wtorek, 5 lipca 2016

odśnieżającej

- Jeden z sąsiadów chodził po domach metodą "porozmawiania o królestwie niebieskim" i zbierał podpisy pod petycją, żeby nasza ulica zrezygnowała z firmy odśnieżającej zimą. Albowiem śnieg pada zaledwie cztery razy w roku, z czego raz obficie, a firmie odśnieżającej płaci się tzw. "czujkowe". Inaczej mówiąc - opłata jest niezależna od wielkości pokrywy śnieżnej. Czy śnieg pada, czy nie pada, opłata się należy. Pomysł sąsiada był taki, żebyśmy w okresie potencjalnych opadów mieli dyżury sąsiedzkie. Każdy jednego zimowego dnia. I jeśli akurat śnieg spadnie podczas mojego dyżuru, to moja rodzina od czarnego świtu będzie odśnieżać ulicę... Gdy usłyszałam tę propozycję, spadłam z krzesła, chociaż wcale na nim natenczas nie siedziałam. Wyobraziłam sobie, jak razem z córkami haruję w pocie czoła od 3.30 rano, usiłując odśnieżyć 150 metrów bieżących zaśnieżonej ulicy. I przeklinając jednocześnie wszystkich sąsiadów, którym się upiekło.
- Czyli nie podpisałaś?
- Nie mogę narażać sąsiadów, że będę im złorzeczyć... Jednocześnie bałabym się, że moja mina, gdyby akurat śnieg spadł w dzień profesora, mogłaby jednoznacznie wyrazić to, czego nigdy nie odważyłam się zwerbalizować. A profesor ma psa, który mógłby mi nasikać na wycieraczkę. Z tego powodu - wolę płacić czujkowe.

22 komentarze:

  1. biorąc pod uwagę, że zima co roku zaskakuje drogowców i okazuje się, że się nie spodziewali, piach się skończył latem, pługi akurat są w remoncie/konserwacji czy w fazie zakupu to ja bym też nie podpisała. Oszczędzanie też ma jakieś granice. Nie można wszystkiego robić samodzielnie a już z pewnością nie widzę Cię jak zasuwasz z łopatą po ulicy .... ale ludzie mają pomysły ... co to sknerstwo z nami robi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też zaesze zima zaskakuje. Ledwo zmienię opony na letnie, a tu już zapowiadają śniegi... ;-)

      Usuń
    2. mojego męża też co roku zaskakuje w styczniu. Spada śnieg a on mówi: no nie dopiero co zmieniłem opony na letnie i znów trzeba na zimowe ??

      Usuń
  2. O! To tak jak z podatkiem deszczowym. Masz płacić za odprowadzenie wody z potencjalnych opadów, które mogą ale nie muszą opaść. I ja się na ten przykład zastanawiam, czy jeśli płacę caluteńki rok, a opad nie opadnie, to czy mogę sobie zażyczyć dostarczenia takowego opadu, za któren już uiściłam. Na ten przykład ze dwa metry sześcienne śniegu na balkon w sierpniu przy senegalskich upałach. Nie do pogardzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płacimy za opady? A za promieniowanie UV, które do nas dociera? Wolałabym płacić słońcowe niż opadowe....

      Usuń
    2. Jeśli płacimy (bo pewna nie jestem a faktycznie taka propozycja była) to jest to podatek od luksusu.

      Usuń
    3. Dzisiaj akurat ten luksus zaskoczył mnie rano bardzo... ;-)

      Usuń
  3. U nas jak spadnie śnieg, to ludzie nie idą do pracy i mają płacone, jakby byli w pracy, tacy są... to jest chyba tańsze niż te wszystkie odśnieżarki, piaskarki, i sztab dyrektorów, którzy nawet pół odciska od łopaty nie nabyli się. Tak tylko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak spadnie w ciągu dnia? ;-)

      Usuń
    2. Nie było takiej sytuacji, w ciągu dnia zawsze jest na plusie :) w ciągu dnia, to tylko pada deszcz:)

      Usuń
  4. Ciekawe, że sąsiada nie było z petycją jak leżał śnieg, albo gdy całą noc padało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna uwaga! On liczył na to, że jego dzień odśnieżania wypadnie 28 lipca ;-)

      Usuń
  5. To u nas bylo dokladnie na odwrót, przy sprzataniu klatki schodowej. Teoretycznie mielismy sami. Praktycznie: (parter + 2 pitra = 6 mieszkan):
    Parter: po lewej samotnie mieszkajaca, chora na nogi sasiadka. Odpada. Po prawej niebieskie ptaki, które na widok szmaty do podlogi zastanawialyby sie pewnie, do czego im taka dziwna apaszka by pasowala. Odpada.
    Pierwsze: po lewej sasiadka z chorymi plecami i doroslym "synkiem mamusi" (bez meza). Odpada.
    Po prawej Diabel i Borsuk.
    Drugie: Po lewej (cos z ta lewa strona ostro nie tak) sasiadka z trwale uszkodzona jedna reka (tez bez meza) pieszczotliwie zwana Jednorekim Bandyta. Nastoletnia córka, której wlasciwie nigdy nie ma. Odpada. Po prawej: mloda kobieta (bez meza/faceta). Czasem posprzata.

    Tak wiec co do mojej wlasnej w tych okolicznosciach aktywnosci, to tez sprzatalam, jak sasiadka z drugiego, czasami. No i tak to trwalo pare latek. Az w koncu przyszedl Hausmeister i powiedzial, ze od teraz mamy placic po 10 ojro miesiecznie na sprzataczke, skoro sie nie wywiazujemy.
    Wszyscy odetchneli z ulga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiam się, czy śniegu rocznie mamy więcej niż Wy piachu na schodach... ;-)

      Usuń
    2. No tak gdzies pewnie bedzie, moze z drobna przewaga dla sniegu jednak :)
      Dla równowagi: w poprzednim mieszkaniu na klatce byl blysk jak w Laboratorium, bo sasiadki Turczynki bez mala jechaly ze szczoteczkami do zebów i skrobakami do szyb po tej podlodze. Tam dla odmiany uchodzilam za fleje okrutna, gdyz uzywalam tylko miotly i szmaty. Nawet raz jedna doniosla na mnie do spóldzielni! :))

      Usuń
    3. Miałam kiedyś ciocię, która uważała, że nieodkurzenie ścian w całym domu raz w tygodniu bardzo źle świadczy o domownikach. Czy te Turczynki nie były spokrewnione z tą ciocią? ;-)

      Usuń
  6. Nie wiem, jakiego rzędu to oszczędności, ale też z pewnością wolałabym płacić czujkowe. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet spore oszczędności nie są w stanie wypchnąć mnie z łóżka w środku nocy z łopatą. I na dodatek zimą! ;-)

      Usuń
  7. no i mądrze zrobiłaś i ja bym tak właśnie ))bo nie lubię odśnieżać i wkurzać się na sąsiadów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię również kilku moich sąsiadów ;-)

      Usuń
  8. Sąsiad jest nieźle pierdolnięty. Jak chce zaoszczędzić, niech założy działalność gospodarczą "odśnieżanie własnej ulicy" i złoży Wam ofertę swoich usług. Niech bierze pieniądze tylko za śnieg rzeczywisty. Nie dość, że mniej zapłaci do wspólnej kasy, to jeszcze zarobi. I niech pełni straż z łopatą całą zimę z friko.
    A może on by chciał przywrócić pańszczyznę? W dawnej Polsce chłopi byli zobowiązani stawiać się do robót na drogach. To się nazywało szarwark. Będzie swojsko, staropolsko i Unia nie będzie pluć nam w twarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest dobre, polskie myślenie: pomarudzę, pomarudzę i nic z tego nie wyjdzie, ale co pomarudzę, to moje ;-)

      Usuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":