![]() |
| www.rp.pl |
Moja mama, osoba rezolutna i niezmiernie komunikatywna, wzięła do ręki ścienny kalendarz, plik kartek i długopis, i po kilku godzinach wypisała szkolnej pielęgniarce kalendarz szczepień obowiązujący w Korei. Bardzo bolały ją potem ręce, była zmęczona demonstrowaniem objawów różnych chorób, dźwiękonaśladownictwem pewnych symptomów oraz rysowaniem na kartce, ale dała radę. W podziękowaniu mama dostała od Koreanki śledzia, którego ta zakupiła w rybnym, przyczepiła za ogon do sznura na balkonie i suszyła przez kilka tygodni. Tak naprawdę mama najpierw dostała od Koreanki smród tego śledzia, a potem krępowała się go wyrzucić do śmieci, bo cała ulica od razu poczułaby, że śledź jednak zmienił lokal...
Koreanka pochodziła z Korei Południowej, jej mąż twierdził, że jest biznesmanem, podróżował po całej Polsce, a podczas posiłków spoglądał z czułością na portret wiszący nad stołem. Portret sam-wiesz-kogo. Kiedyś spytaliśmy, kto jest na portrecie. Dowiedzieliśmy się, że ich dziadek. Dziadek wszystkich porządnych Koreańczyków, jak mniemam...

o kurcze niezłą masz matkę ! bez znajomości języka a jak się uwinęła :D szkoda, że prezent nie był trafiony za taką przysługę.
OdpowiedzUsuńAle swoją drogą te "roczniki" tak chyba mają, że języków nie znają a wszędzie się dogadają. My kiedyś z naszymi rodzicami (70 lat) byliśmy we Włoszech na takim lokalnym festynie. Siedzieliśmy między tubylcami przy stole i ni chu chu nie rozumieliśmy o czym gadają. Ojciec usiadł koło naszego sąsiada z wynajmowanego domku i po imprezie wracamy do domu a on nam opowiada, że Ci nasi sąsiedzi to są Rumuni nie Włosi, którzy przyjechali do Włoch za córką, która tu chciała studiować, kupili dom i już zostali. Szczęka nam opadła do kostek. Ojciec poza polskim nie mówi w żadnym języku i jak on się tego dowiedział nie mamy pojęcia :D
Jest coś takiego jak intuicyjne rozumienie mowy ludzkiej. Nie wiem z czego to wynika, ale często też rozumiem, co do mnie ludzie mówią, nawet gdy nie znam języka. Czytanie z mimiki, gestów, tonu głosu, reszty się domyślam... Dla poprawy mojego dobrego samopoczucie dodam, że jednak nie mam jeszcze 70 lat ;-)
Usuńcholera jestem upośledzona bo ja tego nie mam ... :/
UsuńW takim razie musimy razem wyjeżdżać! Ja będę rozumieć, Ty odpowiadasz za resztę ;-)
UsuńPo przemyśleniu powyższej wymiany wpisów doszłam do następującego wniosku:
UsuńRozumiem co mówią do mnie ludzie, ale jakoś nigdy nie sprawdzałam, czy rozumiem dobrze...
;-)
Spotykam Rumunów, świetnie się z nimi rozmawia po rosyjsku :) śledź na sznurku musiał być atrakcją dzielnicową :) uściski dla mamy :)
UsuńTEN śledź był jednym z wielu... Na sznurze wisiała cała ławica.
UsuńSmród był atrakcją, zwłaszcza dla much.
Polski śledź, polskie muchy, a jednak charakter interkontynentalny ;-)
Jakie to musi być szczęście, zasiąść na stadionie i trzymać w rękach źrenicę ukochanego przywódcy...
OdpowiedzUsuńI dziurkę w nosie... ;-)
UsuńDobrze, że to tylko popiersie! ;)
UsuńPandeMoniu, jesteś cudowna!
UsuńTaka praktyczna!
I niewinna zarazem!
:-)
Tego śledzia dostaniesz w spadku! Do czego on służy? Zakładka do książki? Skrobak do szyb? Packa na muchy?
OdpowiedzUsuńWyobraź sobie największy smród pośród wszystkich smrodów świata. I ten właśnie smród aż się skręca z obrzydzenia, wąchając śledzia. TEGO śledzia!
UsuńZakładka do książki?! Chyba kucharskiej! Dla ludzi walczących z otyłością!
;-)
Po przełamaniu oporów natury estetycznej zapewniam, że tak spreparowana ryba jest jadalna, a nawet bardzo smaczna!
OdpowiedzUsuńDżisas! Ja nie rozumiem nawet jak się do mnie po polsku mówi, a intuicyjnie chwytam tylko wywody o jedzeniu - w dowolnym narzeczu ;)