czwartek, 5 marca 2015

poszukiwawczą

- Pobiłam rekord świata w roztrzepaniu!
- Poszłaś do pracy w piżamie?
- Gorzej... Wróciłam po południu do domu. Wypakowałam z samochodu trzy siaty, dwa tornistry, jedno dziecko własne, drugie pożyczone, zamknęłam samochód, odprowadziłam pożyczone dziecko do sąsiadów, z własnym weszłam do domu. To było po południu. Wieczorem zorientowałam się, że nie mam telefonu. Rozpoczęłam zakrojoną na szeroką skalę akcję poszukiwawczą, która doprowadziła do jakże przykrego wniosku, że nie mam również torebki. Portfel, telefon, karty kredytowe, dokumenty samochodu, moje dokumenty, karta do bramy szkolnej... Wszystko zniknęło. Moje dziecko, przyzwyczajone do wnikliwego przetrząsania wszystkiego w poszukiwaniu rzeczy zagubionych biegało jak w amoku po domu, zaglądając do każdej szuflady, szafki, pod łóżka i za zasłony. Wszędzie jeden wielki brak torebki. A jak wiesz, moja torebka rozmiarami przypomina namiot harcerski. Trudno ją przeoczyć. I w pewnym momencie moja mała córka, stojąca w piżamce boso na zimnej podłodze zadała jakże wstrząsające w swej wymowie pytanie: a czy ta torebka przyszła dzisiaj z nami z samochodu...?
- Była w bagażniku?
- Nie. Na przednim siedzeniu. W najbardziej widocznym miejscu...
- Znalazłaś winnego?
- Myślę, że to tornister dziecka sąsiadów zawinił.

6 komentarzy:

  1. Poszukiwanie portfela i torebki to akcje mrożące krew w żyłach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najgorsze, że trudno je przeprowadzić tak, żeby się nikt z otoczenia nie zorientował... ;-)

      Usuń
  2. No, najpierw sie ta krew mrozi, a potem jak nie buchnie nagle znienacka goracym strumieniem do glowy!
    Zaprawde, przygoda pelna nieporównywalnych emocji.

    OdpowiedzUsuń
  3. A samochód był otwarty... :)

    OdpowiedzUsuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":