sobota, 26 maja 2018

prywatności

na metce napis: pluszowy hipopotam...
W związku ze zmianą polityki prywatności uprzejmie informuję, że u mnie nie można samemu decydować o tym, jakie dane o kim przechowuję w mojej prywatnej pamięci.
;-)

czwartek, 24 maja 2018

zwiniętą

Środek nocy. Godzina 2.30. Wracamy z córką do domu. Ulice miasta raczej puste. Nawet w naszej dzielnicy na drogach tylko kilka samochodów.
Nagle na zwykle ruchliwej ulicy, na samym środku mojego pasa widzimy zwiniętą kolczastą kulkę. Biorę ją między koła i z przerażeniem patrzę we wsteczne lusterko. Samochód jadący za nami też cudem omija biednego jeża.
Zapada natychmiastowa decyzja: na najbliższym skrzyżowaniu zawracamy, a sweter, karton i książka będą stanowiły wyposażenie techniczne akcji pod roboczym tytułem: Mamo, zgarniamy tego jeża z ulicy, bo go przejadą!
Hamujemy, zawracamy, jedziemy w stronę dzikiego zwierza. Planujemy zawrócić ponownie tuż za jeżem, stanąć na ulicy na awaryjnych, dokonać abordażu, książką wepchnąć gościa na sweter, wsadzić do kartonu i przenieść na drugą stronę ulicy. To znaczy na którąś stronę, bo naturalnie nie mamy żadnej pewności, w którą stronę on akurat zamierzał... Dojeżdżamy do miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą odcinało się na asfalcie jeżowe ciałko.
Jeża nie ma.
W czasie naszego zawracania jeż najnormalniej w świecie zebrał się w sobie, wziął nogi za pas, odpalił wrotki, naoliwił koła i w te pędy uciekł z ulicy. Chciałam napisać, że spieprzył, ale uwielbiam jeże i tylko i wyłącznie z szacunku dla nich napisałam grzecznie.
Podejrzewam, że usłyszał naszą rozmowę, dotyczącą transportu na pobocze, wkurzył się, bo mama mu pierwszy raz w życiu pozwoliła wyjść samemu w nocy po żarcie do delikatesów i nie miał najmniejszego zamiaru być potem pośmiewiskiem całej rodziny. To byłby wstyd, gdyby go obcy musieli ściągać z ulicy w kartonie. I to owiniętego swetrem!

sobota, 19 maja 2018

znajdują

Rozmawiam z nauczycielami. Pytam, jak widzą współczesne dzieci. Padają różne odpowiedzi: arogancja, brak zasad, niesubordynacja.
Gdy dopytuję, większość wyjaśnień sprowadza się do jednej opinii: współczesne dzieci nie potrafią dostosować swojego zachowania do okoliczności, w których się znajdują.
Ciekawe spostrzeżenie...





piątek, 18 maja 2018

walnie

Stoisz sobie na trawie owinięta ciepłym kocem, spoglądasz na niebo pełne gwiazd, czujesz delikatny chłodek wieczoru na twarzy, twoje ciało jest wypoczęte i zrelaksowane, i nagle jak nie huknie, jak nie walnie, i cała misternie budowana równowaga wali się w jednej sekundzie.

Tak to mnie więcej wygląda...

czwartek, 17 maja 2018

epicentrum

humorek
Państwo się nie znają? To pan Pępek, mój dobry znajomy.
Pan Pępek jest epicentrum wszystkiego. Obojętnie na jaki temat toczy się rozmowa, pan Pępek dba, by wróciła ona natychmiast do sedna. Bo sednem jest pan Pępek i jego znajomość rzeczy. Inni ludzie mogą uprzejmie słuchać i podziwiać. Tak cenne słowa jak: och! ach! to niezmiernie...!  zawsze korzystnie wpływają na samopoczucie pana Pępka.
Pan Pępek ma doświadczenie w każdej dziedzinie i zna się na każdej rzeczy. Argumentując, powołuje się na niekwestionowane źródła informacji. Gdy ktoś wspomni, że kupił lakier do kapodastrów, pan Pępek krzyczy, że się na tym zna, gdyż stryjeczny wuj jego dziadka był żeglarzem, co daje panu Pępkowi prawo do uważania się za znawcę tematu. Gdy któraś z pań napomknie o bólach porodowych pan Pępek uprzejmie acz stanowczo mówi, że bóle porodowe to dla niego nie pierwszyzna, ponieważ jego matka mówiła mu o tym wielokrotnie i jest on światowym ekspertem w tych sprawach. Jeśli ktoś wspomni, że od jedwabnych woli nylonowe nici do przyszywania guzików, pan Pępek od razu rozstrzyga kwestię jako ekspert, gdyż jego sąsiadka pracowała przed wojną u krawcowej.
Pan Pępek zawsze się zna. Zawsze ma doświadczenie. Zawsze powołuje się na dowody nieomal naukowe, a wszystko mówi tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Dowodzi swych racji, jakby od tego miało zależeć jego życie.
Gdy ktoś nie zgadza się z panem Pępkiem, rozpoczyna on atak z każdej strony. Wyciąga armaty i haubice. Zaczyna przeszukiwać internet (Zaraz, zaraz, gdzie to było? Wczoraj czytałem!), powołuje się na nieobecnych świadków (Krzysiu też tak uważa!), wyciąga historie z przeszłości (Ja się o tym w piątej klasie uczyłem!), kpi (No, gratuluję ci poglądów!) i podnosi głos. Coraz wyżej podnosi. Tak wysoko, że aż sam musi się wspinać na palce, żeby go dosięgnąć.

środa, 16 maja 2018

spodziewasz

jeja.pl
- Teraz narzekasz? Teraz? Teraz to jeszcze nic! Zobaczysz, jak to będzie! Po takim stresie twoje ciało musi jakoś odreagować! Nawet się nie spodziewasz, co cię spotka w najbliższym czasie! Nigdy tak nie jest, że stresy przechodzą bez echa! Nigdy! Jutro, pojutrze, albo za kilka lat zaczniesz odczuwać skutki tego wszystkiego! Ja coś o tym wiem!

Zastanawiam się, w jakim celu ludzie marynują mnie takimi tekstami. Chcą, żeby tak właśnie było jak prognozują? Liczą na to, że spotka mnie jeszcze trochę złego? Sami się o siebie boją i jest to przejaw ich lęków? Nie umieją wspierać, potrafią tylko dobijać? Nigdy nie usłyszeli dobrego słowa? Nie chcą, żebym miała lepiej?
O co w tym wszystkim chodzi?



wtorek, 15 maja 2018

nieciągłego

Poczytuję "Chmurdalię" Joanny Bator.
Odrzuca mnie i przyciąga jednocześnie.
Książka niezwykła.
Z jednej strony żałuję, że ją czytam, bo każdym słowem robi mi dziurę w duszy. Z drugiej strony żałuję, że nie czytałam jej wcześniej.
Omijam, przeskakuję, wracam. Powieść do nieciągłego czytania. Fenomenalna.

wnętrza

H.M.
Jestem zdruzgotana tym, że najprawdopodobniej nie mam wnętrza. Wszystko, co dzieje się w moim środku, natychmiast widać na zewnątrz. Zwłaszcza na twarzy. Rozumiem, że przez to w środku nie ma nic. Pusto. Wszystko wyłazi na zewnątrz jak kisiel przez sitko. Radość, ból, smutek, duma, złość.

gdyby

Pogoda marzeń - lekki upał, który nie wyklucza siedzenia w swetrze i grubych skarpetach na balkonie.
No coś fantastycznego. Gorąca herbata, zeszyt, komputer. Można pracować.
Gdyby tylko jeszcze ktoś wyłączył prąd na pobliskiej budowie. Albo chociaż poprosił panów, żeby stuknęli wszyscy razem raz a dobrze, a nie tak dawkowali cały dzień...

Tak było wczoraj. Dzisiaj hałas mniejszy. Temperatura też...


poniedziałek, 14 maja 2018

litrze

fragrantica.pl
- Ile decymetrów sześciennych jest w litrze?
- W litrze czego?
- No nie wiem. W litrze obojętnie czego.
- Nie wiem.
- A w jakimś konkretnym litrze wiesz?
- Wiem jak to obliczyć.
- Jak?
- Można spisać cenę perfum i sprawdzić jaka jest objętość opakowania. Na metce w sklepie podana jest cena litra. Trzeba najpierw obliczyć cenę 100 ml, potem odnieść to do ceny litra i wszystko jasne.
- Ale ty mówisz o mililitrach, a ja o decymetrach sześciennych.
- A, to spytaj tatę, co jest sprzedawane w decymetrach sześciennych i przeprowadź analogiczny proces.


niedziela, 13 maja 2018

blokadę

Mama Kaliny postanowiła, że w tym roku kończy rozdawnictwo roślin i ich elementów ze swojej działki i będzie zamykać furtkę.
wp.pl
Znalazła w przepastnych zakamarkach działkowej altanki blokadę do roweru, wyprodukowaną zdaje się w pracowni
średniowiecznego producenta zamknięć do zbroi, którego polecał Jurand ze Spychowa, zanim stracił język.
Mama podała Kalinie kod do tej blokady i się zaczęło...

Cyferki na blokadzie są tak małe, że Kalina, która z sokoła zmienia się w kreta, nie jest w stanie ich odczytać. Jeśli już jakimś cudem uda się ustawić odpowiedni numer na blokadzie, należy następnie metodą szarpano-ciągnioną odczepić od siebie jej oba końce. Wymaga to sprytu, zwinności, siły i rozumu - wszystkich tych cech brak Kalinie. O mamie nie wspomnę.
Gdy Kalina zamierza pobyć na działce godzinę, kwadrans spędza przed furtką w jogińskiej pozycji psa ze zwieszoną głową, gdyż blokada zakładana jest dość nisko. Drugi kwadrans doliczamy łaskawie przy wyjściu.

Dziś mama zauważyła, że ktoś podeptał jej dalie, przeskakując przez płot w celach, nazwijmy to, konsumpcyjnych.

Wniosek:
blokada jest beznadziejna, jej obsługa koszmarna, złodzieje kradną jak zawsze, przeskakując przez płot, zamiast wchodzić jak ludzie - przez furtkę. Wszyscy (mama, Kalina, złodzieje) woleli poprzedni układ, ale mama na razie jest niewzruszona.

sobota, 12 maja 2018

wegan

- To jest już cała karta? Nie ma nic dla wegan?
- Ty jesteś weganką? Od kiedy?
- Od czterech tygodni.
- Żartujesz! Co się stało?
- Nie będę jeść zwierząt, ani nic co od nich pochodzi. Szanuję ich życie.
- Przecież przed chwilą pokazałaś mi torebkę. Ona nie jest skórzana?
- Jest.
- No i co? Szanujesz życie tylko tych zwierząt, z których skóry nie robi się torebek?
- To jest zupełnie inna sprawa.
- Właśnie nie jest. Albo szanujesz, albo nie. Nie można wybiórczo szanować.
- Nie powinnaś nikogo pouczać w tej kwestii. Przez ciebie zabijane są niewinne cielaczki!
- A buty z czego masz?
- Ze skóry, ale innych nie mogę nosić, bo mi się odparzają nogi. A ty z czego masz buty?
- Z bawełny i słomy...

piątek, 11 maja 2018

zwracać

- Czy w klasie są dzieci o nietypowych imionach? Pytam, bo będę się zwracać do nich po imieniu i może się zdarzyć, że sprawiłabym komuś przykrość, niewłaściwie wymawiając jego imię.
- O, tak. Dobrze, że pani pyta. W klasie jest Janinka.
- Janinka? Jakie piękne imię!
- Tak, ale wszyscy mówią na nią Jasia.


Okazało się, że w klasie byli jeszcze David, Ivo, Noemi, Inez i Gracjan.
Definicja słowa "nietypowy" wymaga reformy...

czwartek, 10 maja 2018

przypomnieć

Poprosiłam dzieci, żeby napisały imiona swoje i swojego rodzeństwa. Poniżej imiona i nazwiska swoich rodziców. Wyśmiali mnie. Po chwili część zaczęła poprawiać nazwiska swoich mam. Przestali się śmiać. Dzieci, poproszone o napisanie i mion i nazwisk swoich dziadków, były dość skrępowane. Kim byli ich pradziadkowie - nie wiedział prawie nikt. Nawet imion nie można sobie było przypomnieć. Nazwiska to już kosmos.
Cztery pokolenia.

Wyciągnęłam oczywisty wniosek:
Za niecałe 100 lat nikt z twojej rodziny nie będzie pamiętał, jak miałeś na imię.
Masz władzę nad czasem. Przeszłość i przyszłość twojej rodziny leży w twoich rękach. Dowiedz się jak najwięcej o swoich przodkach i przekaż tę wiedzę dalej.

Zapadła cisza.
Po spotkaniu podszedł do mnie Leon.
"Proszę pani, a moi dziadkowie pochodzą z Ukrainy".
Poczułam dumę. Zaczęło działać.

środa, 9 maja 2018

niepotrzebną

Zainspirowana wpisem Diabła w buraczkach (http://diabel-w-buraczkach.blogspot.com/ podaję linkę, ale i tak chyba wszyscy znają) zaczęłam myśleć o tytułach książek.
No bo skoro "Sekretne życie pszczół" nie jest o pszczołach, to może znajdą się i inne takie kwiatki.


worldlux
Pierwsza myśl to "Kamienie na szaniec". Powinny być podręcznikiem dla zasadniczych szkół budowlanych.
Moja ukochana "Czarodziejska Góra" to oczywiście powieść fantasy o wróżkach.

"Bieguni" - naukowa rozprawa o polu magnetycznym (pomijam mały błąd językowy...).

"Życie w słoiku" - o larwach, gnieżdżących się w przetworach domowych.

"Moje drzewko pomarańczowe" - uprawa roślin tropikalnych w warunkach domowych.

"Zabić drozda" - poradnik dla początkujących myśliwych.

"Piaskowa Góra" - podręcznik dla studentów I roku geologii.

"Tysiąc wspaniałych słońc" - podstawy astronomii w weekend.

"Dzienniki gwiazdowe" - plotki z życia celebrytów.

"Wizyta starszej pani" - poradnik dobrych manier dla pań w wieku emerytalnym.

"Wiele hałasu o nic" - podstawy pracy dźwiękowców.

Autorzy mają jednak pokręcone umysły. Nie mogą nadawać książkom jakichś normalnych tytułów? Na przykład:
"Sztuka o miłości z balkonem w tle"
"Kłótliwi dranie na Litwie"
"Karły idą, idą i idą".

Autorzy powinni brać przykład z Astrid Lindgren. Jak pisała o dzieciach z Bullerbyn, to napisała "Dzieci z Bullerbyn", a jak pisała o Madice z Czerwcowego Wzgórza, to napisała "Madikę z Czerwcowego Wzgórza". Jasne i proste. Nie siliła się na niepotrzebną oryginalność.

;-)



wtorek, 8 maja 2018

zjadam

smaker.pl
Największy problem z jedzeniem chłodnika jest taki, że za bardzo go lubię.
Zjadam jedną porcję i odczuwam coś na granicy uniesienia. Niestety, chłodnik mi "nie służy", bo zawiera w sobie mnóstwo mleka. Po zjedzeniu jednej porcji zaczynam się czuć średnio dobrze. Jedynym rozwiązaniem tego problemu jest zjedzenie kolejnej porcji, która znowu smakuje rewelacyjnie. Odczuwane podczas jedzenia drugiej porcji uniesienia zabijają średnio dobre samopoczucie wynikające z wypełnienia przewodu pokarmowego laktozą z pierwszej porcji. Niestety, jak wspomniałam wcześniej, chłodnik mi "nie służy" i po zjedzeniu drugiej porcji czuję się jeszcze bardziej nieszczególnie niż po pierwszej.
Rozwiązaniem tego problemu jest zjedzenie trzeciej porcji, która na pewno swym smakiem i aromatem zabije złe samopoczucie, wynikające ze zjedzenia pierwszej i drugiej...

Jestem teraz po dwóch porcjach.
Czuję nadchodzący koniec. Koniec chłodnika, albo mnie.

niedziela, 6 maja 2018

żartów

Tydzień temu poszłam na spacer. Długi. Samotny. Na ramionach niosłam wszystkie problemy tego świata, a nawet jeszcze więcej.

Na pustej łące, wielkiej i płaskiej, podeszła do mnie nieznajoma śliczna młoda kobieta. Przywitała się grzecznie i zaczęła rozmowę. Rozmowa, jak to rozmowa, poszybowała w przestrzeń ponad łąką. Po półgodzinnym staniu w miejscu zaproponowałam mojej uroczej rozmówczyni, że odprowadzę ją w stronę jej domu, bo jest mi wszystko jedno, gdzie spaceruję, a żal byłoby mi się z nią rozstawać. Poszłyśmy w kierunku jej domu, cały czas rozmawiając.

Dwie godziny spędzone na rozmowie o wszystkim sprawiły, że rozstawałyśmy się jak bliskie sobie osoby. Gdy powiedziałam jej na odchodne "do zobaczenia" dziwnie się zaśmiała. Wróciłam do domu bez ciężarów na ramionach, z którymi wyszłam na spacer. Same spadły, nawet nie wiem kiedy.

Po kilku dniach zobaczyłam ją znowu, tym razem w zupełnie innym miejscu. Okazało się, że trafiłam do jej pracy. Początkowo nie mogłam jej poznać. Miała makijaż, dosztukowane włosy, dziwny strój, a jej twarz zasłaniał mikrofon.
Jest wspaniałą artystką. Rozpoznawalną osobą. Występuje na scenie. Jest piękna, młoda i utalentowana.

Dobry Losie, jak cudownie jest padać ofiarą Twoich żartów!

piątek, 4 maja 2018

wyjazd

     Wyjeżdżam na skrzyżowaniu z ulicy podporządkowanej. Sznur samochodów uniemożliwia mi dalszą jazdę. Stoję. Czekam. Stoję. Patrzę, patrzę, czekam. Stoję. Usiłuję mentalnie sprowokować szczęśliwców, jadących główną ulicą, żeby zechcieli mnie wpuścić. Czekam. Muszę poćwiczyć przesyłanie myśli na odległość. Stoję. Obok siedzi mój mąż, który razem ze mną usiłuje zahipnotyzować pędzących ulicą w swych lśniących maszynach kierowców.
Abrakadabra, hokus pokus, hejkum kejkum i te sprawy.
     Jing i jang kierownicy. Oni się spieszą, ja się nie spieszę, bo nie mogę. Oni jadą, ja stoję. Czekam. Mija sekunda za sekundą. Prawdopodobnie przed skrzyżowaniem ktoś umieścił znak: Zakaz wpuszczania samochodów, wyjeżdżających z prawej strony. Ci, którzy stoją po przeciwnej stronie skrzyżowania i chcą skręcić w lewo, zaczynają kopać pod swoimi samochodami studnie głębinowe, żeby mieć w  razie czego dostęp do wody.
     Nagle słyszę dźwięk klaksonu. Rozglądam się na boki, potem zerkam we wszystkie możliwe lusterka. Okazuje się, że klaksoniarzem jest pani w samochodzie za mną. Macha do mnie niezbyt serdecznie i kiwa mi, że mam już ruszać. Klakson ma chyba nowy, bo używa go kilka razy. Musi jej się bardzo spieszyć, skoro zachęca mnie do wyjazdu prosto pod koła pędzących samochodów. Ma pecha, bo za długo jestem kierowcą, żeby można mnie było zdenerwować klaksonem. Nie w takich sytuacjach się na mnie klaksoniło! Ha! W takich momentach cieszę się, że mam nerwy ze stali i nie daję się sprowokować. Czekam. Patrzę, patrzę i czekam. Nagle jing i jang zmienia położenie o 90 stopni Celsjusza, robi się korytarz sejsmiczny i jakimś cudem znajduję przestrzeń hipokampa między jadącymi samochodami. Pojawia się odpowiedni moment pędu i wyjeżdżam; pani za mną. Cały czas macha do mnie, wyraźnie ruszając ustami.
     Mogłabym zrozumieć jej zdenerwowanie, gdyby była pracownicą służb drogowych i jechała naprawić zepsutą sygnalizację świetlną, która ułatwiłaby nam wyjazd. Chcę wierzyć, że tak właśnie było. I to był jej samochód służbowy. Mercedes wielki jak lotniskowiec. I to są te oszczędności w budżetówce? ;-)

niedziela, 29 kwietnia 2018

opakowanie

Na każdym palcu sygnet wielkości orzecha. Srebra bransoleta gruba jak łańcuch niewolnika. Zegarek z ogromną tarczą. Biała, półprzezroczysta obcisła koszulka opina ciało, skatowane odżywkogodzinami na siłowni. Opalenizna w kolorze usychającej mandarynki nie jest efektem działania sił natury.
To opakowanie.

W środku spokojny, zrównoważony, miły Człowiek. Inteligentny, zdystansowany, bezpośredni.

Może nie było innych opakowań, więc wziął, jakie zostało, może zabrał takie celowo. Wszystko jedno. Warto zajrzeć do środka.

piątek, 27 kwietnia 2018

próżni

px.here
Mamy dziś dzień bez dzieci - jedno wyszło, drugie wyjechało. Wstąpiliśmy na obiad do pobliskiej knajpki, żeby ograniczyć wszelkie czynności domowe. Jak wolne, to wolne!

Niestety Natura nie znosi próżni.
Spojrzała na puste pokoje dzieci i postanowiła zesłać mi coś w prezencie.
Do wyboru była kąpiel w kozim mleku z płatkami róż, wyjście do kina albo ból głowy wielki jak pancernik Potiomkin.

No żesz, cholera jasna...