Bardzo bolały ją potem ręce, była zmęczona demonstrowaniem objawów różnych chorób, dźwiękonaśladownictwem pewnych symptomów oraz rysowaniem na kartce, ale dała radę. W podziękowaniu mama dostała od Koreanki śledzia, którego ta zakupiła w rybnym, przyczepiła za ogon do sznura na balkonie i suszyła przez kilka tygodni. Tak naprawdę mama najpierw dostała od Koreanki smród tego śledzia, a potem krępowała się go wyrzucić do śmieci, bo cała ulica od razu poczułaby, że śledź jednak zmienił lokal...
Koreanka pochodziła z Korei Południowej, jej mąż twierdził, że jest biznesmanem, podróżował po całej Polsce, a podczas posiłków spoglądał z czułością na portret wiszący nad stołem. Portret sam-wiesz-kogo. Kiedyś spytaliśmy, kto jest na portrecie. Dowiedzieliśmy się, że ich dziadek. Dziadek wszystkich porządnych Koreańczyków, jak mniemam...

sobota, 21 maja 2016

ratujące

- Znajoma opowiedziała mi taką historię:

Pani zakłada konto w banku. Rozmawia z kierownikiem, przystojnym, eleganckim panem. Ustalili już podstawowe parametry konta, przechodzą do spraw natury technicznej.
- Czy ma pani ochotę na kartę ze zbliżeniem? - pyta pan głębokim barytonem.
Pani jest zaskoczona, ale w końcu żyje się raz. Zdaje sobie sprawę, że siedzą sami w gabinecie, szyby matowe, drzwi zamknięte. Rozsądek dyktuje jej zadanie jednego, kluczowego pytania:
- A co pan ma konkretnie na myśli?
To było pytanie ratujące życie. Padła po nim jakże zaskakująca odpowiedź...

dziesięcioma

bored panda
- Spotkałam kobietę, która biegle włada dziesięcioma językami. Zaczęła we wczesnym pacholęctwie od angielskiego i esperanto. Potem przyszedł hiszpański i portugalski. Niechcący nauczyła się niemieckiego, łacina przyplątała się zupełnie przypadkowo, po czym nie wiadomo kiedy dokleił się do niej włoski i francuski. Rosyjski pojawił się gdzieś między deserem a podwieczorkiem..
- A ten dziesiąty?
- Polski.
- Nauczyła się też polskiego?
- Ona jest Polką.
- A, to zmienia postać rzeczy. Jak się Polka uprze, to nie ma bata. Nawet węgierski by się nie obronił.

piątek, 20 maja 2016

chorobę

- Dlaczego jesteś taka zielona?
- To nie ja. To choroba lokomocyjna.
- Ty masz chorobę lokomocyjną?!
- To nie jest stały związek. Raczej tak... z doskoku.

piątek, 13 maja 2016

Eurowizji

- Sprawdzałam, jakie kraje zakwalifikowały się do finału Eurowizji. Już dawno nie byłam tak zaskoczona, Do finału zakwalifikowała się m.in. Australia...
- Australia w Eurowizji? Może to była Austria?
- Wyraźnie napisali, że Australia.
- To wszystko przez ocieplenie klimatu. Lodowce topnieją, płyty tektoniczne się przesuwają i wędrówka kontynentów odbywa się szybciej niż w poprzednich latach. Widocznie Australia przesunęła się na północ...
- Ale gdzie zakotwiczyła? Mam nadzieję, że nie w naszych okolicach. O ile kangury i koala byłyby całkiem przyjemne, to krokodyle jakoś mnie onieśmielają...

Detale geograficzne dla zainteresowanych

konkrety

- Dostałam od kolegi coś, co on nazwał grzybkiem tybetańskim. Ma on (grzybek, nie kolega!) niezwykłe właściwości ogólne i szczególne. Należy go umieścić w zwykłym, nieuhatym mleku. Grzybek ten sprawi, że z mleka zrobi się jogurt tak zdrowy, że aż zęby mleczne odrastają.
- Jakieś konkrety?
- Kilka... Po pierwsze: codziennie zapominam kupić zwykłe, świeże mleko. Muszę jechać wieczorem drugi raz do sklepu, a to boli. Po drugie: grzybek rozmnaża się w takim tempie, że zaczynam się obawiać, czy nie jest on ucieleśnieniem jakiejś obcej cywilizacji, która poprzez jogurt pokusiła się o przejęcie kontroli nad naszym światem. Po trzecie: ten tybetański jogurt smakuje jak najzwyklejsze kwaśne mleko.
- Bo to jest kwaśne mleko!
- To po co ten grzybek?
- Żebyś miała motywację do kupowania zdrowego mleka!

czwartek, 12 maja 2016

uwaga

- Mamo, zawsze myślę, że gdy byłaś małą dziewczynką, to wszystko było czarno-białe.
- Dlaczego?
- To chyba przez te stare zdjęcia.
- A wiesz, że to jest nawet bardzo słuszna uwaga. Prawie wszystko było czarno-białe... Nie tylko na zdjęciach... Tylko huśtawki w ogródku jordanowskim były czerwone, ale to chyba dlatego, że jakaś fabryka traktorów podarowała miastu farbę...
- Jak ty byłaś mała, to były już traktory?

hamulec

- Jest jedna rzecz, której zazdroszczę Eskimosom.
- Inuitom. Już się nie mówi 'Eskimosi', bo to jest dla nich przykre.
- Obojętnie, jak ich nazwę, to i tak im zazdroszczę. Naturalnie nie zazdroszczę im tego cholernego śniegu, tych mrozów, które powodują zamarzanie śluzówki nosa, tego wiatru, który wciska się do pęcherzyków płucnych, uniemożliwiając oddychanie i nie zazdroszczę im braku całodobowej apteki w zasięgu wzroku. Zazdroszczę im tego, że gdziekolwiek jadą swoimi saniami z psim zaprzęgiem (romantyczna wizja!) czy skuterem śnieżnym (nowoczesna wizja) to mają gdzie zaparkować. Po prostu zatrzymują się, przekręcają kluczyk w stacyjce (albo mówią "siad!"), zaciągają hamulec i wysiadają. A u nas od podjęcia decyzji, że tu trzeba się zatrzymać, do momentu wysiadania z samochodu, mija jakieś 25 minut. Dwadzieścia pięć długich minut krążenia tymi samymi ulicami. I nikogo nie dziwi, że widzi cię piaty raz w ciągu kwadransa na tym samym skrzyżowaniu! Bo wszyscy tak jeżdżą i zazdroszczą gościowi, przed którym akurat zwolniło się miejsce: "Cwaniak! Głupi to ma szczęście!". I mija kolejne pięć minut. A ta część rodziny, która siedziała od strony krawężnika, już zdążyła wysiąść na jakimś skrzyżowaniu, a druga część rodziny, ta co siedzi od strony środka ulicy, już się przesunęła na drugą stronę samochodu i tylko czeka aż zwolnisz, żeby też wyskoczyć. "Mamo, będziesz tak jeździć w kółko? To my tu na ciebie poczekamy jak już wszystko załatwimy!"
- Gdzie próbowałaś zaparkować?
- Pod budynkiem NFZ.
- A, tam... To tłumaczy Inuitów...

poniedziałek, 9 maja 2016

sklepu

- Dlaczego nie wchodzisz do tego sklepu?
- Bo kiedyś przymierzałam w nim letnią sukienkę. Latem. Podczas okropnych upałów. Bez rękawów taką. Obcisłą. I w sukience zepsuł się zamek, ten pod moją pachą. Ostatecznie dwie sprzedawczynie majstrowały w tamtej okolicy mojego ciała przez jakieś pół godziny. Sytuacja była dość krępująca, bo żaden dezodorant nie gwarantuje skuteczności w przymierzalni o rozmiarach kabiny prysznicowej z akademika, w której jedna omdlewająca ze wstydu i upału (ja!) i dwie omdlewające ze smrodu i upału (sprzedawczynie!) tulą się do siebie przez dłuższy czas usiłując zdjąć z tej pierwszej sukienkę... Stałam z ręką opartą o ścianę, bo mi mięśnie odmawiały współpracy. Czułam napływ klaustrofobii. Spociłam się tak niemiłosiernie, że to chyba mój pot spowodował wreszcie przyspieszenie korozji metalu i po bardzo, bardzo długim czasie zameczek dał się otworzyć.
- I co potem?
- Przerażona sprzedawczyni zapytała mnie, czy chciałabym przymierzyć inny egzemplarz...

niedziela, 8 maja 2016

zaciągnęłam

Dzwonek do drzwi. Pora jest już, rzec można, piżamowa. Po przedłużającym się okresie nerwowych poszukiwań czegoś, czym można zakryć Snoopiego na mojej piżamie, otwieram drzwi. Na wycieraczce mężczyzna. Wysoki, młody, uśmiechnięty.
- Dobry wieczór - zaczyna uwodzicielskim barytonem.
Z mojej strony nie pada żadne słowo, bo mam już na zębach aparat ortodontyczny, w którym mogę tylko bełkotać.
- Czy pani ma czarnego nissana?
Kiwam głową, zastanawiając się naprędce, czy na pewno zaciągnęłam hamulec i czy nie zostawiłam jakichś kompromitujących przedmiotów na dachu.
- Jestem pani sąsiadem. Parkuję naprzeciwko pani auta. Chciałem zapytać, gdzie pani kupiła gwizdki przeciwko dzikim zwierzętom.

Do  teraz bolą mnie mięśnie powiek - tak bardzo wybałuszyłam oczy ze zdziwienia..

ryzykowne

- Moja przyjaciółka poprosiła trzy swoje znajome o pomoc w zorganizowaniu gigantycznej imprezy. Chodziło o przygotowanie i wydawanie posiłków, serwowanie ich do stołu i sprzątnięcie po imprezie.
- Trzy obce kobiety miały pracować razem w kuchni? Hm... Ryzykowne przedsięwzięcie...
- I tu jest gwóźdź programu: trzeba ufać swoim przyjaciołom. Dobrała nas tak, że wszystkie trzy dogadałyśmy się idealnie. Rewelacyjnie dzieliłyśmy się pracą, ustalałyśmy co i kiedy robić, słuchałyśmy swoich rad, konsultowałyśmy się ze sobą, wykorzystywałyśmy wzajemnie swoją intuicję.  Po wszystkim byłyśmy bardzo zmęczone, ale spędziłyśmy przemiły dzień. Okazało się, że wiele nas łączy; rozmawiałyśmy o ważnych i poważnych sprawach, jednocześnie gotując ziemniaki, przekładając surówki na półmiski i ukrywając własny brak fachowości.
- A goście też byli zadowoleni?
- Skumulowana energia kucharek rozlała po wszystkich... Impreza była przednia.

czwartek, 5 maja 2016

facebooka

national geographic
- Chyba zlikwiduję swojego facebooka. Mam już dość oglądania u moich znajomych zdjęć talerzy z kotletem, selfie robionych z wyciągniętymi w dziubek ustami, rozczulających zdjęć z dziećmi, podpisanych: "moje skarby", podczas gdy wiem, jak wyglądają relacje z tymi skarbami na co dzień, przytulasków ze znienawidzonym mężem, podpisanych "kocham cię kotku"...
- Możesz wybrać opcję, że nie dostajesz takich zdjęć.
- Jest opcja: nie pokazuj debilnych zdjęć?!
- No, może nie nazywa się to dokładnie tak jak mówisz, ale efekt jest właśnie taki.
- Dawaj instrukcję! Życie jest piękne! Koniec z poczuciem wstydu za własnych znajomych!

wtorek, 3 maja 2016

gwałtownie

boredpanda
- Wiesz, co warunkuje ludzkie szczęście?
- Nie...
- Dobre relacje z innymi ludźmi.
- No i co?
- A nasze relacje gwałtownie się poprawią, jeśli mi zrobisz teraz wody z imbirem, miodem i cytryną...
- Nie mam już imbiru.
- I szczęście diabli wzięli...

piątek, 29 kwietnia 2016

odpowiedzialną

- A pani jak się nazywa? Aha. To proszę czekać. A pani? Aha. Proszę też czekać. A pan? A pan na jakie badanie czeka? Głowy, tak? To proszę czekać. Proszę nie podchodzić do mnie, bo co pani sobie myśli? Pani myśli, że taka rejestracja to jest nic? A ja tu mam bardzo odpowiedzialną pracę i proszę czekać. A pani? Pani prywatnie, tak? Bardzo proszę. Niech pani od razu podejdzie. Nie, wyniki do odbioru dopiero za trzy tygodnie. Nie, proszę pani, ja nie do pani. Pani odbiera w poniedziałek, bo pani robi odpłatnie.

czwartek, 28 kwietnia 2016

sieci

boredpanda
- Przeczytałam dzisiaj w sieci, że maj będzie bardzo ciepły...
- To cudownie! Wreszcie będę mogła pracować na balkonie i posadzę poziomki w doniczkach i malutkie pomidorki! Może od razu wypiorę wszystkie czapki i szaliki, żeby już na to nie patrzeć?!
- Ale ja tego nie przeczytałam w prognozie pogody.
- A gdzie?
- Jako żart...
- Jaki żart?
- No wiesz, taki żart... Początek był: maj będzie bardzo ciepły w tym roku...
- A koniec?
- A koniec był: ... i będziemy mogli chodzić w klapkach po śniegu...
- ?!?!@%?!

podręcznym

boredpanda
- Ale jak ty polecisz na 4 dni bez dezodorantu, pasty do zębów i cieczy o znaczeniu kluczowym dla wyglądu twojej twarzy?
- Jak to: bez?
- Nie kupiłaś biletu na bagaż, więc lecisz tylko z podręcznym. A do podręcznego nie możesz wziąć takich strasznie niebezpiecznych rzeczy.
- Pokaż! Nie, to niemożliwe...

Czy ktoś wie, jak to się robi?

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

wspomnienia

- Gdy byłam małą dziewczynką, spędziłam jakieś wakacje w Ciechocinku. Codziennie chodziłam wdychać aromat solanki z tężni i wkładałam w przepastne wówczas synapsy nerwowe wspomnienia z jakże cudownych wakacji z babcią. Jako dorosła osoba przejeżdżałam przez Ciechocinek ze znajomymi. "Do tężni, do tężni!" wykrzyczałam, widząc tablicę z nazwą miejscowości, i namówiłam znajomych na zwiedzanie tych sięgających nieba, gigantycznych, długich po horyzont, niewiarygodnie stromych budowli, z których woda ścieka jak z Niagary, a w ich wnętrzu można chodzić długimi, krętymi korytarzami, tak skomplikowanymi, że trzeba się trzymać kogoś za rękę, żeby się nie zgubić.
- Będzie jakaś puenta?
- Nie rozumiem, dlaczego musieli te tężnie zmniejszyć, skrócić, wyprostować i pozbawić 90% wody, bo to przecież niemożliwe, żeby moja pamięć...

niedziela, 24 kwietnia 2016

wymierzenia

- Zgubiłam książkę. Z biblioteki. Nadchodzi nieuchronnie termin wymierzenia kary finansowej.
- Jaka to książka?
- Stasiuka coś.
- Nie, ja nie mam.
- A może jednak?
- Nie, na pewno to nie to. Ja mam tylko twoją "Noc. Słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna" Stasiuka, nie mam "Coś".
- To jest właśnie to! Powiedziałam "coś", bo nie pamiętałam dokładnie tytułu.
- Ta dzisiejsza literatura... Człowiek się wszystkiego spodziewa...

przytulić

- Tato, w nocy spaliście z mamą przytuleni i nie mogłam się między was wcisnąć, jak przyszłam do sypialni.
- Ale to jest moja żona! To mogę się chyba do niej w nocy przytulić!?
- A jak ja mam wtedy wejść między was?!

piątek, 22 kwietnia 2016

jednostką

- Mam swój prywatny system miar i wag. Otóż mierzę nim moją zażyłość z różnymi ludźmi. Jednostką miary jest spotkanie. Dzwonię zatem lub sms-uję do kogoś i pytam, czy może się ze mną spotkać. I tu zaczyna się rzeczona jednostka. Niektóre znajomości mierzy się w nanosekundach (jadę!). Inne w godzinach (wieczorem?). Jeszcze inne w dniach (w środę?). Są też tacy, którzy reagują moim ulubionym "koniecznie". To się mierzy w latach świetlnych.
- A do jakiej kategorii zaliczasz naszą zażyłość?
- To jest przypadek szczególny!
- No nie wiem... Jeśli pytasz, czy mogę się z tobą spotkać, ustalamy godzinę, ja do ciebie jadę przez puszcze i knieje, a ty mi otwierasz zaspana bo zapomniałaś, to czym ja mam to zmierzyć?
- To jest zupełnie inna zmienna i ją się mierzy w Alzheimerach. Fizyka się kłania!
- Jądrowa...

wtorek, 19 kwietnia 2016

ogniem

malezoo.eu
- Każdy ma chwilę, w której przestaje być dzieckiem. Mnie to dopadło, gdy pewnego dnia przyszłam ze szkoły i zamiast mojego ulubionego chomika Śledzia znalazłam w akwarium bardzo podobnego chomika, ale jednak innego. Mama mówiła, że to ten sam, tata mówił, że to ten sam, brat mówił z dziwnym wyrazem twarzy, że to ten sam... A jednak... Dzieciństwo się skończyło.
- A moja córka zwiedzała Wawel, gdy była małą dziewczynką. Stojąc przed smokiem namówiła tatę, żeby wysłał stosownego sms-a na podany pod smokiem numer, bo marzyła o tym, żeby smok do niej ogniem przemówił. Sms-a wysłali, a ognia nie było. Oszukał ją smok. Smok! Wawelski!
- Jezu, to ja ze zdechłym chomikiem podmienionym na innego to miałam złote dzieciństwo!

potrzebował

- Papież Urban VIII zburzył połowę Rzymu i Watykanu, bo potrzebował materiałów na budowę Bazyliki św. Piotra.
- A jak ja ostatnio pomyłkowo obcięłam rękaw od Twojego polara, bo córka pilnie potrzebowała bluzeczkę dla misia, to było wielkie 'halo'...