poniedziałek, 25 lipca 2016

forsę

humorek.com.pl
- Gdy byliśmy młodzi, pojechaliśmy do Anglii. Razem ze znajomymi wybraliśmy się na wieczorny spacer "w miasto". W pewnym momencie nasi znajomi podeszli do ściany jakiegoś budynku, coś pogrzebali, chwilę tam postali i z metalowej szpary wyciągnęli banknoty. Staliśmy jak wmurowani. Takiego czegoś jeszcze świat nie widział. Urządzenie przypominające starą kasę ze sklepu mięsnego wyprodukowało na naszych oczach forsę! Musieliśmy wyglądać bardzo jednoznacznie, bo Angole zaczęli nam wyjaśniać, jak działa bankomat. To nas przerosło. Było czymś tak niewyobrażalnym, że poszliśmy do knajpy na drinka. A tam barman zrobił nam drinki i włożył do nich czarne plastikowe rurki. Czarne! Gdy wychodziliśmy z tego pubu, zapytaliśmy, czy możemy zabrać sobie te rurki na pamiątkę. Do dziś pamiętam wyraz twarzy naszych znajomych Anglików. Zgodzili się, ale myślę, że do dziś opowiadają o swoim spacerze ze studentami z Polski.
- To ty byłaś wtedy na studiach?! Nie opowiadaj tego! To postarza cię bardziej niż ta zielona sukienka!
- A co masz do zielonej sukienki?!

kozi

- Wczoraj na kolację był tylko chleb i kozi ser. Dzisiaj rano wstaję, zaglądam do lodówki, a tam żadnych zmian...
- Też nie rozumiem, co się stało... Jak tak dalej pójdzie, to dzisiaj w porze drugiego śniadania umrzemy z głodu.

sobota, 23 lipca 2016

Monachium

popkom.pl
- Oglądałaś w TV to, co działo się wczoraj w Monachium?
- Tak. Mam w sobie za dużo empatii i stanowczo za dużo wyobraźni. Od razu pomyślałam o tym, co by się stało, gdyby taka sytuacja miała miejsce w którymś z polskich miast...
- U nas oprócz zabitych i rannych ofiarami byłyby osoby, dowodzące akcją ratunkową i militarną. Bez względu na ich przebieg i skutek. Najpierw wykorzystuje się każde zdarzenie do walki politycznej, potem włącza się zdrowy rozsądek.
- Nie u wszystkich...

piątek, 22 lipca 2016

zamurowany

- Kandydat na mnicha kamedułę przez 10 lat mieszkał sam, z nikim nie rozmawiał, czasem bywał nawet zamurowany w swojej celi.
- Dobrze, że to już przeszłość...
- Nadal 16 takich mnichów mieszka w Polsce.
- Co?!
- Żyją według zasad ustanowionych 400 lat temu. Jedzą rośliny, nabiał i ryby.
- To nie dla mnie. Bez czekolady?! Wykluczone!

niedziela, 17 lipca 2016

ankiecie

ebobas.pl
- Czy zechciałaby pani wziąć udział w ankiecie?
- Ile pytań?
- Pięć.
- A jakie jest ostanie pytanie?
- Nie rozumiem...
- Proszę przeczytać ostatnie pytanie. Wtedy zdecyduję.
- Ostatnie pytanie brzmi: Czy chciałaby pani przyjść na spotkanie dotyczące zdrowego stylu życia, połączone z prezentacją produktów, związanych ze zdrowiem i urodą?
- Czyli to jest zwykłe zaproszenie na spotkanie sprzedażowe... Odpowiadam na pierwsze pytanie: Nie.
- Ale ja pani nie czytałem pierwszego pytania...
- Na początku pytał pan, czy chcę wziąć udział w ankiecie.

sobota, 16 lipca 2016

czołgi

forgetmenot
Zamknęli granice tureckie. Grożą blokowaniem telefonii komórkowej i internetu. Czołgi na ulicach.

Ciekawe, czy czołg ma klakson, bo Turcy używają go zawsze, wyprzedzając...
A nie, czołg nie będzie nikogo wyprzedzał. Przejedzie górą...

klęskę

tipy.interia.pl
Ove przypomniał, że 15 lipca świętujemy klęskę krzyżacką.
A u mnie na balkonie pająk krzyżak uplótł niewiarygodnie misterną pajęczynę. Ideał ideałów, rozpostarta między balustradą a ścianą. I co się stało? Pajęczyna została kompletnie zniszczona przez wiatr i wodę, które wczoraj w sposób naganny okupowały balkon. Rozumiem, że radość, rozumiem, że dwa nagie miecze, rozumiem, że Zbyszko z Bogdańca, ale żeby po dziś dzień mścić się na biednym, małym pająku? Przecież chyba już sobie Grunwald wyjaśniliśmy z krzyżakami, prawda?

środa, 13 lipca 2016

burze

www.spodlady.com
- Chce mi się spać jeszcze godzinę po burzy. A burze przechodzą dzisiaj co kilka godzin.
- Tak, tak... Nie warto zdejmować rano piżamy...

poniedziałek, 11 lipca 2016

termicznego

- Mikrofalówka, zwana przez niektórych mikrowelą, służy do oceny zdolności poznawczych człowieka. Jeśli bowiem człowiek wsadził do mikrofalówki talerz, który się z założenia do mikrofalówki nie nadaje, po czym wyjął go rozżarzonego do maksimum termicznego i oparzył się w obie łapki, to powinien zapamiętać, że ten talerz z mikrofalówką nie fengshui. I tu pojawia się zasadność użycia mikrofalówki do oceny pamięci i rozumu, gdyż albowiem jeśli w ciągu kwadransa ten sam człowiek wsadza do tej samej mikrofalówki ten sam talerz i znowu wyjmuje go gołymi łapkami, to czy psychologia ma na to specjalne określenie?

niedziela, 10 lipca 2016

mapka

he.wikipedia.org
- Dostaję informacje ostrzegające przed burzami.
- Też chcę!
- W wiadomości przychodzi mapka. Wszystko jest super. Nie umiem tylko na tej mapce zlokalizować miasta, w którym mieszkam. Na początku myślałam, że to są tylko granice administracyjne mojego miasta, ale po głębszej analizie doszłam do wniosku, że nie. Nie jest to mapa całej Polski - tę jeszcze umiem rozpoznać. Nawet gdybym udawała, że wiem, gdzie jest moja okolica na tej mapie, to nie rozumiem symboli, które tam są.
- Na informacji burzowej nie ma narysowanych błyskawic?
- Czasami są błyskawice, a czasami czerwone albo pomarańczowe kropki o różnej gęstości. Oprócz tego informacje typu front znad Rumunii, wyż znad Szkocji, rozległy niż znad Ukrainy.
- Na pewno z tego możesz wywnioskować, czy zbliża się burza...
- Gdy zgłosiłam się po te ostrzeżenia, sądziłam, że będzie to wyglądało tak: Droga Kalino, za piętnaście minut będzie burza.
- Najgorsze, że nie zaczynają od drogiej Kaliny...
- No właśnie. Tę resztę mogłabym im nawet darować.

czwartek, 7 lipca 2016

mimikry

natemat.pl
- Po wygranym meczu cała drużyna futbolu amerykańskiego udała się na przystanek autobusowy. Każdy z zawodników to chłop jak dąb, zwinny, szybki i bardzo waleczny. Wsiedli do autobusu. Ciesząc się z wygranej, radosnymi głosami omawiali niektóre fragmenty meczu, które dla niewtajemniczonych brzmiały trochę jak opis bitwy pod Grunwaldem, a trochę jak fragmenty pościgów za Jamesem Bondem. Kubaturę mają oni zaiste imponującą, więc zapełnili prawie całą pojemność autobusu, do tego ich stroje, niedające się złożyć w kostkę, uszczelniły ewentualne szpary. Po dłuższej chwili zorientowali się, że wyjątkowo mało pasażerów wsiada do autobusu na kolejnych przystankach, a ci, którzy w roztargnieniu jednak wsiedli, zaczynają, na skutek mimikry, wtapiać się w siedzenia i drzwi. Strach to, czy raczej poszanowanie dla siły ludzkich mięśni...?

narciarski

grubatuba.pl
- Długo jeszcze będziesz nosić ten gips?
- Kilka tygodni. Ale to już nie jest gips, tylko coś jak but narciarski.
- I chodzisz tak po ulicy? W bucie narciarskim? W środku lata? Żadnego wstydu, żadnego opamiętania...

wtorek, 5 lipca 2016

odśnieżającej

- Jeden z sąsiadów chodził po domach metodą "porozmawiania o królestwie niebieskim" i zbierał podpisy pod petycją, żeby nasza ulica zrezygnowała z firmy odśnieżającej zimą. Albowiem śnieg pada zaledwie cztery razy w roku, z czego raz obficie, a firmie odśnieżającej płaci się tzw. "czujkowe". Inaczej mówiąc - opłata jest niezależna od wielkości pokrywy śnieżnej. Czy śnieg pada, czy nie pada, opłata się należy. Pomysł sąsiada był taki, żebyśmy w okresie potencjalnych opadów mieli dyżury sąsiedzkie. Każdy jednego zimowego dnia. I jeśli akurat śnieg spadnie podczas mojego dyżuru, to moja rodzina od czarnego świtu będzie odśnieżać ulicę... Gdy usłyszałam tę propozycję, spadłam z krzesła, chociaż wcale na nim natenczas nie siedziałam. Wyobraziłam sobie, jak razem z córkami haruję w pocie czoła od 3.30 rano, usiłując odśnieżyć 150 metrów bieżących zaśnieżonej ulicy. I przeklinając jednocześnie wszystkich sąsiadów, którym się upiekło.
- Czyli nie podpisałaś?
- Nie mogę narażać sąsiadów, że będę im złorzeczyć... Jednocześnie bałabym się, że moja mina, gdyby akurat śnieg spadł w dzień profesora, mogłaby jednoznacznie wyrazić to, czego nigdy nie odważyłam się zwerbalizować. A profesor ma psa, który mógłby mi nasikać na wycieraczkę. Z tego powodu - wolę płacić czujkowe.

sobota, 2 lipca 2016

toaleta

zalamka.pl
- W książce, którą czytam mojej córce, występuje określenie "toaleta dupliczna".
Kwintesencja. Sedno. Sam środek środków.

piątek, 1 lipca 2016

panieńskie

www.papilot.pl
     Dawno, dawno temu pracowałam w pewnej firmie. Akurat świeżo zostałam mężatką, a na mojej plakietce, którą musiałam nosić na piersi, nadal widniało panieńskie nazwisko. Pracowałam wtedy w jednym pokoju z dziewczyną, która miała na imię tak samo jak ja.
     No i stało się. Koleżanka zachorowała. Portier zadzwonił do mnie, że czeka klient na moją koleżankę (panią Kalinę Koleżeńską - nazwijmy ją dla ułatwienia). Zeszłam na dół, dumnie wypinając pierś z plakietką, na której jak byk stało moje panieńskie nazwisko (Kalina Panieńska - określmy je dla ułatwienia).
     Przy recepcji spytałam, kto czeka na Kalinę Koleżeńską. Podszedł do mnie klient mojej współpracowniczki. Rozmawiałam z nim, a on cały czas spoglądał na moją plakietkę, na której było przecież napisane inne nazwisko. W końcu nie wytrzymał. Wziął głęboki wdech i powiedział:
  - Czy może mi pani podać swoje nazwisko?
      A ja, dumna, świeżutka mężatka, wyraźnie i bez logopedycznych zawirowań powiedziałam mu swoje nowe nazwisko.
     Prosił o rozmowę z Kalina Koleżeńską, przyszła do niego jakaś Kalina Panieńska, która na dodatek twierdzi, że nazywa się jeszcze inaczej.
     Mimo iż sprawa miała wszystkie zadatki, żeby ciągnąć się miesiącami, klient już nigdy więcej do nas nie przyszedł... A szkoda. Miałyśmy w zespole jeszcze jedną Kalinę...

czwartek, 30 czerwca 2016

sprawdzać

newsweek.pl
- Spotkałam Karolinę. Na całą ulicę krzyknęła, że jestem strasznie chuda i spytała mnie, czy cokolwiek jem. Potem chwyciła mnie "za boczki" i powiedziała mi, że aż przykro na mnie patrzeć.
- Nie powinnaś się tym przejmować.
- Ale ja to słyszę od zawsze. I dotykanie mnie odbywa się bez żadnych ceremonii, nawet w dość oficjalnych sytuacjach. Zastanawia mnie, czy do osób z nadwagą też co kilka dni podchodzi jakiś znajomy i pyta, dlaczego są tacy grubi, macając ich po torsie... Kiedyś powiedziałam o tym mojemu mężowi. Nie mógł uwierzyć, że ludzie mają czelność chwytać mnie za skórę pod żebrami i sprawdzać, jakiej jest grubości warstwa tłuszczyku. Aż kiedyś nasza znajoma zaprezentowała przy nim całą procedurę. Począwszy od głośnego "O Boże", poprzez urocze "strasznie chuda", skończywszy na trzymaniu mnie przez bluzę za fałd skóry na brzuchu.
- I co wtedy robisz?
- Ostatnio ostrzegam, że zaraz odpowiem. To wywołuje sekundę konsternacji, po czym zapada milczenie.
- Dobre! Dajesz wrażenie, że masz w zanadrzu ciętą ripostę.
- Ale nie mam...

wtorek, 28 czerwca 2016

czoła

wilddzikowo.blogspot.com
- Mamo, ja chyba mam gorączkę...
Dotykam w przelocie córkowego czoła, czuję miły chłodek, ustalam, że zmierzymy temperaturę po obiadku i wypycham dziecko na balkon, żeby zjadło ryż. Chiński porządek musi być i kolejność takoż.
Po obiedzie prośba o zmierzenie gorączki wraca. Znajduję termometr, co należy uznać za sukces. A ten, niewdzięczny,  po umieszczeniu w stosownym zagłębieniu dziecięcego ciałka, pokazuje prawie 39 stopni. To niemożliwe, bo głowa i szyja dziecka są nadal bardzo chłodne. Sprawdzam czy termometr dobrze działa i mierzę gorączkę sobie. Chyba się zepsuł. Mam prawie tyle samo. Poszukuję próby porównawczej w postaci kogoś, kto potwierdzi, że nasz termometr pokazuje u każdej żywej istoty stan odbiegający od pożądanego. Niestety, starsza córka ma 36,6...
Wnioski są takie:
1. w pewnych sytuacjach brak gorączki u jednego z dzieci stanowi początek gigantycznego problemu;
2. burzowa pogoda zaburza odczuwanie wzburzonej temperatury;
3. cholera jasna...

niedziela, 26 czerwca 2016

umiem

fajne-zdjęcia.pl
- Nie umiem się pogodzić z myślą, że zostałam babcią.
- Ja też nie umiem. Ale na szczęście ja nie muszę.

niesprawiedliwe

wars-stars.pl
- Życie jest takie niesprawiedliwe...
- To prawda. Masz fajne, zdolne dzieci, całkiem przystojnego męża, łagodnego psa, piękne mieszkanie, dobrą pracę i nowy samochód. I ten oto ocean radości został zakłócony złamanym palcem u lewej ręki. Moim zdaniem, żeby było sprawiedliwie, powinnaś sobie złamać u prawej.


puchate

imged.pl
- Chcę kupić ręczniki. Grube, puchate, miękkie i miłe w dotyku.
- Poszukaj w internecie.
- A jak sprawdzić choćby jedną z tych cech w komputerze?
- A jak inni kupują ręczniki?
- Może zależy im tylko na odpowiednim rozmiarze!?

wkurzyć

Pod moim oknem stoi kobieta. W ręku trzyma smycz. Drugi koniec smyczy wyraźnie jest przyczepiony do czegoś żywego - napina smycz i nie napina na zmianę.
koty.pl
Jestem zła. Wkurzają mnie ludzie, którzy na prywatny, ogrodzony teren wyprowadzają swoje pieski, pozostawiając ich kupy na widok publiczny. Wkurza mnie również, gdy zabierają te kupy ze sobą. W mojej głowie miejsce, na którym przez moment spoczywała psia kupa, jest brudne od kupy i tyle. Uwielbiam psy, marzę o tym, by znowu mieć jakiegoś, ale trawnik przed prywatnym domem stanowi dla mnie obszar zakazany dla defekacji.
Podchodzę do okna, żeby zobaczyć pieska, którego kupę będę prawdopodobnie oglądać niebawem (najczęściej w łazience, podczas szorowania butów mojej młodszej córki...). Odsuwam firankę i przyklejam nos do szyby. Przesuwam wzrok wzdłuż smyczy - od końca z panią aż po ten przeciwległy. Zatrzymuję oddech z wrażenia. Na drugim końcu smyczy stoi przecudnej urody kot. Patrzy prosto w moje oczy, delikatnie porusza ogonem i majestatycznie idzie dalej.
Koniec pieśni.
Nawet się porządnie wkurzyć nie można od rana...

letnie

pytamy.wp.pl
- Przez większą część roku tęsknię do lata. Upały są mi bliskie. Potrzebuję do szczęścia ciepła i tej charakterystycznej dla lata jasności i czystości powietrza. Tylko zupełnie nie rozumiem, dlaczego los powtykał w te cudowne letnie miesiące takie "atrakcje", jak komary, gradobicia, pająki i grillujący sąsiedzi?! Nie można było tego upchnąć w listopad? Albo luty? Wtedy i tak jest okropnie i dodatkowa plaga wieczornych komarów albo smrodu za oknem nie zmieniłaby aż tak ogólnego wrażenia...

piątek, 24 czerwca 2016

papuaskiej

pngbirds.myspecies.info
- Czytam artykuł o chemicznych i fizycznych aspektach ubarwienia ptasich piór. Pojawia się tam słowo Pitohui, które wzbudza moje wątpliwości. Sprawdzam, czy napisane jest poprawnie. I cóż znajduję w Wikipedii:
"Pitohui - Nazwa rodzajowa pochodzi od słowa Pitohui, papuaskiej nazwy dla fletowca oznaczającej bezwartościowego ptaka (to jest niejadalnego)".
No mają fantazję Papuasi...
- Czytanie kształci.

środa, 22 czerwca 2016

kulturalnie

włóczkaipiloty.blox.pl
Pod oknami na ławeczce siedzą panowie w "pewnym wieku". Koszulki polo obciągnięte na brzuszkach, niektórzy w długich, niektórzy w krótkich spodniach. Obuwie wyjściowe - klapeczki. Gdzieniegdzie skarpetki. Obok panów - dymiący grill ze śląską. Całe osiedle czuje i słyszy, że jest imprezka. Panowie komentują wydarzenia bieżące i niebieżące, dyskutują o polityce, o proboszczu, o Stefanie, który zachorował i nie minął miesiąc, jak się chłop przewinął. Nagle dzwoni telefon. Jeden z panów, ten w długich spodniach i skarpetkach, odbiera.
- Halo? No co chciałaś? - pyta nonszalanckim barytonem. - Co takiego? Jakie niekulturalne słowa? Ale o czym ty mówisz? My tu sobie kulturalnie rozmawiamy, kiełbaskę jemy i żadnych niekulturalnych słów nie używamy!
Pan się rozłączył, spojrzał na kolegów współimprezantów i rzekł:
- Przewrażliwiona ta moja żona jakaś...

niedziela, 19 czerwca 2016

tramwajowy

- Co jakiś czas pojawia się informacja, że ruch tramwajowy jest wstrzymany na którejś z ulic z powodu samochodu zaparkowanego na torowisku. Nie rozumiem, dlaczego takiego samochodu natychmiast się nie odholowuje?
- Bo laweta nie może do niego podjechać ze względu na korek, który natychmiast tworzy się przez taki samochód.
- Negatywne perpetuum mobile?! Cudowne! I jakie proste!

reklam

- Firmy reklamowe produkują miliony reklam. Takich w rodzaju: Mydło X przeniesie cię do krainy luksusu. Albo: Po kremie Z skóra gładka jak aksamit. Albo: Samochód Y daje ci wolność orła.
Jasna pogoda... Czy ktokolwiek sądzi, że ludzkość kupi jakiś proszek do prania, bo wąchanie go teleportuje ją w Alpy?
- A jak twoim zdanie powinny wyglądać reklamy?
- Reklama samochodu: Jest tak wąski, że zmieści się na miejscu parkingowym w centrum handlowym.
Reklama mydła: Myje ręce już za pierwszym razem i pachnie fiołkami.
Reklama dżemu: Nie spływa z tosta.
Reklama kleju do tapet: Klei tapety. Wysycha dość wolno, żebyś
zdążył pobiec po ścierkę.
Reklama batona: Da się go zjeść bez kruszenia na bluzkę.
Reklama płynu do mycia naczyń: Odtłuści nawet patelnię po naleśnikach.
Reklama męskich zegarków: Nie powodują siniaków, gdy twój mąż położy ci w nocy rękę na twarzy.

sobota, 18 czerwca 2016

zanieczyszczeniem

- Z okazji różnych okazji w mieście odpalane są megatony fajerwerków. Przecież to jest zanieczyszczenie środowiska!
- Jakie znowu zanieczyszczenie?!
- Hałas jest zanieczyszczeniem! Powinni tego zabronić!
- Ty wszystkiego chciałabyś zabraniać!
- Hałasu i smrodu - na pewno!

piątek, 17 czerwca 2016

dobór

wrzuta.pl
- Jak to załatwiłaś?
- Poszłam i przeprosiłam.
- Ale za co?
- Tak ogólnie. Ta kobieta jest tak pełna gniewu, że nigdy w życiu nie wpadłoby jej do głowy kogokolwiek przepraszać. Gdy ja ją przeprosiłam, doznała szoku i nie umiała mi odmówić...
- Ale to jest manipulacja!
- Nie. To jest dobór broni adekwatny do rozmiarów zwierza.

wyjątkiem

- I powinna nosić aparat cały czas, z wyjątkiem jedzenia.
- A do szkoły ma nosić?
- Tak.
- A w nocy?
- A czy w nocy je?
- Nie je.
- To ma nosić.
- A jak idzie na podwórko?
- A czy ona tam je?
- No nie.
- To ma nosić.
- A jak...
- Tak. Wtedy też.
- Podczas mycia zębów też???

czwartek, 16 czerwca 2016

mrówczych

- Znowu na balkon wprowadziły się mrówki.
- Przecież tydzień temu je wytępiłaś?!
- Wprowadziły się inne.
- A po czym poznałaś, że inne?
- Bo tamte przeszły do krainy wiecznych mrówczych łowów...
- Czyli nie wierzysz w mrówczaną reinkarnację?

nieoczekiwanym

- O dziewiątej wieczorem położyłam się na chwileczkę w łóżku obok młodszej córki, żeby porozmawiać o mijającym dniu. O piątej rano zaskoczona otworzyłam oczy. Spałam w pełnym rynsztunku, z makijażem, wciśnięta gdzieś w kąt łóżka, pod kapą, bez poduszki. Już bardzo dawno nie zdarzyło mi się obudzić w zupełnie nieoczekiwanym miejscu...
- Brzmi nieźle, ale jednak to nie to!

poniedziałek, 13 czerwca 2016

wszy

www.humorek.pl
- Muszę kupić preparat przeciw wszom.
- Macie w szkole wszy?
- My nie, ale rozmawiałam przez telefon z przyjaciółką. U niej w szkole pojawiły się wszy. Opowiadała o tym tak sugestywnie, że czuję, że muszę sobie też zrobić odwszawianie.
- W moim przypadku wszawica też należy do chorób umysłowych... Chyba też kupię ten środek. Czuję, że wszystko mnie swędzi...
- To jest cholernie zaraźliwe...

łososiowa

www.szczyptacynamonu.blog.pl
- I ona od lat jest wegetarianką. Taką wojującą, co to na mięso nawet zza szyby nie spojrzy. I kiedyś miała kanapkę z czymś dziwnym. I on ją pyta: "A z czym ta kanapka?" A ona na to: "A z metką łososiową." Bo ona, rozumiesz, myślała, że metka łososiowa jest zrobiona z łososia.
- A nie jest?!?

też

- Masz ochotę na kawę?
- Nie.
- To sama sobie zrobię.
- O, to zrób mi też.

niedziela, 12 czerwca 2016

możesz

- Mówiłaś, że nie możesz chodzić, a jednak chodzisz.
- Ale nie mogę
- No przecież widzę, że możesz.
- Ale nie mogę. Nie wolno.
- A, nie wolno... A szybko możesz?

środa, 8 czerwca 2016

skłonności

- To nie są zmarszczki, tylko twoja skóra ma skłonności do...
- Nie kończ! Zdecydowanie wolę mieć skłonności niż zmarszczki! Obojętnie jakie mają być!
- Wolisz każde skłonności niż zmarszczki?
- Niż te na twarzy - tak!

wtorek, 7 czerwca 2016

kawał

- Co jest dzisiaj na obiad?
- Makaron z sosem pomidorowym.
- A miał być łosoś...
- I był, ale się skończył przed obiadem.
- Zjadłaś sama cały wielki kawał łososia?!
- Od razu: cały wielki... Zwyczajny był. Porcja dla trzech osób. Nic nadzwyczajnego.

poniedziałek, 6 czerwca 2016

też

muzulmanka-w-Europie.blogspot.com
- Nie przysuwaj do mnie tych orzeszków! Wiesz, że nie mogę ich jeść!
- To nie jedz!
- Nie jeść też nie mogę!

niedziela, 5 czerwca 2016

kolejnością

          Wjechałam do warsztatu samochodem, ustawiłam go na specjalnych prowadnicach, zaciągnęłam hamulec, wrzuciłam na luz i wyszłam. Umówiłam się z panami, że wrócę za kilka godzin. Po bardzo kilku godzinach wróciłam z torbami pełnymi zakupów. Zobaczyłam przed wejściem do warsztatu kilku wyraźnie zdenerwowanych panów oraz pracowników warsztatu, siedzących na zużytych oponach. Myślałam, że solidaryzują się z pielęgniarkami z CZD i zorganizowali strajk. Z bananowym uśmiechem podeszłam bliżej i spytałam, czy mogę odebrać samochód. Kolejno zabili mnie wzrokiem. Wszyscy. Okazało się, że powinnam zostawić kluczyki od samochodu, żeby mogli zjechać z prowadnic i zmieniać opony kolejnym klientom.
- Ale ja nie mam kluczyków - powiedziałam zaskoczona.
- Jak to?
- Ten samochód uruchamia się przecież przyciskiem.
Panowie zamienili się w jednej sekundzie w stado żon Lota. Zapanowała cisza. Dość złowroga.
- Ale żeby włączyć silnik, musi pani mieć specjalnego pilota przy sobie, prawda? - spytał
jeden przytomniejszy, ten w najbrudniejszych ogrodniczkach.
- A, tak - ucieszyłam się, że wiem, o co chodzi. - Pilota istotnie muszę przy sobie mieć. Ale panowie mówiliście o kluczykach.
          Odjechałam bez słowa. Myślę, że zimowe opony będą mi zakładali poza kolejnością.

środa, 1 czerwca 2016

oglądania

www.madziof.pl
- Na momencik, przed snem, włączyłam komputer, żeby sprawdzić, czy świat się nie złamał i czy moi znajomi żyją w zdrowiu i szczęściu. Skończyło sie na 35 minutach oglądania bezsensownych zdjęć i obrazków na jakichś dziwnych stronach.
- Jaki z tego morał?
- Przez moich znajomych nie dosypiam?

palnej

- Poznałam zadziwiającą osobę. Każde zadane jej pytanie uważa za atak na jej własną osobistość i odpowiada z broni palnej własnego jestestwa. Pytasz ją na przykład: "Jaka będzie jutro pogoda?" A ona odszczekuje, że "Za co, jak za co, ale za pogodę to chyba jeszcze nie odpowiadam." A pytający stoi z wywalonymi gałami i nie wie, gdzie ręce, oczy i uszy podziać.
- Może ma złe doświadczenia z dzieciństwa?
- Podejrzewam, że ona wcale nie miała dzieciństwa. Od razu urodziła się starą zgredą.

wtorek, 31 maja 2016

przestępny

- Najkrótsza noc w roku przypada 22 czerwca. Ale przecież co 4 lata jest rok przestępny, więc co 4 lata najkrótsza noc w roku obchodzona jest de facto 21 czerwca.
- Przez 4 lata brakuje doby do obrotu Ziemi wokół Słońca, więc wszystko się wyrównuje!
- Ale chyba najkrótsza noc jest zawsze ta sama, prawda? Nie powinna raz być bliżej pierwszego stycznia, raz dalej...
- Mniej myślenia, więcej spania w nocy - to zalecam!

wszędzie

- Boję się, jak ktoś jest cały wytatuowany i ma wszędzie kolczyki.
- Jeśli sprawdzasz, czy wszędzie, to nie dziwię się, że się potem boisz...

poniedziałek, 30 maja 2016

hamulca

- Na prawym pasie autostrady jechał sznur samochodów. Na lewym pasie, z prędkością identyczną jak wspomniany sznur, jechał gość srebrną toyotą. Na odcinku 5 km tak jechał. Wyprzedzić się nie dał, mimo że bardzo się starałam.
W końcu ustąpiłam miejsca kierowcy citroena, który jechał cały czas za mną i ten, z uporem godnym lepszej sprawy, usiłował wyprzedzić toyotę. Trwało to jakieś 20 km. Kierowca toyoty, zdenerwowany, że ktoś mu siedzi na ogonie, od czasu do czasu naciskał na pedał hamulca, czym wywoływał niemałą konsternację w całej kilkukilometrowej kolejce, jadącej za nim. W końcu zjechał na prawy pas.
- Niektórzy muszą spalić bibliotekę aleksandryjską, żeby o nich mówili, innym wystarczy 25 kilometrów!

sobota, 28 maja 2016

mizerią

Przypomniało mi się, na skutek pełnego ekspresji posta Kaczki (wymiot Capulettich):

Kiedyś na obiad miała być mizeria. Jędrne, piękne ogórki czekały na swoją kolej pod katowskim mieczem.
- Mamo, mogę ogóleczka?  - spytało dziewczę, które było nieduże, acz bardzo rozwinięte lingwistycznie.
Cały, obrany, zielony ogórek znikał powoli w niedużej paszczy, siekany białymi jak drzwi od lodówki mleczakami. Pozostałe ogórki w miarowym rytmie noża zamieniały się przy mojej skromnej pomocy w plasterki.
Nagle - buch, para w ruch - gabaryty małego żołądeczka okazały się niewystarczające dla całego ogóreczka. A może to ogóreczek zapomniał pożegnać się z kolegami - enyłej (jak mawiają niektórzy)w jednoznaczny sposób córka dała do zrozumienia, że ogórek znowu ujrzy światło dzienne. Jednym zgrabnym ruchem nakierowałam dziewczątko do łazienki, umieściłam górną część jego ciała nad wanną i już po milisekundzie obydwa końce ogórka znajdowały się w wannie. Środek też.
Córka w podskokach opuściła łazienkę, zajmując się sprawami ważnymi dla dwulatka. My z ogórkiem zostaliśmy zdani na siebie. Po wykonaniu niezbędnych czynności opuściłam łazienkę i dokończyłam krojenie kolejnych ogórków na mizerię.
Po jakimś czasie wrócił z pracy tatuś nieletniej. Zasiadł szczęśliwy przy stole i rozpoczął konsumpcję obiadu. Mizerii też. Zainteresowana sprawą córka zajrzała do tatowego talerza, podrapała się po szyi, spojrzała w okno i zadumana zapytała:
- Mamo, czy tata je tego ogóleczka, któlego ja psed chwilą zwymiotowałam do wanny?

kwas

plfoto.com
- Niektóre zwierzęta wydalają mocznik, a niektóre kwas moczowy. To wszystko są związki azotu, tak samo jak kwas azotowy.
- Dziwne te nazwy, mamo: mocznik, kwas moczowy, kwas klozetowy...

piątek, 27 maja 2016

kartę

- Zadzwoniłam na infolinię, żeby się dowiedzieć, w jaki sposób mogę przenieść kontakty i zdjęcia ze starego telefonu do nowego. Pan był bardzo miły, powiedział mi, że wystarczy jeśli umieszczę kartę jakąś-tam o nazwie głoskowo-sylabowej w miejscu jakimś-tam o nazwie numerycznej, dokonam transferu danych z telefonu na kartę, a potem umieszczę tę kartę w nowym telefonie i wykonując odwrotną procedurę, dokonam transferu danych z karty do nowego telefonu.
- Boże...
- Tak. Bóg mnie strzegł. Nic na to wszystko nie powiedziałam. Pan się chyba zorientował, że ja nie mówię w tym języku i powiedział: najlepiej niech pani poprosi jakiegoś nastolatka o pomoc.
- Boże...
- Tak. Bóg mnie strzegł. Na to też nic nie powiedziałam.
- A on znał twój wiek?
- Chyba tak, bo na początku musiałam mu podać datę urodzenia, żeby udowodnić, że ja to ja. Ale nie jestem pewna, czy skojarzył moją datę urodzenia z moim wiekiem. On raczej był z innej planety. Z takiej, na której zamiast lat ludziom upływają megabajty...

poniedziałek, 23 maja 2016

zaplombowana

- Od czasu do czasu otwiera się we mnie skrzynia z masochizmem. Zwykle jest skrzętnie zaplombowana, ale czasem, z zaskoczenia, wieko się uchyla i wtedy zaczynam robić coś, co pozbawia mnie spokoju ducha, snu i radości na długie, długie godziny.
- Przeczytałaś znowu "Chłopca z latawcem"?
- Gorzej! Weszłam w tematykę masowej zagłady podczas drugiej wojny światowej.
- "Chłopiec w pasiastej piżamie"?
- Nie. Film o eksperymentach medycznych w obozach koncentracyjnych.
- Oszalałaś?! Zafundowałaś sobie długi weekend z podkrążonymi oczami!

niedziela, 22 maja 2016

wyrosło

- Płacisz routexem? Też miałam kiedyś kartę routex. Służbowy samochód, służbowe paliwo, służbowa karta. Niestety, miałam z tą kartę pewną traumatyczną  przygodę... Otóż na miesiąc przed upływem terminu jej ważności wysłano do mnie nową kartę, a starą anulowano. Nikt mnie jednak o tym nie powiadomił i w tym martwym czasie (już z nieczynną starą kartą, ale jeszcze bez nowej) wylądowałam na stacji benzynowej. Zatankowałam. Poszłam do kasy. Podałam tę anulowaną kartę. I tu zaczyna się film sensacyjny. Spod ziemi wyrosło nagle dwóch wysokich panów w ciemnych strojach, z szyjami szerszymi niż głowy, którzy stanęli obok mnie. Sprzedawca poinformował mnie, że musi wezwać policję. Czułam się malutka i bardzo niekochana... Gdy prosiłam o wyjaśnienie, szeptem powiedziano mi, że moja karta jest zgłoszona jako kradziona i jestem zatrzymana jako złodziej. Przekonałam się wówczas, że tego typu zatrzymań nie dokonuje się dyskretnie. Widownia również wyrasta spod ziemi, niestety dla odmiany w obfitych ilościach. Zanim wezwano policję przekonałam pana sprzedawcę, żeby zadzwonił do firmy routex i wyjaśnił problem. Rozmowy, telefony, rozmowy, telefony, ja coraz bardziej zaczynałam wierzyć, że jednak tę kartę ukradłam. I nagle - stała się światłość! Sprawę wyjaśniono. Panowie w czarnych mundurach zapadli się pod ziemię, widownia odeszła z poczuciem zmarnowania pół godziny na spektakl, który nie zakończył się spektakularnym pościgiem między półkami z pluszakami i płynem do spryskiwaczy. A ja musiałam wykreślić tę stacje na długi czas z mojej prywatnej mapy tankowniczej...

komunikatywna


www.rp.pl
- Moja mama, za czasów niegooglowych, miała sąsiadkę - Koreankę, mówiącą tylko po koreańsku. Mama, ku ogólnemu zaskoczeniu, niestety po koreańsku jakoś słabo... Pewnego dnia Koreanka przyniosła mojej mamie karteczkę od szkolnej pielęgniarki (mały Koreańczyk chodził do polskiej szkoły). Na karteczce stało jak byk: proszę podać kalendarz szczepień obowiązujący u państwa w kraju.
Moja mama, osoba rezolutna i niezmiernie komunikatywna, wzięła do ręki ścienny kalendarz, plik kartek i długopis, i po kilku godzinach wypisała szkolnej pielęgniarce kalendarz szczepień obowiązujący w Korei. Bardzo bolały ją potem ręce, była zmęczona demonstrowaniem objawów różnych chorób, dźwiękonaśladownictwem pewnych symptomów oraz rysowaniem na kartce, ale dała radę. W podziękowaniu mama dostała od Koreanki śledzia, którego ta zakupiła w rybnym, przyczepiła za ogon do sznura na balkonie i suszyła przez kilka tygodni. Tak naprawdę mama najpierw dostała od Koreanki smród tego śledzia, a potem krępowała się go wyrzucić do śmieci, bo cała ulica od razu poczułaby, że śledź jednak zmienił lokal...
Koreanka pochodziła z Korei Południowej, jej mąż twierdził, że jest biznesmanem, podróżował po całej Polsce, a podczas posiłków spoglądał z czułością na portret wiszący nad stołem. Portret sam-wiesz-kogo. Kiedyś spytaliśmy, kto jest na portrecie. Dowiedzieliśmy się, że ich dziadek. Dziadek wszystkich porządnych Koreańczyków, jak mniemam...