- Co mam ci ściągnąć? - spytał kolega jedną z koleżanek.
Język polski cudowny jest i basta :-)
niedziela, 29 grudnia 2019
sobota, 28 grudnia 2019
potami
Młodszej córce już trochę przeszło i zaczyna wyglądać jak człowiek. Ja jeszcze waham się pomiędzy potami i dreszczami. Gorączka na zmianę to rośnie, to spada. Przebieram mokre piżamy, żebrzę o herbatę i czekam na zdrowie. Wszyscy życzyli, ale jakoś się nie spełniło.
piątek, 20 grudnia 2019
puszczanie
Przygotowaliśmy z uczniami gazetkę ścienną. Narysowaliśmy sowy i podpisaliśmy, która się w czym specjalizuje. Jest sowa, która robi bałagan w pokoju, sowa porywająca dzieci z łóżek, sowa zjadająca pączki, sowa wypijająca nektar z kwiatów, sowa mieszkająca w jaskini oraz sowa puszczająca bąki.
- Sowa puszczająca bąki? - zdziwiła się przechodząca obok nas nauczycielka.
Zupełnie tak, jakby wszystkie inne sowie aktywności były absolutnie normalne, a akurat puszczanie bąków - nie. Tymczasem puszczanie bąków jest prawdopodobnie tym, co sowy akurat robią. Chociaż pewności nie mam. Muszę sprawdzić przy okazji ;-)
- Sowa puszczająca bąki? - zdziwiła się przechodząca obok nas nauczycielka.
Zupełnie tak, jakby wszystkie inne sowie aktywności były absolutnie normalne, a akurat puszczanie bąków - nie. Tymczasem puszczanie bąków jest prawdopodobnie tym, co sowy akurat robią. Chociaż pewności nie mam. Muszę sprawdzić przy okazji ;-)
sobota, 14 grudnia 2019
karimaty
Córka Kaliny spała w szkole. Wzięła śpiwór, ale zapomniała zabrać karimaty.
- Czy karimata jest konieczna, czy dziecię poradzi sobie bez niej? - spytała Kalina cudowną nauczycielkę.
- A po co karimata?! - zdziwiła się nauczycielka. - Jeśli nawet pójdą spać, to na tak krótko, że spokojnie wytrzymają bez karimat.
Kalina ceni sobie rozsądek i trzeźwość myślenia doświadczonej kadry pedagogicznej.
Córka wróciła rano po nocnym spaniu.
- Jak było? - spytała Kalina szarą twarz i zamglone oczy córki.
- Swietnie! Wcale nie jestem zmęczona, chociaż spałam tylko... yyyy… cztery godziny.
Córka Kaliny weszła do swojego pokoju i zamknęła za sobą drzwi.
Po kwadransie Kalina weszła do pokoju córki.
- Czy mogłabyś mi zapiąć bransoletkę? - spytała, patrząc na ciało, leżące na łóżku.
Z łóżka podniosła się twarz, przypominająca ludzką. Oczy nie wykazywały żadnej zborności. Brak zoomu widać było na kilometr. Wykręcone usta i odciśnięty na policzku wzór kapy jednoznacznie świadczyły o tym, że pozycja została przyjęta tuż po wejściu i nie ulegała zmianie.
Kalina w milczeniu wycofała się za drzwi. Brak możliwości nawiązania bliższego, a nawet dalszego, kontaktu z córką, był oczywisty. Z tą niezmęczoną córką, naturalnie :-)
- Czy karimata jest konieczna, czy dziecię poradzi sobie bez niej? - spytała Kalina cudowną nauczycielkę.
- A po co karimata?! - zdziwiła się nauczycielka. - Jeśli nawet pójdą spać, to na tak krótko, że spokojnie wytrzymają bez karimat.
Kalina ceni sobie rozsądek i trzeźwość myślenia doświadczonej kadry pedagogicznej.
Córka wróciła rano po nocnym spaniu.
- Jak było? - spytała Kalina szarą twarz i zamglone oczy córki.
- Swietnie! Wcale nie jestem zmęczona, chociaż spałam tylko... yyyy… cztery godziny.
Córka Kaliny weszła do swojego pokoju i zamknęła za sobą drzwi.
Po kwadransie Kalina weszła do pokoju córki.
- Czy mogłabyś mi zapiąć bransoletkę? - spytała, patrząc na ciało, leżące na łóżku.
Z łóżka podniosła się twarz, przypominająca ludzką. Oczy nie wykazywały żadnej zborności. Brak zoomu widać było na kilometr. Wykręcone usta i odciśnięty na policzku wzór kapy jednoznacznie świadczyły o tym, że pozycja została przyjęta tuż po wejściu i nie ulegała zmianie.
Kalina w milczeniu wycofała się za drzwi. Brak możliwości nawiązania bliższego, a nawet dalszego, kontaktu z córką, był oczywisty. Z tą niezmęczoną córką, naturalnie :-)
czwartek, 12 grudnia 2019
zimowe
Kalina długo zwlekała ze zmianą opon na zimowe. Bardzo długo. Tak długo, że aż na drzwiach pojawiła się notatka mężowskim pismem: zmień opony! Bo mąż Kaliny jest osobą zapobiegliwą i rozsądną, w przeciwieństwie. Kalina umówiła się na zmianę opon gdy w telefonie przeczytała, że w najbliższą noc mają nadejść pierwsze przymrozki. Naturalnie pierwszy wolny termin u zmieniacza oponowego był za tydzień. Ale, jak mówi stare przysłowie: samo umówienie się na zmianę opon jest już wielkim krokiem w stronę zimowych opon, więc Kalina czuła się bardzo bezpieczna na letnich. A przymrozki wcale nie nadeszły.
Opony zostały zmienione przedwczoraj. Tego samego dnia nadszedł pierwszy popołudniowy przymrozek. Dziwne zjawisko, skrobać szyby w ciągu dnia. Wczoraj mroziło już bardziej regularnie, acz było słonecznie. Dziś pada śnieg.
Wszelkie uwagi odnośnie do terminu nadejszniętej zimy należy zgłaszać do Kaliny pisemnie. Ewentualne terminy, kiedy Kalina ma zmienić opony na letnie, żeby natychmiast przyszły upały, można podawać pod rozwagę do stycznia.
Podpisano:
Kalina (ta, co potrafi zimę sprowadzić)
Opony zostały zmienione przedwczoraj. Tego samego dnia nadszedł pierwszy popołudniowy przymrozek. Dziwne zjawisko, skrobać szyby w ciągu dnia. Wczoraj mroziło już bardziej regularnie, acz było słonecznie. Dziś pada śnieg.
Wszelkie uwagi odnośnie do terminu nadejszniętej zimy należy zgłaszać do Kaliny pisemnie. Ewentualne terminy, kiedy Kalina ma zmienić opony na letnie, żeby natychmiast przyszły upały, można podawać pod rozwagę do stycznia.
Podpisano:
Kalina (ta, co potrafi zimę sprowadzić)
poniedziałek, 9 grudnia 2019
esemesadzie
- Czy mogłabyś mi napisać swój numer telefonu?
- Hahaha.
- Poproszę!
- Nie doszło. Czy mogłabyś? Proszę!!
- Hahaha!
- Bardzo cię proszę. Napisz. Kasia musi do ciebie zadzwonić.
- Czy możesz mi napisać swój numer telefonu jak krowie na rowie?
- Przecież ty cały czas piszesz smsy do mnie na mój numer telefonu!
- Boże!!! To straszne!!! Ile chcesz za powstrzymanie się od publicznego komentowania mojej inteligencji?
Nie będę wyjaśniać którą osobą w tej esemesadzie była Kalina. Liczę na inteligencję czytelników i ich daleko posuniętą życzliwość, wiążącą się z niekomentowaniem indolencji Kaliny.
- Hahaha.
- Poproszę!
- Nie doszło. Czy mogłabyś? Proszę!!
- Hahaha!
- Bardzo cię proszę. Napisz. Kasia musi do ciebie zadzwonić.
- Czy możesz mi napisać swój numer telefonu jak krowie na rowie?
- Przecież ty cały czas piszesz smsy do mnie na mój numer telefonu!
- Boże!!! To straszne!!! Ile chcesz za powstrzymanie się od publicznego komentowania mojej inteligencji?
Nie będę wyjaśniać którą osobą w tej esemesadzie była Kalina. Liczę na inteligencję czytelników i ich daleko posuniętą życzliwość, wiążącą się z niekomentowaniem indolencji Kaliny.
sobota, 7 grudnia 2019
tylko
- Tu leży moja teczka, ta co się zgubiła na poprzedniej przerwie - usłyszała Kalina głos z drugiego końca stołu. - A gdzie papiery?
- Mówisz do siebie na głos? - spytała zaskoczona Kalina.
- Przepraszam. Mówię.
- Nie przepraszaj. Zdziwiłam się, bo sądziłam, że tylko ja...
- Ty też? - padło nagle z trzeciego końca pokoju nauczycielskiego. - Myślałam, że tylko ja...
- Naprawdę? Wy też? - odezwała się katechetka. - Nie spodziewałam się.
- Ale ja bardzo często... - zaczęła nieśmiało polonistka.
- A ja czasem się nawet ze sobą kłócę - bąknęła plastyczka, nalewając wodę do kubka termicznego.
- Myślicie, że w innych zawodach to też się zdarza? - zapytała geograficzka, chowając głowę w szafie. Prawdopodobnie położyła gdzieś w dobrym miejscu swoje sprawdziany i stało się najgorsze.
Zapadło milczenie. Otworzyły się drzwi i stanęła w nich dyrekcja.
- Muszę jeszcze tylko uzupełnić zastępstwa i wtedy... - Dyrekcja zatrzymała się i spojrzała na wszystkich. - Co tak patrzycie?
- Nic, nic. Zupełnie nic. Cieszymy się, że mamy taką fajną, normalną dyrekcję - rzekła katechetka, a wszyscy zabrali się do pracy, mówiąc do siebie pod nosem. Plastyczka z nikim się nie pokłóciła.
- Mówisz do siebie na głos? - spytała zaskoczona Kalina.
- Przepraszam. Mówię.
- Nie przepraszaj. Zdziwiłam się, bo sądziłam, że tylko ja...
- Ty też? - padło nagle z trzeciego końca pokoju nauczycielskiego. - Myślałam, że tylko ja...
- Naprawdę? Wy też? - odezwała się katechetka. - Nie spodziewałam się.
- Ale ja bardzo często... - zaczęła nieśmiało polonistka.
- A ja czasem się nawet ze sobą kłócę - bąknęła plastyczka, nalewając wodę do kubka termicznego.
- Myślicie, że w innych zawodach to też się zdarza? - zapytała geograficzka, chowając głowę w szafie. Prawdopodobnie położyła gdzieś w dobrym miejscu swoje sprawdziany i stało się najgorsze.
Zapadło milczenie. Otworzyły się drzwi i stanęła w nich dyrekcja.
- Muszę jeszcze tylko uzupełnić zastępstwa i wtedy... - Dyrekcja zatrzymała się i spojrzała na wszystkich. - Co tak patrzycie?
- Nic, nic. Zupełnie nic. Cieszymy się, że mamy taką fajną, normalną dyrekcję - rzekła katechetka, a wszyscy zabrali się do pracy, mówiąc do siebie pod nosem. Plastyczka z nikim się nie pokłóciła.
czwartek, 5 grudnia 2019
szubrawe
Uczniowie w mojej szkole to mieszanka wybuchowa. Niemal każdy ciągnie za sobą dramatyczną historię.
- No nie gadaj - usłyszałam teatralny szept, gdy odwróciłam się przodem do tablicy. - Przecież to jest biologia! Pani przestanie nas lubić jak będziemy niegrzeczni!
Najgorsze łotry szubrawe, których ma się ochotę wsadzić w rakietę i odesłać na Marsa bez wstępnego przeszkolenia, dają największą radość.
- Proszę panią, ja przyszłem dzisiaj na drugą lekcję, bo rano zgubiłem po drodze worek od wf.
- I znalazłeś go?
- Nie. Okazało się, że był w szkole.
- Dlaczego nie było pani w szkole?
- Byłam chora.
- Martwiłem się.
- Co dostałem z kartkówki o dżdżownicy?
- Nie wiem.
- Nie wie pani? Jak to?
- Nie pamiętam wszystkich ocen.
- Ale moją to chyba pani pamięta?
- Zgubiłam kluczyk od szafki.
- Sprawdziłaś w szatni?
- Tak.
- A u pana woźnego?
- Tak.
- A w twojej sali?
- Tak.
- A w kieszeni w kurtce?
- Tak.
- A sprawdź przy mnie jeszcze raz kieszenie.
- O, jest. Ale przed chwilą go nie było!
- No nie gadaj - usłyszałam teatralny szept, gdy odwróciłam się przodem do tablicy. - Przecież to jest biologia! Pani przestanie nas lubić jak będziemy niegrzeczni!
Najgorsze łotry szubrawe, których ma się ochotę wsadzić w rakietę i odesłać na Marsa bez wstępnego przeszkolenia, dają największą radość.
- Proszę panią, ja przyszłem dzisiaj na drugą lekcję, bo rano zgubiłem po drodze worek od wf.
- I znalazłeś go?
- Nie. Okazało się, że był w szkole.
- Dlaczego nie było pani w szkole?
- Byłam chora.
- Martwiłem się.
- Co dostałem z kartkówki o dżdżownicy?
- Nie wiem.
- Nie wie pani? Jak to?
- Nie pamiętam wszystkich ocen.
- Ale moją to chyba pani pamięta?
- Zgubiłam kluczyk od szafki.
- Sprawdziłaś w szatni?
- Tak.
- A u pana woźnego?
- Tak.
- A w twojej sali?
- Tak.
- A w kieszeni w kurtce?
- Tak.
- A sprawdź przy mnie jeszcze raz kieszenie.
- O, jest. Ale przed chwilą go nie było!
środa, 4 grudnia 2019
doczekać
Uczniowie pytają, czy cieszę się, że niedługo będą święta. Przemyślałam sprawę. Tak, cieszę się. To będą święta inne niż wszystkie. Spędzimy je sami, tylko z mamą, przyjedzie córka z końca świata, planujemy piękne dekoracje, cudną choinkę, kolędy i pierogi zrobione przez zaprzyjaźnioną Ukrainkę. Cicho, spokojnie. Rozbłyśnie moja bawarska szopka, którą cudem udało nam się uruchomić. Jest tak kiczowata, że zachwyca.
Cieszę się.
Nie będziemy się spinać. Ubierzemy się odświętnie, bo chcemy. Młodsza córka przygotowała film o Kevinie. Zeby nie był w tym roku sam w domu, spędzimy pierwszy dzień świąt razem z nim, pod kocem, zajadając pyszne czekoladowe pierniki upieczone w Lidlu.
A jeśli okaże się, że byłam grzeczna, może dostanę jakiś fajny prezent? Tylko muszę go najpierw kupić - mama od lat prosi mnie o załatwianie spraw ze świętym Mikołajem.
W Wigilię w południe pojedziemy na lotnisko odebrać starszą córkę. Przyleci stęskniona i wzruszona. Będziemy płakać, ściskając ją i piszcząc w hali przylotów. Prawdziwe święta. Nie mogę się doczekać.
Cieszę się.
Nie będziemy się spinać. Ubierzemy się odświętnie, bo chcemy. Młodsza córka przygotowała film o Kevinie. Zeby nie był w tym roku sam w domu, spędzimy pierwszy dzień świąt razem z nim, pod kocem, zajadając pyszne czekoladowe pierniki upieczone w Lidlu.
A jeśli okaże się, że byłam grzeczna, może dostanę jakiś fajny prezent? Tylko muszę go najpierw kupić - mama od lat prosi mnie o załatwianie spraw ze świętym Mikołajem.
W Wigilię w południe pojedziemy na lotnisko odebrać starszą córkę. Przyleci stęskniona i wzruszona. Będziemy płakać, ściskając ją i piszcząc w hali przylotów. Prawdziwe święta. Nie mogę się doczekać.
środa, 27 listopada 2019
oblewana
Coś się zmieniło. Albo we mnie, albo dookoła mnie. Tego nie wiem.
Widzę dużo problemów. Czuję się, jakbym stała, oblewana deszczem meteorytów. Uchylam się na wszystkie strony, ale nie daje to długotrwałego poczucia spokoju. Już leci następny, i jeszcze jeden. Niektóre z nich uderzają we mnie z jakąś siłą: dużą lub małą. Inne spadają obok. Patrzę na nie i nie cieszę się, bo już muszę robić unik przed kolejnym spadającym głazem.
I czy to znaczy, że zawsze tak było, tylko ja inaczej odbierałam problemy? Czy też moja sytuacja jest teraz inna/gorsza niż dawniej.
A jeśli tak, to czy jest gdzieś koniec?
Widzę dużo problemów. Czuję się, jakbym stała, oblewana deszczem meteorytów. Uchylam się na wszystkie strony, ale nie daje to długotrwałego poczucia spokoju. Już leci następny, i jeszcze jeden. Niektóre z nich uderzają we mnie z jakąś siłą: dużą lub małą. Inne spadają obok. Patrzę na nie i nie cieszę się, bo już muszę robić unik przed kolejnym spadającym głazem.
I czy to znaczy, że zawsze tak było, tylko ja inaczej odbierałam problemy? Czy też moja sytuacja jest teraz inna/gorsza niż dawniej.
A jeśli tak, to czy jest gdzieś koniec?
piątek, 22 listopada 2019
błędnika
Powiedzenie "życie przewróciło mi się do góry nogami" stało się ciałem i uzyskało nad wyraz osobliwą formę. Kalina miała zapalenie błędnika. Choroba to zaiste niezwykła, gdyż nagle wszystko przestaje być oczywiste. Sufit wiruje naprzemiennie z podłogą, ściany walą się człowiekowi na twarz, oczy błądzą po tym wszystkim wykazując swoista apopleksję, a nogi odmawiają posłuszeństwa. Właściwie to całe ciało odmawia posłuszeństwa. Każdy fragment ciała odbiera grawitację z innej strony i w tym samym momencie usiłuje dopasować swe położenie do pokręconych danych.
Kalina miała okazję przebywać sama w domu i gdy po kilkugodzinnych walkach ze sobą poczuła bezwzględny imperatyw aby dostać się do łazienki, sprawa przybrała gorszy obrót. Okazało się, że nawet spełznięcie z łóżka na podłogę jest nad wyraz trudne, gdyż prawdziwa grawitacja ciągnęła Kalinę w jedną stronę, a mózg wirował ekstatycznie w poszukiwaniu tego, co zwykle nazywa się pionem. Nie znalazł.
Kalina w pozycji czołgającego się żołnierza dotarła do łazienki, ale tu pojawił się problem kolejny: sedes tak szybko zmieniał swoje położenie, wirując gdzieś pomiędzy sufitem a kafelkami na podłodze, że posadzenie na nim czegokolwiek graniczyło z cudem.
Tak było.
Teraz jest niemal idealnie: mogę już sama wyjść z domu i nawet zmniejszył mi się oczopląs na tyle, że podczas czytania nie widzę drżących literek. Jeśli poprawa utrzyma tempo, jutro będę całkiem zdrowa.
I jeszcze jedno: nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jakie poczucie bezpieczeństwa daje mi grawitacja. Jej brak w moim mózgu był naprawdę przerażający.
Kalina miała okazję przebywać sama w domu i gdy po kilkugodzinnych walkach ze sobą poczuła bezwzględny imperatyw aby dostać się do łazienki, sprawa przybrała gorszy obrót. Okazało się, że nawet spełznięcie z łóżka na podłogę jest nad wyraz trudne, gdyż prawdziwa grawitacja ciągnęła Kalinę w jedną stronę, a mózg wirował ekstatycznie w poszukiwaniu tego, co zwykle nazywa się pionem. Nie znalazł.
Kalina w pozycji czołgającego się żołnierza dotarła do łazienki, ale tu pojawił się problem kolejny: sedes tak szybko zmieniał swoje położenie, wirując gdzieś pomiędzy sufitem a kafelkami na podłodze, że posadzenie na nim czegokolwiek graniczyło z cudem.
Tak było.
Teraz jest niemal idealnie: mogę już sama wyjść z domu i nawet zmniejszył mi się oczopląs na tyle, że podczas czytania nie widzę drżących literek. Jeśli poprawa utrzyma tempo, jutro będę całkiem zdrowa.
I jeszcze jedno: nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jakie poczucie bezpieczeństwa daje mi grawitacja. Jej brak w moim mózgu był naprawdę przerażający.
czwartek, 14 listopada 2019
rady
Nie chcę dawać rad.
Jeśli człowiek ma problem, to zapewne już o nim myślał i nie potrzebuje mojego mędrkowania. A jeśli potrzebuje rady, to sam mi o tym powie.
Amen.
Jeśli człowiek ma problem, to zapewne już o nim myślał i nie potrzebuje mojego mędrkowania. A jeśli potrzebuje rady, to sam mi o tym powie.
Amen.
wtorek, 12 listopada 2019
objawami
Kalina zarejestrowała się do lekarza. To naprawdę wiekopomny moment i świadczy o tym, że Kalina źle się czuje. Lekarz zapytał Kalinę przez telefon, czy była ze swoimi objawami wcześniej u jakiegoś innego lekarza. Nie była. Zaczyna od tego lekarza i na nim skończy - poinformowała Kalina doktora, który zaniemówił. A że był w tym czasie na drugim końcu świata, w słuchawce oprócz zaniemówienia słychać było dziwne trzaski i chrzęsty.
- Czuję ogromną odpowiedzialność - powiedział Kalinie.
- Dlatego wybrałam pana - Kalinie spadł kamień z serca i od razu poczuła, że to był dobry wybór. Wszak jednym z celów wizyty u lekarza ma być poprawa samopoczucia, a bez kamienia Kalina nieco ozdrowiała. Efekt natychmiastowy. A nawet falstartowy.
Lekarzowi wpadł ciężar na barki, mimo że był na drugim końcu świata. Chrzęstów w słuchawce pojawiło się jakby więcej. I trzasków też.
- Czuję ogromną odpowiedzialność - powiedział Kalinie.
- Dlatego wybrałam pana - Kalinie spadł kamień z serca i od razu poczuła, że to był dobry wybór. Wszak jednym z celów wizyty u lekarza ma być poprawa samopoczucia, a bez kamienia Kalina nieco ozdrowiała. Efekt natychmiastowy. A nawet falstartowy.
Lekarzowi wpadł ciężar na barki, mimo że był na drugim końcu świata. Chrzęstów w słuchawce pojawiło się jakby więcej. I trzasków też.
sobota, 9 listopada 2019
nadziei
Czuję brak wiary, nadziei i miłości.
Wszystko jakoś się toczy. Nic złego się nie dzieje, a co chwilę mam wrażenie, że to plastik, erzac, chińszczyzna i marność nad marnościami. Albo nawet marność pod marnościami.
Wszystko jakoś się toczy. Nic złego się nie dzieje, a co chwilę mam wrażenie, że to plastik, erzac, chińszczyzna i marność nad marnościami. Albo nawet marność pod marnościami.
czwartek, 7 listopada 2019
zmiana
Wcześnie robi się ciemno. Za wcześnie. Rozumiem sens zmiany czasu, choć tego nie popieram, ale nie rozumiem, dlaczego zmiana czasu musi od razu powiększać ciemności za moim oknem.
sobota, 2 listopada 2019
święto
Wszystkich świętych. W tym roku uznałam, że to nie moje święto. Na grób taty i brata kupiłam dwa malutkie, tradycyjne, dymiące znicze. Nie chcę dywanów kwiatowych.
W noc przed pierwszym listopada runął w moim salonie karnisz. Wielki, długi, ciężki. Pod nim mnóstwo kwiatów, ale ani jeden listeczek się nie ułamał. Cud. Gdy wstawałam, żeby przyjrzeć się szkodom, zauważyłam, że w sypialni spadły na podłogę moje okulary. Pękły. Drugi cud.
O karnisz podejrzewam brata. O okulary - tatę.
Chociaż grono rodzinne uznało, że to dziadek huśtał się na karniszu.
Może i tak.
I następnym razem proszę śp. tatę, żeby się stosowniej zachował, jak już przyjdzie.
W noc przed pierwszym listopada runął w moim salonie karnisz. Wielki, długi, ciężki. Pod nim mnóstwo kwiatów, ale ani jeden listeczek się nie ułamał. Cud. Gdy wstawałam, żeby przyjrzeć się szkodom, zauważyłam, że w sypialni spadły na podłogę moje okulary. Pękły. Drugi cud.
O karnisz podejrzewam brata. O okulary - tatę.
Chociaż grono rodzinne uznało, że to dziadek huśtał się na karniszu.
Może i tak.
I następnym razem proszę śp. tatę, żeby się stosowniej zachował, jak już przyjdzie.
wtorek, 29 października 2019
innej
- Zróbmy sobie szafa party - powiedziała siedząca obok Kaliny.
- Szafa party, szafa party - podchwyciły inne.
Organizują szafa party już od lat i bardzo to lubią. Przynoszą swoje w-bardzo-dobrym-stanie ciuchy i sprzedają za 10-15 zł. Pozbywają się sukienek "na jeden raz", spodni "3 kg temu", płaszczy "chyba jednak nie ten fason" i bluzek "już wszyscy mnie w niej widzieli".
Kalina siedziała cicho i uczyła się emocji, które towarzyszą myśli o swobodnych, lekkich, przyjemnych zakupach w gronie przyjaciół.
- Kalina, przyjdź też!
Dobre samopoczucie Kaliny stanęło jak wryte.
- Nie mam ciuchów - zaśmiała się Kalina, przerzucając w głowie krótki spis swojej garderoby.
- To nic, Kalina. Tym się nie martw. Nie musisz przynosić ciuchów - machnęła ręką jedna, a inne pokiwały głowami "tak, tak, tak". Kaliny kamień na sercu delikatnie drgnął, szykując się do upadku. - Nie musisz przynosić ciuchów. My przyniesiemy. Ty możesz przynieść swoje wszystkie torebki.
Kamień pozostał na swoim miejscu. Na sercu.
Kalina uwielbia różnorodność. Rozmowy z ludźmi z innej niż Kalina szuflady. Słuchanie opinii z drugiej strony. Ale czasami, przez króciutki moment, robi jej się przykro, gdy czuje, jak bardzo inna jest niż inni. I jak bardzo czasami nie pasuje.
- Szafa party, szafa party - podchwyciły inne.
Organizują szafa party już od lat i bardzo to lubią. Przynoszą swoje w-bardzo-dobrym-stanie ciuchy i sprzedają za 10-15 zł. Pozbywają się sukienek "na jeden raz", spodni "3 kg temu", płaszczy "chyba jednak nie ten fason" i bluzek "już wszyscy mnie w niej widzieli".
Kalina siedziała cicho i uczyła się emocji, które towarzyszą myśli o swobodnych, lekkich, przyjemnych zakupach w gronie przyjaciół.
- Kalina, przyjdź też!
Dobre samopoczucie Kaliny stanęło jak wryte.
- Nie mam ciuchów - zaśmiała się Kalina, przerzucając w głowie krótki spis swojej garderoby.
- To nic, Kalina. Tym się nie martw. Nie musisz przynosić ciuchów - machnęła ręką jedna, a inne pokiwały głowami "tak, tak, tak". Kaliny kamień na sercu delikatnie drgnął, szykując się do upadku. - Nie musisz przynosić ciuchów. My przyniesiemy. Ty możesz przynieść swoje wszystkie torebki.
Kamień pozostał na swoim miejscu. Na sercu.
Kalina uwielbia różnorodność. Rozmowy z ludźmi z innej niż Kalina szuflady. Słuchanie opinii z drugiej strony. Ale czasami, przez króciutki moment, robi jej się przykro, gdy czuje, jak bardzo inna jest niż inni. I jak bardzo czasami nie pasuje.
niedziela, 27 października 2019
czwartek, 24 października 2019
poczekać
Wyznaję głęboką wiarę w naturalne możliwości samoleczenia organizmu. Zwłaszcza mojego. O ile znajomym często radzę pójście do lekarza, to sama takich rad sobie nie udzielam. Wolę poczekać.
I tylko zupełnie nie rozumiem, dlaczego mój ząb nie chce się sam zakleić...
I tylko zupełnie nie rozumiem, dlaczego mój ząb nie chce się sam zakleić...
wtorek, 22 października 2019
sztuka
"Nie sztuka być osiemnastolatkiem, gdy ma się osiemnaście lat!"
To moje motto na nadchodzący tydzień.
To moje motto na nadchodzący tydzień.
Subskrybuj:
Posty (Atom)