środa, 14 lutego 2018

tygodniu


Będzie brzydkie słowo - nie czytać.

Technologia zapierdala tak strasznie, że już nawet nie staram się nie nadążać. Nie daję rady przyswoić sobie pewnych terminów, a one są za kwadrans przestarzałe i nieaktualne.

Niedawno na przykład wymyślono rozkładalne ładowarki do telefonów, które po pewnym czasie znikają. Nie trzeba ich wyrzucać do śmieci - one pewnego dnia utleniają się, czy też właśnie nie utleniają i rozkładają się na pojedyncze cząsteczki i atomy, które wtapiają się w otoczenie i nie zostawiają śladu węglowego czy innego badziewia. Zero śmieci. Zero waste.

Kupiłam takie 2 ładowarki, w zeszłym tygodniu.
blasty.pl
Obie doskonale ładowały telefon. Godzinka i telefon napchany energią po kokardę. Po takim ładowaniu mogłam nawet porozmawiać do syta z Basią albo Magdą (dziewczyny, pozdrawiam!), a to jest naprawdę trudne przy normalnych bateriach telefonicznych.
Ładowarki te są produkowane w szerokiej gamie kolorystycznej - wybrałam białe, żeby ich nie zgubić w domu.
I okazało się, że ich czas minął. Tydzień i koniec. Finito. The end. Kaniec filma. Doszło do wspomnianego wcześniej utlenienia (czy też nieutlenienia).
Ładowarki zniknęły. Obie. Prawie jednocześnie.
Przeryłam cały dom, samochód, obie torebki, kosz z brudami, dolną półkę w szafie i wieszak z płaszczami. No nie ma.
Do jasnej cholery, jak to jest możliwe? Dlaczego ja nie mogę, jak normalny człowiek, kupić sobie czegoś, co nie znika po tygodniu?
Czy to jest zemsta zza grobu profesora od ekologii gleby, na którego wykładach strasznie gadałam z moim ówczesnym narzeczonym?

51 komentarzy:

  1. mój mąż ma sporo sprzętów z tej serii samorozkładającej się. Wiecznie chodzi i czegoś szuka. Czasem znajduje a czasem nie. Z reguły po latach nagle wyjmuje coś i wrzeszczy o matko ale się tego naszukałem kiedyś !!! w zasadzie kocham go wiadomo ale żeby ta miłość przetrwała musimy mieć większość rzeczy zdublowanych bo nerwowo nie wytrzymuję jak ciągle muszę czegoś szukać bo zgubił a było wspólnie przez nas używane. Zgubił już 2 swoje ładowarki i teraz używa mojej ale warunek jest taki, że ładowarka MUSI być wpięta cały czas do gniazdka w kuchni i tam ładujemy. NIE wolno mu jej wyjąć ani wypiąć. Inaczej będzie musiał sobie kupić własną. To samo mamy z kablami do zrzucania zdjęć z aparatów (on zgubił ich już chyba z 10) więc mam swój i nie udostępniam i nawet mam własne nożyczki i cążki i nawet część narzędzi. Najlepszym hitem było jak mi zgubił 1,5 metrową ... DRABINĘ ... uwierzysz ??? schowana zawsze w szafie grzecznie sobie stała. Pewnego dnia chcę umyć okna otwieram szafę a tam ... pustka. Pytam gdzie drabina on nie wie i co najlepsze nie brał jej. Tydzień się zastanawiałam kiedy mieliśmy włamanie i ktoś zajumał nam drabinę a potem zadzwoniłam do męża współpracownicy i pytam czy nie widziała czasem mojej drabiny a ona na to, że jasne, mąż mój osobisty jakieś kilka miesięcy temu przytargał z domu bo coś tam chciał wymienić i tak się została i stoi u nich w szafie w pracy.

    Bez komentarza !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesoo, i jak teraz zareagować, skoro, jak w pysk strzelił, jestem Twoim mężem??? Cóż za krępująca sytuacja. Dzisiaj kupowałam okulary. Mierzyłam i mierzyłam. Po chwili miałam już na nosie takie z klipsem, a moje odłożyłam na półķę sklepową... 😉

      Usuń
    2. wiedziałam, że on gdzieś w necie bloguje, nawet podejrzewałam, że może być pod zmienioną płcią ale, że to TY ??? to nie podejrzewałam :DDD

      Ja miałam odwrotną sytuację kiedyś. Poszłam do klienta i okulary mi zaparowały więc je zdjęłam i położyłam na stoliku. Oczywiście wyszłam bez bo zapomniałam ale jak opuściłam kamienicę załapałam, że oślepłam i wróciłam. Dzwonię do drzwi gość otwiera patrzę a ona ma na nosie moje okulary ...

      Usuń
    3. Pani, która kupiła od nas samochód, przyszła podpisać umowę do nas do domu. Nie zabrała ze sobą okularów. Spytała, czy może pożyczyć nasze. Przymierzyła męża, córki i moje, Żadne nie pasowały. Scenka jak z głupiego filmu ;-)

      Usuń
    4. ha ha ha to mnie przebiłaś :D

      Usuń
  2. Czy to aby nie był proces podwędzania?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama ją przewędziłam tylko nie wiem dokąd...

      Usuń
  3. Ja mam wszystko swoje i Najglowniejszy mi nie rusza, a ja nie ruszam jego narzedzi, kabelkow, drabin, telewizorow i radiow!
    Mam swoja wiertarke, ktora uzywam raz na dwa lata, ale zawsze wiem gdzie jest i zawsze jest swiezo naladowana.
    Ale... to ja jestem wlascicielka pieciu komorek, trzech laptokow, czterech tabletow, dwoch radiow, mam klebowisko kabli w co najmniej czterech szufladach i co dziwne, wszystkiego uzywam :) (cholerka, ale mi sie namnozylo, teraz widze, ze przesadzam)
    A jeszcze dyski zewnetrzne i drukarki.........
    I mam tez MOJA drabine.
    Za podebranie MOICH rzeczy grozi smierc w meczarniach!!!!
    Z rzeczy samorozkladajacych sie natomiast sa artykuly zywnoscowe w postaci kabanosow, kielbasy, szynki itd... te znikaja cicho, bezszelestnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. naprawdę tak masz ??? serio ??? jak ja ??? boszzzzzz dzięki za ten komentarz już się bałam, że tylko ja taka jestem egoistka, że muszę wszystko mieć swoje :D

      Usuń
    2. Naprawdziwsza prawda!

      Usuń
    3. ufff w takim razie odrzucam na bok resztki wstydu i zakupię również swoją własną wiertarkę do kompletu do miarki budowlanej którą już mam !

      Usuń
    4. Dziewczyny, ja tez mam wszystko swoje i za sama mysl o dotykaniu moich rzeczy grozi kara smierci w meczarniach:) Wiertarke tez mam i nawet jak od lat nie mam potrzeby jej uzywac to jest moja i Wspanialy nie ma prawa dotknac:)))

      Usuń
    5. kurcze co z tymi chłopami w takim razie, że mimo wspólnoty małżeńskiej musimy mieć wszystko swoje i tak ?? :D

      Usuń
    6. poza gubieniem mój mąż ma jeszcze inną przypadłość. Otóż nie można mu nic pożyczyć bo albo zgubi patrz wyżej albo ... zapomni, że ma oddać. Generalnie mówię ludziom wprost jak jest żeby mu NIE POŻYCZALI nic albo żeby sobie zapisali i żądali potem zwrotu bo ja nie nadążam tego pilnować. Mój mąż pożycza i następnego dnia jakby mu mózg wyprało już nie wie, że to nie było jego. Przykład: nałogowo czyta książki i to po kilka na raz. Oczywiście część z biblioteki część pożyczana od ludzi. Te z biblioteki są na mnie więc oddaję ale pożyczane od kolegów znikają w jego szafie na zawsze i nie wracają do właścicieli. Kiedyś jak padł nam komp pożyczył jakieś tam oprogramowanie od mojego Szwagra bo chciał przetestować czy sobie takie kupić czy nowsze. Oczywiście nie oddał. Więc 3 lata później mój Szwagier jak w ukropie szukał tego wszędzie i każdego pytał czy nie pożyczał. Od razu mówiłam mu, że na milion procent jest u nas. Nie wierzył ... przyszedł i znalazł. Rok temu na wakacje Szwagier nam pożyczył navi samochodową z ładowarką i uchwytem. Mój mąż wprawdzie pamiętał żeby oddać no i oddał. Ale ładowarkę pierwszą lepszą bo nie pamiętał jaki to był kabel tyle tego ma w swoich szpargałach. A najlepsze jest to, że robiłam na Święta przegląd książek i sprzedawałam je do antykwariatu. Było tego ponad 200 książek i tam same cuda i dziwy: kilka książek własność jego kolegów ze studiów (bo podpisane) kilka"naście" z biblioteki uczelnianej (nie wiem jak mu wydali dyplom) no i z miejskich bibliotek oraz od cioć i wujków podpisane lektury szkolne. Powiem Wam, że nie wiem czy to przebijecie :D

      Usuń
    7. Mój mąż też marzy o tym, żeby mieć swoje, ale ja jestem jak ten wieprz na trufle: wyszperam co jego i zgubię niemal niezauważalnie...

      Usuń
    8. U mnie jest prawie wszystko moje i jego, bo to malzenstwo "skladkowe":))) I po latach bycia samej nabylam rozne przydatne sprzety.
      Teraz to i tak jest dobrze, bo wiele z tych podwojnych sprzetow wydalismy dzieciom, ale na poczatku to nawet sztucce mozna bylo dzielic na moje i twoje:)))

      Usuń
    9. Polly jednak Twoj maz wygrywa:))

      Usuń
    10. HA ... bijcie pokłony narody ... i współczujcie jakie mam ciężkie życie i zagracone podwójnymi sprzętami mieszkanie ...

      Nagródka jakaś będzie ??? konkurs żem wygrała :D

      Usuń
    11. Polly bardzo mi przykro ale moge tylko ofiarowac wirtualnego buziaka:)) Ale tez mysle, ze gdybysmy sie wdaly w wiecej szczegolow to moj ma rownie duze szanse:)) Moj jest kolekcjonerem rzeczy zupelnie do niczego nie przydatnych:)) tak wlasnie na zasadzie "a skad wiesz? moze sie kiedys wlasnie przydac":)) Np takie gumki recepturki... jest ich w domu do zasrania, pojemniczki, pudeleczka itp. Czasem jak go nie ma w domu to wpadam w te skarby i dziesiatkuje, bo serio to niedlugo braknie nam miejsca dla nas:))

      Usuń
    12. wirtualny buziak z NY zawsze przyjmę chętnie. Tym bardziej, że rok temu miałam wakacje życia i byłam 2,5 tygodnia w USA w tym kilka dni w Nju Jorku właśnie ;)

      Ja mojemu też robię czystki jak go nie ma :) nawet nie zauważa, że coś poznikało :)

      Usuń
    13. Mąż mojej koleżanki kolekcjonował kubki. Podczas przeprowadzki koleżanka spakowała wszystkie kubki do jednego ogromnego kartonu i akurat ten karton spadł z rampy. Jakiż był smutek męża. Jakiż szelmowski uśmiech pojawił się na twarzy koleżanki ;-)

      Usuń
    14. a to szelma !! to ja wywalam mniej ostentacyjnie. Np. będę prędko wywalać w tym tygodniu bo mąż wyjechał w delegację ! o radości !!!!

      Usuń
    15. A czego potem nie znajdzie - uzna, że zgubił... ;-)

      Usuń
    16. wmówię mu, że na tę delegację zabrał i gdzieś zostawił :D

      Usuń
    17. Przecież widziałaś, jak pakował do walizki 😉

      Usuń
    18. oczywista oczywistość :D

      Usuń
  4. Mam sposób, ładowarki wszelkie trzymam w szufladzie w biurku. A po ładowaniu telefonu przez komputer, kabel sobie zwisa i nikt go nie dotyka, bo komputer też jest mój i nikt go nie dotyka... i mam relaks :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moich też nikt nie dotyka. Tylko ja. I to jest ich zgubą (w obu znaczeniach) 😉

      Usuń
    2. Kalina )))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
      i tu możemy sobie raczki ścisnąć

      Usuń
    3. Dodatkowo sprawę utrudnia fakt, że mojego męża nie ma teraz w domu. Od dłuższego czasu. A to przecież on zawsze mi wszystko chował. I teraz - klops. Nawet nie mam komu powiedzieć "Nie widziałeś...?"

      Usuń
    4. Czyli lunatykujesz. Chowasz rzeczy i nie wiesz, gdzie są. Czyli to nie był mąż...

      Usuń
  5. Ale to znaczy, ze jednak sa bardzo ekologiczne, zero waste, czyli sukces chyba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę to jeszcze przemyśleć. Bo czuję, że gdzieś tu jest malutkim drukiem dopisane, że coś nie gra, ale nie wiem zupełnie co... ;-)

      Usuń
  6. e tam - mi się zdarzyło od kolegi "pożyczyć" moją wiertarkę. to jest sztuka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to na pewno był mój mąż on cudze pożycza i potem używa jak własne :D

      Usuń
    2. U... Kiedyś mi się przydarzyło:
      Moja książka na półce u znajomych. Gdy chciałam zabrać, powiedzieli, że jeszcze nie przeczytali i oddadzą "potem".
      Mam już tę książkę w domu. Kupiłam sobie nową... Podobnie z "Dzieckiem Noego"... Też kupiłam, bo wiem, że muszę ją mieć, a stoi od kilku lat u mojej koleżanki...

      Usuń
    3. eeee nieeee no to jak ktoś się u nas upomina to oddajemy :D chyba, że to z miejskiej bibliotek sprzed 20 lat to nie ... bo wstyd :D

      Usuń
    4. Moja biblioteka nakłada takie kary finansowe za przetrzymanie książek, że tylko Rockefeler może sobie pozwolić na nieoddanie. Obawiam się, że jeśli bym czegoś nie oddała, to moje wnuki byłyby obciążone karą i musiałyby sprzedać moją sztuczną szczękę, żeby uzyskać jakieś fundusze na ten cel. Zwłaszcza że w mojej bibliotece pracują panie, które chyba poprzednio były strażniczkami w Alcatraz albo w jakichś innych Wronkach czy Rawiczach...
      Wczoraj straszyły mnie sprawą w sądzie, bo chciałam wypożyczyć książkę na kartę mojej mamy (mama już sama do biblioteki nie dotrze), a kryminał chciałam pożyczyć na kartę osoby niepełnoletniej, a to jest niedopuszczalne regulaminem. Niedługo postawią przy wejściu pręgież i będą od razu egzekwować taką niesubordynację.
      Także wiesz, Polly, lepiej oddaj. Jeszcze moja pani się przeprowadzi do Ciebie i ręcznie wyegzekwuje co biblioteczne ;-)

      Usuń
    5. w każdej bibliotece są takie same kobiety. Oni je chyba tak szkolą na ninje. Niestety ta bibliotek co mąż nakradł książek to z 10 lat już nie istnieje więc nie można tam oddać. Oddałam je do antykwariatu :] te ukradzione kolegom na studiach też ... zgroza. Mieszkam z kleptomanem lub złodziejem :/

      Usuń
    6. Niecw każdej. Odwiedzam mnóstwo bibliotek w całej Polsce. Tylko w mojej pracuje wnuczka Hannibala Lectera. 😉

      Usuń
    7. hmmm no to musisz pilnować oddawania. Ja też pilnuję. Głównie pilnuję, żeby mąż mój nie wpadł na pomysł założenia sobie konta w naszej bibliotece bo to będzie nasz koniec. Póki co ja mam kartę i tylko ja wypożyczam a ja oddaję na czas i nie kradnę :D

      Usuń
  7. no pacz u mnie się tak dzieje z jedną skarpetką od pary...a ostatnio z rękawiczkami ...przez całe życie zaś ze wszystkim!! a ja nie gadałam na wykładach z ekologi zwłaszcza z narzeczonym ;-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a i jeszcze telefon mi się utlenia oraz okulary ZAWSZE rano tuż przed spóźnionym wyjściem do szkoły.

      Usuń
    2. Jednak nie jestem mężem Polly. Jestem Toba, Teatralna!
      Okulary i telefon. Koszmar.
      Problem pojedynczych skarpetek rozwiązałam: specjalna szuflada z napisem "socks 1". Tam lądują wszystkie skarpetki, które po wysyszeniu nie mają pary. Co jakiś czas wyjmuję skarpety z tej szuflady, łączę pary, reszta wraca do "jedynek" i czeka.

      Usuń
    3. ufff ulżyło mi. Ale nie kumam tego skarpetkowego systemu. No bo jak to możliwe, że one się jakoś znajdują ??? u mnie jak zginą to nie ma co trzymać bo para się nie odnajdzie :D

      Usuń
    4. Otóż albowiem gdyż wcale że nie! One się znajdują, ale pojedynczo. Gdy wyrzucasz te pojedyncze, po jakimś czasie odnajdują się ich pary, które są również samotne i masz wrażenie, że ciągle ich przybywa. My wkładamy wszystkie single do szuflady i tam się ponownie łączą w pary. Czasem po bardzo długim czasie się odnajdują (na przykład niedawno wyjęłam jedną skarpetkę z powłoczki od kołdry... Musiała tam mieszkać dobrych kilka miesięcy... I jakaż była jej radość, gdy w szufladzie, na samym spodzie, odnalazła miłość swojego życia) :-)
      A, jeszcze jedno - niedawno przyszła moda na noszenie niepasujących skarpetek. Cóż za cudowny ukłon kreatorów w kierunku ludzkości! :-)

      Usuń
    5. o patrz !! nie wpadłabym, że mogą się skubane ukrywać w poszwach (nie mylić z pochwami) dzięki !!

      Usuń
    6. To są, kurcze blade, przebiegłe bestie...

      Usuń
  8. Zachowaj spokój, one się kiedyś znajdą. Niestety, nie wiadomo kiedy. Może jutro, a może za rok. Ja notes z numerami telefonów znalazłem pod dwóch latach. Teraz mam zgubioną tubkę z pewną substancją. Czekam, aż rzeczona się ujawni. Kup nową ładowarkę, a jak się znajdą te zgubione, to zgub tę nową, żeby nie było głupio, że masz za dużo. I już :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładowarek nigdy za wiele. Powinni produkować gniazdka od razu z wystającym kablem od ładowarki. I hasło reklamowe: w naszym domu moc w każdej komórce.
      No i oczywiście nie będziemy teraz poruszać krępującego tematu końcówek. Znalezienie ładowarki to połowa sukcesu. Trzeba jeszcze znaleźć z odpowiednią końcówką... 😉

      Usuń
    2. A gdzie znalazłeś notes? Pytam, bo może w podobnym miejscu u mnie są moje ładowarki? 😉

      Usuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":