niedziela, 22 maja 2016

komunikatywna


www.rp.pl
- Moja mama, za czasów niegooglowych, miała sąsiadkę - Koreankę, mówiącą tylko po koreańsku. Mama, ku ogólnemu zaskoczeniu, niestety po koreańsku jakoś słabo... Pewnego dnia Koreanka przyniosła mojej mamie karteczkę od szkolnej pielęgniarki (mały Koreańczyk chodził do polskiej szkoły). Na karteczce stało jak byk: proszę podać kalendarz szczepień obowiązujący u państwa w kraju.
Moja mama, osoba rezolutna i niezmiernie komunikatywna, wzięła do ręki ścienny kalendarz, plik kartek i długopis, i po kilku godzinach wypisała szkolnej pielęgniarce kalendarz szczepień obowiązujący w Korei. Bardzo bolały ją potem ręce, była zmęczona demonstrowaniem objawów różnych chorób, dźwiękonaśladownictwem pewnych symptomów oraz rysowaniem na kartce, ale dała radę. W podziękowaniu mama dostała od Koreanki śledzia, którego ta zakupiła w rybnym, przyczepiła za ogon do sznura na balkonie i suszyła przez kilka tygodni. Tak naprawdę mama najpierw dostała od Koreanki smród tego śledzia, a potem krępowała się go wyrzucić do śmieci, bo cała ulica od razu poczułaby, że śledź jednak zmienił lokal...
Koreanka pochodziła z Korei Południowej, jej mąż twierdził, że jest biznesmanem, podróżował po całej Polsce, a podczas posiłków spoglądał z czułością na portret wiszący nad stołem. Portret sam-wiesz-kogo. Kiedyś spytaliśmy, kto jest na portrecie. Dowiedzieliśmy się, że ich dziadek. Dziadek wszystkich porządnych Koreańczyków, jak mniemam...

14 komentarzy:

  1. o kurcze niezłą masz matkę ! bez znajomości języka a jak się uwinęła :D szkoda, że prezent nie był trafiony za taką przysługę.

    Ale swoją drogą te "roczniki" tak chyba mają, że języków nie znają a wszędzie się dogadają. My kiedyś z naszymi rodzicami (70 lat) byliśmy we Włoszech na takim lokalnym festynie. Siedzieliśmy między tubylcami przy stole i ni chu chu nie rozumieliśmy o czym gadają. Ojciec usiadł koło naszego sąsiada z wynajmowanego domku i po imprezie wracamy do domu a on nam opowiada, że Ci nasi sąsiedzi to są Rumuni nie Włosi, którzy przyjechali do Włoch za córką, która tu chciała studiować, kupili dom i już zostali. Szczęka nam opadła do kostek. Ojciec poza polskim nie mówi w żadnym języku i jak on się tego dowiedział nie mamy pojęcia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest coś takiego jak intuicyjne rozumienie mowy ludzkiej. Nie wiem z czego to wynika, ale często też rozumiem, co do mnie ludzie mówią, nawet gdy nie znam języka. Czytanie z mimiki, gestów, tonu głosu, reszty się domyślam... Dla poprawy mojego dobrego samopoczucie dodam, że jednak nie mam jeszcze 70 lat ;-)

      Usuń
    2. cholera jestem upośledzona bo ja tego nie mam ... :/

      Usuń
    3. W takim razie musimy razem wyjeżdżać! Ja będę rozumieć, Ty odpowiadasz za resztę ;-)

      Usuń
    4. Po przemyśleniu powyższej wymiany wpisów doszłam do następującego wniosku:
      Rozumiem co mówią do mnie ludzie, ale jakoś nigdy nie sprawdzałam, czy rozumiem dobrze...
      ;-)

      Usuń
    5. Spotykam Rumunów, świetnie się z nimi rozmawia po rosyjsku :) śledź na sznurku musiał być atrakcją dzielnicową :) uściski dla mamy :)

      Usuń
    6. TEN śledź był jednym z wielu... Na sznurze wisiała cała ławica.
      Smród był atrakcją, zwłaszcza dla much.
      Polski śledź, polskie muchy, a jednak charakter interkontynentalny ;-)

      Usuń
  2. Jakie to musi być szczęście, zasiąść na stadionie i trzymać w rękach źrenicę ukochanego przywódcy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dziurkę w nosie... ;-)

      Usuń
    2. Dobrze, że to tylko popiersie! ;)

      Usuń
    3. PandeMoniu, jesteś cudowna!
      Taka praktyczna!
      I niewinna zarazem!
      :-)

      Usuń
  3. Tego śledzia dostaniesz w spadku! Do czego on służy? Zakładka do książki? Skrobak do szyb? Packa na muchy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobraź sobie największy smród pośród wszystkich smrodów świata. I ten właśnie smród aż się skręca z obrzydzenia, wąchając śledzia. TEGO śledzia!

      Zakładka do książki?! Chyba kucharskiej! Dla ludzi walczących z otyłością!
      ;-)

      Usuń
  4. Po przełamaniu oporów natury estetycznej zapewniam, że tak spreparowana ryba jest jadalna, a nawet bardzo smaczna!
    Dżisas! Ja nie rozumiem nawet jak się do mnie po polsku mówi, a intuicyjnie chwytam tylko wywody o jedzeniu - w dowolnym narzeczu ;)

    OdpowiedzUsuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":