sobota, 2 listopada 2019

święto

Wszystkich świętych. W tym roku uznałam, że to nie moje święto. Na grób taty i brata kupiłam dwa malutkie, tradycyjne, dymiące znicze. Nie chcę dywanów kwiatowych.

W noc przed pierwszym listopada runął w moim salonie karnisz. Wielki, długi, ciężki. Pod nim mnóstwo kwiatów, ale ani jeden listeczek się nie ułamał. Cud. Gdy wstawałam, żeby przyjrzeć się szkodom, zauważyłam, że w sypialni spadły na podłogę moje okulary. Pękły. Drugi cud.
O karnisz podejrzewam brata. O okulary - tatę.
Chociaż grono rodzinne uznało, że to dziadek huśtał się na karniszu.
Może i tak.

I następnym razem proszę śp. tatę, żeby się stosowniej zachował, jak już przyjdzie.

10 komentarzy:

  1. Twoi przodkowie mają osobliwe zwyczaje... nie żeby moi byli święci, ale na karniszach się nie bujali :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po moich można się wszystkiego spodziewać... ;-)

      Usuń
    2. Akurat tego święta nie obchodziłam nigdy. Już jako dziecko broniłam się rękami i nogami przed zabieraniem na cmentarze. Może dlatego przodkowie dali sobie ze mną spokój. Tylko czasem duch mojego psa kręci się nocą wokół lodówki. Pazurki stukają o podłogę.

      Usuń
  2. Moje Umarlaki mnie nie odwiedzaja... widocznie nie dostali wizy. I dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może też przychodzą, ale są spokojniejsi niż moi? ;-)

      Usuń
  3. od kilku lat nie obchodzę tego święta.

    OdpowiedzUsuń
  4. To święto obchodzę coraz bardziej głęboko w sobie i coraz mniej na zewnątrz.
    U nas jakaś przyjazna dusza mościła się w jednym z foteli, ale została grzecznie poproszona o niezajmowanie najlepszych do czytania miejscówek i poszła sobie nie czyniąc szkód. Karnisz by mnie nie ruszył, ale o okulary bym się wkurzyła - przecież ONI wiedzą, że bez nich nic nie widzę!

    OdpowiedzUsuń
  5. na szczęście moi swego czasu przychodzili w snach bo chcieli pogadać. Mieszkań mi nie demolują ;D

    A ja po cmentarzach jak co roku rundkę zrobiłam i nawet kupiłam 2 dąbki dla taty i dla dziadków ale raczej nie żebym lubiła kwiaty tylko z powodu wyrzutów sumienia, że bywam tam już tylko 1-2 razy w roku. Jestem cmentarną czarną owcą rodzinną bo zupełnie nie czuję tego klimatu odwiedzania zmarłych w grobie. Zmarłych mam w domu na zdjęciach i codziennie ich wspominam i często o nich rozmawiam. Wydaje mi się, że to jest ważniejsze dla nich i bardziej wartościowe niż to, że mam im grzmotnąć znicza na grobie. Wciąż próbuję przepraszać mamę, że czyści te groby przed świętami, pieli chwasty i sadzi kwiatki a ja nie pomagam a nawet szczerze to olewam. Nie czuję zupełnie. Dla mnie tych ludzi nie ma w grobie i nie wiem po co tam jadę. Chyba tylko po to żeby inni którzy tam chodzą bo mają potrzebę widzieli czy są świeże znicze czy nie ma. Moi zmarli chyba to tolerują bo jeszcze mnie po nocach nie straszą. A ja sama jak kojfnę to najlepiej niech mnie wkopią gdzieś z tą urną. Niech nie robią pomnika za miliony bo to nikomu nie potrzebna ekstrawagancja i nie obrażę się w zaświatach jak nie będą przychodzić. Niech wspominają i pamiętają ale niech się nie zajmują pieleniem grządki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Duchowe natchnienie... niezłe widowisko musiało być po wszystkim. A może to jest czas na nowe okulary :P

    OdpowiedzUsuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":