- Największy królik na świecie ma 130 cm długości i waży 22 kg.- Tak to jest, jak się zostaje wegetarianinem...
- Zauważyłam, że niektórzy ludzie, podczas dyskusji na jakiś temat, przywołują argumenty w rodzaju: znam się na tym, bo moja koleżanka to studiowała. Albo: wiem, jak to jest, bo mój kolega jest biegłym sądowym w tej dziedzinie. Albo: wiem o tej chorobie wszystko, bo znam dwie osoby, cierpiące na nią. Albo: ja ci zaraz wytłumaczę, jak to działa, bo mój wujek zajmuje się tym na co dzień. Zupełnie, jakby fakt, że zna się eksperta od jakiejś dziedziny, powodował, że samemu zostaje się ekspertem. 
- Co się stało?
- Przeskakiwałam po kanałach w telewizji. Delikatnie uogólniając mamy albo kanały o gotowaniu, albo o sukniach ślubnych, albo sportowe, albo z dubbingowanymi filmami dla nastolatek. Jest jeszcze kilka z filmami sensacyjnymi, z remontami samochodów, z kupowaniem zagubionych walizek i do tego przeważająca większość z reklamami...
- Spotkałam J. i zapytałam, jak idzie w szkole jej córce. Powiedziała, że rewelacyjnie. Że posłanie rok wcześniej dziecka do szkoły było najmądrzejszym posunięciem w jej życiu, że córka radzi sobie doskonale z obowiązkami szkolnymi i z zachowaniem, że chętnie odrabia lekcje, jest dojrzała i szkoła to jej drugie imię. I wtedy podszedł do nas jej mąż. Spytał, o czym rozmawiamy. I powiedział, że jest już lepiej, bo nauczycielka znalazła sposób na utrzymanie ich córki w ławce, że awantury z powodu konieczności odrabiania lekcji nie zdarzają się już codziennie, że ćwiczą godzinę dziennie, żeby nadgonić zaległości, że rodzice innych dzieci coraz rzadziej do nich dzwonią z pretensjami iż kogoś pobiła i że w nagrodę może już siedzieć z innymi dziećmi w ławce, bo dotychczas siedziała obok pani.
- Sąsiadka pytała, czy nie znamy kogoś, kto mógłby jej za 25 złotych umyć dwa okna.
- Przed chwilą przeczytałam tekst jakiegoś biegacza, że Lidl i inne sieciówki skandalicznie oszukują klientów, sprzedając podróbki butów dla biegaczy w cenie 60 zł.
- Robiłam zakupy w sklepie internetowym i wybrałam opcję: zapłać przez pay-pal, czy jakoś tak...
- Słyszałam, że cola zawiera dziesiątki kostek cukru i wypicie jednej szklanki zaspokaja taką ilość cukru, że aż szkoda mówić i po wypiciu coli nie powinno się słodzić herbaty!
- Pies Renaty ma złamaną nogę.
- Oglądałam w telewizji program o modzie. Jakaś kobieta dobierała ciuchy innej kobiecie, tłumacząc przy tym, jakie są najnowsze trendy. Gdy już zaczęłam rozumieć, o co w tym chodzi i nawet miałam już wizję, w co się teraz będę ubierać, zobaczyłam napisy końcowe... Program był z 2005 roku...
- Wiesz, że ten drugi pilot, który zamknął się w kabinie, powinien być na zwolnieniu lekarskim?
- Jeśli na teście jest polecenie: "Podaj własną interpretację", to jak myślisz, co powinnaś wpisać?
- Nauczyłam się tabliczki mnożenia na palcach.
- Niedługo będzie zmiana czasu.
- Widziałaś zaćmienie Słońca?
- "Wpisz swoje nazwisko i imię drukowanymi literami po jednej w każdej kratce, zostawiając pomiędzy nazwiskiem i imieniem jedno puste pole. Pod każdą literą kodu zaczernij kółko w wierszu z odpowiednią literą. Kartę należy wypełniać kolorem czarnym. Nie wolno używać korektora. Karty nie wolno zginać, miąć, umieszczać na niej nieuprawnionych napisów i innych znaków."
- Dlaczego nigdy nie umieszczasz na facebooku zdjęcia potraw, które zamawiasz w restauracjach?
- Chciałam iść wczoraj wcześniej spać. Gdy już byłam wykąpana i zapidżamiona, na moment włączyłam telewizor. Wtedy dowiedziałam się, że w Legionowie wybuchła trzecia wojna światowa między zwolennikami i przeciwnikami ostrych interwencji policyjnych. Wtedy włączyłam komputer, żeby poczytać o tym w sieci. Potem znalazłam informację, że niedaleko nas rozpoczęły się nowe remonty, następnie wskoczyłam na minutkę do mojego kalendarza, żeby sprawdzić, czy wszystko zrobiłam na następny dzień...
- Zatrzymałam się na czerwonym świetle na prawym pasie. Przez ulicę przechodził 10-letni chłopiec. Właściwie nie przechodził, tylko siedział na rowerze, odpychając się stopami. W ten sposób przekulał się przed moim samochodem i wkulał się na sąsiedni pas. Gdy był na jego środku, z piskiem opon przemknął na czerwonym świetle samochód, który nie zauważył ani mojego samochodu stojącego na prawym pasie, ani czerwonego światła przed przejściem dla pieszych. Dziecko z rowerem z trudem przyspieszyło i wkulało się na chodnik, dosłownie w ostatnich setnych sekundy przed przejeżdżającym z ponaddźwiękową samochodem. Dzieciak był tak przerażony, że stał na chodniku, patrząc na innych kierowców.
- Zrezygnowałam z jazdy do domu autostradą. Czas podziwiać krajobrazy i nie zasnąć ze znużenia. Zdziwiłam się nieco, że ta nie-autostrada jest dwupasmowa i otoczona z każdej strony ekranami dźwięko- i widokoszczelnymi... Takie czasy... A potem pani w nawigacji powiedziała mi: za trzy kilometry zjedź z autostrady.
- A może ortografię polską tworzyło kilkadziesiąt zwaśnionych plemion słowiańskich? Jedni wymyślili, że "nie" będzie się ze wszystkim pisać razem, drudzy, że osobno. Trzeci stworzyli zestaw odmian męskich, kolejni - nijakich. Inni wypisali w słupku kiedy będzie się pisać "rz", a następni, kiedy "ż". I potem jakiś durny książę zebrał ich razem do kupy i połączył w jedno państwo. I wtedy zaczęli tę ortografię mieszać i mieszać. I każdy dał coś od siebie. I jak ci spod Wołomina uparli się na kukułkę, to spod Szczecina od razu podetknęli im pod nos jaskółkę... I tak było ze wszystkim. I teraz my musimy za ten bałagan płacić.
- Babcia Nowakowa zaprosiła mnie na śniadanie. Bułeczka, dżemik domowej roboty - pełen luksus. Zapytała też, czy napiję się kawy. Ja bardzo chętnie, bo pora była wczesna, a pogoda taka, że ciśnienie jeszcze nie wstało. Dalej wszystko było jak to u babci Nowakowej. Przyniosła mi tę kawę w filiżance, obok postawiła mleczko. Ideał. Już w myślach dziękowałam losowi za ten czarny jak smoła wskrzeszacz porannej energii. I wtedy zrobiłam pierwszy łyk. To była kawa zbożowa!