Buddyści mówią: nie patrzysz sprawiedliwie na siebie.
Jesteś za blisko.
Jeśli wiesz, że jesteś beznadziejny, a inni ci mówią, że nie - uwierz im.
Oni mają rację.
Patrzą na ciebie z odległości.
Gdy patrzysz na obraz impresjonisty, trzymając nos przy płótnie, widzisz bezkształtne plamy koloru. Gdy odejdziesz daleko, bardzo daleko - widzisz nenufary.
Pozwól innym powiedzieć ci, co widzą z odległości.
I tylko jeszcze trzeba umieć wprowadzić to w życie.
sobota, 1 czerwca 2019
środa, 29 maja 2019
kapeluszowi
Poznałam ją jesienią. Kobietę o zjawiskowej urodzie i nieprawdopodobnej charyzmie. Spotykałyśmy się zimą i wiosną. I latem. Pewnego upalnego dnia spotkałyśmy się na miejskiej plaży. Siedziałyśmy obok siebie na leżakach, ubrane w letnie sukienki. Miała na głowie słomkowy kapelusz z wielkim rondem.
- Często chodzę w kapeluszach - powiedziała, kładąc dłonie na rondzie.
- Zauważyłam. Wyglądasz intrygująco - powiedziałam, przyglądając się kapeluszowi i głowie, na której spoczywał.
- Sama rozumiesz. Muszę - szepnęła.
- Nie rozumiem.
- Słońce mi szkodzi. Mam bielactwo.
Wyciągnęła przed siebie dłonie i wówczas dostrzegłam na nich białe plamy, wyraźnie widoczne przy kontrastującej opaleniźnie.
- Nie zauważyłam wcześniej. Widocznie nie przyglądałam się twoim dłoniom.
Spojrzała na mnie z czarującym uśmiechem i zdjęła kapelusz. Na jej twarzy można było dostrzec wyraźnie odróżniające się jaśniejsze i ciemniejsze miejsca. Byłam tak zaskoczona, że nie wiedziałam, co powiedzieć. Przecież widziałam ją dziesiątki razy. W budynkach i na zewnątrz. Siedziałam naprzeciwko niej i rozmawiałam z nią wielokrotnie. I nie zauważyłam bielactwa.
- Nie jesteś pierwszą osobą, która tak reaguje - powiedziała pobłażliwie. - Ludzie starają się być mili.
I jak tu wytłumaczyć tej pięknej kobiecie, że to bielactwo chowa się pod jej osobowością? Głęboko się chowa...
- Często chodzę w kapeluszach - powiedziała, kładąc dłonie na rondzie.
- Zauważyłam. Wyglądasz intrygująco - powiedziałam, przyglądając się kapeluszowi i głowie, na której spoczywał.
- Sama rozumiesz. Muszę - szepnęła.
- Nie rozumiem.
- Słońce mi szkodzi. Mam bielactwo.
Wyciągnęła przed siebie dłonie i wówczas dostrzegłam na nich białe plamy, wyraźnie widoczne przy kontrastującej opaleniźnie.
- Nie zauważyłam wcześniej. Widocznie nie przyglądałam się twoim dłoniom.
Spojrzała na mnie z czarującym uśmiechem i zdjęła kapelusz. Na jej twarzy można było dostrzec wyraźnie odróżniające się jaśniejsze i ciemniejsze miejsca. Byłam tak zaskoczona, że nie wiedziałam, co powiedzieć. Przecież widziałam ją dziesiątki razy. W budynkach i na zewnątrz. Siedziałam naprzeciwko niej i rozmawiałam z nią wielokrotnie. I nie zauważyłam bielactwa.
- Nie jesteś pierwszą osobą, która tak reaguje - powiedziała pobłażliwie. - Ludzie starają się być mili.
I jak tu wytłumaczyć tej pięknej kobiecie, że to bielactwo chowa się pod jej osobowością? Głęboko się chowa...
wtorek, 21 maja 2019
ropuchy
- Mamo, czy wiesz, że muchomor po angielsku jest toadstool, co w dosłownym tłumaczeniu znaczy stołek dla ropuchy?
I jak tu się nie uśmiechnąć?
I jak tu się nie uśmiechnąć?
gust
Pojechałam ze starszą córką na wycieczkę samochodową. Czasami tak robimy, nic w tym nowego. Wybieramy sobie jakieś miejsce i jedziemy. Po drodze oglądamy to, co da się obejrzeć, zwiedzamy to, do czego da się wejść i rozmawiamy.
Naturalnie najważniejsze jest rozmawianie, ale reszta stanowi miły dodatek.
Tym razem pojechałyśmy na północ od naszego miasta. Nie miałyśmy za dużo czasu, więc wybrałyśmy miasteczko położone 40 km od naszego domu. Poruszamy się podczas takich wyjazdów drogami ósmej kategorii odśnieżania, podziwiamy wsie, mieścinki, mosty i rzeczki, pasące się krowy, polujące na polach koty, łabędzie na jeziorkach i inne takie.
A powyższy wstęp był potrzebny do łagodnego przejścia do tematu zasadniczego:
kurczę blade, ile w naszej okolicy jest cudnych, starych dworów, pałacyków, domów, starych fabryk. To naturalnie poniemieckie budowle, jak sądzę opuszczone po raz pierwszy w 1918.
Cudownie byłoby mieć górę pieniędzy i kupić sobie kilka takich. Pięknie wyremontować i mieszkać w cichym, spokojnym miejscu, zapraszać krewnych i znajomych i podziwiać wspaniałe okolice, cudowne rzeczki, które jakimś cudem zawsze przepływają w pobliżu, gładkie tafle jezior, łagodne wzgórza i piękne lasy.
Bo niemieccy zaborcy, proszę państwa, mieli doskonały gust. I wybierali cudowne lokalizacje na swoje domy.
Naturalnie najważniejsze jest rozmawianie, ale reszta stanowi miły dodatek.
Tym razem pojechałyśmy na północ od naszego miasta. Nie miałyśmy za dużo czasu, więc wybrałyśmy miasteczko położone 40 km od naszego domu. Poruszamy się podczas takich wyjazdów drogami ósmej kategorii odśnieżania, podziwiamy wsie, mieścinki, mosty i rzeczki, pasące się krowy, polujące na polach koty, łabędzie na jeziorkach i inne takie.
A powyższy wstęp był potrzebny do łagodnego przejścia do tematu zasadniczego:
kurczę blade, ile w naszej okolicy jest cudnych, starych dworów, pałacyków, domów, starych fabryk. To naturalnie poniemieckie budowle, jak sądzę opuszczone po raz pierwszy w 1918.
Cudownie byłoby mieć górę pieniędzy i kupić sobie kilka takich. Pięknie wyremontować i mieszkać w cichym, spokojnym miejscu, zapraszać krewnych i znajomych i podziwiać wspaniałe okolice, cudowne rzeczki, które jakimś cudem zawsze przepływają w pobliżu, gładkie tafle jezior, łagodne wzgórza i piękne lasy.
Bo niemieccy zaborcy, proszę państwa, mieli doskonały gust. I wybierali cudowne lokalizacje na swoje domy.
poniedziałek, 20 maja 2019
opatrunkiem
- Siostro Kaliny, czy mogłabyś zadzwonić do mamy i przypomnieć jej, że w domu miała zdejmować opatrunek? Mama była dość zdekoncentrowana gdy wychodziła ze szpitala i nie słuchała, co lekarz do niej mówił.
- Już do niej dzwoniłam. Powiedziała, że nie wie, co zrobić z opatrunkiem.
- A, to wszystko w normie. Załatwisz to?
- Tak. Zadzwonię do niej. Poproszę, żeby zdjęła plaster podczas rozmowy ze mną i powiedziała mi, jak wygląda rana.
- Pomyśli, że masz sadystyczne zapędy i lubisz słuchać opowieści o ranach.
- Ciekawe, czy to zapamięta, czy też zapomni...
- Już do niej dzwoniłam. Powiedziała, że nie wie, co zrobić z opatrunkiem.
- A, to wszystko w normie. Załatwisz to?
- Tak. Zadzwonię do niej. Poproszę, żeby zdjęła plaster podczas rozmowy ze mną i powiedziała mi, jak wygląda rana.
- Pomyśli, że masz sadystyczne zapędy i lubisz słuchać opowieści o ranach.
- Ciekawe, czy to zapamięta, czy też zapomni...
depresji
Tylu znajomych mówi o depresji.
Mówią o niej "mam". Jakby mówili o wątrobie, nerce czy powiece.
Mają.
Utożsamiają się z nią.
Tracą granicę między sobą a depresją.
Stają się depresją.
Są nią.
Nie mówią o myślach samobójczych, ale widzę w ich oczach tę wielką, czarną dziurę, w którą chcieliby wskoczyć i zniknąć, gdyby tylko mogli stanąć obok siebie i podjąć jakąś decyzję.
Nie mogą.
Im więcej osób jest obok nich, tym są bardziej samotni.
"Odejdźcie ode mnie" chcieliby krzyczeć, chociaż strasznie potrzebują, żeby ktoś był przy nich. Z nimi. W nich.
Nie mogą krzyczeć.
Depresja odebrała im głos.
Ta, która jest nimi.
Ona odebrała im głos.
Oni odebrali sobie głos.
Mówią o niej "mam". Jakby mówili o wątrobie, nerce czy powiece.
Mają.
Utożsamiają się z nią.
Tracą granicę między sobą a depresją.
Stają się depresją.
Są nią.
Nie mówią o myślach samobójczych, ale widzę w ich oczach tę wielką, czarną dziurę, w którą chcieliby wskoczyć i zniknąć, gdyby tylko mogli stanąć obok siebie i podjąć jakąś decyzję.
Nie mogą.
Im więcej osób jest obok nich, tym są bardziej samotni.
"Odejdźcie ode mnie" chcieliby krzyczeć, chociaż strasznie potrzebują, żeby ktoś był przy nich. Z nimi. W nich.
Nie mogą krzyczeć.
Depresja odebrała im głos.
Ta, która jest nimi.
Ona odebrała im głos.
Oni odebrali sobie głos.
sumie
Jechałam półtorej godziny samochodem, pracowałam, potem jechałam kolejne półtorej godziny, znowu będę pracować, a po pracy wrócę do domu.
Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że droga powrotna będzie trwała trzy godziny.
No czy matematyka nie mogłaby być trochę uprzejmiejsza w niektórych kwestiach?
Czy półtora i półtora nie mogłoby dać w sumie dwa?
Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że droga powrotna będzie trwała trzy godziny.
No czy matematyka nie mogłaby być trochę uprzejmiejsza w niektórych kwestiach?
Czy półtora i półtora nie mogłoby dać w sumie dwa?
czwartek, 16 maja 2019
lubienie
Kalina ma w każdej komórce ciała gen odpowiedzialny za lubienie szparagów.
Gen ten jest bardzo długi, prosty, a jego aktywność niezmiernie zwiększa się w maju. Oj, niezmiernie.
Kalina mogłaby jeść szparagi codziennie. Mmmm. Mięciutkie, ugotowane, soczyste - no palce lizać.
Ale dwa tygodnie temu Kalina była u Ani i została przez Anię poczęstowana szparagami smażonymi na patelni.
Ożesz kurcze blade, jakie to pyszne!
Od tego dnia smażone szparagi stały się obowiązkowym pokarmem całej rodziny Kaliny. Spożywamy je na dwa sposoby: albo z imbirem, albo z koperkiem, ponieważ nie możemy się zdecydować, która wersja bardziej nam smakuje. I posypane sezamem. Białym.
Mam nadzieję, że sezon na szparagi będzie trwał w tym roku do grudnia.
Mmmm. Z sezamem. Białym.
Gen ten jest bardzo długi, prosty, a jego aktywność niezmiernie zwiększa się w maju. Oj, niezmiernie.
Kalina mogłaby jeść szparagi codziennie. Mmmm. Mięciutkie, ugotowane, soczyste - no palce lizać.
Ale dwa tygodnie temu Kalina była u Ani i została przez Anię poczęstowana szparagami smażonymi na patelni.
Ożesz kurcze blade, jakie to pyszne!
Od tego dnia smażone szparagi stały się obowiązkowym pokarmem całej rodziny Kaliny. Spożywamy je na dwa sposoby: albo z imbirem, albo z koperkiem, ponieważ nie możemy się zdecydować, która wersja bardziej nam smakuje. I posypane sezamem. Białym.
Mam nadzieję, że sezon na szparagi będzie trwał w tym roku do grudnia.
Mmmm. Z sezamem. Białym.
mózgu
Myślę o sposobie funkcjonowania mózgu mojej mamy.
To przedziwne, jak wspaniale sobie radzi z nieradzeniem.
To doskonałe urządzenie, mechanizm bliski ideału, który działając coraz gorzej, działa nadal perfekcyjnie.
Przypuszczam, że w mamy głowie siedzi neuronalna miniaturka mamy i sprawdza zakres posiadanych informacji. Gdy orientuje się, że w pamięci są spore braki, otwiera śluzę wyobraźni i natychmiast miesza strumień tego, co było, z tym, co mogło być. I powstaje jedna, spójna treść.
Mama, spytana, co robiła dziś rano, bez zająknięcia podaje przebieg swojego dnia, który jednak wcale nie musi mieć związku z rzeczywistością. Ale mama nie kłamie. Mówi w swoim odczuciu prawdę. Relacjonuje o której wstała, co zjadła na śniadanie, gdzie była. Te informacje są faktami, lub są tylko potencjalnymi faktami. Tego nie wiadomo. Jeśli nie są prawdziwe, są niezwykle prawdopodobne.
Mama nigdy nie mówi, że rano była w pracy, a na śniadanie zjadła omlet, bo to jest mało prawdopodobne. Tego nikt by nie kupił. Mamy mózg o tym wie, i zapytany, podaje takie wersje zdarzeń, które trzeba naprawdę solidnie sprawdzić, żeby się przekonać, czy miały miejsce w omawianym przedziale czasowym. Jednocześnie większość informacji jest prawdziwa, co zmniejsza czujność i myli rozmówcę.
Już, już przestaję być czujna, zapominam, że trzeba uważać, słucham tego, co mama mówi i nagle dowiaduję się, że mama pamięta, jak przy pewnej ulicy nie było kiedyś domów i drzew, tylko ogrody. A tymczasem widać na pierwszy rzut oka, że gdyby rzeczywiście widziała tę ulicę zanim ją zabudowano, musiałaby się urodzić mniej więcej w tym roku, co Piłsudski.
W ten sposób mama tworzy kreatywną historię.
Jak wielu innych, tylko ci inni nazywają to badaniami naukowymi.
To przedziwne, jak wspaniale sobie radzi z nieradzeniem.
To doskonałe urządzenie, mechanizm bliski ideału, który działając coraz gorzej, działa nadal perfekcyjnie.
Przypuszczam, że w mamy głowie siedzi neuronalna miniaturka mamy i sprawdza zakres posiadanych informacji. Gdy orientuje się, że w pamięci są spore braki, otwiera śluzę wyobraźni i natychmiast miesza strumień tego, co było, z tym, co mogło być. I powstaje jedna, spójna treść.
Mama, spytana, co robiła dziś rano, bez zająknięcia podaje przebieg swojego dnia, który jednak wcale nie musi mieć związku z rzeczywistością. Ale mama nie kłamie. Mówi w swoim odczuciu prawdę. Relacjonuje o której wstała, co zjadła na śniadanie, gdzie była. Te informacje są faktami, lub są tylko potencjalnymi faktami. Tego nie wiadomo. Jeśli nie są prawdziwe, są niezwykle prawdopodobne.
Mama nigdy nie mówi, że rano była w pracy, a na śniadanie zjadła omlet, bo to jest mało prawdopodobne. Tego nikt by nie kupił. Mamy mózg o tym wie, i zapytany, podaje takie wersje zdarzeń, które trzeba naprawdę solidnie sprawdzić, żeby się przekonać, czy miały miejsce w omawianym przedziale czasowym. Jednocześnie większość informacji jest prawdziwa, co zmniejsza czujność i myli rozmówcę.
Już, już przestaję być czujna, zapominam, że trzeba uważać, słucham tego, co mama mówi i nagle dowiaduję się, że mama pamięta, jak przy pewnej ulicy nie było kiedyś domów i drzew, tylko ogrody. A tymczasem widać na pierwszy rzut oka, że gdyby rzeczywiście widziała tę ulicę zanim ją zabudowano, musiałaby się urodzić mniej więcej w tym roku, co Piłsudski.
W ten sposób mama tworzy kreatywną historię.
Jak wielu innych, tylko ci inni nazywają to badaniami naukowymi.
środa, 15 maja 2019
rano
Ósma wieczorem:
- Mamo, o której godzinie będziesz wyjeżdżała?
- O siódmej rano.
- Obudź mnie, bo chcę się z tobą pożegnać.
Siódma rano:
- Córko, już wyjeżdżam. Chciałaś się ze mną pożegnać. To pa, kochanie.
- Tak, mamo. Wiem, wiem. Jeszcze tylko pięć minut...
Wielokrotne powtarzanie przynosi doskonałe efekty, jeśli chodzi o naukę pewnych zachowań ;-)
- Mamo, o której godzinie będziesz wyjeżdżała?
- O siódmej rano.
- Obudź mnie, bo chcę się z tobą pożegnać.
Siódma rano:
- Córko, już wyjeżdżam. Chciałaś się ze mną pożegnać. To pa, kochanie.
- Tak, mamo. Wiem, wiem. Jeszcze tylko pięć minut...
Wielokrotne powtarzanie przynosi doskonałe efekty, jeśli chodzi o naukę pewnych zachowań ;-)
poniedziałek, 13 maja 2019
śmierdziały
Kupił sobie dwa szczurki. A potem jeszcze dwa.
O ile pierwsze dwa szczurki śmierdziały jak stęchła piwnica ratuszowa, to cztery śmierdzą jak skandynawskie bunkry z czasów Wilhelma Zdobywcy. A nawet bardziej.
Szczurki są podobno niezwykle inteligentne, uczą się różnych sztuczek, tworzą zhierarchizowane stado, przekazują sobie informacje i mają setki innych zalet. I jedną, malutką, tyciusieńką wadę: nie sprzątają po sobie same klatki.
Dziwne...
O ile pierwsze dwa szczurki śmierdziały jak stęchła piwnica ratuszowa, to cztery śmierdzą jak skandynawskie bunkry z czasów Wilhelma Zdobywcy. A nawet bardziej.
Szczurki są podobno niezwykle inteligentne, uczą się różnych sztuczek, tworzą zhierarchizowane stado, przekazują sobie informacje i mają setki innych zalet. I jedną, malutką, tyciusieńką wadę: nie sprzątają po sobie same klatki.
Dziwne...
oddzielać
Warto oddzielać rozum od serca.
Gdy dziecko się spóźnia, rozum mówi: skoryguj. A serce mówi: uciesz się, że już jest.
Gdy byłam młodą mamą, miałam więcej rozumu.
Teraz mam więcej serca...
Gdy dziecko się spóźnia, rozum mówi: skoryguj. A serce mówi: uciesz się, że już jest.
Gdy byłam młodą mamą, miałam więcej rozumu.
Teraz mam więcej serca...
niedziela, 12 maja 2019
nocleg
Nie ma to, jak zarezerwować sobie nocleg w hotelu, znajdującym się 20 metrów od wyciągu narciarskiego. Wiosną. Gdy temperatura dochodzi do 20 stopni, trawa na stoku zielona i jędrna, a w całym wielkim ośrodku śpi jedna osoba. Ja.
I ochroniarz, ale on się nie liczy, bo strasznie trzaska drzwiami. A jako miłośniczka "Czarodziejskiej góry" mam negatywny stosunek do trzaskaczy.
I ochroniarz, ale on się nie liczy, bo strasznie trzaska drzwiami. A jako miłośniczka "Czarodziejskiej góry" mam negatywny stosunek do trzaskaczy.
czwartek, 9 maja 2019
pomóc
Moi drodzy blogowi znajomi:
Czy ktoś z Was mógłby pomóc znaleźć pokój dla studentki w holenderskiej Lejdzie?
Wiem, że cuda się zdarzają i może to Ty jesteś tą osobą, która właśnie w tej chwili przypomni sobie, że mogłaby zapytać swojego znajomego, który mieszka w Holandii, czy mógłby pomóc, a on mógłby...
Bardzo proszę... przypomnij sobie...
Studentka jest osobą spokojną, zrównoważoną i miłą, więc nie będzie kłopotliwą sublokatorką (wiem, bo mieszkam z nią od prawie 20 lat i nadal bardzo się lubimy). Studiuje teraz niderlandystykę, a od września rozpoczyna studia w Holandii. Szuka pokoju na dłuższy czas, ale teraz choćby na pół roku.
Chodzi o okolice Haga, Leiden oraz sąsiednie miasta, wsie i miasteczka.
Czy ktoś z Was mógłby pomóc znaleźć pokój dla studentki w holenderskiej Lejdzie?
Wiem, że cuda się zdarzają i może to Ty jesteś tą osobą, która właśnie w tej chwili przypomni sobie, że mogłaby zapytać swojego znajomego, który mieszka w Holandii, czy mógłby pomóc, a on mógłby...
Bardzo proszę... przypomnij sobie...
Studentka jest osobą spokojną, zrównoważoną i miłą, więc nie będzie kłopotliwą sublokatorką (wiem, bo mieszkam z nią od prawie 20 lat i nadal bardzo się lubimy). Studiuje teraz niderlandystykę, a od września rozpoczyna studia w Holandii. Szuka pokoju na dłuższy czas, ale teraz choćby na pół roku.
Chodzi o okolice Haga, Leiden oraz sąsiednie miasta, wsie i miasteczka.
oczekiwaniami
- Osoba, która organizowała to spotkanie, zaznaczyła, że potrzebuje pani dwóch rzeczy: rzutnika i mikrofonu. Czy pani potwierdza, pani Kalino?
- Tak. Naturalnie.
- Czyli wszystko się zgadza. Mamy tylko mały problem: nie działa mikrofon, a rzutnik chyba się psuje, bo co chwilę się włącza i wyłącza. Ale poza tym wszystko jest zgodnie z pani oczekiwaniami.
Na szczęście dwunastoletni Filip uruchomił mikrofon, a Kalina, metodą "naciskaj każdy przycisk i zobacz, co się stanie" uspokoiła rzutnik.
Spotkanie udane.
Jak mówi Ajahn Brahm: Nie spodziewaj się niczego. Nie będziesz zaskoczony. ;-)
- Tak. Naturalnie.
- Czyli wszystko się zgadza. Mamy tylko mały problem: nie działa mikrofon, a rzutnik chyba się psuje, bo co chwilę się włącza i wyłącza. Ale poza tym wszystko jest zgodnie z pani oczekiwaniami.
Na szczęście dwunastoletni Filip uruchomił mikrofon, a Kalina, metodą "naciskaj każdy przycisk i zobacz, co się stanie" uspokoiła rzutnik.
Spotkanie udane.
Jak mówi Ajahn Brahm: Nie spodziewaj się niczego. Nie będziesz zaskoczony. ;-)
poniedziałek, 29 kwietnia 2019
lepiej
Od kilku tygodni w domu mamy Kaliny toczy się mniej więcej ta sama rozmowa:
- Kalinko, chcesz doniczkę ze szczypiorkiem?
- Nie, mamo. Nigdy nie utrzymał się u mnie żaden szczypiorek.
- Ach, to szkoda.
Ostatnio rozmowa potoczyła się nieco inaczej:
- Kalinko, obcięłam szczypiorek z doniczki i naszykowałam dla ciebie do zamrożenia.
- Mamo, mam jeszcze ten zamrożony z zeszłego roku, który mi dałaś, i który codziennie wkładam sobie do jajecznicy. To była tak ogromna ilość, że nie zużyję jej w tym dziesięcioleciu.
- Ach, to szkoda.
Ale wczoraj rozmowa potoczyła się zgoła odmiennie:
Mama czekała na Kalinę pod swoim domem, ponieważ jechały na cmentarz, zadbać o grób taty i brata Kaliny. Mama stała, jak zawsze w takiej sytuacji, po niewłaściwej stronie ulicy, blokując podczas wsiadania ruch samochodowy. Nie szkodzi. Inni kierowcy mają szansę ćwiczyć wówczas zen. Za darmochę. Mama wsiadała z pewną trudnością, ponieważ trzymała w dłoni sporą siateczkę.
- Kalinko, przyniosłam ci doniczkę, z której niedawno obcięłam szczypiorek. Same cebulki. Możesz sobie hodować szczypiorek w kuchni.
- Mamo, nigdy nie utrzymał się u mnie żaden szczypiorek, a już taki co ma dopiero wyrosnąć z doniczki, nie uda się na pewno.
- To co, Kalinko, mam teraz wracać z tą doniczką do domu? To takie ciężkie, a ja się tak źle czuję.
No i co, Kalina? Nie lepiej było wziąć od razu?
- Kalinko, chcesz doniczkę ze szczypiorkiem?
- Nie, mamo. Nigdy nie utrzymał się u mnie żaden szczypiorek.
- Ach, to szkoda.
Ostatnio rozmowa potoczyła się nieco inaczej:
- Kalinko, obcięłam szczypiorek z doniczki i naszykowałam dla ciebie do zamrożenia.
- Mamo, mam jeszcze ten zamrożony z zeszłego roku, który mi dałaś, i który codziennie wkładam sobie do jajecznicy. To była tak ogromna ilość, że nie zużyję jej w tym dziesięcioleciu.
- Ach, to szkoda.
Ale wczoraj rozmowa potoczyła się zgoła odmiennie:
Mama czekała na Kalinę pod swoim domem, ponieważ jechały na cmentarz, zadbać o grób taty i brata Kaliny. Mama stała, jak zawsze w takiej sytuacji, po niewłaściwej stronie ulicy, blokując podczas wsiadania ruch samochodowy. Nie szkodzi. Inni kierowcy mają szansę ćwiczyć wówczas zen. Za darmochę. Mama wsiadała z pewną trudnością, ponieważ trzymała w dłoni sporą siateczkę.
- Kalinko, przyniosłam ci doniczkę, z której niedawno obcięłam szczypiorek. Same cebulki. Możesz sobie hodować szczypiorek w kuchni.
- Mamo, nigdy nie utrzymał się u mnie żaden szczypiorek, a już taki co ma dopiero wyrosnąć z doniczki, nie uda się na pewno.
- To co, Kalinko, mam teraz wracać z tą doniczką do domu? To takie ciężkie, a ja się tak źle czuję.
No i co, Kalina? Nie lepiej było wziąć od razu?
niedziela, 28 kwietnia 2019
lać
Zaczęło lać. Regularna, mokra ulewa.
Taka, że parasol nie daje rady.
Taka, że "gdzie schowaliśmy jesienią kalosze?" i "powieś kurtkę nad wanną, bo robi się pod nią kałuża".
Taka, że "motyla noga, jakie niskie ciśnienie" i "chcesz coś jeszcze ode mnie, bo idę spać".
Nadchodzące dni sponsoruje słowo "nieprzytomnie".
Taka, że parasol nie daje rady.
Taka, że "gdzie schowaliśmy jesienią kalosze?" i "powieś kurtkę nad wanną, bo robi się pod nią kałuża".
Taka, że "motyla noga, jakie niskie ciśnienie" i "chcesz coś jeszcze ode mnie, bo idę spać".
Nadchodzące dni sponsoruje słowo "nieprzytomnie".
sobota, 27 kwietnia 2019
specjalnej
Pojechaliśmy ze spektaklem do szkoły specjalnej. Nigdy w takiej nie byłam i pojechałam tam z ciekawością własnych odczuć.
Pierwsze, czego doświadczyliśmy wszyscy - aktorzy, dźwiękowiec, producentka, ja - to pozytywna energia. Dzieciaki w różnym wieku i o różnym stopniu niepełnosprawności były naprawdę zachwycone, że mają gości w szkole. Przyglądały nam się, śmiejąc się i od czasu do czasu kiwając do nas, zupełnie jakby chciały nam powiedzieć: Nadal się cieszę, że tu jesteś.
Po spektaklu podchodziły do nas, dziękując za radość, jaką im daliśmy.
W trakcie przedstawienia jedna z aktorek, grająca mamę, mówi do swojej córki:
- Swietnie! Brawo!
I co się stało?
Dzieci na widowni zareagowały brawami. Są nauczone, że gdy ktoś odniesie sukces, chcemy go za to pochwalić. Choćby brawami.
Wzruszające.
Jeden z chłopców siedział na podłodze, bo nie chciał usiąść na krześle. Po jakimś czasie coraz bardziej osuwał się, aż wreszcie leżał, patrząc na scenę z podłogi. Byłam osobą, która siedziała najbliżej niego. Nagle podeszła do niego nauczycielka. Przestraszyłam się, że będzie go na siłę ewakuować z sali, albo zmuszać, żeby sam wstał. A on nikomu przecież nie przeszkadzał. Oglądał przedstawienie.
Nauczycielka podeszła do niego i zawiązała mu sznurowadło w bucie, żeby się nie przewrócił, gdy już podejmie decyzję, że chce wstać. I odeszła bez słowa.
Myślałam o tym bardzo długo. Trudno być nauczycielem. Trudno wiedzieć. Od wychowawców, zwłaszcza w szkole specjalnej, oczekuję właśnie tego: żeby wiedzieli, kiedy wystarczy zawiązać sznurowadło i czekać, aż dziecko samo uzna, że czas wstać. W tym widzę ich niewiarygodny profesjonalizm.
I skoro decyzją jednego urzędnika można zmienić wszystko, to apeluję: zmieńmy nazwy szkół - ze "specjalnych" na "niezwykłe".
Pierwsze, czego doświadczyliśmy wszyscy - aktorzy, dźwiękowiec, producentka, ja - to pozytywna energia. Dzieciaki w różnym wieku i o różnym stopniu niepełnosprawności były naprawdę zachwycone, że mają gości w szkole. Przyglądały nam się, śmiejąc się i od czasu do czasu kiwając do nas, zupełnie jakby chciały nam powiedzieć: Nadal się cieszę, że tu jesteś.
Po spektaklu podchodziły do nas, dziękując za radość, jaką im daliśmy.
W trakcie przedstawienia jedna z aktorek, grająca mamę, mówi do swojej córki:
- Swietnie! Brawo!
I co się stało?
Dzieci na widowni zareagowały brawami. Są nauczone, że gdy ktoś odniesie sukces, chcemy go za to pochwalić. Choćby brawami.
Wzruszające.
Jeden z chłopców siedział na podłodze, bo nie chciał usiąść na krześle. Po jakimś czasie coraz bardziej osuwał się, aż wreszcie leżał, patrząc na scenę z podłogi. Byłam osobą, która siedziała najbliżej niego. Nagle podeszła do niego nauczycielka. Przestraszyłam się, że będzie go na siłę ewakuować z sali, albo zmuszać, żeby sam wstał. A on nikomu przecież nie przeszkadzał. Oglądał przedstawienie.
Nauczycielka podeszła do niego i zawiązała mu sznurowadło w bucie, żeby się nie przewrócił, gdy już podejmie decyzję, że chce wstać. I odeszła bez słowa.
Myślałam o tym bardzo długo. Trudno być nauczycielem. Trudno wiedzieć. Od wychowawców, zwłaszcza w szkole specjalnej, oczekuję właśnie tego: żeby wiedzieli, kiedy wystarczy zawiązać sznurowadło i czekać, aż dziecko samo uzna, że czas wstać. W tym widzę ich niewiarygodny profesjonalizm.
I skoro decyzją jednego urzędnika można zmienić wszystko, to apeluję: zmieńmy nazwy szkół - ze "specjalnych" na "niezwykłe".
piątek, 26 kwietnia 2019
papierkową
Zawaliłam się papierkową robotą.
Ja. Papierkową.
Nie umiem, nie lubię i nie chcę.
Obiecałam nadrobić w sobotę.
Trzymam kciuki, żeby odwołali sobotę.
Ja. Papierkową.
Nie umiem, nie lubię i nie chcę.
Obiecałam nadrobić w sobotę.
Trzymam kciuki, żeby odwołali sobotę.
środa, 24 kwietnia 2019
Subskrybuj:
Posty (Atom)