Młodsza córka oparzyła się dwa tygodnie temu. Klejem na gorąco. Zrobił się spory bąbelek. Dziś pokazała mi oparzone miejsce i zamarłam - wygląda strasznie! Pojechałam z nią do szpitala. Bałam się, że chirurg mnie wyśmieje, że z taką błahostką przyjechałyśmy, ale stało się odwrotnie.
Skierował Zuzię na cito do specjalistycznej poradni, w której zostanie podjęta decyzja, co zrobić dalej - oparzenie jest bardzo głębokie, ubytek skóry spory. Blizna będzie duża, na razie nie wiadomo, czy oparzony palec będzie się zginał bez przeszkód.
Bąbelek na placu, niech to szlag!
środa, 3 kwietnia 2019
poniedziałek, 1 kwietnia 2019
edukacyjnych
Młodsza córka wróciła z konkursu. Zachwycona. I to jej się podobało, i tamto. I wtedy świetnie się bawiła, i wtedy.
Otworzyłam e-dziennik szkolny i powiedziałam jej, że dostała same szóstki z ostatnich sprawdzianów. Wzruszyła ramionami.
To kolejny dowód na to, że moje córki nie odnajdują radości w przyczółkach edukacyjnych. Oceny mają w nosie. Nie interesuje ich wpływ sprawdzianu z przyrody na życie człowieka. Za to wykorzystanie maszynki do mielenia mięsa jako pozytywki w przedstawieniu teatralnym ma dla nich kluczowe znaczenie.
I chwała Bogu!
Otworzyłam e-dziennik szkolny i powiedziałam jej, że dostała same szóstki z ostatnich sprawdzianów. Wzruszyła ramionami.
To kolejny dowód na to, że moje córki nie odnajdują radości w przyczółkach edukacyjnych. Oceny mają w nosie. Nie interesuje ich wpływ sprawdzianu z przyrody na życie człowieka. Za to wykorzystanie maszynki do mielenia mięsa jako pozytywki w przedstawieniu teatralnym ma dla nich kluczowe znaczenie.
I chwała Bogu!
wyniknęła
- Synu mojego brata, czy mógłbyś przy okazji sprawdzić w swoim samochodzie, czy nie zamieszkała tam moja czarna rękawiczka? Gdy wysiadłam, zorientowałam się, że się zgubiła.
- Dobrze, ciociu. Tak zrobię.
Minęły dwa tygodnie.
- Cześć, ciociu. Wiesz, dziwna sytuacja wyniknęła z twoją rękawiczką. Otóż zadzwonił do mnie mój dziadek i od słowa do słowa opowiedział mi pewną dziwną sytuację. U niego w ogrodzie, obok altanki, leżała sobie czarna damska rękawiczka i nikt nie chce się do niej przyznać. Powiedziałem mu, że ty szukasz od dwóch tygodni czarnej rękawiczki z szarym wzorkiem i okazało się, że to ta sama. Czy ty to rozumiesz?
- Tak. Prawdopodobnie moja rękawiczka biegła za twoim samochodem i pomyliła się na skrzyżowaniu Krakowskiej i Leniwca, i skręciła w stronę domu twojego dziadka. Weszła przez furtkę i postanowiła schronić się w altance. Tam ją znaleziono.
- Tak, to bardzo prawdopodobne. Odbiorę ją od dziadka, ale na wszelki wypadek nie przedstawię mu twojej hipotezy. Wiesz, on cię bardzo lubi...
- Dobrze, ciociu. Tak zrobię.
Minęły dwa tygodnie.
- Cześć, ciociu. Wiesz, dziwna sytuacja wyniknęła z twoją rękawiczką. Otóż zadzwonił do mnie mój dziadek i od słowa do słowa opowiedział mi pewną dziwną sytuację. U niego w ogrodzie, obok altanki, leżała sobie czarna damska rękawiczka i nikt nie chce się do niej przyznać. Powiedziałem mu, że ty szukasz od dwóch tygodni czarnej rękawiczki z szarym wzorkiem i okazało się, że to ta sama. Czy ty to rozumiesz?
- Tak. Prawdopodobnie moja rękawiczka biegła za twoim samochodem i pomyliła się na skrzyżowaniu Krakowskiej i Leniwca, i skręciła w stronę domu twojego dziadka. Weszła przez furtkę i postanowiła schronić się w altance. Tam ją znaleziono.
- Tak, to bardzo prawdopodobne. Odbiorę ją od dziadka, ale na wszelki wypadek nie przedstawię mu twojej hipotezy. Wiesz, on cię bardzo lubi...
niedziela, 31 marca 2019
chleb
- Mamo, chcesz spróbować chleb, który upiekłam?
- Bardzo chętnie, Kalinko. Nie wiedziałam, że pieczesz sama chleb!
- Od jakiegoś czasu. Jest strasznie twardy i suchy, ale jak się jest bardzo miłym, to można mnie nawet za niego pochwalić, mamo.
Kalina ukroiła (z trudem) dwa kawałki, posmarowała masłem, nałożyła serek i podała mamie.
- Bardzo smaczny ten chleb, Kalinko. Tylko trochę twardy.
- No tak, mówiłam ci.
- A gdzie ty kupujesz taki twardy chleb, Kalinko?
- Bardzo chętnie, Kalinko. Nie wiedziałam, że pieczesz sama chleb!
- Od jakiegoś czasu. Jest strasznie twardy i suchy, ale jak się jest bardzo miłym, to można mnie nawet za niego pochwalić, mamo.
Kalina ukroiła (z trudem) dwa kawałki, posmarowała masłem, nałożyła serek i podała mamie.
- Bardzo smaczny ten chleb, Kalinko. Tylko trochę twardy.
- No tak, mówiłam ci.
- A gdzie ty kupujesz taki twardy chleb, Kalinko?
środa, 27 marca 2019
lektorowi
Studenci niderlandystyki mają zajęcia z osobą, która nie mówi ani po polsku, ani po angielsku. To rodowity Holender, który jakimś cudem nie uczył się w swoim życiu angielskiego, tylko jakichś innych języków. Połączenie studiujących na wydziale anglistyki studentów niderlandystyki z takim lektorem to wyzwanie zarówno dla studentów (uczą się języka niderlandzkiego dopiero od września), jak i dla lektora (gdy wyjaśnia zawiłości gramatyczne musi się nieźle nagimnastykować, żeby go ktokolwiek zrozumiał).
Wczoraj zajęcia zaczęły się jak zwykle - sprawdzaniem listy obecności.
Holender czytający polskie imiona i nazwiska - już samo to powoduje, że słońce wychodzi z ciekawości zza chmur. Studenci z trudem są w stanie rozpoznać, jakie nazwisko jest akurat wypowiadane - potwierdzają swoją obecność raczej intuicyjnie.
Nagle otwierają się drzwi i wchodzi Kamila. To tak zwana trudna sytuacja w życiu studentki, bo na forum całej grupy będzie musiała udzielić lektorowi niestandardowych wyjaśnień dlaczego się spóźniła w języku, który zaczyna rozumieć, ale o mówieniu w nim mowy jeszcze nie ma.
- Kto ty jesteś? - spytał po niderlandzku Holender, wpatrując się w przerażoną młodą kobietę.
Dotychczas zawsze prosił o usprawiedliwienie spóźnienia, więc zaskoczył tym Kamilę bardzo. Ale nie aż tak bardzo, jak się spodziewał, gdyż Kamila, w stresie, nie zorientowała się, że padło inne pytanie, niż przewidywała. I zrobiła coś, co może wydać się osobom postronnym zaskakujące, ale zapomniała przełączyć się na niderlandzki i odpowiedziała po polsku:
- Byłam w ksero.
Holender zaczął wpatrywać się w listę obecności bardzo uważnie. Przejechał palcem w górę i w dół listy, po czym powtórzył niepełnosprawną polszczyzną:
- Byłam w ksero? - Spojrzał na Kamilę marszcząc brwi. - Nie mam takiej osoby na liście.
Wczoraj zajęcia zaczęły się jak zwykle - sprawdzaniem listy obecności.
Holender czytający polskie imiona i nazwiska - już samo to powoduje, że słońce wychodzi z ciekawości zza chmur. Studenci z trudem są w stanie rozpoznać, jakie nazwisko jest akurat wypowiadane - potwierdzają swoją obecność raczej intuicyjnie.
Nagle otwierają się drzwi i wchodzi Kamila. To tak zwana trudna sytuacja w życiu studentki, bo na forum całej grupy będzie musiała udzielić lektorowi niestandardowych wyjaśnień dlaczego się spóźniła w języku, który zaczyna rozumieć, ale o mówieniu w nim mowy jeszcze nie ma.
- Kto ty jesteś? - spytał po niderlandzku Holender, wpatrując się w przerażoną młodą kobietę.
Dotychczas zawsze prosił o usprawiedliwienie spóźnienia, więc zaskoczył tym Kamilę bardzo. Ale nie aż tak bardzo, jak się spodziewał, gdyż Kamila, w stresie, nie zorientowała się, że padło inne pytanie, niż przewidywała. I zrobiła coś, co może wydać się osobom postronnym zaskakujące, ale zapomniała przełączyć się na niderlandzki i odpowiedziała po polsku:
- Byłam w ksero.
Holender zaczął wpatrywać się w listę obecności bardzo uważnie. Przejechał palcem w górę i w dół listy, po czym powtórzył niepełnosprawną polszczyzną:
- Byłam w ksero? - Spojrzał na Kamilę marszcząc brwi. - Nie mam takiej osoby na liście.
demony
Wiem, że każdy ma swoje demony i zawsze są one najgorsze.
I co to zmienia, skoro i tak sądzę, że moje są najgorszejsze na świecie...?
I co to zmienia, skoro i tak sądzę, że moje są najgorszejsze na świecie...?
niedziela, 24 marca 2019
innych
Należę do grupy na facebooku, która przeistacza się powolutku, acz skutecznie, w grupę pełną ataków, osobistych wycieczek, argumentów w rodzaju "to gratuluję poglądów" i innych, podobnych zachowań.
Tematyka grupy bardzo mnie interesuje, bo związana jest z mniejszą produkcją śmieci i troską o swoje otoczenie. Wydawało mi się, że osoby dbające o środowisko, myślące o zbalansowanym gospodarowaniu produktami w swoich domach, będą życzliwie nastawione do takich samych jak oni.
A jednak...
Nawet ci, którzy chcą ratować naturę, muszą walić po głowach innych, którzy chcą ratować naturę?
Już z definicji słowo "inny" oznacza, że to nie ja, ale znać definicję, a rozumieć, to dwie inne sprawy.
Naprawdę nie da się żyć inaczej?
Tematyka grupy bardzo mnie interesuje, bo związana jest z mniejszą produkcją śmieci i troską o swoje otoczenie. Wydawało mi się, że osoby dbające o środowisko, myślące o zbalansowanym gospodarowaniu produktami w swoich domach, będą życzliwie nastawione do takich samych jak oni.
A jednak...
Nawet ci, którzy chcą ratować naturę, muszą walić po głowach innych, którzy chcą ratować naturę?
Już z definicji słowo "inny" oznacza, że to nie ja, ale znać definicję, a rozumieć, to dwie inne sprawy.
Naprawdę nie da się żyć inaczej?
szansa
- Jeśli idziesz sobie rano do knajpy, bierzesz komputer, żeby popracować, to jaka jest szansa, że przy stoliku obok usiądzie matka z wrzeszczącym dzieckiem?
- To zależy od tego, czy zabrałaś ze sobą słuchawki. Jeśli ich nie masz, to 100%!
- To zależy od tego, czy zabrałaś ze sobą słuchawki. Jeśli ich nie masz, to 100%!
piątek, 22 marca 2019
babcią
Wypieram.Regularnie wypieram myślenie o tym, że dwa gołębie, które kilkadziesiąt razy dziennie przylatują na mój balkon, robią to nie tylko z podziwu dla naszych mebli balkonowych...
Aż boję się myśleć o tym, że będę babcią kilku pisklaczków.
Mąż! Gdzie jesteś?! Powiedz im, żeby nie przyzwyczajały się do skrzyneczki po piwie!!!
czwartek, 21 marca 2019
gadatliwe
Zabraniam głoszenia herezji, jakoby kobiety były gadatliwe.
Każdy, kto mówi takie bzdury, powinien spędzić dwie godziny z K.
On mówi bez przerwy. Dokleja dygresję do dygresji. Zakręca piruetem temat w inną stronę i znowu brnie naprzód jak czołg. Opowiada przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. O swoich żonach, dzieciach, matkach i babkach.
A ja muszę się z nim spotkać!!
Każdy, kto mówi takie bzdury, powinien spędzić dwie godziny z K.
On mówi bez przerwy. Dokleja dygresję do dygresji. Zakręca piruetem temat w inną stronę i znowu brnie naprzód jak czołg. Opowiada przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. O swoich żonach, dzieciach, matkach i babkach.
A ja muszę się z nim spotkać!!
środa, 20 marca 2019
muzyka
- Musisz posłuchać tej muzyki! Musisz!
Posłuchałam i... posłuchałam.
Czasem warto posłuchać rozkazu. Muzyka idealna na dziś.
Tych, co mają dziś nastój podobny do mojego - tędy zapraszam: https://www.youtube.com/watch?v=m3lF2qEA2cw&list=PLd3udltX2Fih-fkvfbw0zENvao9bm8Awh
Posłuchałam i... posłuchałam.
Czasem warto posłuchać rozkazu. Muzyka idealna na dziś.
Tych, co mają dziś nastój podobny do mojego - tędy zapraszam: https://www.youtube.com/watch?v=m3lF2qEA2cw&list=PLd3udltX2Fih-fkvfbw0zENvao9bm8Awh
liście
Niedawno byłam na spotkaniu, na którym nie udało mi się poznać jednej z obecnych tam kobiet. A chciałam. Potem żałowałam.
W piątek będę na zupełnie innym spotkaniu. Przyglądam się liście zaproszonych osób. Wśród gości - ona!
Ha!
Los wie lepiej!
Los wiedział, że powinnyśmy się poznać.
Nie wiem, czy wykluje się większa znajomość, nawiąże mała rozmowa, pozostanie średnie wrażenie, czy urodzi nic z tego, ale poznamy się.
Tak ma być.
W piątek będę na zupełnie innym spotkaniu. Przyglądam się liście zaproszonych osób. Wśród gości - ona!
Ha!
Los wie lepiej!
Los wiedział, że powinnyśmy się poznać.
Nie wiem, czy wykluje się większa znajomość, nawiąże mała rozmowa, pozostanie średnie wrażenie, czy urodzi nic z tego, ale poznamy się.
Tak ma być.
wtorek, 19 marca 2019
pancerze
Halo, no gdzie są te pancerze? Te, które ludzie noszą na co dzień i dzięki nim mają w głębokim poważaniu, co inni mówią, robią i myślą.
Znam takich, co mają pancerze grube jak stąd dotąd. Nawet nie spojrzą na ratlerki, szczekające u ich stóp. Odgarniają ludzi jak grzywkę i idą przed siebie. I dobrze im. I cieszą się tym, co widzą, a nie martwią tym, co słyszą.
Ja nie mam żadnego pancerza. Można mnie palcem przedziurawić na wylot. Wystarczy spojrzeć krzywo, a ja już posiniaczona. Wystarczy powietrze głośniej wydychać, a ja już przybita. Wystarczy głośniej sercem zabić, a ja już zabita.
Znam takich, co mają pancerze grube jak stąd dotąd. Nawet nie spojrzą na ratlerki, szczekające u ich stóp. Odgarniają ludzi jak grzywkę i idą przed siebie. I dobrze im. I cieszą się tym, co widzą, a nie martwią tym, co słyszą.
Ja nie mam żadnego pancerza. Można mnie palcem przedziurawić na wylot. Wystarczy spojrzeć krzywo, a ja już posiniaczona. Wystarczy powietrze głośniej wydychać, a ja już przybita. Wystarczy głośniej sercem zabić, a ja już zabita.
poniedziałek, 18 marca 2019
chleb
Upiekłam chleb. Pyszny nie jest, ale własnemu chlebowi się w zęby nie zagląda.
Teraz cała rodzina nie może się doczekać, kiedy się skończy.
Nie wiedzą, że zrobiłam za dużo ciasta i mamy teraz w zamrażalniku jeszcze 5 takich samych bochenków.
Będziemy go jeść do Zielonych Swiątek, bo, słowo honoru, ciężko zjeść więcej niż jeden kawałek na raz.
Starsza córka powiedziała, że za słony. Miło z jej strony, że znalazła w nim tylko jedną wadę.
Teraz cała rodzina nie może się doczekać, kiedy się skończy.
Nie wiedzą, że zrobiłam za dużo ciasta i mamy teraz w zamrażalniku jeszcze 5 takich samych bochenków.
Będziemy go jeść do Zielonych Swiątek, bo, słowo honoru, ciężko zjeść więcej niż jeden kawałek na raz.
Starsza córka powiedziała, że za słony. Miło z jej strony, że znalazła w nim tylko jedną wadę.
wykazała
Kalina musiała jechać dzisiaj do urzędu skarbowego w sprawie.
Kalina w urzędzie skarbowym ma zawsze bardzo duże oczy i wywołuje litość u znawczyń formularzy. Tak było i dziś.
Jedyne pytanie, na które Kalina potrafiła odpowiedzieć z całą pewnością, dotyczyło tego, na jaką literkę zaczyna się nazwisko Kaliny, gdyż każda literka ma inną panią opiekunkę/sadystkę.
Kalina trafiła do pani odpowiedzialnej za inicjał Kaliny i się zaczęło jeszcze gorzej.
Bo czy Kalina chce złożyć KIT czy SRIP, i czy z numerem 007 czy 1410, i czy Kalina wykazała w ubiegłym roku, czy nie wykazała, i czy będzie odliczać, czy doliczać i jak. Oraz czy małżonek Kaliny przekroczył czy wręcz przeciwnie, a także z ilu źródeł pobiera i czy na zasadach ogólnych.
Kalina podejrzewa, że małżonek przekracza na zasadach ogólnych, oraz nie pobiera, chyba że sporadycznie, ale nie umiała się wysłowić i tylko stała z otwartymi oczami i uchyloną paszczą.
Kalina coraz bardziej zapadała się w podłogę, a pani sadystka zadawała pytania, mające na celu coraz lepsze rozpoznanie sytuacji skarbowej Kaliny, małżonka i dwóch córek (jedna musi już składać swój HIT i dzięki Ci Losie, że dzieci nie mogą pracować, bo gdyby jeszcze młodsza musiała coś składać, Kalina nie wyszłaby z urzędu nigdy!).
Pani urzędniczka skarbówkowa nie poradziła sobie z Kaliną. Tak zwany trudny klient.
Pomimo wielu pytań i wielu odpowiedzi, pani nie dała rady niczego się dowiedzieć.
Tak się ma sprawa z wiedzą Kaliny na temat rozliczeń podatkowych. Gdyby ktoś potrzebował konsultacji, to zachęcam. Nie pomogę, nie zaszkodzę, ale co się moje okolice oczodołów naćwiczą od wybałuszania gał, to moje i to za darmochę.
Kalina w urzędzie skarbowym ma zawsze bardzo duże oczy i wywołuje litość u znawczyń formularzy. Tak było i dziś.
Jedyne pytanie, na które Kalina potrafiła odpowiedzieć z całą pewnością, dotyczyło tego, na jaką literkę zaczyna się nazwisko Kaliny, gdyż każda literka ma inną panią opiekunkę/sadystkę.
Kalina trafiła do pani odpowiedzialnej za inicjał Kaliny i się zaczęło jeszcze gorzej.
Bo czy Kalina chce złożyć KIT czy SRIP, i czy z numerem 007 czy 1410, i czy Kalina wykazała w ubiegłym roku, czy nie wykazała, i czy będzie odliczać, czy doliczać i jak. Oraz czy małżonek Kaliny przekroczył czy wręcz przeciwnie, a także z ilu źródeł pobiera i czy na zasadach ogólnych.
Kalina podejrzewa, że małżonek przekracza na zasadach ogólnych, oraz nie pobiera, chyba że sporadycznie, ale nie umiała się wysłowić i tylko stała z otwartymi oczami i uchyloną paszczą.
Kalina coraz bardziej zapadała się w podłogę, a pani sadystka zadawała pytania, mające na celu coraz lepsze rozpoznanie sytuacji skarbowej Kaliny, małżonka i dwóch córek (jedna musi już składać swój HIT i dzięki Ci Losie, że dzieci nie mogą pracować, bo gdyby jeszcze młodsza musiała coś składać, Kalina nie wyszłaby z urzędu nigdy!).
Pani urzędniczka skarbówkowa nie poradziła sobie z Kaliną. Tak zwany trudny klient.
Pomimo wielu pytań i wielu odpowiedzi, pani nie dała rady niczego się dowiedzieć.
Tak się ma sprawa z wiedzą Kaliny na temat rozliczeń podatkowych. Gdyby ktoś potrzebował konsultacji, to zachęcam. Nie pomogę, nie zaszkodzę, ale co się moje okolice oczodołów naćwiczą od wybałuszania gał, to moje i to za darmochę.
smutki
Ona chyba lubi te swoje smutki.
Próbujemy jej pomóc, dając jej jakieś zajęcie.
Mówiła, że ma myśli samobójcze, ale ona ciągle coś mówi.
Dzwoni, żeby po nią przyjechać do szkoły, bo płacze w łazience.
Nie da się z nią rozmawiać, taka jest pokręcona.
Ciągle jest naburmuszona.
Jeśli pójdę z nią do psychiatry, to dostanie psychotropy. A to jest chyba najgorsze.
Ale co jej pomoże psycholog?
Inne dziewczynki w jej wieku są takie wesołe.
Chce gdzieś iść, ale jak ma wyjść z domu, to jej się odechciewa.
Z nikim się nie przyjaźni, bo nikogo nie lubi.
Och...
Jak zmusić rodziców, żeby natychmiast pakowali dziecko do samochodu i szukali ratunku u psychiatry...?
Próbujemy jej pomóc, dając jej jakieś zajęcie.
Mówiła, że ma myśli samobójcze, ale ona ciągle coś mówi.
Dzwoni, żeby po nią przyjechać do szkoły, bo płacze w łazience.
Nie da się z nią rozmawiać, taka jest pokręcona.
Ciągle jest naburmuszona.
Jeśli pójdę z nią do psychiatry, to dostanie psychotropy. A to jest chyba najgorsze.
Ale co jej pomoże psycholog?
Inne dziewczynki w jej wieku są takie wesołe.
Chce gdzieś iść, ale jak ma wyjść z domu, to jej się odechciewa.
Z nikim się nie przyjaźni, bo nikogo nie lubi.
Och...
Jak zmusić rodziców, żeby natychmiast pakowali dziecko do samochodu i szukali ratunku u psychiatry...?
czwartek, 14 marca 2019
może
Rozumiem, że zaśmiecamy swoje otoczenie.
Mam poczucie winy z tego powodu.
Obserwuję ruch zero waste i zastanawiam się, kiedy wszyscy zrozumiemy, że kupowanie marchewki do własnego szmacianego opakowania jest właściwe, a pakowanie kanapki do szkoły w woreczek jest błędem. Kupowanie wody w plastikowych butelkach krzywdzi nasze środowisko, a używanie jednorazowych rękawiczek zabija wodne zwierzęta.
Na razie nie chodzę do sklepu z własnym papierkiem do spakowania czterech plasterków żółtego sera, ale myślę, że tak będzie.
Może skupienie się na środowisku i przyrodzie odciągnie ludzi od klawiatury komputera i ekranu smartfona? I będzie lekarstwem na zagubione gdzieś po drodze więzi międzyludzkie?
I zamiast jeść wieczorem w samotności obiad na wynos z plastikowej tacki zaczniemy do siebie chodzić na pieczone ziemniaki z własnego ogródka...
Pieczone ziemniaki...
Z ogródka...
Mam poczucie winy z tego powodu.
Obserwuję ruch zero waste i zastanawiam się, kiedy wszyscy zrozumiemy, że kupowanie marchewki do własnego szmacianego opakowania jest właściwe, a pakowanie kanapki do szkoły w woreczek jest błędem. Kupowanie wody w plastikowych butelkach krzywdzi nasze środowisko, a używanie jednorazowych rękawiczek zabija wodne zwierzęta.
Na razie nie chodzę do sklepu z własnym papierkiem do spakowania czterech plasterków żółtego sera, ale myślę, że tak będzie.
Może skupienie się na środowisku i przyrodzie odciągnie ludzi od klawiatury komputera i ekranu smartfona? I będzie lekarstwem na zagubione gdzieś po drodze więzi międzyludzkie?
I zamiast jeść wieczorem w samotności obiad na wynos z plastikowej tacki zaczniemy do siebie chodzić na pieczone ziemniaki z własnego ogródka...
Pieczone ziemniaki...
Z ogródka...
środa, 13 marca 2019
drzwi
Kalina podjechała samochodem na pobocze i zdała sobie sprawę, że gdy zatrzyma samochód, mama nie wysiądzie.
- Mamo, zanim zaczniesz wysiadać, posłuchaj: odsunę samochód od krzaków, ty wysiądź i idź kilka kroków do przodu. Stań obok tego niebieskiego samochodu z przodu.
- Jakiego niebieskiego samochodu, Kalinko?
- No tego, co stoi przed nami.
- On Kalinko nie jest niebieski, tylko granatowy.
- Ok. Granatowy. Stań obok grantowego i nigdzie nie odchodź. Muszę zaparkować i wysiąść. I podejdę do Ciebie. Rozumiesz wszystko?
- Tak.
Kalina wysunęła się półgębkiem i połdupkiem na ulicę, robiąc mamie przestrzeń na otwarcie drzwi i wyjście z samochodu. Mama wysiadła, stanęła między krzakami a zamkniętymi drzwiami i czeka. W tej sytuacji tylko kierowca autobusu z serii o Harrym Potterze mógłby zrobić cokolwiek, nie przejeżdżając mamie po stopach. Mama, dla zachowania równowagi, oparła się dłonią o szybę, więc Kalina nie mogła uchylić okienka, żeby nakazać mamie odejście od samochodu. W końcu mama zorientowała się, że akcja zamarła i zapukała w szybę. Kalina uchyliła okno.
- Kalinko, wiesz, ja tak sobie teraz pomyślałam, że...
- Mamo, ja nie mogę tak stać. Mój samochód wystaje na ulicę. Podejdź do tego granatowego samochodu z przodu i czekaj tam na mnie. Zaraz do ciebie podejdę, tylko zaparkuję.
- A co ty się tak od razu denerwujesz? - spytała mama urażona. - Ja już zupełnie nie wiem, gdzie mam w końcu stanąć. Najpierw mówisz, że koło niebieskiego, teraz że koło granatowego. Ciągle coś zmieniasz i zmieniasz...
- Mamo, zanim zaczniesz wysiadać, posłuchaj: odsunę samochód od krzaków, ty wysiądź i idź kilka kroków do przodu. Stań obok tego niebieskiego samochodu z przodu.
- Jakiego niebieskiego samochodu, Kalinko?
- No tego, co stoi przed nami.
- On Kalinko nie jest niebieski, tylko granatowy.
- Ok. Granatowy. Stań obok grantowego i nigdzie nie odchodź. Muszę zaparkować i wysiąść. I podejdę do Ciebie. Rozumiesz wszystko?
- Tak.
Kalina wysunęła się półgębkiem i połdupkiem na ulicę, robiąc mamie przestrzeń na otwarcie drzwi i wyjście z samochodu. Mama wysiadła, stanęła między krzakami a zamkniętymi drzwiami i czeka. W tej sytuacji tylko kierowca autobusu z serii o Harrym Potterze mógłby zrobić cokolwiek, nie przejeżdżając mamie po stopach. Mama, dla zachowania równowagi, oparła się dłonią o szybę, więc Kalina nie mogła uchylić okienka, żeby nakazać mamie odejście od samochodu. W końcu mama zorientowała się, że akcja zamarła i zapukała w szybę. Kalina uchyliła okno.
- Kalinko, wiesz, ja tak sobie teraz pomyślałam, że...
- Mamo, ja nie mogę tak stać. Mój samochód wystaje na ulicę. Podejdź do tego granatowego samochodu z przodu i czekaj tam na mnie. Zaraz do ciebie podejdę, tylko zaparkuję.
- A co ty się tak od razu denerwujesz? - spytała mama urażona. - Ja już zupełnie nie wiem, gdzie mam w końcu stanąć. Najpierw mówisz, że koło niebieskiego, teraz że koło granatowego. Ciągle coś zmieniasz i zmieniasz...
obfite
Starsza córka miała niezmiernie obfite w naukę trzy tygodnie. Zdawała pięć egzaminów, wszystkie w obcym języku. Nie mogła się do nich przygotować wcześniej, bo zasada ich zdawania polega na tym, że wszyscy zdający dostają materiały do nauki w tym samym, wyznaczonym przez uczelnię, momencie. Uczelnia sprawdza nie tylko wiedzę, ale też umiejętność efektywnej pracy.
Córka podeszła do sprawy bardzo poważnie, zaangażowała się i z dnia na dzień stawała się coraz bledsza i bledsza.
Aż pewnego dnia powiedziała, że czuje, że wytrwa do ostatniego egzaminu, ale nie może zagwarantować, że utrzyma się przy zdrowiu zaraz po ich zakończeniu.
Wypada pogratulować znajomości własnego organizmu. Teraz leży w łóżku w tych samych rzeczach, w których była rano na zajęciach, spod kołdry wystaje tylko rozmazany pod okiem tusz i gorący oddech, a wstawanie do toalety wiąże się w jej wypadku z koniecznością zaplanowania poszczególnych czynności, bo, widzę to znad laptopa, zginanie kończyn przychodzi jej z trudem.
Jutro rano będę próbowała zarejestrować ją do lekarza, ale nie mam bladego pojęcia, jak ją do tego lekarza dotransportuję... Niby nic, ale samochód mam zaparkowany pod domem, a z taką gorączką pokonanie dystansu między łóżkiem a wycieraczką graniczy z cudem.
Córka podeszła do sprawy bardzo poważnie, zaangażowała się i z dnia na dzień stawała się coraz bledsza i bledsza.
Aż pewnego dnia powiedziała, że czuje, że wytrwa do ostatniego egzaminu, ale nie może zagwarantować, że utrzyma się przy zdrowiu zaraz po ich zakończeniu.
Wypada pogratulować znajomości własnego organizmu. Teraz leży w łóżku w tych samych rzeczach, w których była rano na zajęciach, spod kołdry wystaje tylko rozmazany pod okiem tusz i gorący oddech, a wstawanie do toalety wiąże się w jej wypadku z koniecznością zaplanowania poszczególnych czynności, bo, widzę to znad laptopa, zginanie kończyn przychodzi jej z trudem.
Jutro rano będę próbowała zarejestrować ją do lekarza, ale nie mam bladego pojęcia, jak ją do tego lekarza dotransportuję... Niby nic, ale samochód mam zaparkowany pod domem, a z taką gorączką pokonanie dystansu między łóżkiem a wycieraczką graniczy z cudem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)