sobota, 31 marca 2018

drgań

besty.pl
No nie mogę uwierzyć...
Po tych wszystkich narzekaniach i utyskiwaniach znalazła się ładowarka do mojego telefonu. Niestety nie jedna z tych kupionych ostatnio, tylko jakaś stara, której wcale nie pamiętam.
Co najdziwniejsze - leżała na samym wierzchu, na moim biurku.

Podejrzewam, że na skutek ruchów tektonicznych dochodzi do drgań drobnych przedmiotów w domu. Dzięki temu obiekty z głębin powolutku acz systematycznie wydobywają się na zewnątrz.
Tak jak kamienie na polu - można zbierać co tydzień, a i tak ciągle wychodzą nowe.

Być może analogia nie jest najlepsza, bo wcale nie znajduję ładowarek co tydzień, ale kto chce, ten zrozumie.

środa, 28 marca 2018

smaku

Gdy miałam 19 lat dowiedziałam się, że mój zmysł smaku działa inaczej niż u większości ludzi. Po szeroko zakrojonych badaniach nieomal naukowych zrozumiałam, że nie czuję słodkiego smaku większości produktów, które ludzkość uważa za słodkie.
(Czekolada? Czekolada jest słodka? Serio?
Winogrona? Niemożliwe!
Glukoza jest słodka? Myślałam, że ona jest cukrem z przyczyn chemicznych, a nie smakowych!
Arbuzy? Arbuzy mają jakiś smak? Myślałam, że ludzie lubią je jeść latem, bo przypominają smakiem wodę. Jak ogórki, tylko mniej smaczne!)

Po głębokim zastanowieniu udało mi się wyselekcjonować produkty, które są słodkie i wiem to nie tylko z opowieści.
Są to:
1. dojrzała czerwona papryka
2. bardzo dojrzałe banany

Co mnie zadziwia, cukier wsypany do herbaty zmienia jej smak, ale herbata nie staje się dzięki niemu słodka, tylko mniej cierpka.

O tym, że inaczej widzę również kolory i inaczej odczuwam dźwięki napiszę kiedy indziej. Co za dużo to niezdrowo. Pozwolę sobie troszkę zmanipulować informacją, żeby wszyscy myśleli, że mimo wszystko jestem normalna.

wtorek, 27 marca 2018

espadryle, espadryle

Weszłyśmy z córką do Oszą, żeby sprawdzić, czy są już espadryle. W zeszłym roku zorientowałyśmy się w połowie lata i żałowałyśmy, że w lipcu nie mogłyśmy pomykać w tym szczycie osiągnięć obuwniczych. Sprawdziłyśmy na regałach z plastikowymi sandałami. Były. Cztery pary dla mnie, trzy dla córki - w ten sposób obstawiamy całe lato i zyskujemy pełnię szczęścia i radości.
W podskokach udałyśmy się do kasy, położyłyśmy nasze espadryle (uwielbiam to słowo i będę go nadużywać) na taśmie. Przed espadrylami spoczywał na taśmie Mont Everest poprzednich klientów. No jasna pogoda - tyle żarcia, że od razu widać, iż ludzie organizują zawodowo wesela i kupili zapasy żywności na rok. Nagle taśma się poruszyła i gdzieś z północnego stoku Czomolungmy* spadło plastikowe przezroczyste pudełko. Podniosłam i ułożyłam w stabilniejszej okolicy. Bezmyślnie i odruchowo. Ot - coś spada, a człowiek się schyla i podnosi.
- O, dziękuję - powiedziała pani. - To baranek.
- Baranek? - zdziwiłam się.
- Baranek z masła. Na Wielkanoc. No wie pani, robimy zakupy na święta.

Spojrzałam na espadryle i poczułam niewiarygodną lekkość bytu.

* sprawdziłam w Wikipedii, że Czomolungma w uproszczonej wersji chińskiego to  珠穆朗玛峰.
No czyż można nie kochać Chińczyków? Jak coś robią, to już porządnie. Jak upraszczają, to z sercem. ;-)

niedziela, 25 marca 2018

stare

Zastanawiam się, czy każdy ma w sobie miejsce, w którym składa stare przyjaźnie.
Takie, które odeszły z różnych powodów, zostały zasztyletowane w strasznej wojnie, albo same umarły, nie wiedzieć czemu...

I co się z nimi robi?
Składa kwiaty i zapala świeczki?
Udaje się, że ich nigdy nie było?
Od czasu do czasu podejmuje się jakąś akcję reanimacyjną? Resuscytacja trupa sprzed dekady? Spotkanie, uścisk, ach jak miło?




czwartek, 22 marca 2018

serwisu

Sądziłam, że gorzej nie będzie, ale przy odbieraniu samochodu z serwisu miała miejsce sytuacja jak z komedii. Czarnej.
jeja.pl
Dostałam do ręki kluczyki i pokazano mi, gdzie zaparkowano mój przebadany z góry na dół samochód (trudno byłoby mi go samej poznać, bo umyty, a w takim stanie dawno go nie widziałam...).
Doszłam do samochodu, próbuję otworzyć drzwi - brak reakcji.
Najpierw sprawdziłam, czy to mój samochód. Uff.
Potem udałam się do pana serwisowego delikatnie napomykając, że nie umiem otworzyć własnego auta.
Panowie wymienili spojrzenia mówiące "za to nam płacą" i jeden z nich wyszedł ze mną na parking. Wziął ode mnie pilota, podszedł do drzwi - nic.
Zaproszono mnie na kawę, pokazano, gdzie są wygodne fotele i rozpoczęła się akcja pod roboczym kryptonimem "Otwórzcie wreszcie jej samochód, niech już sobie pojedzie".
A tu nic.
W sensie, że samochód nic, bo ja to i owszem. Poradziłam sprawdzić baterię w pilocie (ha! ma się tę inteligencję motoryzacyjną!).
Baterię wymieniono, samochód nadal się nie otwierał.
Ponieważ w moim pilocie ukryty jest awaryjny metalowy klucz (nie wiedziałam o tym, ale to akurat nie jest tematem postu), samochód otwarto metodą dziurka-klucz-wsadzić-przekręcić-pociągnąć klamkę i przestawiono do hali serwisowej.
Minęła godzina, a oni ciągle naprawiali.
W końcu pełen sukces - pilot działa.
Odjechałam.
Był to pierwszy przypadek, że serwis autoryzowany zepsuł jakiś element samochodu, a tego faktu nie dało się ukryć przed klientem. Przed klientką...

wtorek, 20 marca 2018

umierali

jeja.pl
Przypomniało mi się, że babcia opowiadało mi kiedyś na spacerze, iż w jej rodzinie nikt, ale to nikt nie chorował na raka. Wszyscy umierali na płuca.
Dotychczas bardzo mnie to podbudowywało, ale teraz zaczynam się martwić.
Gdyż albowiem mam taki kaszel, że gdybym teraz zeszła, to na moim grobie pojawiłby się napis:

Tu leżą zewnętrzne powłoki Kaliny. Całe wnętrzności wykaszlała, zanim zmarła...


poniedziałek, 19 marca 2018

parter

- Halo, Kalinko? No więc zdobyłam adres pana Jerzego. On mieszka na ulicy Kruczej 8, na parterze.
- Ale ja potrzebuję dokładny adres, mamo.
- A po co? Przecież jak do niego pojedziesz, to wystarczy ci, że to parter.
- Ale ja do niego nie pojadę. Chcę mu tę książkę wysłać w prezencie. Jako niespodziankę.
- Ach tak?! Ty sobie nawet nie wyobrażasz, jak on się ucieszył, że ty mu tę książkę chcesz wysłać!
- Mamo, to miała być niespodzianka!
- Ach tak?! To dobrze! Możesz od razu do niego zadzwonić i się umówić, kiedy do niego pojedziesz.
- Mamo, ja nie chciałam tam jechać! Miałaś mi tylko podać jego adres. Żebym mogła wysłać mu książkę jako niespodziankę.
- No to mu ją zawieziesz! Co to takiego?! Acha, i jeszcze jedno. Powiedziałam mu, że główny bohater nazywa się tak samo jak on, ale żeby nie myślał, że to specjalnie, bo to jest zupełny przypadek!
- Mamo, przecież to nie jest przypadek! Główny bohater nazywa się tak samo jak pan Jerzy, bo w ten sposób chciałam podziękować panu Jerzemu za jego pomoc! I pan Jerzy się na to zgodził! Użyczył mi swojego nazwiska. A ty mu teraz powiedziałaś, że to przypadek?!
- Ja pierwsze słyszę, Kalinko, że to nie jest przypadek. I bardzo cię proszę, jedź od razu do pana Jerzego z tą książką, bo on będzie czekał.
- Nie mam kiedy, mamo. Mam teraz urwanie głowy.
 
 - To po chciałaś, żebym cię z nim umawiała?! Zresztą, zrobisz jak chcesz. Ja miałam tylko podać ci adres i to zrobiłam.

środa, 14 marca 2018

jaki

humorek.pl
- Pani Kalino, jaki jest numer rejestracyjny pani samochodu?
- A czy mój samochód jest jeszcze zaparkowany pod oknem?
- Nie, koledzy już nim wjechali do środka.
- W takim razie muszę znaleźć dowód rejestracyjny.
- To może później. A jaki jest przebieg?
- Czy pan nie przecenia moich możliwości?
- Przepraszam. Już nie będę. A chociaż mniej więcej?
- Mniej więcej numer rejestracyjny, czy mniej więcej przebieg?

niedziela, 11 marca 2018

awizo

fajne-zdjęcia.pl
- Halo, mamo, czy przyszła do Ciebie paczka dla mnie?
- Nie, Kalinko. Nie przyszła.
- A czy mogłabyś sprawdzić, czy nie ma awizo?
- A gdzie mam sprawdzić, Kalinko?
- W skrzynce na listy. Jak będziesz wychodziła z domu to sprawdź w skrzynce, dobrze?
- Ale ja właśnie teraz jestem poza domem, Kalinko. I jak wrócę, to już nie będę wychodziła.
- A możesz sprawdzić, jak będziesz wracała?
- Mogę, oczywiście. Też się zdziwiłam, że mam sprawdzać akurat podczas wychodzenia.

sprawach

Czasem zapominam o sprawach najważniejszych.
Ostatnio zapomniałam, że można dać sobie czas na przemyślenie. Wśród różnych możliwości jest i taka: odpowiem ci, gdy się zastanowię.
Jeśli ktoś nie chce czekać na odpowiedź, lepiej od razu mu odmówić. Dobry sprawdzian. Daje pewność odpowiedzi.




sobota, 3 marca 2018

meteorologii

Wyobrażam to sobie tak:
w Instytucie Meteorologii zatrudniają trzy panie. Co godzinę dzwonią do każdej z nich i pytają:

koniec-swiata.pl
- I jak tam, pani Haniu, jak pani czuje?
- Minus osiem, panie kierowniku.
- Dziękuję. Do usłyszenia za godzinę.

- Halo? Pani Krysiu, jak pani czuje?
- Minus jedenaście, panie kierowniku.
- Dziękuję, pani Krysiu. Zanotowałem. Do usłyszenia za godzinę.

- Pani Kasiu, jak pani czuje?
- Minus siedemdziesiąt trzy, panie kierowniku.
- Oh, bardzo dziękuję, pani Kasiu. Zapisuję: minus siedemdziesiąt trzy...

Potem kierownik wyciąga z tego średnią arytmetyczną i podaje do publicznej wiadomości:
Instytut Meteorologii informuje, że odczuwalna temperatura wynosi tyle i tyle.

Czy oczywiste jest dla wszystkich, że w moim wyobrażeniu pani Kasia tylko udaje, że jest panią Kasią? Tak naprawdę ma na imię Kalina...

piątek, 2 marca 2018

decyzji

Wojewódzka Biblioteka Lublin
Mąż twierdzi, że mam problemy z podejmowaniem decyzji, dotyczących moich przyjemności i rzeczy dla mnie. Wysunął tę hipotezę po tym, jak po trzech dniach zastanawiania się w końcu zdecydowałam się pójść raz jeszcze do porcelanowego lumpeksu w Danii i nabyć 6 sztuk chińskich przecudnych filiżanek po 4 euro każda. Na moich oczach filiżanki kupiła jakaś pani. Podobnie miała się sprawa z wieloma innymi rzeczami, które w sposób wręcz wzorcowy przeszły mi koło nosa.

Mąż zamieszkuje obecnie lokal szpitalny, co oznacza, że sama podejmuję decyzje domowe wszelkie. O kolekcji obrazów na ścianach już pisałam (ale chętnie się powtórzę, bo je uwielbiam!), ale niedawno dokonałam wręcz cudu decyzyjno-podejmowalniczego.
Otóż zatem więc:
Znajoma biblioteka przeprowadza się do innego lokum. Pakują cały księgozbiór i hejże do budynku, który olśni każdego, nawet niepiśmiennego. W związku z tym zmieniają również umeblowanie.
Postanowiłam skorzystać z okazji i spełnić marzenie odwieczne. I stało się: w moim samochodzie znajduje się stary katalog biblioteczny. Przywiozłam go własnymi, że tak powiem, ręcami. Ponieważ znajoma biblioteka mieści się w odległości 4 godzin jazdy samochodem od mojego domu, spędziłam dziś błogie 10 godzin za kierownicą (bo, jak wiadomo, jeżdżę wolniej niż inni, zwłaszcza gdy mam samochód wypakowany po dach ciężką, ogromną komodą-katalogiem).
Teraz jeszcze tylko muszę tę komodę jakoś wypakować, co wydaje się być niemożliwe, biorąc pod uwagę fakt, że do samochodu wpakowały ją wraz ze mną cztery osoby...
Na razie cieszę się z komody, cieszę się, że nie musiałam ani razu ostro hamować (bo wtedy katalog znalazłby się na moich plecach), cieszę się, że marzenia się spełniają, a martwić się o wypakowanie będę jutro. Skoro udało się go włożyć, prawdopodobnie powinno się udać go także wyjąć. W najgorszym razie będę już zawsze jeździć z katalogiem, zajmującym 2/3 wnętrza mojego samochodu. Ale to nic. Piękny jest. ;-)

czwartek, 1 marca 2018

telefonie

- Mamo, dlaczego ty masz wszystkich powpisywanych tak dziwnie w telefonie?

dreamstime.com
- Jak to dziwnie, Kalinko? To można inaczej?
- No wiesz, każdy sam decyduje, ale dlaczego masz na początku takie dziwne litery? Na przykład numer cioci Ewy opisany jest jako "ag Ewa dom tel nr", a z kolei cioci Hali jako "ac Hala 3 tel nr"?
- Bo to był kiedyś twój telefon, Kalinko i ty tak miałaś powpisywane różne osoby i ja myślałam, że tak powinno być.
- Mamo, ja tylko te osoby, do których najczęściej dzwoniłam, wpisywałam jako "aa mama", albo "aa Ania", żeby mi się na początku listy pojawiały.
- A ja już przy tym zostałam i też tak wszystkich wpisuję, ale jadę kolejnymi literami alfabetu po "a", Teraz to już do "am" doszłam. Też się dziwiłam, że wszystkich trzeba mieć na "a", ale nie chciałam pytać...

cytat

cytat dnia:



wiosłujesz i wiosłujesz
próbując utrzymać tempo
polskieradio.pl
omijasz wystające z wody głazy
i bronisz się wiosłem przed wskakującymi
na plecy piraniami

woda zalewa ci oczy
a to co poniżej pasa od dawna tkwi
w zimnej wodzie

obyś tylko zorientował się
czy nie płyniesz pod prąd
zanim zobaczysz przed sobą wodospad
spadający na ciebie z góry

wtorek, 27 lutego 2018

zalogowania

Nastała wiekopomna chwila.

Jeśli dotychczas Kalina twierdziła, że ma sporo zajęć i z trudem wiąże dwie wskazówki jednego zegara, oraz że ma łeb wypchany problemami wszelkimi tak, że szwy między ciemieniem a potylicą spina co rano wsuwką do włosów, to kłamała.
Mama Kaliny założyła sobie konto na facebooku.

Gdy mama poinformowała Kalinę, że założyła konto pod nazwą "Mama Maliny", Kalina umarła. Natychmiast zmartwychwstała i spytała mamę, dlaczego ach dlaczego i czy nie ma innych metod na spędzanie wolnego czasu. Może kino? Może klub modelarski? Może warsztaty lepienia kulek z chleba? Może Caritas diecezji londyńskiej?
blasty.pl
Powód zalogowania się mamy na tym portalu ("bo wszyscy mówią, Kalinko, że Ty ciągle umieszczasz informacje o swojej pracy na facebooku a mi nic o tym nie mówisz") jest o tyle zaskakujący, co oparty na kłamstwie i pomówieniach. Ale jak tu powiedzieć mamie, że zawsze ach zawsze Kalina mówi jej, gdzie i po co jedzie do pracy, tylko że mamy pamięć działa dość wybiórczo...
Mama przysięgła na "Biblię", na "Pana Wołodyjowskiego" i na "Kuchnię polską", że nikogo nie zaprosiła do znajomych, bo po co. I nikogo zapraszać nie zamierza.
Kalina odsapnęła z ulgą i uspokojona wróciła do domu. Niech mama sobie ogląda na facebooku co chce, przecież ma to zagwarantowane w ustawie zasadniczej.

W domu Kalina odpaliła facebooka i oniemiała. Jak byk Maruś Zuckerberg machał do niej informacją, że mama zaprasza Kalinę do grona swoich znajomych.
Błądzić jest rzeczą ludzką. Mamie mogło się raz zdarzyć. Niech i tak będzie.

Ale gdy wieczorem Kalina przeczytała na messengerze pytanie od swojego bardzo dalekiego znajomego, czy Kalina zna może osobę o kryptonimie Mama Maliny, gdyż albowiem osoba ta...

Co było dalej w wiadomości, Kalina nie wie. Umarła po raz drugi tego samego dnia. Zmartwychwstanie w toku.

pochwalić


Prawdopodobnie przy bliższym przeglądaniu mojego bloga można zauważyć, że pilnuję swojej nieoczywistości blogowo-internetowej jak pies własnego ogona.
Żadnych imion, adresów, zdjęć z dziećmi na basenie czy ślubnych fotek podczas rozwodu. Żadnej twarzy, ręki, nogi czy nazwiska. Żadnego zapraszam na Kwiatową 8. Nie, nie, nie.

Ale jednak nadeszła wiekopomna chwila, gdyż albowiem chcę się pochwalić.
Otóż: zmuszona dłuższym niepobytem męża w naszych wspólnych domowych pieleszach postanowiłam wsiąść na traktory, chwycić za kilofy, podkasać rękawy od flanelowej koszuli w kratę i popuścić nieco zbyt wysoko podciągnięte szelki od spodni drwala.
Nauczona przez męża w czasach tuż-przed-szpitalnych obsługi wiertarki udarowej, wykorzystuję tę wiedzę w stopniu zaawansowanym i wiercę we wszystkim, co mi stanie przed oczami. Ostatnio było to kilka ścian.
Być może dwa dotychczasowe wątki wydają się dość odległe, ale w tym oto miejscu nieoczekiwanie łapię je w jedne pęk i dochodzę do sedna jądralnego orzecha: chcę się mianowicie pochwalić licznemi dziurami w ścianach, w których umieściłam tzw. kołki (wbijanie kołków okazało się zaiste drobnostką) na których to powiesiłam moją kolekcję sztuki.

Przed Wami Międzynarodowa Galeria Peggy Guggenheim-Kwiatowej:
Anioł z duszą astrologa-harfisty

Baran o aspiracjach horoskopalnych

Kot z wrednym uśmiechem i księżycowym sercem

Portret mojej rodziny po zmroku

Wichrów

Miś ze spojrzeniem wnikliwym

Kolędnicy po trzech głębszych






Jak wyżej: Kacper, Melchior i Belzebub
 
A wszystko to autorstwa Diabła w buraczkach, któremu składam niniejszym uszanowanie!
I niechaj Aniołowie w niebiesiech śpiewają hymny pochwalne (albo chymny pohwalne) na cześć Twego Diabelskiego talentu, o miszczyni papieru i barwnika!!!
Zaznaczę tylko nieskromnie, że nie są to wszystkie prace ww. artystki, które posiadam, gdyż...

... mała uwaga od mojej młodszej córki:
Mamo, powiedz tej pani, że nie powinna robić rysunków na dwóch stronach tej samej kartki! My tego potem nie możemy powiesić, bo nam zawsze żal tej strony, której akurat nie będzie widać!
Rzekłam więc, o boska. Tfu, tfu! O diabelska!

niedziela, 25 lutego 2018

zmienił

Świat się zmienił.
Napisy na kremach drukowane są w taki sposób, że można je przeczytać.
Smsy w telefonie można odszyfrować nawet przy kiepskim oświetleniu.
Gdy do rękawa swetra przyczepi się włos, można go bez problemu zdjąć.
Widać, że kulki do kąpieli składają się z maleńkich ziarenek.
Nazwy ulic pisane są czytelną czcionką.
Ludzie po drugiej stronie ulicy mają twarze.
Skraca się ręka, zwłaszcza podczas czytania książek.
Gdy trzyma się na kolanach świnkę morską, można przyjrzeć się jej chorym ząbkom.
Depilowanie brwi nie wymaga ekwilibrystycznych popisów w rodzaju: jak tu się jednocześnie odsunąć i przysunąć do lustra.
Widać tablice rejestracyjne samochodów jadących daleko z przodu.
I wiele, wiele innych zmian.

A wszystko to, bo poszłam do optyka i kupiłam dwie nowe pary okularów. Z silniejszymi szkłami. Jedną do czytania, drugą do życia.

czwartek, 22 lutego 2018

rozwaloną

Widzę w internecie zdjęcie przykładowego apartamentu. Wielkie łóżko z rozwaloną pościelą, obok stół z resztą porannej kawy, dalej kuchnia z okruchami chleba na blacie.

Rozglądam się wokół siebie.
Halo!
Coś się zakrzywiło w promieniach dochodzących z kosmosu? Jakiś artefakt na siatkówce?

Mam u siebie identyczną sytuację, a jednak jakby inną: pościel też rozwalona na łóżku, na stole resztki po obiedzie, na blacie kuchennym kilka obierek od marchewki i brudny garnek po zupie, ale jakoś inaczej to wygląda...
;-)

Dzisiaj nie będzie zdjęcia. Każdy sam w ciszy i spokoju niech się przyjrzy swojemu mieszkaniu i niech uczciwie sobie powie, czy u niego też się zakrzywia, czy nie.
Poprawna reakcja: tak, tak, u mnie też coś bardziej przypominającego krajobraz po tornado niż zdjęcie "przykładowego" mieszkania.
Dziękuję za zrozumienie. Idę walczyć z kuchnią.

środa, 21 lutego 2018

czasu

(chociaż okładki sobie obejrzę...)
Wypożyczyłam dwa filmy. Jeden fajny, drugi też fajny. Dzisiejszy wieczór przyjął roboczy tytuł "tu będę leżeć i oglądać, i co mi zrobicie?".

Najpierw przyszedł sms, że zgubił się artykuł, który poprawiałam na zeszły tydzień i wszystkie podejrzane osoby proszone są o wdrożenie szeroko zakrojonej akcji poszukiwawczej. Akcji poszukiwawczej w swoich komputerach naturalnie. Wiem, że są ludzie, którzy wiedzą gdzie leżą ich rachunki za prąd z kwietnia 1995 oraz paragon za buty sprzed dwóch lat. Tacy to mają dobrze. W komputerze też potrafią wszystko znaleźć. Ja nie. Przeryłam skrzynkę odbiorczą, nadawczą, pliki z artykułami do zrobienia i z tymi zrobionymi. No i znalazłam artykuł. Uff... Poprawiony i odesłany, czyli nie ja jestem najwinniejsza. Ale czas upłynął w sporej ilości i nadszedł przykry moment, w którym musiałam sobie powiedzieć prosto w oczy: "Dwóch filmów to ty już dziś nie obejrzysz, maleńka. Wybieraj!"
I gdy zastanawiałam się, czy bardziej chcę spędzić ten wieczór ze Snowdenem czy z Turnerem, przyszedł drugi sms. Tym razem tylko do mnie. Że chyba nie przysłałam artykułu, który obiecałam napisać na marzec i czy dzisiaj dam radę.
Powiedziałam Snowdenowi i Turnerowi, że jednak wolę dzisiaj przemyśleć inne sprawy, że "nie daliście rady, chłopaki" i "taki mamy klimat". Teraz siedzę przy komputerze i, jak widać, udaję, że piszę artykuł. A czasu niewiele. Oj, niewiele...

wtorek, 20 lutego 2018

kartkę

- Kalinko, czy mogłabyś pojechać do firmy od kablówki i poprosić, żeby mi naprawili telewizor?
- Tak, tak, mamo. Oczywiście. Pojadę w najbliższych dniach.

Mija kilka dni. Kalina jedzie do firmy od kablówki i upocona wyjaśnia, jakie są objawy niedyspozycji kablówki u mamy na telewizorze. Państwo Kablostwo tłumaczą jej jak krowie na rowie, które kable i w jakiej kolejności należy odłączyć, ile sekund poczekać i gdzie nacisnąć pilota, żeby zadziałało. Kalina ulega silnemu przemęczeniu. Niedyspozycję wykazuje zwłaszcza ta jej część, która jest odpowiedzialna za obsługę urządzeń wymagających podłączenia do prądu. Z instrukcją napisaną w połowie alfabetem łacińskim, w połowie pismem obrazkowym a w połowie po chińsku Kalina przyjeżdża do mamy.

- Mamo, mam dla Ciebie instrukcję resetowania dekodera - mówi Kalina i wyciąga pomiętą kartkę świadczącą o tym, że dysgrafia i dysintelektualność doskwierają jej w stopniu znacznym.
- Kalinko kochana, ja ci kilka dni temu wysłałam smsa, że zadzwoniłam do państwa Kablostwa i oni mi powiedzieli przez telefon co zrobić, żeby telewizor działał.
- I działa?
- Działa.

Smsa od mamy nie ma u Kaliny w telefonie. Uff... Chociaż z telefonem mama radzi sobie gorzej niż Kalina.