czwartek, 29 grudnia 2016

skończyć

- Skończyłaś?
- Ale co?
- To, co planowałaś skończyć podczas świąt.
- A czy uważasz, że osoba, która planuje skończyć cokolwiek podczas świąt, jest wiarygodna?!
- To na kiedy wyznaczasz sobie kolejny termin?
- Na po świętach.
- A bliżej?
- Bliżej się nie da.

czwartek, 22 grudnia 2016

nieprzytomności

- Będę przygotowywać w tym roku podwójny zestaw potraw wigilijnych.
- Dlaczego?
- Bo te najsmaczniejsze potrawy przygotowałam wczoraj i już dzisiaj rano widzę, że do Wigilii ich nie wystarczy. A bigos, którym mieliśmy się napychać do nieprzytomności podczas świąt, nie dotrwa prawdopodobnie nawet do piątku...
- Może zmienicie tradycję i będziecie mieli wigilijny tydzień, a nie wieczór. Moglibyście wówczas jeść te potrawy z czystym sumieniem już od wczoraj.
- A innym gościom opowiemy, jak smakowały? Właściwie... Wigilia to wieczerza pełna miłości i życzliwości. No przecież nas nie zabiją w taki dzień!
- Powiesz wszystkim, że co prawda narodził się Jezusek, ale Silna Wola umarła...

poniedziałek, 19 grudnia 2016

widniej

Zrobione latem... :-(
- Zrobiło się jakoś cieplej i widniej.
- Włączyłam rano kaloryfery w całym domu. To dlatego.
- A widniej? Też coś włączyłaś.
- Nie, ale to miłe, że masz o mnie takie wysokie mniemanie.

niedziela, 18 grudnia 2016

hamowanie

chodzą słuchy, że oni lubią zimę...
- Wracałam w nocy do domu. Ulice nieomal puste, wszędzie pulsujące światła. Na ulicach cudowny, gładki, jednolity lód. Widać było charakterystyczne błyszczenie asfaltu, a na każdym zakręcie i na każdym skrzyżowaniu należało uważać, żeby tył samochodu nie wyprzedził przodu. W tych warunkach musiałam skręcić w małą uliczkę, położoną nieco w dole w stosunku do głównej drogi. Już kilkadziesiąt metrów wcześniej zaczęłam się przygotowywać do manewru skrętu pod kątem prostym, na dodatek w dół. Hamowanie silnikiem nie było bezzasadne. I w tym momencie w miejscu, w które właśnie zamierzałam wjechać, pojawiła się taksówka, wyjeżdżająca pod górę na główną drogę. Kierowcy udało się zatrzymać na podjeździe - widocznie miał dużo szczęścia. Celując we właściwy pas ruchu oniemiałam, gdyż nagle przede mną otworzyły się drzwi taksówki i z siedzenia za kierowcą zaczął wysiadać mężczyzna. Otwarte drzwi znajdowały się idealnie na moim torze jazdy. Nogi mężczyzny również. Hamowanie nie wchodziło w grę. Udało mi się tylko zatrąbić. Pasażer taksówki nie mógł być aż tak pijany, na jakiego wyglądał i zdążył przymknąć drzwi. Zmieściłam się i przejechałam milimetry od niego. Gdy go minęłam, spojrzałam we wsteczne lusterko i zobaczyłam, że zdenerwowany wymachuje w moją stronę. Sądzę, że życzył mi wszystkiego najlepszego.          Wydaje mi się, że gdy wrócił do domu powinien zrobić sobie porządnego drinka i wznieść toast za to, że ma nogi w komplecie. Drinkiem z lodem.

czwartek, 15 grudnia 2016

uznaniową

- Zaczyna się wpisywanie proponowanych ocen semestralnych w szkołach. Takoż i dzieje się w szkole mojej młodszej córki. Zaczęło mnie zastanawiać, jakie są kryteria oceniania, bo moim zdaniem nauczyciele wpisują oceny semestralne z kapelusza. Sprawdziłam statut szkoły. I cóż znalazłam? Ocena semestralna i roczna nie wynikają z ocen cząstkowych. Do diabła! Ocena semestralna jest oceną uznaniową? Nie trzeba się starać przez cały semestr? Czemu służą wagi ocen, skoro nie bierze się pod uwagę średniej? Wystarczy, żeby nauczyciel uznał? Od razu przychodzą mi na myśl wszystkie sytuacje, które powodują wpisanie wyższej oceny...

Czy w szkołach Waszych dzieci też tak jest?

edukacyjnej

wyborcza
- Pani dobrze ci poprawiła. "Ponieważ" pisze się przez 'ż', tak samo jak 'aż', 'żeby' i 'że'.
- Ale pani mówiła, że końcówkę -arz i -erz pisze się przez "rz". Na przykład 'lekarz' i tancerz'.
- Nie zawsze. W zawodach pisze się przez "rz", ale w innych wypadkach musisz się zastanowić.

Minęły 2 (słownie: dwa) dni.
- Pani na sprawdzianie zaznaczyła mi, że wiatromierz i deszczomierz pisze się przez "rz", a przecież to nie są zawody. O co tu chodzi? Najpierw pani mówi, że "-arz" i "-erz" pisze się przez "rz, potem zmienia zdanie na "ż", a po dwóch dniach znowu wraca do "rz"?

Posłowie (jak to okropnie brzmi w każdym kontekście):
Zastanawiam się nad napisaniem petycji do ministry edukacyjnej, żeby zamiast reformować szkolnictwo, zreformowała ortografię: wszystko przez ż, h i ó. Bo jeszcze jedna kartkówka z ortografii i stracę cały ałtorytet u dźecka.

środa, 14 grudnia 2016

Manggha

Panoramy.sferyczne
- Jedno z bardziej traumatycznych przeżyć to wizyta w Muzeum Manggha w Krakowie. Najpierw zwiedzaliśmy wystawę poświęconą współczesnemu podejściu do sztuki szycia kimon. Dwa kimona można było przymierzyć, więc naturalnie natychmiast ubrałyśmy się w nie z córką. Zachciało nam się zdjęcia. Pstryk i zobaczyłyśmy, że cały efekt japońskości psują moje okulary przeciwsłoneczne, które miałam założone na włosach. Gdzie kimono, a gdzie okulary?! Zdjęłam je i schowałam w wielką kieszeń, znajdującą się w rękawie kimona. Oczywiście po chwili zdjęłam z siebie kimono, nie wyjmując z niego okularów. Jakże zdziwiona musiała być następna osoba, przymierzająca kimono, gdy zorientowała się, że w komplecie do przymiarki są również markowe okulary przeciwsłoneczne... Potem poszliśmy oglądać jako jedyni widzowie projekcję filmu o młodej parze Azjatów, którzy bezustannie zastanawiali się nad swoim życiem seksualnym i omawiali je z najgłębszymi detalami (serdecznie dziękuję paniom z obsługi muzeum, że nie poinformowały nas, że film przeznaczony jest dla widzów bardzo pełnoletnich...). A potem obejrzeliśmy wystawę realistycznego malarstwa, poruszającego tematykę wykonywania kar śmierci. Jednym zdaniem: ideał wycieczki dla rodziny z niedużymi dziećmi.

wtorek, 13 grudnia 2016

szyjącego

unicef (laleczki są tylko dwie: z prawej i lewej)
- Co roku w szkole, trochę przed świętami, odbywa się charytatywna licytacja szmacianych laleczek. Laleczki szyje się według wzoru, w domu, przy znacznym udziale mam, babć, cioć i profesjonalnego sprzętu szyjącego. Każda laleczka musi mieć nadane imię i podany kraj, w którym mieszka. Nasza ubiegłoroczna laleczka miała na imię Jumi i pochodziła z Japonii. Tegoroczna laleczka była już wybierana według nieco innych kryteriów. Żadnych skomplikowanych strojów narodowych, żadnych piętrowych koafiur. Wybór padł na Nepal. Zatem od rana szyję laleczkę, która będzie ubrana w różową sukienkę i omotana czerwoną chustą, jak na rdzenną Nepalkę przystało. Podczas licytacji cena wywoławcza każdej laleczki to 10 zł.
- Sama to szyjesz i jeszcze musisz za to zapłacić 10 zł?
- Jakie 10?! W zeszłym roku wylicytowałam sama ze sobą 30! Licytacja była bardzo zacięta, bo podbijałam cenę dopiero w ostatniej chwili! Na szczęście w porę zrezygnowałam i nie musiałam zastawiać obrączki...

Ps. Na prośbę PwS: zdjęcie naszych laleczek (chłopiec został wykonany przez inne dziecko, ale nikt z rodziny nie stawił się na licytacji, więc jakos tak się stało, że trafił do nas ;-) ).

poniedziałek, 12 grudnia 2016

byłam

yougo
- Pokaż jeszcze raz to zdjęcie! Nie to! Poprzednie! Ja tu byłam! Na sto procent tu byłam!
- Jak to? Nie mogłaś tu być, bo to są przecież Wyspy Zielonego Przylądka!
- Jakiego zielonego?! Co ty gadasz?! Poznaję to morze! Identyczne było w Świnoujściu, tylko ludzi na plaży było wtedy znacznie więcej, piasek był może trochę bardziej pomarańczowy, ale to kwestia aparatu i nie widziałam tych chatek z trzciny. Reszta - dokładnie tak samo! Tylko że w Świnoujściu były wtedy straszne upały...

sobota, 10 grudnia 2016

wirusem

almanach cukierniczo-piekarski
- Bakterie są żywymi organizmami. Ich ciało składa się z komórki, w której mają wszystko, co jest potrzebne bakterii do życia. Wirusy natomiast nie są żywymi organizmami. To kilka substancji chemicznych, które różnymi nielegalnymi metodami namawiają nasze prywatne komórki, żeby produkowały kolejne wirusy. Przy tym dochodzi do wypadków przy pracy, nasze komórki się niszczą, psują, nie działają jak trzeba, a wirusom wszystko jedno. Chcą być tylko namnożone. Resztę mają w wirusowej... no powiedzmy sobie uczciwie... dupie. Bakteriami zarażamy się, gdy one nas zaatakują osobiście. Pojawiają się drogą lotniczą, albo naziemną, albo metodą bezpośredniego wtargnięcia do naszej paszczy, na przykład wraz z zepsutym salcesonem. Wirusem natomiast możemy się na przykład zarazić, rozmawiając z kimś chorym przez telefon.
- Co ty gadasz?! Przez telefon?!
- A jeśli wczoraj rozmawiałam z Basią przez telefon, a jej syn był chory, a dzisiaj ja jestem chora, to jak się niby od niego miałam zarazić? Tylko przez telefon!

PS. Słowo harcerza, że zdjęcie które tu umieściłam naprawdę pochodzi ze strony o nazwie Almanach cukierniczo-piekarski. Podaję tę informację przed świętami, żeby każdy miał czas przemyśleć, czego uczą przyszłych cukierników i co mieszka w makowcu (podejrzewam, że ten w kształcie maczugi), co w torcie (ten z nogami - to pewne), a co w placku ze śliwkami (waham się pomiędzy kuleczką w kropki a brylancikiem...). Ten o kształcie kupy na pewno mieszka... Sama nie wiem w czym ;-)

piątek, 9 grudnia 2016

społecznościowych

wikipedia
- Wywiesiłam kulki dla ptaków. Przez pierwsze tygodnie przylatywały nieliczne sójki, sroki i sikory. To, co dzieje się teraz, jest najlepszym dowodem na istnienie u ptaków mediów społecznościowych! Zaczynam się bać, czy balustrada nam się nie odkształci, jak zaczną przylatywać kondory, strusie i wymarłe przed laty dronty dodo...

łazienkowa

- Myłam córce włosy. Siedziała tyłem do mnie w wannie, a ja usiłowałam spłukać tryliony bąbelków, które bezustannie pojawiały się na jej głowie. Szum prysznica, specyficzna, łazienkowa akustyka, otwarte drzwi w celu choćby minimalnego zmniejszenia zamgławienia, zmęczenie, perspektywa półgodzinnej ekwilibrystyki suszarką i nagle słyszę:
- Mamo, co to jest show girls?
Gdy już złapałam równowagę moralną, rozpoczęłam wnikliwe wyjaśnianie, jak to niektóre panie w celach zarobkowych, a wtedy jacyś panowie, a tymczasem atrakcyjne ciała... I gdy już dochodziłam do sedna sprawy, nagle do łazienki wbiegł mój mąż. Zdyszany, nieco spocony, z rozwianym włosem.
Odsunął mnie od prysznica zanosząc się ze śmiechu i wystękał:
- Ona pytała o shoulders.

prezent

bałtycka biblioteka cyfrowa
- Czy to nie jest dziwne, że pralka postanowiła zakończyć z nami współpracę właśnie teraz?
- Mam nadzieję, że to nie ty w liście do św. Mikołaja napisałaś, że chcesz pralkę?!
- Właściwie nie... Napisałam tylko, że chcę duży i drogi prezent.
- No to teraz już wiemy, kto jest winny. Nie można było napisać: komplet długopisów żelowych?!

środa, 7 grudnia 2016

główkę

- Kolega opowiadał, że jego sąsiad przyniósł zdjęcia z porodu swojej żony. Najpierw okazały brzuszek, potem śpioszki i buciki, puste łóżeczko, spoglądanie na zegar,
kidspositove.bloblo.pl
samochód, izba przyjęć, jazda windą, numer sali i wreszcie ta-dam poród w pełnej kresie i całej okazałości bezpruderyjnego podejścia do tematu.
- A czy ta żona o tym wie?
- Że urodziła?
- Nie. Że jej mąż prezentuje swoim znajomym główkę własnego dziecka, gdy jeszcze nie było autonomiczną jednostką?
- Myślę, że ona robi tak samo. W dzisiejszych czasach ludzie nie dobierają się na podstawie zgodności charakterów, tylko zgodności prywatnych zdjęć, umieszczanych w sieci...

narzekać

- To jest skrajna niesprawiedliwość. Nie dość, że jest zimno, mokro i wietrznie, to jeszcze te mgły...
gazeta.pl
- Mgły są darmowym dodatkiem do grudnia,. Oprócz śniegu, ślizgawicy, mrozu i szronu są mgły, żebyś mogła z czystym sumieniem na wszystko narzekać.
- Wolałabym narzekać bez mgieł. I wolałabym narzekać na śnieg, niż na deszcz!
- Wolałabyś śnieg?
- Boże, nie! Wróć! Żaden śnieg! Deszcz! Już zdecydowanie wolę deszcz i mgły!
- No widzisz, jaka z ciebie szczęściara! Masz co chcesz!

wtorek, 6 grudnia 2016

internetowy

- Mamo, a może dasz mi swój login oraz hasło i ja ci dokończę te zakupy? Wtedy będziemy miały pewność, że zamówienie jest złożone.
globtroter.pl
- No cudowny pomysł. Oto login i hasło.
- I jeszcze adres sklepu.
- Jaki adres sklepu? Przecież ja to robię przez internet.
- Adres sklepu w internecie.
- Kalinko, ty mówisz do mnie tak, że ja tego nie rozumiem.
- W takim razie powiedz mi, co wpisujesz w google, żeby ci się ten sklep pojawił.
- Nie pamiętam dokładnie. Otwieram komputer i ten sklep mi się od razu sam pojawia.
- Mnie się on nie pojawi. Muszę wiedzieć, jak on się nazywa.
- Ale dlaczego ci się nie pojawi? Włącz komputer, wejdź w internet i wpisz w google "sklep internetowy"!

czwartek, 1 grudnia 2016

reklamach


o, takie (luxuryblog)
- Wiem, że sto razy już było o reklamach w internecie. O tym, że wystarczy raz wejść na stronę z tabletkami na porost zębów, żeby być nękanym reklamami o tematyce zębotwórczej przez długie tygodnie.
Zdarzyło mi się nawet tłumaczyć mamie, żeby nie mówiła wszystkim, jakie reklamy jej się pokazują, bo to mówi wiele o tym, jakie strony w internecie przegląda, a nie każdy musi wiedzieć, że w szopce na narzędzia pojawiły się myszy...
Wszystko to wiem.
Ale... Ale od kilku dni jestem bombardowana reklamami miedzianych garnków za około 7000 zł każdy. Garnki są istotnie piękne, błyszczą jak patelnia do smażenia powideł w domu babci Kasi, ale ich obecność na ekranie mojego laptopa mnie zadziwia. Nie wchodzę na żadne strony garnkowe, nie kupuję sprzętu kuchennego przez internet, nawet o tym nie myślę...
Owszem, powiedziałam niedawno mojej kuzynce w Warszawie, że ma ładny garnek żeliwny, ale laptop był wtedy w drugim pokoju! Wyłączony! Naprawdę nie mógł usłyszeć!

środa, 30 listopada 2016

życiowe

meczyki.pl
- W taką pogodę jak dziś zamierają mi podstawowe funkcje życiowe. Przede wszystkim zaczyna nawalać termoregulacja i ośrodek sytości w mózgu. Skutkuje to bezustannym wrażeniem wszechprzenikającego zimna i ciągłym poczuciem, że "może bym coś zjadła". Oba te stany cechują się nienasyconością i nieskończonością. Bez względu na to, jak bardzo uda mi się wygrzać w wannie albo pod kołdrą, za chwilę znowu jest mi zimno. I bez względu na to, ile kanapek z kozim wędzonym serem zjem (rekord to 6,5) i tak nie czuję się najedzona. Zaczynam nawet obawiać się, że czynność związana z wpychaniem w siebie pokarmu przestała już nosić znamiona jedzenia, a jest to czyste, żywe i niczym nieskażone obżeranie się. Sprawę dodatkowo utrudnia fakt, że teraz całymi dniami pracuję, czyli siedzę w domu i jem. Przy tym wykonuję pewną pracę intelektualną, która jednak zdecydowanie zajmuje mi mniej czasu niż przygotowywanie i pożeranie kanapek z serem*.

*- ser kozi naturalnie wędzony, pachnący dymem z ogniska, rozsmarowujący się na kanapkach, o idealnej konsystencji, no coś okropnego...

wtorek, 29 listopada 2016

pajęczynie

Artsrebro
- Nieścisłości języka polskiego drażnią na każdym kroku. Trzyletni synek znajomych rzucił się na ziemię, walcząc o honor, gdy rodzice próbowali go przekonać, że pająk mieszka na pajęczynie. On twierdził, że na pajączynie. Rodzice się nie rzucili na ziemię, bo i tak nie mieli żadnych argumentów, żeby wyjaśnić, dlaczego ktoś w zamierzchłej przeszłości, kto nie znał się na logice, ustalił pewne zasady. A właściwie ich brak.
Słowo "zamierzchła" też wydaje się mocnym nadużyciem. Rozumiałabym, gdyby brzmiało ono "zapoprzednia".

poniedziałek, 28 listopada 2016

kruchutko

W głowie się nie mieści
Ona uwielbia dowiadywać się, że mam problemy. Pyta tak długo, aż może się do czegoś przyssać i drąży temat do momentu, gdy znajdzie jakąś wadę. Na przykład:
- I co, kruchutko z pracą?
- Nie, właśnie świetnie mi idzie. Skończyłam teraz cztery projekty i zaczynam wreszcie ten największy.
- To pewnie przemęczona jesteś?
- Ja to lubię, więc nawet jeśli mnie to męczy, to robię to z radością.
- Ale kasy pewnie z tego dużej nie ma?
- No wiesz... Szału nie ma, ale jakoś daję radę.
- To jak tyle pracujesz, to pewnie czasu dla dzieci nie masz?
I tak dalej, i tak dalej...

Prawdziwych przyjaciół poznaje się po tym, jak znoszą nasze sukcesy.