środa, 6 listopada 2024

oszkliwionej

Kalina uwielbia oglądać w telewizji program "Mistrzowie ceramiki". Kalina ma za sobą pierwsze ceramiczne kroki i relaksuje ją, gdy patrzy, jak inni toczą i rzeźbią.

Pewnego dnia Kalina położyła się pod kocykiem i zaczęła oglądać "Mistrzów ceramiki" - odcinek, w którym wytwarzano kafle. Kwadratowe, trójkątne, sześciokątne - najróżniejsze. Artyści przykładali do płatów gliny przygotowane przez siebie formy i ostrożnie wycinali jednakowe kształty. Ceramiczne zen. Jednostajna, monotonna praca.

Kalina zorientowała się, że jeden z artystów trzyma w ręku formę z okrągłym kaflem. Okrągłym kaflem?! Srebrna ramka otaczała dość grubą warstwę gliny. Gdy mężczyzna odwrócił ramkę i wystukał z niej zawartość okazało się, że na glinie jest już pomarańczowe szkliwo.  Kalina była bardzo zaskoczona: nie da się wycinać kształtów z oszkliwionej gliny! 

Kalina założyła okulary, żeby przyjrzeć się tej nowej technice i wtedy zrozumiała swój błąd: to nie była glina i szkliwo, tylko sernik z galaretką. A osoba, która trzymała w rękach formę, nie była artystą ceramikiem, tylko kucharzem. 

Kalina zasnęła w trakcie programu o ceramice, gdy wycinano kafle i obudziła się podczas programu o przygotowywaniu okrągłych serniczków na zimno, gdy wyjmowano ciasto z okrągłych foremek...


wtorek, 5 listopada 2024

kradzieży

Mąż Kaliny dostał mejla z informację, że jego dane zostały najprawdopodobniej wykradzione z jednego z bardzo dużych sklepów internetowych.

Sklep poinformował, że mąż Kaliny musi teraz zachować czujność, bo może stać się ofiarą ataków.

Kalina wie, że w Internecie nic nie jest całkowicie bezpieczne, bo skoro człowiek wymyślił zabezpieczenia, to inny człowiek może je złamać. To oczywiste. Ale podejście sklepu jest oburzające.

To sklep ponosi za to odpowiedzialność. To sklep wykrył kradzież dwa tygodnie temu (!). Przesyłanie teraz do klientów instrukcji, że mają uważnie otwierać maile, brzmi jak żart. I ciekawe, jakiego rodzaju czujność miałby zachować mąż Kaliny, żeby uchronić się przed ewentualnymi skutkami kradzieży.

Kalina i jej mąż rozważają rozbicie namiotu przy komputerze i wyznaczenie wart w celu obrony danych. Kalina rozpali ognisko na dywanie, będzie siedziała z latarką w ręku i krzyczała "sio", gdy tylko jakiś internetowy złodziej zbliży się do ekranu. Naturalnie Kalina bez problemu rozpozna takiego złodzieja: będzie miał na głowie kominiarkę, w ręku wytrych (Kalina nie wie, jak wygląda profesjonalny wytrych, ale to można nadrobić) i będzie szedł na zgiętych kolanach, rozglądając się po pokoju. 

Teraz pomyślała Kalina, że zamiast kominiarki może też mieć rajstopy. 

Boże, co za czasy. Złodziej w rajstopach! Bo przecież kto nosi w dzisiejszych czasach pończochy? Zwłaszcza na głowie...

Po operacji Kalina przez tydzień chodziła z siatką od czosnku na głowie. Na szczycie głowy siatka zawiązana była w uroczy pędzelek. Wygląda się w tym tak, jakby iloraz inteligencji oscylował pomiędzy 6 a 11. Kalina ma nadzieję, że złodzieje unikają takiej stylówki. Byłoby to ze wszech miar niepoważne. Jednak rajstopy. Zdecydowanie lepsze niż siatka od czosnku. 

Napisała Kalina, która się zna. 




powietrzem

Kalina codziennie rano, krótko po obudzeniu, otwiera balkon w swoim salonie i oddycha powietrzem.
Chciałoby się napisać "świeżym", ale Kalina mieszka w mieście o złej opinii odnośnie do czystości powietrza.
Zatem oddycha Kalina powietrzem. 
Stoi wtedy boso, w piżamce, często z kubeczkiem kawy, w otwartych drzwiach i patrzy.
Sprawdza jak rośliny czują się po nocy; czy którejś nie trzeba wody albo nie cierpi z innego powodu.
Mróz, nie-mróz, Kalina otwiera balkon i stoi.

Tylko gdy otwiera Kalina balkon i widzi szarą mgłę, wilgotność powietrza jest taka, że na podłodze balkonu zalega tafla mikroskopijnych kropelek, a ziąb łokciami przepycha się między piżamką a plecami, to Kalina ma ochotę wziąć łopatę i przekopać się na drugą półkulę. Tę południową, nie wschodnią.

poniedziałek, 4 listopada 2024

ufnością

Kolega Kaliny, lekarz, od lat jeździ leczyć ludzi w Nepalu. Wykonuje tam mnóstwo zabiegów, będąc jedyną nadzieją dla dziesiątek chorych osób.

Nepalczycy są niezwykle spokojni, poddają się leczeniu z ufnością, doceniają oferowaną im pomoc.

W tym roku kolega lekarz wybiera się do Papui Nowej Gwinei. 

- Będzie inaczej - powiedział zatroskany. - Mieszkańcy Papui to ludzie waleczni i walczący. Są wybuchowi i nieposkromieni. Pracujący tam lekarze są instruowani, że w razie wybuchu emocji u pacjenta muszą natychmiast wybiec do innego pomieszczenia i tam się zamknąć na kilkanaście minut. Po tym czasie awantura zwykle przycicha. 



niedziela, 3 listopada 2024

portrecik

Kalina nie była w pracy, gdy robiono zdjęcia na koniec 8 klas i została poproszona o dostarczenie swojego portretu, zrobionego w domu, na białym tle.

No tego jeszcze nie było.

Kalina na tle ściany, córka z telefonem w ręce i pstrykają dziesiątki zdjęć.

Jasna cholera, jakie to jest trudne. I zawstydzające. I przykre, gdy przypadkowo powiększy się portrecik i widać to, co jest na twarzy, a cały czas sądzi się, że tego nie ma... ;-)


Zdjęcie ceramiki Kaliny. Niestety jego nie można umieścić na tableau...



środa, 30 października 2024

wyprawia

Ogarnęły Kalinę niemoc, niechęć i bezsił. Nadeszła ta pora roku, gdy Kalinie jest zimno, ciemno, smutno i głodno. Pranie nie schnie. Spanie przy otwartym oknie oznacza, że marznie głowa. 

Nie pamiętam dokładnie mitu o Persefonie i Demeter, ale to któraś z nich ponosi odpowiedzialność za to, co się tu teraz wyprawia..



wtorek, 29 października 2024

łamie

Kalina poszła do szkoły zanieść dokumenty i przy okazji weszła na lekcję swojej klasy. Na wf.
Dzieciaki przyjęły Kalinę ciepło - Kalina ma dobry kontakt ze swoimi wychowankami.
Kalina próbowała wymienić z każdym uczniem chociaż jedno zdanie, żeby nikt nie poczuł się pominięty.

- Henio, nie miałeś złamanej ręki ani nogi gdy mnie nie było? - spytała Kalina, choć już po chwili bardzo tego żałowała. Nie powinna pytać Henia o jego zdrowie, nie powinna z tego żartować, zwłaszcza że Henio łamie sobie kości naprawdę często.
- Nie! - odpowiedział dumny Henio. 
- Czy to oznacza Heniu, że łamiesz sobie kości tylko wtedy, gdy ja jestem w pracy?
- Widocznie tak - odpowiedział. - Za to Józio złamał sobie kość twarzy gdy pani nie było.
I rozpoczęła się opowieść o kości Józia.

Wieczorem zadzwoniła do Kaliny pani, która zastępuje Kalinę jako wychowawczynię.
- Wiesz, dzisiaj był ciężki dzień. Zaraz po twoim wyjściu z lekcji wf Henio złamał sobie kość w stopie, a Jadwinia ma kontuzję kolana.

Kurtyna.

sobota, 19 października 2024

algorytm

Gdy kupuję coś na Vinted, algorytm tegoż podsuwa mi propozycje kolejnych zakupów. I są to zawsze przedmioty niemal tożsame z tym kupionym.

Kupiłam sobie niedawno ciepłe, góralskie kapcie. I dostaję teraz propozycje kupienia kolejnych kilkudziesięciu par.

Wnioskuję, że algorytm uważa mnie za stonogę.

Albo osobę z poważnymi zaburzeniami pamięci.

No bo z jakiego innego powodu miałabym kupować kolejne, niemal identyczne domowe pantofle?

złudzenia

Kalina ma teraz dużo wolnego czasu, co ma dobre i złe strony.

Może Kalina rozważać. To ta dobra strona.

I rozważa Kalina. I to jest złe.

Dzieli Kalina każdy włos na czworo, wróciła do swoich starych lęków, samoocena leci na łeb na szyję, a poczucie własnej wartości leży zakopane na samym dnie samego dna. 

Próbuje Kalina czymś się zająć, ale po chwili przestaje. I wyrzuty sumienia rosną w siłę, "bo nawet nie umiem skończyć tego, co zaczęłam".

To minie.

Podobno wszystko mija. 

Od kilku tygodni nie miałam aury. Moja aura nie poprzedza migreny. Pojawia się i znika. Jest zaskakująca i zadziwiająca w negatywnym sensie. Początkowo miałam obawy, żeby powiedzieć o tych zjawiskach lekarzowi, bo bałam się, że uzna to za jakąś poważną chorobę psychiczną. Widzieć coś, czego nie ma - to nie brzmi dobrze. Teraz wiem, że ludzie tak mają. Coś w mózgu, nerwach, czy też oczach wytwarza złudzenia. Nadprodukcja. 




piątek, 18 października 2024

kucykiem

Córka Kaliny zaprosiła przyjaciółki na noc. W sumie to sześć uroczych osiemnastolatek.

- Mamo, nie wiem, czy ci mówiłam, że mamy nocowanie tematyczne...

- ?

- Kucyki Pony. To nasz temat.

- A ty jak się przebierzesz?

- No ja jestem przecież Pinky Pie, więc będę w moim różowym hoody blanket. 

- Każda z was wybierała sobie kucyka, czy losowałyście?

- No co ty, mamo! Przecież każda dziewczynka w moim wieku od zawsze wie, jakim jest kucykiem...


Uczennice maturalnej klasy matematyczno-fizycznej. Świat przetrwa. Jestem pewna. 


czwartek, 17 października 2024

wezwanie

Kupiłam produkt na allegro. Opisany był nazwą oryginalnego produktu amerykańskiego, ale przyszedł w opakowaniu z inną nazwą. Zepsuł się po kilku dniach. Przejrzałam opinie innych kupujących i w zasadzie były zgodne z moją: produkt słabej jakości, najprawdopodobniej nieoryginalny.

Wpisałam w ocenie produktu, że produkt jest nieoryginalny, chociaż był opisany jako oryginalny.

Sprzedawcę oceniłam uczciwie: jedna gwiazdka za zgodność towaru z opisem, pięć gwiazdek za obsługę.

Dostałam taką wiadomość od sprzedawcy:

WEZWANIE DO USUNIĘCIA SKUTKÓW NARUSZENIA DÓBR OSOBISTYCH
(usunięcie negatywnego komentarza)

Zgodnie z dyspozycją art. 24 § 1 kodeksu cywilnego w zw. z art. 43 kodeksu cywilnego żądam zaniechania kreowania nieprawdziwych i szkalujących moje dobre imię sformułowań oraz niezwłocznego usunięcia skutków naruszenia moich dóbr osobistych poprzez usunięcie negatywnego komentarza

Wyznaczono mi termin na reakcję do połowy listopada.

Co ciekawe, moja opinia o tym produkcie w tajemniczy sposób zniknęła, a towaru nie ma już w ofercie sprzedającego.

Przejrzałam w internecie opinie, co robić w takich sytuacjach i znalazłam, że sprzedawcy straszą tak kupujących, ale też zdarza się, że podają kupujących do sądu cywilnego. 

Czy ktoś z was/waszych znajomych miał podobną sytuację? 


naprawdę

Zdrowie Kaliny przypomina cieniutką łodyżkę. Wystarczy mocniej dmuchnąć i już niemal się łamie. No i jest kolejne dmuchnięcie i kolejne nie-wiadomo-co.

Od kilku dni Kalina czuje się średnio. Jest spowolniona, a szum w głowie zdecydowanie się nasilił.

Dziś samopoczucie Kaliny ze średniego zmieniło się na złe. I to fizycznie i psychicznie. Położyła się Kalina do łóżka, żeby przespać złe myśli i złe odczucia z ciała. No i obudziła się z bolącą głową i opuchniętą twarzą. Do tego podkrążone oczy, a skroń pulsuje w rytmie samby.

Wszystko jest dobrze. Kalina wie. Tylko to "dobrze" Kaliny nie jest tym, co oznacza "dobrze" dla przeciętnego człowieka. Dobrostan Kaliny przyjmuje inne wartości niż dla zdrowych ludzi. Kalina musi mniej oczekiwać, więcej wybaczać swojemu ciału i mieć większą tolerancję na niepokojące sygnały. 

Ale to wszystko jest naprawdę w cholerę trudne. A gdy do tego dochodzi psychiczny dołek, życie staje się naprawdę bardzo niewygodne. Za ciasne jakieś. Swędzące, drapiące i do wyrzucenia. 

wtorek, 15 października 2024

obiadowych

Kalina od jakiegoś czasu gotuje wege potrawy z dynią, kalarepą, papryką, batatami i innymi pysznościami. Soczewica weszła na listę priorytetów obiadowych.

Do tego kasza pęczak albo kuskus.

Wczorajszy tadżin z dynią tak walił po kubkach smakowych aromatami północnej Afryki, że trudno było nie jęczeć z zachwytu. 

Niniejszy post sponsorowany jest przez dynię, kalarepę, bataty i termomix.


sobota, 12 października 2024

jesień

Piękna ta jesień.
Naprawdę złota i naprawdę zjawiskowa. 
Klony przy domu Kaliny powoli czerwienieją i żółkną. 
Liście jeszcze nie opadły.
Za kilka dni zaparkowany pod nimi samochód będzie rano wyglądał jak przykryty kołderką.

I niezwykłe jest to, że kolory zmieniają się z dnia na dzień. Z godziny na godzinę.

piątek, 11 października 2024

wyłączyć

Po operacji Kalina ma wrażenie szumu w połowie głowy. Męczące doświadczenie.
Nie ma sposobu, żeby to wyłączyć. 
Słychać go od razu po przebudzeniu i w chwili zasypiania. Zupełnie tak, jakby Kalina przebywała w nieustającym hałasie.
To kolejna z uporczywych dolegliwości, z którymi Kalina musi się chyba zacząć zaprzyjaźniać, bo prawdopodobnie będą tak żyły razem aż do śmierci.



środa, 9 października 2024

pomyłka

Koleżanka Kaliny jest po operacji usunięcia guza. Wynik badania histopatologicznego powinien nadejść pocztą. Potem miała skontaktować się z lekarzem w sprawie dalszego postępowania.  Cierpliwie czekała na wyniki.
 Pewnego dnia zadzwoniła do niej nieznajoma lekarka.
- Ustaliłam pani termin chemii na za tydzień. Proszę przyjechać na czczo. Czy ma pani jakieś pytania?
- Naturalnie, że mam. Jakiej chemii? To chyba jakaś pomyłka!
- Zaraz sprawdzę. Nie, to nie jest pomyłka. Ma pani ustaloną chemię.
- To niemożliwe! Najpierw powinnam dostać wynik histopatologii i skontaktować się z moim lekarzem!
- Nie dostała pani wyniku? To dziwne, bo już są. Ma pani złośliwego raka. Wyniki są bardzo złe, dlatego ustalamy pani chemię na za tydzień. 

W taki sposób usłyszała, że jest naprawdę poważnie chora. Przez telefon. Przypadkowo. Zoperowano ją i jej stan został uznany za bardzo dobry.

 Dziś podczas kontrolnej wizyty dowiedziała się, że musi iść na tomograf. 
- Czy to teraz konieczne? - spytała.
- Tak. Szukamy gdzie rak się rozsiał.
- Jak to "rozsiał"? To ja mam przerzuty?
- Tego nie wiem, ale wykluczyć nie można.

Weszła do gabinetu chora, ale w dobrej formie. Wyszła tak samo chora, ale w zdecydowanie gorszej formie. Taka zmiana po kontakcie z lekarzem. 




poniedziałek, 7 października 2024

działania

K. wracała w południe do domu i na drzwiach wejściowych zauważyła największego pająka świata. Siedział na futrynie. Piszcząc i krzycząc wbiegła do domu i obudziła M.

Drzwi były nadal otwarte.

Obserwując pająka, żeby znać dokładnie jego położenie w każdej sekundzie, K. i M. obmyśliły plan działania. Odkurzacz.

Z niemałym trudem wyszły z odkurzaczem na korytarz (musiały przejść obok pająka) i wciągnęły potwora do środka.

Jego rozmiary dawały cień niepewności, co do jego śmierci w odkurzaczu. Wciągnęły zatem jeszcze sodę oczyszczoną (broń chemiczna) i ryż (pociski małego kalibru).

Wyjęły worek z odkurzacza, wrzuciły do worka na śmieci, całość szczelnie zawiązały i wystawiły na balkon.

Rozmiary pająka tak bardzo odbiegały od powszechnie stosowanych, że K. i M. zaczęły rozważać, czy na pewno soda i ryż zabiły gościa na śmierć. Nie miały pewności, czy nadal nie siedzi przyczajony w rurze. Zatem założyły nowy worek do odkurzacza i wciągnęły do niego mech i ziemię z balkonu w ilościach obfitych (pociski większego kalibru), zapełniając nowy worek. Wyjęły worek z odkurzacza, włożyły do kolejnego worka na śmieci, zawiązały i wystawiły na balkon. 

Ponieważ obie były tak wypełnione adrenaliną, że wyciekała im porami skóry, postanowiły iść za ciosem i zrzuciły jeszcze miotłą ogromnego krzyżaka, który zbudował sieć za szybą w salonie. Niemal słychać było huk, jak spadał z piętra na chodnik, a w płytce chodnikowej najprawdopodobniej powstała spora wyrwa ;-).

Jedna z opisanych dzielnych kobiet to starsza córka Kaliny. Druga to jej współlokatorka. Dziewczyny umieją sobie radzić - jestem z nich dumna.

I tylko bardzo proszę nie pisać w komentarzach, że pająki są przecież nieszkodliwe i nie warto się ich bać.

Kalina doskonale wie, czy warto się ich bać, czy też nie. Dziś rano Kalina i jej młodsza córka ogłosiły w domu stan wyjątkowy, polegający na usuwaniu 3 potworów z doniczek i do teraz obie zastanawiają się, czy kosarze nie wyjdą żywe z odkurzacza...


sobota, 5 października 2024

grzyby

Kalina wyciągnęła męża na grzyby. Mąż Kaliny jest typem zadaniowym. Hasło "na grzyby" wywołało zatem serię poczynań. Przygotował pudełeczko z chlebem i kiełbaskami długodojrzewającymi. Zrobił herbatę w termosie ("Nie będę robił, przecież jesteśmy dorośli". Po kwadransie: "Jednak zrobię. Gorąca herbatka z cytryną jest na grzybach najważniejsza").

Założyli zimowe buty na wszelkie okazje, grube kurtki, rajtuzy (to Kalina) i zabrali wielki wiklinowy kosz (też Kalina).

I pojechali.

Ustalili, dokąd jadą: blisko, bo Kalina nie w formie. Dookoła małego leśnego jeziorka. Powolutku. Jeśli zawroty głowy pójdą z nimi, dadzą radę wrócić do samochodu. 

- Pamiętasz trasę?

- Pamiętam - rzekła Kalina, która chciała już jechać, żeby jak najszybciej ruszyć i zjeść coś w samochodzie. 

Po drodze Kalina musiała kilkakrotnie uspokajać męża, że jeśli nawigacja pokazuje, że oddalają się skutecznie od punktu docelowego, oznacza to, że powinni iść na grzyby gdzie indziej. Zdecydowali się na gdzie indziej. Bez jeziorka. Mały las. Łatwiej wrócić do samochodu gdyby zaczęło padać, lub gdyby Kalina padała ze zmęczenia. 

Zatrzymali samochód, zjedli połowę prowiantu, zabrali kosz, małą parasolkę i wielki męski parasol i poszli.

Poszli, poszli i znaleźli 6 sztuk. Mizerna, cicha, stajenka licha. No jakby wszystkie grzyby świata wymiotło w inny obszar. Padło hasło "Wracamy". Dołożą grzyby do sosu, będzie nuta grzybowego aromatu. 

Gdy zdemotywowani wracali do samochodu, z pobliskich zarośli wybiegł patataj, patataj, dzik wielki jak bizon amerykański, co podniosło morale Kaliny i jej męża. Śmiejąc się z tętentu dzika i swojego przestraszenia doszli do drogi, przy której nieco dalej stał zaparkowany samochód.

Mąż Kaliny zatrzymał się przy obrośniętych wysoką trawą krzaczkach i szpikulcem od parasola wskazał kierunek. 

- To jest miejsce, gdzie powinny być grzyby.

Posłuszna Kalina zrobiła krok w tamtą stronę i ku swojemu osłupieniu znalazła uroczego, zdrowego i jędrnego maślaczka. A obok niego - setki innych. Słowo daję: maślakowy Pekin, Bombaj, pielgrzymka do Medyny i pochód pierwszomajowy... 

Trudno było stopę postawić, żeby jakiegoś nie nadepnąć. Najpierw zrywali wszystkie, potem już tylko te średniej wielkości. 

Teraz całe mieszkanie pachnie maślakami, kilka potężnych porcji jest naszykowanych do zamrożenia, sos był przepyszny, a parasol męża został uznany za przedmiot magiczny.

Jeśli będziecie czegoś szukać, dajcie znać. Poproszę męża, żeby wskazał parasolem kierunek. 

PS. Reszta prowiantu została zjedzona przed odjazdem z lasu. Herbatka wypita. To informacja dla tych, którzy sądzili, że Kalinę da się uciszyć jakimś marnym ogryzkiem. 

kciuki

Tak mi miło, że trzymacie za mnie kciuki!

Dziękuję! 


piątek, 4 października 2024

niewiele

Kilka wizyt lekarskich później Kalina siedzi w pokoju i oddycha z ulgą. Jest lepiej niż wskazały pierwsze badania.
Co najważniejsze, Kalina nie będzie drugi raz operowana. 

Leki, rehabilitacja i cierpliwość. Pilna wizyta u neurologa, ale bez groźby wiercenia we łbie.
Jak niewiele potrzeba, żeby człowiek był zrelaksowany i szczęśliwy. 

No i nie ma wznowy. 
Wznowa - jakie to głupie słowo.