![]() |
| interia |
Krok pierwszy: zminimalizować codzienne skrobanie szyb.
W tym celu św. Mikołaj przyniósł mi folię ze sreberka, którą się nakłada na przednią szybę i rano, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, lód schodzi. Przednia szyba, wiadomo, największa i dosięgnąć wszędzie nie można, więc skraca to skrobanie do niezbędnego minimum (małe obskrobania wielkości zeszytu w bocznych, żeby widzieć ogólny zarys widnokręgu, a tylna nikomu do szczęścia niepotrzebna zostaje nieprzezroczysta).
Dziś rano ujrzawszy na samochodzie centymetrową warstwę śniegu zdjęłam z przedniej szyby folię wraz ze śniegiem i z dumnym okrzykiem "ha!" strzepnęłam jednym, zgrabnym ruchem ręki śnieg. I tu pojawił się dysonans poznawczy, gdyż albowiem śnieg z folii wpadł mi do cholewek butów...
Noż kurcze blade, jasna pogoda i na motylą nogę! No czy ta zima nie umie iść na jakiś kompromis?!





