Pojechaliśmy ze spektaklem do szkoły specjalnej. Nigdy w takiej nie byłam i pojechałam tam z ciekawością własnych odczuć.
Pierwsze, czego doświadczyliśmy wszyscy - aktorzy, dźwiękowiec, producentka, ja - to pozytywna energia. Dzieciaki w różnym wieku i o różnym stopniu niepełnosprawności były naprawdę zachwycone, że mają gości w szkole. Przyglądały nam się, śmiejąc się i od czasu do czasu kiwając do nas, zupełnie jakby chciały nam powiedzieć: Nadal się cieszę, że tu jesteś.
Po spektaklu podchodziły do nas, dziękując za radość, jaką im daliśmy.
W trakcie przedstawienia jedna z aktorek, grająca mamę, mówi do swojej córki:
- Swietnie! Brawo!
I co się stało?
Dzieci na widowni zareagowały brawami. Są nauczone, że gdy ktoś odniesie sukces, chcemy go za to pochwalić. Choćby brawami.
Wzruszające.
Jeden z chłopców siedział na podłodze, bo nie chciał usiąść na krześle. Po jakimś czasie coraz bardziej osuwał się, aż wreszcie leżał, patrząc na scenę z podłogi. Byłam osobą, która siedziała najbliżej niego. Nagle podeszła do niego nauczycielka. Przestraszyłam się, że będzie go na siłę ewakuować z sali, albo zmuszać, żeby sam wstał. A on nikomu przecież nie przeszkadzał. Oglądał przedstawienie.
Nauczycielka podeszła do niego i zawiązała mu sznurowadło w bucie, żeby się nie przewrócił, gdy już podejmie decyzję, że chce wstać. I odeszła bez słowa.
Myślałam o tym bardzo długo. Trudno być nauczycielem. Trudno wiedzieć. Od wychowawców, zwłaszcza w szkole specjalnej, oczekuję właśnie tego: żeby wiedzieli, kiedy wystarczy zawiązać sznurowadło i czekać, aż dziecko samo uzna, że czas wstać. W tym widzę ich niewiarygodny profesjonalizm.
I skoro decyzją jednego urzędnika można zmienić wszystko, to apeluję: zmieńmy nazwy szkół - ze "specjalnych" na "niezwykłe".
sobota, 27 kwietnia 2019
piątek, 26 kwietnia 2019
papierkową
Zawaliłam się papierkową robotą.
Ja. Papierkową.
Nie umiem, nie lubię i nie chcę.
Obiecałam nadrobić w sobotę.
Trzymam kciuki, żeby odwołali sobotę.
Ja. Papierkową.
Nie umiem, nie lubię i nie chcę.
Obiecałam nadrobić w sobotę.
Trzymam kciuki, żeby odwołali sobotę.
środa, 24 kwietnia 2019
wtorek, 23 kwietnia 2019
racji
Większość nie ma racji.
Czy w sprawie sposobu znieczulenia przed wyrwaniem twojego zęba zgodziłbyś się na głosowanie przeprowadzone wśród sąsiadów? Nie, bo oni się na tym nie znają. Wybrałbyś eksperta. Jednego. Postąpiłbyś niedemokratycznie, bo sprawa wymaga wiedzy, mądrości i obustronnego zaufania, a nie kompromisu, który jest niczym.
Dlaczego zatem zgadzamy się, żeby nami i naszymi dziećmi rządzili ludzie, których wybieramy w drodze głosowania?
Bo nie ma lepszego systemu - pada zwykle odpowiedź.
W takim razie uczmy dzieci buntu, niezgody, bezkompromisowości.
Niech zmienią ten świat i odrzucą demokrację.
Bo większość nie ma racji. Większość się myli.
Rację mają eksperci. A oni nigdy nie stanowią większości.
Wracając do sposobu znieczulenia przed wyrwaniem zęba - rację mają eksperci, którzy stanowią ułamek promila społeczeństwa. Niewybierani w wyborach. Wysoko wyszkoleni. O tym trzeba pamiętać.
To eksperci mają rację. Nie my - większość.
Czy w sprawie sposobu znieczulenia przed wyrwaniem twojego zęba zgodziłbyś się na głosowanie przeprowadzone wśród sąsiadów? Nie, bo oni się na tym nie znają. Wybrałbyś eksperta. Jednego. Postąpiłbyś niedemokratycznie, bo sprawa wymaga wiedzy, mądrości i obustronnego zaufania, a nie kompromisu, który jest niczym.
Dlaczego zatem zgadzamy się, żeby nami i naszymi dziećmi rządzili ludzie, których wybieramy w drodze głosowania?
Bo nie ma lepszego systemu - pada zwykle odpowiedź.
W takim razie uczmy dzieci buntu, niezgody, bezkompromisowości.
Niech zmienią ten świat i odrzucą demokrację.
Bo większość nie ma racji. Większość się myli.
Rację mają eksperci. A oni nigdy nie stanowią większości.
Wracając do sposobu znieczulenia przed wyrwaniem zęba - rację mają eksperci, którzy stanowią ułamek promila społeczeństwa. Niewybierani w wyborach. Wysoko wyszkoleni. O tym trzeba pamiętać.
To eksperci mają rację. Nie my - większość.
czwartek, 18 kwietnia 2019
lepiej
Od kilku tygodni w domu mamy Kaliny toczy się mniej więcej ta sama rozmowa:
- Kalinko, chcesz doniczkę ze szczypiorkiem?
- Nie, mamo. Nigdy nie utrzymał się u mnie żaden szczypiorek.
- Ach, to szkoda.
Ostatnio rozmowa potoczyła się nieco inaczej:
- Kalinko, obcięłam szczypiorek z doniczki i naszykowałam dla ciebie do zamrożenia.
- Mamo, mam jeszcze ten zamrożony z zeszłego roku, który mi dałaś, i który codziennie wkładam sobie do jajecznicy. To była tak ogromna ilość, że nie zużyję jej w tym dziesięcioleciu.
- Ach, to szkoda.
Ale wczoraj rozmowa potoczyła się zgoła odmiennie:
Mama czekała na Kalinę pod swoim domem, ponieważ jechały na cmentarz, zadbać o grób taty i brata Kaliny. Mama stała, jak zawsze w takiej sytuacji, po niewłaściwej stronie ulicy, blokując podczas wsiadania ruch samochodowy. Nie szkodzi. Inni kierowcy mają szansę ćwiczyć wówczas zen. Za darmochę. Mama wsiadała z pewną trudnością, ponieważ trzymała w dłoni sporą siateczkę.
- Kalinko, przyniosłam ci doniczkę, z której niedawno obcięłam szczypiorek. Same cebulki. Możesz sobie hodować szczypiorek w kuchni.
- Mamo, nigdy nie utrzymał się u mnie żaden szczypiorek, a już taki co ma dopiero wyrosnąć z doniczki, nie uda się na pewno.
- To co, Kalinko, mam teraz wracać z tą doniczką do domu? To takie ciężkie, a ja się tak źle czuję.
No i co, Kalina? Nie lepiej było wziąć od razu?
- Kalinko, chcesz doniczkę ze szczypiorkiem?
- Nie, mamo. Nigdy nie utrzymał się u mnie żaden szczypiorek.
- Ach, to szkoda.
Ostatnio rozmowa potoczyła się nieco inaczej:
- Kalinko, obcięłam szczypiorek z doniczki i naszykowałam dla ciebie do zamrożenia.
- Mamo, mam jeszcze ten zamrożony z zeszłego roku, który mi dałaś, i który codziennie wkładam sobie do jajecznicy. To była tak ogromna ilość, że nie zużyję jej w tym dziesięcioleciu.
- Ach, to szkoda.
Ale wczoraj rozmowa potoczyła się zgoła odmiennie:
Mama czekała na Kalinę pod swoim domem, ponieważ jechały na cmentarz, zadbać o grób taty i brata Kaliny. Mama stała, jak zawsze w takiej sytuacji, po niewłaściwej stronie ulicy, blokując podczas wsiadania ruch samochodowy. Nie szkodzi. Inni kierowcy mają szansę ćwiczyć wówczas zen. Za darmochę. Mama wsiadała z pewną trudnością, ponieważ trzymała w dłoni sporą siateczkę.
- Kalinko, przyniosłam ci doniczkę, z której niedawno obcięłam szczypiorek. Same cebulki. Możesz sobie hodować szczypiorek w kuchni.
- Mamo, nigdy nie utrzymał się u mnie żaden szczypiorek, a już taki co ma dopiero wyrosnąć z doniczki, nie uda się na pewno.
- To co, Kalinko, mam teraz wracać z tą doniczką do domu? To takie ciężkie, a ja się tak źle czuję.
No i co, Kalina? Nie lepiej było wziąć od razu?
widzę
Starzeję się. Widzę to.
Moje ciało nie jest już ciałem młodej kobiety.
Moja twarz nie jest twarzą młodej kobiety.
Moje włosy nie są włosami młodej kobiety.
Moja dusza nie jest duszą młodej kobiety. Nadal jest duszą dziecka.
Moje ciało nie jest już ciałem młodej kobiety.
Moja twarz nie jest twarzą młodej kobiety.
Moje włosy nie są włosami młodej kobiety.
Moja dusza nie jest duszą młodej kobiety. Nadal jest duszą dziecka.
poniedziałek, 15 kwietnia 2019
płacze
Widzę, jak płacze.
Nie wiem, czego jej trzeba.
I czy czegoś.
Trwa w tym płaczu minuty, godziny, dni.
Ci, którzy ją znają, unikają. Nikt nie chce być zalanym cudzymi łzami, nawet jeśli są suche i gorące.
Ci, którzy jej nie znają, unikają. Nikt nie chce patrzeć na nieuśmiech.
Podobno mężczyźni w Polsce uśmiechają się 7 razy dziennie, a kobiety 30.
Ona będzie najszczęśliwszą osobą na starość. Zapas uśmiechów zbiera od lat.
Nie wiem, czego jej trzeba.
I czy czegoś.
Trwa w tym płaczu minuty, godziny, dni.
Ci, którzy ją znają, unikają. Nikt nie chce być zalanym cudzymi łzami, nawet jeśli są suche i gorące.
Ci, którzy jej nie znają, unikają. Nikt nie chce patrzeć na nieuśmiech.
Podobno mężczyźni w Polsce uśmiechają się 7 razy dziennie, a kobiety 30.
Ona będzie najszczęśliwszą osobą na starość. Zapas uśmiechów zbiera od lat.
niedziela, 14 kwietnia 2019
widać
Z Księżyca widać kilka obiektów na Ziemi.
Między innymi Mur Chiński i kopalnię odkrywkową w Bełchatowie.
Miałam okazję zobaczyć tę drugą.
Wiedziałam, że jest duża. Wiedziałam nawet, że jest ogromna, ale nie spodziewałam się, co dokładnie znaczy słowo "monstrualna", dopóki nie weszłam na taras widokowy nad kopalnią.
Monstrualna dziura w ziemi. Albo raczej: monstrualna dziura w Ziemi.
Kolosalna.
Od lewej do prawej strony, po horyzont. Głęboka tak bardzo, że z trudem można stwierdzić, czy jadące jej dnem pojazdy to wielkie ciężarówki, traktory, koparki czy dźwigi - wydają się tak małe.
Niezliczone transportery przesuwają węgiel w stronę elektrowni. Labirynty transporterów. Jak dziesiątki ścieżek, zbudowanych przez małego chłopca, bawiącego się samochodzikami.
Ziemia wywożona na okoliczne tereny utworzyła góry. Nie pagórki, nie wzniesienia, tylko góry.
Nie wiem, jak to nazwać...
Katastrofa ekologiczna - to i tak za słabe określenie.
Podobno są plany, aby tę dziurę zalać.
Najlepiej łzami.
Między innymi Mur Chiński i kopalnię odkrywkową w Bełchatowie.
Miałam okazję zobaczyć tę drugą.
Wiedziałam, że jest duża. Wiedziałam nawet, że jest ogromna, ale nie spodziewałam się, co dokładnie znaczy słowo "monstrualna", dopóki nie weszłam na taras widokowy nad kopalnią.
Monstrualna dziura w ziemi. Albo raczej: monstrualna dziura w Ziemi.
Kolosalna.
Od lewej do prawej strony, po horyzont. Głęboka tak bardzo, że z trudem można stwierdzić, czy jadące jej dnem pojazdy to wielkie ciężarówki, traktory, koparki czy dźwigi - wydają się tak małe.
Niezliczone transportery przesuwają węgiel w stronę elektrowni. Labirynty transporterów. Jak dziesiątki ścieżek, zbudowanych przez małego chłopca, bawiącego się samochodzikami.
Ziemia wywożona na okoliczne tereny utworzyła góry. Nie pagórki, nie wzniesienia, tylko góry.
Nie wiem, jak to nazwać...
Katastrofa ekologiczna - to i tak za słabe określenie.
Podobno są plany, aby tę dziurę zalać.
Najlepiej łzami.
piątek, 12 kwietnia 2019
kartkówka
Po ponad dwóch tygodniach młodsza córka Kaliny wraca do szkoły. Ilość zaległych sprawdzianów zalicza się już do liczb niewymiernych.
Kalina przejrzała informacje, co sprawdzano pisemnie w czasie choroby córki i zrobiła wstępną selekcję.
Z jednego przedmiotu była kartkówka, a w dzień, gdy córka Kaliny po raz pierwszy pójdzie do szkoły, z tego samego przedmiotu będzie sprawdzian. Zakres sprawdzianu obejmuje również to, co było na kartkówce.
Kalina napisała do nauczycielki informację, że jej córka zjawi się w szkole akurat na sprawdzian i czy można by w drodze wyjątku potraktować ją jak człowieka i zrozumieć.
Odpowiedź przyszła dość szybko.
Nie można by ani potraktować, ani zrozumieć.
Dziewczę musi pierwszego dnia pisać sprawdzian. Z materiału, którego uczyło się samo w domu, bo nie było na żadnej lekcji z tego działu. A ponieważ sprawdzian obejmuje materiał z kartkówki, córka Kaliny ma dwa tygodnie na nadrobienie również zaległej kartkówki, bo co z tego, że sprawdzian, skoro jednak kartkówka, i dlaczego córka Kaliny, skoro inne dzieci, i nie ma dyspensy, a jeśli dziecko choruje, to mu po łapach dać najlepiej, żadnej ulgi, nie, nie, nie.
Kalina przeczytała odpowiedź nauczycielki starannie. Ze zrozumieniem.
Ze zrozumieniem treści, bo zrozumienie bezduszności i małostkowości przychodzi Kalinie z trudem. I z życzeniami wszystkiego najlepszego dla nauczycielki, Kalina weszła do pokoju młodszej córki. Miały w planach przygotowanie się do sprawdzianu. Córka Kaliny leżała w pozycji odpoczywającego nosorożca na swoim łóżku, Kalina zarządziła, że dzisiaj zamiast działań na liczbach ujemnych są działania na osobach śpiących i córka Kliny ma natychmiast wejść pod kołdrę, bo jak zaśnie, to zmarznie.
Spi od godziny. Przykryta.
Kalina przejrzała informacje, co sprawdzano pisemnie w czasie choroby córki i zrobiła wstępną selekcję.
Z jednego przedmiotu była kartkówka, a w dzień, gdy córka Kaliny po raz pierwszy pójdzie do szkoły, z tego samego przedmiotu będzie sprawdzian. Zakres sprawdzianu obejmuje również to, co było na kartkówce.
Kalina napisała do nauczycielki informację, że jej córka zjawi się w szkole akurat na sprawdzian i czy można by w drodze wyjątku potraktować ją jak człowieka i zrozumieć.
Odpowiedź przyszła dość szybko.
Nie można by ani potraktować, ani zrozumieć.
Dziewczę musi pierwszego dnia pisać sprawdzian. Z materiału, którego uczyło się samo w domu, bo nie było na żadnej lekcji z tego działu. A ponieważ sprawdzian obejmuje materiał z kartkówki, córka Kaliny ma dwa tygodnie na nadrobienie również zaległej kartkówki, bo co z tego, że sprawdzian, skoro jednak kartkówka, i dlaczego córka Kaliny, skoro inne dzieci, i nie ma dyspensy, a jeśli dziecko choruje, to mu po łapach dać najlepiej, żadnej ulgi, nie, nie, nie.
Kalina przeczytała odpowiedź nauczycielki starannie. Ze zrozumieniem.
Ze zrozumieniem treści, bo zrozumienie bezduszności i małostkowości przychodzi Kalinie z trudem. I z życzeniami wszystkiego najlepszego dla nauczycielki, Kalina weszła do pokoju młodszej córki. Miały w planach przygotowanie się do sprawdzianu. Córka Kaliny leżała w pozycji odpoczywającego nosorożca na swoim łóżku, Kalina zarządziła, że dzisiaj zamiast działań na liczbach ujemnych są działania na osobach śpiących i córka Kliny ma natychmiast wejść pod kołdrę, bo jak zaśnie, to zmarznie.
Spi od godziny. Przykryta.
czwartek, 11 kwietnia 2019
artystycznym
Poznałam artystkę, zajmującą się tkactwem artystycznym. Magister sztuki. Specjalistka od kilimów i gobelinów. Hobbystycznie tka na krosnach cuda i wiesza je na ścianach swojego domu.
Och, jakże głupi jest naród, który nie wykorzystuje talentów swoich artystów, tylko każe im wykonywać zwykłe prace, żeby zarobili na chleb...
Och, jakże głupi jest naród, który nie wykorzystuje talentów swoich artystów, tylko każe im wykonywać zwykłe prace, żeby zarobili na chleb...
środa, 10 kwietnia 2019
odgłos
W pokoju w pensjonacie stoi grzejnik olejowy, który włącza się co jakiś czas. Wydaje przy tym śmieszny dźwięk.
Przysłuchuję się przez jakiś czas, żeby przypomnieć sobie, co przypomina mi ten odgłos i teraz już wiem: to pies, drapiący się tylną łapą za uchem.
Jakie to miłe!
Jakie urocze!
Za pierwszym razem uśmiecham się, gdy to słyszę.
Za dziesiątym przestaję się uśmiechać.
Po dwóch godzinach patrzę w stronę grzejnika bez życzliwości
O czwartej nad ranem myślę bardzo źle o wszystkich psich łapach.
O piątej do złego myślenia o łapach dochodzi złe myślenie o psich uszach.
O siódmej dzwoni budzik.
Wyłączam go tylną łapą. Uszy mam przykryte kołdrą.
Psia kość...
Przysłuchuję się przez jakiś czas, żeby przypomnieć sobie, co przypomina mi ten odgłos i teraz już wiem: to pies, drapiący się tylną łapą za uchem.
Jakie to miłe!
Jakie urocze!
Za pierwszym razem uśmiecham się, gdy to słyszę.
Za dziesiątym przestaję się uśmiechać.
Po dwóch godzinach patrzę w stronę grzejnika bez życzliwości
O czwartej nad ranem myślę bardzo źle o wszystkich psich łapach.
O piątej do złego myślenia o łapach dochodzi złe myślenie o psich uszach.
O siódmej dzwoni budzik.
Wyłączam go tylną łapą. Uszy mam przykryte kołdrą.
Psia kość...
poniedziałek, 8 kwietnia 2019
razem
Postanowili zamieszkać razem.
- Ciągle się teraz kłócimy - powiedziała po dwóch tygodniach.
Kalina spojrzała za siebie, na wszystkie lata, spędzone z mężem Kaliny.
- Ech - westchnęła tylko, żeby nie powiedzieć za dużo, ani za mało.
- Widzisz, ja też tak uważam - podchwyciła natychmiast mieszkająca od pół miesiąca z partnerem koleżanka. - Trzeba sobie wszystko wywalczyć. Każdą najdrobniejszą rzecz. Bo on nawet skarpetki źle wkłada do szuflady i ja mu mówię: inaczej rób, to będzie dobrze.
Kalina spróbowała powiedzieć, że jeśli każdy robi inaczej, to może się okazać, że każdy robi dobrze, ale próba okazała się nieudana.
Pozostało tylko drugie "Ech". Do pary. Bo w parze łatwiej.
- Ciągle się teraz kłócimy - powiedziała po dwóch tygodniach.
Kalina spojrzała za siebie, na wszystkie lata, spędzone z mężem Kaliny.
- Ech - westchnęła tylko, żeby nie powiedzieć za dużo, ani za mało.
- Widzisz, ja też tak uważam - podchwyciła natychmiast mieszkająca od pół miesiąca z partnerem koleżanka. - Trzeba sobie wszystko wywalczyć. Każdą najdrobniejszą rzecz. Bo on nawet skarpetki źle wkłada do szuflady i ja mu mówię: inaczej rób, to będzie dobrze.
Kalina spróbowała powiedzieć, że jeśli każdy robi inaczej, to może się okazać, że każdy robi dobrze, ale próba okazała się nieudana.
Pozostało tylko drugie "Ech". Do pary. Bo w parze łatwiej.
niedziela, 7 kwietnia 2019
objawieniach
Wpisałam swoje nazwisko do wyszukiwarki internetowej i wyszło mi:
książki o objawieniach.
Gdybym chciała napisać o tym książkę, napisałabym, jak to objawiło mi się kiedyś, że jak człowiek lubi coś robić, to powinien to robić, nawet jeśli wszyscy dookoła mu mówią, że nie powinien, nie trzeba, nie należy i "czy to daje jakieś pieniądze".
A w telefonie zapisałam sobie takie hasło:
"Wszyscy chcą twojego dobra.
Nie pozwól go sobie odebrać."
Być może za jakiś czas uznam tę informację za kolejne objawienie.
Będą już dwie książki. Niemal saga.
Internet nie kłamie.
książki o objawieniach.
Gdybym chciała napisać o tym książkę, napisałabym, jak to objawiło mi się kiedyś, że jak człowiek lubi coś robić, to powinien to robić, nawet jeśli wszyscy dookoła mu mówią, że nie powinien, nie trzeba, nie należy i "czy to daje jakieś pieniądze".
A w telefonie zapisałam sobie takie hasło:
"Wszyscy chcą twojego dobra.
Nie pozwól go sobie odebrać."
Być może za jakiś czas uznam tę informację za kolejne objawienie.
Będą już dwie książki. Niemal saga.
Internet nie kłamie.
środa, 3 kwietnia 2019
bąbelek
Młodsza córka oparzyła się dwa tygodnie temu. Klejem na gorąco. Zrobił się spory bąbelek. Dziś pokazała mi oparzone miejsce i zamarłam - wygląda strasznie! Pojechałam z nią do szpitala. Bałam się, że chirurg mnie wyśmieje, że z taką błahostką przyjechałyśmy, ale stało się odwrotnie.
Skierował Zuzię na cito do specjalistycznej poradni, w której zostanie podjęta decyzja, co zrobić dalej - oparzenie jest bardzo głębokie, ubytek skóry spory. Blizna będzie duża, na razie nie wiadomo, czy oparzony palec będzie się zginał bez przeszkód.
Bąbelek na placu, niech to szlag!
Skierował Zuzię na cito do specjalistycznej poradni, w której zostanie podjęta decyzja, co zrobić dalej - oparzenie jest bardzo głębokie, ubytek skóry spory. Blizna będzie duża, na razie nie wiadomo, czy oparzony palec będzie się zginał bez przeszkód.
Bąbelek na placu, niech to szlag!
poniedziałek, 1 kwietnia 2019
edukacyjnych
Młodsza córka wróciła z konkursu. Zachwycona. I to jej się podobało, i tamto. I wtedy świetnie się bawiła, i wtedy.
Otworzyłam e-dziennik szkolny i powiedziałam jej, że dostała same szóstki z ostatnich sprawdzianów. Wzruszyła ramionami.
To kolejny dowód na to, że moje córki nie odnajdują radości w przyczółkach edukacyjnych. Oceny mają w nosie. Nie interesuje ich wpływ sprawdzianu z przyrody na życie człowieka. Za to wykorzystanie maszynki do mielenia mięsa jako pozytywki w przedstawieniu teatralnym ma dla nich kluczowe znaczenie.
I chwała Bogu!
Otworzyłam e-dziennik szkolny i powiedziałam jej, że dostała same szóstki z ostatnich sprawdzianów. Wzruszyła ramionami.
To kolejny dowód na to, że moje córki nie odnajdują radości w przyczółkach edukacyjnych. Oceny mają w nosie. Nie interesuje ich wpływ sprawdzianu z przyrody na życie człowieka. Za to wykorzystanie maszynki do mielenia mięsa jako pozytywki w przedstawieniu teatralnym ma dla nich kluczowe znaczenie.
I chwała Bogu!
wyniknęła
- Synu mojego brata, czy mógłbyś przy okazji sprawdzić w swoim samochodzie, czy nie zamieszkała tam moja czarna rękawiczka? Gdy wysiadłam, zorientowałam się, że się zgubiła.
- Dobrze, ciociu. Tak zrobię.
Minęły dwa tygodnie.
- Cześć, ciociu. Wiesz, dziwna sytuacja wyniknęła z twoją rękawiczką. Otóż zadzwonił do mnie mój dziadek i od słowa do słowa opowiedział mi pewną dziwną sytuację. U niego w ogrodzie, obok altanki, leżała sobie czarna damska rękawiczka i nikt nie chce się do niej przyznać. Powiedziałem mu, że ty szukasz od dwóch tygodni czarnej rękawiczki z szarym wzorkiem i okazało się, że to ta sama. Czy ty to rozumiesz?
- Tak. Prawdopodobnie moja rękawiczka biegła za twoim samochodem i pomyliła się na skrzyżowaniu Krakowskiej i Leniwca, i skręciła w stronę domu twojego dziadka. Weszła przez furtkę i postanowiła schronić się w altance. Tam ją znaleziono.
- Tak, to bardzo prawdopodobne. Odbiorę ją od dziadka, ale na wszelki wypadek nie przedstawię mu twojej hipotezy. Wiesz, on cię bardzo lubi...
- Dobrze, ciociu. Tak zrobię.
Minęły dwa tygodnie.
- Cześć, ciociu. Wiesz, dziwna sytuacja wyniknęła z twoją rękawiczką. Otóż zadzwonił do mnie mój dziadek i od słowa do słowa opowiedział mi pewną dziwną sytuację. U niego w ogrodzie, obok altanki, leżała sobie czarna damska rękawiczka i nikt nie chce się do niej przyznać. Powiedziałem mu, że ty szukasz od dwóch tygodni czarnej rękawiczki z szarym wzorkiem i okazało się, że to ta sama. Czy ty to rozumiesz?
- Tak. Prawdopodobnie moja rękawiczka biegła za twoim samochodem i pomyliła się na skrzyżowaniu Krakowskiej i Leniwca, i skręciła w stronę domu twojego dziadka. Weszła przez furtkę i postanowiła schronić się w altance. Tam ją znaleziono.
- Tak, to bardzo prawdopodobne. Odbiorę ją od dziadka, ale na wszelki wypadek nie przedstawię mu twojej hipotezy. Wiesz, on cię bardzo lubi...
niedziela, 31 marca 2019
chleb
- Mamo, chcesz spróbować chleb, który upiekłam?
- Bardzo chętnie, Kalinko. Nie wiedziałam, że pieczesz sama chleb!
- Od jakiegoś czasu. Jest strasznie twardy i suchy, ale jak się jest bardzo miłym, to można mnie nawet za niego pochwalić, mamo.
Kalina ukroiła (z trudem) dwa kawałki, posmarowała masłem, nałożyła serek i podała mamie.
- Bardzo smaczny ten chleb, Kalinko. Tylko trochę twardy.
- No tak, mówiłam ci.
- A gdzie ty kupujesz taki twardy chleb, Kalinko?
- Bardzo chętnie, Kalinko. Nie wiedziałam, że pieczesz sama chleb!
- Od jakiegoś czasu. Jest strasznie twardy i suchy, ale jak się jest bardzo miłym, to można mnie nawet za niego pochwalić, mamo.
Kalina ukroiła (z trudem) dwa kawałki, posmarowała masłem, nałożyła serek i podała mamie.
- Bardzo smaczny ten chleb, Kalinko. Tylko trochę twardy.
- No tak, mówiłam ci.
- A gdzie ty kupujesz taki twardy chleb, Kalinko?
środa, 27 marca 2019
lektorowi
Studenci niderlandystyki mają zajęcia z osobą, która nie mówi ani po polsku, ani po angielsku. To rodowity Holender, który jakimś cudem nie uczył się w swoim życiu angielskiego, tylko jakichś innych języków. Połączenie studiujących na wydziale anglistyki studentów niderlandystyki z takim lektorem to wyzwanie zarówno dla studentów (uczą się języka niderlandzkiego dopiero od września), jak i dla lektora (gdy wyjaśnia zawiłości gramatyczne musi się nieźle nagimnastykować, żeby go ktokolwiek zrozumiał).
Wczoraj zajęcia zaczęły się jak zwykle - sprawdzaniem listy obecności.
Holender czytający polskie imiona i nazwiska - już samo to powoduje, że słońce wychodzi z ciekawości zza chmur. Studenci z trudem są w stanie rozpoznać, jakie nazwisko jest akurat wypowiadane - potwierdzają swoją obecność raczej intuicyjnie.
Nagle otwierają się drzwi i wchodzi Kamila. To tak zwana trudna sytuacja w życiu studentki, bo na forum całej grupy będzie musiała udzielić lektorowi niestandardowych wyjaśnień dlaczego się spóźniła w języku, który zaczyna rozumieć, ale o mówieniu w nim mowy jeszcze nie ma.
- Kto ty jesteś? - spytał po niderlandzku Holender, wpatrując się w przerażoną młodą kobietę.
Dotychczas zawsze prosił o usprawiedliwienie spóźnienia, więc zaskoczył tym Kamilę bardzo. Ale nie aż tak bardzo, jak się spodziewał, gdyż Kamila, w stresie, nie zorientowała się, że padło inne pytanie, niż przewidywała. I zrobiła coś, co może wydać się osobom postronnym zaskakujące, ale zapomniała przełączyć się na niderlandzki i odpowiedziała po polsku:
- Byłam w ksero.
Holender zaczął wpatrywać się w listę obecności bardzo uważnie. Przejechał palcem w górę i w dół listy, po czym powtórzył niepełnosprawną polszczyzną:
- Byłam w ksero? - Spojrzał na Kamilę marszcząc brwi. - Nie mam takiej osoby na liście.
Wczoraj zajęcia zaczęły się jak zwykle - sprawdzaniem listy obecności.
Holender czytający polskie imiona i nazwiska - już samo to powoduje, że słońce wychodzi z ciekawości zza chmur. Studenci z trudem są w stanie rozpoznać, jakie nazwisko jest akurat wypowiadane - potwierdzają swoją obecność raczej intuicyjnie.
Nagle otwierają się drzwi i wchodzi Kamila. To tak zwana trudna sytuacja w życiu studentki, bo na forum całej grupy będzie musiała udzielić lektorowi niestandardowych wyjaśnień dlaczego się spóźniła w języku, który zaczyna rozumieć, ale o mówieniu w nim mowy jeszcze nie ma.
- Kto ty jesteś? - spytał po niderlandzku Holender, wpatrując się w przerażoną młodą kobietę.
Dotychczas zawsze prosił o usprawiedliwienie spóźnienia, więc zaskoczył tym Kamilę bardzo. Ale nie aż tak bardzo, jak się spodziewał, gdyż Kamila, w stresie, nie zorientowała się, że padło inne pytanie, niż przewidywała. I zrobiła coś, co może wydać się osobom postronnym zaskakujące, ale zapomniała przełączyć się na niderlandzki i odpowiedziała po polsku:
- Byłam w ksero.
Holender zaczął wpatrywać się w listę obecności bardzo uważnie. Przejechał palcem w górę i w dół listy, po czym powtórzył niepełnosprawną polszczyzną:
- Byłam w ksero? - Spojrzał na Kamilę marszcząc brwi. - Nie mam takiej osoby na liście.
demony
Wiem, że każdy ma swoje demony i zawsze są one najgorsze.
I co to zmienia, skoro i tak sądzę, że moje są najgorszejsze na świecie...?
I co to zmienia, skoro i tak sądzę, że moje są najgorszejsze na świecie...?
niedziela, 24 marca 2019
innych
Należę do grupy na facebooku, która przeistacza się powolutku, acz skutecznie, w grupę pełną ataków, osobistych wycieczek, argumentów w rodzaju "to gratuluję poglądów" i innych, podobnych zachowań.
Tematyka grupy bardzo mnie interesuje, bo związana jest z mniejszą produkcją śmieci i troską o swoje otoczenie. Wydawało mi się, że osoby dbające o środowisko, myślące o zbalansowanym gospodarowaniu produktami w swoich domach, będą życzliwie nastawione do takich samych jak oni.
A jednak...
Nawet ci, którzy chcą ratować naturę, muszą walić po głowach innych, którzy chcą ratować naturę?
Już z definicji słowo "inny" oznacza, że to nie ja, ale znać definicję, a rozumieć, to dwie inne sprawy.
Naprawdę nie da się żyć inaczej?
Tematyka grupy bardzo mnie interesuje, bo związana jest z mniejszą produkcją śmieci i troską o swoje otoczenie. Wydawało mi się, że osoby dbające o środowisko, myślące o zbalansowanym gospodarowaniu produktami w swoich domach, będą życzliwie nastawione do takich samych jak oni.
A jednak...
Nawet ci, którzy chcą ratować naturę, muszą walić po głowach innych, którzy chcą ratować naturę?
Już z definicji słowo "inny" oznacza, że to nie ja, ale znać definicję, a rozumieć, to dwie inne sprawy.
Naprawdę nie da się żyć inaczej?
Subskrybuj:
Posty (Atom)