piątek, 3 kwietnia 2015

rewelacyjnie

- Spotkałam J. i zapytałam, jak idzie w szkole jej córce. Powiedziała, że rewelacyjnie. Że posłanie rok wcześniej dziecka do szkoły było najmądrzejszym posunięciem w jej życiu, że córka radzi sobie doskonale z obowiązkami szkolnymi i z zachowaniem, że chętnie odrabia lekcje, jest dojrzała i szkoła to jej drugie imię. I wtedy podszedł do nas jej mąż. Spytał, o czym rozmawiamy. I powiedział, że jest już lepiej, bo nauczycielka znalazła sposób na utrzymanie ich córki w ławce, że awantury z powodu konieczności odrabiania lekcji nie zdarzają się już codziennie, że ćwiczą godzinę dziennie, żeby nadgonić zaległości, że rodzice innych dzieci coraz rzadziej do nich dzwonią z pretensjami iż kogoś pobiła i że w nagrodę może już siedzieć z innymi dziećmi w ławce, bo dotychczas siedziała obok pani.
- A co na to J.?
- Nie miałam niestety przy sobie telefonu, żeby zrobić jej zdjęcie...
- To wielka szkoda...

5 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. No dawno się tak nie uśmiałam!!! Dziękuję!!! :-)

      Usuń
  2. Można się oszukiwać, że dzisiejsze dzieci są bardziej rozwinięte niż trzydzieści lat temu, ale mocy sprawczej to mieć nie będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są rozwinięte intelektualnie bardziej niż ich rodzice, bo taka jest prawidłowość. Co do rozwoju emocjonalnego - moim zdaniem my byliśmy dojrzalsi. I życie wymagało od nas ogromnej samodzielności.

      Usuń
    2. Mam na myśli możliwości umysłu, takie... hm... bazowe.
      Na przykład spróbuj nauczyć rozwiązywania równań z x dzieci w drugiej klasie. Będzie porażka. A w czwartej już pójdzie. Pewnych rzeczy nie pojmuje się wcześniej, tylko w swoim czasie. Chyba masz jakiś związek z branżą edukacyjną, więc wiesz lepiej. Źle myślę?

      Usuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":