- Co to jest hologram?- Taki obraz, który nie istnieje.
- Za moich czasów takie coś nazywało się: 'urojenie'...
- Za twoich czasów na telefon bez kabla mówiło się: zepsuty stary grat...
- Pies Renaty ma złamaną nogę.
- Oglądałam w telewizji program o modzie. Jakaś kobieta dobierała ciuchy innej kobiecie, tłumacząc przy tym, jakie są najnowsze trendy. Gdy już zaczęłam rozumieć, o co w tym chodzi i nawet miałam już wizję, w co się teraz będę ubierać, zobaczyłam napisy końcowe... Program był z 2005 roku...
- Wiesz, że ten drugi pilot, który zamknął się w kabinie, powinien być na zwolnieniu lekarskim?
- Jeśli na teście jest polecenie: "Podaj własną interpretację", to jak myślisz, co powinnaś wpisać?
- Nauczyłam się tabliczki mnożenia na palcach.
- Niedługo będzie zmiana czasu.
- Widziałaś zaćmienie Słońca?
- "Wpisz swoje nazwisko i imię drukowanymi literami po jednej w każdej kratce, zostawiając pomiędzy nazwiskiem i imieniem jedno puste pole. Pod każdą literą kodu zaczernij kółko w wierszu z odpowiednią literą. Kartę należy wypełniać kolorem czarnym. Nie wolno używać korektora. Karty nie wolno zginać, miąć, umieszczać na niej nieuprawnionych napisów i innych znaków."
- Dlaczego nigdy nie umieszczasz na facebooku zdjęcia potraw, które zamawiasz w restauracjach?
- Chciałam iść wczoraj wcześniej spać. Gdy już byłam wykąpana i zapidżamiona, na moment włączyłam telewizor. Wtedy dowiedziałam się, że w Legionowie wybuchła trzecia wojna światowa między zwolennikami i przeciwnikami ostrych interwencji policyjnych. Wtedy włączyłam komputer, żeby poczytać o tym w sieci. Potem znalazłam informację, że niedaleko nas rozpoczęły się nowe remonty, następnie wskoczyłam na minutkę do mojego kalendarza, żeby sprawdzić, czy wszystko zrobiłam na następny dzień...
- Zatrzymałam się na czerwonym świetle na prawym pasie. Przez ulicę przechodził 10-letni chłopiec. Właściwie nie przechodził, tylko siedział na rowerze, odpychając się stopami. W ten sposób przekulał się przed moim samochodem i wkulał się na sąsiedni pas. Gdy był na jego środku, z piskiem opon przemknął na czerwonym świetle samochód, który nie zauważył ani mojego samochodu stojącego na prawym pasie, ani czerwonego światła przed przejściem dla pieszych. Dziecko z rowerem z trudem przyspieszyło i wkulało się na chodnik, dosłownie w ostatnich setnych sekundy przed przejeżdżającym z ponaddźwiękową samochodem. Dzieciak był tak przerażony, że stał na chodniku, patrząc na innych kierowców.
- Zrezygnowałam z jazdy do domu autostradą. Czas podziwiać krajobrazy i nie zasnąć ze znużenia. Zdziwiłam się nieco, że ta nie-autostrada jest dwupasmowa i otoczona z każdej strony ekranami dźwięko- i widokoszczelnymi... Takie czasy... A potem pani w nawigacji powiedziała mi: za trzy kilometry zjedź z autostrady.
- A może ortografię polską tworzyło kilkadziesiąt zwaśnionych plemion słowiańskich? Jedni wymyślili, że "nie" będzie się ze wszystkim pisać razem, drudzy, że osobno. Trzeci stworzyli zestaw odmian męskich, kolejni - nijakich. Inni wypisali w słupku kiedy będzie się pisać "rz", a następni, kiedy "ż". I potem jakiś durny książę zebrał ich razem do kupy i połączył w jedno państwo. I wtedy zaczęli tę ortografię mieszać i mieszać. I każdy dał coś od siebie. I jak ci spod Wołomina uparli się na kukułkę, to spod Szczecina od razu podetknęli im pod nos jaskółkę... I tak było ze wszystkim. I teraz my musimy za ten bałagan płacić.
- Babcia Nowakowa zaprosiła mnie na śniadanie. Bułeczka, dżemik domowej roboty - pełen luksus. Zapytała też, czy napiję się kawy. Ja bardzo chętnie, bo pora była wczesna, a pogoda taka, że ciśnienie jeszcze nie wstało. Dalej wszystko było jak to u babci Nowakowej. Przyniosła mi tę kawę w filiżance, obok postawiła mleczko. Ideał. Już w myślach dziękowałam losowi za ten czarny jak smoła wskrzeszacz porannej energii. I wtedy zrobiłam pierwszy łyk. To była kawa zbożowa!
- Wiesz, że woda święcona ma termin "best before"?
- Jestem niezwykle popularną osobą. Piszą do mnie maile ludzie z całego świata. Zastanawiające jest to, że zawsze mają polskie imiona i nazwiska, i zawsze piszą do mnie po polsku, chociaż ich polszczyzna jest nieco aldente... Chcą się ze mną podzielić dobrą wiadomością, że marzą o tym, żeby mi pomóc zarobić mnóstwo pieniędzy w tydzień i zachęcają mnie w uroczy sposób, żebym kliknęła w linka, długiego jak dżdżownica.
- Pobiłam rekord świata w roztrzepaniu!
- Zrobiło się chwilowe przejaśnienie i cały krajobraz wymęczony bezustanną jesienią nabrał nieco rumieńca.
- Zadzwoniłam do M. z szorstką informacją, że zapomniała mi przysłać maila z adresem knajpki, w której się jutro spotykamy. A ona na to, że spotykamy się, owszem, 21. w sobotę, ale marca, a nie lutego...