środa, 14 marca 2018

jaki

humorek.pl
- Pani Kalino, jaki jest numer rejestracyjny pani samochodu?
- A czy mój samochód jest jeszcze zaparkowany pod oknem?
- Nie, koledzy już nim wjechali do środka.
- W takim razie muszę znaleźć dowód rejestracyjny.
- To może później. A jaki jest przebieg?
- Czy pan nie przecenia moich możliwości?
- Przepraszam. Już nie będę. A chociaż mniej więcej?
- Mniej więcej numer rejestracyjny, czy mniej więcej przebieg?

niedziela, 11 marca 2018

awizo

fajne-zdjęcia.pl
- Halo, mamo, czy przyszła do Ciebie paczka dla mnie?
- Nie, Kalinko. Nie przyszła.
- A czy mogłabyś sprawdzić, czy nie ma awizo?
- A gdzie mam sprawdzić, Kalinko?
- W skrzynce na listy. Jak będziesz wychodziła z domu to sprawdź w skrzynce, dobrze?
- Ale ja właśnie teraz jestem poza domem, Kalinko. I jak wrócę, to już nie będę wychodziła.
- A możesz sprawdzić, jak będziesz wracała?
- Mogę, oczywiście. Też się zdziwiłam, że mam sprawdzać akurat podczas wychodzenia.

sprawach

Czasem zapominam o sprawach najważniejszych.
Ostatnio zapomniałam, że można dać sobie czas na przemyślenie. Wśród różnych możliwości jest i taka: odpowiem ci, gdy się zastanowię.
Jeśli ktoś nie chce czekać na odpowiedź, lepiej od razu mu odmówić. Dobry sprawdzian. Daje pewność odpowiedzi.




sobota, 3 marca 2018

meteorologii

Wyobrażam to sobie tak:
w Instytucie Meteorologii zatrudniają trzy panie. Co godzinę dzwonią do każdej z nich i pytają:

koniec-swiata.pl
- I jak tam, pani Haniu, jak pani czuje?
- Minus osiem, panie kierowniku.
- Dziękuję. Do usłyszenia za godzinę.

- Halo? Pani Krysiu, jak pani czuje?
- Minus jedenaście, panie kierowniku.
- Dziękuję, pani Krysiu. Zanotowałem. Do usłyszenia za godzinę.

- Pani Kasiu, jak pani czuje?
- Minus siedemdziesiąt trzy, panie kierowniku.
- Oh, bardzo dziękuję, pani Kasiu. Zapisuję: minus siedemdziesiąt trzy...

Potem kierownik wyciąga z tego średnią arytmetyczną i podaje do publicznej wiadomości:
Instytut Meteorologii informuje, że odczuwalna temperatura wynosi tyle i tyle.

Czy oczywiste jest dla wszystkich, że w moim wyobrażeniu pani Kasia tylko udaje, że jest panią Kasią? Tak naprawdę ma na imię Kalina...

piątek, 2 marca 2018

decyzji

Wojewódzka Biblioteka Lublin
Mąż twierdzi, że mam problemy z podejmowaniem decyzji, dotyczących moich przyjemności i rzeczy dla mnie. Wysunął tę hipotezę po tym, jak po trzech dniach zastanawiania się w końcu zdecydowałam się pójść raz jeszcze do porcelanowego lumpeksu w Danii i nabyć 6 sztuk chińskich przecudnych filiżanek po 4 euro każda. Na moich oczach filiżanki kupiła jakaś pani. Podobnie miała się sprawa z wieloma innymi rzeczami, które w sposób wręcz wzorcowy przeszły mi koło nosa.

Mąż zamieszkuje obecnie lokal szpitalny, co oznacza, że sama podejmuję decyzje domowe wszelkie. O kolekcji obrazów na ścianach już pisałam (ale chętnie się powtórzę, bo je uwielbiam!), ale niedawno dokonałam wręcz cudu decyzyjno-podejmowalniczego.
Otóż zatem więc:
Znajoma biblioteka przeprowadza się do innego lokum. Pakują cały księgozbiór i hejże do budynku, który olśni każdego, nawet niepiśmiennego. W związku z tym zmieniają również umeblowanie.
Postanowiłam skorzystać z okazji i spełnić marzenie odwieczne. I stało się: w moim samochodzie znajduje się stary katalog biblioteczny. Przywiozłam go własnymi, że tak powiem, ręcami. Ponieważ znajoma biblioteka mieści się w odległości 4 godzin jazdy samochodem od mojego domu, spędziłam dziś błogie 10 godzin za kierownicą (bo, jak wiadomo, jeżdżę wolniej niż inni, zwłaszcza gdy mam samochód wypakowany po dach ciężką, ogromną komodą-katalogiem).
Teraz jeszcze tylko muszę tę komodę jakoś wypakować, co wydaje się być niemożliwe, biorąc pod uwagę fakt, że do samochodu wpakowały ją wraz ze mną cztery osoby...
Na razie cieszę się z komody, cieszę się, że nie musiałam ani razu ostro hamować (bo wtedy katalog znalazłby się na moich plecach), cieszę się, że marzenia się spełniają, a martwić się o wypakowanie będę jutro. Skoro udało się go włożyć, prawdopodobnie powinno się udać go także wyjąć. W najgorszym razie będę już zawsze jeździć z katalogiem, zajmującym 2/3 wnętrza mojego samochodu. Ale to nic. Piękny jest. ;-)

czwartek, 1 marca 2018

telefonie

- Mamo, dlaczego ty masz wszystkich powpisywanych tak dziwnie w telefonie?

dreamstime.com
- Jak to dziwnie, Kalinko? To można inaczej?
- No wiesz, każdy sam decyduje, ale dlaczego masz na początku takie dziwne litery? Na przykład numer cioci Ewy opisany jest jako "ag Ewa dom tel nr", a z kolei cioci Hali jako "ac Hala 3 tel nr"?
- Bo to był kiedyś twój telefon, Kalinko i ty tak miałaś powpisywane różne osoby i ja myślałam, że tak powinno być.
- Mamo, ja tylko te osoby, do których najczęściej dzwoniłam, wpisywałam jako "aa mama", albo "aa Ania", żeby mi się na początku listy pojawiały.
- A ja już przy tym zostałam i też tak wszystkich wpisuję, ale jadę kolejnymi literami alfabetu po "a", Teraz to już do "am" doszłam. Też się dziwiłam, że wszystkich trzeba mieć na "a", ale nie chciałam pytać...

cytat

cytat dnia:



wiosłujesz i wiosłujesz
próbując utrzymać tempo
polskieradio.pl
omijasz wystające z wody głazy
i bronisz się wiosłem przed wskakującymi
na plecy piraniami

woda zalewa ci oczy
a to co poniżej pasa od dawna tkwi
w zimnej wodzie

obyś tylko zorientował się
czy nie płyniesz pod prąd
zanim zobaczysz przed sobą wodospad
spadający na ciebie z góry

wtorek, 27 lutego 2018

zalogowania

Nastała wiekopomna chwila.

Jeśli dotychczas Kalina twierdziła, że ma sporo zajęć i z trudem wiąże dwie wskazówki jednego zegara, oraz że ma łeb wypchany problemami wszelkimi tak, że szwy między ciemieniem a potylicą spina co rano wsuwką do włosów, to kłamała.
Mama Kaliny założyła sobie konto na facebooku.

Gdy mama poinformowała Kalinę, że założyła konto pod nazwą "Mama Maliny", Kalina umarła. Natychmiast zmartwychwstała i spytała mamę, dlaczego ach dlaczego i czy nie ma innych metod na spędzanie wolnego czasu. Może kino? Może klub modelarski? Może warsztaty lepienia kulek z chleba? Może Caritas diecezji londyńskiej?
blasty.pl
Powód zalogowania się mamy na tym portalu ("bo wszyscy mówią, Kalinko, że Ty ciągle umieszczasz informacje o swojej pracy na facebooku a mi nic o tym nie mówisz") jest o tyle zaskakujący, co oparty na kłamstwie i pomówieniach. Ale jak tu powiedzieć mamie, że zawsze ach zawsze Kalina mówi jej, gdzie i po co jedzie do pracy, tylko że mamy pamięć działa dość wybiórczo...
Mama przysięgła na "Biblię", na "Pana Wołodyjowskiego" i na "Kuchnię polską", że nikogo nie zaprosiła do znajomych, bo po co. I nikogo zapraszać nie zamierza.
Kalina odsapnęła z ulgą i uspokojona wróciła do domu. Niech mama sobie ogląda na facebooku co chce, przecież ma to zagwarantowane w ustawie zasadniczej.

W domu Kalina odpaliła facebooka i oniemiała. Jak byk Maruś Zuckerberg machał do niej informacją, że mama zaprasza Kalinę do grona swoich znajomych.
Błądzić jest rzeczą ludzką. Mamie mogło się raz zdarzyć. Niech i tak będzie.

Ale gdy wieczorem Kalina przeczytała na messengerze pytanie od swojego bardzo dalekiego znajomego, czy Kalina zna może osobę o kryptonimie Mama Maliny, gdyż albowiem osoba ta...

Co było dalej w wiadomości, Kalina nie wie. Umarła po raz drugi tego samego dnia. Zmartwychwstanie w toku.

pochwalić


Prawdopodobnie przy bliższym przeglądaniu mojego bloga można zauważyć, że pilnuję swojej nieoczywistości blogowo-internetowej jak pies własnego ogona.
Żadnych imion, adresów, zdjęć z dziećmi na basenie czy ślubnych fotek podczas rozwodu. Żadnej twarzy, ręki, nogi czy nazwiska. Żadnego zapraszam na Kwiatową 8. Nie, nie, nie.

Ale jednak nadeszła wiekopomna chwila, gdyż albowiem chcę się pochwalić.
Otóż: zmuszona dłuższym niepobytem męża w naszych wspólnych domowych pieleszach postanowiłam wsiąść na traktory, chwycić za kilofy, podkasać rękawy od flanelowej koszuli w kratę i popuścić nieco zbyt wysoko podciągnięte szelki od spodni drwala.
Nauczona przez męża w czasach tuż-przed-szpitalnych obsługi wiertarki udarowej, wykorzystuję tę wiedzę w stopniu zaawansowanym i wiercę we wszystkim, co mi stanie przed oczami. Ostatnio było to kilka ścian.
Być może dwa dotychczasowe wątki wydają się dość odległe, ale w tym oto miejscu nieoczekiwanie łapię je w jedne pęk i dochodzę do sedna jądralnego orzecha: chcę się mianowicie pochwalić licznemi dziurami w ścianach, w których umieściłam tzw. kołki (wbijanie kołków okazało się zaiste drobnostką) na których to powiesiłam moją kolekcję sztuki.

Przed Wami Międzynarodowa Galeria Peggy Guggenheim-Kwiatowej:
Anioł z duszą astrologa-harfisty

Baran o aspiracjach horoskopalnych

Kot z wrednym uśmiechem i księżycowym sercem

Portret mojej rodziny po zmroku

Wichrów

Miś ze spojrzeniem wnikliwym

Kolędnicy po trzech głębszych






Jak wyżej: Kacper, Melchior i Belzebub
 
A wszystko to autorstwa Diabła w buraczkach, któremu składam niniejszym uszanowanie!
I niechaj Aniołowie w niebiesiech śpiewają hymny pochwalne (albo chymny pohwalne) na cześć Twego Diabelskiego talentu, o miszczyni papieru i barwnika!!!
Zaznaczę tylko nieskromnie, że nie są to wszystkie prace ww. artystki, które posiadam, gdyż...

... mała uwaga od mojej młodszej córki:
Mamo, powiedz tej pani, że nie powinna robić rysunków na dwóch stronach tej samej kartki! My tego potem nie możemy powiesić, bo nam zawsze żal tej strony, której akurat nie będzie widać!
Rzekłam więc, o boska. Tfu, tfu! O diabelska!

niedziela, 25 lutego 2018

zmienił

Świat się zmienił.
Napisy na kremach drukowane są w taki sposób, że można je przeczytać.
Smsy w telefonie można odszyfrować nawet przy kiepskim oświetleniu.
Gdy do rękawa swetra przyczepi się włos, można go bez problemu zdjąć.
Widać, że kulki do kąpieli składają się z maleńkich ziarenek.
Nazwy ulic pisane są czytelną czcionką.
Ludzie po drugiej stronie ulicy mają twarze.
Skraca się ręka, zwłaszcza podczas czytania książek.
Gdy trzyma się na kolanach świnkę morską, można przyjrzeć się jej chorym ząbkom.
Depilowanie brwi nie wymaga ekwilibrystycznych popisów w rodzaju: jak tu się jednocześnie odsunąć i przysunąć do lustra.
Widać tablice rejestracyjne samochodów jadących daleko z przodu.
I wiele, wiele innych zmian.

A wszystko to, bo poszłam do optyka i kupiłam dwie nowe pary okularów. Z silniejszymi szkłami. Jedną do czytania, drugą do życia.

czwartek, 22 lutego 2018

rozwaloną

Widzę w internecie zdjęcie przykładowego apartamentu. Wielkie łóżko z rozwaloną pościelą, obok stół z resztą porannej kawy, dalej kuchnia z okruchami chleba na blacie.

Rozglądam się wokół siebie.
Halo!
Coś się zakrzywiło w promieniach dochodzących z kosmosu? Jakiś artefakt na siatkówce?

Mam u siebie identyczną sytuację, a jednak jakby inną: pościel też rozwalona na łóżku, na stole resztki po obiedzie, na blacie kuchennym kilka obierek od marchewki i brudny garnek po zupie, ale jakoś inaczej to wygląda...
;-)

Dzisiaj nie będzie zdjęcia. Każdy sam w ciszy i spokoju niech się przyjrzy swojemu mieszkaniu i niech uczciwie sobie powie, czy u niego też się zakrzywia, czy nie.
Poprawna reakcja: tak, tak, u mnie też coś bardziej przypominającego krajobraz po tornado niż zdjęcie "przykładowego" mieszkania.
Dziękuję za zrozumienie. Idę walczyć z kuchnią.

środa, 21 lutego 2018

czasu

(chociaż okładki sobie obejrzę...)
Wypożyczyłam dwa filmy. Jeden fajny, drugi też fajny. Dzisiejszy wieczór przyjął roboczy tytuł "tu będę leżeć i oglądać, i co mi zrobicie?".

Najpierw przyszedł sms, że zgubił się artykuł, który poprawiałam na zeszły tydzień i wszystkie podejrzane osoby proszone są o wdrożenie szeroko zakrojonej akcji poszukiwawczej. Akcji poszukiwawczej w swoich komputerach naturalnie. Wiem, że są ludzie, którzy wiedzą gdzie leżą ich rachunki za prąd z kwietnia 1995 oraz paragon za buty sprzed dwóch lat. Tacy to mają dobrze. W komputerze też potrafią wszystko znaleźć. Ja nie. Przeryłam skrzynkę odbiorczą, nadawczą, pliki z artykułami do zrobienia i z tymi zrobionymi. No i znalazłam artykuł. Uff... Poprawiony i odesłany, czyli nie ja jestem najwinniejsza. Ale czas upłynął w sporej ilości i nadszedł przykry moment, w którym musiałam sobie powiedzieć prosto w oczy: "Dwóch filmów to ty już dziś nie obejrzysz, maleńka. Wybieraj!"
I gdy zastanawiałam się, czy bardziej chcę spędzić ten wieczór ze Snowdenem czy z Turnerem, przyszedł drugi sms. Tym razem tylko do mnie. Że chyba nie przysłałam artykułu, który obiecałam napisać na marzec i czy dzisiaj dam radę.
Powiedziałam Snowdenowi i Turnerowi, że jednak wolę dzisiaj przemyśleć inne sprawy, że "nie daliście rady, chłopaki" i "taki mamy klimat". Teraz siedzę przy komputerze i, jak widać, udaję, że piszę artykuł. A czasu niewiele. Oj, niewiele...

wtorek, 20 lutego 2018

kartkę

- Kalinko, czy mogłabyś pojechać do firmy od kablówki i poprosić, żeby mi naprawili telewizor?
- Tak, tak, mamo. Oczywiście. Pojadę w najbliższych dniach.

Mija kilka dni. Kalina jedzie do firmy od kablówki i upocona wyjaśnia, jakie są objawy niedyspozycji kablówki u mamy na telewizorze. Państwo Kablostwo tłumaczą jej jak krowie na rowie, które kable i w jakiej kolejności należy odłączyć, ile sekund poczekać i gdzie nacisnąć pilota, żeby zadziałało. Kalina ulega silnemu przemęczeniu. Niedyspozycję wykazuje zwłaszcza ta jej część, która jest odpowiedzialna za obsługę urządzeń wymagających podłączenia do prądu. Z instrukcją napisaną w połowie alfabetem łacińskim, w połowie pismem obrazkowym a w połowie po chińsku Kalina przyjeżdża do mamy.

- Mamo, mam dla Ciebie instrukcję resetowania dekodera - mówi Kalina i wyciąga pomiętą kartkę świadczącą o tym, że dysgrafia i dysintelektualność doskwierają jej w stopniu znacznym.
- Kalinko kochana, ja ci kilka dni temu wysłałam smsa, że zadzwoniłam do państwa Kablostwa i oni mi powiedzieli przez telefon co zrobić, żeby telewizor działał.
- I działa?
- Działa.

Smsa od mamy nie ma u Kaliny w telefonie. Uff... Chociaż z telefonem mama radzi sobie gorzej niż Kalina.

niedziela, 18 lutego 2018

pusciutta

Co kilka lat świetlnych odwiedza mnie Potrzeba Wyrzucania.
Objawia się tym, że szykuję worki na śmieci i napadam na wszystkie półki, schowki, szafki i zakamarki, znajduję w nich rzeczy, które akurat w tej sekundzie nie wydają mi się potrzebne i wyrzucam. Jaka ulga! Jaka radość! Widok wypakowanych po kokardę czarnych worów, które prosto do kontenera czwórkami idą, napawa mnie niewiarygodnym optymizmem i wiarą, że teraz to już będzie przestrzeń życiowa, miłość, głęboki oddech, wiosna i uch, jakie poczucie wolności i niezagracenia.

Hiszpańska la pusta commnata.
Włoska pusciutta scianola.

demotywatory
Fińska dajmite gotlenu.
Rosyjska nadmiarowku wyjechali. (proszę docenić, że chciałam "ch" zamienić na "b", ale się powstrzymałam!)
Niemiecki das aufschtrasny nonordung.
Portugalskie de syfy la domo in contenera.
Francuskie p'osso m'ito.
Amerykańskie keep zero.
Walijskie wllei tllenn nna zoumb.
Polskie się wstydzę napisać w oryginale, ale jakoś tak było "oj, ile niepotrzebnych przedmiotów", tylko trochę mniej kulturalnie...

Czuję w sobie duszę lingwoznawcy. Języki obce to moja mocna strona ;-)



piątek, 16 lutego 2018

gruntownie

Muszę poćwiczyć komunikację. Gruntownie. Najpierw podstawy, potem kurs dla cośumiejących, na końcu zajęcia dla wybitnie zaawansowanych.
Muszę poćwiczyć, bo widzę skutki niedoborów. Otóż...

Dogadać się nie umiem. Z Losem nie umiem.

Przez ostatnie dni myślałam o tym, jak bardzo chciałabym, żeby mojemu mężowi skończył się pierwszy etap rekonwalescencji. Tak się stało. Ale nie sądziłam, że Los z okazji rozpoczęcia kolejnego etapu wręczy mi w nieoznakowanej kopercie nowe problemy związane z jego zdrowiem. Nie tak się umawialiśmy. Przynajmniej ja.

Od przedwczoraj marzyłam o lecie, wakacjach i cieple - dostałam prezent-niespodziankę w postaci wysokiej gorączki. No właściwie nie mam się do czego przyczepić - dostałam co chciałam. Ciepło jest. Nawet nieco za bardzo. Ale jednak czuję, jakby mi ktoś dał do zjedzenia końską kupę owiniętą w liść kalarepy, zamiast sushi.

Już widzę tego Losa, jak zaciera ręce i z szubrawym uśmieszkiem czeka na moje kolejne prośby. I wszystko przekręci. Niby spełnia, ale jednak na opak. Daje bukiet kwiatów, ale łodyżkami w górę. Niby pocałuje w policzek, ale przy okazji odgryzie kawał mięska.

wiadomości. onet.pl
Co z nim jest? Okres dojrzewania? Klimakterium? Kryzys weku średniego? Hemoroidy? Głód alkoholowy? Wrodzona wredzizna? Matka go nie przytulała? Pani w przedszkolu kazała mu zjeść talerz owsianki? A może go swędzi między łopatkami i nie może tam dosięgnąć żeby się podrapać?
No coś mu chyba dolega, c'nie?

PS. Może nie jest aż tak źle, ale miałam ochotę sobie pomarudzić... A gdy jestem chora, to pomarudzenie przynosi niezwykły efekt terapeutyczny  ;-)

PS. Wpisałam w google "los" i wyskoczył mi jako pierwszy obrazek który widać obok. No czyż to nie jest znamienne? ;-)

środa, 14 lutego 2018

tygodniu


Będzie brzydkie słowo - nie czytać.

Technologia zapierdala tak strasznie, że już nawet nie staram się nie nadążać. Nie daję rady przyswoić sobie pewnych terminów, a one są za kwadrans przestarzałe i nieaktualne.

Niedawno na przykład wymyślono rozkładalne ładowarki do telefonów, które po pewnym czasie znikają. Nie trzeba ich wyrzucać do śmieci - one pewnego dnia utleniają się, czy też właśnie nie utleniają i rozkładają się na pojedyncze cząsteczki i atomy, które wtapiają się w otoczenie i nie zostawiają śladu węglowego czy innego badziewia. Zero śmieci. Zero waste.

Kupiłam takie 2 ładowarki, w zeszłym tygodniu.
blasty.pl
Obie doskonale ładowały telefon. Godzinka i telefon napchany energią po kokardę. Po takim ładowaniu mogłam nawet porozmawiać do syta z Basią albo Magdą (dziewczyny, pozdrawiam!), a to jest naprawdę trudne przy normalnych bateriach telefonicznych.
Ładowarki te są produkowane w szerokiej gamie kolorystycznej - wybrałam białe, żeby ich nie zgubić w domu.
I okazało się, że ich czas minął. Tydzień i koniec. Finito. The end. Kaniec filma. Doszło do wspomnianego wcześniej utlenienia (czy też nieutlenienia).
Ładowarki zniknęły. Obie. Prawie jednocześnie.
Przeryłam cały dom, samochód, obie torebki, kosz z brudami, dolną półkę w szafie i wieszak z płaszczami. No nie ma.
Do jasnej cholery, jak to jest możliwe? Dlaczego ja nie mogę, jak normalny człowiek, kupić sobie czegoś, co nie znika po tygodniu?
Czy to jest zemsta zza grobu profesora od ekologii gleby, na którego wykładach strasznie gadałam z moim ówczesnym narzeczonym?

wtorek, 13 lutego 2018

usług

dinoanimals.pl
- Agata Młynarska przyznała publicznie, że korzysta z usług chirurga plastycznego. Zastosowała mezoterapię i botoks na lwią zmarszczkę.
- Czyli jednak biust jej samoczynnie urósł...
- Nie widziałam jej biustu.
- Bo patrzysz nie tam, gdzie większość kasy zainwestowano!

łóżku

milanos.pl
Położyłam się spać wcześnie, gdy moje córki grały w jakąś grę. Obudziłam się w środku nocy i poszłam sprawdzić, czy się ślimak z muszli nie wyprowadził. Po drodze do toalety minęłam drzwi do pokoju starszej córki. Były otwarte. Starsza nigdy przenigdy nie śpi przy otwartych drzwiach. Weszłam zaskoczona do niej do pokoju i zamarłam. Nie było jej w łóżku. Zwiedziłam mieszkanie i zorientowałam się, że nie ma jej w domu.
Gdzie mogła wyjść w środku nocy, nie zostawiając mi żadnej informacji? Co się stało?
Postanowiłam obudzić młodszą córkę, żeby się od niej dowiedzieć, co zaszło. Otworzyłam drzwi do pokoju młodszej i oniemiałam. W jej łóżku grzecznie spały dwie osoby: młodsza i starsza córka. Przytulone, zgrabnie przykryte, w piżamkach. Odprężone i spokojne. Jak to tylko śpiące dzieci potrafią.
Obudziły się późnym rankiem. I tak minęła noc szczęśliwej matki.

niedziela, 11 lutego 2018

przeciwieństwem

Kreatywność jest przeciwieństwem pamięci.
Człowiek z dobrą pamięcią postępuje według reguł, które zna.
Człowiek kreatywny zachowuje się tak, jakby świat nigdy nie stworzył zasad i instrukcji. Zaczyna od początku. Jest stwórcą, a nie odtwórcą. Tworzenie zabrania posługiwania się pamięcią.
Osoby z fenomenalną pamięcią pracują na bazach, które mają w głowie. Świetnie analizują fakty, wyciągają z nich biegle wnioski, opracowują je i podają.
Osoby błyskotliwie kreatywne za każdym razem pracują tak, jakby ludzkość jeszcze nie opublikowała swoich żadnych wynalazków. Patrzą na każdy przedmiot, nie pamiętając jego podstawowego zastosowania. Odrzucają wiedzę przodków.

I tylko ich mariaż pozwala tworzyć cywilizację
Jedni tworzą, drudzy opisują, analizują i badają.
A świat robi kolejny, maleńki krok do przodu.

sobota, 10 lutego 2018

poza

Mój mąż spędzi poza domem najbliższy miesiąc.
Nie jest to dobrowolny pobyt.
Nie został tam skierowany wyrokiem żadnego sądu. Raczej jest to kaprys losu.
Dotarł tam wczoraj, na sygnale, przewieziony z innego miejsca, do którego również nikt nie idzie dobrowolnie.
Usiłuje jakoś oswoić przestrzeń i zaplanować sobie to, co mógłby tam robić. Możliwości są dość ograniczone. Jego ciało nie pozwala na zbyt wiele, a i parametry techniczne okolicy są dość skromne - bardzo słaby zasięg telefonu, bardzo słaby internet, telewizor w osobnym pomieszczeniu.
Nie może wychodzić z budynku. Schody są dla niego jednoznaczne z końcem świata.
Nie może wykonywać obszernych ruchów.
Ma osłabione ręce i zabandażowaną nogę.
Ma wielką ranę na klatce piersiowej i sporo mniejszych na brzuchu i szyi.
Schudł w ciągu kilku tygodni, tracąc mięśnie i dobry humor.
Boli go kręgosłup i dusza.
Ta ostatnia wyje po nocach, razem z duszami pozostałych pacjentów.

piątek, 9 lutego 2018

po to

onet.pl
Czasem zapominam, po co Bóg stworzył przyjaciół, ale teraz akurat wiem.
Po to, żeby byli ode mnie mądrzejsi.
Po to, żeby stali na płycie lotniska z zapalonymi lampami w rękach i gdy zobaczą, że obieram zły kurs i za chwilę walnę nosem w pobliską górę, to zaczną machać lampami jak szaleni, nakierują gdzie trzeba, a potem na własnych plecach przeciągną mnie do właściwej bramki.
Po to, żeby mi powiedzieli: a właśnie, że nie.
Po to, żeby mnie zapytali: wolisz ojojoj czy kopniaka w dupę?
Po to, żeby mi powiedzieli: ale wcale nie musisz.

środa, 7 lutego 2018

im


Im dłuższy dzień, tym mam mniej czasu.
Im mam mniej czasu, tym mam więcej rzeczy do zrobienia.
Im mam więcej rzeczy do zrobienia, tym dzień jest krótszy.
Im dzień jest krótszy, tym noc jest dłuższa.
Im noc jest dłuższa, tym ja więcej czasu spędzam na niespaniu.
Im więcej czasu spędzam na niespaniu, tym dzień jest dłuższy.
Im dłuższy dzień....
                                         da capo al. fine

niedziela, 28 stycznia 2018

zapałek

Kupiłam 10 paczek zapałek. Małe, wąziutkie pudełka.
I tylko jeden z nimi problem - zapałek nie da się zapalić, pocierając o te pudełka. Ciemna część pudełek jest "niezaiskrzalna".

Najpierw byłam zdziwiona, potem przeprowadziłam badanie naukowe (podwójnie ślepa próba), potem postanowiłam kolejno przesypywać zapałki do starego, nieco pogiętego, pustego pudełka, które znalazłam w domu. Niby stare, ale jare.

Sprawdziłam: na opakowaniu zapałek nie jest napisane, że muszą się zapalać.

środa, 24 stycznia 2018

skomponował

Bo kto to wymyślił, żeby biedne dziecko musiało się uczyć, kto skomponował aż cztery utwory? Jeśli to zostało skomponowane wcześniej niż tydzień temu, to czy to ma jakiekolwiek znaczenie, jak się nazywał tfurca?

blasty.pl
Na kartkówce z muzyki pani poprosiła o uzupełnienie imion i nazwisk kompozytorów czterech dzieł z epok dawnych.
Nie każdy się tego nauczył.
Niektórzy wpatrywali się w kartkę i analizowali, czy lepiej oddać pustą, czy wpisać cokolwiek. Cokolwiek to byłoby poniżej poziomu.
Jeden niektóry postanowił wpisać pierwsze imię i nazwisko, które wpadnie mu do głowy. Zawsze jest jakaś szansa, że się trafi. Może nieduża, ale jednak... Liczba osób na Ziemi nie może być przecież aż tak duża, żeby szanse były równe zeru!
Ale co tu wpisać? Głowa pusta, wszystkie Chopiny, Wieniawskie i inne takie jak na złość nie chcą się przypomnieć...
Niektóry wpisał zatem nazwisko jednej z uczestniczek programu Voice of Poland, który to program niektóry uwielbia i uznał, że zawsze lepiej wpisać nazwisko związane z branżą muzyczną, niż walnąć jak kulą w płot nazwisko jakiegoś malarza.

Jestem za tym, żeby nauczyciele szli na wcześniejszą emeryturę. Zdaję sobie sprawę, że pani od muzyki, gdy już sprawdziła w googlach kim jest rzekoma kompozytorka kluczowych dla polskiej kultury utworów, musiała pęknąć ze śmiechu. A to jest bardzo groźne dla zdrowia! Zwłaszcza, że inny niektóry napisał na tej samej kartkówce, że muzykę do hymnu Polski skomponował Józef Piłsudski (pisownia nie jest oryginalna...)

 

wtorek, 23 stycznia 2018

wielogodzinne

Mamy w domu jedną łazienkę. Oznacza to, że wielogodzinne kąpanie się jest ograniczone pojemnością pęcherzy moczowych pozostałych członków rodziny.
humrek

Ma to swoje dobre strony, bo nie dochodzi do maceracji naskórka u młodzieży.

Ma też swoje złe strony, gdy w wannie akurat siedzę ja...


poniedziałek, 22 stycznia 2018

śniadanko

- Mamo, przyniosłam świeży chleb i jajka, i będę u ciebie jeść śniadanie. Chcesz też jajecznicę?
- Nie, nie. Ja jestem już po śniadaniu. A może chcesz serka?
ceneo
- Mamo, mam ochotę na jajecznicę. Nie chcę nic innego. Nie proponuj mi, bo i tak nie zjem.
- Dobrze, Kalinko. A mam tu taką kiełbaskę pyszną...
- Mamo, jajecznica. Tylko jajecznica i świeży chleb. Mogę?
- Oczywiście, przecież to twoje śniadanie. A mogłabyś otworzyć tę szafkę i sięgnąć coś dla mnie z ostatniej półki?
- Oczywiście, mamo. Co mam ci podać?
- Ten duży słoik. O, tak. Zobacz, Kalinko. To jest dżemik malinowy. Może masz ochotę na dżemik na śniadanko?

niedziela, 21 stycznia 2018

uginać

Czuję, że zaczynam się uginać.
Na tę okoliczność kupiłam nową szminkę, gdyż czuję, że z nią jakoś łatwiej przyklejam uśmiech do twarzy.
Skróciłam żyłkę na wędce. Przestałam myśleć o tym, co za pół roku. Myślę tylko o tym, co jutro i pojutrze. Dostaję terminy spotkań na najbliższe dwa tygodnie. Dzięki temu nie muszę za bardzo wachlować kartkami w kalendarzu.
wikipedia
Nie rozmawiam. Nie jestem w stanie znieść pytań. We wszystkim dopatruję się albo błagalnej prośby o potwierdzenie, że wszystko będzie dobrze, albo silnej potrzeby opowiedzenia własnej historii. Zaczęłam jasno mówić, że nie jestem w stanie słuchać opowieści o innych ludziach i ich problemach. Wykluczam istnienie innych ludzi. Nie chcę słuchać o Dorocie, której mąż miał wylew, o Hani, której syn stracił nogę w wypadku i o Arturze, który miał usuwaną ósemkę przez siedem godzin. Wybaczcie, Doroto, Haniu i Arturze. Za ciasno dla nas wszystkich w mojej głowie.

Jeżdżę do pracy i jak wampir energetyczny pochłaniam od ludzi energię. "Jaka pani jest pogodna" - usłyszałam. A to ich pogoda. Ich własna energia. Ja ją tylko przepuszczam przez siebie i wyrzucam uśmiechniętymi ustami. Ubranymi w nową szminkę.

Egocentryzm - to hasło na dziś.
"Dziś" trwa już od miesiąca. Tak się zdarza. Cholerny dzień polarny.

czwartek, 18 stycznia 2018

ważnych

- I jak ci poszło?
- Dobrze, dobrze. Nauczyłam się prawie całej historii na sprawdzian.
- To wspaniale!
fishki
- Nauczyłam się wszystkich ważnych rzeczy, a uznałam, że nie będę się uczyć tych nieważnych.
- Bardzo słusznie. A co uznałaś za nieważne?
- Wszystkie daty. Po co komu daty na historii?!

razem

- I co? Udało się wam spotkać?
- Tak. Widziałyśmy się przez pół
polishexpres
godziny.
- I co tam u niej?
- Nie wiem. Cały czas płakałyśmy i bardzo mało ze sobą rozmawiałyśmy.
- Spotkałyście się po tylu latach i nie zamieniłyście ani jednego zdania?
- Ależ zamieniłyśmy! Przy pożegnaniu powiedziałam jej, że jest mi jeszcze bliższa niż dawniej, a ona powiedziała, że to był najmilszy spacer w jej życiu i zadzwoni, gdy będzie następnym razem w Polsce.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

tempem

Już wiem!
alewiocha
Każdy człowiek ma jakąś misję do spełnienia!
Jedni ratują bezdomne koty, inni opiekują się starszymi, jeszcze inni uczą matematyki w szkole podstawowej.
A moją misją jest takie jeżdżenie samochodem, żeby wszyscy inni kierowcy się cieszyli, że jeżdżą szybciej!

Szkoda tylko, że akurat jutro muszę przejechać 300 km i być o 11.15 na miejscu... Z moim tempem ciężarnego ślimaka - muszę wyjechać w środku nocy...

niedziela, 14 stycznia 2018

zimy

kwejk.pl
Znalazłam zaletę zimy:
można rano wywiesić na balkon kołdrę i po południu, gdy się ją stamtąd zdejmuje, jest cudownie wymrożona, pachnąca świeżością i lżejsza o całe pokolenia roztoczy.

Innych zalet zimy nie widzę.

We wtorek jadę na południe Polski. Liczę na to, że w poniedziałek po południu przyjdzie wiosna. Amen.

czwartek, 11 stycznia 2018

widzą

mamnewsa.pl
Byłyśmy razem w szpitalu, jako goście.
Przyglądała się lekarzom, pielęgniarkom i pacjentom.
Gdy wyszłyśmy, powiedziała:

"To najgorsze miejsce na świecie. Lekarze chodzą po korytarzach i nikogo nie widzą. Pielęgniarki chodzą po korytarzach i nikogo nie widzą. A pacjenci chodzą po korytarzach i mają nadzieję, że ktoś ich zauważy."


wtorek, 9 stycznia 2018

klucz

Fasada.
niewiarygodne.pl
Słowo klucz.
Oglądamy fasady i zachwycamy się tym, co wystawione na widok publiczny.

Jak podczas wycieczki autokarowej w Pekinie.
Nowoczesne fasady budynków przy głównych ulicach, a ich boczne ściany podparte są belką, żeby się nie zawaliły...

Belka.
Słowo klucz.

niedziela, 7 stycznia 2018

powinnam

ekologia.pl
Chyba powinnam sobie kupić plakietkę z napisem:

Uwaga! Niebezpieczna kobieta! Zbliżanie się grozi śmiercią lub kalectwem!

Dzisiaj powinnam ją kupić. Natychmiast!

sobota, 6 stycznia 2018

pierwszą

Zrobiłam listę rzeczy, które muszę zrobić w najbliższych dniach.
muka.pl
Zrobiłam ją w niedzielę, tydzień temu.
Wiele się wydarzyło w ciągu tego tygodnia, ale jedna rzecz jest niezmienna: lista rzeczy do zrobienia.

Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy zero jest liczbą pierwszą, to oświadczam z całą pewnością, że tak.
Zero jest pierwszą liczbą, na mojej liście rzeczy zrobionych w tym roku.

środa, 3 stycznia 2018

kwestii

Czy mogłabym prosić o pożyczenie mi z okazji Nowego Roku zdrowia dla rodziny?
Bardzo delikatnie chciałabym napomknąć, że chyba coś pierdalnęło u nas w tej kwestii.

(Przepraszam za słowo "pierdalnęło", ale za nic nie mogę znaleźć lepszego...)



Właśnie sobie uświadomiłam, że ten rok trwa dopiero 3 dni. A mnie się wydaje, że kilka miesięcy.

szczegóły

memy.pl
Latem bardzo łatwo marznę.
Zimą bardzo szybko marznie mój mąż.

Uważam, że coś jest z nim nie tak, ale staram się nie wchodzić w szczegóły

wtorek, 2 stycznia 2018

pożyczyłam

- Mamo, będziesz jeszcze nosiła tę sukienkę, którą ci pożyczyłam na urodziny cioci Steni?
- Ja nie mam żadnej twojej sukienki, Kalinko.
- Nie masz? A czy ktoś był u ciebie ostatnio?
- A, tak. Twoja starsza siostra. Wiesz, że miałam tu naszykowane rzeczy do wydania, takie, których nie będę już nosić i twoja starsza siostra wybrała sobie taką jedną śliczną sukienkę. A może chcesz też przejrzeć te rzeczy?

Kalina zagląda do torby wielkiej jak kufer podróżny księżnej Bawarii.

- Mamo, przecież to są moje rzeczy, które ci przyniosłam, żebyś sobie coś wybrała na imieniny cioci Steni, pamiętasz?
- Nie pamiętam.
- A ktoś już sobie z tej torby coś wybrał, oprócz mojej starszej siostry?
- Nie... Tylko Halinka i Jadzia. Bardzo były zadowolone. Po kilka rzeczy wzięły. I Krysia z Bogusią zabrały po bluzeczce. A Anusia przymierzyła taką jedną spódniczkę i ślicznie wyglądała...

Gdyby ktoś ostatnimi czasy dostał jakieś rzeczy od pewnej miłej pani, to ja serdecznie proszę o kontakt. Odbiorę osobiście.
 ;-)

niedziela, 31 grudnia 2017

rady

- Mamo, myślisz, że to coś poważnego?
onet.pl
- Mam nadzieję, że nie. Pójdziemy do lekarza, zbada cię i powie, co dalej. Być może skończy się zabiegiem. Podejrzewam, że gdy spojrzy i dotknie, to od razu powie, że nie ma się czym martwić i ustali termin niespiesznego zabiegu. Jeśli chcesz, możemy sprawdzić w naszych podręcznikach chirurgii. Chcesz?
- A w internecie?
- W internecie nie warto sprawdzać. Tam piszą sami wariaci, straszący ludzi.

Minęło 20 minut. Mama siedzi zanurzona w internecie po uszy i sprawdza. Jej oczy robią się coraz bardziej okrągłe a serducho wali jak młot.

- Mamo, ja też sprawdziłam. Myślisz, że oni tam piszą prawdę?
- Nie, nie. oczywiście, że nie. To sami wariaci, straszący ludzi. Tylko nie rozumiem, dlaczego nie posłuchałam swojej własnej rady.
- Tak. ja też żałuję, że nie posłuchałam rady własnej mamy. W internecie piszą sami wariaci... A myślisz, że to może być to, o czym oni piszą?

sobota, 30 grudnia 2017

instrukcji

Niby wiem i rozumiem.

kwejk.pl
Ale jednak wbiło mnie w fotel, gdy postanowiłam raz w życiu dokładnie potraktować instrukcję obsługi płynu do prania. Założyłam okulary, bo instrukcja napisana jest czcionką dla mikrobiologów.
Przeczytałam, że jeśli tkaniny są bardzo zabrudzone, należy wlać do pralki 160 ml płynu, a jeżeli są zaledwie muśnięte brudem to 80 ml.
Ha, pomyślałam, tu cię mam!
Wzięłam do ręki nakrętkę, która stanowi miarkę dla płynu. Odczytanie informacji napisanej na nakrętce wymaga konsultacji z osobą, posługującą się mikroskopem jądrowym, ale jakoś dałam radę. Sprawdzałam kilkakrotnie: nakrętka odmierza 35 ml płynu.
Czy ja się nigdy nie doczekam tego, że będę mogła jak prawdziwa gospodyni domowa robić wszystko dokładnie tak jak należy?
No jak mam odmierzyć 80 ml płynu nakrętką, która ma 35 ml?
Po co ta instrukcja, okulary, mikroskop, klęczenie przy pralce i inne starania, skoro sam producent jasno i wyraźnie daje mi do zrozumienia, że instrukcji nie da się zastosować? ;-)

wtorek, 26 grudnia 2017

rodzi

A może tak ma być, że podczas Świąt rodzi się ktoś bardzo bliski w osobie, którą znamy od lat?
gazeta krakowska
I zamiast szperać między kłosami sianka w żłóbku w poszukiwaniu boga-człowieka, lepiej poszukać człowieka w człowieku?
I może pasterze, którzy przybieżeli do Betlejem, niekoniecznie muszą tam stać obok krowy i owcy, tylko mogą też siedzieć przy jednym stole i rozmawiać o poezji, odmianie liczebników i pryszczach?

Święta bez zadęcia.
To hasło na ten czas.

czwartek, 21 grudnia 2017

mną

Ludzie nas zaskakują. Mnie bardzo często.
Wczoraj przyszła do mnie pewna kobieta. Wysłuchała. Siedziała obok mnie przez prawie 2 godziny. Przeprowadziła ze mną rasową sesję coachingową, trening interpersonalny, poukładała mi w głowie, podsumowała, zamiotła wszystko to, co się ze mnie wykruszyło i na końcu spytała, czy nie uważam, że powinnam jeszcze porozmawiać na ten temat z kimś w moim wieku. Nie sądziłam. Wystarczyła rozmowa z nią.
Bo ona zdecydowanie w moim wieku nie była.
Była ode mnie młodsza o prawie 30 lat i gdy spotkałyśmy się pierwszy raz, ona była zawinięta w szpitalny kocyk, a ja leżałam umęczona ciężkim porodem.
Mam dorosłą córkę. I jaką mądrą!

Widzicie, tego pawia? Co się tak puszy? To ja!

Jeśli przekazywałyście mi wczoraj pozytywną energię, to trafiła w moją córkę i przez nią do mnie. Tak było. Są świadkowie. Zwłaszcza jeden. Nawet dowód rzeczowy się znajdzie: moje wczorajsze zwłoki, z których wstałam, chociaż to nie te święta.

środa, 20 grudnia 2017

kończę

Gdy już uda mi się zaorać jakieś poletko i zasadzić na nim dające nadzieję sukcesu nasionko, to natychmiast nad innym poletkiem pojawia się chmura gradowa i zrównuje wszystko do samej piwnicy.
afryka.org
I wtedy biegnę z łopatą, zakopywać i zasypywać te nowe zmasakrowane grządki, wyrównywać i siać i gdy już już kończę, natychmiast pojawia się nad innym poletkiem nowa chmura gradowa.... i tak dalej.

1. Nawet nie wiedziałam, że mam tyle poletek.
2. Z przestrachem patrzę na te, które jakoś się trzymają.
3. Czuję, że ocieplina, która wypełnia mnie w środku, jest w bardzo złym stanie. A zima za oknem.

wtorek, 19 grudnia 2017

nabór

Dotychczas dostawałam maile z zaproszeniem do Iranu (a może to był Irak?).
Teraz - proszę bardzo. Cóż za zmiana!


Szanowni Państwo,
radiozet.pl
informujemy uprzejmie, że w Ministerstwie Rozwoju trwa nabór wniosków na Programy Branżowe 2018, w ramach których
otrzymać można refundację 50% kosztów uczestnictwa w misjach gospodarczych do Chin: 18-22 marca 2018 oraz
do Rosji: 8-14 kwietnia 2018. Z uwagi na fakt, że pula środków jest ograniczona może ona wyczerpać się do końca 2017 roku.
Dlatego Wszystkich zainteresowanych współpracą biznesową w tych najważniejszych krajach wschodu zapraszamy do przesyłania
zgłoszeń już teraz.

Dodatkowo wszystkie zgłoszenia złożone do dnia: 29 grudnia 2017 roku będą objęte 10% promocją całkowitych kosztów uczestnictwa.


Jeśli są jacyś chętni na wspólny wyjazd, to zapraszam!
Zniżka 10% wydaje się tak atrakcyjna, że już się pakuję. Zawsze chciałam zobaczyć Chiny, współpracą jestem zainteresowana. Może być nawet biznesowa. Nie wiem tylko, czy podczas wyjazdu miałabym czas na uczestniczenie w spotkaniach "misyjnych", ale obiecuję, że wezmę to pod uwagę. 
Trochę mnie dziwi, że jest coś takiego jak Ministerstwo Rozwoju, ale darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda. Zapraszają - żal odmawiać!

PS. Czy to możliwe, że "Avatar" był kręcony w Chinach?

poniedziałek, 18 grudnia 2017

bestsellerem

Poczytuję wiele książek jednocześnie.
jeja.pl

Czytam zwykle w tym samym czasie jakąś książkę dla dzieci (teraz "Uroczysko"), kryminał Agaty Christie (przeważnie kilka jednocześnie), do tego coś filozoficznego albo popularnonaukowego (obecnie podstawy teorii względności), mam też na tapecie poezję (ostatnio wróciłam do haiku) i kończę właśnie wydanie z lat 80. rozważań na pograniczu etyki i nauk przyrodniczych, które traktuję jak książkę historyczną.
Do tego należy dołożyć audiobooki, których słucham w zależności od rodzaju zajęć domowych. Aktualnie: "Jądro ciemności", Chmielewska, Harry Potter, Adam Szustak i "W Dolinie Muminków".
W wannie czytam zawsze jakieś krótkie opowiadania, a gdy kryzys napada mnie ze wszystkich stron, oglądam książki z obrazkami. Mogą to być np. "Rasy psów", albo album Larsa Jonssona, a nawet "Przewodnik ilustrowany - pogoda", z którego usiłuję się nauczyć nazw chmur (samo usiłowanie jest tak przyjemne, że nie spodziewam się szybkiego efektu...).
Wciskam gdzieś w środek to, co poleca mi mama, która czyta naprawdę sporo (sama wybieram dla niej książki w bibliotece i czekam na jej opinię, czy warto...). Słucham też pilnie, co polecają znajomi i podłączam się ich wyborów. Zwykle nie żałuję (dzięki, teatralna!)
No i jeszcze książki, które są mi potrzebne do pracy, ale tego nie uważam za czytanie.

I jak to wszystko wyjaśnić komuś, kto czyta jedną książkę rocznie, podczas wakacji, i to tylko wtedy, gdy jest ona bestsellerem empiku? A ma nadzieję, że ja polecę "coś fajnego"?

niedziela, 17 grudnia 2017

homeopata

Homeopatia, w którą nie wierzę, wszędzie wpada mi w oczy i w uszy. Poczytałam, postanowiłam wrócić do leku w kroplach, który kiedyś przepisał mi homeopata.
wsamrazek.pl
Zamówiłam go w aptece internetowej - jest to gotowy preparat, produkowany przez firmę od leków homeopatycznych.
Przyszła paczka. Zamiast "mojego" leku homeopatycznego jest dziwna buteleczka z przezroczystym płynem i domowej produkcji naklejką: "Krople wg składu tamtego leku".

Ktoś wlał coś do buteleczki i przysłał mi jako ten sam lek, który zamówiłam. Każdy, kto coś wie o homeopatii, ma świadomość, że w lekach homeopatycznych jest w zasadzie woda. Kupiłam zatem robioną recepturowo wodę!? Ciekawe, czy jest chociaż przegotowana...

Czy to się dzieje naprawdę?
A może zwariowałam?

Moje szkiełko i oko zaparowało od gotującej się we mnie wody...